Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Jak uzyskać odszkodowanie?

Rok powoli dobiega końca, a dla kancelarii BFP był on szczególny – świętowaliśmy 21-lecie działalności (o dwudziestych urodzinach… zapomnieliśmy w ferworze pracy 😊). Każda taka rocznica skłania do podsumowań. I w ramach takich właśnie refleksji uznałam, że warto wspomnieć o kilkudziesięciu (co najmniej, niestety nie prowadzimy takich statystyk) zakończonych przez kancelarię spraw, których prapoczątkiem jest pozostawienie ciała obcego w organizmie pacjenta. Czyli czegoś, co nie powinno tam  pozostać po operacji czy zabiegu diagnostycznym.

To jest naprawdę zaskakujące, jak wiele procesów sądowych ma swoje źródło w jednym z najpoważniejszych błędów medycznych: pozostawieniu ciała obcego w organizmie pacjenta!

Wydawałoby się, że medycyna idzie do przodu, procedury są coraz bardziej regorystyczne i szczelne, lekarze i pielęgniarki instrumentujące coraz bardziej świadome swoich obowiązków i zagrożeń. Czy zatem ciało obce po operacji jest już tylko historycznym przykładem błędu technicznego?  Niestety przypadki takiego niedbalstwa wciąż się zdarzają.

Ciało obce pozostawione po operacji – dlaczego wciąż to się zdarza?

Chociaż nowoczesne procedury mają minimalizować ryzyko, praktyka pokazuje, że błędy ludzkie nadal występują. Najczęściej dotyczą one:

  • nieprzeliczenia materiałów operacyjnych,

  • przerwanej ciągłości dokumentacji,

  • braku nadzoru nad instrumentarium,

  • błędów techniki operacyjnej,

  • zastosowania wyrobu medycznego bez uzasadnienia lub bez poinformowania pacjenta.

Przykłady? Bardzo proszę. Poniżej opis kilku procesów zakończonych w 2025 r.

Sprawy pozostawienia ciała obcego – przykłady z 2025 roku

1. Pozostawienie ciałą obcego – cewnik w układzie krwionośnym

Pacjentowi po wypadku samochodowym, w toku leczenia założono cewnik centralny do prawej żyły udowej. Cewnik miał być usunięty po kilkunastu dniach, a już na pewno przed wypisem pacjenta. Z dokumentacji medycznej nie wynika kto i kiedy go usunął. Nic dziwnego, bo po roku, kiedy poszukiwano przyczyn utrzymującego się stanu zapalnego, a także nawracających gorączek i sepsy, wykryto pozostawiony w układzie krwionośnym cewnik. Pacjent musiał przejść poważną operację usunięcia tego ciała obcego. Więcej o tej sprawie przeczytasz tutaj:  „Ciało obce w układzie krwionośnym”.

2. Nieprawidłowo wszczepiony implant – siatka polipropylenowa

Ciałem obcym może być też wyrób medyczny zastosowany bez wskazań i bez poinformowania o tym pacjenta. Ten proces, jak wiele spraw związanych z ciałem obcym, dotyczył przebiegu leczenia sprzed lat. W trakcie wykonanej u pacjentki w 2000 r. operacji brzusznej zastosowano błędną technikę operacyjną. Podczas przeprowadzonego wówczas zabiegu wszyto bowiem u pacjentki – bez żadnego uzasadnienia medycznego – siatkę polipropylenową w bezpośrednim kontakcie z jelitem. Co więcej, dobrano również nieprawidłowy rodzaj implantu (bez warstwy antyadhezyjnej). Zwiększyło to ryzyko powikłań, które niestety stały się faktem. O wyroku w tej sprawie, który zapadł na początku 2025 r., przeczytasz tutaj: „Ciało obce wykryte po latach”

Pozostawienie ciała obcego

Pozostawienie ciała obcego

3. Gazik – pozostawienie ciała obcego w kręgosłupie na 20 lat

W 2025 roku zakończyliśmy też ostatecznie proces, którego przyczyną było pozostawienie w organizmie klienta ciała obcego – materiału tekstylnego w… 1998 r., podczas operacji  kręgosłupa. Utrzymujący się w organizmie pacjenta stan zapalny wiązał się dla niego z poważnymi dolegliwościami bólowymi.  Stres związany z ciągłym bólem sprawił, że chory stał się osobą nerwową. Szczególnie obciążającym psychicznie był dla pacjenta okres, w którym żył w przekonaniu, że w okolicy krzyżowej kręgosłupa wykryto u niego nowotwór z naciekiem na kość – a w rzeczywistości było to pozostawione lata temu ciało obce.

Ciało obce wykryto i usunięto po 20 latach. Operacja naprawcza przebiegła bez komplikacji. Więcej o tej sprawie przeczytasz tutaj: „Gazik usunięty po 20 latach”.

Podsumowanie

Pozostawienie ciała obcego w organizmie pacjenta jest jednym z najpoważniejszych błędów medycznych. Mimo upływu czasu pacjent często wciąż może dochodzić roszczeń. Każdy przypadek wymaga indywidualnej analizy, a właściwe zabezpieczenie dowodów ma ogromne znaczenie dla powodzenia sprawy.

FAQ

Kiedy można domagać się odszkodowania?

Obecnie termin przedawnienia roszczeń liczy się od momentu, w którym pacjent dowiedział się o szkodzie i o osobie zobowiązanej do jej naprawienia.

Nawet jeśli ciało obce pozostawiono wiele lat temu, odkrycie go niedawno zwykle oznacza, że roszczenie nie jest przedawnione.

Ile wynosi odszkodowanie za ciało obce w organizmie?

Wysokość zadośćuczynienia zależy od:

  • rodzaju i wielkości ciała obcego,

  • czasu, przez jaki pozostawało w organizmie,

  • dolegliwości bólowych i skutków zdrowotnych,

  • przebiegu operacji naprawczej,

  • trwałych następstw dla zdrowia.

Przykładowe kwoty opisałam w artykułach podlinkowanych w treści bloga ze strony kancelarii BFP.

Jakie ciała obce najczęściej zostają po operacji?

Najczęściej są to:

  • gaziki i materiały tekstylne,

  • cewniki i dreny,

  • prowadnice i igły,

  • narzędzia chirurgiczne,

  • fragment uszkodzonego narzędzia chirurgicznego,
  • implanty dobrane nieprawidłowo lub bez zgody pacjenta.

Więcej przeczytać możesz o tym tutaj:  Cała prawda (statystyczna) o waciku w ciele pacjenta – Błąd lekarza

Czy trzeba mieć zdjęcie ciała obcego?

Najlepiej, aby lekarz dokonujący reoperacji:

  • zabezpieczył usuwany przedmiot,

  • przekazał go pacjentowi,

  • sporządził dokładny opis,

  • wykonał zdjęcia stanu „zastanego” podczas operacji usunięcia ciała obcego (najlepiej z miarką).

To kluczowe dowody w procesie o błąd medyczny.

Pomylenie pacjenta i niepotrzebna operacja

Jolanta Budzowska14 października 2025Komentarze (0)

W ostatnich dniach przez media przetoczyła się fala artykułów na temat dramatu 42-letniej pani Ewy z Radomia, która przeszła operację ratującą życie…, choć ta wcale nie była potrzebna. Nie prowadzę tej sprawy, więc nie znam wszystkich szczegółów. Już tylko na podstawie samych doniesień medialnych można jednak sformułować kilka spostrzeżeń wyjaśniających źródła tak tragicznej pomyłki lekarzy i pomylenia pacjenta.

Pani Ewa trafiła do pierwszego szpitala z bólem brzucha. Rozpoczęto postępowanie diagnostyczne. Wykonano między innymi tomografię komputerową klatki piersiowej, w tym aorty, oraz tomografię tętnic jamy brzusznej, w tym aorty.

Pilna diagnostyka – stan zagrożenia życia

Po serii badań usłyszała diagnozę: podejrzenie tętniaka rozwarstwiającego aortę. Tętniak rozwarstwiający aortę to stan bezpośredniego zagrożenia życia pacjenta. Wymagane jest pilne działanie. Operacja wykonana w trybie natychmiastowym. Przeprowadzenie tej operacji nie było możliwe w tym szpitalu, do którego trafiła chora. Podjęto decyzję o przekazaniu pacjentki do ośrodka wyższej referencyjności – z oddziałem kardiochirurgii.

Tomografia komputerowa – obraz czy opis?

Do tego momentu wszystko wydaje się przeprowadzone książkowo. Choć trzeba przyznać, że pojawiają się też informacje, że Rzecznik Praw Pacjenta zauważył, że w szpitalu nie sporządzono pełnego opisu wyników wykonanych badań. Nie czyniłabym z tego jednak zarzutu. Dlaczego? Opisanie badań zabiera czas, którego ani lekarze, ani pacjentka, nie mieli. Trzeba było jak najszybciej przekazać pacjentkę do specjalistycznego szpitala.

Zakładam, że wraz z pacjentką przekazano wyniki badań obrazowych, takich jak TK, w formie elektronicznej. Zresztą nie wyobrażam sobie, żeby lekarze podejmujący decyzję o operacji, działając zgodnie z aktualną wiedzą medyczną, nie zapoznali się wcześniej z badaniem w formie elektronicznej, i nie dokonali własnej oceny, poprzestając na samym opisie sporządzonym w innym szpitalu.  Jak widać jednak w tej sprawie wyobraźnia mnie zawiodła.

Lekarz pomylił pacjenta?

Dalsze wydarzenia owiane są mgłą tajemnicy, bo warszawski szpital nabrał wody w usta. Czy to lekarz pomylił pacjenta? A może do pomyłki doszło na wcześniejszym etapie?

Najbardziej chyba prawdopodobny jest scenariusz, że zamieniono dokumentację dwóch pacjentek. Rzecznik Praw Pacjenta stwierdził bowiem, że niezgodności stwierdzono już na etapie tej części dokumentacji medycznej, w skład której wchodzi m.in. wywiad z pacjentem.

„Wyniki badań i dokumentacja medyczna należały do zupełnie innej osoby. Pani Ewa nigdy nie miała blizn ani przepukliny, które widniały w jej kartotece” — ujawniła reporterom „Interwencji” Urszula Rygowska-Nastulak z Biura Rzecznika Praw Pacjenta.

Ta druga pacjentka musiała więc mieć zbliżone rozpoznanie, ale niewątpliwie bardziej jednoznaczne wskazania do operacji, skoro pani Ewa, wzięta za nią, trafiła od razu na stół operacyjny.

Operacja przez pomyłkę

Tu pojawia się kolejny zarzut względem warszawskiego szpitala. Od wielu lat funkcjonuje coś takiego jak Okołooperacyjna Karta Pacjenta. Wprowadzono ją m.in. po to, by uniknąć pomyłek lekowych w profilaktyce antybiotykowej, pomylenia usuwanego organu czy pomylenia pacjenta. Obowiązkiem osoby odpowiedzialnej za treść Karty jest m.in. potwierdzenie tożsamości pacjenta. Tajemnicą poliszynela jest, że ta Karta traktowana jest jak zło konieczne, piąte koło u wozu, kolejny biurokratyczny obowiązek nakładany na lekarzy.

 

Niepotrzebna operacja

Okołooperacyjna Karta Pacjenta

Jak widać, gdyby w tej sprawie lekarze trzymali się procedur, ryzyko zoperowania „nie tej” pacjentki, byłoby minimalne lub żadne.

Niepotrzebna operacja – pomylenie pacjenta

Pani Ewa przeszła więc – wg doniesień medialnych – niepotrzebną operację. Najwyraźniej, gdyby lekarze warszawskiego szpitala przeanalizowali właściwą dokumentację – Pani Ewy – to doszliby do wniosku, że w jej przypadku nie ma jednak wskazań do leczenia zabiegowego. Niezależnie od podejrzeń wysuwanych w innym szpitalu.

Zadośćuczynienie i odszkodowanie za błąd medyczny, na jakie ma szansę pani Ewa, zależy głównie od tego, jak wielkie szkody na jej zdrowiu to spowodowało. Każda niepotrzebna operacja to ryzyko powikłań, niekorzystny wpływ znieczulenia na zdrowie pacjenta, czas rekonwalescencji i wyłączenia z normalnego funkcjonowania, i wreszcie ryzyka na przyszłość.

