Błędna diagnoza + błędna informacja= zadośćuczynienie

Jolanta Budzowska        14 lutego 2019        Komentarze (0)

Właśnie ukazał się artykuł z moim komentarzem na temat wyroku Sądu Najwyższego z 10.01.2019 r. II CSK 293/18  o  prawie pacjenta do informacji. Link do publikacji red. Marka Domagalskiego jest tutaj: „50 tys. zł. za błędną diagnozę”.

Zakres obowiązku informacyjnego lekarza

Wyrok dotyczy – jak mogłoby się wydawać – kwestii oczywistej. Czy jeśli lekarz popełni błąd diagnostyczny, a następnie przekaże tę błędną diagnozę pacjentowi, to narusza prawo pacjenta do informacji o stanie zdrowia?  Czy też może wszystko jest ok, bo przecież “powiedział, co wiedział”?

Symboliczne zadośćuczynienie za złamanie prawa pacjenta?

Temat nie jest czysto teoretyczny, ponieważ za naruszenie prawa pacjenta chory może otrzymać odrębne zadośćuczynienie. I to niezależnie od tego, czy należy mu się jednocześnie zadośćuczynienie i odszkodowanie za błąd lekarski. Powoli normą stają się kwoty między 20-50 tys. zł., więc daje się zauważyć, że prawa pacjenta rosną w cenę.  Nie są to już sumy symboliczne. Nic dziwnego, że szpitale się bronią przed zarzutami, a deklaracje zgody na operację przybierają rozmiary wielostronicowych formularzy.

Informacja: prawdziwa czy “względnie” prawdziwa?

Dobrze więc, że Sąd Najwyższy rozwiewa wątpliwości, jakie nasuwają się przy analizie niektórych przypadków. Sama miałam niedawno podobną sytuację, gdzie mojego klienta nie poinformowano, że ma raka. Bliżej opisałam tamtą historię w artykule “Czarne jest czarne, a białe jest białe”.  Szpital bronił się, że skoro patomorfolog się pomylił i nie rozpoznał czerniaka, to informacja przekazana pacjentowi była zgodna z “ustaleniami szpitala”. Czy oznacza to, że była także – w domyśle  – rzetelna, a może nawet prawdziwa? Oczywiście, że nie, nawet laik czuje, że coś jest nie tak.

Kropka nad i

– Tylko decyzja pacjenta podjęta na podstawie informacji opartej na właściwej diagnozie umożliwia pacjentowi zrealizowanie tego [prawa do informacji o stanie zdrowia – przyp. mój] prawa.

– wskazał w uzasadnieniu omawianego wyroku sędzia SN Henryk Pietrzkowski.

Zdaniem SN prawo pacjentki zostało naruszone w sposób ewidentny, wyrządzając powódce krzywdę o dużym stopniu. Uzasadniało to zasądzenie jej żądanej kwoty, czyli  50 tys. zł.

Błędnie prowadzony poród

Nic dodać, nic ująć. No, może poza tym, że podobne sumy sądy przyznały poszkodowanym pacjentom w kilku innych, prowadzonych przeze mnie sprawach. Chodziło w nich m.in o błąd okołoporodowy (więcej o kwotach w poście: “Prawa pacjentki w czasie porodu”). Wyrok SN więc potwierdza słuszność tych – niektórych jeszcze nieprawomocnych – rozstrzygnięć

Gaza, gazik, chusta: co można zostawić „w pacjencie”?

Jolanta Budzowska        30 stycznia 2019        Komentarze (0)

Niektóre sytuacje, z którymi się ostatnio zetknęłam, są tak nieprawdopodobne, że wręcz trudno w nie uwierzyć. Bo jak często pacjent znajduje w swoim ciele ciało obce? Nadal nie tak rzadko, niestety. I to mimo wszywania do gaz nitki RTG.  Taki znacznik – jak zapewniają producenci – “zmniejsza ryzyko pozostawienia materiałów opatrunkowych w ciele pacjenta”. Chusta w brzuchu jednak wciąż nie jest rzadkością. 

Gaza operacyjna

Gaza operacyjna

Stale więc zdarza się, że pacjenci po wielu miesiącach od zabiegu wyczuwają u siebie guzy. Te rzekome guzy potem, podczas kolejnej operacji okazują się np. ciałami obcymi „o wyglądzie kompresu gazowego”.  Czyli, mówiąc wprost, jest to tzw. “chusta w brzuchu”…

To, co lekarze wyjmują z jamy brzusznej pacjenta podczas kolejnej operacji, rutynowo trafia do badania histopatologicznego. Patolog opisuje wtedy, że np. pacjentowi usunięto „ciała obce (chusty gazowe operacyjne) otorbione obecnie w guzach otorebkowanych zawierających ropną wydzielinę”…

Badanie hist.-pat. i wszystko jasne?

Wynik badania histopatologicznego przydaje się w sądzie. Bywa jednak, że nie wystarcza. Czasem szpitale domagają się okazania sądowi i stronom usuniętej przed laty chusty… Argumenty, że jest to materiał biologiczny, który musiał zostać zutylizowany, nie zawsze trafia do przekonania pełnomocnikom. Sądom już na szczęście tak:-)

Swoją drogą, chciałabym widzieć miny osób zgromadzonych na sali sądowej podczas przeprowadzania dowodu z oględzin chusty. Szczególnie takiej, która przeleżała się kilka miesięcy czy lat w brzuchu pacjenta. Wrażenia węchowo – wzrokowe z pewnością bezcenne…

Dowód po stronie pacjenta

Zakładając więc, że samej chusty nie ma w zwyczaju zachowywać, to co może zrobić pacjent, aby zwiększyć swoje szanse w procesie o błąd w leczeniu? Jak wykazać, że to w tym, a nie innym konkretnie szpitalu doszło do nieprawidłowości podczas operacji i pozostawiono chustę w brzuchu? Jeden (!) raz widziałam doskonale przygotowany materiał dowodowy.  Po usunięciu gazy, została ona dokładnie sfotografowana i zwymiarowana. I to przez lekarza, z jego własnej inicjatywy.

Tak, taki materiał zdjęciowy zdecydowanie może być przydatny. Czasem nawet na tej podstawie udaje się ustalić producenta gazy, a potem to już po nitce, do kłębka.

Zwykle jednak nie ma zdjęć usuniętych chust. Na ogół nikt z zespołu operacyjnego wykonującego operację naprawczą nie pomyśli, aby przynajmniej od razu nie wyrzucać usuniętej gazy. Wtedy mimo, że sprawy związane z pozostawionym ciałem obcym wydają się być proste jak dwa razy dwa – na sali sądowej może nie być ławo.

A może świadek lekarz?

Na taki właśnie horror udawadniania, że nie jest wielbłądem i że sama sobie gazy do nogi nie włożyła, narażona była pewna pacjentka po operacji żylaków. Jakkolwiek lekarze się długo zastanawiali, jak mogło dojść do pozostawienie w jej nodze gazika, to fakty były oczywiste. Pacjentka przeszła tylko dwie operacje: jedną na żylaki, a drugą, niedługo potem, nacięcia ropnia, który się utworzył właśnie w związku z tym, że rana się nie goiła, bo pozostawiono w niej gazik. Jak to barwnie określił lekarz, który zeznawał jako świadek i który nacinał ropień:

„W trakcie wizyt powódki w poradni rana była zaszyta. Żeby coś włożyć do tej rany, to trzeba by siłą rozerwać ranę”.

W tej sytuacji nie było już wątpliwości, kiedy pozostawiono gazik w ranie

Osobny temat, to rozmiar wyrządzonej pacjentowi krzywdy. Czy proponowane przez ubezpieczycieli szpitala na otarcie łez kilka tysięcy zadośćuczynienia na pewno jest odpowiednie? A może rzeczywiście? Bo wydawałoby się: znalezione, usunięte, nie ma problemu? No, może poza – bagatela – dodatkowym zabiegiem operacyjnym? Nic bardziej mylnego.

Chusta to nie nowotwór!

W przypadku nietypowych powikłań brzusznych pierwszą myślą lekarzy często jest, że łatwo wyczuwalny guz to nowotwór. Pacjent dostaje kartę DILO z podejrzeniem „nowotwór o niepewnym lub nieznanym charakterze”. U jednej z moich Klientek długo diagnozowano potworniaki.  Potem okazały się być pozostawionym wcześniej podczas operacji ginekologicznej materiałem operacyjnym…

Inny mój Klient przeszedł operację barku. Wyobraźcie sobie jego przerażenie, gdy jakiś czas po operacji zauważył, że z rany, która już wcześniej nie chciała się prawidłowo goić, wystaje kawałek białego materiału. Został “rozpoznany” jako sporych rozmiarów gazik operacyjny. Natychmiastowy zabieg usunięcia cała obcego z rany niestety nie zakończył leczenia. Stan zapalny wywołany przez pozostawioną wcześniej w ranie gazę utrzymywał się wiele miesięcy, nie doszło do zrostu kości.

Zadośćuczynienie za ciało obce

Jak wycenić traumę, przez którą przeszli pacjenci – ofiary przemęczonych czy roztargnionych instrumentariuszek, które nie doliczyły się zużytych podczas operacji gazików? Pytanie retoryczne. Wszyscy wiemy, że zadośćuczynienie ma być „odpowiednie”. O „odpowiedniość” zadba ostatecznie Sąd, ale wcześniej poszkodowany pacjent musi dostarczyć sędziemu argumentów.  Jakich? O tym już innym razem. Można też w poszukiwaniu odpowiedzi zajrzeć na mój drugi blog i przeczytać wpis “Czy zadośćuczynienie za błąd lekarski jest karą dla lekarza?”

Skarga nadzwyczajna

Jolanta Budzowska        10 stycznia 2019        3 komentarze

To będzie krótka historia długiego procesu o błąd medyczny. Postępowanie wciąż trwa. Ale najciekawsze w tym wszystkim jest to, że prawdopodobnie już wkrótce przyjdzie  nam – czyli zespołowi prawników z kancelarii BFP – w praktyce sprawdzić, jak w sprawach lekarskich sprawdza się nowy “wynalazek” procedury sądowej: instytucja skargi nadzwyczajnej. 

Błąd lekarza

Jest rok 2010.  W pewnym szpitalu nie rozpoznano u pacjenta na czas udaru i opóźniono właściwe leczenie. Doszło do poważnej niepełnosprawności młodego mężczyzny. U poszkodowanego wystąpił tzw. „zespół zamknięcia” – zachowując świadomość, nie był w stanie się poruszać i utracił zdolność mówienia. Komunikował się przez mruganie powiekami. Przez błąd lekarski nadal jest całkowicie niezdolny do samodzielnej egzystencji i zdany na opiekę osób trzecich.

Pozew o odszkodowanie za błąd medyczny

W 2011 roku wnieśliśmy pozew, domagając się odszkodowania, renty i zadośćuczynienia dla pacjenta oraz zadośćuczynienia dla jego małoletniego syna i żony. Było oczywiste, że więzi rodzinne zostały dramatycznie zakłócone na skutek stanu zdrowia ojca i męża.

Wyrok w sprawie błędnego leczenia

Wyrok Sądu I instancji zapadł w końcu 2014 roku. Wygraliśmy co do zasady. Pacjent dostał rekompensatę finansową, w tym rentę. Sąd dostrzegł też, że syn pacjenta trwale utracił możliwość aktywnego udziału ojca w jego wychowaniu i uczestniczenia w przyszłości w dorosłym życiu syna.  Więź między małżonkami całkowicie została zerwana. Sąd  Okręgowy przyznał więc bliskim pacjenta odpowiednie zadośćuczynienie. Szczegóły sprawy podał Prokurator Generalny w komunikacie o wniesieniu skargi: “Skarga nadzwyczajna Prokuratora Generalnego dotycząca zadośćuczynienia dla członków rodziny za błąd medyczny”.

Apelacja od wyroku w sprawie o błąd medyczny

Po apelacji pozwanego szpitala, Sąd Apelacyjny zmienił jednak to rozstrzygnięcie, oddalając powództwo syna i żony w całości. Ten wyrok zapadł w 2016 roku.

W uzasadnieniu swojego wyroku Sąd Apelacyjny wskazał, że nie ma wątpliwości, iż więź rodzinna jest dobrem osobistym. W uzasadnieniu pojawiło się jednak małe ale

Sąd  uznał, że więzi rodzinne, owszem, są chronione przez prawo, ale tylko przed zerwaniem. Z  zaskarżonego wyroku wynikało poza tym, że Sąd oczekuje od powodów „cierpliwej postawy” ukierunkowanej na odbudowanie i pielęgnację relacji rodzinnych, mimo wszelkich obiektywnych przeszkód i przeciwności losu.

Sąd Apelacyjny dodał również – traktując ten argument jako koronny – że więzi rodzinnych uznawanych za dobro osobiste nie można mylić ze „stanem zadowolenia z udanego pożycia rodzinnego”; takiego zadowolenia nikt bowiem nie może nikomu gwarantować. Tym samym za stan „braku zadowolenia” nikt nie może ponosić odpowiedzialności…

Odmowa przyjęcia skargi kasacyjnej do rozpoznania

Nie zgodziliśmy się z takim sposobem myślenia. Niestety, nasza skarga kasacyjna od tego wyroku nie została przyjęta do rozpoznania – odmowna decyzja SN zapadła na początku 2017 roku.

I tu uwaga!

Sąd Najwyższy argumentował, że poruszone przez nas w skardze kasacyjnej wątpliwości dotyczące uznania więzi rodzinnych za dobro osobiste oraz dotyczące istnienia po stronie osób najbliższych poszkodowanego, który na skutek czynu niedozwolonego doznał ciężkiego i trwałego uszczerbku na zdrowiu, roszczenia o zadośćuczynienie, zostały “dostatecznie wyjaśnione w dotychczasowym orzecznictwie”.

Jak to? Przecież właśnie w skardze podwaliśmy przykłady rozbieżnych orzeczeń… Niestety, na tym etapie dialogu z Sądem już nie ma 🙁

Sprawa wydawała się już ostatecznie zakończona. Niestety, nie na korzyść bliskich ciężko poszkodowanego przez błąd lekarski pacjenta.

Różne oblicza SN 

Kiedy jednak rok później Sąd Najwyższy rozpatrywał w innej naszej sprawie skargę kasacyjną dotyczącą tego samego zagadnienia, wbrew cytowanemu wyżej postanowieniu uznał, że opisywane wyżej wątpliwości nie tylko istnieją i nie są dostatecznie wyjaśnione, ale wręcz są tak poważne, że wymagają uchwały składu 7 sędziów Sądu Najwyższego!

W efekcie, w uchwale z dnia 27 marca 2018 r. Sąd Najwyższy stwierdził, że:

“​Sąd może przyznać zadośćuczynienie za krzywdę osobom najbliższym poszkodowanego, który na skutek czynu niedozwolonego doznał ciężkiego i trwałego uszczerbku na zdrowiu.”

Nie mogliśmy nie przypomnieć sobie przy tym wcześniejszego niefortunnego – zgoła odmiennego! – rozstrzygnięcia w sprawie bliskich pacjenta poszkodowanego przez udar. Wcześniejsze postanowienie o odmowie przyjęcia skargi kasacyjnej do rozpoznania (to z 2017 roku) zamknęło nam jednak dalszą drogę w tamtym procesie. Czy aby na pewno?

Otóż nie!

Póki jest nadzieja, nie poddajemy się!

Do sprawy powróciliśmy od razu, jak tylko została wprowadzona instytucja skargi nadzwyczajnej. Przewiduje ona możliwość składania do Sądu Najwyższego skarg nadzwyczajnych na prawomocne wyroki polskich sądów z ostatnich 20 lat. Skarga nadzwyczajna od orzeczenia kończącego postępowanie w sprawie, które uprawomocniło się przed 3 kwietnia 2018 r., mogła być jednak wniesiona jedynie przez Prokuratora Generalnego lub Rzecznika Praw Obywatelskich.

W tej sprawie do naszego wniosku o wniesienie skargi przychylił się Prokurator Generalny i …

Skarga nadzwyczajna została wniesiona!

Dlaczego mieliśmy rację, argumentując we wniosku do Prokuratora Generalnego, że skarga nadzwyczajna powinna być przez niego wniesiona? Ponieważ:

  • kwestionowany przez nas wyrok SA nie może zostać uchylony ani zmieniony w trybie innych nadzwyczajnych środków zaskarżenia – skarga kasacyjna nie została wcześniej uwzględniona, a żadne inne środki zaskarżenia powodom obecnie nie przysługują;

 

  • kwestionowany wyrok SA narusza wolności i prawa człowieka i obywatela określone w Konstytucji w sposób rażący narusza przepis art. 23 k.c., art. 24 k.c. oraz art. 448 k.c., przez ich błędną wykładnię. SA odmówił najbliższym poszkodowanego pacjenta prawa do zadośćuczynienie za utratę więzi rodzinnych, a Uchwałą składu 7 Sędziów Sądu Najwyższego z dnia 27 marca 2018 r. przesądzono przecież, że: „Sąd może przyznać zadośćuczynienie za krzywdę osobom najbliższym poszkodowanego, który na skutek czynu niedozwolonego doznał ciężkiego i trwałego uszczerbku na zdrowiu”;

 

  • wniesienie skargi nadzwyczajnej w tej sprawie było konieczne dla zapewnienia praworządności i sprawiedliwości społecznej.

Co teraz?

Ruch po stronie SN

Mamy rok 2019. Czy Sąd Najwyższy rozpozna skargę nadzwyczajną przed upływem 10 lat od daty feralnego leczenia? Czas – nomen omen – pokaże. Trzymajcie kciuki!

PS. Po zakończeniu opisywania tej historii uświadomiłam sobie, jak duże pokłady cierpliwości musi czasem mieć i pacjent, i jego pełnomocnik, aby doprowadzić sprawę o błąd medyczny do końca… Na szczęście, nam – czyli zespołowi mojej kancelarii – jej nie brakuje! I tak już od 20 lat 🙂

W to drugie lewo: czy możliwe jest pomyłkowe podanie leku?

Jolanta Budzowska        27 grudnia 2018        2 komentarze

Świadkowie szpitala w procesach związanych z pomyłkami w podaniu leku zarzekają się na sali rozpraw, że to niemożliwe.

Lekarze przecież zawsze wpisują w kartę zleceń  odpowiednie zlecenia, a pielęgniarki nigdy nie kiwną palcem bez pisemnego zlecenia lekarza i zawsze uważnie sprawdzają:

  • lek
  • dawkowanie
  • tożsamość pacjenta
  • drogę podania

i

  • zawsze podają lek na czas.

Czyżby?

Gdyby tak było, to świat byłby idealny, a pacjenci nie ponosiliby konsekwencji tragicznych pomyłek w dawkowaniu leków.

Kto czasami myli strony świata? Każdemu chyba zdarzyło zwrócić się w prawo, gdy polecenie brzmiało: “w lewo”. Mój kolega w takich sytuacjach spokojnie powtarza: ” w to drugie lewo”…

A kto pomylił choć raz cukier z solą i posolił herbatę? No właśnie…

Jednak wbrew pozorom, udowodnienie błędu w podaniu leku nie jest takie łatwe. Co więcej, pomyłkowe podanie leku nie zawsze jest prostą konsekwencją roztargnienia pielęgniarski czy jej niesumienności.

W Krakowie, po 2,5 latach śledztwa, Prokuratura zdecydowała się właśnie postawić zarzuty w związku z wydarzeniem, do którego doszło w 2016 roku. Trzymiesięczne niemowlę zmarło po tym, jak otrzymało niewłaściwy lek: zamiast chlorku sodu (NaCl) dziecku zaaplikowano ampułkę z chlorkiem potasu (KCl). Dwóm lekarkom prokuratura zarzuca narażenie dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, bo zleciły podanie zbyt dużej dawki potasu. Pielęgniarce postawiono zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci dziecka na skutek nieprawidłowego wykonania zaleceń lekarzy.

Wydawałoby się, oczywisty błąd medyczny, za który winni mają ponieść surową karę.

Przyczyna takich – wydawałoby się – banalnych pomyłek w podaniu leku może jednak być bardziej złożona. Tak było i w tym przypadku: do braku staranności lekarzy i pomyłki pielęgniarki dodać można fatalną organizację pracy, brak wystarczającej liczby pielęgniarek i ich niewystarczające przeszkolenie z zasad resuscytacji.

Czy to mogą być okoliczności łagodzące dla winnych śmierci dziecka? Odpowiedź przyniesie proces karny.

Z pewnością jednak przy takiej skali błędów organizacyjnych łatwiej o błąd człowieka i omyłkowe podanie leku.  W procesie cywilnym o odszkodowanie o zadośćuczynienie będą to zatem okoliczności obciążające pozwany szpital…

Więcej na temat procesów dotyczących pomyłek w podaniu leków można przeczytać w innych moich wpisach:

Błąd pielęgniarki- tragiczna pomyłka. Kolejna.

Błąd pielęgniarki czy błąd organizacyjny?

Pomyłka w podaniu leku

Przyczynienie się poszkodowanego, czyli neapolitańskie refleksje

Jolanta Budzowska        14 grudnia 2018        Komentarze (0)

Przyczynienie się poszkodowanego

Neapol, argumenty ubezpieczycieli

Prawnicy procesowi żyją na walizkach, bo siłą rzeczy nie ma wyboru: czasem w poniedziałek trzeba być w sądzie w Warszawie, we wtorek w Kluczborku, a i od środy do piątku też nie zawsze blisko domu. Na szczęście taka kumulacja wyznaczonych rozpraw nie jest stanem permanentnym.

 

Obowiązek dokształcania się lekarzy i prawników

Nasilenie aktywności Sądów jest widoczne głównie jesienią, kiedy sędziowie po urlopach z nową energią zabierają się do orzekania, i do około połowy grudnia, kiedy zaczyna tykać zegar statystyki:) Ta jesienna “górka” dotyczy też konferencji. Prawnicy, zresztą podobnie jak lekarze, mają obowiązek stałego dokształcania się. Ja co prawda od lat regularnie mam nadmiar punktów szkoleniowych (przyznawanych przez nasz samorząd m.in.za publikację artykułów), ale i tak cenię sobie udział w specjalistycznych szkoleniach. Za te medyczne, co prawda, punkty mi nie przysługują, ale czego się dowiem na seminariach dla ginekologów i anestezjologów, to moje 😉 Jakoś więc muszę zmieścić we wrześniowo-listopadowym kalendarzu nie tylko rozprawy, ale i wybrane konferencje.  Przynajmniej przy okazji, wczesnym  rankiem i nocą, kiedy się nie obraduje, co nieco zwiedzę…

 

“Zobaczyć Neapol i umrzeć”

Te słowa Goethego nie oznaczają bynajmniej zachwytu. Niegdyś Neapol jako miasto portowe był siedliskiem najróżniejszych chorób ściąganych w te strony z różnych części świata. Dlatego dla wielu handlarzy czy odwiedzających te okolice wizyta w mieście kończyła się naprawdę źle… Dziś oczywiście takiego zagrożenia już nie ma, a samo miasto jest zdecydowanie warte zwiedzenia.

Tak, tym razem i ja “bawiłam” w Neapolu. Co prawda, konferencja dotyczyła głównie wypadków komunikacyjnych, ale w programie znalazło się sporo ciekawych wykładów ogólnie na temat odszkodowania za szkodę na zdrowiu, czyli dokładnie tego, czym zajmuję się na co dzień. Spojrzenie na problem z innej, niż tylko polska, perspektywy bardzo poszerza horyzonty. A gdy dodatkowo uczestniczy się w konferencji podmiotów, które zwykle stoją po przeciwnej stronie sali sądowej, niż ty, czyli w tym przypadku ubezpieczycieli – to robi się jeszcze ciekawiej!

 

Czego tym razem się dowiedziałam?

Na przykład tego, że zakłady ubezpieczeń, broniąc się przed odpowiedzialnością, będą drobiazgowo badały, czy zachowanie poszkodowanego:

  1. nie przyczyniło się do zwiększenia rozmiaru szkody na zdrowiu,
  2. nie zapobiegło zwiększeniu szkody na zdrowiu lub
  3. nie zwiększyło szkody materialnej.

Niby nic nowego (pisałam o tym m.in. w poście: “To wina matki”), ale wydaje się, że determinacja ubezpieczycieli rośnie i trzeba być dobrze przygotowanym na takie zarzuty.

 

Przykłady argumentów zakładów ubezpieczeń?

  • jeśli poszkodowany pacjent jest Świadkiem Jehowy i odmawia poddania się terapii niezgodnej z jego przekonaniami religijnymi, to ma do tego prawo, ale musi się liczyć z konsekwencjami ewentualnego negatywnego wpływu takiej decyzji na proces jego dochodzenia do zdrowia i wziąć za to odpowiedzialność,
  • jeśli poszkodowany pacjent nie odbywa zalecanej rehabilitacji, ubezpieczyciel będzie chciał prawdopodobnie wykazać, że jego końcowy stan zdrowia jest przez to gorszy, a zatem, że przyczynił się do powstania szkody i w związku z tym zadośćuczynienie i odszkodowanie powinno być niższe,
  • jeśli poszkodowany pacjent, wymagający całodobowej wykwalifikowanej opieki (lub jego rodzina) obstaje przy pobycie w domu i terapii domowej, a koszty takiego rozwiązania są znacząco wyższe, niż pobyt i leczenie na takim samym poziomie w specjalistycznej placówce, to ubezpieczyciel może nie odpowiadać finansowo za takie “nieadekwatne” koszty.

Brzmi groźnie, prawda? Co zatem robić, jak się uchronić od podobnych zarzutów?

 

Jak się przygotować do odparcia zarzutów o przyczynienie się poszkodowanego?

Kiedy nie uda nam się zarejestrować do lekarza na zalecaną wizytę kontrolną, bo pierwszy wolny termin jest na za dwa miesiące, udokumentujmy to, choćby krótką informacją z pieczątką z rejestracji. Kiedy nie możemy iść na rehabilitację, bo dopadło nas przeziębienie, miejmy zaświadczenie lekarskie. I tak dalej… Wiem, to kolejne obowiązki i obciążenia, gdy i tak nie wiadomo, w co ręce włożyć. Niestety, mamy dużo do stracenia.

Warto o tym pamiętać i będąc ofiarą błędu medycznego, jak najwcześniej poradzić się prawnika, jak się zachować: jak planować leczenie, jak dokumentować wydatki, jak udowodnić swoje racje. Trzeba bronić się przed próbami zaniżania zadośćuczynienia i odszkodowania za błąd lekarski. Polecam przy okazji mój wpis: “Gdzie szukać pomocy w sprawie o błąd lekarski”.