Czy jedzie z wami lekarz? Nie: ratownik. OK.

Jolanta Budzowska        21 lipca 2016        8 komentarzy

Odłóżmy na bok takie sytuacje, gdy prasa donosi: pacjent zmarł, bo dyspozytor medyczny nie wysłał karetki. Oraz: pacjent zmarł, bo karetka błądziła po okolicy. To kwestia odpowiedzialności organizacyjnej, a ratownik medyczny nie odpowiada za błędy systemu.

Inne doniesienia medialne, na przykład takie:

„Wkrótce rozpocznie się proces ratownika medycznego z pogotowia ratunkowego. Mężczyzna jest oskarżony o zaniedbania, które mogły przyczynić się do zgonu pacjenta”, 

mają inny wspólny mianownik: łączy je formułowany pod adresem ratowników zarzut karny nieprawidłowego zdiagnozowania pacjenta i podjęcia błędnej decyzji w zakresie dalszego leczenia (lub braku leczenia).

Pewno już wiecie, że ten post – biorąc pod uwagę tematykę bloga – będzie o tym, jakie błędy diagnostyczne i decyzyjne oraz jak często popełniają ratownicy medyczni.

Nic z tego. Bo akurat o Zespołach Ratownictwa Medycznego mam dobre zdanie i zamierzam je uzasadnić. Dlatego, że biorąc pod uwagę warunki, w jakich działają ratownicy, naprawdę rzadko można mieć do nich uzasadnione pretensje.

Przeważająca część frustracji pacjentów bierze się stąd, że nadal traktuje się karetkę jako całodobową przychodnię na kółkach. Stąd też prawdopodobnie przekonanie, że w każdej karetce powinien być lekarz.

Ilu pacjentów wie, że w karetce podstawowej (oznaczonej literą P) pomocy udzielają minimum 2 osoby uprawnione do wykonywania medycznych czynności ratunkowych? W tym zespole nie ma lekarza. Natomiast w karetce specjalistycznej (S) pomocy muszą udzielać minimum 3 osoby, z których dwie są ratownikami medycznymi lub pielęgniarkami systemu, a jedną musi być lekarz. Zdecydowanie częściej wyjeżdżają karetki podstawowe, zresztą blisko 60 % wszystkich karetek to właśnie te P.

Ratownicy są przeszkoleni, by udzielać świadczeń ratujących życie. Zespoły karetki P robią to nie gorzej niż karetki S, choć oczywiście zespół to zespół i jest tak dobry, jak jego najsłabsze ogniwo…

Przyjęło się też uważać, że transport taksówką – karetką na SOR gwarantuje pełne świadczenia bez kolejki. Jeśli jest inaczej, znów rzuca się kalumnie pod adresem ratowników.  Wpis z pewnego forum dla pacjentów:

„Rada praktyczna: czekanie na wizytę u specjalisty to koszmar. Ale jest metoda na to: jeśli bardzo was coś boli, a musicie czekać na konsultację u specjalisty długo, to należy wezwać karetkę lub samemu pojechać na SOR, tam wić się z bólu i musicie zostać zbadani przez specjalistów. Muszą być zrobione badania natychmiast itd. Wprawdzie trzeba na SOR-ze czekać czasem i parę godzin, ale to zawsze krócej niż parę miesięcy. Sprawdzone na własnym zdrowiu!”

Uważam to za niemoralne. I tyle, żeby ponad miarę nie rozwijać tematu. Ile w tym czasie osób, które rzeczywiście potrzebują nagłej pomocy, będzie zbyt długo czekało na karetkę? Ile osób rzeczywiście w stanie wymagającym natychmiastowej pomocy, będzie zbyt długo czekało w SOR na pomoc? Pytania retoryczne.

Zadaniem ratowników nie jest leczyć, o czym mało kto pamięta.  Mają dobrze ocenić sytuację, postawić wstępną diagnozę, wdrożyć czynności ratunkowe, ustabilizować pacjenta i bezpiecznie  dowieźć na oddział ratunkowy. Na tym rola ratownika medycznego się kończy. O dalszym losie pacjenta decyduje lekarz na oddziale ratunkowym.

Często mam okazję – czy to w składzie orzekającym Wojewódzkiej Komisji do Spraw Orzekania o Zdarzeniech Medycznych, czy jako pełnomocnik poszkodowanych, analizować i porównywać dokumentację medyczną ratowników z tą z SOR, a potem z oddziału, jeśli pacjent zostaje w szpitalu.

Zespoły ratownictwa medycznego prowadzą własną dokumentację, o czym niewielu pacjentów wie. Tym dokumentem jest Karta Medycznych Czynności Ratunkowych. Ta Karta jedzie z pacjentem karetką, ale można uzyskać do niej dostęp na takich samych zasadach, jak do pozostałej dokumentacji medycznej.

