Upadek w szpitalu

Jolanta Budzowska        01 stycznia 2017        3 komentarze

W ostatnim poście „Uszkodzenie mózgu czy nieudana operacja” proponowałam wykonanie testu „gdyby nie” – dla sprawdzenia czy mamy rację sądząc, że ktoś powinien ponieść odpowiedzialność za pogorszenie stanu zdrowia lub śmierć pacjenta.

Podobne wątpliwości mogą się rodzić szczególnie w sytuacjach na pozór oczywistych, gdy w szpitalu na przykład:

  • pacjent upada podczas samodzielnego poruszania się po korytarzu czy w np. w łazience,
  • pacjent spada z łóżka,
  • pacjent upada podczas przemieszczania się z łóżka na wózek, gdy np. jest przewożony na badania,
  • pacjent zsuwa się ze stołu operacyjnego.

Mimo, że najczęściej takie wypadki powodują poważne konsekwencje, odpowiedzialność szpitala nie jest oczywista.

Potknięcia się czy upadki zdarzają się przecież i w normalnych warunkach, poza szpitalem.

O odpowiedzialności szpitala możemy myśleć między innymi, gdy:

  • pacjent nie miał należytej opieki pielęgniarskiej (dozoru),
  • pacjent nie był należycie zdiagnozowany pod kątem ryzyka upadku,
  • pacjent nie był odpowiednio zabezpieczony (np. pasami lub podniesionymi barierkami łóżka),
  • pacjent za wcześnie został przeniesiony na salę bez monitoringu,
  • wyposażenie szpitala nie było odpowiednie do wymogów pacjentów: np. zbyt śliskie powierzchnie w sali rehabilitacyjnej.

Osobną historią jest ocena, na ile upadek pacjenta pogorszył jego stan zdrowia, utrudnił bieżące leczenie czy je opóźnił. Prawnicy nazywają to ustalaniem, czy zachodzi w sprawie adekwatny związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy wypadkiem, a szkodą na zdrowiu pacjenta.

Dopiero po analizie tych wszystkich aspektów możemy przesądzić, czy szpital rzeczywiście odpowiada za wypadek, do jakiego doszło na jego terenie i czy powinien zapłacić odszkodowanie za błąd medyczny (niezapewnienie pacjentowi bezpieczeństwa).

{ 3 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

józef muniak Styczeń 3, 2017 o 00:31

Ta historia jest podobna do przypadku mojego ojca, który zmarł po ponad dwóch miesiącach hospitalizacji. Co prawda przypuszczałem ,że mój ojciec ponownie znalazł się w szpitalu z powodu błędu lekarza ale szpital , w mojej ocenie, dołożył wszelkich starań aby go uratować. I mimo tego , że zmarł nie miałem żadnych zarzutów wobec lekarzy. Dopiero pod wpływem dokumentacji medycznej zmieniłem całkowicie zdanie. Zatajono przede mną kilkunastokrotne zakażenia . Otóż , ze względu na stan zdrowia nierokujący ozdrowienia mój ojciec był leczony wraz z innymi pacjentami w krytycznym stanie zakażonymi patogenami. Wskutek czego dochodziło do nieuniknionych zakażeń. W efekcie toczy się postępowanie m.in w sprawie umyślnego zakażenia mojego ojca. Natomiast tutaj dostrzegam pewne analogie. Jeśli dopiero po ponownej operacji ustąpił stan krytyczny to także rokowania nie były najlepsze. Leczenie tego pacjenta było zapewne finansowane z funduszu szpitala . Tak więc on także mógł być leczony jak najtaniej w sprzeczności z obowiązującymi standardami. I te powikłania , które doprowadziły do śmierci mogły być skutkiem ukrywanych zakażeń. { być może chodzi o tę samą Intensywną Terapię na której leczony był mój ojciec} I dopiero analiza pełnej dokumentacji umożliwi właściwą ocenę postępowania lekarzy. Tym bardziej , ze szpital wie jak uchronić się przed odpowiedzialnością materialną. I przyczyna śmierci ustalona przez szpital zazwyczaj nie ma nic wspólnego z ujawnionym błędem lekarza. Wiec może warto jeszcze raz przejrzeć dokumentację .

Odpowiedz

Dawid Karlikowski Styczeń 3, 2017 o 07:53

Pani Mecenas, zsunięcie się pacjenta ze stołu operacyjnego nie jest aż tak nadzwyczajne jak mogłoby się wydawać w potocznym odczuciu. Różne mogły być przyczyny – od prozaicznej: przypadkowe uruchomienie pilota (mało prawdopodobne), przekładanie na bok pacjenta (ale to chyba była „standardowa” operacja więc nie było takiej konieczności), najbardziej prawdopodobne jest, że przestawiano położenie stołu z uwagi na wymogi zabiegu przy jednoczesnym pacjencie z dużą nadwagą (wówczas pasy mogą nie wystarczyć…). pozdrawiam

Odpowiedz

Jolanta Budzowska Styczeń 5, 2017 o 09:09

Bardzo dziękuję za Pana uwagi!
Takich informacji „prosto z życia” niestety najczęściej brakuje na poziomie komunikacji pacjent (rodzina pacjenta) – lekarz. Gdyby pacjentowi i rodzinie wyjaśniono, co się stało, to pewno nie musieliby się nad tym zastanawiać prawnicy…
Serdecznie pozdrawiam,
Jolanta Budzowska

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: