Bliskim zmarłego pacjenta (nie) zawsze należy się zadośćuczynienie

Jolanta Budzowska        17 sierpnia 2017        Komentarze (0)

Czego mogą się domagać najbliżsi zmarłego pacjenta, gdy przyczyną jego śmierci był błąd medyczny? Czy mają takie same prawa jak poszkodowany pacjent?

Takie pytania często zadają sobie członkowie rodziny zmarłego pacjenta, którzy nie mogą się pogodzić z tym, że nie zdołali zapobiec śmierci najbliższej osoby.

Musimy rozróżnić dwie sytuacje.

Pierwsza to ta, gdy poszkodowany pacjent umiera w trakcie procesu o odszkodowanie za błąd medyczny. Czyli, gdy zdawał sobie sprawę z faktu, że stał się ofiarą nieprofesjonalnego leczenia, wystąpił z pozwem do sądu, ale niestety nie dożył wyroku.

Wówczas jego spadkobiercy mogą wstąpić do toczącego się postępowania w jego miejsce. Gdy zapadnie korzystny wyrok, potwierdzający fakt błędu lekarskiego, to wówczas kwoty odszkodowania i zadośćuczynienia oraz renty naliczanej do chwili śmierci poszkodowanego, przypadną jego spadkobiercom.

Muszę przyznać, że – choć to trudne sytuacje – zdarza się, że przychodzi do mnie pacjent, który wie, że może nie dożyć końca procesu i absolutnie świadomie podejmuje decyzję o rozpoczęciu sprawy sądowej, żeby chociaż w tej formie zabezpieczyć finansowo na przyszłość swoją rodzinę…

Ma rację. Jest to forma zabezpieczenia. W przypadku śmierci ofiary błędu medycznego, jej spadkobiercy dziedziczą między innymi zadośćuczynienie, które – gdyby pacjent nie zmarł – byłoby przyznane w wysokości odpowiedniej dla jego sytuacji życiowej, z uwzględnieniem jego cierpień i jego uszczerbku na zdrowiu. Nie są to na ogół małe kwoty.

Inny przypadek ma miejsce wtedy, kiedy pacjent – mimo tego, że doszło do błędu w leczeniu, nie decyduje się na drogę sądową. Nie chce zaszkodzić lekarzom albo zwyczajnie cała rodzina koncentruje się na próbie ratowania chorego, a nie konsultacjach z prawnikami… Czas na refleksję: czy i w jaki sposób można dochodzić roszczeń odszkodowawczych, przychodzi dopiero po śmierci poszkodowanego pacjenta…

Wówczas sytuacja jest nieco inna. Jego bliskim przysługuje co prawda prawo do zadośćuczynienia, odszkodowania, a czasem i renty, ale są zupełnie inne roszczenia niż te, które byłyby należne samemu pacjentowi (gdyby to on wystąpił z pozwem przeciwko szpitalowi za życia).

Podstawowa różnica to ta w zakresie zadośćuczynienia.

Po pierwsze, przysługuje ono wtedy na podstawie art. 446 § 4 k.c. osobom bliskim zmarłemu pacjentowi. Te „bliskie osoby” to niekoniecznie spadkobiercy, bo przecież zmarły pacjent mógł chociażby pozostawić testament, w którym swój majątek przeznaczył na cele charytatywne. Nie pozbawia to jednak jego bliskich prawa do żądania roszczeń odszkodowawczych z tytułu błędu medycznego.

Sąd oceni jednak każdorazowo, po pierwsze stopień „bliskości”, czyli czy rzeczywiste relacje wiążące tego, kto ubiega się o zadośćuczynienie, z osobą zmarłego uzasadniają przyjęcie, że dany członek rodziny jest osobą najbliższą w rozumieniu art. 446 § 4 k.c.

Po drugie, sąd w toku postępowania oceni też stopień doznanej krzywdy. Oczywiście, wiadomo, że krzywdę doznaną wskutek śmierci osoby bliskiej jest bardzo trudno ocenić. Pisałam już o tym w kilku postach, między innymi w tym ”Zadośćuczynienie za śmierć osoby bliskiej”, „Zadośćuczynienie po śmierci pacjenta” czy „Zadośćuczynienie za śmierć żony”.

Wiadomo też, że nawet sędziom trudno jest zobiektywizować kryteria i ocenić, jaka wysokość zadośćuczynienie będzie sprawiedliwa w konkretnej sytuacji.

Dlatego też sąd, zanim zdecyduje o tym czy należy się zadośćuczynienie (lub nie…, ale o tym za chwilę) i w jakiej wysokości, zbada rodzaj, charakter, długotrwałość cierpień i ich intensywność.

Jeśli przebycie żałoby po śmierci poszkodowanego pacjenta nastąpiła w sposób naturalny, a śmierć nie wpłynęła szczególnie na życie jego bliskich, to w skrajnym przypadku może nawet uznać, że z uwagi na bardzo niewielki stopień doznanej krzywdy, zadośćuczynienie w ogóle nie będzie należne…

Ostatnio taki właśnie wyrok wydał w sprawie wypadku komunikacyjnego Sąd Apelacyjny w Warszawie który uznał, że jeśli człowiek po śmierci swojego krewnego w sposób naturalny przeżywa żałobę, doświadcza przykrych przeżyć, ale nie odczuwa szczególnie silnego cierpienia, to brak jest podstaw do przyznania mu zadośćuczynienia z tego tytułu. Zadośćuczynienia domagali się bratankowie, po śmierci stryjenki. Sprawę znam tylko z portalu Sądu Apelacyjnego*, ale takie rozstrzygnięcie wydaje się być słuszne. Zadośćuczynienie nie należy się przecież „automatycznie”…

Trzeba pamiętać, że to poszkodowani (osoby bliskie zmarłemu) muszą udowodnić przed sądem, że ich krzywda powinna zostać zrekompensowana.

A w sprawie o błąd medyczny jest jeszcze trudnej, bo przede wszystkim trzeba wykazać, że do niego doszło, i że był przyczyną śmierci najbliższej nam osoby.  I dlatego, bez pełnomocnika, „stety” albo  niestety, ani rusz.

 

* Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 23.02.2017 r., I ACa 2387/15, LEX nr 2279531

{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: