Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Jak uzyskać odszkodowanie?

Odsetki ustawowe za opóźnienie i w ogóle odsetki to ostatnio gorący temat. Inflacja powoduje, że także kwoty zadośćuczynienia zasądzane za błędy medyczne, pozostające od lat na tym samym poziomie, w praktyce stają się coraz mniej „odpowiednie”. Tego, żeby były odpowiednie, wymagają przepisy. Sąd, przyznając poszkodowanemu pacjentowi zadośćuczynienie pieniężne za doznaną krzywdę powinien zadbać, aby pozostawało ono w relacji do stopnia doznanego uszkodzenia ciała i rozstroju zdrowia.

To, dlaczego sądy nie dostrzegają rosnących cen, to temat na osobny post. Zresztą nie znam odpowiedzi na to pytanie. Na pewno przyczyną nie jest zrozumienie dla niedofinansowania publicznych placówek leczniczych.  Po pierwsze, wyroki zapadają nie tylko w sprawach leczenia „na NFZ”. A po drugie – ważniejsze – za podmioty lecznicze odpowiadają finansowo ich ubezpieczyciele. A ci sowicie zarabiają na polisach, mają więc z czego płacić.

Odsetki ustawowe od odszkodowania za błąd medyczny

Zasądzając zadośćuczynienie za błąd medyczny, sądy rozstrzygają także o odsetkach. I tu mam dość dobre – oczywiście dla poszkodowanych pacjentów – wiadomości. Odsetki te radykalnie wzrosły (choć nadal nie nadążają w pełni za inflacją).

Co to oznacza w praktyce? Jeśli sąd – jak to jest najczęściej – po latach procesu o błąd lekarski zasadzi zadośćuczynienie, rentę i odszkodowanie z ustawowymi odsetkami za opóźnienie w zapłacie od daty wezwania do zapłaty, to poszkodowany uzyska dodatkową rekompensatę za czas trwania procesu. Czyli odsetki od wszystkich zasądzonych kwot. I to niemałe! Aktualnie wynoszą one 10,75 % w skali roku.

Odsetki ustawowe za opóźnienie w zapłacie – stawki procentowe

Oto stawki za ostatnie dziesięć lat. Tak, tyle czasem trwa proces o błąd medyczny, włączywszy postępowanie apelacyjne. Ostatnio zapadło kilka takich wyroków w sprawach prowadzonych przez kancelarię BFP.

Poniżej przedstawiam stawki (zestawienie) odsetek ustawowych za opóźnienie obowiązujące w poszczególnych okresach od roku 2012 (wyrażone w procentach w stosunku rocznym).

od dnia 11-05-2012 – 13,00% – Sprawdź podstawę prawną

od dnia 23-12-2014 – 8,00% – Sprawdź podstawę prawną

od dnia 01-01-2016 – 7,00% – Sprawdź podstawę prawną

od dnia 18-03-2020 – 6,50% – Sprawdź podstawę prawną

od dnia 09-04-2020 – 6,00% – Sprawdź podstawę prawną

od dnia 29-05-2020 – 5,60% – Sprawdź podstawę prawną

od dnia 07-10-2021 – 6,00% – Sprawdź podstawę prawną

od dnia 04-11-2021 – 6,75% – Sprawdź podstawę prawną

od dnia 09-12-2021 – 7,25% – Sprawdź podstawę prawną

od dnia 05-01-2022 – 7,75% – Sprawdź podstawę prawną

od dnia 09-02-2022 – 8,25% – Sprawdź podstawę prawną

od dnia 09-03-2022 – 9,00% – Sprawdź podstawę prawną

od dnia 06-05-2022 – 10,75% – Sprawdź podstawę prawną

Odsetki ustawowe za opóźnienie – kto zyskuje, kto traci?

Czy poszkodowanym pacjentom „opłaca” się prowadzić proces? Oczywiście, jeśli nie ma szans na ugodę, to jest to jedyne wyjście. Rekompensatą za wieloletni stres i konieczność myślenia o tym, że toczy się postępowanie, a końca nie widać, są jednak odsetki. Łyżka dzięgciu w tej beczce miodu jest taka, że te odsetki ustawowe są opodatkowane. Trzeba doliczyć je do przychodu w roku podatkowym, w którym wpłynęły na konto.

Odsetki ustawowe od odszkodowania

Odsetki ustawowe od odszkodowania

Ugoda czy wieloletni proces o błąd medyczny?

A może lepiej rozważyć ugodę? Oczywiście! Zastanowić się na ugodą zawsze warto, jeśli tylko jest taka propozycja ze strony szpitala lub ubezpieczyciela. Można zawrzeć ugodę pozasądową, ugodę sądową (w sądzie) lub ugodę w mediacji sądowej. Na co dzień negocjuję warunki takich ugód dla moich klientów. Nie zawsze jednak ugoda to korzystne rozwiązanie.

Jedno jest pewne: wieloletni przegrany proces może szpital drogo kosztować, także z powodu wysokości odsetek ustawowych za opóźnienie. Na ten temat m.in. wypowiedziałam się dla portalu Polityka Zdrowotna: „Walka ze szpitalem powoduje u pacjentów traumę”.

 

Dzisiaj refleksje z konferencji „Bezpieczeństwo pacjenta”.  Wzięłam w niej udział w charakterze prelegentki na zaproszenie Rzecznika Praw Pacjenta – ministra Bartłomieja Chmielowca.

Muszę przyznać, że dawno nie uczestniczyłam w tak „mocnej” merytorycznie konferencji. To było chyba pierwsze w Polsce wydarzenie poświęcone wyłącznie bezpieczeństwu pacjenta. W jednym miejscu i czasie zebrano głosy tych, którzy mają na temat tzw. zdarzeń niepożądanych (błędów medycznych) coś, a nawet więcej niż coś, do powiedzenia. Co ważniejsze: jednocześnie mają koncepcję, jak próbować zmienić istniejący stan rzeczy w zakresie jakości w ochronie zdrowia.

Warto wyrobić sobie własne zdanie na temat uwag zgłoszonych w tej dyskusji. Tutaj jest link do pełnego nagrania video z konferencji „Bezpieczeństwo Pacjenta” – Konferencja 22 kwietnia 2022 r. Rzecznika Praw Pacjenta i UCK w Gdańsku.  A tu link do podsumowania na stronie Rzecznika Praw Pacjenta.

Bezpieczeństwo pacjenta

Bezpieczeństwo pacjenta

Wybrane wystąpienia na konferencji „Bezpieczeństwo pacjenta”

Mnie szczególnie zainteresowały te wystąpienia (ale z czystym sumieniem polecam także pozostałe):

  • prof. dr. hab. med. Jarosława Kobieli na temat tego jak w UCK organizuje się kompleksowe leczenie zabiegowe raka jelita grubego z zapewnieniem maksymalnego bezpieczeństwa klinicznego pacjenta,
  • prof. dr. n. med. Wiesława Cubały – na temat świadomej zgody pacjenta na leczenie,
  • dr. Stanisława Iwańczaka na temat różnic między filozofią „just culture” a „no-fault”,
  • dr hab. Doroty Karkowskiej – na temat opieki okołoporodowej.

Pełny program można znaleźć pod tym linkiem u dołu strony: agenda konferencji „Bezpieczeństwo pacjenta”.

To tylko czcze gadanie?

Dotarły do mnie krytyczne głosy, że z debat i konferencji nic nie wynika. Jestem przeciwnego zdania: dobrze jest zacząć od rozmowy i zdiagnozowania problemów, i od burzy mózgów. Następnym krokiem są konkretne działania. A nie odwrotnie. W zakresie bezpieczeństwa pacjenta jest do zrobienia mnóstwo, lepiej jest więc robić to z głową i z planem.

Dzisiaj „na stole” mamy projekt (nadal tylko projekt!) ustawy o jakości w opiece zdrowotnej i bezpieczeństwie pacjenta. Czy on jest doskonały i kompletny w aspekcie błędów medycznych? Oczywiście, nie. Wprowadza możliwość – ale nie przymus – uproszczonej ścieżki uzyskiwania odszkodowania dla tych pacjentów, którzy nie zdecydują się na drogę sądową. W praktyce chodzi więc o szkody na zdrowiu, za które można przyznać jednorazowe odszkodowanie za błąd medyczny – maksymalnie 200 tys. zł.

Ważne jest to, że w tym postępowaniu, które ma się toczyć przed RPP, nie będzie konieczności udowadniania winy personelu medycznego, i to jest właśnie ten element „no-fault”, o jakim lubi się mówić jednym tchem przy okazji dyskusji na projektem ustawy o jakości.

Sąd czy nie-sąd

Jest bezdyskusyjne, że alternatywna, efektywna ścieżka by się przydała. Przecież nie każdy poszkodowany pacjent ma siłę toczyć latami nierówną walkę w sądzie z ubezpieczycielem i podmiotem leczniczym. Szczególnie dziś, kiedy np. w Sądzie Okręgowym w Warszawie na pierwszą rozprawę w sprawie o błąd medyczny czeka się nierzadko do… sierpnia 2023 roku.  Czyli blisko półtora roku (od złożenia pozwu)!

Ta uproszczona droga uzyskiwania (relatywnie niskiego) odszkodowania jednak nie załatwia sprawy. W środowisku medyków akcentuje się inny aspekt. Nie ma mowy o poprawie jakości leczenia, jeśli nie będzie rzetelnego monitorowania błędów i eliminowania słabych ogniw. Nie da się tego jednak osiągnąć, jeśli lekarze i pielęgniarki będą ukrywać błędy medyczne w obawie przed odpowiedzialnością karną.

Błąd medyczny w prokuraturze

Na marginesie warto obalić mity. W praktyce ryzyko odpowiedzialności karnej, wbrew temu, co się powszechnie sądzi, jest niewielkie. Skazaniem lub warunkowym umorzeniem postępowania karnego kończy się tylko jedna na 157 spraw o błąd medyczny prowadzonych przez Prokuraturę*. Medycy jednak obawiają się odpowiedzialności karnej.

Jak pogodzić wodę z ogniem? Pacjentom trudno jest zaakceptować, że lekarz, który popełnił poważny błąd medyczny, pozostałby bezkarny.  Jeśli jednak zarzut polega na tym, że nie zachował dostatecznej ostrożności, czyli do błędu medycznego doszło nieumyślnie, może warto rozważyć kompromis. Szczególnie, jeśli efektem miałyby być zmiany systemowe – np. poprawa procedur, które zawiodły.

Bezpieczeństwo pacjenta i lekarza: przejdźmy do konkretów

Autorem poniższej propozycji jest prof. dr hab. Jarosław Berent*:

„Nie podlega karze za przestępstwo popełnione nieumyślnie osoba wykonująca zawód medyczny, które niezwłocznie po powzięciu informacji o popełnionym przez siebie błędzie przy wykonywaniu czynności medycznych lub o podejrzeniu jego popełnienia dobrowolnie ujawni przed Rzecznikiem Praw Pacjenta wszystkie istotne okoliczności popełnienia takiego błędu albo podejrzenia jego popełnienia.”

Co o takiej propozycji zmiany w Kodeksie Karnym sądzisz? Zamieść komentarz, podyskutujmy.

„Na poziomie politycznym trudny do wytłumaczenia”

Ten kierunek miałby być drugą, komplementarną częścią systemu jakości w ochronie zdrowia. Jednak:

– System no fault, o którym marzyliśmy wszyscy, jest kontrowersją i to trzeba otwarcie powiedzieć. My, jako uczestnicy systemu ochrony zdrowia, jesteśmy do niego w stu procentach przekonani, ale na poziomie politycznym jest trudny do wytłumaczenia – stwierdził minister zdrowia Adam Niedzielski podczas konferencji Bezpieczeństwo Pacjenta.

I niech ten cytat posłuży za pointę. Póki co, wszystko zostaje mniej lub bardziej po staremu. Pacjenci nadal mają pod górkę.  Lekarze odgrażają się , że na wszelki wypadek, żeby nie zainteresował się nimi prokurator, będą uprawiać medycynę zachowawczą.  Mnie pozostaje robić swoje. Mimo wszystko mam nadzieję, że konstruktywne propozycje jakie zgłoszono na konferencji nie zostaną zapomniane i kiedyś ktoś wyciągnie z nich wnioski.

*statystyka na podstawie danych z 1016 i 2017 roku, tezy zaprezentowane na XVIII Zjeździe Polskiego Towarzystwa Medycyny Sądowej i Kryminologii w 2019 r. przez prof. dr. hab. Jarosława Berenta i dr Annę Smędrę.

Pomylenie operowanej strony

Jolanta Budzowska03 kwietnia 20222 komentarze

Ostatnio usłyszałam o przypadku pacjenta, który miał być operowany w renomowanej polskiej klinice uniwersyteckiej. Leżał już na stole operacyjnym, po wstępnym znieczuleniu. Okazało się jednak, że chirurdzy nie bardzo wiedzą, którą stronę pacjenta mają zoperować. Pacjenta więc wybudzono, a operacja odbyła się następnego dnia. Czy to w ogóle możliwe? Oczywiście, że tak. Pomylenie operowanej strony pacjenta lub organu, najczęściej parzystego (nerki, jajnika, oka, piersi itd.) to nadal istotne ryzyko operacji. Odwrotnie proporcjonalne do stopnia przestrzegania przez personel obowiązujących procedur.

Zacznijmy od tego, że od 1 września 2015 roku koordynator karty ma obowiązek wypełnić i poświadczyć własnym podpisem treść dokumentu, jakim jest Okołooperacyjna Karta Kontrolna. Więcej na ten temat możesz przeczytać w postach: „Prawa nerka, zamiast lewej, lewy jajnik, zamiast prawego” oraz „Operacja kręgosłupa – czy zoperowano „nie ten” poziom?

Pomylenie operowanej strony a check lista

Okołooperacyjna Karta Kontrolna wymaga wielokrotnego upewnienia się przez koordynatora karty, że każdy członek zespołu operacyjnego wie, co ma być operowane u pacjenta. Innymi słowy, miejsce operowane jest najczęściej oznaczane, a następnie sprawdzane, przynajmniej w teorii:

  • przed znieczuleniem pacjenta

i na wszelki wypadek dodatkowo:

  • przed wykonaniem nacięcia.

Dlaczego więc, mimo tak ścisłych i sensownych procedur wynikających z obowiązującego prawa, pomyłka operowanego miejsca lub pomylenie operowanego organu nie jest taką rzadkością na polskich salach operacyjnych?

System ordynatorski-profesorski

Lekarze mówią, że to wina systemu ordynatorsko-profesorskiego. W skrócie polega on na tym, że kliniką kieruje niepodzielnie pan i władca, według sprawdzonej zasady „dziel i rządź”. Dla takiego kierownika oddziału czy ordynatora jego praca i pozycja w szpitalu jest autostradą dla prywatnych pacjentów. Traktuje klinikę jak swoją własność, a leczenie przebiega według jego autorskich zasad. Niekoniecznie zgodnie z aktualną wiedzą medyczną.

Króluje mobbing, a rezydenci i pozostały personel, w tym pielęgniarki, nie mają głosu. Szkoda tylko, że pacjenci chcąc nie chcąc stają się zakładnikami takiego schematu. Do szpitala dostać się jakoś muszą, więc podążają przetartym szlakiem. A w samej klinice wpadają w pułapkę systemu ordynatorsko-profesorskiego.

Stare przyzwyczajenia chirurga

Winę może także ponosić przywiązanie chirurga do dawnego stylu operowania, kiedy to chirurg przychodził na salę operacyjną dopiero do w pełni znieczulonego ogólnie pacjenta. Tym samym szansa na wychwycenie pomyłki w oznaczeniu organu, do której mogło dojść na wcześniejszym etapie przygotowania pacjenta do zabiegu, maleje do zera. Chirurg nie może już zadać pacjentowi prostego pytanio-twierdzenia:

„Dzień dobry, operujemy prawą nerkę.”

Takiej sytuacji może zapobiec mądry anestezjolog. Nie powinien przystąpić do znieczulenia pacjenta, zanim nie potwierdzi ze wszystkimi członkami zespołu, że dla wszystkich jest jasne, co operują u pacjenta „na stole”.

Błąd jatrogenny

Pomylenie operowanej strony to klasyczny błąd jatrogenny, czyli sytuacja kiedy działanie i decyzje podjęte przez członka personelu medycznego zamiast poprawić stan zdrowia pacjenta, pogorszyły go.

Pomylenie operowanej strony – jak zminimalizować ryzyko?

Jak zminimalizować ryzyko pomylenia operowanej strony ciała lub pomyłki operowanego organu?

Z punktu widzenia lekarzy i pielęgniarek:

  • przestrzegać procedur i rzetelnie wypełniać Okołooperacyjną Kartę Kontrolną;
  • odmawiać wykonywania niezgodnych z prawem poleceń, na przykład znieczulenia pacjenta przed potwierdzeniem przez chirurga na sali operacyjnej miejsca operowanego;
  • zawsze, gdy to możliwe, zaznaczać na ciele pacjenta miejsce operowane,
  • na każdym etapie przygotowywania pacjenta do operacji, każdy członek personelu przejmujący nad nim opiekę powinien potwierdzić z pacjentem miejsce operowane.

Doświadczeni pacjenci mówią, że najlepiej, jak pacjent zadba sam o siebie i zaznaczy na ciele „tu operować”. Hmm, lepiej jednak, żeby zrobił to ktoś personelu medycznego. Na miejscu lekarza wolałabym nie mieć wątpliwości co do tego, czy przypadkiem pacjent nie „wiedział lepiej” i nie zaznaczył oraz nie wybrał sobie np. kolana, które jego zdaniem jest w gorszym stanie i pilniej wymaga operacji.

A mówiąc poważne, czy w ogóle sam pacjent może coś zrobić, żeby uniknąć pomyłki co do operowanego miejsca, i co?

Z punktu widzenia pacjenta:

  • wymagaj od personelu zaznaczenia operowanego miejsca,
  • upewnij się, że personel przygotowujący Cię do operacji wie, jakie miejsce lub który organ ma być operowany.

Powodzenia!

Pomylenie operowanego miejsca

Pomylenie operowanego miejsca

PS. Na zdjęciu widoczny sposób, w jaki miałam zaznaczone, które oko mam mieć operowane🙂

 

 

 

 

 

Błędy medyczne były, są i będą. Dziś jednak wszyscy myślami jesteśmy gdzie indziej. Mobilizacja, działanie, pomaganie na taką skalę, jaka jest dostępna dla każdego z nas, pozwala przy okazji przykryć strach o przyszłość.

Wojna u sąsiada, tuż za ścianą, jest faktem, który zdominował nasze życie. A z drugiej strony „pospolitość skrzeczy”. Nadal chorujemy, nadal chcemy znaleźć termin na konsultacje lekarskie, nadal mamy wątpliwości, czy czegoś z naszym leczeniem nie można było zrobić lepiej.

Dziś, w tym kontekście, warto poruszyć temat, który być może komuś chodzi po głowie, ale nie ma odwagi powiedzieć o tym głośno. Czy pomoc dla ukraińskich pacjentów nie będzie odbywać się kosztem polskich pacjentów?

Fake news o dostępie do leczenia

Niewątpliwie takie obawy mogą być podsycane przez publikowane coraz częściej fake newsy. Najwięcej ich jest w stylu: „teraz na SOR przyjmują tylko Ukraińców, Polacy zostają bez pomocy”. To nieprawda. Nie dajmy się skłócić. W sieci będzie pojawiać się coraz więcej nieprawdziwych informacji, które mają wywołać panikę i poróżnić Polaków w kwestii uchodźców z Ukrainy. Najłatwiej to zrobić żerując na tych, którzy są najbardziej wrażliwi i słabi, czyli na pacjentach, z obu stron granicy. Nie powtarzajmy niesprawdzonych informacji.

Fake news

SOR – medycyna wojenna w warunkach pokoju

Mam sporo spraw o błąd medyczny związanych z nieprawidłowym triażem na SOR. Równie często chodzi o złe rozpoznanie na SOR czy też o brak wymaganych badań diagnostycznych na SOR. Te sprawy – tak jak napisałam na początku, były, są i będą. W mniejszym lub większym stopniu. Jestem jednak przekonana, że żadna z nich nie ma związku z różnicowaniem pacjentów wg kryterium rasowy czy narodowości. Nie zetknęłam się z czymś takim nigdy w mojej wieloletniej praktyce.

Ilość pacjentów, choćby chorujących na covid-19, na pewno przejściowo wzrośnie. Ale też wkrótce wzrośnie ilość lekarzy i pielęgniarek, którzy postanowią nostryfikować swoje dyplomy i przynajmniej na jakiś czas zostać w Polsce, i tu wykonywać swój zawód.

Warty uwagi jest komentarz min. Niedzielskiego do procedowanej w Sejmie ustawy:

„Dzisiejsza decyzja Sejmu to dostęp obywateli Ukrainy, uciekających przed agresją Rosji, do publicznej ochrony zdrowia w Polsce oraz gwarancja refundacji leków” – napisał Niedzielski.

Dodał, że jest to również „uproszczenie dostępu do pracy dla ukraińskich lekarzy i pielęgniarek”.

Dostęp do leczenia

Żadne chore na raka ukraińskie dziecko nie zabierze miejsca w szpitalu polskiemu dziecku. Ostatnio żona prezydenta Ukrainy Olena Zelenska napisała na Instagramie:

➡️ Wczoraj ukrywali się przed ostrzałem w piwnicach klinik. Teraz przekraczają polską granicę w drodze, aby znaleźć bezpieczeństwo i, co najważniejsze, kontynuować leczenie. Żaden agresor na świecie nie może przeszkodzić im w wygraniu walki z chorobą!

➡️ Dzieci są następnie przenoszone do ośrodka w Polsce, gdzie otrzymują niezbędną dalszą opiekę diagnostyczną i medyczną. 

➡️ Następnie, przy wsparciu międzynarodowego środowiska onkologicznego, każdemu młodemu pacjentowi zostanie przydzielone stałe leczenie: część zostanie w Polsce, część zostanie przeniesiona do innych krajów, m.in. do Francji, Włoch, Niemiec.

📍 Wczoraj do Polski wyjechało 73 dzieci, mimo że w praktyce medycznej na świecie nie było wcześniej podobnych projektów.

 

źródło: Olena Zelenska Instagram

źródło: Olena Zelenska Instagram

 

Pomoc mierzona wytrwałością

Dzięki pomocy ukraińskim uchodźcom staliśmy się lepszymi ludźmi. A może tylko życie powiedziało „sprawdzam” i okazało się, że nie blefowaliśmy? Bo zawsze tacy byliśmy, tylko dotąd nie trzeba było uruchamiać takich pokładów ludzkiej dobroci? Nie zepsujmy tego.

 

 

 

Ostatnio opinię publiczną rozpaliła pewna zbiórka na leczenie dziecka. Temat był analizowany pod każdym kątem: czy wszyscy mają moralne prawo, by zbiórkę organizować, czy tylko ci, których rzeczywiście nie stać na leczenie. Czy w ogóle można bez kontroli polskich lekarzy jeździć leczyć się za granicę, bo być może są to tylko złudne nadzieje i wyrzucone w błoto pieniądze ze zbiórki. Czy zbiórkami na leczenie nie powinna się zająć specjalnie do tego powołana instytucja. I tak dalej.

Mnie jednak interesuje inny aspekt zagadnienia zbiórki na leczenie. Jak się ma finansowanie leczenia ofiary błędu medycznego ze zbiórki do odszkodowania należnego od szpitala?

***

Bywa tak, że o życiu i zdrowiu pacjenta decydują minuty. Tak było w jednej z zakończonych właśnie przeze mnie spraw.

Opieka pooperacyjna

Pacjent, młody mężczyzna, poddał się operacji podniebienia miękkiego. Zabieg przebiegł bez komplikacji, jednak w okresie pooperacyjnym chory przypadkowo ekstubował się. Pacjent był wówczas jeszcze w stanie, kiedy nie kontrolował swojego zachowania. Działał środek znieczulający. Wyciągnięcie rurki intubacyjnej było zachowaniem odruchowym, niezależnym od woli chorego. O dalszych jego losach zaważyło to, co wydarzyło się potem.

Trudna intubacja

Lekarz anestezjolog podejmował wielokrotne próby intubacji za pomocy laryngoskopu. Nieskutecznie. Z uwagi na opuchnięcie podniebienia i gardła okazało się to niemożliwe. Lekarz nie wykonał ani konikopunkcji, ani konikotomii.

Ratowanie życia

Biegły nie pozostawił na zachowaniu anestezjologa suchej nitki.

Lekarz specjalista z zakresu anestezjologii, który nie potrafi udrożnić pacjentowi dróg oddechowych w sytuacji zagrożenia życia, nie posiada dostatecznego przygotowania do samodzielnego wykonywania zawodu.

Wielokrotne ponawianie prób intubacji było jedynie stratą czasu, który powinien zostać przeznaczony na ratowanie życia. Bezcenna była też każda kolejna minuta, która upłynęła do czasu przybycia laryngologa i zaintubowania pacjenta.

Zbiórka na leczenie

Zbiórka na leczenie

Stan wegetatywny przez błąd anestezjologa

Wszystkie te chaotyczne, przeciągające się w czasie działania, doprowadziły do głębokiego niedotlenienia chorego. W konsekwencji doszło do uszkodzenia komórek mózgu i do stanu wegetatywnego, w którym znajduje się obecnie pacjent.

Zadośćuczynienie po 5 latach

Po pięciu latach zakończyliśmy właśnie proces w tej sprawie. Pacjent otrzymał wysokie zadośćuczynienie za błąd medyczny – 1 mln. zł., odszkodowanie w wysokości blisko 200 tys. zł. oraz miesięczną rentę 11 tys. zł. Postępowanie trwało 5 lat, a szpital do końca – jak to zwykle bywa – negował swoją odpowiedzialność i nie wypłacił żadnej kwoty dobrowolnie, przed uprawomocnieniem się wyroku.

Fundacja wspiera pacjenta

Rodzice chorego musieli jednak na bieżąco ponosić wydatki w związku z leczeniem, rehabilitacją, opieką, zakupem środków higieny i pielęgnacji, jak również z zapewnieniem specjalnego odżywiania czy wizyt u specjalistów. Część środków pozyskali z darowizn wpłaconych na subkonto pewnej fundacji przez znajomych, dalszą rodzinę i wszystkich tych, których poruszył los ich syna.

Szpital chętnie wyciągnął rękę do tych pieniędzy. Argumentował, że skoro poszkodowany nie finansował wydatków z własnych oszczędności, czy z zarobków, to nie ma straty. A zatem szpital nie jest mu nic winien.

Zbiórki dla pacjenta, nie dla winnych błędu medycznego

Sąd podzielił nasze argumenty. Uznał, że darowizn nie można zaliczać na poczet odszkodowania. Darczyńcom nie chodzi przecież o to, by zwolnić szpital i jego ubezpieczyciela z długu, ale żeby pomóc poszkodowanemu, który ucierpiał przez błąd medyczny w szpitalu. Dlatego sąd zasądził od szpitala zwrot wszystkich wydatków poszkodowanego, które były spowodowane błędem medycznym. I to niezależnie od tego, że wcześniej pacjent, aby w ogóle funkcjonować, musiał prosić o pomoc i odpowiednie wsparcie finansowe okazały mu osoby trzecie.

Zbiórka na leczenie i korzystanie z tych pieniędzy przez poszkodowanego nie zwalnia winnych od odpowiedzialności finansowej.