Zadośćuczynienie za śmierć osoby bliskiej

Jolanta Budzowska        07 marca 2017        6 komentarzy

W ostatnich dniach media podały „sensacyjną” informację. „Nieprzewidywalność sądów w wypłacanych zadośćuczynień za śmierć osoby bliskiej to mit. Udowodniła to właśnie Komisja Nadzoru Finansowego (KNF), która uczyniła kolejny krok w kierunku standaryzacji wypłat” – napisał między innymi „Dziennik Gazeta Prawna”.

Urzędnicy KNF wykonali podobno tytaniczną pracę: przeanalizowali 1140 prawomocnych wyroków sądowych.

Do jakich wniosków doszli?

Że kwoty zasądzane przez sądy są wyższe, niż te, które „dobrowolnie” zgadzają się wypłacić ubezpieczyciele.

To oczywiste i właściwie nie wymagało badań.  Ubezpieczyciele dobrowolnie oferują generalnie niskie rekompensaty. Po pierwsze, liczą, że poszkodowani na tym poprzestaną i nie będą podejmować walki w sądzie. Tu ma znaczenie też pewna łatwowierność poszkodowanych: często są przeświadczeni, że skoro ubezpieczyciel tak „wycenił” ich krzywdę, jak w „urzędowej” decyzji, to na pewno ma rację.  Badanie KNF właśnie potwierdziło, że nie ma;-)

Drugi wniosek, jaki płynie zdaniem Komisji z badania, jest bardziej ryzykowny: wyroki sądów wcale nie są tak różne, a najbliżsi osoby ginącej w wypadku komunikacyjnym otrzymują średnio 70 tys. zł.

Z tym zupełnie się nie zgadzam.

Oczywiście, w większości sprawy śmierci osoby bliskiej, jakie prowadzę, związane są z błędami medycznymi. To, czy odpowiedzialność za śmierć związana jest z leczeniem, czy wypadkiem komunikacyjnym, nie ma jednak wpływu na kwotę zadośćuczynienia. Choć czasem mam nieodparte  wrażenie, że nawet łatwiej jest o zasądzenie wyższej rekompensaty z OC komunikacyjnego niż w przypadku błędu lekarskiego. Może na wysokość kwoty zadośćuczynienia przyznanej przez sąd w przypadku błędu lekarskiego podświadomy wpływ ma wiedza sędziego, że polisa  szpitala jest zbyt niska i część pieniędzy będzie musiała być wypłacona z budżetu szpitala?

Nie ma jednej średniej wartości, jaka powinna być przyznana za śmierć osoby bliskiej. Najwyższa kwota dla rodziny zmarłego, jaką uzyskałam, to 500 tys. zadośćuczynienia dla matki młodej kobiety. Podczas operacji embolizacji naczyniaka doszło do  pęknięcia mikrocewnika i wycieku kleju do mózgu pacjentki. W wyniku tego pacjentka zmarła po operacji. W innej sprawie, gdzie śmierć w wypadku komunikacyjnym poniosła również młoda kobieta, jej matka i mąż otrzymali po 120 tys. zadośćuczynienia (ubezpieczyciel przed procesem dobrowolnie wypłacił po 70 tys.).

Kilka tygodni temu zapadł wyrok, w którym sąd zasądził 185 tys. dla syna i 150 tys. dla żony mężczyzny zmarłego w wyniku potrącenia przez samochód. Ubezpieczyciel wcześniej wypłacił synowi jak „bezsporną” kwotę 15 tys… Zdarzają się też i ugody sądowe. W jednej z nich ubezpieczyciel zgodził się – co prawda po kilku latach walki w sądzie – wypłacić dzieciom zmarłej przy porodzie matki po 300 tys. zadośćuczynienia, mężowi 200 tys.

Te różnice w kwotach zasądzanych przez sądy są więc duże i na pewno nie można mówić, że  istnieją jakieś widełki czy poziom, którego należałoby się trzymać. Nie ma dwóch takich samych sytuacji, a kwota zadośćuczynienia ma być odpowiednia. Wysokość kwoty zadośćuczynienia zasądzonej przez sąd musi być taka, aby jak najpełniej rekompensowała doznaną przez członków rodziny zmarłego krzywdę.

Dlatego właśnie zasądzane odszkodowania są tak różne i „rozstrzelone”, wbrew temu, co twierdzi KNF. Bo wszystko zależy od tego, czy poszkodowani są w stanie udowodnić stratę, jaką ponieśli w wyniku śmierci osoby bliskiej…

 

{ 6 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

Rafał Marzec 7, 2017 o 18:06

Medycyna oparta na faktach, medycyna oparta na dowodach (naukowych), EBM (od ang. evidence-based medicine) ustaliła hierarchię dowodów naukowych wedle której prace oparte na statystyce są cenione wyżej niż opinie ekspertów. Nie wiem co na to metodologia nauk prawnych. W każdym razie praca medyczna oparta na analizie statystycznej 1140 przypadków wygląda wiarygodniej od analizy eksperckiej 2 przypadków. A niech by ich było 222- też byłaby wiarygodniejsza. Jeżeli 5 ekspertów wyjmie dowolnie każdy po 5 przypadków z 1140, to dojdą do 5 konkluzji, z których każda będzie sprzeczna z pozostałymi 4.

Odpowiedz

Jolanta Budzowska Marzec 7, 2017 o 18:46

Panie Doktorze, to ile wynosi średnia arytmetyczna kwot zadośćuczynień zasądzonych w badanych sprawach nic nie mówi o tym, czy wyroki sądów w zakresie zadośćuczynienia są znacząco różne w różnych przypadkach, czy też wszystkie oscylują w granicach 70 tys.

Stąd uważam, że taki komunikat jak KNF, to wprowadzanie w błąd przeciętnego czytelnika, który myśli, że skoro „średnio” sądy tak zasądzają, to na pewno to jest odpowiednia kwota zadośćuczynienia. W tekście starałam się pokazać, że jeśli na przykład jeden sąd zasądzi 500 tys., a drugi 0 zł., to średnio zasądzą 250 tys., co nie znaczy, że 250 tys. jest odpowiednią rekompensatą w każdej sytuacji i dla każdego.

Podobnie, kiedyś dla Centrum Monitorowania Jakości prowadziłam badanie aktowe spraw sądowych o błędy medyczne. Uśredniona kwota zadośćuczynienia dla poszkodowanego pacjenta, wynikające z analizy 183 procesów, w których doszło do 73 zasądzeń, wyniosła 181 tys. Jaki z tego można wysnuć wniosek? Że średnio sąd przyznał niemało. Ale za co? Jaki był „rozrzut” w poszczególnych sytuacjach i dlaczego? Tego już z tej informacji na pewno nie wywnioskujemy.

Odpowiedz

Rafał Marzec 8, 2017 o 21:43

Wielce Szanowna Pani Mecenas!
Rzuciłem okiem do DGP. Tytaniczną pracę KNF uwieńczyło obliczenie średniej arytmetycznej oraz mediany zadośćuczynień. Obie te wartości są zbliżone, co oznacza, że ekstremalnie wysokie, skrajne wyroki zdarzają się rzeczywiście rzadko i nie wpływają jakoś szczególnie dobitnie na ogólny ogląd sprawy, stąd też opinia o stabilnych orzeczeniach sądów jest uzasadniona matematycznie. Każdą opinię można obalić, ale nie obali jej kontr-statystyka oparta na dwóch przykładach, żeby nie wiem co. Jeżeli nie zgadza się Pani ze statystyką opartą na 1140 przykładów, a zawierza Pani własnym obliczeniom wziętym z 2 spraw, to Pani konstytucyjne prawo nie zgadzać się, ale trudno mi wziąć za dobrą monetę średnią statystyczną z 2 wyroków, w tym jednego oddalającego roszczenia, co czyni statystykę szczególnie metodologicznie wątpliwą, więc tezę o wprowadzeniu w błąd przeciętego czytelnika przez KNF/DGP pozwalam sobie z czystym sumieniem uznać za nieudowodnioną. Ubolewam, że KNF nie obliczyła odchylenia standardowego, nie pokazała krzywej Gaussa i kilku innych uroczych szczegółów własnej tytanicznej roboty, ale może kiedyś się doczekamy (work in progress), a wtedy będzie dobitniej. A tak z ciekawości – jaka była mediana i odchylenie standardowe oraz (o ile to możliwe do pokazania) krzywa Gaussa badań aktowych Centrum Monitorowania Jakości?
Ciekawiej w artykule P. Słowika jest dalej, bo analizuje możliwe skutki „regulacji zadośćuczynień” dla różnych podmiotów uczestniczących w tej grze. A chodzi tu o niemałe pieniądze. Ubezpieczyciele zapłaciliby prawdopodobnie więcej, bo potencjalny poszkodowany sprawdzi w tabeli „ile się należy” i pójdzie do sądu, jeżeli PZU/inny ubezpieczyciel zaproponuje mniej. Sądy będą mieć mniej roboty. Też tak chcę, za większe apanaże. Jak skorzystają z regulacji kancelarie odszkodowawcze- vide DGP. Mówiąc krótko, Biuro Rzecznika Finansowego jest za, a przynajmniej radca prawny tegoż. Aczkolwiek rzecznik finansowy jest zdecydowanie przeciw, bo każda sytuacja jest przecież inna.
Ciekawą opinię przedstawia w tej sprawie Daniel Kahneman, postać z innej bajki. Sądy orzekając na podstawie obligatoryjnych tabel , ograniczone maksymalnymi limitami, orzekać będą średnio większe odszkodowania, bo zadziała u sędziów psychologiczny mechanizm „zakotwiczenia”. Punkt (=kasa) dla poszkodowanych. Minus dla sędziów- nie są niezawiśli od praw psychologii. Czy kolega Kahneman ma rację- nie wiem. Bardziej wierzę w matematyce niż psychologii.

Odpowiedz

Jolanta Budzowska Marzec 8, 2017 o 22:31

Jestem pod wrażeniem wykonanej przez Pana pracy.
To ja tymczasem powrócę do mojej codzienności i pracy u podstaw: czyli udowadniania w sądzie, że racja jest po stronie poszkodowanych i że zgodnie z obowiązującym prawem należy im się odszkodowanie (zadośćuczynienie) odpowiednie do ich indywidualnej krzywdy i szkody, a nie w wysokości wynikającej ze średniej z iluś tam wyroków wydanych w przeszłości.

Odpowiedz

Rafał Marzec 8, 2017 o 22:43

dla mnie nie była to praca lecz przyjemność

Odpowiedz

Jolanta Budzowska Marzec 8, 2017 o 22:45

Dziękuję:-) Uwagi niewątpliwie cenne. Zobaczymy, w którym kierunku pójdą dalsze prace nad standaryzacją zadośćuczynień.

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: