Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Jak uzyskać odszkodowanie?

Przedłużanie agonii, terapia uporczywa, terapia daremna. Tymi określeniami opisuje się żądania wdrożenia procedur podtrzymujących życie nieuleczalnie chorego. Medycy argumentują, że uporczywa terapia wiąże się z nadmiernymi i niepotrzebnymi cierpieniami pacjenta.

„Oni czekają na śmierć, nic nie robią, żeby uratować pacjenta”. Tak z kolei bliscy pacjenta widzą lekarzy i pielęgniarek , którzy – postawieni przed dylematem czy za wszelką cenę utrzymywać pacjenta przy życiu – nie chcą przedłużać jego agonii.

Uporczywa terapia czy walka o życie?

To nie są sytuacje czarno-białe. 

Czasem, najczęściej w weekendy albo nocą, obieram maile i telefony z prośbą o interwencję: jak wpłynąć na lekarzy, żeby zrobili „coś więcej”.  Że lekarze planują odłączyć pacjenta od aparatury, bo chcą zatrzeć ślady swoich błędów. Albo że doszło do śmierci pacjenta, bo zbyt krótko walczono o jego życie, za szybko odstąpiono od reanimacji. Z tych próśb członków rodziny przebija rozpacz. Ale i strach przed odpowiedzialnością moralną: czy moja zgoda na zaprzestanie uporczywej terapii męża, żony, matki, ojca, nie będzie przedwczesna? 

Medycyna nie ma na to gotowych odpowiedzi. Pasujących do wszystkich dylematów i pytań. Pewne jest także, że lekarze i pielęgniarki też się boją. Z badań ankietowych wynika, że aż w 41% przyczyną prowadzenia u pacjenta uporczywej terapii jest strach przed konsekwencjami prawnymi. W 27% prowadzi się ją na życzenie rodziny.

Uporczywa terapia

Uporczywa terapia to stosowanie procedur medycznych, urządzeń technicznych i środków farmakologicznych w celu podtrzymywania funkcji życiowych nieuleczalnie chorego, które przedłuża jego umieranie, wiążąc się z naruszeniem godności pacjenta, w szczególności z nadmiernym cierpieniem. Nie stanowi uporczywej terapii stosowanie podstawowych zabiegów pielęgnacyjnych, łagodzenie bólu i innych objawów oraz karmienie i nawadnianie, o ile służą dobru pacjenta.

Testament życia

W centrum tych interesów i emocji jest pacjent. Czy osoba u kresu swojego życia, nieprzytomna, ma jakiś wpływ na to, jak jest leczona? Niestety, obowiązujące w Polsce prawo nie przewiduje wprost oświadczeń woli pacjenta wyrażanych na wypadek utraty przytomności.  Oświadczenie pro futuro funkcjonuje jednak w innych krajach. Składający je jeszcze nie jest pacjentem. Jest raczej przyszłym pacjentem. Taki „potencjalny” pacjent wskazuje, jaka jest jego wola. Jasno instruuje, jak ma wobec niego postąpić lekarz w sytuacjach leczniczych, które mogą zaistnieć w przyszłości. 

Człowiek powinien mieć prawo wyboru, niezależnie do tego, w jakim kraju żyje. Dał temu wyraz w jednym z wciąż aktualnych orzeczeń Sąd Najwyższy*. Przypomniał, że demokratycznym państwie prawnym wolność jest chroniona w sposób szczególny, w tym także wolność życia prywatnego oraz autonomia dokonywanych wyborów. Sąd Najwyższy orzekł tak:

 „Należy wyrazić pogląd, że oświadczenie pacjenta wyrażone na wypadek utraty przytomności, określające wolę dotyczącą postępowania lekarza w stosunku do niego w sytuacjach leczniczych, które mogą zaistnieć w przyszłości, jest dla lekarza – jeżeli zostało złożone w sposób wyraźny, jednoznaczny i nie budzi innych wątpliwości – wiążące.” 

O wzór testamentu życia poprosił mnie kiedyś znajomy. Długo nie mogłam się zebrać do pracy nad tym dokumentem. W trakcie konsultacji, aprobując mój projekt, pewien lekarz napisał tak: 

„Niewątpliwie taki dokument ułatwiałby nam podejmowanie tych trudnych dla nas lekarzy decyzji. Zaprzestanie uporczywej terapii wymaga dużo więcej odwagi, doświadczenia i wiedzy, niż jej kontynuowanie.”

Wzór testamentu znajdziesz po lewej stronie ekranu (tutaj). Pamiętaj, że choć według Sądu Najwyższego wystarczy zwykła forma pisemna (czyli własnoręczny podpis pod dokumentem), to dla uniknięcia wątpliwości co do tożsamości podpisującego testament życia, lepiej złożyć to oświadczenia z podpisem notarialnie poświadczonym.

Sugeruję też, żeby testament życia, w kilku egzemplarzach, był w posiadaniu kilku, a nie jednej, najbliższych Ci osób.

 

 

 

*Postanowienie z dnia 27 października 2005 r., III CK 155/05 

 

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: (12) 428 00 70e-mail: j.budzowska@bf.com.pl

Co ma wspólnego przedawnienie odszkodowania z lotami balonem? Nic, poza tym, że gdy kończyłam pisać ten post i spojrzałam w okno, zobaczyłam to, co na poniższej fotografii:) Początkowo myślałam, że mam omamy, ale wyjaśnienie tego niecodziennego widoku okazało się prostsze niż by się wydawało: to zwykła – niezwykła reklama lodów.  Lody znam (uwaga, lokowanie produktu) – są fantastyczne, ale reklama jeszcze lepsza. Zdecydowanie jakoś tak pozytywnie nastraja, prawda? „Dbaj o siebie”!

Ale do rzeczy. Pomyślałam, że co jakiś czas będę publikować krótkie wpisy odpowiadające na częste pytania zadawane przez Klientów. Na pierwszy ogień idzie przedawnienie.

Przedawnienie odszkodowania za błąd medyczny

Przedawnienie odszkodowania za błąd medyczny

Krótka historia błędnej diagnozy

Wyobraźmy sobie, że pacjent miał w 2016 roku podejrzaną zmianę skórną na ramieniu. Lekarz przeprowadził badanie usg, biopsję. Po zabiegu chirurgicznym usunięty materiał przebadano histopatologiczne i nie stwierdzono raka. Pacjenta niepokoił jednak fakt, że blizna była w innym miejscu, niż zauważona przez niego wcześniej zmiana skórna. Co więcej: wygląd okolicy operowanej – przynajmniej na oko – nie wskazywał, że nietypowa zmiana w ogóle została usunięta! Lekarz jednak uspakajał pacjenta, że wszystko jest w porządku. Minęły 4 lata. W styczniu 2020 r. inny lekarz zakwalifikował pacjenta do ponownej operacji. Wynik hist.-pat. potwierdził, że pierwotne ognisko raka nie zostało usunięte. Stało się tak przez błąd operacyjny: nieprawidłowe zidentyfikowanie struktur, które powinny być zoperowane już w 2016 r. Doszło do rozrostu nieleczonego nowotworu.

Czy pacjent ma prawo do rekompensaty, czy też nastąpiło przedawnienie odszkodowania za błąd medyczny, do którego doszło w 2016 r.?

Przedawnienie odszkodowania za błąd medyczny

Nie, przedawnienie nie nastąpiło. Pacjent dowiedział się – najogólniej rzecz ujmując – o błędzie medycznym dopiero po otrzymaniu wyniku badania histopatologicznego, po prawidłowo wykonanej operacji w styczniu 2020. Dopiero od tego dnia pacjent ma 3 lata na dochodzenie odszkodowania za błąd lekarza.

Przedawnienie odszkodowania za prawa pacjenta

Pacjent może też żądać od lekarza dodatkowej rekompensaty za naruszenie praw pacjenta. Poza wszystkim, z pewnością naruszono jego prawo do informacji o stanie zdrowia. W 2016 r. otrzymał przecież nieprawdziwą informację, że nie choruje na raka. Czy w tym przypadku także może jeszcze wystąpić z pozwem?

Tak. Zadośćuczynienie za naruszenie prawa pacjenta przedawnia się tak samo, jak zadośćuczynienie za spowodowanie szkody na zdrowiu. Obowiązuje 3-letni termin.  Liczy się go od dnia, w którym poszkodowany dowiedział się lub przy zachowaniu należytej staranności mógł się dowiedzieć o szkodzie i o osobie zobowiązanej do jej naprawienia.*

Przedawnienie odszkodowania za błąd medyczny w przypadku małoletnich

Przedawnienie roszczeń osoby małoletniej o naprawienie szkody na osobie nie może skończyć się wcześniej niż z upływem 2 lat od uzyskania przez nią pełnoletniości. Ta reguła znajduje zwykle zastosowanie  do spraw o błąd okołoporodowy. Jeśli rodzice nie wystąpili z pozwem wcześniej, poszkodowane dziecko ma przedłużony termin na wytyczenie powództwa. Dotyczy to i zadośćuczynienia za uszkodzenie ciała i rozstrój zdrowia, jak i za naruszenie praw pacjenta.**

Przedawnienie w przypadku przestępstwa

Czasami szkoda na zdrowiu jest skutkiem błąd medycznego, który może być obiektywnie uznany za  zbrodnię lub występek.  Obowiązuje wówczas 20-letni  termin przedawnienia na dochodzenie odszkodowania za błąd medyczny. Termin ten liczy się od dnia popełnienia przestępstwa – uwaga! – bez względu na to, kiedy poszkodowany dowiedział się o szkodzie i o osobie obowiązanej do jej naprawienia!

 

Przedawnienie a koronawirus

Więcej o bieżącej sytuacji związanej z stanem epidemii napisałam tutaj: “Czy odszkodowanie za błąd okołoporodowy przedawni się?”

 

***

*„Szkoda na osobie obejmuje nie tylko uregulowane w art. 444 k.c. konsekwencje uszkodzenia ciała lub wywołania rozstroju zdrowia, ale może być także skutkiem naruszenia innych dóbr osobistych człowieka. Jeśli takie ujemne konsekwencje następują w sferze majątkowych dóbr i interesów poszkodowanego, to powodują one majątkową szkodę na osobie. Kiedy zaś uszczerbek wynikający z naruszenia dobra osobistego dotyczy sfery niemajątkowej, to pojawia się kwestia naprawienia szkody niemajątkowej na osobie, zwanej krzywdą. Innymi słowy, krzywda, o której mowa w art. 445 § 1 k.c. oraz art. 448 k.c., to też szkoda na osobie, tyle że dotycząca dóbr niemajątkowych (niematerialnych), w tym osobistych, której doznanie będzie uzasadniać przyznanie poszkodowanemu odpowiedniej sumy pieniężnej tytułem zadośćuczynienia.” (Wyrok Sądu Apelacyjnego w Łodzi I ACa 1616/17, LEX nr 2595388)

**Zgodnie z orzecznictwem artykuł 4421 § 4 k.c., zgodnie z którym, przedawnienie roszczeń osoby małoletniej o naprawienie szkody na osobie nie może skończyć się wcześniej niż z upływem dwóch lat od uzyskania przez nią pełnoletności, znajduje zastosowanie również do roszczenia o zadośćuczynienie za krzywdę doznaną w następstwie naruszenia dobra osobistego, wywiedzionego na podstawie art. 448 k.c. (Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 18 maja 2017 r. I PK 162/16)

 

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: (12) 428 00 70e-mail: j.budzowska@bf.com.pl

Poniżej post autorstwa mojej nastoletniej córki.  Natalia “padła ofiarą” wspólnego #zostańwdomu i moich eksperymentów na żywym organizmie:) Poprosiłam ją o założenie konta IKP, bo uznałam, że i jej może się przydać. Poza tym od dawna uważam to za bardzo wygodne dla pacjenta narzędzie informacyjne. Tym bardziej teraz, gdy nowe rozporządzenie o sposobie prowadzenia dokumentacji medycznej “promuje” tę platformę.  Jest to podstawowa droga składania oświadczeń o upoważnieniu do dokumentacji medycznej i do uzyskiwania informacji o stanie zdrowia pacjenta. Natalia opisała jak założyć IKP. Od siebie dodam jeszcze, że oczywiście dane, do jakich możemy sięgnąć za pośrednictwem IKP, są też przydatne dla uzyskania odszkodowania za ewentualny błąd medyczny.

***

Co robić podczas #zostańwdomu?

Jak założyć Internetowe Konto Pacjenta?

Jak założyć Internetowe Konto Pacjenta?

Jak wszyscy, od kilku tygodni nie wychodzę z domu. Poza pracami, jakie zdalnie wykonuję na studia i nadrabianiem zaległości czytelniczych, zachęcona przez mamę postanowiłam zainteresować się tym, jak stworzyć własny Profil Zaufany oraz Internetowe Konto Pacjenta. Chodziło o ułatwienie życia i sobie, i moim bliskim. Czyli: szybki i łatwy dostęp do danych medycznych bez wychodzenia z domu. Polegałam na poradniku “Jak założyć IKP?”.

I krok: profil zaufany

Nie miałam profilu zaufanego, wymaganego do uzyskania IKP. Stworzenie zaufanego konta przez internet okazało się dla mnie dość proste, oczywiście już po przetrawieniu informacji zawartych na stronie Gov.pl:)  Na szczęście, dzięki temu, że posiadam konto w jednym z banków, które mają zgodę na potwierdzenie profilu zaufanego, wiele nie musiałam robić. Wystarczyło, że zalogowałam się na swoje konto i w zakładce e-urząd kliknęłam opcję „utwórz nowy profil zaufany”. (Gdyby tak nie było, musiałabym użyć albo kwalifikowanego podpisu elektronicznego, albo dowodu osobistego z warstwą elektroniczną. Do tego drugiego potrzebny jest także jego specjalny czytnik!) Wymagane jest wymyślenie loginu, który, z tego co wiem, niekoniecznie się później przydaje. Do Internetowego Konta Pacjenta można logować się także za pomocą adresu mailowego. Samego Profilu Zaufanego nie założymy jednak bez nowego loginu.

Pacjent.gov.pl

Gdy już założymy PZ, aby zalogować się na stronę pacjent.gov.pl wystarczy użyć adresu mailowego/nowego loginu i hasła. Można też ponownie wybrać z listy logowanie przez bank.  To pozwoli nam zalogować się za pomocą naszego numeru klienta.

Na samej stronie możemy zobaczyć listy wszystkich swoich recept, skierowań i wizyt, a także, co dla mnie było priorytetem, pod zakładką „uprawnienia” udzielić pełnomocnictwa do wglądu do dokumentacji medycznej i informacji o stanie zdrowia. Zgody można bez problemu udzielić, nawet jeśli dana osoba nie posiada IKP.  Wystarczy imię, nazwisko i numer PESEL. Aby udzielić uprawnień do recept i skierowań wymagane jest, by osoba, której udzielana jest zgoda, posiadała IKP.

Quiz w bonusie

Gdy już najważniejsze sprawy były załatwione, z ciekawości weszłam w zakładkę „profilaktyka”.  Tam z niemałą radością odkryłam krótką ankietę na temat stanu zdrowia, którą mogłam wypełnić.  Kto z nas nie lubi quizów? Odpowiadamy w niej na pytania dotyczące trybu życia, chorób w rodzinie i bieżących pomiarów stanu zdrowia. Po lewej stronie pokazują się „porady” związane z tym, co możemy ulepszyć. Spojler – większość z nich to rada, by dokonywać częstszych pomiarów stanu zdrowia bądź konsultować się z lekarzem w danej kwestii. Można też dostać pochwałę – na przykład gratulacje za ograniczoną ilość spożywanego alkoholu 🙂

Natalia

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: (12) 428 00 70e-mail: j.budzowska@bf.com.pl

Dokumentacja medyczna to punkt wyjścia dla poszkodowanego pacjenta, który chce uzyskać odszkodowanie za błąd lekarski. A właściwie: błąd medyczny, bo przecież nie tylko lekarze popełniają błędy podczas leczenia. Dokumentacja może przekreślić szanse pacjenta na wygraną, może też pomóc w uzyskaniu korzystnego wyroku. Czy nowe rozporządzenie w sprawie dokumentacji medycznej zmieni rozkład sił w procesie o błąd medyczny?

dokumentacja medyczna

Dowód w rękach sprawcy

Dotąd dokumentacja medyczna była prowadzona głownie w formie papierowej. Rodziło to wiele problemów:

  • nieczytelne wpisy

Sama często zwracam się do szpitali o „uczytelnienie” dokumentacji medycznej klientów, bo, mimo że mam naprawdę dużą wprawę, niektóre robaczki są nie do odczytania.  Także dla biegłych, nie mówiąc już o sądzie! Żeby było śmieszniej, czasem nawet autor wpisu, przesłuchiwany jako świadek, nie jest w stanie sam siebie odczytać:-)

  • „sieczka” zamiast dokumentacji

Często dostajemy stos luźnych kartek, które klient dostał w odpowiedzi na prośbę o udostępnienie dokumentacji medycznej. Po próbach uporządkowania okazuje się, że brakuje stron, wpisów z kilku dni, istotnych dokumentów, takich jak “Okołooperacyjna karta kontrolna”, „Zgoda na zabieg” czy „Karta znieczulenia”. Niestety, w praktyce nie zawsze sprawdza się teza z jednego z orzeczeń sądowych, że:

„braki w dokumentacji nie mogą być wykorzystywane w procesie na niekorzyść pacjenta”.

  • dopiski, skreślenia, zamazane wpisy

Przepisy były jednoznaczne: zmian w dokumentacji medycznej można było dokonywać tylko w taki sposób, żeby było wiadomo kto, kiedy, dlaczego i co zmienił. W praktyce poszczególne karty dokumentacji przypominały zeszyt krnąbrnego dziesięciolatka, który nienawidzi języka polskiego.

  • sfałszowane fragmenty

Znakomicie sprawdzało się przysłowie: „papier jest cierpliwy: papier wszystko przyjmie”. Kiedy więc z leczeniem pacjenta coś poszło nie tak, a jeszcze nie zdążył wystąpić o kopię dokumentacji medycznej, można było w niej napisać co ślina na język przyniesie. Na przykład odnotować nieistniejące pomiary tętna i ciśnienia czy odnotować– rzekomo – dobry stan pacjenta.

Będzie pięknie

Wczoraj (15 kwietnia 2020 r.) opublikowano nowe Rozporządzenie w sprawie dokumentacji medycznej. Czy jego treść coś zmienia w sytuacji pacjentów? Poniżej subiektywna – bo z mojej perspektywy – lista najważniejszych zmian.

Dokumentacja medyczna – wersja elektroniczna

Dokumentacja medyczna ma być prowadzona przede wszystkim w wersji elektronicznej. „Papier” dopuszcza się już tylko wyjątkowo. Jeśli szpital zdecyduje się na postać elektroniczną, to musi się jej trzymać. Czyli nie wolno części dokumentacji (np. dekursusów* lekarskich czy pielęgniarskich) mieć w formie elektronicznej, a reszty w formie pisemnej. Na przykład odręczny opis badania USG czy wynik konsultacji nie będzie mógł już fruwać na osobnej kartce. I co gorzej: pojawiać się i znikać, w miarę potrzeb w toku procesu…

Identyfikacja autora wpisu

Nie raz, nie dwa przesłuchiwałam świadków: lekarzy – duchów, których dane figurowały w dokumentacji jako autorów dekursusów*. Ku zdumieniu obecnych na sali rozpraw często okazywało się, że nie widzieli pacjenta na oczy, choć byli lekarzami prowadzącymi. Bo pod ich loginem wpisu dokonywali dyżuranci. Albo taka „podmianka” miała miejsce, gdy Pan Ordynator badał pacjenta, ale wpisu, już pod swoim loginem, dokonywał „długopis” – czyli najczęściej lekarz rezydent. Zaznaczam, że określenia „długopis” użył kiedyś zeznając o tej sytuacji sam rezydent. Wszelkie inne skojarzenia są nieuprawnione;)

Nie muszę tłumaczyć, jak gmatwało to możliwość udowodnienia, co, kto i kiedy zaobserwował w przebiegu leczenia pacjenta.

Z tym ma być koniec. Dokumentacja medyczna w postaci elektronicznej ma m.in. zapewnić „niezaprzeczalność i integralność danych”.  Wpisy i zmiany wpisów opatruje się oznaczeniem osoby ich dokonującej.

Dokumentację podpisuje się kwalifikowanym podpisem elektronicznym, podpisem zaufanym, podpisem osobistym albo z wykorzystaniem sposobu potwierdzania pochodzenia oraz integralności danych dostępnego w systemie teleinformatycznym udostępnionym bezpłatnie przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych.

Niestety nadal dokumentację wewnętrzną będzie można podpisać również przy wykorzystaniu systemów wewnątrzszpitalnych, co niestety cechuje niski stopień bezpieczeństwa.  Jest to jednak podobno kompromis między możliwościami a potrzebą.

Gwarancje dla pacjenta

W razie wątpliwości co do rzetelności danych zawartych w dokumentacji, podmiot leczniczy będzie musiał udowodnić, że zastosował wymagane Rozporządzeniem środki bezpieczeństwa uwzględniające najnowszy stan wiedzy! Dokumentacja musi zawierać informację o czasie sporządzenia dokumentacji oraz dokonania wpisu lub innej zmiany i uprawnieniach osoby wpisującej.

 

Podmiot  leczniczy ma zapewnić warunki zabezpieczające dokumentację przed zniszczeniem, uszkodzeniem lub dostępem osób nieupoważnionych, a także umożliwiające jej wykorzystanie bez zbędnej zwłoki. To ostatnie oznacza, że nie powinny się już zdarzać sytuacje, że trzeba oczekiwać na dokumentację tygodniami od złożenia wniosku.

 

Co do zabezpieczeń przed wyciekiem danych itd. – to trzymam kciuki. Szczególnie biorąc pod uwagę, że z zabezpieczeniami nie radzą sobie takie instytucje, jak KSSIP z której ostatnio wyciekły dane ponad 50 tys. sędziów, prokuratorów, asystentów. Nie ma wątpliwości, że przejście na formę elektroniczną będzie sporym wyzwaniem dla podmiotów leczniczych.

IKP

Nowe Rozporządzenie “promuje” Internetowe Konto Pacjenta, co jest godne uwagi i poparcia. Za pośrednictwem IKP możemy uzyskać łatwy dostęp do danych na temat przebiegu swojego leczenia. Możemy też w sposób nie budzący wątpliwości  udzielić zgody konkretnym osobom na dostęp do dokumentacji medycznej czy na udzielanie im informacji o stanie zdrowia pacjenta. Instrukcję jak uzyskać dostęp do IKP znajdziesz tutaj: Poradnik – IKP.

Nowe Rozporządzenie w sprawie dokumentacji – od kiedy?

Rozporządzenie** jest niewątpliwie korzystne dla pacjentów. Przede wszystkim zmniejsza możliwość manipulowania przy dokumentacji medycznej, bo w razie sporu za pomocą biegłych informatyków da się wykryć ingerowanie w jej treść.

Nowe przepisy obowiązują od 15 kwietnia 2020 r. ale niestety „stare” Rozporządzenie można stosować, czyli prowadzić dokumentację medyczną wg dotychczasowych zasad, jeszcze aż do 31 grudnia 2020 r. Zatem przyjdzie nam jeszcze poczekać na błogosławieństwa płynące z nowego aktu.

 

 

 

*dekursus:  opis przebiegu choroby w czasie pobytu pacjenta w podmiocie wykonującym działalność leczniczą

**Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 6 kwietnia 2020 r. w sprawie rodzajów, zakresu i wzorów dokumentacji medycznej oraz sposobu jej przetwarzania

 

 

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: (12) 428 00 70e-mail: j.budzowska@bf.com.pl

Twitter rozgrzał się niedawno do czerwoności. Ktoś napisał, że COVID-19 nie jest rzetelnie ujmowany w oficjalnych statystykach jako przyczyna zgonu. Niezależnie od tego, czy to prawda czy nie, można tylko przypomnieć, że prawidłowe określenie przyczyny zgonu ma znaczenie. 

Bezpieczeństwo przede wszystkim

Jak fakt, czy w przyczyna zgonu została prawidłowo ustalona, wpływa na możliwość uzyskania odszkodowania za błąd medyczny, napisałam tutaj: Sekcja zwłok: co trzeba koniecznie wiedzieć.  Dzisiaj na pierwszy plan wysuwa się jednak bezpieczeństwo innych osób. Stwierdzenie, że przyczyną zgonu była infekcja wirusowa – zakażenie koronawirusem SARS-CoV-2, ma bezpośredni wpływ na sytuację zdrowotną osób, z którymi zmarły się kontaktował. 

Statystyka przyczyn zgonów

Motto: “Statystyka przyczyn zgonów jest obarczona błędami, które w największym stopniu dotyczą nienowotworowych chorób układu oddechowego, osób zmarłych w starszym wieku oraz przypadków z krótką hospitalizacją.”*

Przyczyna zgonu w szpitalu

Kiedy ktoś umiera w szpitalu, sytuacja jest względnie prosta.  W teorii. Bo w praktyce wygląda to tak, jak w niedawnych doniesieniach medialnych:

„Młoda kobieta, która miała być 6. ofiarą śmiertelną koronawirusa, najprawdopodobniej zmarła na sepsę. Rzecznik prasowy Ministerstwa Zdrowia przekazał, że przyczyną śmierci 27-latki nie był COVID-19. (…) 27-latka kilka dni temu urodziła dziecko przez cesarskie cięcie. Po operacji rozwinęła się u kobiety sepsa i to właśnie posocznica była przyczyną śmierci.”

Przyczyna zgonu: żonglowanie słowami i statystyką 

Ktoś tu się bawi z nami w ciuciubabkę. Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – Państwowy Zakład Higieny przy współpracy z Ministerstwem Zdrowia wydał niedawno Wytyczne dotyczące określania przyczyn zgonów związanych z COVID-19. Zacytowane wyżej stanowisko rzecznika prasowego MZ ma się nijak do Wytycznych firmowanych przez ten sam… MZ. 

Według Wytycznych, określa się bezpośrednią, wtórną i wyjściową przyczynę zgonu, choroby współistniejące i potwierdzenie zakażenia SARS-CoV-2 dodatnim wynikiem testu. Trzeba ustalić łańcuch zdarzeń prowadzących do zgonu w przypadku COVID-19.

COVID-19 jest chorobą układu oddechowego. Może ona jednak przebiegać w postaci np. zapalenia płuc, ostrego zapalenia oskrzeli, zakażenia dolnych dróg oddechowych. COVID-19 może też prowadzić do sepsy. W przypadku zgonu pacjenta te choroby są tzw. wtórną przyczyną zgonu. 

Wyjściowa przyczyna zgonu to COVID-19 wywołany zakażeniem wirusem SARS- CoV-2. 

Zakażenie wirusem musi być jednak potwierdzone testem. Nie powinno się zgłaszać “podejrzewanych” przypadków COVID-19. Gdy więc umrze pacjent, któremu nie zdążono wykonać testu, wymknie się statystyce. 

Czy konieczna jest sekcja zwłok?

Czasem nawet, gdy pacjent umiera w szpitalu, przyczyny zgonu nie można ustalić w sposób jednoznaczny.  Sekcja zwłok jest wówczas niezbędna. Nawet rodzina nie może zwolnić szpitala z tego obowiązku (czytaj więcej: Sekcja zwłok – co trzeba koniecznie wiedzieć) Sekcja zwłok przeprowadzana w szpitalu to tzw. sekcja administracyjna.

U osób z zakażeniem, nawet w przypadku wątpliwości co do prawidłowości leczenia, sekcje te będą teraz wykonywane niezwykle rzadko. O przyczynach, wspólnych dla administracyjnego badania pośmiertnego i dla sekcji prokuratorskiej, piszę dalej.  

A przy okazji interesujący szczegół:

Czy wiesz, dlaczego szpitale nie palą się do zlecenia sekcji zwłok? Jednym ze wstydliwych powodów jest to, że NFZ płaci tylko za diagnozowanie żyjących pacjentów…

Tzw. prokuratorska sekcja zwłok

Sądowo – lekarska sekcja zwłok jest wykonywana na zlecenie prokuratora lub sądu. Przeprowadza się ją, gdy istnieje podejrzenie spowodowania śmierci w wyniku przestępstwa, czyli m.in. błędu medycznego (czytaj więcej: Pacjent zmarł z powodu śmierci) Taką sekcję można, a nawet powinno się zlecić, gdy mimo że pacjent umiera w szpitalu, to jego zgon nastąpił w  mocno “problematycznych” okolicznościach. Lub wówczas, gdy lekarze orzekli „niewątpliwą” przyczynę śmierci, która jednak wzbudza istotne wątpliwości rodziny pod kątem zarzutów o błąd lekarski. 

I tu dochodzimy do sedna. Tak było w czasach „przed wirusem”. Czy dziś możliwe jest szybkie i skuteczne zawiadomienie prokuratury o podejrzeniu śmierci spowodowanej przez błąd medyczny?  

Sekcja zwłok w czasie zarazy 

Nie wiem, ile prokuratorskich sekcji zwłok wykonano u osób z podejrzeniem zakażenia od czasu ogłoszenia stanu zagrożenia epidemiologicznego w Polsce. Mogę jedynie przypuszczać, że były to pojedyncze przypadki. Prokuratorzy od początku alarmowali, że w żaden sposób nie są przygotowani do nadzorowania takich obdukcji. Nie mają na wyposażeniu dostatecznej ilości materiałów ochrony osobistej. Nie ma też fizycznie gdzie wykonywać sekcji w bezpiecznych warunkach. 

Prokurator Robert Wypych w materiale TVN24 podaje przykład: 

– Ktoś umrze w domu, w trakcie kwarantanny. Będzie podejrzenie, że zgon nastąpił w związku z koronawirusem, a chory obciążony innymi chorobami somatycznymi z nieznanych przyczyn nie został przyjęty do szpitala. Wtedy prokurator zgodnie z przypisami będzie musiał przyjechać na miejsce, czyli do mieszkania lub domu, gdzie odkryto ciało zmarłego i dokonać oględzin.

– A jak przetransportować zwłoki tak, by nikogo nie zakazić? Skąd wziąć szczelne kapsuły na zwłoki? A co, jeśli trzeba będzie zgromadzić dużą ilość zwłok epidemiologicznych i przeprowadzić sekcje w jednym miejscu. Czy wszystkie Zakłady Medycyny Sądowej są na to przygotowane?

Medycyna sądowa na ratunek

Częściowych odpowiedzi na te pytania udzielili prokuratorom w Zaleceniach z 17 marca 2020 r. dr hab. Grzegorz Teresiński – konsultant krajowy w dziedzinie medycyny sądowej i dr hab. Tomasz Jurek, prof. UM we Wrocławiu – w imieniu Polskiego Towarzystwa Medycyny Sądowej i Kryminologii. 

Wskazówki, jakie wynikają z Zaleceń, to m.in.:

  • W przypadku zgonów z podejrzeniem zakażenia wirusem SARS CoV-2, w których nie pobrano materiału do badań wirusologicznych, może zaistnieć potrzeba pobrania wymazów z górnych dróg oddechowych.  Można to wykonać podczas oględzin zewnętrznych bez przeprowadzania otwarcia zwłok.  
  • W niektórych sytuacjach może zaistnieć potrzeba wykonania sekcji zwłok osoby zmarłej w wyniku podejrzenia zakażenia wirusem COVID-19 ze wskazań procesowych. Jest tak np. w przypadku podejrzenia błędu medycznego. W takich przypadkach, zgoda na podjęcie się przeprowadzenia badania pośmiertnego zależy od kierowników poszczególnych ZMS (zakładów medycyny sądowej).
  • W przypadku braku konieczności pilnego przeprowadzenia badania, wskazane jest odczekanie z rozpoczęciem sekcji zwłok co najmniej 3 dni od chwili śmierci chorego. Ciało jest wówczas przechowywane w chłodni i zabezpieczone w podwójnym worku na zwłoki.

Zgon w domu poza statystyką

W praktyce, jeśli pacjent umiera w domu i nie ma podejrzenia popełnienia przestępstwa, nikt nie będzie ustalał czy pacjent był zakażony i czy przyczyną zgonu nie jest infekcja koronawirusem. Prokurator nie przyjedzie na miejsce zdarzenia, bo skoro wykluczony jest udział osób trzecich, to nie ma powodu do jego interwencji.

Lekarz rodzinny stwierdzający zgon nie ma uprawnień do zlecenia testów w kierunku zakażenia SARS-CoV-2. Z drugiej strony, na podstawie samego podejrzenia nie może wpisać w kartę zgonu, że przyczyną śmierci była choroba zakaźna.

Sanepid nie ma ani uprawnień, ani możliwości pobrania wymazu od osoby zmarłej. I koło się zamyka. A lekarzowi rodzinnemu pozostaje wpisać w kartę zgonu to, co jest piętnowane jako zła praktyka przez Wytyczne PZH:

„Nie należy stosować niedokładnych i nieścisłych opisów stanów i chorób, które uniemożliwiają precyzyjne określenie i zakodowanie wyjściowej przyczyny zgonu („garbage codes”, czyli kody bezużyteczne np. zatrzymanie krążenia).”

Edit: Już po opublikowaniu powyższego postu wprowadzono opcję uznania, że pacjent zmarł na koronowirusa. Nawet w przypadku niewykonania testu. Tyle, że “kod wyjściowej przyczyny zgonu zostanie nadany przez lekarza – kodera. Takich ,,koderów” jest na terenie Polski szesnastu.”

*Cytat w motto pochodzi z publikacji z 2001 r.: “Trafność wyboru przez lekarza wyjściowej przyczyny zgonu i kodowania danych z kart zgonów”  Wiesław Jędrychowski, Elżbieta Mróz, Adam Wiernikowski i Elżbieta Flak, Przegl. Epidemiol. 2001;55:313-22.

 

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: (12) 428 00 70e-mail: j.budzowska@bf.com.pl