Warto korzystać z tego prawa, bo dokumentacja ZRM bywa zdecydowanie bardziej rzetelna, wyczerpująca i dobrze oddająca stan pacjenta oraz informacje uzyskane z wywiadu, niż dokumentacja z SOR.

Konfrontacja treści Karty Medycznych Czynności Ratunkowych z dokumentacją z SOR lub z informacjami zapisanymi podczas wywiadu zebranego podczas przyjęcia na oddział czasem pokazuje, że więcej przydatnych dla diagnozy i dalszego leczenia informacji było w tej Karcie – należało ją tylko uważnie przeczytać…

Treść Karty pomaga też nierzadko udowodnić w sądzie, że wbrew twierdzeniom szpitala, pacjent nie „zataił” informacji, na przykład o przyjmowanych lekach – skoro podał je i ratownikowi, który je zapisał w rubryce „Wywiad”, i lekarzowi podczas wywiadu przy przyjęciu – tyle, że lekarz najwyraźniej nie uznał ich za istotne i z niewiadomych względów nie zapisał…

Podobnie jest z rubrykami  „Badanie” i „Objawy”. Notatki na temat objawów prezentowanych przez pacjenta nader często dowodzą, że to ratownicy medyczni dokładnie zbadali  i wysłuchali  pacjenta i jego rodzinę. I wreszcie rubryki: „Rozpoznanie” i „Postępowanie z chorym” – też warto je porównać z późniejszymi wpisami w dokumentacji szpitalnej. Wnioski bywają zaskakujące. Więcej na temat roli dokumentacji medycznej w procesie o błąd medyczny przeczytać można tutaj.

Czy ratownicy medyczni są nieomylni? Nie. Czy zawsze podejmują jedynie słuszne decyzje? Oczywiście, że nie. To, czy zespół nie zaszkodził pacjentowi można sprawdzić odczytując niektóre zapisy z karetki. Z nowoczesnych kardiomonitorów i defibrylatorów, które zapisują rytm serca,  można wysłać zapis EKG do pracowni kardiologii inwazyjnej.

Pamiętajmy jednak, że ratownik medyczny to nie lekarz działający w bardziej komfortowych warunkach szpitala i ma znacznie mniej czasu na diagnozę. Postawione przez niego prawidłowe rozpoznanie ratuje nasze życie lub zdrowie. A poza tym, paramedyk jest naszą ostatnią szansą, kiedy nikt inny i tak nie zdążyłby nam pomóc… Warto to sobie uświadomić.

Pamiętajmy jednak przede wszystkim o tym, że to, czy pomoc dotrze na czas do pacjenta, a potem  czy zostanie postawiona prawidłowa diagnoza, zależy w dużej mierze od tego, jakie informacje na początku otrzyma dyspozytor medyczny, a potem ratownik medyczny na miejscu.  Od nas. Od pacjenta i jego rodziny.

W nawiązaniu do tego, jak istotne bywają te informacje, a zarazem, żeby nie było zbyt patetycznie, kilka przykładów z życia* wziętych:-)

____

„- Przepraszam Pana, ja z taka sprawą..

-słucham

-moja babcia zjadła całą tabliczkę czekolady.

-rozumiem, że jest uczulona?

-nie, nie, tylko zwykle zjadała 2,3 kosteczki, a teraz zjadła cała tabliczkę, no całą i siedzi i się oblizuje, czy jej nic nie będzie?

-pan żartuje? dzwoni pan z tym do pogotowia ratunkowego?

-tak, czy babci nic się nie stanie?

-nie, do widzenia.”

____

„-Jak stoję to mi się w głowie kręci.

‪-Od dawna i często tak się dzieje?

‪-Nie, nie często, tylko wtedy gdy wieszam pranie.

‪-Aha…

‪-Stoję na brzegu wanny, wieszam pranie i wtedy mam zawroty…

‪-W jakim pani jest wieku?

‪-…96″

____

„- Tańczyłam po pijanemu na stole i skręciłam nogę, ale niech mnie pan nie ocenia.”

Kurtyna.

*a konkretnie, są to przykłady przytoczone przez komentujących jeden z postów  „To nie z mojej karetki” na FB

{ 8 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

Maciej Lipiec 22, 2016 o 04:39

Świetny wpis. Zmieniłbym jedynie zdanie dotyczące „przeszkolenia” ratowników. Zdecydowanie lepiej pasowałoby słowo „wykształceni”. Dodałbym też, że starsza Pani czekająca na ratowników z wielką torbą w przedpokoju nie zawsze zostanie zawieziona do szpitala, ponieważ decyduje o tym jej stan i ratownik medyczny, który jest kierownikiem zespołu. Pozdrawiam!

