Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Jak uzyskać odszkodowanie?

Zakażenie szpitalne nie oznacza automatycznie, że doszło do błędu medycznego. A jednak nie wystarczy nazwać je „powikłaniem”, aby zamknąć sprawę. W rozmowie z Ewą Podolską w Radiu TOK FM wyjaśniam, jakie okoliczności trzeba sprawdzić, kiedy infekcja pojawia się w związku z leczeniem, jakie dowody mogą mieć znaczenie i od czego pacjent powinien zacząć.

 

Od kilku tygodni goszczę w kolejnych odcinkach audycji „Prawo bez recepty”, prowadzonej przez Ewę Podolską. Rozmawiamy o prawach pacjenta, błędach medycznych, dokumentacji, odpowiedzialności szpitala i dostępnych sposobach dochodzenia roszczeń. To tematy, z którymi na co dzień spotykam się podczas analizy dokumentacji medycznej, pracy z biegłymi i reprezentowania pacjentów w postępowaniach odszkodowawczych.

 

„Prawo bez recepty” jest emitowane w Radiu TOK FM w czwartki od godziny 10:40 do 11:00. Ewa Podolska zaprasza do studia różnych ekspertów, dlatego zachęcam do słuchania cyklu na bieżąco, nie tylko odcinków z moim udziałem. Archiwalne rozmowy są niestety dostępne wyłącznie dla subskrybentów TOK FM Premium. Informacje o audycji i jej odcinki znajdują się na stronie „Prawo bez recepty” w TOK FM.

 

Poniższy tekst nie jest stenogramem audycji ani dosłownym zapisem wypowiedzi. To autorskie omówienie pytań i tematów poruszanych w rozmowie.

 

Najważniejsze wnioski dla pacjenta

  1. Nie każde zakażenie związane z leczeniem jest skutkiem zaniedbania, ale każde poważne podejrzenie wymaga analizy przebiegu opieki.
  2. Trzeba ocenić trzy etapy: zapobieganie zakażeniu, jego rozpoznanie oraz leczenie.
  3. Objawy mogą pojawić się dopiero po wypisie. Sam moment ich wystąpienia nie przesądza, gdzie doszło do zakażenia.
  4. Znaczenie mają nie tylko wypis i wynik posiewu, lecz także pełna dokumentacja, karty podawania leków, obserwacje lekarskie i pielęgniarskie oraz chronologia objawów.
  5. Pacjent może rozważyć postępowanie sądowe albo, po spełnieniu warunków ustawowych, wniosek do Funduszu Kompensacyjnego Zdarzeń Medycznych. Wybór drogi zależy od okoliczności i skutków zdrowotnych.

Zakażenie szpitalne a odpowiedzialność szpitala

Pacjent poszedł do szpitala po zdrowie, a wrócił z zakażeniem. Czy należy mu się odszkodowanie?

Nie automatycznie. Rozumiem jednak, dlaczego pacjent może tak myśleć: zgłosił się z jednym problemem, a po leczeniu musi mierzyć się z kolejnym, niekiedy znacznie poważniejszym.

Z prawnego punktu widzenia trzeba ustalić, czy szpital lub personel dopuścili się nieprawidłowości, czy zakażenie albo pogorszenie jego przebiegu pozostaje z tą nieprawidłowością w związku oraz jaką szkodę poniósł pacjent. Analizuję przy tym trzy etapy: zapobieganie zakażeniu, jego rozpoznanie i leczenie. Odpowiedzialność może wynikać z zaniedbania na każdym z nich.

Samo wpisanie w dokumentacji słowa „powikłanie” nie odpowiada jeszcze na pytanie, czy można było zakażeniu zapobiec albo wcześniej je rozpoznać i prawidłowo leczyć.

 

Co właściwie oznacza zakażenie szpitalne? Czy musi ujawnić się jeszcze podczas pobytu?

Nie. Ustawowa definicja wiąże zakażenie szpitalne z udzielaniem świadczeń zdrowotnych, a nie wyłącznie z miejscem, w którym pojawiły się pierwsze objawy. Zakażenie może ujawnić się po wypisie, o ile czas jego wystąpienia i właściwości choroby przemawiają za związkiem z leczeniem.

Działa to również w drugą stronę. Infekcja rozpoznana podczas hospitalizacji nie musi być nabyta w szpitalu. Pacjent mógł znajdować się w okresie wylęgania choroby już w chwili przyjęcia. Dlatego popularna granica 48 godzin bywa wskazówką epidemiologiczną, ale sama nie rozstrzyga odpowiedzialności prawnej.

 

Czy wykrycie konkretnej bakterii wskazuje, kto ponosi winę?

Nie ma bakterii, której sama nazwa automatycznie dowodziłaby winy szpitala. Dotyczy to również drobnoustrojów wielolekoopornych. Trzeba odróżnić zakażenie od nosicielstwa i przeanalizować cały przebieg leczenia.

Także argument, że bakteria pochodziła z własnej flory pacjenta, nie kończy analizy. Nadal trzeba zapytać, czy prawidłowo oceniono ryzyko, zachowano zasady aseptyki, zastosowano potrzebną profilaktykę oraz odpowiednio szybko zareagowano na pierwsze objawy.

 

Za jakie zaniedbania może odpowiadać szpital?

Źródłem odpowiedzialności mogą być między innymi naruszenia zasad higieny i aseptyki, nieprawidłowa obsługa cewnika lub drenu, brak wskazanej profilaktyki, nieskuteczna izolacja pacjenta albo wadliwa organizacja pracy oddziału.

Nieprawidłowość może pojawić się także później: gdy personel zlekceważy gorączkę, nie zleci potrzebnych badań, nie zareaguje na pogarszający się stan chorego albo nie uwzględni wyniku wskazującego oporność bakterii na stosowany antybiotyk.

Co ważne, nawet jeśli nie uda się wykazać, że to szpital spowodował zakażenie, nadal można badać, czy zbyt późne rozpoznanie lub niewłaściwe leczenie doprowadziło do dodatkowej szkody. Wtedy trzeba oddzielić skutki samej infekcji od skutków zaniedbania.

Przykład znaczenia procedur, szkolenia personelu i właściwej obsługi drenażu opisałam we wpisie „Błąd organizacyjny szpitala «wart» 2 mln zł”.

 

Czy antybiotyk podany bez antybiogramu oznacza leczenie „w ciemno” i błąd?

Nie. Przy podejrzeniu ciężkiego zakażenia lekarz często musi rozpocząć leczenie natychmiast. Jest to leczenie empiryczne, czyli dobrane na podstawie wiedzy o najbardziej prawdopodobnym źródle zakażenia, możliwych drobnoustrojach i stanie chorego.

Materiał do badań mikrobiologicznych powinien zostać pobrany możliwie wcześnie, najlepiej przed pierwszą dawką antybiotyku, ale nie można z tego powodu niebezpiecznie opóźniać leczenia pacjenta w ciężkim stanie. Po uzyskaniu wyników trzeba ocenić skuteczność terapii i, jeśli to konieczne, ją zmodyfikować.

Błędem może być natomiast brak wskazanych badań mikrobiologicznych, pobranie niewłaściwego materiału albo zignorowanie wyniku pokazującego, że bakteria jest oporna na stosowany lek. Nie w każdej sytuacji wystarczy wymaz. W zależności od obrazu klinicznego potrzebne mogą być posiewy krwi, moczu lub materiał pobrany z głębi rany.

 

Jak udowodnić zakażenie szpitalne

Jak pacjent ma udowodnić zdarzenie, którego nie mógł zobaczyć?

Od pacjenta nie oczekuje się wskazania chwili przeniesienia bakterii ani konkretnej osoby, która do tego doprowadziła. Obraz zdarzenia powstaje z wielu elementów: dokumentacji medycznej, czasu pojawienia się objawów, wyników mikrobiologii, zeznań świadków, opinii biegłych, a niekiedy także danych o innych zakażeniach na oddziale.

W sprawach medycznych związek przyczynowy może być ustalany na podstawie odpowiednio wysokiego prawdopodobieństwa. Nie jest wymagana laboratoryjna pewność. Jednocześnie samo następstwo czasowe — najpierw pobyt w szpitalu, potem infekcja — zwykle nie wystarcza.

Braki w dokumentacji albo niewykonanie potrzebnych badań mogą utrudniać wyjaśnienie sprawy, ale nie oznaczają automatycznie ani przegranej pacjenta, ani odpowiedzialności szpitala. Szerzej o materiale potrzebnym w procesie pisałam w artykule „Dowody błędu medycznego — co trzeba mieć, by wygrać proces”.

 

Co powinien zrobić pacjent, który podejrzewa zakażenie związane z leczeniem?

Najpierw trzeba zadbać o leczenie i bezpieczeństwo zdrowotne. Równolegle warto:

wystąpić o pełną dokumentację medyczną, nie tylko kartę informacyjną z leczenia szpitalnego;

poprosić w szczególności o wyniki posiewów i antybiogramów, karty podawania leków, zlecenia, obserwacje lekarskie i pielęgniarskie oraz wyniki badań laboratoryjnych i obrazowych;

zachować zdjęcia rany, wyniki uzyskane po wypisie, skierowania, recepty i rachunki związane z dalszym leczeniem;

spisać chronologię objawów, konsultacji i przekazywanych informacji, dopóki szczegóły są świeże;

zanotować dane osób, które obserwowały przebieg leczenia lub stan pacjenta.

Pacjent ma prawo do swojej dokumentacji medycznej. Rzecznik Praw Pacjenta wyjaśnia zasady jej uzyskania, w tym to, że pierwsza kopia dokumentacji w żądanym zakresie jest wydawana nieodpłatnie.

 

Czy za zakażenie szpitalne można otrzymać odszkodowanie lub zadośćuczynienie

Jeżeli zakażenie pozostaje w związku z zawinionym działaniem lub zaniedbaniem, pacjent może rozważyć dochodzenie roszczeń na drodze cywilnej. W zależności od skutków mogą one obejmować zadośćuczynienie za krzywdę, odszkodowanie za poniesione koszty i straty, a przy trwałych następstwach także rentę.

Odrębną możliwością jest Fundusz Kompensacyjny Zdarzeń Medycznych. To pozasądowa droga dotycząca zdarzeń związanych ze świadczeniami udzielanymi w szpitalu i finansowanymi ze środków publicznych. Pacjent nie musi w niej wykazywać winy konkretnej osoby, ale nadal trzeba spełnić ustawowe warunki zdarzenia medycznego. Nie jest to świadczenie należne za każde zakażenie. Aktualne informacje publikuje Rzecznik Praw Pacjenta na stronie Funduszu Kompensacyjnego Zdarzeń Medycznych.

 

Droga sądowa i postępowanie przed Rzecznikiem Praw Pacjenta różnią się zakresem możliwych świadczeń, zasadami i konsekwencjami przyjęcia przyznanej kwoty. Wybór powinien uwzględniać skalę szkody, przyszłe potrzeby pacjenta, dostępne dowody i terminy. Temat ugody ze szpitalem lub ubezpieczycielem pozostawiam na osobny wpis.

Zakażenia szpitalne należą do spraw wymagających bardzo uważnego odtworzenia przebiegu leczenia. Ta sama infekcja u dwóch pacjentów może mieć inne źródło, inny przebieg i inne znaczenie prawne. Jeżeli skutki zakażenia są poważne, warto możliwie wcześnie skonsultować pełną dokumentację i chronologię zdarzeń z prawnikiem zajmującym się błędami medycznymi. Pozwala to ocenić dostępne drogi dochodzenia roszczeń.  

Wstrząs anafilaktyczny po antybiotyku

Jolanta Budzowska29 września 20262 komentarze

35-letnia pacjentka zmarła po wstrząsie anafilaktycznym, do którego doszło podczas podawania antybiotyku przed planowanym zabiegiem. Z dokumentacji miało wynikać, że przy przyjęciu do szpitala wpisała uczulenie na penicylinę. W kolejnej ankiecie, wypełnianej bezpośrednio przed operacją, tej informacji już nie podała.

Czy brak powtórzenia informacji o alergii zwalnia personel medyczny z odpowiedzialności? W mojej ocenie nie. Ankieta może być elementem wywiadu medycznego, ale nie zastępuje rozmowy z pacjentem, analizy całej dokumentacji ani oceny bezpieczeństwa wybranego leczenia.

Na razie nie wiadomo, czy w tej konkretnej sprawie doszło do błędu medycznego. Okoliczności śmierci pacjentki bada prokuratura, a odpowiedź na najważniejsze pytania będzie wymagała opinii biegłych.

Najważniejsze wnioski

  • Zebranie pełnego wywiadu, w tym informacji o uczuleniach i wcześniejszych reakcjach na leki, jest obowiązkiem personelu medycznego.
  • Lekarz nie powinien opierać decyzji o podaniu antybiotyku wyłącznie na jednej, ostatniej ankiecie.
  • Treść ankiety ma znaczenie dla oceny odpowiedzi podanych przez pacjenta.
  • Rozbieżność między formularzami powinna zostać wyjaśniona przed podaniem leku.
  • Dobór leku musi uwzględniać alergie, ryzyko reakcji krzyżowych, przyjmowane przez pacjenta preparaty oraz możliwe interakcje.
  • Sam fakt wystąpienia wstrząsu anafilaktycznego nie przesądza o błędzie.
  • Zawsze weryfikacji powinna też podlegać prawidłowość postępowania ratunkowego.
  • W razie śmierci pacjenta jego najbliżsi mogą dochodzić własnych roszczeń, między innymi zadośćuczynienia, odszkodowania i renty.

Uczulenie wpisane w dokumentacji

Jak opisała „Gazeta Wyborcza”, Katarzyna zgłosiła się do Radomskiego Szpitala Specjalistycznego na planowy, rutynowy zabieg. Przed operacją rozpoczęto podawanie antybiotyku z grupy cefalosporyn. Już w czasie podawania leku rozwinęła się gwałtowna reakcja alergiczna, a następnie doszło do zatrzymania krążenia.

Wstrząs anafilatyczny - algorytm postępowania

Po resuscytacji pacjentkę przeniesiono na oddział intensywnej terapii. Nie odzyskała świadomości i po kilkunastu dniach zmarła.

Z informacji przekazanych przez prokuraturę wynika, że w ankiecie sporządzonej przy przyjęciu do szpitala pacjentka wpisała uczulenie na penicylinę. W formularzu wypełnionym bezpośrednio przed zabiegiem takiego wpisu już nie było. Według nieoficjalnych ustaleń dziennikarki kilka miesięcy wcześniej pacjentka miała przejść silną reakcję po podaniu penicyliny. Okoliczność ta wymaga jednak potwierdzenia w dokumentacji i postępowaniu dowodowym.

Ankieta nie zastępuje wywiadu medycznego

Pacjent może czegoś nie pamiętać. To, że umknie mu z pamięci nazwa leku, a tym bardziej substancji czynnej,  czy skojarzy „uczulenie” jedynie z wysypką, bez połączenia tego z wcześniejszą dusznością, obrzękiem czy utratą przytomnością, to nie są rzeczy, za które można winić pacjenta.  Pacjent nie zawsze też przywiązuje do nich odpowiednią wagę. Może również uznać, że skoro informację podał już przy przyjęciu, znajduje się ona w dokumentacji i nie musi jej powtarzać po raz kolejny.

Znaczenie ma też sposób sformułowania pytania. Ogólne „Czy jest Pan uczulony?” może nie wystarczyć. Pytania powinny dotyczyć między innymi:

  • leków, po których wcześniej wystąpiła reakcja;
  • charakteru i nasilenia objawów;
  • czasu, jaki upłynął od reakcji;
  • przebytych wstrząsów anafilaktycznych;
  • innych przyjmowanych leków, także dostępnych bez recepty i suplementów.

Pacjent powinien przekazać personelowi wszystkie znane mu informacje o alergiach. Nie oznacza to jednak, że odpowiedzialność za zebranie wywiadu można przerzucić na chorego wraz z formularzem i długopisem.

Pacjent ma prawo do świadczeń odpowiadających aktualnej wiedzy medycznej i udzielanych z należytą starannością. Wynika to wprost z art. 6 i 8 ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta. Obowiązek personelu ma charakter aktywny: trzeba zadać odpowiednie pytania, odnotować odpowiedzi, przeanalizować wcześniejsze wpisy i wyjaśnić zauważone sprzeczności.

W tej sprawie informacja o uczuleniu miała znajdować się w dokumentacji szpitalnej. Powstaje więc zasadnicze pytanie: czy osoba kwalifikująca pacjentkę do podania antybiotyku zapoznała się z pierwszą ankietą i dlaczego rozbieżność między dokumentami nie została wyjaśniona?

