Przyczynienie się poszkodowanego, czyli neapolitańskie refleksje

Jolanta Budzowska        14 grudnia 2018        Komentarze (0)

Przyczynienie się poszkodowanego

Neapol, argumenty ubezpieczycieli

Prawnicy procesowi żyją na walizkach, bo siłą rzeczy nie ma wyboru: czasem trzeba być w poniedziałek w sądzie w Warszawie, a we wtorek w Kluczborku, a i od środy do piątku też nie zawsze blisko domu. Na szczęście taka kumulacja wyznaczonych rozpraw to nie jest stan permanentny.

 

Obowiązek dokształcania się lekarzy i prawników

Nasilenie aktywności Sądów jest widoczne głównie jesienią, kiedy sędziowie po urlopach z nową energią zabierają się do orzekania, i do około połowy grudnia, kiedy zaczyna tykać zegar statystyki:) Ta jesienna “górka” dotyczy też konferencji. Prawnicy, zresztą podobnie jak lekarze, mają obowiązek stałego dokształcania się. Ja co prawda od lat regularnie mam nadmiar punktów szkoleniowych (przyznawanych przez nasz samorząd m.in.za publikacje artykułów), ale i tak cenię sobie udział w specjalistycznych szkoleniach. Za te medyczne, co prawda, punkty mi nie przysługują, ale czego się dowiem na seminariach dla ginekologów i anestezjologów, to moje;-) Jakoś więc muszę zmieścić we wrześniowo-listopadowym kalendarzu nie tylko rozprawy, ale i wybrane konferencje.  Przynajmniej przy okazji, wczesnym  rankiem i nocą, kiedy się nie obraduje, co nieco zwiedzę…

 

“Zobaczyć Neapol i umrzeć”

Te słowa Goethego nie oznaczają bynajmniej zachwytu. Niegdyś Neapol jako miasto portowe był siedliskiem najróżniejszych chorób ściąganych w te strony z różnych części świata. Dlatego dla wielu handlarzy czy odwiedzających te okolice wizyta w mieście kończyła się naprawdę źle… Dziś oczywiście takiego zagrożenia już nie ma, a samo miasto jest zdecydowanie warte zwiedzenia.

Tak, tym razem i ja “bawiłam” w Neapolu. Co prawda, konferencja dotyczyła głównie wypadków komunikacyjnych, ale w programie znalazło się sporo ciekawych wykładów ogólnie na temat odszkodowania za szkodę na zdrowiu, czyli dokładnie tego, czym się zajmuję na co dzień. Spojrzenie na problem z innej, niż tylko polska, perspektywy bardzo poszerza horyzonty. A gdy dodatkowo uczestniczy się w konferencji podmiotów, które zwykle stoją po przeciwnej stronie sali sądowej, niż ty, czyli w tym przypadku ubezpieczycieli – to robi się jeszcze ciekawiej!

 

Czego tym razem się dowiedziałam?

Na przykład tego, że zakłady ubezpieczeń, broniąc się przed odpowiedzialnością, będą drobiazgowo badały, czy zachowanie poszkodowanego:

  1. nie przyczyniło się do zwiększenia rozmiaru szkody na zdrowiu,
  2. nie zapobiegło zwiększeniu szkody na zdrowiu lub
  3. nie zwiększyło szkody materialnej.

Niby nic nowego (pisałam o tym m.in. w poście: “To wina matki”), ale wydaje się, że determinacja ubezpieczycieli rośnie i trzeba być dobrze przygotowanym na takie zarzuty.

 

Przykłady argumentów zakładów ubezpieczeń?

  • jeśli poszkodowany pacjent jest Świadkiem Jehowy i odmawia poddania się terapii niezgodnej z jego przekonaniami religijnymi, to ma do tego prawo, ale musi się liczyć z konsekwencjami ewentualnego negatywnego wpływu takiej decyzji na proces jego dochodzenia do zdrowia i wziąć za to odpowiedzialność,
  • jeśli poszkodowany pacjent nie odbywa zalecanej rehabilitacji, ubezpieczyciel będzie chciał prawdopodobnie wykazać, że jego końcowy stan zdrowia jest przez to gorszy, a zatem, że przyczynił się do powstania szkody i w związku z tym zadośćuczynienie i odszkodowanie powinno być niższe,
  • jeśli poszkodowany pacjent, wymagający całodobowej wykwalifikowanej opieki (lub jego rodzina) obstaje przy pobycie w domu i terapii domowej, a koszty takiego rozwiązania są znacząco wyższe, niż pobyt i leczenie na takim samym poziomie w specjalistycznej placówce, to ubezpieczyciel może nie odpowiadać finansowo za takie “nieadekwatne” koszty.

Brzmi groźnie, prawda? Co zatem robić, jak się uchronić od podobnych zarzutów?

 

Jak się przygotować do odparcia zarzutów o przyczynienie się poszkodowanego?

Kiedy nie uda nam się zarejestrować do lekarza na zalecaną wizytę kontrolną, bo pierwszy wolny termin jest na za dwa miesiące, udokumentujmy to, choćby krótką informacją z pieczątką z rejestracji. Kiedy nie możemy iść na rehabilitację, bo dopadło nas przeziębienie, miejmy zaświadczenie lekarskie. I tak dalej… Wiem, to kolejne obowiązki i obciążenia, gdy i tak nie wiadomo, w co ręce włożyć. Niestety, mamy dużo do stracenia.

Warto o tym pamiętać i będąc ofiarą błędu medycznego, jak najwcześniej poradzić się prawnika, jak się zachować: jak planować leczenie, jak dokumentować wydatki, jak udowodnić swoje racje. Trzeba bronić się przed próbami zaniżania zadośćuczynienia i odszkodowania za błąd lekarski. Polecam przy okazji mój wpis: “Gdzie szukać pomocy w sprawie o błąd lekarski”.

Czy może mi Pani polecić innego prawnika?

Jolanta Budzowska        03 grudnia 2018        3 komentarze

Oczywiście! Czasami zdarza się, że sama nie mogę podjąć się prowadzenia sprawy, którą jest gotowy powierzyć mi klient. Z różnych przyczyn, ale najczęściej wówczas, gdy:

  • klientowi przede wszystkim zależy na reprezentacji w postępowaniu karnym – przygotowawczym, a ja zajmuję się sprawami karnymi o błąd medyczny tylko wtedy, gdy poszkodowany pacjent jest jednocześnie zdecydowany na proces cywilny o odszkodowanie i zadośćuczynienie (niekoniecznie od razu),

 

  • zwraca się do mnie lekarz i chce, żebym go reprezentowała w sprawie wytoczonej przez pacjenta. W sporze lekarz – pacjent reprezentuję wyłącznie pacjentów. O tym dlaczego tak zdecydowałam,  można się tego dowiedzieć z wpisu na moim drugim blogu: bladprzyporodzie.com,

 

  • sprawa dotyczy szkody na zdrowiu, ale związanej z zabiegiem z zakresu chirurgii plastycznej, medycyny estetycznej, albo dotyczy usług kosmetycznych – prowadzenia takich spraw, poza nielicznymi wyjątkami – się nie podejmuję,

 

  • sprawa jest w ogóle poza zakresem specjalizacji kancelarii BFP, która – o czym wielu czytelników moich blogów może nie wiedzieć – poza sprawami dotyczącymi szkód na zdrowiu, zajmuje się także sprawami gospodarczymi!

 

Jeśli znam prawnika, który może pomóc, to zawsze kieruję mojego niedoszłego klienta w takie właśnie, dobre ręce. Dzisiaj zatem garść generalnych poleceń i rekomendacji (kolejność dowolna:-)):

  • odpowiedzialność za błędy medyczne w medycynie estetycznej, kosmetologii, za zabiegi kosmetyczne itd.:
  1. mec. Marek Koenner: autor bloga: “Legalny gabinet”
  2. mec. Izabela Nalepa – prowadzi blog “Błędy w zabiegach medycyny estetycznej”
  • reprezentacja lekarzy w postępowaniach przeciwko pacjentom:
  1. mec. Michał Badowski: blog: “Obrona lekarza w procesie”
  2. mec. Radosław Tymiński, autor bloga: “Prawa lekarzy”
  3. mec. Marek Koenner – i jego drugi blog: “Prawo dla lekarza”
  • sprawy z zakresu odpowiedzialności karnej gospodarczej i karnej skarbowej:
  1. mec. Łukasz Chmielniak – prowadzi blog “Białe kołnierzyki”
  • rozwody i sprawy rodzinne:
  1. mec. Agnieszka Swaczyna – blog “Bez prawa ani rusz”
  • windykacja należności:
  1. mec. Leszek Bloch – autor bloga: “Po stronie wierzyciela”.  Wszystkim – także moim czytelnikom i klientom – polecam dwa arcyciekawe i przydatne wpisy na blogu Pana Mecenasa Blocha: “Świadek. Jak się zachować i zeznawać w sądzie” oraz “Kto i gdzie siada na sali sądowej”.

 

Błąd medyczny, zdarzenie medyczne, NIK, Wojewódzkie Komisje i co dalej?

Jolanta Budzowska        02 grudnia 2018        2 komentarze

Mam w ręku „jeszcze ciepły” dokument – raport Najwyższej Izby Kontroli (NIK) o funkcjonowaniu Wojewódzkich Komisji ds. Orzekania o Zdarzeniach Medycznych: ”Pozasądowe dochodzenie roszczeń przez pacjentów. Informacja o wynikach kontroli”.  Pełny raport ma sporą objętość. Trzyma jednak czytelnika całkiem nieźle w napięciu przez wszystkie 77 stron, bo kontrola NIK ujawniła sporo nieznanych informacji o działalności Komisji!

Co to jest: Wojewódzka Komisja do spraw Orzekania o Zdarzeniach Medycznych?

Zanim przejdę do konkretów, to kilka słów wprowadzenia: Wojewódzkie Komisje orzekają na temat szpitalnych zdarzeń medycznych, które miały miejsce po 1 stycznia 2012 r. Komisje miały być szybką ścieżką dochodzenia roszczeń dla poszkodowanych pacjentów tak, aby pacjent – ofiara zdarzenia medycznego, który chce dochodzić odszkodowania i zadośćuczynienia za błąd medyczny, nie był „skazany” na wieloletni proces sądowy.

Co na temat działalności Wojewódzkich Komisji ds. Orzekania o Zdarzeniach Medycznych wykazała kontrola NIK?

Mówić krótko, raport NIK nie pozostawia wątpliwości co do tego, że póki co, Wojewódzkie Komisje nie spełniły nadziei, pokładanych w nich przez pacjentów:

  • postępowania zamiast 4 miesiące, trwają znacznie dłużej, w skrajnych przypadkach nawet 22 miesiące,

 

  • długi czas oczekiwania na opinie biegłych znacznie wydłużał czas postępowania, średni czas sporządzenia opinii biegłego to 59 dni, a zdarzyło się, że i 639 dni (blisko 22 miesiące!),

 

  • nawet, jeśli zostaje wydane orzeczenie o zdarzeniu medycznym, to szpitale nie są zainteresowane (!) wypłatą świadczeń adekwatnych do poniesionych przez pacjentów szkód, zaniżają proponowane zadośćuczynienie i odszkodowanie za błąd medyczny: 72 % pacjentów odrzuciło proponowaną przez szpital rekompensatę za szkodę na zdrowiu,

 

  • Komisje nie wyręczyły sądów, bo mimo ich funkcjonowania, pozew o błąd medyczny jest chętniej wybieraną przez pacjentów ścieżką dochodzenia roszczeń: w latach 2012-2017 do polskich sądów wpłynęło średnio 905 takich spraw rocznie.

I inne ciekawostki z raportu NIK na temat Wojewódzkich Komisji…

W Raporcie znalazło się też sporo innych, dających do myślenia, danych statystycznych:

  • blisko 70 % spraw z wniosku o ustalenie zdarzenia medycznego skończyło się orzeczeniem o braku zdarzenia medycznego, czyli pacjent nie miał racji…;

 

  • spośród medyków, zasiadających w Komisji, jedynie połowa to lekarze, 1/3 to pielęgniarki i położne, pozostała część to osoby wykonujące „inny zawód medyczny”;

 

  • w latach 2012-2017 do sądów okręgowych w I instancji (to tam trafiają najpoważniejsze sprawy związane z błędami medycznymi) wpłynęły 4284 sprawy. Roszczenia pacjentów zostały uwzględnione w całości lub w części w ponad 28 % spraw – czyli statystyka racji pacjenta jest mniej więcej taka sama, jak w przypadku Komisji… – pacjenci najczęściej przegrywają;

 

  • czas trwania postępowania sądowego przed sądami okręgowymi I instancji wydłużał się sukcesywnie na przestrzeni ostatnich lat: z 963,1 dnia w 2012 r. do 1057,8 dnia na koniec 2017, podobnie przed sądami apelacyjnymi: z 137,3 dnia do 263,0 dni (na koniec 2017 r.) i – uwaga – do 390,3 dnia na koniec I kwartału 2018 r.

W uproszczeniu: średni czas trwania procesu w I instancji można dziś szacować na ponad 3 lata, w postępowaniu apelacyjnym: grubo ponad rok! Według moich doświadczeń w największych sądach (przede wszystkim w Warszawie, w Katowicach, w Krakowie) postępowania trwają niestety jeszcze dłużej.

I wisienka na torcie, czyli co to jest błąd medyczny?

Zupełnie przy okazji, bo w części wstępnej Raportu dotyczącej orzekania o zdarzeniach medycznych ( a nie: błędów medycznych), NIK zawarł słowniczek pojęć, a w nim definicję błędu medycznego. Zacytuję, bo ilu prawników i ilu medyków, tyle tych definicji, więc nie zaszkodzi poznać poglądu NIK:

Błąd medyczny dotyczy działalności osoby wykonującej zawód medyczny i odnosi się do uchybień popełnionych przez nią w procesie leczenia, a więc stanowi naruszenie reguł postępowania ocenianych w kontekście nauki i praktyki medycznej”.

Czy obecny model funkcjonowania Komisji chroni pacjenta?

Nie. Wg NIK, obecny model Komisji nie chroni pacjenta i nie zapewnia mu skutecznego narzędzia dochodzenia odszkodowania i zadośćuczynienia za błąd medyczny. Funkcjonowanie Komisji wymaga reformy. Nie da się ukryć, że podzielam ten pogląd, ale z jednym zastrzeżeniem: wszczęcie postępowania przed Komisją nawet dzisiaj w pewnych sytuacjach może być znacznie korzystniejsze dla pacjenta, niż zawiadomienie prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa albo złożenie pozwu o odszkodowanie za błąd medyczny do sądu cywilnego.

Kiedy?

Zapraszam do lektury innych moich wpisów na temat Wojewódzkich Komisji ds. Orzekania o Zdarzeniach Medycznych, w tym ostatniego na ten temat plusów i minusów złożenia wniosku do Komisji: “Wojewódzka Komisja do Spraw Orzekania o Zdarzeniach Medycznych”. 

Zapraszam także do kontaktu:-)  kancelaria BFP:

krakow@bf.com.pl

tel.:+48124280070 

Wojewódzkie Komisje ds Orzekania o Zdarzeniach Medycznych

Sąd Okręgowy w Warszawie – Sąd czy Wojewódzka Komisja?

Błąd medyczny i co dalej?

Jolanta Budzowska        22 listopada 2018        2 komentarze

Błąd medyczny to wdzięczny temat dla mediów. Rzadko jednak zdarza się wartościowy artykuł, oddający istotę problemów związanych z dochodzeniem odszkodowań przez pacjentów i wszystkimi kłopotami, jakie się z tym wiążą. Tym razem jednak z czystym sumieniem mogę polecić (niestety w dużej części dostęp jest płatny) artykuł red. Patryka Słowika “Biegły, że aż strach”.

Jak sam tytuł wskazuje, Dziennik Gazeta Prawna wzięła tym razem na tapetę problem biegłych sądowych. Sama o biegłych w sprawach medycznych pisałam już nie raz, między innymi w postach:

“Biegły medyk czy polityk?”

“Biegli nie-od-spraw-medycznych”

“Jak wygrać sprawę o błąd przy porodzie? “Wygrać z biegłym”

O biegłych [cytaty]

Rzecz jasna, nie mogę skopiować całej publikacji DGP, ale zamieszczam kilka wymownych cytatów z powołanego na wstępie artykułu:

“Prof. Marcin Warchoł, wiceminister sprawiedliwości:

Bez wątpienia problemem polskiego wymiaru sprawiedliwości są opinie nierzetelne, sporządzane na kolanie.

Adwokat Marcin Wolny, Helsińska Fundacja Praw Człowieka:

Biegły to funkcja honorowa. Czyli od czyjegoś honoru zależy to, czy się nadaje czy nie. Bo wystarczy, że zadeklaruję, że mam kompetencje do bycia biegłym, i mam wysokie, bo około 90-procentowe, szanse na wpis na listę biegłych sądowych.

Radca prawny Jolanta Budzowska, kancelaria Budzowska Fiutowski i Partnerzy:

Z moich obserwacji wynika, że od 30 do 40 proc. opinii biegłych można uznać za co najmniej przyzwoite.  Reszta jest zła, bardzo zła lub po prostu nieprzydatna w prowadzonym postępowaniu sądowym, gdyż mimo wielu słów nie ma w nich odpowiedzi na kluczowe z perspektywy widzenia procesu pytania.”

I kilka spostrzeżeń autora artykułu

“Sądy podążają za biegłymi, gdyż upraszcza to sporządzenie uzasadnienia, zmniejsza ryzyko uchylenia wyroku w drugiej instancji, a także – co dla wielu nie bez znaczenia – daje moralne alibi.

Z przeprowadzonej przeze mnie wśród 30 sędziów kwerendy wynika, że 27 na 30 sędziów choć raz w życiu wydało wyrok w oparciu o opinię biegłego, do którego fachowości mieli istotne zastrzeżenia.” 

Przerażające, prawda?

Na szczęście, jakieś możliwości polemiki z biegłymi jeszcze pozostały i sprawy o błędy medyczne nie są z góry skazane na pewną porażkę. Nie po to przecież jestem pełnomocnikiem poszkodowanych pacjentów, żeby poddawać się dyktatowi niekompenetnych biegłych. Ostatnio pewien Biegły po rozprawie powiedział mi tak:

Jestem biegłym od 16 lat i od początku się przyglądam Pani działalności. Muszę przyznać, że jest Pani dla mnie bardzo trudnym przeciwnikiem [zakładam, że Panu Biegłemu chodziło o to, że to wtedy, kiedy się nie zgadzamy:-)? – przyp. JB]. I jeszcze jedno: do rzadkości należy tak przygotowany do rozprawy pełnomocnik, jak Pani”.

Miałam się tym nie chwalić, bo w zasadzie nie wypada, ale nie da się ukryć, że to, co powiedział ten Biegły, którego ja zresztą też bardzo cenię, to miód na moje serce. Więc skorzystałam z pierwszego lepszego pretekstu:-) Kiedy ktoś docenia Twoją pracę, zawsze jest miło.  A kiedy w dodatku uznaje wyższość argumentów i daje się przekonać do Twojego stanowiska, to już w ogóle!

Pakując z wolna moją aktówkę na kółkach z 5 tomami (lekko licząc, z 10 kg) akt i dokumentacji medycznej, o której jeszcze przed chwilą dyskutowaliśmy na sali rozpraw, kątem oka zauważyłam, że pełnomocnik szpitala ma tylko cienką teczkę.

Czyżby Biegłemu, z tym przygotowaniem się do rozprawy o błąd medyczny,  chodziło o ilość:-)?

Pomyłkowe podanie leku

Jolanta Budzowska        11 listopada 2018        3 komentarze

O tragicznych w skutkach błędu w podaniu leku pisałam już kilka razy. Właściwie, to tylko częściowo błąd medyczny.  Przede wszystkim jest to błąd wynikający z nieuwagi czy roztargnienia, który teoretycznie mógłby popełnić każdy, na przykład zażywając leki w domu i myląc tabletki.  Problem tylko w tym, że od lekarzy i pielęgniarek wymagamy więcej. Kiedy jesteśmy w szpitalu, to chcemy wierzyć, że jesteśmy w pewnych rękach. I słusznie. Niestety czasem czeka nas najgorsze.

Jak dochodzi do błędnego podania leku, czyli kiedy myli się lekarz

Pierwsza z możliwych sytuacja, to kiedy pielęgniarka poda pacjentowi zły lek, który jednak został przepisany (wpisany w kartę zleceń lekarskich) przez lekarza.

“Zły”, czyli:

– niemający zastosowania w chorobie pacjenta, a za to mogący wywołać poważne skutki uboczne (np. antybiotyk, na który bakterie stwierdzone w krwi pacjenta nie są wrażliwe, czyli niezgodny z antybiogramem)

– kiedy lek jest zapisany w złej dawce lub częstotliwości podania (np. niektóre leki podawane zbyt długo i bez kontroli mogą powodować ubytek słuchu)

– kiedy lek ma być podany w innej postaci, niż określona przez producenta (np. rozdrobione tabletki zamiast granulatu dla dzieci) i występują skutki uboczne nieprzewidziane przez firmę farmaceutyczną, bo lek nie był pod tym kątem wcześniej przebadany

– kiedy pacjentowi zapisuje się lek, na który pacjent jest uczulony i występuje wstrząs anafilaktyczny (czytaj też: “Odszkodowanie za wstrząs anafilaktyczny”)

Jak dochodzi do błędnego podania leku, czyli kiedy myli się pielęgniarka lub położna

Druga to ta, kiedy do błędu dochodzi na etapie podania leku przez pielęgniarkę:

– gdy pielęgniarka zwyczajnie (?) myli leki – podaje nie ten, co trzeba, nie ten, który został zapisany przez lekarza

– gdy pielęgniarka myli pacjentów i pacjent dostaje „nie swój” lek

– gdy pielęgniarka nie dostrzega, że lekarz pomylił się w zleceniu i bezrefleksyjnie, mimo posiadanej wiedzy medycznej i doświadczenia, podaje zły lek tylko dlatego, że tak zapisał w karcie zleceń lekarz

– gdy pielęgniarka myli drogę podania, na przykład lek, który ma być podany doustnie wstrzykuje do żyły pacjenta (taki tragiczny w skutkach błąd pielęgniarki w podaniu leku opisałam tutaj: “Pomyłka w podaniu leku” i tutaj: “Błąd pielęgniarki – tragiczna pomyłka”)

– gdy dochodzi do znacznego opóźnienia w wykonaniu zleceń lekarskich i wpływa to na przebieg leczenia pacjenta.

Pomyłki w podaniu leków – nie-do-uwierzenia!

Pomyłka w podaniu leku może przejść bez echa, może też rodzić najgroźniejsze dla zdrowia skutki. W swojej praktyce zetknęłam się już chyba ze wszystkimi możliwymi pomyłkami – błędami w podaniu leków. Od podania leków tokolitycznych, stosowanych w celu zahamowania już rozpoczętej przedwczesnej czynności skurczowej macicy, kobiecie w trakcie trwającego porodu (tylko dlatego, że była wg położnej “podobna” do innej, u której poród – o czasie – się już rozpoczął), po podanie dziecku syropu… dożylnie.

Jaki z tego wniosek? Pacjencie bądź czujny. Upewniaj się, jakie leki masz dostać, sprawdzaj w internecie, jakie są drogi podania i przeciwskazania. Pytaj lekarza. Pytaj pielęgniarkę, może komuś zapali się na czas czerwone światełko. Podstawowe informacje można znaleźć oczywiście w ulotce przylekowej, ale powszechnie dostępna w internecie jest też Charakterystyka Produktu Leczniczego (ChPL).