Odpowiedz

Jolanta Budzowska Lipiec 22, 2016 o 15:33

Słusznie: studia na kierunku ratownictwo medyczne. A dodatkowo, po uzyskaniu dyplomu ratownika medycznego doskonalenie zawodowe.

Odpowiedz

Grzegorz Madajczak Lipiec 22, 2016 o 15:03

To ja jestem dyspozytorem, który w sprawie czekolady rozmawiał 🙂 Do zadań dyspozytora należy również edukacja co ma pacjent zrobić w sytuacji gdy jego zgłoszenie nie nadaje się do przyjazdu Pogotowia Ratunkowego. czyli zgłoszenie się do lekarza POZ czy do Ambulatorium. Nie zawsze wezwanie karetki gwarantuje szybsza drogę do lekarza specjalisty, gdyż bardzo często zespół jest wstanie zweryfikować czy pacjent kłamie – ze względu na swoje doświadczenie w pracy. Wtedy po zdaniu pacjenta jest on sadzany jak inni w kolejce i 8 godzin murowane czekanie 🙂 – ale jak to napisane, niektórzy wolą poczekać 8 godzin i awanturować się nieco niż czekać kilka miesięcy. a nawiązując do tego jakie przypadki powinny być zaopatrywane w ramach SOR – takich cfaniaków powinno się kopem w zad traktować, albo kazać płacić, za wyjazd ZRM – nieuzasadnione wezwanie – i za konsultacje specjalisty.

Odpowiedz

Jolanta Budzowska Lipiec 22, 2016 o 15:29

Podziwiam za siłę spokoju:)

Odpowiedz

Grzegorz Październik 14, 2016 o 18:02

Warto dodać, że zawód ratownika medycznego jest bardzo młody. Wpisy warte uwagi i polecenia . Dziękuję za wiele cennych rad. Bardzo serdecznie pozdrawiam

Odpowiedz

MKMed Lipiec 18, 2017 o 13:37

Bardzo dobry artykuł. Utwierdza mnie Pani w przekonaniu, że moje, i pewnie wielu ratowników, „epopeje” w KMCR mają sens i jednak ktoś w końcu je czyta (bo nie przecież lekarz w SOR, z wyjątkami). Cieszy mnie też fakt, że coraz częściej można znaleźć artykuł, w którym pokazuje się nasze dobre strony i to nie tylko na zasadzie „Aniołów, pojawiających się w blasku świateł alarmowych i dźwięku syren”, ale także właśnie w takich mniej zauważalnych, dla każdego „Kowalskiego” sytuacjach. Od dawna wychodzę z założenia, że co nie jest napisane tego nie ma. Dodatkowo od niedawna – niestety, proszę pacjenta o podpisanie/potwierdzenie podpisem treści w KMCR. To w razie gdyby pacjent nagle chciał zmienić zdanie.
I tak jak moi przedmówcy, nieprawdą jest jakoby ratownicy medyczni wozili każdego kto chce do szpitala. Śmiem nawet powiedzieć, że pomimo iż jest Nas więcej (zesp. P) to statystycznie przewozimy mniej ludzi do szpitala niż zespoły lekarskie. Oczywiście jak wszędzie, jak w każdej grupie zawodowej są tacy, którzy „leczą” w miejscu i są tacy, którzy „leczą” przewozem a potem oczekiwaniem.
Pozdrawiam

Odpowiedz

Jaco Lipiec 20, 2017 o 10:35

Karetka p przywozi do SORu wszystko co nie ucieknie na drzewo lub nie przykuje się kajdanami do kaloryfera… każdą pierdołę. Powoduje to zasypywanie SORów pacjentami, którzy nie powinni się tam znajdować. Karetka p wychodzi z założenia pakuj, jedz do SORu i nic nie rób. I te ratowniki ubrane jak komandosi z latarkami, radyjkami, nożami, nożyczkami w kuloodpornych kamizelkach i butach po kolana. A wszystko tylko po to aby zapakować i robić za taxi. No ale nie ma się co dziwić.

Odpowiedz

ratol odwraca kots Lipiec 21, 2017 o 14:58

Hehe, dużo lekarzy transporterów robi to samo, tylko zespół s ma 3 razy mniej wyjazdów, więc analogicznie zaśmieca sor 3 razy mniej, dużo „lekarzow” ucieka w ten sposób od swojej pięty Achillesa, czyli leczenia, o którym nie mają bladego pojęcia, wiem co mówię jeżdżę z nimi od ponad dekady

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: