Brak nadzoru na sali pooperacyjnej

Jolanta Budzowska        28 czerwca 2016        Komentarze (0)

Pacjent po operacji i znieczuleniu musi być przez pewien czas pod szczególnym nadzorem.  Powodzenie samego zabiegu to nie koniec leczenia. Z pewnością nie można jeszcze odetchną z ulgą, że wszystkie ryzyka powikłań operowany ma już za sobą.

Pacjent w godzinach przedpołudniowych miał zabieg z zakresu chirurgii twarzowo- szczękowej. Jednym z typowych powikłań po takim zabiegu może być między innymi:

  • obrzęk w okolicy operowanej,
  • nasilone krwawienie okołooperacyjne,
  • przejściowe trudności z oddychaniem na skutek zmiany przestrzeni powietrznej gardła.

Prawdopodobnie z tego powodu anestezjolog zalecił:

„po operacji konieczne jest ciągłe monitorowanie saturacji, EKG i ciśnienia tętniczego co 15-30 minut w sali pooperacyjnej pod nadzorem lekarza co najmniej do godziny 8:00 następnego dnia.”Lekarz prowadzący (operator) zbadał pacjenta w dniu zabiegu, przed wyjściem z pracy ok. godz. 15.

W godzinach popołudniowo-nocnych u pacjenta narastał obrzęk pooperacyjny okolicy twarzoczaszki. Pomimo tego, około godz. 18 lekarz dyżurny podjął decyzję o przeniesieniu pacjenta na salę ogólną – w dokumentacji brak jest  jakiekolwiek wpisu na temat stanu i parametrów życiowych pacjenta. Lekarz nie przeprowadził badania fizykalnego.

Nadzór nad pacjentem  na dyżurze nocnym na sali ogólnej sprawowała 1 pielęgniarka, która miała pod opieką 20 pacjentów z dwóch klinik. Nie były wypełniane zalecenia anestezjologa – nie monitorowano stanu pacjenta.

W nocy pacjent zgłosił narastającą duszność, doszło do NZK.  Akcja resuscytacyjna i reanimacyjna trwała zbyt długo, przywrócono akcję serca, pacjent pozostał jednak nieprzytomny.  Zmarł po 7 dniach.

Czy lekarz dyżurny popełnił błąd?

W okresie pooperacyjnym pacjent powinien być umieszczony w sali pooperacyjnej (wybudzeń), gdzie bezpośredni nadzór nad nim prowadzi odpowiednio przeszkolona pielęgniarka. Sala pooperacyjna jest wyposażona w specjalistyczny sprzęt do reanimacji, a przy łóżku pacjenta ma być dostęp do aparatu do pomiaru ciśnienia krwi, monitora EKG, pulsoksymetra, termometru i źródła tlenu, powietrza i próżni. Tyle teoria.

Zmarły pacjent powinien był przebywać na sali pooperacyjnej, ale lekarz dyżurny podjął przedwczesną decyzję o przeniesieniu pacjenta na zwykły oddział. To pozbawiło chorego  szansy na natychmiastowe rozpoznanie narastającej duszności i udrożnienie dróg oddechowych za pomocą sprzętu i personelu medycznego, który na sali pooperacyjnej powinien być „pod ręką”, a na który trzeba było zbyt długo czekać na zwykłej sali…

A może lekarz nie miał wyjścia, skoro – jak wykazało postępowanie –  pielęgniarka, która mogłaby i powinna była czuwać tej nocy nad pacjentem w sali pooperacyjnej w ramach opieki „jeden do jeden”, była jednocześnie jedyną na dyżurze w obu klinikach?

Może zwyczaj przenoszenia pacjentów, którzy bez wątpienia nadal wymagali wzmożonego nadzoru, na salę ogólną, był doraźnym zwyczajem radzenia sobie z problemem braku pielęgniarek nocnych? Na sali ogólnej nie jest  przecież wymagana ciągła obecność pielęgniarki na sali, tak jak to obowiązuje na sali pooperacyjnej.  Na pozór więc takie działanie było zgodne z przepisami.

Ryzyko podjął lekarz dyżurny. Ryzyko odpowiedzialności podjęła też pielęgniarka dyżurująca w nocy.

To wszystko dlatego, że dyrekcja szpitala w majestacie prawa ustaliła limity obsady pielęgniarek, które jak się okazało, nie gwarantowały bezpieczeństwa pacjentom oraz jakości udzielanych świadczeń zdrowotnych.

Za ryzyko, którego nigdy nie akceptował, a które podjął szpital, najwyższą cenę poniósł pacjent.

{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: