Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Jak uzyskać odszkodowanie?

Opinia biegłego o opinii biegłego

Jolanta Budzowska24 maja 20243 komentarze

Sprawa jest na tyle bulwersująca, że po krótkiej informacji na profilu kancelarii BFP, postanowiłam rozwinąć wątek na blogu. Chodzi – po raz kolejny – o nierzetelne praktyki ubezpieczycieli, którzy szukają każdego pretekstu, by pozbyć się problemu w postaci poszkodowanych pacjentów, którym należy się odszkodowanie. Opinia biegłego jest często sednem problemu.

Takim pretekstem może być bowiem w szczególności pozbawiona sensu opinia biegłego – orzecznika, wybranego i opłacanego przez ubezpieczyciela, na którego rzecz tenże orzecznik ma wydać „obiektywną” opinię.

Było tak. Złożyliśmy wniosek o wypłatę zadośćuczynienia w związku z błędnym postępowaniem lekarza prowadzącego ciążę. Ubezpieczyciel odmówił i powołał się na opinię swojego biegłego – orzecznika, który był zdania, że leczenie było super.

Reklamacja w postępowaniu likwidacyjnym

Złożyliśmy więc reklamację wskazując, że biegły – orzecznik napisał w opinii oczywiste bzdury. Biegły – orzecznik okopał się w swoim absurdalnym stanowisku. Poprosiliśmy ubezpieczyciela, żeby przyjrzał się sprawie, bo jest oczywista. Wystarczy przeczytać ze zrozumieniem pismo, zawierające nasze argumenty, opinię orzecznika i nasze do niej zarzuty. Bez efektu.

Koło ratunkowe dla ubezpieczyciela:)

W reklamacji od kolejnej decyzji odmownej ubezpieczyciela napisałam tak:

„W załączeniu do niniejszego maila przesyłam reklamację w związku z Państwa decyzjami z dnia xx i yy 2023 r. w sprawie szkody XXX dotyczącej Państwa YYY.

Uprzejmie polecam Państwa uwadze tę reklamację (i sprawę), ponieważ opinia Państwa orzecznika jest kuriozalnie nieprawidłowa, co z kolei zaowocowało decyzją odmowną.  Aktualne poglądy nauki medycznej na kwestię  (…) są całkowicie odmienne od prezentowanych przez Państwa, sprzecznych z obowiązującym prawem, tez.

Żywię głęboką nadzieję, że uda się Państwu znaleźć opiniującego, który wyda merytorycznie poprawną oraz rzetelną ekspertyzę, na której podstawie będą Państwo mogli zająć stanowisko w sprawie. Wnioskując z treści decyzji, opiniujący nie posiada w opiniowanym zakresie aktualnej wiedzy medycznej.

Zwracam się z uprzejmą prośbą o ponowne rozpatrzenie sprawy i zlecenie sporządzenia ekspertyzy medycznej z zakresu położnictwa i ginekologii przez lekarza posiadającego odpowiednie kwalifikacje.”

Chyba byłam zbyt miła, bo nie poskutkowało.

Opinia biegłego o opinii

Uznałam, że nie możemy tej sprawy tak zostawić. Oprócz podjęcia decyzji o pozwie, klienci złożyli na biegłego działającego na rzecz ubezpieczyciela skargę do Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej wskazując, że lekarz biegły – orzecznik głosi „prawdy” sprzeczne z aktualną wiedzą medyczną.

„Zawiadamiam o podejrzeniu popełnienia przewinienia zawodowego przez lek. YY (nr prawa wykonywania zawodu: YYYYY numer rejestru: VVV), które to przewinienie polegało na: wydaniu opinii medycznej w postępowaniu likwidacyjnym rażąco niezgodnej ze wskazaniami aktualnej wiedzy medycznej, co stanowi naruszenie art. 4 w zw. z art. 2 Ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty, która to opinia i przedstawiony sposób postępowania leczniczego godzi nie tylko w bezpieczeństwo pacjenta, ale także w etykę lekarską, podważając zaufanie do zawodu lekarza, co z kolei stanowi naruszenie art. 1 Kodeksu etyki lekarskiej.”

Rzecznik zlecił sporządzenie opinii o opinii.

Oto jej wnioski:

Opinia biegłego

Opinia biegłego

Mały sukces, a cieszy

Nie ukrywam, że to, że udało się przebić głową mur, było dla mnie niemałym zaskoczeniem.

Biegły powołany przez Rzecznika podszedł do sprawy niezwykle rzetelnie i przyznał nam rację, uzasadniając to punkt po punkcie.  Zakładam, że następnym etapem będzie skierowanie wniosku do Sądu Lekarskiego o ukaranie biegłego – orzecznika.. Będzie to w pełni zasłużone przez niego postępowanie w sprawie odpowiedzialności zawodowej.

I kto powie, że pacjent, który jest ofiarą błędu medycznego i który ma rację, nie ma pod górkę? Ale my się łatwo nie poddajemy!   

Więcej historii z życia codziennego naszej kancelarii można przeczytać na profilu BFP na FB oraz na Instagramie.

O trudnościach w pozyskaniu rzetelnych opinii można też przeczytać tutaj:

„Opinia biegłego w sprawie medycznej: dobra czy zła?” 

„Listonosz zawsze dzwoni dwa razy”

Z kolei o tym, jak przebiega likwidacja szkody przez ubezpieczycieli, napisałam m.in. tutaj:

„Encefalopatia i uraz mózgu w oczach ubezpieczycieli i sądu”

Zapraszamy!

Doznałeś szkody w trakcie leczenia? Podejrzewasz błąd lekarski? Pierwszą rzeczą, jaką  powinieneś  zrobić, to uzyskać dokumentację  medyczną z placówki, w której się leczyłeś. Pozwoli to na analizę przebiegu Twojego leczenia, ocenę jego prawidłowości, a także ustalenie innych kwestii. Szczególnie istotne może być na przykład to, czy udzieliłeś prawidłowej zgody na leczenie.

Jak dostać odszkodowanie za błąd medyczny?

Zanim przejdziesz do kolejnych części tego artykułu, muszę jedno zaznaczyć wyraźnie. Nie rekomenduję samodzielnego – bez konsultacji z prawnikiem, rozpoczynania wyjaśniania sprawy i próby uzyskania odszkodowania za błąd lekarski. Dlaczego? Łatwo na tym etapie popełnić nieodwracalne błędy. Na przykład dać szansę lekarzowi na „podkoloryzowanie” dokumentacji medycznej, zażądać zbyt niskiej rekompensaty za błędne leczenie czy doprowadzić do przedawnienia roszczeń. Dlatego dalszy ciąg tekstu jest informacją o tym, jakie kroki podejmuje się po kolei, ale nie jest radą, by robić to na własną rękę.

Gdzie zgłosić błąd lekarski?

Nim złożysz ewentualny pozew do sądu, zgodnie z przepisami musisz spróbować rozwiązać spór na drodze pozasądowej. W tym celu powinieneś wezwać do zapłaty szpital, czy inną placówkę medyczną lub lekarza oraz ich ubezpieczycieli. Do ubezpieczyciela zgłaszasz błąd lekarski, o ile oczywiście uzyskałeś wcześniej informację o danych ubezpieczyciela.

Ubezpieczyciel zawsze poprosi Cię o dokumentację medyczną z przebiegu twojego leczenia. Jest ona niezbędna do tego, aby ubezpieczyciel dokonał analizy sprawy i zasadności twoich roszczeń w ramach tzw. postępowania likwidacyjnego.

Dokumentacja medyczna musi zostać udostępniona następującym podmiotom na ich wniosek:

  • pacjentowi;
  • przedstawicielowi ustawowemu pacjenta;
  • osobie upoważnionej przez pacjenta.

Zatem pacjentowi dotyczącą go dokumentację medyczną udostępnia się na każde jego żądanie.

Jak uzyskać dokumentację medyczną?

Dokumentację medyczną dziecka powinno się udostępnić jego rodzicom lub opiekunowi, zaś w przypadku osoby częściowo ubezwłasnowolnionej – kuratorowi, a osobie całkowicie ubezwłasnowolnionej – jej opiekunowi.

Upoważnienie do udostępniania dokumentacji medycznej osobie upoważnionej przez pacjenta zachowuje moc prawną również po jego śmierci.

Jak uzyskać dokumentację medyczną po śmierci pacjenta?

Osobno uregulowana została kwestia udostępniania dokumentacji medycznej po śmierci pacjenta. W takiej sytuacji dokumentacja powinna zostać udostępniona na wniosek:

  • osoby upoważnionej przez pacjenta za życia;
  • osoby, która w chwili zgonu pacjenta była jego przedstawicielem ustawowym;
  • osoby bliskiej, chyba że udostępnieniu sprzeciwi się inna osoba bliska lub sprzeciwił się temu pacjent za życia.

Życie nie znosi próżni, a prawo nie reguluje niestety wszystkich możliwych sytuacji.

Przykładowo można zadać pytanie, kto może żądać dostępu do dokumentacji medycznej pacjenta w stanie wegetatywnym lub w stanie śpiączki, który wcześniej nie upoważnił nikogo do dostępu do dokumentacji w placówce medycznej, z której dokumentację chcemy pozyskać?

Zgodnie z orzecznictwem przyjmuje się, że jeśli taki pacjent złożył kiedykolwiek takie upoważnienie choćby w innej placówce medycznej, zachowuje ono moc i może stanowić podstawę udostępnienia dokumentacji medycznej z innej placówki tej osobie, na rzecz której zostało ustanowione.

W Internetowym Koncie Pacjenta (IKP) każdy może online upoważnić dowolną osobę do dostępu do jego dokumentacji medycznej – jest to najlepsze zabezpieczenie dla sytuacji opisanej powyżej.

 Na wniosek uprawnionego dokumentacja medyczna powinna być udostępniona niezwłocznie.

Jak w praktyce uzyskać dostęp do dokumentacji medycznej?

Tyle w teorii. A jak to wygląda w praktyce? Niestety często zdarza się, że pacjent, czy inna osoba uprawniona czeka znacznie dłużej niż przewiduje to prawo na udostępnienie mu dokumentacji medycznej. Jak można temu zaradzić? Niestety nie ma szybkiej, skutecznej metody. Jeden z naszych klientów czekał aż osiem miesięcy na udostępnienie mu dokumentacji, nim zgłosił się po pomoc do naszej kancelarii.

Jak uzyskać dokumentację medyczną

Jak uzyskać dokumentację medyczną

Na kłopoty: Rzecznik Praw Pacjenta

Dostęp do dokumentacji medycznej to prawo pacjenta. Osoba upoważniona do dostępu do dokumentacji medycznej może więc zwrócić się do Rzecznika Praw Pacjenta celem podjęcia postępowania wyjaśniającego. Jeśli Rzecznik Praw Pacjenta stwierdzi naruszenie prawa pacjenta w powyższym zakresie, może skierować wystąpienie do podmiotu udzielającego świadczeń zdrowotnych.

Podmiot udzielający świadczeń zdrowotnych, obowiązany jest niezwłocznie poinformować Rzecznika o podjętych działaniach lub zajętym stanowisku. W idealnym świecie powinien zatem udostępnić dokumentację medyczną upoważnionej i poinformować o tym Rzecznika.

A co jeśli nadal tego nie zrobi? Dostępna jest jeszcze jedna droga prawna – możliwe jest złożenie do sądu administracyjnego skargi na bezczynność placówki medycznej w udostępnianiu dokumentacji medycznej.

Sąd może zobowiązać placówkę medyczną do udostępnienia dokumentacji medycznej w określonym terminie. Może  również wymierzyć grzywnę lub przyznać na rzecz skarżącego od placówki medycznej określoną w przepisach sumę pieniężną.

Wzory wniosków, które pomogą uzyskać dokumentację medyczną, można znaleźć na stronie kancelarii BFP.

 

Wpis powstał we współpracy z  mec. Anną Miśtal-Kluś z kancelarii BFP.

 

Lekarz jest pijany? A może zachowuje się dziwnie, nerwowo, jest splątany? Może być uzależniony. I może w pracy „być pod wpływem”. Niekoniecznie zresztą alkoholu. Według amerykańskich badań*, lekarze mają skłonności do nadużywania substancji psychoaktywnych należących do różnych grup. Najczęściej nadużywany jest alkohol, w dalszej kolejności dożylne opioidy, takie jak fentanyl i sufentanyl. Uzależnieni lekarze często zapewniają sobie dostęp do tych substancji w pracy.

Lekarz jest „pod wpływem”?  

„Pijany lekarz w pracy” to temat pojawiający od czasu do czasu w mediach. Nie tak dawno opisano przypadek chirurga onkologa, który przyjmował pacjentów po pijanemu. Policję zawiadomiła kobieta czekającą w kolejce w przychodni, gdy inna pacjentka, wychodząc z gabinetu lekarza na korytarzu powiedziała: – On prawdopodobnie jest pijany.

Praca pod wpływem alkoholu i narkotyków

Z kolei tarnowska prokuratura prowadziła dochodzenie w sprawie lekarza, który miał posiadać narkotyki i pracować pod wpływem alkoholu. Lekarz został zatrzymany. Przedstawiono mu też zarzut posiadania narkotyków. Policja ujawniła przy nim, a także w jego rzeczach w pomieszczeniu służbowym, ok. 62 gramów narkotyków w postaci marihuany, haszyszu oraz amfetaminy.

Według ustaleń policji, lekarz pełnił dyżur na oddziale ginekologiczno-położniczym w stanie nietrzeźwości. Służby zawiadomiła osoba, która zgłosiła, że jeden z lekarzy szpitala może być pod wpływem alkoholu. Okazało się, że organizmie lekarza było ok. 1 promila alkoholu. Dodatkowo, test wykonany przez policję wykazał możliwość obecności w organizmie lekarza haszyszu i amfetaminy.

Jak udowodnić, że lekarz jest pijany?

Po pierwsze, w przypadku podejrzenia, że lekarz pracuje pod wypływem alkoholu lub niedozwolonych substancji, należy od razu zawiadomić policję. Jeśli zrobimy to po fakcie, to upływ czasu utrudnia, a w większości przypadków uniemożliwia ustalenie, czy lekarz na pewno w tym stanie leczył pacjentów. Być może pił alkohol lub użył środków psychoaktywnych już po wyjściu z pracy?

W takich przypadkach rutynowo powinna być też jak najszybciej zabezpieczona dokumentacja medyczna pacjentów i monitoring. Na ich podstawie można ustalić, jakie konkretnie czynności podczas świadczenia pracy podejmował lekarz.

Prokuratura powinna też zabezpieczyć dokumentację dotyczącą gospodarki lekowej w danym podmiocie leczniczym. Dotyczy to szczególnie sytuacji, gdy podejrzewa się, że substancje psychoaktywne lekarz pozyskiwał nielegalnie w pracy.

Czy lekarzowi nie wolno przyjmować leków typu: dożylne opioidy?

Lekarz nie może wykonywać czynności zawodowych pod wpływem alkoholu, środka odurzającego lub innej podobnie działającej substancji lub środka.

Środek odurzający to każda substancja powodująca obniżoną sprawności. Może to polegać na obniżonej zdolności psychomotorycznej, na przykład wydłużenie czasu reakcji, drżenie rąk, niezborność ruchów, zawroty głowy, osłabienie refleksu, senność, osłabienie uwagi, ospałość.

Obniżona sprawność może także polegać na zakłóceniu procesów psychicznych. Chodzi konkretnie o zakłócenie logicznego myślenia, urojenia, zaburzenia poczucia czasu i przestrzeni, stan euforyczny czy fałszywe poczucie zwiększonej sprawności.

Odpowiedź brzmi więc: nie. Lekarz nie może przyjmować pacjentów pod wpływem dożylnych opioidów. W charakterystyce tych produktów leczniczych wyraźnie wskazuje się, że przyjmowanie tych leków może powodować obniżoną sprawność.

Lekarz pod wpływem

Lekarz pod wpływem

Co grozi lekarzowi „pod wpływem”?

Czy w każdym przypadku przyjmowanie pacjentów „pod wpływem” to przestępstwo?

Nie.

Jeśli biegli ocenią jednoznacznie, że stan nietrzeźwości albo bycie pod wpływem środków odurzających nie miały wpływu przebieg leczenia pacjentów, to lekarzowi nie można postawić zarzutu narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu przez osobę, na której ciąży obowiązek opieki nad pacjentami (art. 160 kk).

Pijany lekarz odpowiada za wykroczenie 

Lekarz pracujący w stanie po użyciu alkoholu lub pod wpływem innego środka odurzającego albo innej podobnie działającej substancji, odpowiada jednak zawsze za wykroczenie. Wykroczenie z art.  70 § 2 Kodeksu wykroczeń jest zagrożone karą aresztu albo grzywny w wysokości do 5000 zł.

 

***

*McLellan i wsp.2 przeprowadzili 5-letnie, przekrojowe badanie z udziałem 904 lekarzy; 87% badanych stanowili mężczyźni, którzy byli uczestnikami 16 stanowych programów leczenia lekarzy (PHP – Physician Health Program). Do nadużywanych substancji należały: alkohol – 50,3% przypadków, opioidy – 35,9%, związki psychostymulujące – 7,9%, pozostałe substancje – 5,9%. Spośród badanych 50% przyznawało się do nadużywania kilku substancji, 13,9% do stosowania środków dożylnych, a 17% do wcześniejszego uczestniczenia w terapii uzależnień. Źródło: Po Dyplomie. https://podyplomie.pl/medycyna/27089,problem-uzaleznien-psychofizycznych-wsrod-lekarzy

Monitoring w szpitalu, a dokładnie obecność kamer w większości podmiotów leczniczych już nikogo nie dziwi. Podobnie – standardem stało się w postępowaniach karnych o błąd medyczny zabezpieczanie przez prokuratora prowadzącego śledztwo zapisu z kamer. Nagrania z monitoringu przydają się też czasem w procesach cywilnych. Na przykład w zakresie ustalenia chronologii wydarzeń na SOR czy przemieszczania się personelu.

Warto jednak wiedzieć, czy podmiot leczniczy ma pełną dowolność w nagrywaniu wszystkiego, co wiąże się z przebiegiem leczenia pacjenta, czy też są w tym zakresie jakieś ograniczenia.

O monitoringu napisałam już sporo w poście: „Monitoring – kamery w szpitalu”, a nawet rozdział książki. Od tamtej pory zmieniły się jednak przepisy. Czy na korzyść pacjentów? W mojej ocenie raczej nie.

Monitoring w szpitalu – stan prawny na 2024 r.

Obecnie kierownik podmiotu leczniczego może samodzielnie określić w regulaminie organizacyjnym sposób obserwacji każdego z pomieszczeń, w których są udzielane świadczenia zdrowotne. Jeśli chodzi na przykład o szpital, to wystarczy, że dyrektor uzna, iż jest to konieczne w procesie leczenia pacjentów lub do zapewnienia im bezpieczeństwa.

Decyzja powinna być oczywiście uzasadniona. Ma też zapewniać ochronę danych osobowych, a także uwzględnić prawo do intymności i godności pacjenta. Przynajmniej w teorii, bo w praktyce różnie bywa. Nagle na przykład okazuje się, że kąt ustawienia kamer się nie zmienił, za to układ łóżek na sali chorych już tak. A w kamerze widać znacznie więcej, niż powinno…

Monitoring – bezpieczeństwo pracowników

Monitoring wizyjny w pomieszczeniach ogólnodostępnych uzasadnia się też potrzebą zapewnienia bezpieczeństwa pracownikom, nie tylko pacjentom. To akurat nie dziwi, szczególnie jak sobie przypomnimy akcję pacjenta z Miechowa, który uznał, że zbyt długo czeka na pomoc w SOR. Polecam dla przypomnienia materiał: „SORry tu Yanek #13 – Demolka SOR w Miechowie”

Monitoring w szpitalu to monitoring wizyjny!

Monitoring, to nagrywanie obrazu, nie dźwięku!

Przepisy mówią o tym że ma on służyć „obserwacji pomieszczeń” i  że prowadzi się go za pomocą „urządzeń umożliwiających rejestrację obrazu”. Przetwarzanie tak wrażliwych informacji podlega wszelkim zasadom właściwym ochronie danych osobowych.

Wykluczone jest więc używanie w zainstalowanych w szpitalu kamerach funkcji  nagrywania dźwięku. To jest jak najbardziej zrozumiałe. Przecież w rozmowach powadzonych przez pacjenta z personelem czy z odwiedzającymi może padać wiele informacji czy to objętych tajemnicą lekarską i pielęgniarską, czy po prostu bardzo prywatnych. Ujawniane są najbardziej wrażliwe dane dotyczące naszego stanu zdrowia czy stanu psychicznego. Na nagrywanie „z dźwiękiem” pracowników szpitala nie zezwala też kodeks pracy.

Nagrania obrazu można przetwarzać wyłącznie dla celów zapewnienia bezpieczeństwa pacjentów i personelu, i przechowywać maksymalnie przez 3 miesiące.

Przymus bezpośredni – izolacja

Wyjątek w zakresie monitoringu przewiduje Ustawa o ochronie zdrowia psychicznego. Kiedy stosowany jest w stosunku do pacjenta przymus bezpośredni w formie izolacji, to:

  • pomieszczenie w którym przebywa pacjenta musi być wyposażone w instalację monitoringu. Ma to umożliwić stały nadzór nad osobą z zaburzeniami psychicznymi przebywającą w izolacji.  Taki monitoring jest też narzędziem kontrolnym. Można za jego pomocą sprawdzić,  jak wykonywane są przez personel czynności związane z tym rodzajem środka przymusu bezpośredniego;
  • osobę, wobec której zastosowano przymus bezpośredni w formie unieruchomienia, umieszcza się w pomieszczeniu jednoosobowym, ew. w wieloosobowym, ale osłaniając ją od innych osób;
  • monitorowanie i utrwalanie zapisu dźwięku z pomieszczenia nie może obejmować informacji objętych tajemnicą spowiedzi lub tajemnicą prawnie chronioną, np. tajemnicą lekarską.

Iluzoryczne prawo pacjenta

Dlaczego uważam, co zasygnalizowałam na wstępie, że tak szerokie uprawnienia dla dyrektora szpitala, to raczej zły kierunek? Bo pacjent jest na takiej pozycji, że może jedynie zdecydować o tym, że nie wyraża zgody na monitoring. Czyli albo – albo. Jeśli się nie zgadza, kamery powinno się wyłączyć. Ale w praktyce trudno mi wyobrazić sobie, że zestresowany pacjent, na przykład podczas przygotowywania do operacji, ma głowę do tego, żeby przejąć się informacją, że znajduje się w monitorowanej sali i oświadczyć, że nie wyraża zgody na rejestrację obrazu.

Monitoring w szpitalu

Monitoring w szpitalu

Kto odpowiada za monitoring w szpitalu?

Po drugie, przekazanie praktycznie nieograniczonych uprawnień w zakresie monitoringu dyrektorowi szpitala rodzi ryzyko, że sposób prowadzenia monitoringu i nadzór nad materiałami z nagrań wymknie się spod kontroli.

Zwykle w praktyce w szpitalu nikt tym, jak funkcjonuje monitoring, się przesadnie nie przejmuje. W pewnej prowadzonej przeze mnie sprawie karnej jednym z wątków jest zarzut utrudniania śledztwa. Oskarżony lekarz wprowadził w błąd policję twierdząc, że kamery w szpitalu nie mają funkcji nagrywania, podczas gdy jak najbardziej miały i w dacie rozmowy z policją mogły być zabezpieczone…

Dziś,  zgodnie z art.23a ust. 1a Ustawy o działalności leczniczej to

„Kierownik podmiotu wykonującego działalność leczniczą odpowiada za wykorzystywanie monitoringu zgodnie z przepisami prawa.”

Zobaczymy, jak ten przepis będzie funkcjonował w praktyce, gdy kiedyś okaże się, że regulamin organizacyjny swoje, a życie – w zakresie wykorzystywania monitoringu w szpitalu – swoje.

 

 

Nieczytelna dokumentacja medyczna

Jolanta Budzowska01 marca 20242 komentarze

Nieczytelna dokumentacja medyczna jest obiektem częstych żartów na różnych forach i grupach wsparcia w mediach społecznościowych. Quiz na temat: „kto odczyta co tu jest napisane” jest okazją do zaprezentowania swoich umiejętności odczytywania tzw. wężyków w historii choroby.

Żarty jednak na bok. Przecież nikt bez przyczyny nie zwraca się o wydanie mu dokumentacji medycznej. A jeśli już się zwraca, to chciałby ją otrzymać w wersji, która umożliwia zapoznanie się z jej treścią. Co, jeśli dokumentacja prowadzona jest odręcznie i w dodatku nieczytelnie?

Nieczytelna dokumentacja medyczna i co dalej?

Jeden z naszych klientów był dokładnie w takiej sytuacji. Udostępniona dokumentacja została sporządzona odręcznie i była zupełnie nieczytelna. Pacjent zwrócił się więc do lekarza o przepisanie dokumentacji pismem komputerowym. Lekarz w gabinecie zażądał podania przyczyny, po co pacjentowi to jest potrzebne.  Pacjent odmówił. Słusznie, bo nie musi uzasadniać korzystania ze swojego prawa pacjenta.

Na to lekarz odpowiedział, że nie ma możliwości przepisania dokumentacji medycznej. I co więcej: nie zamierza tego robić. Pacjent złożył skargę do Rzecznika Praw Pacjenta i czeka na jego decyzję.

Kto ma rację w tym sporze?

Naruszenie prawa pacjenta do informacji oraz do dokumentacji medycznej

Zgodnie z art. 9 Ustawy z dnia 6 listopada 2008 r. o prawach pacjenta i Rzecznik Praw Pacjenta (w skrócie: u.p.p.) pacjent ma prawo do informacji o swoim stanie zdrowia.  Żeby pozyskać pełne informacje, trzeba na ogół sięgnąć do dokumentacji medycznej.  Dlatego art. 23 u.p.p. gwarantuje nam też prawo dostępu do takiej dokumentacji.

Prawo do dokumentacji medycznej  jest jednym z fundamentalnych praw pacjenta. Przysługuje każdemu pacjentowi.

Podmiot leczniczy ma obowiązek umożliwić pacjentowi realizację jego prawa. Robi to prawidłowo tylko wtedy, gdy pacjent bez przeszkód może dowiedzieć się jakie informacje  znajdują się w jego dokumentacji oraz jakich świadczeń zdrowotnych mu udzielono.

Nieczytelny „rękopis” to naruszenie praw pacjenta

Faktem jest, że w opisywanej sprawie lekarz udostępnił pacjentowi dokumentację medyczną. Jednak wydał tę dokumentację  w takim stanie, w jakim ją sporządził. Czyli kompletnie nieczytelną. Prawo pacjenta do informacji o swoim stanie zdrowia, a także prawo do dokumentacji medycznej, zostało więc naruszone.

Prawo reguluje to, jak ma być prowadzona dokumentacja.  Wpis w dokumentacji medycznej dokonuję się  „niezwłocznie po udzieleniu świadczenia zdrowotnego, w sposób czytelny i w porządku chronologicznym.”*

Jeśli udostępniona pacjentowi dokumentacja medyczna jest nieczytelna i nie spełnia wymogów określonych w cytowanym rozporządzeniu, to narusza to prawo pacjenta do informacji o jego stanie zdrowia.

Lekarz (i każdy podmiot leczniczy) ma więc obowiązek „uczytelnienia” dokumentacji medycznej przed jej wydaniem pacjentowi, albo na jego żądanie. Rodzi to nierzadko szereg problemów dla podmiotu leczniczego.

Zdarzyło mi się już, że nikt w przychodni nie był w stanie „odcyfrować” pisma lekarza, który zmarł. Czasem szpital ma też problem, żeby dotrzeć do lekarza, który zmienił miejsce pracy. Kiedyś nawet sam autor wpisu nie był w stanie „przetłumaczyć na polski” na sali sądowej tego, co wcześniej nabazgrał w dokumentacji.

No, ale nie jest to problem pacjenta. Jakości dokumentacji medycznej trzeba pilnować na bieżąco. To jeden z obowiązków organizacyjnych podmiotu leczniczego.

 

 

*Zgodnie z § 4 pkt 1 rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 14 kwietnia 2020 r. w sprawie rodzajów, zakresu i wzorów dokumentacji medycznej oraz sposobu jej przetwarzania