Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Jak uzyskać odszkodowanie?

Karta segregacji medycznej to nowy dokument, który pozwoli prześledzić triaż i losy pacjenta na SOR. Do tej pory „czarne dziury” na przestrzeni czasu – od momentu przyjazdu karetki do momentu wdrożenia leczenia – nie należały do rzadkości. A przecież czas to nie tylko pieniądz. Dla pacjenta czas, szczególnie na SOR, to życie.

Jeden z moich klientów relacjonował mi, że trafił do szpitala przed godziną 17. Ale dokładnie o której godzinie? Z dokumentacji szpitalnej wynika, że przyjęto go na SOR o 17.20.  Według Karty Zlecenia Wyjazdu ZRM „czas przekazania pacjenta w SOR” to godz. 16.55. Pacjent zrobił i wysłał bratu zdjęcie zatłoczonego korytarza na SOR 0 16.58.  Po przyjęciu chory oczekiwał na triaż przez jakiś czas. Godzina zebrania wywiadu i badania fizykalnego nie została odnotowana w dokumentacji. Wykonano TK głowy o godz. 18.20.

Pacjent „pomarańczowy”

Pytanie brzmi: jak długo pacjent oczekiwał na triaż i na którym etapie doszło do opóźnienia: przed triażem czy po triażu?  Na podstawie dokumentacji medycznej ani ja, ani biegli, ani wreszcie szpital (na własne potrzeby, poprawy procedur) nie był w stanie zdiagnozować, gdzie popełniono błąd i jak go uniknąć w przyszłości. Ten konkretny pacjent był „pomarańczowy” (wyjaśnienie poniżej). To, jak długo oczekiwał na pomoc, miało znaczenie. W jego przypadku, jak i zapewne w przypadku wielu innych pacjentów w podobnej sytuacji, zaprzepaszczono szansę na efektywną terapię w tzw. „oknie czasowym”.

Co pokaże karta segregacji medycznej?

Teraz Karta segregacji medycznej (KSM) pozwoli dokładnie ustalić, co i kiedy wydarzyło się w ramach wstępnej diagnostyki pacjenta. 

Od 13 sierpnia 2021 r. wprowadzono obowiązek prowadzenia dokumentacji m.in. w postaci KSM. Informacje, dotyczące stanu zdrowia pacjenta, jakie musi zawierać karta segregacji medycznej, to:  informacje uzyskane w trakcie wywiadu medycznego, 

  • określenie poziomu świadomości, 
  • określenie poziomu bólu w skali od 0–10, 
  • wartości parametrów krytycznych obejmujące: 

– zapis badania EKG,

– tętno (HR),

– puls (PR),

– częstość oddechów (RR), 

– ciśnienie krwi skurczowe, rozkurczowe i średnie (nieinwazyjny pomiar ciśnienia tętniczego krwi–NIBP), 

– wysycenie hemoglobiny tlenem (saturacja, SpO2),

– temperatura (TEMP) 

o ile zostały oznaczone, 

  • wybór metody tlenoterapii, jeżeli była stosowana,
  • ocenę stanu psychicznego.

Pacjent „ostry” czy „łagodny”?

W oparciu o te dane określony zostanie poziom ostrości problemu zdrowotnego pacjenta.  Osoba odpowiedzialna za triaż uwzględni też, czy pacjent wymaga wykonania dodatkowej diagnostyki, np. badania RTG, RM czy TK, badania morfologicznego, założenia szwów czy podania leków dożylnie lub domięśniowo.  

Co ważne, w KSM musi być odnotowana data i godzina zakończenia segregacji medycznej.

Triaż

Triaż/triage to ratunkowa segregacja medyczna pacjentów, której celem jest wskazanie, kto z pacjentów najbardziej potrzebuje natychmiastowej pomocy, a kto może taką pomoc otrzymać później.

Kategorie, oznaczone kolorami, określają, w jakim czasie chory uzyska pomoc lekarza. 

Pacjent „czerwony” powinien uzyskać natychmiastową pomoc, niezależnie od długości kolejki innych chorych oczekujących na SOR.

Pacjentowi „pomarańczowemu” należy się pomoc bardzo pilna, czyli do 10 minut.

Kolor „żółty” oznacza pacjenta, któremu powinno się pomóc pilnie, czyli do 60 min.

Pacjenci oznaczeni na triażu kolorem zielonym i niebieskim mogą czekać odpowiednio od 2- 4  lub 4 – 6 godzin*.

Warto podkreślić, że poziomy 3, 4 i 5 są określane nie tylko na podstawie stanu pacjenta, ale także m.in. na podstawie badań, które należy w przypadku chorego wykonać.

Karta segregacji medycznej - triaż

Karta segregacji medycznej – triaż

Jak to robią w Janowie Lubelskim?

Pomocne przykłady kwalifikowania pacjentów do kategorii oznaczonych kolorami znalazłam na stronie internetowej SP ZOZ w Janowie Lubelskim. W procedurze przyjęcia pacjenta w SOR tego szpitala podano, że kolor:

CZERWONY– pomoc natychmiastowa – to pacjenci:

    • z urazem wielonarządowym,
    • po upadku z wysokości,
    • nieprzytomni,
    • we wstrząsie różnego typu, z drgawkami, z niedrożnością dróg oddechowych, z zatrzymaniem akcji serca lub zaburzeniami rytmu serca bezpośrednio zagrażającymi życiu pacjenta,
    • z urazami głowy i zaburzeniami świadomości,
    • z oparzeniami twarzy, szyi, krocza, pośladków i oparzeniami dróg oddechowych,
    • po urazach drążących głowy, szyi, klatki piersiowej, tułowia,
    • noworodki z zaburzeniami oddychania i krążenia, z saturacją < 95%, z tętnem <120/min.
    • noworodki z gorączką > 38°C.
    • będący w hipotermii głębokiej (< 30°C).

POMARAŃCZOWY – pomoc bardzo pilna, czas oczekiwania na badanie do 10 minut – to pacjenci:

    • niestabilni hemodynamicznie,
    • z bardzo silnym bólem i towarzyszącymi zaburzeniami wegetatywnymi, pacjenci z wysoką gorączką >39°C,
    • z krwotokami zagrażającemu życiu,
    • z dużą dusznością i obniżoną saturacją,
    • z zaburzeniami świadomości,
    • po zatruciach lekami lub związkami chemicznymi,
    • z dużym odwodnieniem,
    • dzieci z masą ciała < 10 kg i z oparzeniem >10% pow. ciała,
    • dzieci z otwartymi złamaniami,
    • dzieci z dużymi zranieniami,
    • ze złamaniami uda i miednicy,
    • z obrażeniami kręgosłupa,
    • z rozległymi oparzeniami > 15% powierzchni ciała,
    • z masywnymi obrażeniami tkanek miękkich,
    • z otwartymi uszkodzeniami stawów i amputacjami urazowymi,
    • z bólem w klatce piersiowej,
    • z astmą – przy zaostrzeniu objawów,
    • z cukrzycą – przy zaostrzeniu objawów,
    • będący w hipotermii o średnim nasileniu (30-32°C).

Czas to życie

Od prawidłowego triażu często zależy życie pacjenta, jak w przypadku tętniaka rozwarstwiającego aorty. Żeby ci pacjenci, którzy rzeczywiście potrzebują pilnej pomocy, mogli ją otrzymać, wszyscy musimy pamiętać o jednym.

Zadaniem SOR jest udzielanie pomocy w stanach nagłego zagrożenia zdrowia lub życia. To nie boczne wejście do lekarza POZ ani typowo polska możliwość wejścia bez kolejki na zasadzie: „bo ja tylko…”. 

O historiach związanych z SOR, napisałam już w postach: „SOR, czyli punkt widzenia zależy od punktu siedzenia” i „Agonia Pawła kapusty, czyli lektura obowiązkowa dla klientów SOR i nie tylko.”

* w zależności od źródła

Pomyłka w identyfikacji pacjenta

Jolanta Budzowska13 września 20212 komentarze

Czy pomyłka w identyfikacji pacjenta przez lekarza czy pielęgniarkę jest w ogóle możliwa? A jeśli tak, to jak do tego dochodzi? I najważniejsze: jak uniknąć takiej pomyłki?

Anna Kowalska x 2

Może się zdarzyć na przykład tak. Moja klientka, Anna Kowalska, opowiedziała mi o sytuacji, w której sama odegrała jedną z głównych ról. Leżała na patologii ciąży w związku z przedwczesną akcją skurczową. Miała dostać lek w kroplówce na osłabienie czynności skurczowej macicy. W tej samej 4 -osobowej sali, przebywały jednak – jak się później okazało – dwie Anny Kowalskie. Pacjentki nie znały się. Druga pani Kowalska była po terminie porodu i podjęto decyzję o podaniu jej oksytocyny i przyśpieszeniu akcji porodowej. Na pytanie pielęgniarki stojącej w drzwiach: „Anna Kowalska?” tylko jedna z nich odpowiedziała „To ja”. Gdyby mojej klientki coś nie tknęło i nie zapytała pielęgniarki, co zamierza jej podać, doszłoby do tragedii: przedwczesnego porodu, któremu starano się zapobiec.

Identyfikacja pacjenta

Identyfikacja pacjenta to proces prawidłowego dopasowania pacjenta do zaplanowanych interwencji medycznych oraz dokładnego i niezawodnego przekazywania informacji o tożsamości pacjenta przez cały okres leczenia.

 

Pomyłka w identyfikacji pacjenta

Do pomyłki w identyfikacji pacjenta dochodzi na różnych etapach:

Instytut ECRI PSO przeprowadził badania dotyczące pomyłek w identyfikacji pacjentów. Podał przy tym szereg przykładów takich zdarzeń.

Pomyłka w identyfikacji pacjenta

Pomyłka w identyfikacji pacjenta

Pomyłka w identyfikacji pacjenta – przykłady

Oddział chirurgiczny

Pacjent we wstrząsie krwotocznym nie został poddany transfuzji, ponieważ przez pomyłkę sięgnięto do dokumentacji innego pacjenta i personel zastosował się do oświadczenia świadka Jehowy o zakazie podawania krwi.

Oddział chorób wewnętrznych

Pacjentowi ze zgłębnikiem nosowo-żołądkowym, któremu nie wolno było przyjmować doustnie żadnych pokarmów ani płynów, podano posiłek na tacy. Pacjent próbował zjeść jedzenie i zakrztusił się, doszło do niewydolności oddechowej.

Diagnostyka obrazowa

Niewłaściwy pacjent został przewieziony do oddziału radiologii na badanie rezonansu magnetycznego w znieczuleniu ogólnym. Pacjent został zaintubowany i poddany sedacji przed wykryciem błędu.

Apteka

Pacjent otrzymał lek na nadciśnienie w dawce 10 razy większej niż zamierzona. Pacjent został przyjęty na oddział intensywnej terapii z powodu hipotonii (niedociśnienia tętniczego).

Oddział położniczy

Niemowlę otrzymało mleko matki innego niemowlęcia, zarażonej wirusem zapalenia wątroby typu B, więc niemowlę musiało być leczone immunoglobuliną przeciw WZW typu B.

Gabinet lekarski

Niewłaściwą pacjentkę oznaczono jako zmarłą w dokumentacji medycznej. Kiedy przyjechała na wcześniej zaplanowaną wizytę, była w szoku, że wizyta została anulowana z powodu jej śmierci.

Klinika okulistyczna

Dwóch pacjentów o tym samym imieniu zakwalifikowano do operacji zaćmy. Niewłaściwy pacjent został przywieziony na salę operacyjną i otrzymał implant soczewki przeznaczony dla drugiego pacjenta.

Zakład opiekuńczo-leczniczy

Pacjentowi z domu opieki zaplanowano  badanie tomografii komputerowej w pobliskim szpitalu. Niewłaściwy pacjent (o podobnym nazwisku) został odebrany z ZOL, przewieziony do szpitala i poddany badaniu.

Co może przyczynić się do błędu w identyfikacji pacjenta?

Pomyłkom w identyfikacji pacjentów sprzyjają:

  • przyjęcie pacjenta pod kartoteką innego, wcześniej zarejestrowanego pacjenta 
  • używanie numeru sali chorych dla identyfikacji pacjenta, który został w międzyczasie przeniesiony do innej sali
  • proszenie pacjenta o potwierdzenie swojego nazwiska („Czy jesteś Panem X?”) zamiast proszenia pacjenta o podanie swojego imienia („Powiedz mi swoje imię”)
  • korzystanie z dokumentacji medycznej pacjenta o nazwisku podobnym do nazwiska pacjenta, który ma być leczony
  • wpisywanie informacji medycznych do niewłaściwej dokumentacji (innego pacjenta)
  • uzupełniania dokumentacji medycznej metodą „kopiuj – wklej” – z dokumentacji innego pacjenta
  • podawanie pacjentowi leków przed potwierdzeniem tożsamości pacjenta 
  • poleganie na informacjach podawanych przez pacjentów nie w pełni świadomych, po premedykacji przed zabiegami operacyjnymi.  

Jak zapobiec pomyłce w identyfikacji pacjenta?

Obecnie szpitale zaopatrują pacjentów w znaki identyfikacyjne. Taki znak zawiera co prawda informacje pozwalające na ustalenie podstawowych danych: imienia i nazwiska oraz daty urodzenia pacjenta, ale na co dzień zwiększa to ryzyko pomylenia pacjenta. Informacje o pacjencie są bowiem „ukryte”. Mają być na opasce zapisane w taki sposób, aby osoby nieuprawnione nie mogły zidentyfikować pacjenta. Najczęściej zastępuje się je numerem identyfikacyjnym pacjenta ze szpitalnego systemu.Prowadzi to do sytuacji, że także osoby uprawnione mają często kłopot z potwierdzeniem, że pacjent to ten pacjent.

Praktycy alarmowali, że takie rozwiązanie nie zapewnia bezpieczeństwa w identyfikacji pacjenta. Dlatego od 1 stycznia 2022 roku szpitale odzyskają prawo do podawania na opaskach identyfikujących pacjenta jego imienia, nazwiska i daty urodzenia.

Ja nie mam żadnych wątpliwości, że prawo do prywatności powinno ustąpić miejsca bezpieczeństwu. Szczerze mówiąc, dla mnie cały ten problem z rzekomym naruszeniem RODO przez umieszczenie imienia i nazwiska na opasce pacjenta jest mocno wydumany.  Ile postronnych osób (nie lekarzy i nie pielęgniarek), każda „sokole oko”, miałoby w taki sposób rozpoznawać pacjenta?

 

ps. Jeśli na skutek pomyłki w identyfikacji pacjenta pacjent dozna szkody na zdrowiu, oczywiście ma prawo do zadośćuczynienia i odszkodowania.

 

Czy naruszenie praw pacjenta może być umyślne? Oczywiście. Czy za taki „błąd” pielęgniarki i naruszenie praw pacjenta można otrzymać wysokie zadośćuczynienie? W szczególnych przypadkach tak, i to – co warto podkreślić – także, gdy pacjent nie doznał szkody na zdrowiu.

Klasycznym przykładem może być aktualny przypadek oszustwa pielęgniarki, jaki wykryto właśnie w Niemczech.

Błąd pielęgniarki

Błąd pielęgniarki

Sól fizjologiczna zamiast szczepionki?

Władze w północnych Niemczech poprosiły ponad 8 000 osób o powtórne szczepienia przeciwko Covid-19, ponieważ zachodzi podejrzenie, że miał miejsce celowy „błąd” pielęgniarki zatrudnionej w tamtejszym centrum szczepień. Pielęgniarka miała wstrzyknąć sól fizjologiczną zamiast szczepionki podczas szeregu szczepień. Policja wszczęła śledztwo w tej sprawie.

Początkowo uważano, że tylko sześć osób otrzymało nieszkodliwy roztwór soli w marcu i kwietniu. Pielęgniarka twierdziła, że podała pacjentom sól fizjologiczną, aby ukryć fakt, że upuściła fiolkę ze szczepionką na podłogę. Z czasem wyniki śledztwa doprowadziły Policję do informacji, że poszkodowanych pacjentów może być blisko dziesięć tysięcy. Większość z nich to pacjenci z grupy wysokiego ryzyka zachorowania na Covid-19.

Nieetyczne działanie pielęgniarki

Inspektor Policji Peter Beer, cytowany przez Süddeutsche Zeitung, powiedział, że 40-letnia kobieta dzieliła się swoimi antyszczepionkowymi poglądami w mediach społecznościowych. Krytycznie odnosiła się też do wprowadzanych przez rząd restrykcji mających na celu ograniczenie rozprzestrzeniania się wirusa.

Policja nie wyklucza, że ​​do działania pielęgniarki mógł skłonić motyw polityczny, choć jej prawnicy odrzucają takie zarzuty.

Zadośćuczynienie za naruszenie praw pacjenta

Czy gdyby ta sytuacja miała miejsce w Polsce, to czy pacjenci, którym zamiast szczepionki wstrzyknięto sól fizjologiczną, mieliby prawo do zadośćuczynienia za naruszenie praw pacjenta?

Oczywiście, tak.

Pamiętaj, że:

  • masz prawo do wyczerpującej informacji o swoim stanie zdrowia. Prawo pacjenta do informacji to prawo od uzyskania przystępnej, zrozumiałej, ale przed wszystkim prawdziwej  informacji o Twoim stanie zdrowia oraz dających się przewidzieć następstwach zastosowania albo zaniechania określonych czynności medycznych.  Dla Twojego zdrowia nie jest obojętne, czy przyjąłeś szczepionkę czy też wstrzyknięto Ci sól fizjologiczną.

 

  • masz prawo do świadczeń zdrowotnych odpowiadających wymaganiom aktualnej wiedzy medycznej. Z pewnością podanie soli fizjologicznej zamiast szczepionki nie jest działaniem zgodnym z procedurami i dostępną wiedzą medyczną.

 

  • masz prawo do wyrażenia zgody na udzielenie określonych świadczeń zdrowotnych lub odmowy takiej zgody, po uzyskaniu rzetelnej informacji o korzyściach i ryzykach. Skoro pacjenci było informowani o działaniu szczepionki, to nie o soli fizjologicznej, nie na wstrzyknięcie soli wyrażali też zgodę.

 

Jakie zadośćuczynienie za naruszenie praw pacjenta?

Za każde z takich naruszeń pacjent w Polsce, w analogicznej sytuacji, miałby prawo do zadośćuczynienia. W razie zawinionego naruszenia praw pacjenta sąd może przyznać poszkodowanemu odpowiednią sumę tytułem zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę.  W praktyce są to kwoty od 20 -50 tys. zł. za każde naruszenie.

Co więcej: gdyby któryś z tych pacjentów – przekonany, że został skutecznie zaszczepiony – został następnie zakażony koronawirusem, miałby duże szanse na zadośćuczynienie nie tylko za naruszenie praw pacjenta, ale i dodatkowe, wysokie odszkodowanie za szkodę na zdrowiu. Mamy już przecież  szereg doniesień naukowych, że szczepienia istotnie zmniejszają ryzyko zachowania i poważnego przebiegu choroby.

Trzymajmy się zdrowo i pilnujemy przestrzegania naszych praw pacjenta!

 

Błąd jatrogenny, czyli granice żenady

Jolanta Budzowska11 sierpnia 2021Komentarze (1)

Sezon ogórkowy w pełni. Rozprawy jednak odbywają się, a ja – przed, w trakcie i po urlopie – nie narzekam na nudę. Ale że sezon ogórkowy kojarzy się nie tylko z letnim rozleniwieniem, ale i poszukiwaniem przez media rozrywki, i ja postanowiłam rozbawić moich czytelników. Niestety, jak to bywa w sprawach o błąd medyczny, obawiam się, że odpowiedzią będzie raczej gorzki śmiech.

Błąd operacyjny: jak się (nie) tłumaczyć?

To historia ku przestrodze wszystkim tym, którzy mają silne przekonanie: „moja sprawa jest oczywista i właściwie już wygrana”. Jednym z kilku wątków w tej sprawie jest zarzut, że pacjentowi, który zgłosił się na operację usunięcia guza lewego nadnercza, guza tego nie usunięto. Potwierdza to wynik badania histopatologicznego. Lekarz patomorfolog opisał przekazany po operacji do badania materiał tkankowy jako: „tkanka tłuszczowa”. Trafnie, bo w później wykonanych badaniach tomografii (TK) i rezonansu RM czarno na białym diagności opisali, że guz nadnercza jak był u pacjenta, tak nadal jest. Mimo, że pacjent wyszedł w międzyczasie ze szpitala z kartą informacyjną i opisem operacji, w których „jak byk” stało: „usunięto nadnercze lewe w całości”. Jak tłumaczy to szanowany profesor, operator tej operacji, zeznając pod groźbą odpowiedzialności karnej jako świadek?

„Na pewno nadnercze wraz z guzem usunęliśmy. Guz musiał się zgubić podczas pakowania do worka, w którym przekazuje się usuniętą podczas operacji tkankę do pracowni histopatologicznej.”

Błąd jatrogenny

Błąd diagnostyczny: jak (nie)rozmawiać z pacjentką?

Pacjentka poddała się kolonoskopii w znieczuleniu miejscowym. Otrzymała wynik, z którego wynikało, że najprawdopodobniej cierpi na zaawansowany nowotwór jelita grubego. Zrozpaczona pacjentka najszybciej jak było to możliwe wykonała szereg badań. Okazało się, że podczas kolonoskopii lekarz wprowadził kolonoskop do pochwy pacjentki, zamiast do odbytu.  To tłumaczyło, dlaczego uznał, że światło „odbytu” jest zamknięte. Właściciel kliniki umył ręce od odpowiedzialności stwierdzając:

„Jakby to Pani powiedzieć: lekarz wprowadził kolonoskop nie do tej dziurki. Zdarza się.” 

Błąd jatrogenny: jak (nie) zarabiać na własnym błędzie?

Błąd jatrogenny*. Duża prywatna klinika chirurgii plastycznej dopuściła do tego, że na stole operacyjnym pacjent zapalił się. Dosłownie. Doszło do rozległych oparzeń II i III stopnia. Wydawało się, że klinika w odruchu współczucia i poczucia winy zachowała się fair. Leczyła oparzenia i blizny pacjenta przez ponad rok. Na koniec jednak… wystawiła rachunek, przedkładając pacjentowi koszty leczenia naprawczego do rozliczenia. Dodam, że wysokość rachunku zwalała z nóg. Marcedes, nie Fiacik.

I co? Ktoś się zaśmiał? Proszę się nie martwić, mnie też nie śmieszą te historie. Co więcej, powodują, że moja determinacja w walce o prawa poszkodowanych pacjentów nieustannie rośnie.

 

*Błąd jatrogenny to najprościej rzecz ujmując taka sytuacja, gdy niewłaściwe działania i decyzje podjęte przez lekarza, pielęgniarkę lub kogokolwiek z personelu medycznego miały wpływ na pogorszenie stanu pacjenta, zamiast go polepszyć.

 

Encefalopatia pourazowa jest skutkiem uszkodzenia tkanek mózgu. Jej przyczyną mogą być ciężkie urazy takie jak stłuczenie mózgu czy krwawienie śródczaszkowe.

Dziś nie będę wnikać w to, kiedy encefalopatia jest spowodowana błędem medycznym, na przykład nie rozpoznaniem krwawienia śródczaszkowego albo opóźnieniem w jego leczeniu, napiszę za to o tym, jak poszkodowani traktowani są przez ubezpieczycieli.

Podejście ubezpieczycieli do tego typu szkód na zdrowiu widać jak na dłoni na przykładzie dwóch różnych, niedawno zakończonych przeze ze mnie spraw.

W obu encefalopatię zdiagnozowano u rowerzystów – ofiar wypadków drogowych, którzy doznali urazu głowy. W obu przypadkach poszkodowani mieli szczęście w nieszczęściu. Przeżyli, choć obrażenia głowy nie ustąpiły bez śladu.

Encefalopatia pourazowa

Encefalopatia pourazowa

Encefalopatia pourazowa – jak diagnozować?

Wykonane badania: neurologiczne, TK, MRI głowy, EEG i testy psychologiczne potwierdziły, że doszło do uszkodzenia ośrodkowego układu nerwowego (OUN). Obaj poszkodowani mieli niemal takie same objawy, charakterystyczne dla encefalopatii pourazowej:

  • dyskretne zmiany osobowości,
  • zmiany nastroju,
  • brak krytycyzmu,
  • drażliwość,
  • niepokój,
  • lęk,
  • słowotok,
  • zaburzenia koncentracji,
  • kłopoty z pamięcią,
  • zaburzenia sprawności myślenia.

Uraz mózgu w oczach ubezpieczycieli

W pierwszej sprawie poruszającego się prawidłowo rowerzystę uderzył drzwiami samochodu wysiadający z niego kierowca. Ubezpieczyciel przed procesem – w toku postępowania likwidacyjnego – wypłacił dobrowolnie… 11 tys. zł. zadośćuczynienia.

Sąd w wyroku przyznał dodatkowo 189 tys. zł – nie miał wątpliwości, że zadośćuczynienie za doznaną krzywdę nie może być symboliczne. Za odpowiednie uznał (łącznie) 200 tys. zł., dodatkowo zasądził też odszkodowanie za poniesione koszty leczenia w wysokości ponad 35 tys. zł. i miesięczną rentę na rehabilitację.

W drugiej sprawie Sąd zasądził od ubezpieczyciela na rzecz poszkodowanego dodatkową kwotę 250 tys. zł zadośćuczynienia uznając, że dokonana wypłata 20 tys. zł w trakcie przedsądowego postępowania likwidacyjnego wygląda na formę żartu…

W tym przypadku rowerzysta, cierpiący na encefalopatię pourazową ze zmianami charakterologicznymi zmuszony był do diametralnej zmiany trybu życia. Stracił też możliwość wykonywania wyuczonego zawodu medycznego.

„Kwota bezsporna”, czyli jak ubezpieczyciele oceniają krzywdę

Nie da się ukryć – jak pokazują te przykłady – że kwoty wypłacane „dobrowolnie” przez ubezpieczycieli często rzeczywiście mogą być odbierane jak kpina z sytuacji poszkodowanych.  Dotyczy to oczywiście nie tylko wypadków drogowych, ale w takim samym stopniu błędów medycznych.

Droga sądowa w takim przypadku to nie tle wybór, co konieczność. Spór sądowy z ubezpieczycielami nie trwa krótko, a wygrana nie jest oczywista. Dość powiedzieć, że w drugiej z opisanych spraw zostało sporządzonych ponad 10 opinii biegłych.

Dzięki nim udowodniliśmy jednak, że szkoda na zdrowiu poszkodowanego jest poważna i zasługuje on nie tylko na wysokie zadośćuczynienie, ale i miesięczną, wysoką rentę, która zastąpi utracone zarobki. Wyrok zapewni także poszkodowanemu stały dopływ środków na zapłacenie opiekunom, leczenie i rehabilitację.

Jaki z tego płynie morał? Zanim zaczniesz na własną rękę korespondować z ubezpieczycielem w sprawie poważnego wypadku, skonsultuj się z prawnikiem. „Odpowiednie zadośćuczynienie” w oczach ubezpieczyciela może oznaczać nawet dwadzieścia czy dziesięć razy mniej, niż Ci się należy.