To miał być rutynowy zabieg

O tej sprawie pisze się: „to miał być rutynowy zabieg”. Jak uczy życie, nie ma leczenia ani zabiegów w pełni bezpiecznych. Pomyłka lekarza, błąd lekarski – niestety są także wpisane w ryzyko leczenia.

Jeszcze jedna kwestia (byłabym zapomniała). A co z tą drugą pacjentką, której wyniki pomylono z wynikami pani Ewy? Skoro w rzeczywistości pani Ewa nie miała rozwarstwiającego się tętniaka aorty, to może ta druga pacjentka była poważnie chora? Przecież to prawdopodobnie jej alarmujące, ale błędnie przypisane pani Ewie, wyniki, były przyczyną natychmiastowej operacji? O jej losie media nie piszą.

I uwaga końcowa. Przedstawiony w tym poście przebieg wydarzeń – jak zaznaczyłam wyżej – to tylko moja hipoteza i przypuszczenia. W takich sprawach jednak warto zweryfikować różne scenariusze, bo pacjenci na ogół mają bardzo ograniczony dostęp do informacji, co działo się za kulisami takich zdarzeń niepożądanych.

O podobnych zdarzeniach możesz przeczytać tutaj:

Wypadek w szpitalu

Pomyłka lekowa

A tu informacja o odszkodowaniu za śmierć pacjenta, u którego lekarze nie rozpoznali zagrożenia związanego z tętniakiem aorty: Wygrane sprawy BFP

Każdy szpital ma obowiązek posiadać polisę OC, czyli ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej. Dokładnie tak jak jest to z ubezpieczeniem OC samochodu. Ubezpieczenie OC szpitala (odpowiedzialności cywilnej) to obowiązkowe ubezpieczenie, które ma chronić szpital przed finansowymi skutkami szkód wyrządzonych pacjentom w związku z udzielaniem świadczeń zdrowotnych. Ubezpieczyciel wypłaca poszkodowanemu pacjentowi odszkodowanie za błąd medyczny, zwalniając sprawcę, czyli szpital, z pokrywania tego z własnej kieszeni, czyli z budżetu szpitala.

Brzmi dobrze, prawda? Niestety jest jedno „ale”. A właściwie nie jedno, a kilka.

Minimalna polisa OC szpitala

Po pierwsze, obowiązkowe ubezpieczenie OC szpitala, czyli  minimalna suma gwarancyjna* ubezpieczenia wynosi:

  • 100 000 euro na jedno zdarzenie
  • 500 000 euro na wszystkie zdarzenia objęte ubezpieczeniem.

Co to oznacza w praktyce? Że jeśli w szpitalu wydarzy się poważny błąd medyczny, a jego konsekwencją będzie na przykład stan wegetatywny pacjenta, to z pewnością obowiązkowe OC nie wystarczy na wypłatę zadośćuczynienia – przykładowo – powyżej 1 mln. zł., odszkodowania i renty miesięcznej, nie mówiąc już o zadośćuczynieniu dla osób bliskich pacjenta. Kwoty renty sięgają dziś kilkudziesięciu tysięcy złotych, a najwyższa renta uzyskana przez naszą kancelarię na rzecz klienta to ponad 50 tys. zł. miesięcznie!

Jeśli więc szpital nie ma dodatkowego ubezpieczenia, tzw. nadwyżkowego, to trzeba się liczyć z koniecznością pozwania nie tylko ubezpieczyciela, ale i samego szpitala, a być może i lekarzy czy innych członków personelu medycznego uczestniczących w leczeniu.

Przedawnienie roszczeń o błąd medyczny

Uwaga! Bieg przedawnienia roszczeń przerywa się przez zgłoszenie roszczenia lub zdarzenia ubezpieczycielowi oraz przez uzyskanie pisemnej odpowiedzi ubezpieczyciela. Nie dotyczy to jednak przedawnienia przeciwko innym zobowiązanym do zapłaty.

Jeśli więc zgłosimy szkodę do ubezpieczyciela przed upływem  3 lat od dnia, w którym poszkodowany dowiedział się o szkodzie i o osobie obowiązanej do jej naprawienia, to przerwiemy bieg przedawnienia tylko przeciwko ubezpieczycielowi.

Nie przerwiemy jednak tego biegu przeciwko szpitalowi, dopóki nie wystąpimy przeciwko niemu do sądu. W praktyce, czekając do ostatniej chwili, możemy wiec doprowadzić do przedawnienia tych roszczeń, które będą przekraczały wysokość polisy OC szpitala.

Tak dochodzimy do drugiego „ale”.

Likwidacja szkody z OC szpitala

Jeśli wydaje ci się, że po zgłoszeniu błędu medycznego i szkody na zdrowiu, i wydatków z tym związanych, wszystko pójdzie jak z płatka, to niestety się mylisz. Likwidacja szkody to droga przez mękę. I nic tu nie jest ani łatwe, ani przyjemne.

Ubezpieczyciel teoretycznie ma  30 dni na rozpatrzenie wniosku o odszkodowanie i dokonanie wypłaty, licząc od daty zgłoszenia szkody i otrzymania kompletu wymaganych dokumentów. Termin ten może zostać wydłużony, ale tylko w uzasadnionych, skomplikowanych przypadkach. W praktyce, każda sprawa o błąd medyczny jest traktowana przez ubezpieczyciela jako taki uzasadniony przypadek, a postępowanie likwidacyjne trwa miesiącami. W ekstremalnych sytuacjach nawet do roku, choć przepisy mówią, że maksymalny termin na wydanie decyzji to 90 dni.

Łatwo wtedy uśpić czujność poszkodowanego co do przedawnienia roszczeń przeciwko szpitalowi, więc znów: uwaga, trzeba pamiętać o terminach przedawnienia!

Decyzja ubezpieczyciela w sprawie odszkodowania za błąd medyczny

Po otrzymaniu zawiadomienia zdarzeniu – błędzie medycznym ubezpieczyciel ma obowiązek podjąć wszelkie czynności niezbędne do ustalenia przesłanek swojej odpowiedzialności.

Ubezpieczyciel powinien** przeprowadzić postępowanie dotyczące:

  • ustalenia stanu faktycznego zdarzenia,
  • zasadności zgłoszonych roszczeń
  • zasadności wysokości świadczenia, a także

poinformować  jakie dokumenty są potrzebne do ustalenia odpowiedzialności zakładu ubezpieczeń lub wysokości świadczenia, jeżeli jest to niezbędne do dalszego prowadzenia postępowania.

Ubezpieczyciel jest profesjonalistą, korzystającym z wyspecjalizowanej kadry, a w razie potrzeby również z pomocy lekarzy orzeczników (czytaj też: „Orzecznik – biegły w głoszeniu nieprawdy”). Ma więc obowiązek samodzielne i aktywnie wyjaśnić okoliczności zdarzenia oraz wysokości powstałej szkody. Ten obowiązek jest jednak przez ubezpieczycieli notorycznie lekceważony.

Zdarza  się  na  przykład, że  zakład  ubezpieczeń  wydaje  decyzję  odmowną  cytując niemal  słowo  w  słowo  wyjaśnienia szpitala. Co więcej, czasem całe postępowanie ogranicza się wyłącznie do tego!

OC szpitala, gdzie zgłosić błąd medyczny i błąd lekarski

OC szpitala

Zdarza się też, że w decyzji odmawiającej uznania odpowiedzialności i wypłaty odszkodowania wskazuje się ogólnikowo, że odmowa motywowana jest, między innymi, niedostarczeniem przez pacjenta albo ubezpieczonego lekarza dokumentacji.  Skompletowanie i ocena dokumentacji jest jednak obowiązkiem ubezpieczyciela, a nie pacjenta!

Wnioskodawca ma prawo dostępu do dokumentacji prowadzonego postępowania likwidacyjnego. Tymczasem nagminnie zakłady ubezpieczeń udostępniają jedynie wybrane przez siebie dokumenty. A już zapewne zupełnym przypadkiem pomijane są opinie orzeczników – lekarzy korzystne dla pacjenta… Postępowanie takie jest niezgodne z treścią art. 29 ust. 6 ustawy o działalności ubezpieczeniowej i reasekuracyjnej. Zakład ubezpieczeń musi udostępnić osobie występującej z roszczeniem informacje i dokumenty gromadzone w celu ustalenia odpowiedzialności lub wysokości odszkodowania.

Morał

Morał z tego taki, że nie polecam samodzielnego występowania do szpitala i jego ubezpieczyciela z wnioskiem o odszkodowanie za błąd medyczny. Akta szkodowe mogą pomóc w postępowaniu sądowym, ale mogą też zaszkodzić!

 

*Rozporządzenie Ministra Finansów z dnia 29 kwietnia 2019 r. w sprawie obowiązkowego ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej podmiotu wykonującego działalność leczniczą 

** art. 29 ust. 1 ustawy o działalności ubezpieczeniowej i reasekuracyjnej z dnia 11 września 2015 r., tj. z dnia 10 kwietnia 2024 r. (Dz.U. z 2024 r., poz. 838)

 

Nie ulega wątpliwości, że każdy szpital odpowiada za bezpieczeństwo pacjenta, który przebywa na jego terenie i jest w nim leczony. Odpowiedzialność szpitala psychiatrycznego jest jednak dodatkowo uwarunkowana specyfiką schorzeń, na jakie cierpią hospitalizowani tam pacjenci. Pacjenci ci wymagają m.in. ściślejszego nadzoru czy odpowiedniego zabezpieczenia budynku. Z orzecznictwa sądów polskich wynika, że szpitale te są odpowiedzialne także za zapobieżenie zdarzeniom, które w normalnych okolicznościach byłyby trudne do przewidzenia. 

Pozostawienie pacjenta poza oddziałem

W jednej ze spraw sąd apelacyjny zasądził na rzecz ojca zmarłego pacjenta kwotę 180 tys. zł. tytułem zadośćuczynienia za krzywdę związaną ze śmiercią osoby bliskiej. Sąd przyjął, że szpital psychiatryczny ponosi odpowiedzialność za śmierć pacjenta, który popełnił samobójstwo.

Zdaniem sądu, zachowanie pielęgniarza było niewłaściwe, bowiem pozostawił on pacjenta poza oddziałem zamkniętym, mimo że zgodnie z zaleceniem lekarza ten chory nie mógł opuszczać samodzielnie oddziału. Szpital nie zapewnił odpowiednich warunków nadzoru i opieki nad pacjentem. Obowiązkiem szpitala było niedopuszczenie, aby pacjent miał możliwość zrealizowania nachodzących go myśli samobójczych.  W drugiej kolejności szpital powinien był zastosować takie leczenie, które pomogłoby choremu uporać się z dręczącymi go problemami. (Wyrok SA w Warszawie, sygn. I ACa 478/19).

Odpowiedzialność szpitala psychiatrycznego za nieprzestrzeganie regulaminu

Podobny sposób myślenia zaprezentował Sąd Apelacyjny w Poznaniu w sprawie sygn. I ACr 39/95. Pacjentce, po spacerze, wbrew ówczesnym zasadom szpitala, nie odebrano odzieży wierzchniej (a była to zima), a ona, bez wiedzy kogokolwiek, opuściła budynek szpitala. Jej nieobecność zauważono dopiero przy wieczornym wydawaniu leków. Nie poinformowano policji. Męża powiadomiono dopiero, gdy następnego dnia przyszedł odwiedzić żonę. Chorą odnaleziono po kilku dniach martwą. Popełniła samobójstwo rzucając się pod pociąg.

Sąd podkreślił, że nie ma pewności, czy gdyby pacjentce odebrano odzież zimową, to zapobiegłoby to jej ucieczce i zrealizowaniu zamiaru samobójstwa. Należy jednak uznać, że w takich sytuacjach wystarczy pośredni związek przyczynowy. Przyczyną szkody jest w takich przypadkach zaniechanie czynności, które mogłyby zapobiec przedsięwzięciu lub zrealizowaniu zamachu samobójczego.

Szpital Psychiatryczny im. Babińskiego w Krakowie

Nieudana próba samobójcza

W kolejnej sprawie sąd uznał odpowiedzialność szpitala psychiatrycznego za szkodę na zdrowiu pacjentki, która po próbie samobójczej co prawda przeżyła, ale doszło do poważnych komplikacji zdrowotnych. Chora użyła do próby samobójczej kabla od magnetofonu, który nie został prawidłowo zabezpieczony. Sąd uznał, że

„odbieranie chorym takich przedmiotów należało do normalnych metod zapewniających chorym bezpieczeństwo nie zaś do środków szczególnych, stosowanych jedynie wyjątkowo, w razie potrzeby”.

Zdaniem sądu, biorąc pod uwagę okoliczności i zachowanie pacjentki, przy zachowaniu należytej staranności zdarzenie to powinno być przewidywalne. W konsekwencji sąd przyjął, że zachodzi normalny związek przyczynowo-skutkowy między zaniedbaniem personelu szpitala psychiatrycznego a pogorszeniem stanu zdrowia pacjentki. Pacjentce zasądzono więc 500 tys. zł. zadośćuczynienia oraz miesięczną rentę (Wyrok Sądu Apelacyjnego w Łodzi I ACa 852).

Rzadko się zdarza uzasadnienie wyroku zawierające nie tylko logiczne uzasadnienie wydanego rozstrzygnięcia, ale i napisane takim językiem, który trafia pod strzechy i przemawia nie tylko do rozsądku, ale i do wyobraźni. Lekarz w tym procesie został skazany nie tylko za fałszowanie dokumentacji*. Odpowiada także za narażenia pacjenta na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

***

Zamiast czytania, możesz posłuchać:

 

***

Dla ilustracji tego, co mam na myśli, poniżej zamieszczam moje „ulubione” fragmenty z uzasadnienia pewnego wyroku karnego, uznającego za winnego lekarza, który poświadczył nieprawdę w dokumentacji medycznej. A co do sposobu zredagowania uzasadniania: można? Można!

O tzw. opiniach prywatnych

„Opinie powstające poza procesem karnym nie mogą służyć jako dowód w tym procesie, a co najwyżej jako informacja z dokumentu o potencjalnym dowodzie.”

O lekarzu z karetki: 

„Zadziałał on na zasadzie „bierz i pędź” całkowicie zaniedbując kontynuowania leczenia i monitorowania stanu transportowanego pacjenta – a nie o to w specjalistycznym transporcie medycznym chodzi.”

„Oskarżony lekarz (AB) nie podjął żadnych czynności monitorujących stan zdrowia pacjenta w karetce, w tym w szczególności monitorowania jego parametrów życiowych  w zakresie  natlenowania krwi i czynność serca za pomocą pulsoksymetru, a dopiero po zjechaniu do bazy wypełniał dokumenty, w tym „Kartę zlecenia wyjazdu”, w której poświadczył nieprawdę, jakoby pacjent był podłączony do pulsoksymetru i wpisał tam wymyślone przez siebie wartości saturacji krwi.”

„Nie chodzi o to, jaki był wskaźnik saturacji krwi, tylko o to, że oskarżony poświadczył w dokumencie nieprawdę, jakoby monitorował w tym zakresie parametry życiowe pacjenta, podczas gdy w rzeczywistości pacjent monitorowany nie był, a oskarżony wypełnił po powrocie do bazy dokument wpisując sobie a muzą wyciągnięte z sufitu wartości saturacji.”

O sprzęcie medycznym i podejściu sądu do analizy dowodów

„Z dokumentów tych wynika, że wszystkie urządzenia monitorujące parametry życiowe pacjentów znajdujące się w tej karetce, w tym pulsoksymetr, były sprawne i miały w dniu inkryminowanego zdarzenia ważne badania techniczne. Co prawda załączanie tego dokumentu nie do akt głównych, tylko do załącznika, stanowiło pewne wyzwanie, ale że Sąd ma w zwyczaju czytać akta od deski do deski, to nie umknęło to jego uwadze.”

Fałszowanie dokumentacji

Fałszowanie dokumentacji

*Zgodnie z art. 271§1 kk, funkcjonariusz publiczny lub inna osoba uprawniona do wystawienia dokumentu, która poświadcza w nim nieprawdę co do okoliczności mającej znaczenie prawne, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.