Bezpieczny dobór leku

Przy wyborze antybiotyku należy uwzględnić nie tylko rozpoznanie i planowany zabieg. Trzeba wziąć pod uwagę stan pacjenta, choroby współistniejące, funkcję nerek i wątroby, przyjmowane leki, możliwe interakcje, przeciwwskazania oraz wcześniejsze reakcje nadwrażliwości.

Szczególnej uwagi wymagają możliwe reakcje krzyżowe pomiędzy poszczególnymi grupami antybiotyków. Nie oznacza to, że każda osoba uczulona na penicylinę bezwzględnie nie może otrzymać żadnej cefalosporyny. Ocena ryzyka zależy między innymi od konkretnej substancji oraz rodzaju wcześniejszej reakcji. Jeżeli jednak pacjent przebył ciężką reakcję alergiczną, informacja ta musi zostać uwzględniona przy wyborze leku i organizacji jego podania.

Według materiału prasowego dokumentacja dotycząca zastosowanego preparatu zawierała ostrzeżenie o możliwości reakcji krzyżowej u osób uczulonych na penicyliny. Dokładna ocena decyzji medycznej wymaga znajomości nazwy leku, wskazania do jego zastosowania, dostępnych alternatyw i pełnego wywiadu pacjentki. Aktualne informacje o przeciwwskazaniach, ostrzeżeniach oraz interakcjach należy sprawdzać w Charakterystyce Produktu Leczniczego dostępnej w urzędowym rejestrze produktów leczniczych.

Biegli ocenią również akcję ratunkową

Wstrząs anafilaktyczny może rozwinąć się bardzo szybko. Nawet prawidłowo dobrany lek może wyjątkowo wywołać reakcję, której wcześniej nie dało się przewidzieć. Nie każde powikłanie oznacza więc błąd lekarza.

Ocena sprawy nie powinna jednak kończyć się na pytaniu, czy wolno było zastosować dany antybiotyk. Biegli powinni ustalić również:

  • kiedy pojawiły się pierwsze objawy reakcji;
  • jak szybko przerwano podawanie preparatu;
  • kiedy rozpoznano anafilaksję;
  • czy i kiedy podano adrenalinę;
  • czy dawka i droga podania były prawidłowe;
  • czy pacjentka była właściwie monitorowana;
  • czy blok operacyjny był przygotowany na gwałtowne powikłanie;
  • czy postępowanie ratunkowe odpowiadało aktualnej wiedzy medycznej.

W jednej ze spraw prowadzonych przez Kancelarię BFP pacjentka dostała w przychodni antybiotyk w zastrzyku, po którym rozwinął się wstrząs anafilaktyczny. Adrenalina znajdowała się w przychodni, lecz nie została podana niezwłocznie. Biegli uznali to zaniechanie za istotne uchybienie, a sąd karny stwierdził winę lekarki. Opis sprawy znajduje się tutaj: „Wyrok karny – wstrząs anafilaktyczny”.

W innej prowadzonej przez nas sprawie błędne przepisanie leku podczas teleporady doprowadziło do wstrząsu anafilaktycznego i trwałego uszczerbku na zdrowiu. W postępowaniu przedprocesowym pacjentka otrzymała łącznie ponad 270 tys. zł rekompensaty oraz miesięczną rentę. Więcej: „Wadliwa teleporada – wypłata w postępowaniu likwidacyjnym”.

Te sprawy pokazują, że odpowiedzialność może dotyczyć zarówno decyzji o zastosowaniu leku, jak i reakcji personelu na rozwijające się zagrożenie.

Jakich roszczeń może dochodzić poszkodowany pacjent?

Jeżeli pacjent przeżyje wstrząs, ale dozna uszkodzenia mózgu wskutek niedotlenienia, niepełnosprawności albo innych następstw zdrowotnych, może dochodzić:

  • zadośćuczynienia za ból, cierpienie, utratę sprawności i zmianę całego dotychczasowego życia;
  • odszkodowania obejmującego koszty leczenia, rehabilitacji, leków, sprzętu i opieki;
  • renty z tytułu zwiększonych potrzeb albo utraty zdolności do pracy;
  • ustalenia odpowiedzialności pozwanego za następstwa, które mogą ujawnić się w przyszłości;
  • zadośćuczynienia za zawinione naruszenie praw pacjenta, jeżeli doszło na przykład do udzielenia świadczeń bez należytej staranności.

Jakie roszczenia przysługują rodzinie po śmierci pacjenta?

Roszczenia bliskich po śmierci pacjenta są ich własnymi roszczeniami.

Zgodnie z art. 446 Kodeksu cywilnego rodzina może dochodzić:

  • zadośćuczynienia za krzywdę spowodowaną śmiercią najbliższej osoby;
  • odszkodowania za znaczne pogorszenie sytuacji życiowej;
  • renty, jeżeli zmarły miał obowiązek alimentacyjny albo stale dostarczał bliskiej osobie środków utrzymania;
  • zwrotu kosztów leczenia i pogrzebu na rzecz osoby, która je poniosła.

Wysokość zadośćuczynienia ocenia się indywidualnie. Znaczenie mają między innymi rzeczywiste więzi rodzinne, wiek zmarłego i bliskich, wspólne życie, nagłość śmierci oraz jej wpływ na dalsze funkcjonowanie rodziny. Pisałam o tym szerzej we wpisie „Zadośćuczynienie czy rachunek za śmierć”.

Rodzina może także rozważyć wniosek do Funduszu Kompensacyjnego Zdarzeń Medycznych, jeżeli zdarzenie pozostawało w związku ze świadczeniami finansowanymi ze środków publicznych i udzielanymi w szpitalu. Jest to droga pozasądowa, niewymagająca wykazania winy. Przyjęcie świadczenia wpływa jednak na możliwość późniejszego dochodzenia roszczeń cywilnych, dlatego obie drogi trzeba porównać przed podjęciem decyzji.

Od czego powinna zacząć rodzina?

Najważniejsze jest zabezpieczenie pełnej dokumentacji medycznej, w szczególności obu ankiet, historii choroby, karty kwalifikacji do zabiegu, zleceń lekarskich, karty znieczulenia, dokumentacji podania antybiotyku, zapisów monitorowania oraz dokumentacji resuscytacji i pobytu na intensywnej terapii.

Osoba bliska może wystąpić o dokumentację zmarłego pacjenta, chyba że zachodzą ustawowe przeszkody. Praktyczne wskazówki znajdują się we wpisie „Błąd lekarski – jak uzyskać dokumentację medyczną?”.

W tej sprawie ciało zostało zabezpieczone do sekcji. To ważne, ponieważ bez ustalenia przyczyny śmierci wykazanie związku pomiędzy podaniem leku, zatrzymaniem krążenia, niedotlenieniem i zgonem mogłoby być znacznie trudniejsze. Więcej o znaczeniu sekcji napisałam w artykule „Pacjent zmarł z powodu śmierci, czyli czemu i komu służy sekcja zwłok?”.

Śledztwo karne może dostarczyć istotnych dowodów, ale nie zabezpiecza automatycznie roszczeń cywilnych i nie zastępuje analizy terminów przedawnienia.

W sprawie tak tragicznej jak śmierć młodej matki odpowiedzialności nie wolno przesądzać przed poznaniem dokumentacji i opinii biegłych. Nie można jednak sprowadzać problemu do stwierdzenia, że pacjentka nie powtórzyła informacji w kolejnej ankiecie. Dokumentację prowadzi się właśnie po to, aby istotna informacja o uczuleniu nie znikała wraz z następnym formularzem.

Jeżeli istnieją rozbieżności w dokumentacji albo podejrzenie błędu przy doborze leku lub leczeniu wstrząsu anafilaktycznego, warto poddać całość materiału spokojnej analizie medycznej i prawnej. Dopiero wtedy można rzetelnie ocenić odpowiedzialność szpitala oraz roszczenia przysługujące rodzinie.

Jolanta Budzowska, radca prawny

 

Dlaczego dziesięć dni przed końcem terminu to często za późno na rzetelne przygotowanie sprawy

Dziesięć dni

21 grudnia ubiegłego roku do kancelarii zgłosił się pacjent z podejrzeniem błędu medycznego. Miał obszerną dokumentację z kilku placówek, leczenie trwało latami, a potencjalnie odpowiedzialnych było kilka podmiotów. Ze wstępnej analizy wynikało, że do upływu trzyletniego terminu przedawnienia roszczeń za błąd medyczny zostało dziesięć dni.

Dziesięć dni może wystarczyć, by wysłać krótkie pismo. Z pewnością jednak jest to zbyt krótki czas, by zweryfikować dokumentację medyczną i rzetelnie odtworzyć przebieg leczenia, ustalić właściwych pozwanych, oszacować wszystkie roszczenia i przygotować pozew, za który pełnomocnik może wziąć zawodową odpowiedzialność. Oczywiście, zdarzają się sytuacje awaryjne, i wtedy pracujemy w trybie „wszystkie ręce na pokład”. W sprawach medycznych pozew składany w takich okolicznościach może być jednak tylko wyjątkiem od reguły działania z odpowiednim wyprzedzeniem i zgodnie z zaplanowaną strategią.

Morał jest prosty: w sprawie o błąd lekarza nie warto czekać do ostatniej chwili. I nie tylko dlatego, że można przegapić termin. Czas jest potrzebny również po to, by wybrać właściwą drogę i nie zamknąć sobie niechcący innych możliwości.

Najważniejsze wnioski

  1. Podstawowy termin dla roszczeń deliktowych pacjenta wynosi trzy lata od dnia, w którym dowiedział się albo przy zachowaniu należytej staranności mógł się dowiedzieć o szkodzie i o osobie obowiązanej do jej naprawienia.
  2. Dla terminów co najmniej dwuletnich koniec przedawnienia co do zasady przypada 31 grudnia, ale w starszych sprawach trzeba sprawdzić przepisy przejściowe.
  3. Zgłoszenie szkody ubezpieczycielowi przerywa bieg przedawnienia roszczenia do ubezpieczyciela, nie do szpitala, lekarza ani innego odpowiedzialnego podmiotu.
  4. Wniosek do FKZM zawiesza bieg przedawnienia roszczeń cywilnych na czas postępowania. Po jego zakończeniu termin biegnie dalej, a nie od początku.
  5. Jeżeli pacjent jest ciężko chory, wytoczenie powództwa za jego życia może zdecydować o tym, czy roszczenie o jego zadośćuczynienie przejdzie na spadkobierców.
Przedawnienie roszczeń za błąd medyczny

Przedawnienie roszczeń za błąd medyczny

Przedawnienie roszczeń za błąd medyczny: od kiedy liczyć trzy lata?

Najczęściej stosujemy art. 442¹ § 1 i 3 Kodeksu cywilnego. Trzyletni termin nie musi biec od dnia operacji, porodu, zakażenia czy błędnej diagnozy. Zaczyna się wtedy, gdy pacjent uzyskał — albo przy zachowaniu należytej staranności mógł uzyskać — wiedzę o dwóch elementach jednocześnie: o szkodzie oraz o osobie obowiązanej do jej naprawienia.

Samo pogorszenie zdrowia nie zawsze oznacza jeszcze, że pacjent wie o błędzie. Czasem dopiero późniejsza konsultacja, wynik badania histopatologicznego albo ponowna analiza dokumentacji pokazują, że wcześniejsze leczenie mogło być nieprawidłowe. Tak było w opisywanym przeze mnie przypadku, w którym dopiero kolejne badanie ujawniło, że wcześniej nie usunięto ogniska nowotworu. Więcej napisałam o tym w artykule „Przedawnienie odszkodowania za błąd medyczny”.

Nie oznacza to jednak, że można czekać, dopóki pacjent nie pozna wszystkich szczegółów sprawy albo nie otrzyma na przykład pisemnej opinii innego lekarza. Ustawa odwołuje się także do należytej staranności. Początek terminu bywa więc jednym z głównych punktów sporu: pozwany może twierdzić, że pacjent powinien był wcześniej powiązać szkodę z leczeniem i ustalić podmiot odpowiedzialny.

Dobrze pokazuje to opisana przez Wirtualną Polskę sprawa Alicji. Pacjentka przeszła zabieg w 2012 r., od początku zmagała się z bólem i widocznymi następstwami operacji, lecz dopiero konsultacja u innego specjalisty w 2025 r. uświadomiła jej rzeczywisty charakter i rozmiar okaleczenia. Z prawnego punktu widzenia nie przesądza to automatycznie, że trzyletni termin rozpoczął się dopiero w 2025 r. Sąd może badać, kiedy pacjentka wiedziała albo przy zachowaniu należytej staranności mogła dowiedzieć się o szkodzie i osobie odpowiedzialnej. Sprawa pokazuje więc, dlaczego zaufanie do zapewnień lekarza nie powinno zastępować niezależnej konsultacji, gdy po leczeniu utrzymują się poważne, niewyjaśnione dolegliwości.

Szkoda na osobie, termin dziesięcioletni i małoletni pacjent

W zwykłych sprawach deliktowych art. 442¹ § 1 k.c. przewiduje także dziesięcioletnią granicę liczoną od zdarzenia wywołującego szkodę. Przy szkodzie na osobie działa jednak ważna ochrona: przedawnienie nie może skończyć się wcześniej niż po trzech latach od uzyskania opisanej wyżej wiedzy. Ma to znaczenie zwłaszcza wtedy, gdy następstwa leczenia ujawniają się po długim czasie. W sprawach, które prowadzę, zdarza się tak najczęściej w przypadku błędów w rozpoznaniu histopatologicznym.

Dodatkowa reguła dotyczy dzieci: przedawnienie roszczeń małoletniego o naprawienie szkody na osobie nie może skończyć się wcześniej niż dwa lata po uzyskaniu pełnoletności. Nie oznacza to, że rodzice powinni odkładać analizę sprawy. Z upływem czasu dokumentacja może być trudniejsza do odtworzenia, świadkowie pamiętają mniej, a ocena związku przyczynowego staje się bardziej skomplikowana.

Czy trzy lata kończą się dokładnie po trzech latach? Zwykle nie

Od 9 lipca 2018 r. art. 118 k.c. stanowi, że koniec terminu przedawnienia wynoszącego co najmniej dwa lata przypada na ostatni dzień roku kalendarzowego. Jeżeli więc trzyletni termin rozpoczął się 12 maja 2023 r., to co do zasady nie skończy się 12 maja 2026 r., lecz 31 grudnia 2026 r.

Sąd Najwyższy w postanowieniu z 8 stycznia 2025 r., I CSK 2104/24, odmówił przyjęcia skargi kasacyjnej i wyjaśnił, że zasada końca roku obejmuje również terminy oznaczone w przepisach szczególnych. To wydłużenie nie powinno jednak usypiać czujności. W sprawach, w których bieg terminu rozpoczął się przed zmianą przepisów, potrzebna jest analiza regulacji przejściowych. Trzeba też pamiętać, że spór może dotyczyć samej daty uzyskania wiedzy o szkodzie i osobie odpowiedzialnej. Dlatego 31 grudnia nie jest datą, którą warto ustalać samodzielnie na podstawie jednego wypisu ze szpitala.

Gdy błąd medyczny może być przestępstwem: termin dwudziestoletni

Jeżeli szkoda wynikła ze zbrodni lub występku, roszczenie o jej naprawienie przedawnia się po dwudziestu latach od popełnienia przestępstwa, niezależnie od chwili, w której poszkodowany dowiedział się o szkodzie i osobie odpowiedzialnej. W sprawach medycznych może chodzić na przykład o nieumyślne spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu albo śmierci. Sam niekorzystny wynik leczenia ani nawet stwierdzenie błędu nie przesądzają jednak, że zostały spełnione wszystkie znamiona przestępstwa.

Co ważne, do zastosowania dwudziestoletniego terminu nie zawsze jest potrzebny wyrok skazujący sądu karnego. W wyroku z 6 września 2022 r., II CSKP 466/22, Sąd Najwyższy potwierdził, że w przypadkach nieobjętych związaniem prawomocnym wyrokiem skazującym sąd cywilny może samodzielnie ustalić, czy czyn był przestępstwem. Musi przy tym zbadać jego znamiona według reguł prawa karnego.

„Ustalenie, czy czyn niedozwolony stanowi przestępstwo na potrzeby terminu przedawnienia, należy do sądu cywilnego”
Jolanta Budzowska dla Wirtualnej Polski, reportaż o sprawie Alicji

W dalszej części cytowanej wypowiedzi wyjaśniłam, że zasada ta obowiązuje zarówno wtedy, gdy nie zapadło orzeczenie karne, jak i wtedy, gdy postępowanie karne zostało umorzone. W sprawie Alicji śledztwo zakończono z powodu przedawnienia karalności. Takie rozstrzygnięcie nie wiąże jednak automatycznie sądu cywilnego przy ocenie, czy może mieć zastosowanie dwudziestoletni termin z art. 442¹ § 2 k.c.

Umorzenie śledztwa nie daje więc odpowiedzi „wprost” na pytanie o cywilny termin przedawnienia. Nie oznacza też, że dwudziestoletni termin zastosuje się automatycznie. To sąd cywilny musi przeprowadzić własną ocenę na podstawie materiału konkretnej sprawy. Z tego samego powodu nie należy zakładać, że samo zawiadomienie prokuratury zabezpiecza roszczenia cywilne. O relacji między postępowaniem karnym a cywilnym pisałam szerzej w artykule „Błąd medyczny a prokuratura”.

Zgłoszenie szkody ubezpieczycielowi: co przerywa, a czego nie?

Szpital lub lekarz zazwyczaj ma polisę OC. Pacjent może więc zgłosić roszczenie bezpośrednio ubezpieczycielowi. Zgodnie z art. 819 § 4 k.c. zgłoszenie roszczenia albo samego zdarzenia objętego ubezpieczeniem przerywa bieg przedawnienia roszczenia do ubezpieczyciela. Po otrzymaniu pisemnej decyzji o przyznaniu lub odmowie świadczenia termin zaczyna biec na nowo.

Trzeba jednak bardzo wyraźnie oddzielić ubezpieczyciela od podmiotu odpowiedzialnego za leczenie. Zgłoszenie szkody do zakładu ubezpieczeń nie przerywa biegu przedawnienia roszczenia wobec szpitala, lekarza ani innej osoby odpowiedzialnej. Te roszczenia biegną własnym torem. Jeśli suma ubezpieczenia nie wystarczy na zadośćuczynienie, odszkodowanie i rentę, pacjent może potrzebować dochodzenia nadwyżki bezpośrednio od szpitala. Szerzej wyjaśniłam to we wpisie „Polisa OC szpitala — jak zgłosić błąd medyczny”.

Nie warto także opierać strategii na ponawianiu kolejnych, podobnych zgłoszeń do tego samego ubezpieczyciela. Orzecznictwo nie pozwala traktować każdego następnego pisma jako sposobu- wytrychu na bezterminowe rozpoczynanie biegu od nowa. Poza tym, postępowanie likwidacyjne może trwać miesiącami, a w tym czasie termin wobec szpitala nadal może upłynąć.

Fundusz Kompensacyjny Zdarzeń Medycznych a przedawnienie

Fundusz Kompensacyjny Zdarzeń Medycznych jest odrębną, pozasądową ścieżką. Dotyczy zdarzeń medycznych związanych ze świadczeniami finansowanymi ze środków publicznych, udzielanymi w szpitalu, przy spełnieniu warunków ustawowych. Na złożenie wniosku jest tylko rok od dnia, w którym wnioskodawca dowiedział się o zakażeniu, uszkodzeniu ciała, rozstroju zdrowia albo śmierci pacjenta, i nie więcej niż trzy lata od samego zdarzenia. To krótki termin, którego nie należy utożsamiać z terminem wniesienia pozwu cywilnego.

Wniosek do FKZM ma korzystny wpływ na roszczenia cywilne. Przez czas postępowania ich bieg nie rozpoczyna się, a rozpoczęty ulega zawieszeniu — w zakresie szkody wynikłej z tego samego zdarzenia medycznego. To jednak jest zawieszenie, a nie przerwanie. Po prawomocnym zakończeniu albo umorzeniu postępowania pozostała część terminu biegnie dalej. Nie otrzymujemy nowych trzech lat. Jeśli przed wnioskiem pozostawało dziesięć dni, po zakończeniu postępowania sytuacja nadal może wymagać działania w ciągu tych dziesięciu dni.

Po prawomocnej decyzji przyznającej świadczenie wnioskodawca ma 30 dni na oświadczenie, czy świadczenie przyjmuje. Przyjęcie oznacza zrzeczenie się roszczeń o odszkodowanie, rentę i zadośćuczynienie wynikających ze zdarzenia w zakresie szkód ujawnionych do dnia złożenia wniosku. Rezygnacja pozostawia drogę cywilną otwartą, ale nie cofa upływu czasu sprzed wszczęcia postępowania. Więcej praktycznych informacji zebrałam w artykule „FKZM — ważne informacje dla pacjenta”.

Ciężka choroba i zadośćuczynienie, które ma przejść na spadkobierców

Są sprawy, w których czas ma jeszcze inny, wyjątkowo trudny wymiar. Pacjent ma złe rokowania, wie, że procesu prawdopodobnie nie zakończy za życia, ale chce sam dochodzić zadośćuczynienia za własną krzywdę i zabezpieczyć możliwość kontynuowania sprawy przez spadkobierców.

Art. 445 § 3 k.c. przewiduje, że roszczenie o zadośćuczynienie przechodzi na spadkobierców tylko wtedy, gdy zostało uznane na piśmie albo gdy powództwo wytoczono za życia poszkodowanego. Pisemne uznanie przez odpowiedzialny podmiot zdarza się rzadko. W praktyce kluczowe może być więc wniesienie pozwu, zanim pacjent umrze. Samo wezwanie do zapłaty, zgłoszenie szkody czy rozpoczęcie rozmów ugodowych nie zastępują wytoczenia powództwa na potrzeby tej reguły.

Opisywałam już sprawę nieuleczalnie chorej pacjentki, która wytoczyła powództwo, a po jej śmierci proces podjęły dzieci i uzyskały należne jej zadośćuczynienie. Szczegóły znajdują się we wpisie „Co, jeśli umrę przed zakończeniem sprawy o błąd medyczny?”.

Znaczenie szybkiego działania dobrze pokazują również sprawy onkologiczne. W jednej z prowadzonych przez Kancelarię spraw nieprawidłowe badanie histopatologiczne doprowadziło do błędnego rozpoznania raka żołądka i zbędnej, okaleczającej operacji. Opis sprawy jest dostępny tutaj: „Błędna diagnoza raka — odszkodowanie dla pacjenta”. Ten przypadek nie dotyczył złych rokowań, lecz pokazuje, jak duży zakres szkody może wiązać się z błędną diagnozą i dlaczego jej skutki trzeba oceniać na podstawie pełnej dokumentacji.

Dlaczego kancelaria potrzebuje czasu?

Przed wniesieniem pozwu w sprawie o błąd medyczny trzeba odpowiedzieć nie tylko na pytanie, czy lekarz popełnił błąd? Równie ważne jest ustalenie, kto ponosi odpowiedzialność?  Jakie skutki pozostają w związku przyczynowym z leczeniem? Czego dokładnie pacjent może dochodzić?

  1. Zebrać pełną dokumentację ze wszystkich etapów leczenia, w tym obrazy badań i dokumenty, których pacjent często nie otrzymuje wraz z wypisem.
  2. Ułożyć chronologię i wyodrębnić decyzje medyczne, które wymagają oceny specjalisty.
  3. Ustalić potencjalnie odpowiedzialne podmioty i ich ubezpieczycieli oraz sprawdzić sumy gwarancyjne polis.
  4. Ocenić zakres roszczeń: zadośćuczynienie, poniesione i przyszłe koszty, utracone dochody, rentę, a czasem także roszczenia osób bliskich.
  5. Wybrać strategię: zgłoszenie do ubezpieczyciela, FKZM, proces cywilny, postępowanie karne albo odpowiednie połączenie tych dróg.

Każdy z tych kroków może ujawnić nowy problem. Brak dziesięciu stron dokumentacji może oznaczać konieczność kolejnego wniosku do szpitala. Konsultacja medyczna może wskazać, że potrzebne są materiały z innej placówki. Polisa może mieć sumę zbyt niską wobec rozmiaru szkody. Dlatego kontakt z kancelarią na kilka lub kilkanaście dni przed przedawnieniem często uniemożliwia spokojne i rzetelne przygotowanie sprawy.

Od czego zacząć, jeśli podejrzewasz błąd medyczny?

  1. Wystąp o kompletną dokumentację medyczną i zabezpiecz ją w niezmienionej postaci.
  2. Spisz chronologię leczenia, objawy, konsultacje oraz moment, w którym pojawiło się podejrzenie nieprawidłowości.
  3. Zachowaj rachunki, dowody utraconych dochodów i dokumenty potwierdzające potrzeby opiekuńcze oraz rehabilitacyjne.
  4. Nie zakładaj, że reklamacja w szpitalu, zawiadomienie prokuratury albo zgłoszenie do ubezpieczyciela zabezpieczyło wszystkie roszczenia wobec wszystkich odpowiedzialnych.
  5. Skonsultuj termin przedawnienia indywidualnie, zwłaszcza gdy leczenie trwało długo, szkoda ujawniła się później, pacjent był małoletni albo równolegle toczyło się inne postępowanie.

Nie czekaj na ostatnie dziesięć dni

W sprawach o błąd medyczny pośpiech generalnie nie pomaga. Awaryjne działanie utrudnia przygotowanie sprawy w sposób odpowiadający jej medycznej i prawnej złożoności.

Jeżeli podejrzewasz, że doszło do błędu lekarza, nie musisz od razu decydować się na proces. Warto jednak odpowiednio wcześnie ustalić, jakie są możliwe drogi, jakie dokumenty trzeba zebrać i kiedy upływają terminy wobec każdego z potencjalnie odpowiedzialnych podmiotów. W skomplikowanej sprawie spokojna analiza dokumentacji i okoliczności przez prawnika zajmującego się błędami medycznymi może ochronić przed decyzją podjętą za późno — albo zbyt pochopnie.

Sprawa dotyczy wydarzeń z 2017 roku, ale trudno uznać ją za historię nieaktualną. Przeciwnie: bardzo dobrze pokazuje, jak błąd organizacyjny w szpitalu może zniweczyć efekt specjalistycznego leczenia i doprowadzić do nieodwracalnych skutków dla pacjenta.

Wyrokiem z 30 czerwca 2026 roku Sąd Okręgowy w Warszawie* zasądził na rzecz klientki naszej kancelarii świadczenia, których łączna wartość — po uwzględnieniu odsetek oraz renty należnej za czas trwania procesu — przekracza 1,9 mln zł.

Sąd podzielił zasadnicze stanowisko, które konsekwentnie prezentowałam w toku postępowania: zakażenia można było uniknąć, a po jego rozpoznaniu leczenie nie było prowadzone prawidłowo.

Planowy zabieg, po którym pacjentka utraciła samodzielność

Nasza Klientka została przyjęta do szpitala na planowy zabieg neurochirurgiczny. Przed hospitalizacją była osobą samodzielną, aktywną zawodowo i funkcjonującą bez pomocy innych osób.

W trakcie pobytu w szpitalu doszło do zakażenia płynu mózgowo-rdzeniowego wielolekooporną bakterią Acinetobacter baumannii. Zakażenie wywołało ciężkie zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych i stworzyło bezpośrednie zagrożenie dla życia pacjentki.

Konieczne było zastosowanie intensywnej antybiotykoterapii, w tym leczenia lekami o znacznej neurotoksyczności. Życie pacjentki udało się uratować, ale następstwa zakażenia i koniecznego leczenia okazały się trwałe.

Doszło do rozległego uszkodzenia układu nerwowego, niedowładu wiotkiego kończyn dolnych, zaburzeń zwieraczy, pęcherza neurogennego oraz wodogłowia wymagającego wszczepienia zastawki komorowo-otrzewnowej. Biegli ocenili trwały uszczerbek na zdrowiu na 100 procent. Pacjentka porusza się na wózku, wymaga rehabilitacji i pomocy osób trzecich, a jej stan nie rokuje powrotu do sprawności sprzed hospitalizacji.

Zakażenie nie było nieuniknionym powikłaniem

W sprawach dotyczących zakażeń szpitalnych samo stwierdzenie obecności drobnoustroju nie przesądza jeszcze o odpowiedzialności placówki. Trzeba ustalić, czy zakażenie było możliwe do uniknięcia. W drugiej kolejności: czy szpital prawidłowo organizował opiekę i przestrzegał zasad zapobiegania zakażeniom.

W tej sprawie odpowiedź biegłych była jednoznaczna.

Do zakażenia doszło wskutek złamania zasad kontroli zakażeń oraz niewłaściwej aseptyki i antyseptyki przy obsłudze zewnętrznego drenażu lędźwiowego. Sterylne wyposażenie zostało zanieczyszczone podczas obsługi na sali chorych. Biegły podkreślił, że zakażenia można było uniknąć. Wystarczyło przestrzegać podstawowych zasad i zapewnić odpowiednio przeszkolony personel.

Nie chodziło więc o ryzyko wpisane w sam zabieg. Przyczyną szkody był błąd organizacyjny, obejmujący sposób przygotowania personelu, brak skutecznego nadzoru i nieprzestrzeganie standardów bezpieczeństwa.

Jak obsługiwano drenaż lędźwiowy

Materiał dowodowy wykazał, że worek z płynem mózgowo-rdzeniowym był opróżniany na różne sposoby, zależnie od osoby pełniącej dyżur.

Płyn wylewano do toalety, basenu albo wiadra używanego także do opróżniania worków z moczem. Następnie ten sam worek podłączano ponownie do drenażu. Zdarzało się, że odłączona rurka leżała na pościeli, a płyn odciągano strzykawką lub przez nakłucie filtra antybakteryjnego.

Świadkowie opisywali również sytuacje, w których pielęgniarki pytały się nawzajem, jak należy opróżniać worek. Niektóre przyznawały, że wykonują tę czynność po raz pierwszy i nie dysponują jasną instrukcją postępowania.

Szpital nie przedstawił własnej procedury regulującej obsługę drenażu ani listy osób przeszkolonych w tym zakresie. Powoływał się na instrukcję producenta sprzętu, choć — jak wskazał biegły — nie zastępuje ona lokalnej procedury dostosowanej do warunków konkretnego oddziału. Dodam, że instrukcji producenta także nie przestrzegano…

Właśnie w tym miejscu najlepiej widać, czym jest błąd organizacyjny w szpitalu. Nie polega on na pojedynczej błędnej decyzji lekarza. Może wynikać z tego, że personel nie został przeszkolony, nie zna jednolitego sposobu postępowania i wykonuje ryzykowne czynności według własnego uznania.

Zalecenie pojawiło się dopiero po interwencji rodziny

W dokumentacji pielęgniarskiej pewnego dnia znalazł się wpis: „Proszę o zlewanie z drenażu w sposób jałowy”.

Zalecenie pojawiło się dopiero po blisko dwudziestu dniach stosowania drenażu i po interwencji rodziny pacjentki u kierownika oddziału. Wcześniej nie funkcjonował jednolity, skutecznie egzekwowany standard postępowania.

Ta okoliczność miała istotne znaczenie dowodowe. Pokazywała, że problem nie sprowadzał się do jednostkowego przeoczenia, lecz dotyczył organizacji pracy całego oddziału.

Znaczenie miały również zeznania bliskich pacjentki. To oni obserwowali sposób postępowania personelu, zgłaszali zastrzeżenia i po latach mogli szczegółowo opisać przebieg zdarzeń.

Błąd organizacyjny - zmowa milczenia

Błąd organizacyjny – zmowa milczenia

W procesach o błąd medyczny dokumentacja wytworzona przez szpital jest zazwyczaj podstawowym materiałem, na którym pracują biegli. Jeżeli nie odzwierciedla rzeczywistego przebiegu leczenia, zeznania świadków, prywatne notatki i własna chronologia zdarzeń mogą mieć bardzo duże znaczenie.

Brak procedur, szkoleń i kontroli zakażeń

Biegły wskazał także na inne nieprawidłowości organizacyjne.

Personel nie był właściwie przygotowany do obsługi drenażu, a szpital nie opracował lokalnego standardu postępowania. Zabrakło również skutecznej oceny ryzyka zakażeń związanych z procedurami wysokiego ryzyka. Program poprawy jakości i bezpieczeństwa pacjentów nie funkcjonował prawidłowo.

Biegły określił brak takich działań jako poważny błąd organizacyjny.

Naruszano również zasady izolacji pacjentów zakażonych bakterią Acinetobacter baumannii. Pacjentka przebywała na sali wieloosobowej, brakowało dozowników do dezynfekcji rąk przy łóżku, nie stosowano wymaganej odzieży ochronnej, a zakażony płyn mózgowo-rdzeniowy wylewano do toalety zamiast traktować go jak materiał skażony.

Na oddziale już wcześniej odnotowywano zakażenia wywołane tym samym drobnoustrojem. Mimo to nie opracowano skutecznych działań naprawczych ani odpowiednich rekomendacji lokalnych. Kontrola wewnętrzna nie obejmowała wszystkich elementów koniecznych do rzeczywistego zarządzania ryzykiem zakażeń.

Nieprawidłowo prowadzona antybiotykoterapia

Odpowiedzialność szpitala nie dotyczyła wyłącznie doprowadzenia do zakażenia.

Po rozpoznaniu neuroinfekcji kluczowe znaczenie miało regularne podawanie kolistyny bezpośrednio do kanału kręgowego. Tymczasem lek podawano nieregularnie, z opóźnieniami, a część dawek całkowicie pominięto.

Biegli wyjaśnili, że skuteczność antybiotyku zależy nie tylko od dawki, lecz także od czasu podania. Zbyt długie przerwy między kolejnymi dawkami obniżają stężenie leku w miejscu zakażenia i mogą sprzyjać narastaniu oporności bakterii.

W kolejnych badaniach mikrobiologicznych obserwowano właśnie wzrost oporności drobnoustroju na kolistynę. Opinie potwierdziły, że antybiotykoterapia była prowadzona nieprawidłowo.

Co zasądził sąd

Sąd Okręgowy w Warszawie zasądził na rzecz pacjentki:

  • 550 000 zł zadośćuczynienia za krzywdę,
  • 111 851,79 zł odszkodowania,
  • 34 811,37 zł skapitalizowanej renty za okres sprzed wniesienia pozwu,
  • rentę za zwiększone potrzeby za czas trwania procesu, wynoszącą średnio około 8 000 zł miesięcznie,
  • rentę na przyszłość w wysokości 6 828,69 zł miesięcznie,
  • odsetki ustawowe za opóźnienie.

Łączna wartość zasądzonych świadczeń, renty i odsetek przekracza 1,9 mln zł.

550 tys. zł za nieodwracalną zmianę życia

Kwota niemal 2 mln zł może sprawiać wrażenie bardzo wysokiej. Trzeba jednak pamiętać, że obejmuje ona nie tylko zadośćuczynienie, lecz także odszkodowanie, zaległe raty renty, rentę na przyszłość i odsetki naliczane przez lata trwania procesu.

Samo zadośćuczynienie wyniosło 550 000 zł.

To rekompensata za trwałą utratę sprawności, konieczność poruszania się na wózku, zaburzenia pracy zwieraczy, zależność od pomocy bliskich, wieloletnie leczenie, rehabilitację i skutki psychiczne. Biegli potwierdzili, że pacjentka wymaga rehabilitacji do końca życia, a jej stan jest utrwalony i nierokujący poprawy.

Tego rodzaju kwot nie można oceniać w oderwaniu od rozmiaru szkody.

Kominy płacowe a wysokość zadośćuczynień

W ostatnich miesiącach wiele mówi się o bardzo wysokich wynagrodzeniach części lekarzy pracujących na kontraktach, o rozliczeniach uzależnionych od liczby wykonanych procedur i o zarobkach sięgających dziesiątek, a czasem setek tysięcy złotych miesięcznie.

Nie ma nic niewłaściwego w tym, że lekarze i osoby zarządzające oddziałem otrzymują wysokie wynagrodzenie za trudną, odpowiedzialną i wymagającą pracę. Wątpliwości pojawiają się wtedy, gdy wysokości tych wydatków nie towarzyszy równie duża dbałość o organizację opieki nad pacjentami i o jakość świadczeń.

Specjalistyczna procedura nie kończy leczenia. Jej efekt zależy także od tego, czy personel pielęgniarski został odpowiednio przygotowany, czy potrafi obsługiwać używany sprzęt, czy leki są podawane na czas i czy zasady kontroli zakażeń są rzeczywiście przestrzegane.

Ta sprawa pokazuje szczególnie wyraźnie, że błąd organizacyjny może zniweczyć efekt prawidłowo wykonanej operacji.

Trudno też nie dostrzec dysproporcji między kwotami, które system ochrony zdrowia potrafi wypłacać corocznie pojedynczym specjalistom, a wysokością jednorazowego zadośćuczynienia przyznawanego pacjentowi za trwałe zniszczenie zdrowia i samodzielności.

Jakość nie może istnieć wyłącznie w dokumentach

W jednym z ostatnich wywiadów „Zmowa milczenia w polskich szpitalach” mówiłam, że w Polsce systemy jakości zbyt często istnieją jedynie na papierze. Szpital posiada procedury i regulaminy, lecz nie zawsze przekładają się one na codzienną praktykę przy łóżku pacjenta.

Prawdziwa analiza zdarzenia niepożądanego powinna prowadzić do ustalenia:

  • czy zdarzenia można było uniknąć,
  • dlaczego personel postąpił w określony sposób,
  • czy procedura była jasna i znana pracownikom,
  • czy pracownicy zostali przeszkoleni,
  • czy podobne przypadki występowały wcześniej,
  • jakie działania naprawcze wdrożono.

Nie chodzi wyłącznie o ustalenie winy konkretnej osoby. Często ważniejsze jest wskazanie, dlaczego system pozwolił, aby nieprzeszkolony pracownik wykonywał czynność, której nie potrafił bezpiecznie przeprowadzić.

Z mojego doświadczenia procesowego wynika, że wiele ciężkich szkód nie jest skutkiem braku wiedzy jednego lekarza. Ich źródłem bywa błąd organizacyjny: niejasny podział obowiązków, brak nadzoru albo tolerowanie ryzykownych praktyk.

Co powinien zrobić pacjent po zakażeniu szpitalnym

Zakażenie szpitalne nie zawsze oznacza, że doszło do błędu medycznego. Warto jednak szczegółowo przeanalizować sprawę, gdy pojawiają się wątpliwości dotyczące:

  • obsługi drenów, cewników i wkłuć,
  • zasad aseptyki i antyseptyki,
  • izolacji pacjentów zakażonych,
  • opóźnienia rozpoznania zakażenia,
  • nieterminowego podawania antybiotyków lub ich podawania niezgodnie z antybiogramem,
  • braku reakcji na pogorszenie stanu zdrowia,
  • powtarzających się zakażeń tym samym drobnoustrojem na oddziale.

Pierwszym krokiem powinno być uzyskanie pełnej dokumentacji medycznej. Istotne mogą być nie tylko karty informacyjne i wyniki badań, ale także:

  • dokumentacja pielęgniarska,
  • karty zleceń i podania leków,
  • wyniki badań mikrobiologicznych,
  • raporty z dyżurów lekarskich,
  • dokumentacja dotycząca drenów i cewników,
  • karty obserwacji parametrów życiowych.

Warto również jak najszybciej sporządzić własną chronologię leczenia oraz zapisać nazwiska osób, które widziały nieprawidłowości lub uczestniczyły w rozmowach z personelem.

W bardziej złożonych sprawach potrzebna jest analiza nie tylko dokumentacji pacjenta, lecz także procedur wewnętrznych szpitala, dokumentacji zespołu kontroli zakażeń i danych dotyczących sytuacji epidemiologicznej oddziału.

Wyrok potwierdził odpowiedzialność szpitala

Wyrok jest dla naszej Klientki ważnym potwierdzeniem, że jej zarzuty były zasadne. Zapewnia także środki potrzebne na leczenie, rehabilitację i codzienne funkcjonowanie.

Nie przywróci jednak utraconego zdrowia ani samodzielności.

Ta sprawa pokazuje, że o wyniku leczenia może przesądzić nie sam zabieg, lecz jakość opieki w kolejnych godzinach i dniach. W przypadku naszej Klientki brak właściwych procedur, szkoleń i nadzoru doprowadził do skutków, z którymi będzie mierzyć się do końca życia.

*Wyrok jest nieprawomocny.

 

Fundusz Kompensacyjny Zdarzeń Medycznych działa już blisko 3 lata, mamy więc bagaż doświadczeń pozwalający ocenić, na ile ta ścieżka uzyskiwania przez pacjentów rekompensaty jest skuteczna i jakie pułapki czyhają na pacjentów chcących z niej skorzystać. Podstawowe wskazówki dotyczące Funduszu można znaleźć na stronie internetowej Rzecznika Praw Pacjenta. Ważne informacje o FKZM płyną jednak także z mojej praktyki jako pełnomocnika pacjentów w tych postępowaniach. 

Na wstępie zaznaczę, że zgodnie z tym, co twierdzi Rzecznik, w większości przypadków w postępowaniu przed FKZM nie jest potrzebna reprezentacja pacjenta przez radcę prawnego czy adwokata. Jednak w mojej (i wielu naszych klientów) ocenie, są sprawy o takim stopniu skomplikowania, że poszkodowany pacjent lub rodzina zmarłego pacjenta zwyczajnie mogą sobie nie poradzić z klarownym przedstawieniem przebiegu leczenia i analizą, czy i dlaczego doszło do zdarzenia medycznego. Kluczowe jest takie uzasadnienie zarzutów we wniosku do Funduszu, by zwiększyć szanse na wydanie korzystnej decyzji. Poniżej przestawię ważne informacje o FKZM, które trzeba znać, zastanawiając się nad skierowaniem sprawy na tę ścieżkę.

FKZM a przedawnienie

Wniosek do Funduszu składa się w ciągu 1 roku od dowiedzenia się o zakażeniu, uszkodzeniu ciała, rozstroju zdrowia albo śmierci pacjenta, ale nie później niż 3 lata od zdarzenia. Jest to więc termin krótszy niż na złożenie pozwu. Czy w takim razie można najpierw złożyć wniosek do FKZM, a w razie decyzji odmownej rozważać drodę sądową? Zasadniczo tak, ale trzeba pamiętać o przedawnieniu. Postępowania przed Rzecznikiem w praktyce trwają nie 3 miesiące, a niekiedy i rok.

Najważniejsza informacja jest taka, że przedawnienie zostaje „zamrożone” na czas postępowania przed Rzecznikiem, ale po jego zakończeniu biegnie dalej, z pozostałym wcześniej czasem. Dotyczy to wyłacznie roszczeń cywilnych o naprawienie szkody wynikłej z tego samego zdarzenia medycznego, którego dotyczy wniosek do Funduszu. Naprościej można to ując tak: wniosek do Funduszu chroni przed „uciekaniem” terminu przedawnienia na czas postępowania, ale po zakończeniu postępowania zegar rusza dalej, a nie od początku.

Ważne informacje o FKZM – czy pozytywna decyzja daje jakiś przywileje?

Przywilej w leczeniu przysługuje wtedy, gdy pacjent otrzyma świadczenie kompensacyjne, a RPP w decyzji stwierdzi, że zdarzenie medyczne spowodowało poważne następstwa zdrowotne. Po uprawomocnieniu decyzji pacjent otrzymuje zaświadczenie, na podstawie którego może korzystać poza kolejnością ze świadczeń opieki zdrowotnej. Ma do tego prawo przez okres wskazany w zaświadczeniu, ale nie dłużej niż 5 lat od jego wydania. NFZ wskazuje, że chodzi m.in. o świadczenia w szpitalach i ambulatoryjną opiekę specjalistyczną. W leczeniu ambulatoryjnym termin nie powinien być późniejszy niż 7 dni roboczych od zgłoszenia, gdy nie da się udzielić świadczenia w dniu zgłoszenia.

Ważna informacja o FKZM dla pacjenta: trzeba dopilnować, aby w toku postępowania złożyć wniosek o zawarcie w decyzji adnotacji, że zdarzenie spowodowało poważne następstwa zdrowotne.

Czy mogę złożyć wniosek do FKZM gdy toczy się postępowanie karne?

Tak. Samo toczące się postępowanie karne nie jest przeszkodą do złożenia wniosku do Funduszu Kompensacyjnego Zdarzeń Medycznych. Zdarza się jednak, że Rzecznik w takim przypadku zawiesza postępowanie do czasu zakończenia sprawy karnej. W mojej opinii nie jest to jednak prawidłowa praktyka.

Przeszkodą do złożenia wniosku do FKZM są przede wszystkim sprawy cywilne i wcześniejsze uzyskanie jakiejkolwiek kwoty odszkodowania za błąd medyczny lub naruszenie praw pacjenta. Ustawa wymaga oświadczenia, że w sprawie objętej wnioskiem nie toczy się i nie zakończyło się prawomocnie postępowanie cywilne o odszkodowanie, rentę lub zadośćuczynienie. Wymaga też oświadczenia, że wnioskodawca nie uzyskał już odszkodowania, renty, zadośćuczynienia od osoby odpowiedzialnej albo z OC.

W kontekście sprawy karnej ważne jest natomiast coś innego: postępowania funduszowego nie wszczyna się albo wszczęte umarza, jeżeli sąd już orzekł na rzecz wnioskodawcy obowiązek naprawienia szkody wyrządzonej przestępstwem, zadośćuczynienie za krzywdę albo nawiązkę.

Warto też pamiętać, że wnioskodawca musi zawiadomić RPP, jeżeli w toku postępowania zmienią się okoliczności objęte oświadczeniami z wniosku.

Czy jeśli pacjent jest nieprzytomny, to czy ktoś z rodziny może za niego złożyć wniosek?

Tak — pacjent nieświadomy albo faktycznie niezdolny do składania oświadczeń może być stroną postępowania, jeżeli żyje i chodzi o jego zakażenie, uszkodzenie ciała albo rozstrój zdrowia. To pacjent jest wnioskodawcą. Wniosek musi jednak być złożony w jego imieniu przez przedstawiciela ustawowego. Chodzi np. o osobę małoletnią albo ubezwłasnowolnioną.

Gdy pacjent jest nieprzytomny, ciężko chory i nie może świadomie złożyć wniosku, ale nie ma przedstawiciela ustawowego, nie może go zastąpić osoba bliska,  jeśli nie jest ustanowiona odpowiednia reprezentacja, np. kuratora albo opiekuna.

Fundusz Kompensacyjny Zdarzeń Medycznych - ważne informacje

Fundusz Kompensacyjny Zdarzeń Medycznych – ważne informacje

Co zrobić, jeśli doszło do kilku zdarzeń medycznych, w kilku szpitalach?

Nalezy złożyć osobne wnioski.

Czy po śmierci pacjenta o świadczenie z Funduszu osoby uprawnione muszą wystąpić razem?

Po śmierci pacjenta świadczenie z Funduszu może uzyskać każda uprawniona osoba z najbliższego kręgu, czyli:

  1. dziecko pacjenta — w tym dziecko przysposobione,
  2. rodzic pacjenta — w tym osoba przysposabiająca,
  3. małżonek pacjenta, o ile nie pozostawał w separacji,
  4. partner (konkubent), czyli osoba pozostająca z pacjentem we wspólnym pożyciu.

Świadczenie jest ustalane dla każdej uprawnionej osoby osobno, a nie jako jedna wspólna pula dla rodziny. Każdy z uprawnionych może samodzielnie wystąpić do Funduszu, nawet jeśli inni na to się nie zdecydują.

Czy mogę przyjąć świadczenie z Funduszu w imieniu dziecka?

Tak, to ważna informacja o FKZM. Rodzice są przedstawicielami ustawowymi dziecka i mogą wystąpić z wnioskiem o świadczenie kompensacyjne dla dziecka, ale trzeba pamiętać, że przyjęcie świadczenia z Funduszu oznacza zrzeczenie się dalszych roszczeń, także gdy pacjentem jest osoba małoletnia.

Przyjęcie świadczenia jest równoznaczne ze zrzeczeniem się roszczeń o odszkodowanie, rentę i zadośćuczynienie wynikających z tego zdarzenia medycznego.

W przypadku małoletniego Rzecznik wymaga uzyskania  zgody sądu opiekuńczego przed złożeniem takiego oświadczenia o przyjęciu świadczenia, ponieważ skutkiem jest rezygnacja z potencjalnych roszczeń majątkowych dziecka. To jest czynność przekraczająca zwykły zarząd majątkiem małoletniego. Rodzicom nie wolno samodzielnie zrzekać się takich roszczeń w imieniu dziecka. Kodeks rodzinny i opiekuńczy wymaga zezwolenia sądu opiekuńczego w ważniejszych sprawach dotyczących osoby lub majątku małoletniego.

Podsumowując:

  • złożenie samego wniosku do Funduszu — nie oznacza jeszcze zrzeczenia się roszczeń i nie wymaga zgody sądu tylko z tego powodu
  • przyjęcie przyznanego świadczenia w imieniu małoletniego — oznacza zrzeczenie się roszczeń, więc należy wystąpić do sądu opiekuńczego o zezwolenie na złożenie oświadczenia o przyjęciu świadczenia.

Jak sprawdzić ile mogę otrzymać z Funduszu?

Przed złożeniem wniosku sprawdź, czy spełniasz przesłanki do uzyskania świadczenia. Możesz wykonać krótki test, składający się z kilku pytań – dzięki temu otrzymasz informację czy w Twojej sprawie możliwe jest ubieganie się o przyznanie świadczenia. Kliknij w link, żeby przejśc do testu: Świadczenie Kompensacyjne.