Czy lekarz może być za stary, żeby leczyć?

Jolanta Budzowska        03 lipca 2017        9 komentarzy

Mieszkam w Krakowie, działam przed sądami w całej Polsce.

Najszybciej docierają do mnie – siłą rzeczy – lokalne plotki i „afery” ze środowiska medycznego z Krakowa i Warszawy (bo to jednak w stolicy prowadzę najwięcej procesów o błąd medyczny).

W Krakowie ostatnio huczy. Swoją drogą, tu łatwo o hałas, bo jednak wszystko, co ważne, dyskutowane jest w obrębie Plant:)

Otóż pewnemu znanemu kardiochirurgowi, o niekwestionowanych zasługach, po latach ciężkiej pracy, szpital zaproponował nowy kontrakt: bez możliwości operowana pacjentów.

Jak się okazuje, powodem tej decyzji dyrekcji jest przede wszystkim fakt, że lekarz jest w wieku emerytalnym, ma 73 lata.

Dla profesora i jego otoczenia,  warunek odejścia od stołu operacyjnego jest nie do przyjęcia. Głośno protestują też uratowani przez tego lekarza pacjenci i ich rodziny.

Niektórzy, między innymi krakowska Gazeta Wyborcza, stawiają jednak pytanie:

„Kiedy chirurg powinien powiedzieć sobie dość i ze względu na bezpieczeństwo pacjenta przestać operować?”

Redaktor Iwona Hajnosz w omawianym artykule cytuje profesora Dziatkowiaka, innego legendarnego kardiochirurga krakowskiego: „Jestem przekonany, że nadal po ukończeniu 70 lat życia mógłbym z powodzeniem operować. Nie czynię tego jednak, ponieważ zdaję sobie sprawę, że w kardiochirurgii pięcioprocentowe ryzyko operacyjne rozkłada się proporcjonalnie do liczby wykonywanych zabiegów”.

Warto przeczytać cały materiał, bo autorka przytacza też przykłady ze świata. Między innymi ciekawy jest fakt, że na przykład w Wielkiej Brytanii po 65. roku chirurg nie może być zatrudniony jako operator w publicznych placówkach medycznych. Albo ten: według amerykańskich badań, przy niektórych zabiegach operacyjnych, starsi chirurdzy mają więcej zgonów pacjentów do 30. dnia po operacji niż ich młodsi koledzy. Zakładam, że chodzi tu o rzeczywiście podeszły wiek.

Na pewno jest tak, że nie każdy w tym samym wieku, na przykład 73 lat, ma taką samą sprawność psychofizyczną. Nie można więc generalizować i wrzucać wszystkich do tego samego worka.

Nie sądzę jednak, żeby najlepszą osobą do oceniania swojej zdolności do operowania, był sam chirurg. A nawet gdyby był w stanie ustrzec się od subiektywnej oceny tego, czy na przykład na równi z czterdziestoletnim może wytrwać przy stole operacyjnym podczas wielogodzinnej operacji, to nie można odmówić dyrekcji szpitala dbałości o minimalizowanie ryzyka zdarzeń medycznych. Także tych niezawinionych przez lekarza, a związanych po prostu z ułomnościami wynikającymi z wieku.

Według danych Naczelnej Izby Lekarskiej w Polsce pracuje 13 tys. 147 lekarzy (wyłączając dentystów), którzy ukończyli 71. rok życia. To blisko 10 procent wszystkich lekarzy czynnych zawodowo. Część z nich to lekarze, których specjalizacje wymagają bardzo dobrej sprawności fizycznej, na przykład chirurdzy.

Czas więc zacząć poważną dyskusję na temat, czy podeszły wiek operatorów zwiększa ryzyko odpowiedzialności podmiotów leczniczych za powikłania po zabiegach z ich udziałem. Jeśli to ryzyko jest rzeczywiście wyższe, a wszystko na to wskazuje, to taka polityka zatrudnienia, jaką próbuje się wymusić na krakowskim szpitalu, byłaby błędem organizacyjnym.  I oczywiście – argumentem do wykorzystania przez poszkodowanego pacjenta, w razie sporu ze szpitalem.

 

 

 

 

{ 9 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

Agnieszka Swaczyna Lipiec 3, 2017 o 12:48

Gratuluję, to pierwszy wyważony głos w tej emocjonalnej dyskusji.

Odpowiedz

Jan Lipiec 3, 2017 o 16:06

To trochę jak z jazdą samochodem. Rozsądni najpierw przestają szaleć, potem unikają jazdy w nocy, w trudnych warunkach, aż wreszcie wybierają tramwaj lub taksi. Samopoczucie jest ważne, ale ważny jest też wgląd w siebie i ocena swoich możliwości, która jednak może być mylna. Obiektywne jest uczucie zmęczenia. Rozsądne jest wybieranie drugiego miejsca przy stole bo wtedy liczy się bardziej doświadczenie niż sprawność. Oczywiście dłużej pozostaje sprawność wystarczająca do małych, prostych, mało ryzykownych zabiegów. Wyższa śmiertelność starszych chirurgów jest łatwa do wytłumaczenia, bo to oni najczęściej podejmują się bardziej ryzykownych operacji a zwłaszcza takich, które już nie nie przynoszą „sławy mołojeckiej”. Podoba mi się komentowany tekst.

Odpowiedz

Jolanta Budzowska Lipiec 3, 2017 o 16:29

W pełni się zgadzam, dlatego sama mam mieszane uczucia.

Niemniej jednak, chyba zwycięża we mnie przekonanie, że kolejne pokolenia kardiochirurgów powinny garściami czerpać wiedzę od Profesora na szkoleniach i konferencjach, ale doświadczenie zdobywać już samodzielnie, na (zwolnionym) miejscu pierwszego operatora. I na tym etapie kariery zawodowej Pan Profesor przede wszystkim w taki sposób mógłby zasłużyć się krakowskiej (i polskiej) kardiochirurgii.
Co do podejmowania się ryzykownych operacji: na pewno często jest tak, jak Pan pisze. Jednak z praktyki zawodowej znam też przypadek znanego warszawskiego chirurga, który właśnie „w pewnym wieku” podejmował nadmierne ryzyko w sytuacjach, które tego nie wymagały. Prawdopodobnie w bezkrytycznym wobec siebie przekonaniu, że komu – jeśli nie jemu – się uda…

Odpowiedz

Dawid Lipiec 3, 2017 o 18:50

niestety problem jest bardzo złożony. 10% lekarzy jest po 71 roku życia. Dlaczego? Jest nas za mało!!! Dlaczego lekarze w tym wieku chcą pracować, zamiast korzystać z wolności po okresie produkcyjnym? Dla większości praca jest jak narkotyk, spędzając ponad połowę swoje życia w pracy. Staję się ona jak tlen konieczny do oddychania. Dopóki liczba lekarzy i ich zarobki nie wzrosną tak będzie. Każdy z Was ma wybór, starszego lekarza dziś albo młodszego za pól roku. Niestety takie są realia.

Odpowiedz

JiM Lipiec 4, 2017 o 03:07

Panie Dawidzie, zachodzi frapujące pytanie, o jaki odsetek wzrośnie proporcja błędów lekarskich, skrzywdzonych ludzi, żeby mniej już sprawnym staruszkom zapewnić, jak Pan to nazywa ‚tlen’, czy ‚narkotyk’. A gdzie świetna funkcja starszych lekarzy jako mentorów, wychowawców młodego pokolenia lekarzy. Ciekawe ze w opinii lekarzy zawsze na pierwszy plan wysuwają się zarobki i świetne warunki pracy. Ale te przecież mamy na miarę naszej gospodarki, wszyscy pracują najlepiej jak mogą w warunkach jakie w naszej ojczyźnie są i zarabiają tyle ile ojczyzna może zapłacić. Niech nie cierpią na tym pacjenci, ze lekarze są sfrustrowani bo mają wyobrażenia o zarobkach jak w Ameryce. Póki co, życzę szanownym lekarzom, aby procent nieudanych zabiegów i wadliwie wykonanych procedur medycznych zawinionych przez leciwych lekarzy, przez staruszków w kitlach, niech ten procent nie przewyższy proporcji emerytów wśród aktywnych lekarzy czyli wymienionego przez Pana poziomu 10 procent.

Odpowiedz

Anna - lekarzyna Lipiec 4, 2017 o 08:33

My ludzie mamy talent do rozdymania własnego ego – czasem do takich rozmiarów, że przesłania rzeczywistość. Wiek jest oczywistością dla ograniczenia działalności, dodałabym do tego jeszcze niesprawność chorobową, która też może ograniczyć możliwości działania. Jeśli głowa sprawna, to można wykorzystać doświadczenie i podpowiadać młodszym, sprawniejszym.
Panie Dawidzie, jeśli praca staje się narkotykiem, to znaczy, że „tylko” lekarz zapomniał o stawaniu się człowiekiem. I nie tłumaczy to kurczowego trzymania się stołu operacyjnego.
I piszę to opierając się na własnym doświadczeniu niekoniecznie starej, ale za to niepełnosprawnej, lekarzyny. Kolejne lata i postęp choroby zabiera mi możliwości tzw. małej chirurgii. Nie bez żalu i żałoby przez chwilę przeżywanej. Po prostu wiem, że nie jestem w stanie, więc nie robię tego kosztem pacjenta, oddaję kolegom. Którzy często wiedzą co, a ja wiem jak 😀 Ostatecznie modelinie, czy muzyce krzywdy nie zrobię – więc mogę się zająć nimi zamiast narkotyzować się władzą nad ciałem pacjenta.

Odpowiedz

Krzysiek Lipiec 4, 2017 o 19:09

Podane badanie Amerykanów może być bardzo złudne i prowadzić do złych wniosków. Starsi, bardziej doświadczeni operatorzy będą operować trudniejsze przypadki więc ilość powikłań po takich zabiegach będzie większa, ponieważ wyjściowo stan tych pacjentów jest gorszy. Kolejna sprawa to fakt że młodzi nie chętnie kształcą się na np. chirurgów bo jest to słabo płatne zawód, mało sprzętu, słabe dofinansowanie… Zamiast merytorycznej rozmowy i posłuchania ekspertów szef Polskiej polityki mówi że trzeba zlikwidować nocne kolejki…

Odpowiedz

LU Lipiec 5, 2017 o 11:27

Bardzo dobry i interesujacy post Pani Mecenas, dziekuje.
Ten temat jest od lat dyskutowany bardzo intensywnie na calym swiecie. Kiedy przestac……nie mozna liczyc na ludzi, ze sami zdecyduja, bo wiedza, ze juz nie moga. Powinien byc system, ktory systematcznie ocenia i monitoruje (powiklania) umiejetnosci lekarzy. W wielu krajach trzeba odnawiac specjalizacje, zdawac systematycznie egzaminy. W USA co 5 lat trzeba zdawac egzamin specjalizacyjny. W Polsce tego zupelnie nie ma. Tu nie chodzi tylko o wiek; sa mlodsi lekarze, ktorzy choruja….czasem alkoholizm odgrywa ogramna role. Powinny byc obiektywne kryteria oceny wiedzy i umiejetnosci lekarzy. Ponadto w Polsce nie ma doksztalcania tzw CME (continual medical education) w zwiazku z czym ci lekarze, ktorzy nie musza nie ucza sie i popelniaja makabryczne bledy. Przy jednoczesnym braku guidelines (schematow postepowania) prowadzi to czesto do katastrofalnych skutkow, o czym sama Pani najlepiej wie.

Odpowiedz

Anna - lekarzyna Lipiec 5, 2017 o 15:11

podpisuję się pod tym komentarzem wszystkimi kończynami 😀

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: