Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Jak uzyskać odszkodowanie?

Twitter rozgrzał się niedawno do czerwoności. Ktoś napisał, że COVID-19 nie jest rzetelnie ujmowany w oficjalnych statystykach jako przyczyna zgonu. Niezależnie od tego, czy to prawda czy nie, można tylko przypomnieć, że prawidłowe określenie przyczyny zgonu ma znaczenie. 

Bezpieczeństwo przede wszystkim

Jak fakt, czy w przyczyna zgonu została prawidłowo ustalona, wpływa na możliwość uzyskania odszkodowania za błąd medyczny, napisałam tutaj: Sekcja zwłok: co trzeba koniecznie wiedzieć.  Dzisiaj na pierwszy plan wysuwa się jednak bezpieczeństwo innych osób. Stwierdzenie, że przyczyną zgonu była infekcja wirusowa – zakażenie koronawirusem SARS-CoV-2, ma bezpośredni wpływ na sytuację zdrowotną osób, z którymi zmarły się kontaktował. 

Statystyka przyczyn zgonów

Motto: “Statystyka przyczyn zgonów jest obarczona błędami, które w największym stopniu dotyczą nienowotworowych chorób układu oddechowego, osób zmarłych w starszym wieku oraz przypadków z krótką hospitalizacją.”*

Przyczyna zgonu w szpitalu

Kiedy ktoś umiera w szpitalu, sytuacja jest względnie prosta.  W teorii. Bo w praktyce wygląda to tak, jak w niedawnych doniesieniach medialnych:

„Młoda kobieta, która miała być 6. ofiarą śmiertelną koronawirusa, najprawdopodobniej zmarła na sepsę. Rzecznik prasowy Ministerstwa Zdrowia przekazał, że przyczyną śmierci 27-latki nie był COVID-19. (…) 27-latka kilka dni temu urodziła dziecko przez cesarskie cięcie. Po operacji rozwinęła się u kobiety sepsa i to właśnie posocznica była przyczyną śmierci.”

Przyczyna zgonu: żonglowanie słowami i statystyką 

Ktoś tu się bawi z nami w ciuciubabkę. Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – Państwowy Zakład Higieny przy współpracy z Ministerstwem Zdrowia wydał niedawno Wytyczne dotyczące określania przyczyn zgonów związanych z COVID-19. Zacytowane wyżej stanowisko rzecznika prasowego MZ ma się nijak do Wytycznych firmowanych przez ten sam… MZ. 

Według Wytycznych, określa się bezpośrednią, wtórną i wyjściową przyczynę zgonu, choroby współistniejące i potwierdzenie zakażenia SARS-CoV-2 dodatnim wynikiem testu. Trzeba ustalić łańcuch zdarzeń prowadzących do zgonu w przypadku COVID-19.

COVID-19 jest chorobą układu oddechowego. Może ona jednak przebiegać w postaci np. zapalenia płuc, ostrego zapalenia oskrzeli, zakażenia dolnych dróg oddechowych. COVID-19 może też prowadzić do sepsy. W przypadku zgonu pacjenta te choroby są tzw. wtórną przyczyną zgonu. 

Wyjściowa przyczyna zgonu to COVID-19 wywołany zakażeniem wirusem SARS- CoV-2. 

Zakażenie wirusem musi być jednak potwierdzone testem. Nie powinno się zgłaszać “podejrzewanych” przypadków COVID-19. Gdy więc umrze pacjent, któremu nie zdążono wykonać testu, wymknie się statystyce. 

Czy konieczna jest sekcja zwłok?

Czasem nawet, gdy pacjent umiera w szpitalu, przyczyny zgonu nie można ustalić w sposób jednoznaczny.  Sekcja zwłok jest wówczas niezbędna. Nawet rodzina nie może zwolnić szpitala z tego obowiązku (czytaj więcej: Sekcja zwłok – co trzeba koniecznie wiedzieć) Sekcja zwłok przeprowadzana w szpitalu to tzw. sekcja administracyjna.

U osób z zakażeniem, nawet w przypadku wątpliwości co do prawidłowości leczenia, sekcje te będą teraz wykonywane niezwykle rzadko. O przyczynach, wspólnych dla administracyjnego badania pośmiertnego i dla sekcji prokuratorskiej, piszę dalej.  

A przy okazji interesujący szczegół:

Czy wiesz, dlaczego szpitale nie palą się do zlecenia sekcji zwłok? Jednym ze wstydliwych powodów jest to, że NFZ płaci tylko za diagnozowanie żyjących pacjentów…

Tzw. prokuratorska sekcja zwłok

Sądowo – lekarska sekcja zwłok jest wykonywana na zlecenie prokuratora lub sądu. Przeprowadza się ją, gdy istnieje podejrzenie spowodowania śmierci w wyniku przestępstwa, czyli m.in. błędu medycznego (czytaj więcej: Pacjent zmarł z powodu śmierci) Taką sekcję można, a nawet powinno się zlecić, gdy mimo że pacjent umiera w szpitalu, to jego zgon nastąpił w  mocno “problematycznych” okolicznościach. Lub wówczas, gdy lekarze orzekli „niewątpliwą” przyczynę śmierci, która jednak wzbudza istotne wątpliwości rodziny pod kątem zarzutów o błąd lekarski. 

I tu dochodzimy do sedna. Tak było w czasach „przed wirusem”. Czy dziś możliwe jest szybkie i skuteczne zawiadomienie prokuratury o podejrzeniu śmierci spowodowanej przez błąd medyczny?  

Sekcja zwłok w czasie zarazy 

Nie wiem, ile prokuratorskich sekcji zwłok wykonano u osób z podejrzeniem zakażenia od czasu ogłoszenia stanu zagrożenia epidemiologicznego w Polsce. Mogę jedynie przypuszczać, że były to pojedyncze przypadki. Prokuratorzy od początku alarmowali, że w żaden sposób nie są przygotowani do nadzorowania takich obdukcji. Nie mają na wyposażeniu dostatecznej ilości materiałów ochrony osobistej. Nie ma też fizycznie gdzie wykonywać sekcji w bezpiecznych warunkach. 

Prokurator Robert Wypych w materiale TVN24 podaje przykład: 

– Ktoś umrze w domu, w trakcie kwarantanny. Będzie podejrzenie, że zgon nastąpił w związku z koronawirusem, a chory obciążony innymi chorobami somatycznymi z nieznanych przyczyn nie został przyjęty do szpitala. Wtedy prokurator zgodnie z przypisami będzie musiał przyjechać na miejsce, czyli do mieszkania lub domu, gdzie odkryto ciało zmarłego i dokonać oględzin.

– A jak przetransportować zwłoki tak, by nikogo nie zakazić? Skąd wziąć szczelne kapsuły na zwłoki? A co, jeśli trzeba będzie zgromadzić dużą ilość zwłok epidemiologicznych i przeprowadzić sekcje w jednym miejscu. Czy wszystkie Zakłady Medycyny Sądowej są na to przygotowane?

Medycyna sądowa na ratunek

Częściowych odpowiedzi na te pytania udzielili prokuratorom w Zaleceniach z 17 marca 2020 r. dr hab. Grzegorz Teresiński – konsultant krajowy w dziedzinie medycyny sądowej i dr hab. Tomasz Jurek, prof. UM we Wrocławiu – w imieniu Polskiego Towarzystwa Medycyny Sądowej i Kryminologii. 

Wskazówki, jakie wynikają z Zaleceń, to m.in.:

  • W przypadku zgonów z podejrzeniem zakażenia wirusem SARS CoV-2, w których nie pobrano materiału do badań wirusologicznych, może zaistnieć potrzeba pobrania wymazów z górnych dróg oddechowych.  Można to wykonać podczas oględzin zewnętrznych bez przeprowadzania otwarcia zwłok.  
  • W niektórych sytuacjach może zaistnieć potrzeba wykonania sekcji zwłok osoby zmarłej w wyniku podejrzenia zakażenia wirusem COVID-19 ze wskazań procesowych. Jest tak np. w przypadku podejrzenia błędu medycznego. W takich przypadkach, zgoda na podjęcie się przeprowadzenia badania pośmiertnego zależy od kierowników poszczególnych ZMS (zakładów medycyny sądowej).
  • W przypadku braku konieczności pilnego przeprowadzenia badania, wskazane jest odczekanie z rozpoczęciem sekcji zwłok co najmniej 3 dni od chwili śmierci chorego. Ciało jest wówczas przechowywane w chłodni i zabezpieczone w podwójnym worku na zwłoki.

Zgon w domu poza statystyką

W praktyce, jeśli pacjent umiera w domu i nie ma podejrzenia popełnienia przestępstwa, nikt nie będzie ustalał czy pacjent był zakażony i czy przyczyną zgonu nie jest infekcja koronawirusem. Prokurator nie przyjedzie na miejsce zdarzenia, bo skoro wykluczony jest udział osób trzecich, to nie ma powodu do jego interwencji.

Lekarz rodzinny stwierdzający zgon nie ma uprawnień do zlecenia testów w kierunku zakażenia SARS-CoV-2. Z drugiej strony, na podstawie samego podejrzenia nie może wpisać w kartę zgonu, że przyczyną śmierci była choroba zakaźna.

Sanepid nie ma ani uprawnień, ani możliwości pobrania wymazu od osoby zmarłej. I koło się zamyka. A lekarzowi rodzinnemu pozostaje wpisać w kartę zgonu to, co jest piętnowane jako zła praktyka przez Wytyczne PZH:

„Nie należy stosować niedokładnych i nieścisłych opisów stanów i chorób, które uniemożliwiają precyzyjne określenie i zakodowanie wyjściowej przyczyny zgonu („garbage codes”, czyli kody bezużyteczne np. zatrzymanie krążenia).”

 

*Cytat w motto pochodzi z publikacji z 2001 r.: “Trafność wyboru przez lekarza wyjściowej przyczyny zgonu i kodowania danych z kart zgonów”  Wiesław Jędrychowski, Elżbieta Mróz, Adam Wiernikowski i Elżbieta Flak, Przegl. Epidemiol. 2001;55:313-22.

 

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: (12) 428 00 70e-mail: j.budzowska@bf.com.pl

Koronawirus ogranicza prawa pacjenta

Jolanta Budzowska21 marca 20202 komentarze

Nie da się ukryć, że mamy sytuację nadzwyczajną. Zagrożenie przyniósł koronawirus, ale są przecież i inne choroby. Coraz bardziej martwimy się, czy możliwe jest uzyskanie realnej pomocy medycznej w chorobie przewlekłej czy nagłym zachorowaniu. Jakie i czy ogóle, przysługują nam prawa pacjenta?

Prawa pacjenta zeszły na drugi, a nawet daleko dalszy plan. W szpitalach, a także i poradniach, trwa walka o przetrwanie. Dosłownie. Zmaterializował się przepis*, do którego nie miałam potrzeby nigdy dotąd sięgać:

Kierownik podmiotu udzielającego świadczeń zdrowotnych może ograniczyć korzystanie z praw pacjenta w przypadku wystąpienia zagrożenia epidemicznego lub ze względu na bezpieczeństwo zdrowotne pacjentów.

Co to oznacza w praktyce?

Mimo koronawirusa, mamy wciąż np. prawo do świadczeń zdrowotnych odpowiadających wymaganiom aktualnej wiedzy medycznej. Prawa do żądania odszkodowania w sprawach, gdzie doszło do błędu medycznego, nikt poszkodowanemu pacjentowi nie odbierze (zobacz wpis: Jak uzyskać odszkodowanie).

W aktualnej sytuacji musimy jednak włączyć myślenie i podchodzić racjonalnie i odpowiedzialnie do korzystania z uprawnień, jakie daje nam ustawa o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta. Dogmaty trzeba na jakiś czas odłożyć na półkę.

Jak to przełożyć na życie codzienne?

Jest oczywiste, że nieracjonalnie byłoby domagać się np. prawa do kontaktu osobistego. Gdy mamy stan epidemii, odwiedziny osób bliskich w szpitalu są wstrzymane.  Podobnie, nie zawsze musimy korzystać np. z prawa do żądania od lekarza prowadzącego zasięgnięcia opinii innego lekarza lub zwołania konsylium. Można przypuszczać, że w obecnej sytuacji, kiedy lekarze pracują 24 h na dobę, nie będzie to fizycznie możliwe.

Zagrożenie życia lub zdrowia a koronawirus

Z pewnością nie może być jednak wyłączone czy ograniczone stosowanie tego prawa:

Art. 7. 1. Pacjent ma prawo do natychmiastowego udzielenia świadczeń zdrowotnych ze względu na zagrożenie zdrowia lub życia.

Ostatnio jednak usłyszałam od znajomego lekarza z dużej kliniki, że na razie robią co mogą, żeby operować na bieżąco pilne przypadki. Ale boją się o przyszłość, bo już dziś wykorzystują tylko ułamek swoich lokalowych możliwości.

Szpital ma ponad dwadzieścia sal operacyjnych, na których może się odbywać ponad 100 zabiegów każdego dnia. Ale brakuje  lekarzy. A „zapas” środków ochrony osobistej (lekarza i pacjenta!),  czyli zwykłych ubrań operacyjnych używanych do operacji, wystarcza jedynie na 1 dzień!

Ograniczenia w leczeniu

Centrala NFZ zaleca ograniczenie udzielania świadczeń do niezbędnego minimum. Dotyczy to m.in. zabiegów operacyjnych i badań diagnostycznych, takich jak tomografia komputerowa, rezonans magnetyczny, PET, gastroskopia, kolonoskopia czy USG.

Pomóż medykowi: bądź rozsądny!

Mamy więc czasy medycyny wojennej.

Pamiętajmy, że nie tylko pacjentom jest trudniej. Cały ciężar odpowiedzialności za nasze życie i zdrowie spoczywa – jak nigdy wcześniej – na barkach medyków. Do tego wszystkiego personel medyczny został z tymi obowiązkami zawodowymi i etycznymi zostawiony przez nasze państwo sam sobie. Widzimy w mediach, jakie występują braki w zaopatrzeniu szpitali w środki ochrony osobistej: chroniące lekarzy, pielęgniarki, ale i pacjentów!

Bądźmy więc odpowiedzialni i zdyscyplinowani: #niewychodźzdomu i korzystaj ze swoich praw pacjenta z uwzględnieniem aktualnej sytuacji. Przynajmniej tyle możemy dla siebie zrobić.

 

Pomóż medykowi!

Pomóż medykowi

*opisano to w art. 5 ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta.

 

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: (12) 428 00 70e-mail: j.budzowska@bf.com.pl

Dziś wszyscy żyją problemami jakie zrodził koronawirus i tym, co przyniosą kolejne dni. W kancelarii – naszym “centrum zarządzania światem” – a na pewno centrum zarządzania sprawami o błąd medyczny, nieco zmieniliśmy organizację pracy. Mimo sytuacji alarmowej chcemy dostosowywać się do wymogów odpowiedzialnego zachowania tak, aby interesy naszych klientów w żaden sposób nie ucierpiały.

Co wiemy o wpływie koronawirus na sprawy o błąd medyczny

[Edycja postu 16 marca: rozprawy i posiedzenia jawne są odwoływane z przyczyny “wirus COVID-19”. Otrzymujemy z sądów informacje telefoniczne lub za pośrednictwem portalu. Bieżące komunikaty są też zamieszczane na stronach internetowych sądów.]

Póki co, rozprawy w całej Polsce się odbywają. Wszyscy wezwani na rozprawę mają więc obowiązek się na nią stawić. Każda nieusprawiedliwiona nieobecność może skutkować grzywną nałożoną na świadka. Zwykle trzeba mieć naprawdę dobre usprawiedliwienie, żeby zostało przyjęte przez sąd.  Może nim być np. konieczność potwierdzonego służbowego wyjazdu. W normalnych okolicznościach usprawiedliwienie nieobecności świadka z powodu choroby wymaga przedstawienia sądowi zwolnienia lekarskiego wystawionego przez lekarza sądowego. Co zrobić jednak, jeśli jest taka sytuacja jak w poniższym mailu?

“Dzień dobry, Pan XV, który ma być naszym świadkiem, jest na obserwacji w szpitalu w związku z zarażeniem koronawirus. Rodzina jego jest zamknięta w domu i mają zakaz opuszczania.” 

Wiadomo, że z uwagi na ograniczony kontakt ze świadkiem nawet uzyskanie na czas zaświadczenia, że jest w szpitalu, może być problematyczne. Nie mam jednak wątpliwości, że w takiej sytuacji Sąd usprawiedliwi nieobecność świadka bez zbędnych formalności.

Ważne!

Ważne! Jeśli masz być świadkiem, a jesteś poddany kwarantannie, lub choćby podejrzewasz u sobie zakażenie koronawirusem albo jesteś w grupie ryzyka – nie przyjeżdżaj do sądu! Podejmij działania zgodne z zaleceniami służb sanitarnych. Powiadom jednak telefonicznie o tym fakcie swojego pełnomocnika i Sąd. Umożliwi to – w razie potrzeby – odwołanie rozprawy i inni nie będą musieli jechać do Sądu na darmo!

Czy sprawom o błąd medyczny w sądzie grozi zawieszenie?

Sytuacja jest dynamiczna, więc moim zdaniem istnieje ryzyko, że z powodu koronawirusa praca sądów zostanie wstrzymana. Co to oznacza dla Twojej sprawy? Że może znaleźć zastosowanie art. 173 Kodeksu Postępowania Cywilnego:

 “Postępowanie ulega zawieszeniu z mocy prawa w razie zaprzestania czynności przez sąd wskutek siły wyższej.”

Jeśli tak się stanie, to na pewno zostaniesz o tym powiadomiony. Poza tym, że rozpatrywanie sprawy na pewno się wówczas wydłuży, to nie grozi jej np. przedawnienie. Ale uwaga: aby  przedawnienie nie biegło, sprawa musi być w sądzie!  Co w związku z tym? Nie zwlekaj.

Napisz mail i zgłoś swoją sprawę do kancelarii BFP

Pracujemy dla Państwa jak zwykle, przy czym część prawników pracuje w domu, aby nie być narażonym na podróże komunikacją zbiorową. Z zachowaniem ostrożności jeździmy na rozprawy w sądach całej Polsce.  Zobaczymy jak długo będzie taka potrzeba, bo na przykład w Wojewódzkiej Komisji ds Orzekania o Zdarzeniach Medycznych w Krakowie już odwołano wszystkie posiedzenia wyznaczone na marzec br. [Edycja postu 16 marca: już nie jeździmy, bo rozprawy się nie odbywają.]

To jest dobry czas, jeśli w ogóle można tak mówić, aby wysłać do nas sprawy do analizy.  Maile na szczęście nie niosą ze sobą żadnego ryzyka: krakow@bf.com.pl Krótka instrukcję, jak zacząć współpracę z kancelarią znajduje się tutaj: https://pomylkalekarza.pl/jak-dostac-odszkodowanie-za-blad…/

Pamiętaj, jeśli nie musisz wyjść, zostań w domu. Tak jest bezpieczniej.

Koronawirus: Kraków opustoszał

Koronawirus: Kraków opustoszał

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: (12) 428 00 70e-mail: j.budzowska@bf.com.pl

Pacjent zmarł. Przyczyną był tętniak aorty. Mimo, że pacjent dwukrotnie zgłosił się do szpitala, lekarz nie udzielił mu na czas pomocy. A następnie sfałszował dokumentację medyczną. Prokuratura nie widzi problemu.  

Już podczas pierwszego pobytu pacjenta w szpitalu pomiary ciśnienia tętniczego wskazywały na dużą asymetrię ciśnienia na kończynach. Jest to jednym z objawów mogących wskazywać na ryzyko rozwarstwiania aorty. Nie podjęto względem pacjenta żadnej dalszej diagnostyki. Zaniechano też dalszego leczenia i wypisano go do domu. Dopiero po ponownym zgłoszeniu się pacjenta do szpitala wykonano angio-CT, które wykazało cechy rozwarstwienia aorty typu A. Było już jednak za późno. Pacjent zmarł przed przekazaniem go do Oddziału Kardiologicznego.

Fałszowanie dokumentacji medycznej – dwie różne karty informacyjne

Ku zdumieniu rodziny okazało się, na karcie informacyjnej, którą otrzymał pacjent po pierwszej hospitalizacji, lekarz nie umieścił żadnych informacji na temat asymetrii tętna i nieprawidłowego ukrwienia kończyn, choć ten fakt potwierdziły i pielęgniarki, i ratownicy medyczni.  Natomiast na – tej samej – karcie informacyjnej, która została przekazana do Prokuratury po wszczęciu postępowania, widnieje wpis lekarza: „tętno na tętnicach szyjnych symetryczne. Ukrwienie kończyn prawidłowe”. Żadnych symptomów tętniaka aorty?

Śledztwo w sprawie fałszowania dokumentacji medycznej

Śledztwo toczyło się dwutorowo: w sprawie błędu medycznego oraz w sprawie poświadczenia nieprawdy przez lekarza.

Jak pisze prokurator:

„W realiach rozpatrywanej sprawy, przeprowadzone dowody wskazują jednoznacznie, że lekarz dokonał „poprawek” w „Karcie informacyjnej leczenia szpitalnego”. (…) Uczynił to, jak należy domniemywać, aby zatrzeć ślady własnego błędy diagnostycznego. Treść tego zapisku dotyczyła stanu zdrowia pacjenta, jego tętna i ciśnienia, a więc okoliczności faktycznych. Dane te (niezależnie od ich prawdziwości) nie są okolicznością mającą znaczenie prawne.”

Postępowanie w sprawie fałszowania dokumentacji medycznej umorzono!

Zacieranie śladów przez lekarza bezkarne?

Czy rzeczywiście nawet tak prymitywne metody zacierania śladów mają szanse ujść lekarzom na sucho?

Przeanalizujmy art. 271 k.k.:

1. Funkcjonariusz publiczny lub inna osoba uprawniona do wystawienia dokumentu, która poświadcza w nim nieprawdę co do okoliczności mającej znaczenie prawne, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. (…)

3. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w § 1 w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

Krótki test

  • Czy lekarz może być sprawcą tego przestępstwa? Tak
  • Czy dokumentacja medyczna jest dokumentem? Tak
  • Czy w dokumentacji medycznej lekarz przeinaczył fakty, czyli poświadczył nieprawdę? Tak
  • Czy była to okoliczność, która miała znaczenie z punktu widzenia dalszego leczenia pacjenta? Tak
  • Czy poświadczenie nieprawdy przez lekarza było umyślne? Tak
  • Czy fałszowanie dokumentacji miało znaczenie prawne? Tak, choć zdaniem prokuratora nie.
Sfałszowana dokumentacja medyczna

Sfałszowana dokumentacja medyczna – problem w sądzie

Wg prokuratury przestępstwa nie ma

Prokurator wydał postanowienie o umorzeniu postępowania karnego i w sprawie błędu w rozpoznaniu tętniaka aorty, i w sprawie fałszowania dokumentacji. Nie pozostało nic innego, jak złożyć zażalenie.

Przestępstwo stypizowane w art. 271 k.k. należy do kategorii przestępstw przeciwko wiarygodności dokumentów.

Z perspektywy odpowiedzialności karnej z omawianego przepisu istotne znaczenie ma przesłanka „okoliczności mającej znaczenie prawne”, ponieważ prokuratur umarzający postępowanie karne uznał, że sfałszowanie istotnych treści karty informacyjnej nie ma znaczenia prawnego.

Faktem jest, że Kodeks karny nie precyzuje, które okoliczności mają znaczenie prawne. Nie zawiera listy czy specjalnych cech, jakie te okoliczności powinny posiadać. Nie można jednak przyjmować wykładni zawężającej, która prowadziłaby do pokrzywdzenia pacjenta!

Dokumentacja medyczna stanowi jeden z głównych dowodów w sprawach o błąd medyczny. Sfałszowana dokumentacja medyczna, w której potwierdzono nieprawdziwe informacje o stanie zdrowia pacjenta, może i najczęściej ma determinujący wpływ na to, czy lekarzowi zostaną, czy też nie zostaną postawione zarzuty w sprawie o błąd medyczny. Treść dokumentacji medycznej wpływa też na to, czy pacjent lub jego rodzina uzyska odszkodowanie i zadośćuczynienie za błąd lekarski w postępowaniu cywilnym.

Nie można więc w żaden sposób uznać, że celowe zacieranie śladów ewidentnego błędu diagnostycznego przez lekarza, który błąd popełnił, jest w świetle prawa bezkarne.

Komentarz eksperta

O dodatkowy komentarz poprosiłam eksperta, adw. Łukasza Chmielniaka. Pan Mecenas, specjalizujący się w ochronie menedżerów i organizacji przed odpowiedzialnością karną, autor bloga bialekolnierzyki.com.pl pisze tak:

„W przepisie art. 271 § 1 k.k. uregulowane zostało tak zwane przestępstwo fałszu intelektualnego. Przestępstwo to polega na poświadczeniu nieprawdy w dokumencie przez funkcjonariusza publicznego lub inną osobę uprawnioną do wystawienia dokumentu, przy czym poświadczenie nieprawdy musi dotyczyć okoliczności mającej znaczenie prawne, czyli okoliczności prawnie doniosłej. 

Co to oznacza? 

Okoliczność mająca znaczenie prawne to okoliczność, która bądź to wywołuje, bądź może wywołać skutki w świetle obowiązujących w momencie dokonania poświadczenia przepisów prawa, i to niezależnie od dziedziny prawa. 

W moim przekonaniu postawienie znaku równości pomiędzy okolicznościami faktycznymi, a okolicznościami nie mającymi znaczenia prawnego jest błędne. Nie można bowiem twierdzić, że poświadczenie nieprawdy co do okoliczności faktycznych nie może wywołać skutków w świetle prawa.

Celem przykładu przytoczyć należy chociażby orzeczenie Sądu Apelacyjnego w Katowicach o sygnaturze II AKa 319/18, w którym Sąd ów stwierdził, że wyczerpuje znamiona przestępstwa z art. 271 § 1 k.k. poświadczające nieprawdę wystawienie dokumentu w postaci dowodu wpłaty KW. Przecież w takim dokumencie również poświadcza się okoliczności faktyczne – dokonanie lub niedokonanie wpłaty określonej kwoty.

Odnośnie dokumentacji medycznej, jeżeli lekarz stwierdza w niej nieprawdę co do okoliczności odnoszących się do jej obowiązkowych elementów, czyli między innymi co do stanu zdrowia pacjenta, to takie działanie, moim zdaniem, wyczerpuje znamiona przestępstwa 271 K.k. 

Dokumentacja medyczna nosi bowiem cechę zaufania publicznego, a lekarz jest niewątpliwie podmiotem upoważnionym ustawowo do jej sporządzenia. Obowiązkowe informacje zawarte w dokumentacji medycznej wywierać mogą istotne skutki prawne w zakresie chociażby prawa pacjenta do uzyskania świadczeń opieki zdrowotnej.”

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: (12) 428 00 70e-mail: j.budzowska@bf.com.pl

Pytanie jest przewrotne, bo odpowiedź brzmi: nie liczyć.

Nie, nie o to chodzi, żeby odszkodowania za błąd medyczny nie wypłacać.

Sęk w tym, że nie ma żadnego uzasadnienia, żeby w sprawach o błąd medyczny nadmiernie przywiązywać się do tego, jaki procent uszczerbku na zdrowiu „przyzna” ten czy inny orzecznik czy biegły. Tym bardziej nie ma żadnych podstaw, aby kalkulować, ile złotówek (a raczej tysięcy złotych) „należy” się za każdy procent.

Uszczerbek na zdrowiu = zadośćuczynienie?

Przeświadczenie, że ustalony procent uszczerbku na zdrowiu matematycznie przekłada się na wysokość należnego za doznaną szkodę na zdrowiu zadośćuczynienia, jest błędne.

Nie będę tłumaczyć, z czego bierze się kult procentu uszczerbku na zdrowiu, bo szkoda czasu. Wspomnę tylko, że jego żarliwymi wyznawcami są niektórzy ubezpieczyciele szpitali i sprawców wypadków drogowych. Sugerują poszkodowanym, że „uczciwie” proponują np. kwotę zadośćuczynienia X zł. bo (w domyśle: tylko) tyle się należy za Y  %  przyznanego przez ich orzecznika biegłego sądowego.

Uszczerbek na zdrowiu? Tak, ale w ZUS.

Sąd Najwyższy wielokrotnie piętnował tego rodzaju praktykę. Ustalenie procentowego uszczerbku nie jest obowiązkowe dla przyznania adekwatnego zadośćuczynienia w sprawach o błędy medyczne.  Tym bardziej nie odgrywa kluczowej roli przy ustaleniu kwoty rekompensaty. Co najwyżej odgrywa jedynie rolę pomocniczą, i to jako jeden z wielu czynników, które Sąd winien wziąć pod uwagę.

Przepisy dotyczące procentowego uszczerbku na zdrowiu nie zostały wprowadzone z myślą o zadośćuczynieniu z art. 445 k.c., a dla celów ubezpieczenia społecznego (z ZUS) z tytułu wypadków przy pracy i chorób zawodowych. Tylko wysokość jednorazowego odszkodowania za stały lub długotrwały uszczerbek na zdrowiu z ustawy wypadkowej (zusowskiej) zależy od tego, jaki procent uszczerbku na zdrowiu ustali lekarz orzecznik ZUS. Jednorazowe odszkodowanie przysługuje w wysokości 20 proc. przeciętnego wynagrodzenia za każdy procent stałego lub długotrwałego uszczerbku na zdrowiu. Kwoty za jeden procent uszczerbku zmieniają się raz w roku. Obecnie (do 31 marca 2020 r) wynoszą 918 zł za każdy procent.

Ważne: te “zusowskie” procenty nie mają nic wspólnego z zadośćuczynieniami przyznawanymi poszkodowanym pacjentom czy ofiarom wypadków drogowych!

Jak biegli ustalają uszczerbek na zdrowiu?

I na koniec wisienka na torcie, czyli fragment pewnej opinii biegłych. W cytowanym fragmencie biegli odpowiadają na zarzuty jednej ze stron odnośnie ustalonego przez nich procentu uszczerbku na zdrowiu. Ten procent został przez nich ustalony na potrzeby sprawy o błąd medyczny. Ale uwaga: jedynie jako jeden z elementów opisu stanu zdrowia i rokowań poszkodowanego pacjenta! Zastosowali powszechnie znane i powszechnie nielubiane Rozporządzenie MPIPS ws zasad orzekania o stałym lub długotrwałym uszczerbku na zdrowiu.

Dlaczego biegli podłożyli głowę pod topór?  Ponieważ nie ma innego ustawowego źródła, według którego byłoby możliwe szacowanie procentu uszczerbku na zdrowiu w innych, niż „zusowskie”,  przypadkach.

„Należy pamiętać, że treść zarówno rozporządzenia, jak i załącznika ma charakter archaiczny. Pochodzi bowiem z 1974 r., a w 2002 r. jedynie przepisano je z kosmetycznymi zmianami. Zatem prowadzenie rozważań w jego kontekście ma nikłe merytoryczne uzasadnienie. Posługujemy się w/w załącznikiem wyłącznie dla stworzenia platformy porozumiewania się między biegłymi, Sądem i Stronami sporu. Rozporządzenie samo w sobie w postępowaniu cywilnym niebędącym wypadkiem przy pracy nie znajduje zastosowania. Niestety polski system prawny nie posiada żadnego innego narzędzia, które byłoby konsensusem prawników, ubezpieczycieli i lekarzy. Zatem nie pozostaje nic innego jak korzystanie z tego wadliwego narzędzia. Czynimy to jednak jedynie po to, aby skwantyfikować w jakikolwiek sposób rozmiar krzywdy powoda.”

Nieśmiertelny procent uszczerbku

I tak oto wciąż ustalamy  czasami w procesach o szkody na zdrowiu nieśmiertelny procent uszczerbku na zdrowiu, bo wystarczy, że jedna ze stron zapyta o to biegłych. W niektórych przypadkach bywam to nawet ja, bo czasem jest to korzystne dla moich klientów;) Niestety jednak bywa to początkiem długiej i jałowej dyskusji na sali rozpraw, czyja metoda jest lepsza i “czyj” procent prawidłowo ustalony. Bo stale – z braku laku –  posługujemy się tym nieszczęsnym Rozporządzeniem zusowskim.

O tym, czy można dostać odszkodowanie za błąd medyczny z polisy szpitala

Uszczerbek na zdrowiu

Uszczerbek na zdrowiu

Dla zainteresowanych bardziej niż przeciętnie tematyką poruszoną w poście załączam garść orzeczeń:

„Należne poszkodowanemu zadośćuczynienie nie może być bowiem mechanicznie mierzone przy zastosowaniu stwierdzonego procentu uszczerbku na zdrowiu, albowiem w prawie cywilnym wysokość zadośćuczynienia jest zindywidualizowana, a nie ma postaci ryczałtu (por. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 5 października 2005 r. sygn. akt I PK 47/05 publ. M.P.Pr. 2006/4/208).” (Wyrok Sądu Okręgowego w Kaliszu z dnia 22 maja 2014 r. I C 426/14)

„W sprawach o zadośćuczynienie miernikiem należnej poszkodowanemu kwoty jest rozmiar krzywdy i cierpienia doznanych w związku z zaistniałym zdarzeniem, a określony procentowo rozmiar uszczerbku na zdrowiu ma jedynie charakter pomocniczy. (…)” (Wyrok Sądu Apelacyjnego w Łodzi z dnia 23 lutego 2017 r. ,

„Stopień uszczerbku na zdrowiu nie może być przyjmowany jako jedyna przesłanka ustalenia wysokości zadośćuczynienia z tytułu trwałego inwalidztwa, spowodowanego wypadkiem. Nie można przecież pomijać czasokresu leczenia się powoda i odczuwania dolegliwości fizycznych, uczucia krzywdy spowodowanej ułomnością, a w konsekwencji utratą przyjemności i radości z życia, szans rozwoju, nauki, pracy, aktywnego udziału w życiu rodzinnym, wychowaniu potomstwa, wreszcie potrzeby samorealizacji, w praktyce utratę, bądź znaczne ograniczenie ogólnej zdolności do życia, a zwłaszcza do samodzielnej egzystencji (wyrok SN z 10 kwietnia 1974 r., II CR 123/74, opubl. w LEX nr 7457).”  (Wyrok Sądu Apelacyjnego w Łodzi z dnia 29 stycznia 2013 r. I ACa 1095/12)

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: (12) 428 00 70e-mail: j.budzowska@bf.com.pl