Tylko do 15

Jolanta Budzowska        21 września 2016        4 komentarze

Zafascynowała mnie ostatnio rozmowa miedzy ordynatorem oddziału ginekologii, a dyrektorem pewnego szpitala. Tematem tej dyskusji była dostępność znieczulenia do porodu.

Położnik argumentował, że „mamy XXI wiek, a nie średniowiecze. Pacjentki powinny mieć wybór.” Dodał też, że choć nie każda rodząca chce skorzystać z farmakologicznych metod łagodzenia bólu porodowego, a konkretnie zastrzyku zewnątrzoponowego, to jednak świadomość, że w każdej chwili – o ile nie na przeciwwskazań- może uzyskać taką pomoc, jest nieoceniona, i daje poczucie bezpieczeństwa.

Wszystko to na kanwie faktu, że w szpitalu, o którym mowa, takie znieczulenie dostępne jest jedynie w dni powszednie do godz. 15. Dlaczego? Bo brakuje anestezjologów. O tym, że tak może być, mimo prawnego obowiązku zagwarantowania łagodzenia bólu porodowego, pisałam już tutaj i tutaj.

A dlaczego tę konkretną dyskusję odebrałam jako niecodzienną? Bo ordynator z dyrektorem rozmawiali… na łamach prasy. Warto przy tym dodać, że w dodatku, jak wynika z wydźwięku artykułu – w tzw. duchu wzajemnego zrozumienia.

Dyrektor lecznicy narzekał, że brakuje pieniędzy nawet na zakup podstawowego sprzętu. A położnik przyznawał, że aby sytuacja na ginekologii się poprawiła, muszą być dodatkowe etaty dla anestezjologów: „Idealnie byłoby, gdyby ginekologia miała dla siebie wyspecjalizowanego anestezjologa, choć jeden specjalista i tak nie rozwiązałby problemu, bo przecież musi mieć zmiennika – dzieli się spostrzeżeniami ordynator. -W przeciwnym razie nasze położnictwo straci dobrą opinię i kobiety nie będą chciały rodzić u nas – prognozuje.”

Panowie nie analizują jednak sytuacji co – jeśli pośrednio lub bezpośrednio – brak znieczulenia wpłynie negatywnie na przebieg porodu i w efekcie dojdzie do niedotlenienia dziecka?

Można się przecież obczytać, pilnie przygotować teoretycznie, przeczesać fora w poszukiwaniu dobrych rad, mieć za sobą szkołę rodzenia, a ból i tak wyłączy racjonalne myślenie i wykluczy współpracę rodzącej z osobą prowadzącą poród. Kto wówczas odpowie za zły stan urodzeniowy dziecka?

Ordynator powie: „A nie mówiłem?” (mówił, dzielił się nawet przemyśleniami na łamach prasy) i będzie miał rację.

Jako pointę zacytuję komentarz zamieszczony pod innym postem (tym): „tego typu [o błąd medyczny- przyp.JB] sprawy mają prawie zawsze głębsze dno. Otóż nawet w przypadku błędnego działania lekarza zazwyczaj (…) główną, a czasem jedyną odpowiedzialność ponosi zoz. Albo z powodu presji na ograniczanie ilości badań/nie przyjmowania chorych na oddział. Albo dany lekarz prowadzi 12-16 pacjentów zamiast 4-6; niby czegoś nie dopilnował, jednak nikt nie bierze pod uwagę, że nie był w stanie; zoz oszczędza na zatrudnieniu personelu.”

Zgadzam się w 100 % . Nie wystarczy „jakoś” leczyć pacjentów. Trzeba ich leczyć tak, aby zapewnić pacjentom i personelowi bezpieczeństwo wykonywanych świadczeń.

A tak na marginesie: polecam lekturę całego artykułu, którego fragmenty zacytowałam wyżej. Można się z niego miedzy innymi dowiedzieć, jakie są wskazania i przeciwskazania do znieczulenia zewnątrzoponowego, jakie są skutki uboczne tej metody, a także na jakie niefarmakologiczne metody łagodzenia bólu może liczyć rodząca. Pełny tekst znajduje się tutaj.
Czytaj więcej w Gazecie Krakowskiej.

{ 4 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

rafal Wrzesień 21, 2016 o 18:32

Rozmowy na łamach prasy i tak nic nie zmienią dopóki nie znajdą się na to wszytko fundusze. Problemem są tylko i wyłącznie $.

Odpowiedz

Jolanta Budzowska Wrzesień 26, 2016 o 15:08

Oczywiście. Ale rzadko się zdarza, żeby wewnętrzne problemy szpitala/oddziału szpitalnego, były roztrząsane na łamach prasy.

Odpowiedz

Jarosław Kozak Wrzesień 22, 2016 o 06:23

Pan Sandauer mnie prosił kiedyś, bym opisał zabieg nefrostomii. To przekłucie nerki przez powłoki jamy brzusznej. Ból jest taki, że ja zemdlałem. Ten zabieg nie odbywa się pod ogólnym znieczuleniem, tylko miejscowym, Cięcia brzucha się nie czuje. Ale jak tnie nerkę, to ten ból przerasta wszystkie bóle znane jak kamica nerkowa i jak mówiła jedna pacjentka poród. To 10-krotność takich bóli. Ten ból był u mnie przez rok tematem tabu, bo na samą myśl o nim szły łzy do oczu.

Piszę o tym, by czasem na Pani blogu przy okazji tematów wspominać jakie są braki w świadczeniach medycznych. W przypadku nefrostimii nie ma jej pod znieczuleniem ogólnym. Prywatnie jest. Mi też po tamtym zdarzeniu obiecano, ze następną nefrostomię zrobią mi w szpitalu z narkozą. Ale może warto odnotowywać braki świadczenia możliwego do wykonania, bo cierpienie fizyczne to jedna rzecz i cierpienie psychiczne później to roczny okres. Ból jest taki, że ja zrozumiałem czym są tortury, To doprowadzenie człowieka bólem do strachu przed nim. Nie u wszystkich lekarzy tak pacjenci reagują jak ja. Procedura określona przez NFZ to jedna rzecz, pacjent jest kolejną wypadkową a dochodzi jeszcze lekarz, który ma talent chirurga bądź go nie ma.W Polsce nie można pozwać za to lekarza czy szpital, ze zabieg wywołał stres pourazowy trwający rok. W Ameryce pewnie byłoby możliwe wnieść taki pozew. No bo skoro jeden pacjent gładko przeszedł zabieg u innego lekarza a inny zemdlał u innego to jest to wypadkowa 3 elementów, gdzie dwa leżą po stronie medyków i organizacji świadczenia usług medycznych. Nie można racjonalnie zrzucać tu niepożądanej reakcji na pacjenta, bo to lekarz wykonywał zabieg. Dlatego zachęcam do propagowania w przypadku bólu składania propozycji wprowadzenia nowych świadczeń medycznych lub dwóch ich rodzajów, bo ludzie narkozy też się boją lub nie można lub nie jest wskazane jej zastosować z powodu innego schorzenia (np. w przypadku chorych na POChP), 2. propagowanie żądania rejestrowania zabiegów na video. Miałem kiedyś coś właśnie takiego na stronę Pana Sandauera dla Stowarzyszenia Primum Non Nocere napisać. Opis bólu porodowego na Pani blogu mi to przypomniał.

Odpowiedz

Jolanta Budzowska Wrzesień 26, 2016 o 15:04

„W Polsce nie można pozwać za to lekarza czy szpital, ze zabieg wywołał stres pourazowy trwający rok.” – w pewnych okolicznościach można byłoby to rozważać. Jeśli zgodnie z wiedzą medyczną dany zabieg może powodować ból, a jednocześnie istnieją metody jego łagodzenia, to sytuacja wygląda dokładnie tak, jak z łagodzeniem bólu porodowego. W ramach świadomej zgody na leczenie powinniśmy być poinformowani o takim ryzyku danej procedury (bólu) i powinniśmy mieć wybór: czy chcemy znieczulenie czy nie. Dobrym przykładem jest kolonoskopia: czasem wykonywana jest w znieczuleniu ogólnym, czasem bez.
Czy w takim przypadku pacjentowi, któremu nie zaoferowano znieczulenia, a który w konsekwencji doznał bólu, następnie na skutek tych przeżyć cierpi na zespół stresu pourazowego, przysługuje zadośćuczynienie? Według mnie tak. Wszystko zależy od tego, czy pacjent udowodni szkodę w postaci rozstroju zdrowia (bólu i zespołu stresu) oraz związek przyczynowo-skutkowy (czyli, że jest to następstwem naruszenia prawa do samostanowienia, do podjęcia świadomej decyzji o tym, jakie metody lecznicze – spośród dostępnych – zostaną w jego przypadku zastosowane.

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: