Nie jestem strażakiem, czyli jak dochodzi do oparzenia w szpitalu i kto odpowiada za oparzenie pacjenta podczas operacji?

Jolanta Budzowska        07 lutego 2017        5 komentarzy

Nie jestem strażakiem i nie mogę wydawać opinii odnośnie samozapłonu. Mogę tylko na podstawie wiedzy i doświadczenia stwierdzić, że płomień środków dezynfekujących jest niewidoczny, jest bezbarwny i bez zapachu. Jest on dlatego długo niewidoczny dla personelu i dlatego powoduje tak ciężkie oparzenia III ˚. (…)

Nie stwierdzono awarii noża elektrycznego ani innego urządzenia elektrycznego. Płytka uziemiająca według pielęgniarki była prawidłowo założona na udo. Pielęgniarka miała stolik operacyjny, na którym były narzędzia i materiały opatrunkowe, np. gaziki, daleko od pola operacyjnego. Poza tym, nie paliły się gaziki, a obłożenie pola operacyjnego na brzuchu pacjenta.

Oceniam postępowanie zespołu medycznego jako zgodne z regułą i zasadami działania chirurgicznego. Nie widzę błędu medycznego.”

Kto tak powiedział, a właściwie nawet napisał?

Biegły specjalista chirurgii ogólnej. Wypowiadał się w tej sprawie, bo operacja, jakiej poddał się poparzony pacjent, była typową operacją chirurgiczną. Przebiegła z powikłaniem, a zoperowany pacjent długo po zabiegu musiał leczyć rany oparzeniowe.

Może trzeba było poprosić sąd o opinię strażaka???

Nie trzeba było. Udało się mi udowodnić, że ten biegły nie ma racji. Odpowiednie przygotowanie pacjenta do zabiegu operacyjnego polega między innymi na osuszeniu skóry ze środka odkażającego. Same tylko opary środka dezynfekującego zapalają się jedynie wyjątkowo i nie powodują tak głębokich ran, jak w tym przypadku.

Z moich doświadczeń wynika, że w szpitalu stosunkowo łatwo o poparzenie pacjenta albo o termiczne uszkodzenie tkanek. Jest to tak zwane oparzenie jatrogenne.

Nie raz już sprawy poparzeń pacjentów „lądowały” w sądzie, choć wydawałoby się, że aż się prosi o ugodę, gdy doszło na przykład do:

  • rozległego oparzenia skóry z powodu nieprawidłowego przyłożenia uszkodzonej elektrody biernej do powierzchni skóry pacjenta (gdy w trakcie operacji używany jest aparat do elektrokoagulacji) podczas operacji ortopedycznych,

  • bolesnego poparzenia klatki piersiowej u pacjentki na skutek zapalenia się skóry – nie osuszono jej ze środka dezynfekującego i zapaliła się podczas używania w trakcie operacji urządzeń elektrycznych

  • głębokiego oparzenia skóry spowodowanego wadliwym przyleganiem (nieuszkodzonej) elektrody aparatu do koagulacji do ciała  pacjenta,

  • dotkliwego i trudno gojącego się oparzenia stopy pacjenta na skutek uszkodzenia koca termicznego, którym okryty był pacjent podczas operacji laryngologicznej,

  • rozległego oparzenia skóry, których następstwem były szpecące blizny, po zabiegach depilacji laserowej,

  • przerwania ciągłości jelit podczas operacji sąsiednich organów, na skutek uszkodzenia termicznego,

  • uszkodzenia tkanek miękkich w jamie brzusznej na skutek wyładowania elektrycznego (awaria urządzenia używanego podczas operacji).

Oparzenia wiążą się z bólem i martwicą tkanek. Zwykle źle i długo się goją. Utrudniają też leczenie choroby podstawowej, z którą pacjent zgłosił się do szpitala.  Opóźniają rehabilitację i powrót do pracy. Często pozostawiają trwałe blizny.

W części z tych wymienionych wyżej spraw, zapadły już wyroki, Część jest w toku. Choć to nie są łatwe procesy, pacjent może przynajmniej uzyskać rentę, zadośćuczynienie i odszkodowanie za oparzenie podczas operacji.  I to bez strażaka!

 

 

{ 5 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

rafal Luty 7, 2017 o 16:28

nie wolno „wycierać” środka dezynfekującego, po co w ogóle stosować taki środek, żeby go od razu wytrzeć? przecież to musi zadziałać
skąd takie zalecenia?

Odpowiedz

Jolanta Budzowska Luty 8, 2017 o 04:06

Panie Doktorze, w tekście – za biegłymi – jest mowa o osuszeniu, a nie wycieraniu pola operacyjnego. Ja to rozumiem tak, że po dezynfekcji trzeba chwilę odczekać, aż opary środka dezynfekcyjnymi się ulotnią. Po drugie, nie powinno chyba mieć miejsca takie „polewanie” pola środkiem dezynfekującym, żeby aż obłożenie było mokre i środek przeciekał w różne miejsca wokół pacjenta – wtedy łatwo o zapalenie materiałów znajdujących się stosunkowo daleko od pola operacyjnego. Proszę mnie skorygować, jeśli się mylę,bo ja naprawdę nie operuję:)!

Odpowiedz

Małgorzata Luty 14, 2017 o 14:55

oczywiście błędnym użyciem jest polewanie środkiem dezynfekującym, tym bardziej zalewając inną powierzchnię niż skórę przygotowywaną do zabiegu. Ponadto większość producentów, jak i obowiązujących zaleceń mówi o mechanicznym nałożeniu środka dezynfekującego na skórę. Ponadto wyroby medyczne takie jak obłożenia, czy fartuchy są dostępne w I kl. palności ( czyli najbezpieczniejszej dla pacjenta), bo wykazują się późniejszym czasem zapłonu i topią się, a nie staja w płomieniach, minimalizując tym samym ewentualne ryzyko dla pacjenta

Odpowiedz

Jolanta Budzowska Luty 14, 2017 o 16:16

Bardzo dziękuję za Pani cenne uwagi!

Odpowiedz

Jolanta Budzowska Marzec 3, 2017 o 17:27

Pani Małgorzato, bardzo dziękuję za Pani komentarz – trafna uwaga!

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: