Skarga nadzwyczajna

Jolanta Budzowska        10 stycznia 2019        2 komentarze

To będzie krótka historia długiego procesu o błąd medyczny. Postępowanie wciąż trwa. Ale najciekawsze w tym wszystkim jest to, że prawdopodobnie już wkrótce przyjdzie  nam – czyli zespołowi prawników z kancelarii BFP – w praktyce sprawdzić, jak w sprawach lekarskich sprawdza się nowy “wynalazek” procedury sądowej: instytucja skargi nadzwyczajnej. 

Błąd lekarza

Jest rok 2010.  W pewnym szpitalu nie rozpoznano u pacjenta na czas udaru i opóźniono właściwe leczenie. Doszło do poważnej niepełnosprawności młodego mężczyzny. U poszkodowanego wystąpił tzw. „zespół zamknięcia” – zachowując świadomość, nie był w stanie się poruszać i utracił zdolność mówienia. Komunikował się przez mruganie powiekami. Przez błąd lekarski nadal jest całkowicie niezdolny do samodzielnej egzystencji i zdany na opiekę osób trzecich.

Pozew o odszkodowanie za błąd medyczny

W 2011 roku wnieśliśmy pozew, domagając się odszkodowania, renty i zadośćuczynienia dla pacjenta oraz zadośćuczynienia dla jego małoletniego syna i żony. Było oczywiste, że więzi rodzinne zostały dramatycznie zakłócone na skutek stanu zdrowia ojca i męża.

Wyrok w sprawie błędnego leczenia

Wyrok Sądu I instancji zapadł w końcu 2014 roku. Wygraliśmy co do zasady. Pacjent dostał rekompensatę finansową, w tym rentę. Sąd dostrzegł też, że syn pacjenta trwale utracił możliwość aktywnego udziału ojca w jego wychowaniu i uczestniczenia w przyszłości w dorosłym życiu syna.  Więź między małżonkami całkowicie została zerwana. Sąd  Okręgowy przyznał więc bliskim pacjenta odpowiednie zadośćuczynienie. Szczegóły sprawy podał Prokurator Generalny w komunikacie o wniesieniu skargi: “Skarga nadzwyczajna Prokuratora Generalnego dotycząca zadośćuczynienia dla członków rodziny za błąd medyczny”.

Apelacja od wyroku w sprawie o błąd medyczny

Po apelacji pozwanego szpitala, Sąd Apelacyjny zmienił jednak to rozstrzygnięcie, oddalając powództwo syna i żony w całości. Ten wyrok zapadł w 2016 roku.

W uzasadnieniu swojego wyroku Sąd Apelacyjny wskazał, że nie ma wątpliwości, iż więź rodzinna jest dobrem osobistym. W uzasadnieniu pojawiło się jednak małe ale

Sąd  uznał, że więzi rodzinne, owszem, są chronione przez prawo, ale tylko przed zerwaniem. Z  zaskarżonego wyroku wynikało poza tym, że Sąd oczekuje od powodów „cierpliwej postawy” ukierunkowanej na odbudowanie i pielęgnację relacji rodzinnych, mimo wszelkich obiektywnych przeszkód i przeciwności losu.

Sąd Apelacyjny dodał również – traktując ten argument jako koronny – że więzi rodzinnych uznawanych za dobro osobiste nie można mylić ze „stanem zadowolenia z udanego pożycia rodzinnego”; takiego zadowolenia nikt bowiem nie może nikomu gwarantować. Tym samym za stan „braku zadowolenia” nikt nie może ponosić odpowiedzialności…

Odmowa przyjęcia skargi kasacyjnej do rozpoznania

Nie zgodziliśmy się z takim sposobem myślenia. Niestety, nasza skarga kasacyjna od tego wyroku nie została przyjęta do rozpoznania – odmowna decyzja SN zapadła na początku 2017 roku.

I tu uwaga!

Sąd Najwyższy argumentował, że poruszone przez nas w skardze kasacyjnej wątpliwości dotyczące uznania więzi rodzinnych za dobro osobiste oraz dotyczące istnienia po stronie osób najbliższych poszkodowanego, który na skutek czynu niedozwolonego doznał ciężkiego i trwałego uszczerbku na zdrowiu, roszczenia o zadośćuczynienie, zostały “dostatecznie wyjaśnione w dotychczasowym orzecznictwie”.

Jak to? Przecież właśnie w skardze podwaliśmy przykłady rozbieżnych orzeczeń… Niestety, na tym etapie dialogu z Sądem już nie ma 🙁

Sprawa wydawała się już ostatecznie zakończona. Niestety, nie na korzyść bliskich ciężko poszkodowanego przez błąd lekarski pacjenta.

Różne oblicza SN 

Kiedy jednak rok później Sąd Najwyższy rozpatrywał w innej naszej sprawie skargę kasacyjną dotyczącą tego samego zagadnienia, wbrew cytowanemu wyżej postanowieniu uznał, że opisywane wyżej wątpliwości nie tylko istnieją i nie są dostatecznie wyjaśnione, ale wręcz są tak poważne, że wymagają uchwały składu 7 sędziów Sądu Najwyższego!

W efekcie, w uchwale z dnia 27 marca 2018 r. Sąd Najwyższy stwierdził, że:

“​Sąd może przyznać zadośćuczynienie za krzywdę osobom najbliższym poszkodowanego, który na skutek czynu niedozwolonego doznał ciężkiego i trwałego uszczerbku na zdrowiu.”

Nie mogliśmy nie przypomnieć sobie przy tym wcześniejszego niefortunnego – zgoła odmiennego! – rozstrzygnięcia w sprawie bliskich pacjenta poszkodowanego przez udar. Wcześniejsze postanowienie o odmowie przyjęcia skargi kasacyjnej do rozpoznania (to z 2017 roku) zamknęło nam jednak dalszą drogę w tamtym procesie. Czy aby na pewno?

Otóż nie!

Póki jest nadzieja, nie poddajemy się!

Do sprawy powróciliśmy od razu, jak tylko została wprowadzona instytucja skargi nadzwyczajnej. Przewiduje ona możliwość składania do Sądu Najwyższego skarg nadzwyczajnych na prawomocne wyroki polskich sądów z ostatnich 20 lat. Skarga nadzwyczajna od orzeczenia kończącego postępowanie w sprawie, które uprawomocniło się przed 3 kwietnia 2018 r., mogła być jednak wniesiona jedynie przez Prokuratora Generalnego lub Rzecznika Praw Obywatelskich.

W tej sprawie do naszego wniosku o wniesienie skargi przychylił się Prokurator Generalny i …

Skarga nadzwyczajna została wniesiona!

Dlaczego mieliśmy rację, argumentując we wniosku do Prokuratora Generalnego, że skarga nadzwyczajna powinna być przez niego wniesiona? Ponieważ:

  • kwestionowany przez nas wyrok SA nie może zostać uchylony ani zmieniony w trybie innych nadzwyczajnych środków zaskarżenia – skarga kasacyjna nie została wcześniej uwzględniona, a żadne inne środki zaskarżenia powodom obecnie nie przysługują;

 

  • kwestionowany wyrok SA narusza wolności i prawa człowieka i obywatela określone w Konstytucji w sposób rażący narusza przepis art. 23 k.c., art. 24 k.c. oraz art. 448 k.c., przez ich błędną wykładnię. SA odmówił najbliższym poszkodowanego pacjenta prawa do zadośćuczynienie za utratę więzi rodzinnych, a Uchwałą składu 7 Sędziów Sądu Najwyższego z dnia 27 marca 2018 r. przesądzono przecież, że: „Sąd może przyznać zadośćuczynienie za krzywdę osobom najbliższym poszkodowanego, który na skutek czynu niedozwolonego doznał ciężkiego i trwałego uszczerbku na zdrowiu”;

 

  • wniesienie skargi nadzwyczajnej w tej sprawie było konieczne dla zapewnienia praworządności i sprawiedliwości społecznej.

Co teraz?

Ruch po stronie SN

Mamy rok 2019. Czy Sąd Najwyższy rozpozna skargę nadzwyczajną przed upływem 10 lat od daty feralnego leczenia? Czas – nomen omen – pokaże. Trzymajcie kciuki!

PS. Po zakończeniu opisywania tej historii uświadomiłam sobie, jak duże pokłady cierpliwości musi czasem mieć i pacjent, i jego pełnomocnik, aby doprowadzić sprawę o błąd medyczny do końca… Na szczęście, nam – czyli zespołowi mojej kancelarii – jej nie brakuje! I tak już od 20 lat 🙂

W to drugie lewo: czy możliwe jest pomyłkowe podanie leku?

Jolanta Budzowska        27 grudnia 2018        2 komentarze

Świadkowie szpitala w procesach związanych z pomyłkami w podaniu leku zarzekają się na sali rozpraw, że to niemożliwe.

Lekarze przecież zawsze wpisują w kartę zleceń  odpowiednie zlecenia, a pielęgniarki nigdy nie kiwną palcem bez pisemnego zlecenia lekarza i zawsze uważnie sprawdzają:

  • lek
  • dawkowanie
  • tożsamość pacjenta
  • drogę podania

i

  • zawsze podają lek na czas.

Czyżby?

Gdyby tak było, to świat byłby idealny, a pacjenci nie ponosiliby konsekwencji tragicznych pomyłek w dawkowaniu leków.

Kto czasami myli strony świata? Każdemu chyba zdarzyło zwrócić się w prawo, gdy polecenie brzmiało: “w lewo”. Mój kolega w takich sytuacjach spokojnie powtarza: ” w to drugie lewo”…

A kto pomylił choć raz cukier z solą i posolił herbatę? No właśnie…

Jednak wbrew pozorom, udowodnienie błędu w podaniu leku nie jest takie łatwe. Co więcej, pomyłkowe podanie leku nie zawsze jest prostą konsekwencją roztargnienia pielęgniarski czy jej niesumienności.

W Krakowie, po 2,5 latach śledztwa, Prokuratura zdecydowała się właśnie postawić zarzuty w związku z wydarzeniem, do którego doszło w 2016 roku. Trzymiesięczne niemowlę zmarło po tym, jak otrzymało niewłaściwy lek: zamiast chlorku sodu (NaCl) dziecku zaaplikowano ampułkę z chlorkiem potasu (KCl). Dwóm lekarkom prokuratura zarzuca narażenie dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, bo zleciły podanie zbyt dużej dawki potasu. Pielęgniarce postawiono zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci dziecka na skutek nieprawidłowego wykonania zaleceń lekarzy.

Wydawałoby się, oczywisty błąd medyczny, za który winni mają ponieść surową karę.

Przyczyna takich – wydawałoby się – banalnych pomyłek w podaniu leku może jednak być bardziej złożona. Tak było i w tym przypadku: do braku staranności lekarzy i pomyłki pielęgniarki dodać można fatalną organizację pracy, brak wystarczającej liczby pielęgniarek i ich niewystarczające przeszkolenie z zasad resuscytacji.

Czy to mogą być okoliczności łagodzące dla winnych śmierci dziecka? Odpowiedź przyniesie proces karny.

Z pewnością jednak przy takiej skali błędów organizacyjnych łatwiej o błąd człowieka i omyłkowe podanie leku.  W procesie cywilnym o odszkodowanie o zadośćuczynienie będą to zatem okoliczności obciążające pozwany szpital…

Więcej na temat procesów dotyczących pomyłek w podaniu leków można przeczytać w innych moich wpisach:

Błąd pielęgniarki- tragiczna pomyłka. Kolejna.

Błąd pielęgniarki czy błąd organizacyjny?

Pomyłka w podaniu leku

Przyczynienie się poszkodowanego, czyli neapolitańskie refleksje

Jolanta Budzowska        14 grudnia 2018        Komentarze (0)

Przyczynienie się poszkodowanego

Neapol, argumenty ubezpieczycieli

Prawnicy procesowi żyją na walizkach, bo siłą rzeczy nie ma wyboru: czasem w poniedziałek trzeba być w sądzie w Warszawie, we wtorek w Kluczborku, a i od środy do piątku też nie zawsze blisko domu. Na szczęście taka kumulacja wyznaczonych rozpraw nie jest stanem permanentnym.

 

Obowiązek dokształcania się lekarzy i prawników

Nasilenie aktywności Sądów jest widoczne głównie jesienią, kiedy sędziowie po urlopach z nową energią zabierają się do orzekania, i do około połowy grudnia, kiedy zaczyna tykać zegar statystyki:) Ta jesienna “górka” dotyczy też konferencji. Prawnicy, zresztą podobnie jak lekarze, mają obowiązek stałego dokształcania się. Ja co prawda od lat regularnie mam nadmiar punktów szkoleniowych (przyznawanych przez nasz samorząd m.in.za publikację artykułów), ale i tak cenię sobie udział w specjalistycznych szkoleniach. Za te medyczne, co prawda, punkty mi nie przysługują, ale czego się dowiem na seminariach dla ginekologów i anestezjologów, to moje 😉 Jakoś więc muszę zmieścić we wrześniowo-listopadowym kalendarzu nie tylko rozprawy, ale i wybrane konferencje.  Przynajmniej przy okazji, wczesnym  rankiem i nocą, kiedy się nie obraduje, co nieco zwiedzę…

 

“Zobaczyć Neapol i umrzeć”

Te słowa Goethego nie oznaczają bynajmniej zachwytu. Niegdyś Neapol jako miasto portowe był siedliskiem najróżniejszych chorób ściąganych w te strony z różnych części świata. Dlatego dla wielu handlarzy czy odwiedzających te okolice wizyta w mieście kończyła się naprawdę źle… Dziś oczywiście takiego zagrożenia już nie ma, a samo miasto jest zdecydowanie warte zwiedzenia.

Tak, tym razem i ja “bawiłam” w Neapolu. Co prawda, konferencja dotyczyła głównie wypadków komunikacyjnych, ale w programie znalazło się sporo ciekawych wykładów ogólnie na temat odszkodowania za szkodę na zdrowiu, czyli dokładnie tego, czym zajmuję się na co dzień. Spojrzenie na problem z innej, niż tylko polska, perspektywy bardzo poszerza horyzonty. A gdy dodatkowo uczestniczy się w konferencji podmiotów, które zwykle stoją po przeciwnej stronie sali sądowej, niż ty, czyli w tym przypadku ubezpieczycieli – to robi się jeszcze ciekawiej!

 

Czego tym razem się dowiedziałam?

Na przykład tego, że zakłady ubezpieczeń, broniąc się przed odpowiedzialnością, będą drobiazgowo badały, czy zachowanie poszkodowanego:

  1. nie przyczyniło się do zwiększenia rozmiaru szkody na zdrowiu,
  2. nie zapobiegło zwiększeniu szkody na zdrowiu lub
  3. nie zwiększyło szkody materialnej.

Niby nic nowego (pisałam o tym m.in. w poście: “To wina matki”), ale wydaje się, że determinacja ubezpieczycieli rośnie i trzeba być dobrze przygotowanym na takie zarzuty.

 

Przykłady argumentów zakładów ubezpieczeń?

  • jeśli poszkodowany pacjent jest Świadkiem Jehowy i odmawia poddania się terapii niezgodnej z jego przekonaniami religijnymi, to ma do tego prawo, ale musi się liczyć z konsekwencjami ewentualnego negatywnego wpływu takiej decyzji na proces jego dochodzenia do zdrowia i wziąć za to odpowiedzialność,
  • jeśli poszkodowany pacjent nie odbywa zalecanej rehabilitacji, ubezpieczyciel będzie chciał prawdopodobnie wykazać, że jego końcowy stan zdrowia jest przez to gorszy, a zatem, że przyczynił się do powstania szkody i w związku z tym zadośćuczynienie i odszkodowanie powinno być niższe,
  • jeśli poszkodowany pacjent, wymagający całodobowej wykwalifikowanej opieki (lub jego rodzina) obstaje przy pobycie w domu i terapii domowej, a koszty takiego rozwiązania są znacząco wyższe, niż pobyt i leczenie na takim samym poziomie w specjalistycznej placówce, to ubezpieczyciel może nie odpowiadać finansowo za takie “nieadekwatne” koszty.

Brzmi groźnie, prawda? Co zatem robić, jak się uchronić od podobnych zarzutów?

 

Jak się przygotować do odparcia zarzutów o przyczynienie się poszkodowanego?

Kiedy nie uda nam się zarejestrować do lekarza na zalecaną wizytę kontrolną, bo pierwszy wolny termin jest na za dwa miesiące, udokumentujmy to, choćby krótką informacją z pieczątką z rejestracji. Kiedy nie możemy iść na rehabilitację, bo dopadło nas przeziębienie, miejmy zaświadczenie lekarskie. I tak dalej… Wiem, to kolejne obowiązki i obciążenia, gdy i tak nie wiadomo, w co ręce włożyć. Niestety, mamy dużo do stracenia.

Warto o tym pamiętać i będąc ofiarą błędu medycznego, jak najwcześniej poradzić się prawnika, jak się zachować: jak planować leczenie, jak dokumentować wydatki, jak udowodnić swoje racje. Trzeba bronić się przed próbami zaniżania zadośćuczynienia i odszkodowania za błąd lekarski. Polecam przy okazji mój wpis: “Gdzie szukać pomocy w sprawie o błąd lekarski”.

Czy może mi Pani polecić innego prawnika?

Jolanta Budzowska        03 grudnia 2018        3 komentarze

Oczywiście! Czasami zdarza się, że sama nie mogę podjąć się prowadzenia sprawy, którą jest gotowy powierzyć mi klient. Z różnych przyczyn, ale najczęściej wówczas, gdy:

  • klientowi przede wszystkim zależy na reprezentacji w postępowaniu karnym – przygotowawczym, a ja zajmuję się sprawami karnymi o błąd medyczny tylko wtedy, gdy poszkodowany pacjent jest jednocześnie zdecydowany na proces cywilny o odszkodowanie i zadośćuczynienie (niekoniecznie od razu),

 

  • zwraca się do mnie lekarz i chce, żebym go reprezentowała w sprawie wytoczonej przez pacjenta. W sporze lekarz – pacjent reprezentuję wyłącznie pacjentów. O tym dlaczego tak zdecydowałam,  można się tego dowiedzieć z wpisu na moim drugim blogu: bladprzyporodzie.com,

 

  • sprawa dotyczy szkody na zdrowiu, ale związanej z zabiegiem z zakresu chirurgii plastycznej, medycyny estetycznej, albo dotyczy usług kosmetycznych – prowadzenia takich spraw, poza nielicznymi wyjątkami – się nie podejmuję,

 

  • sprawa jest w ogóle poza zakresem specjalizacji kancelarii BFP, która – o czym wielu czytelników moich blogów może nie wiedzieć – poza sprawami dotyczącymi szkód na zdrowiu, zajmuje się także sprawami gospodarczymi!

 

Jeśli znam prawnika, który może pomóc, to zawsze kieruję mojego niedoszłego klienta w takie właśnie, dobre ręce. Dzisiaj zatem garść generalnych poleceń i rekomendacji (kolejność dowolna:-)):

  • odpowiedzialność za błędy medyczne w medycynie estetycznej, kosmetologii, za zabiegi kosmetyczne itd.:
  1. mec. Marek Koenner: autor bloga: “Legalny gabinet”
  2. mec. Izabela Nalepa – prowadzi blog “Błędy w zabiegach medycyny estetycznej”
  • reprezentacja lekarzy w postępowaniach przeciwko pacjentom:
  1. mec. Michał Badowski: blog: “Obrona lekarza w procesie”
  2. mec. Radosław Tymiński, autor bloga: “Prawa lekarzy”
  3. mec. Marek Koenner – i jego drugi blog: “Prawo dla lekarza”
  • sprawy z zakresu odpowiedzialności karnej gospodarczej i karnej skarbowej:
  1. mec. Łukasz Chmielniak – prowadzi blog “Białe kołnierzyki”
  • rozwody i sprawy rodzinne:
  1. mec. Agnieszka Swaczyna – blog “Bez prawa ani rusz”
  • windykacja należności:
  1. mec. Leszek Bloch – autor bloga: “Po stronie wierzyciela”.  Wszystkim – także moim czytelnikom i klientom – polecam dwa arcyciekawe i przydatne wpisy na blogu Pana Mecenasa Blocha: “Świadek. Jak się zachować i zeznawać w sądzie” oraz “Kto i gdzie siada na sali sądowej”.

 

Błąd medyczny, zdarzenie medyczne, NIK, Wojewódzkie Komisje i co dalej?

Jolanta Budzowska        02 grudnia 2018        2 komentarze

Mam w ręku „jeszcze ciepły” dokument – raport Najwyższej Izby Kontroli (NIK) o funkcjonowaniu Wojewódzkich Komisji ds. Orzekania o Zdarzeniach Medycznych: ”Pozasądowe dochodzenie roszczeń przez pacjentów. Informacja o wynikach kontroli”.  Pełny raport ma sporą objętość. Trzyma jednak czytelnika całkiem nieźle w napięciu przez wszystkie 77 stron, bo kontrola NIK ujawniła sporo nieznanych informacji o działalności Komisji!

Co to jest: Wojewódzka Komisja do spraw Orzekania o Zdarzeniach Medycznych?

Zanim przejdę do konkretów, to kilka słów wprowadzenia: Wojewódzkie Komisje orzekają na temat szpitalnych zdarzeń medycznych, które miały miejsce po 1 stycznia 2012 r. Komisje miały być szybką ścieżką dochodzenia roszczeń dla poszkodowanych pacjentów tak, aby pacjent – ofiara zdarzenia medycznego, który chce dochodzić odszkodowania i zadośćuczynienia za błąd medyczny, nie był „skazany” na wieloletni proces sądowy.

Co na temat działalności Wojewódzkich Komisji ds. Orzekania o Zdarzeniach Medycznych wykazała kontrola NIK?

Mówić krótko, raport NIK nie pozostawia wątpliwości co do tego, że póki co, Wojewódzkie Komisje nie spełniły nadziei, pokładanych w nich przez pacjentów:

  • postępowania zamiast 4 miesiące, trwają znacznie dłużej, w skrajnych przypadkach nawet 22 miesiące,

 

  • długi czas oczekiwania na opinie biegłych znacznie wydłużał czas postępowania, średni czas sporządzenia opinii biegłego to 59 dni, a zdarzyło się, że i 639 dni (blisko 22 miesiące!),

 

  • nawet, jeśli zostaje wydane orzeczenie o zdarzeniu medycznym, to szpitale nie są zainteresowane (!) wypłatą świadczeń adekwatnych do poniesionych przez pacjentów szkód, zaniżają proponowane zadośćuczynienie i odszkodowanie za błąd medyczny: 72 % pacjentów odrzuciło proponowaną przez szpital rekompensatę za szkodę na zdrowiu,

 

  • Komisje nie wyręczyły sądów, bo mimo ich funkcjonowania, pozew o błąd medyczny jest chętniej wybieraną przez pacjentów ścieżką dochodzenia roszczeń: w latach 2012-2017 do polskich sądów wpłynęło średnio 905 takich spraw rocznie.

I inne ciekawostki z raportu NIK na temat Wojewódzkich Komisji…

W Raporcie znalazło się też sporo innych, dających do myślenia, danych statystycznych:

  • blisko 70 % spraw z wniosku o ustalenie zdarzenia medycznego skończyło się orzeczeniem o braku zdarzenia medycznego, czyli pacjent nie miał racji…;

 

  • spośród medyków, zasiadających w Komisji, jedynie połowa to lekarze, 1/3 to pielęgniarki i położne, pozostała część to osoby wykonujące „inny zawód medyczny”;

 

  • w latach 2012-2017 do sądów okręgowych w I instancji (to tam trafiają najpoważniejsze sprawy związane z błędami medycznymi) wpłynęły 4284 sprawy. Roszczenia pacjentów zostały uwzględnione w całości lub w części w ponad 28 % spraw – czyli statystyka racji pacjenta jest mniej więcej taka sama, jak w przypadku Komisji… – pacjenci najczęściej przegrywają;

 

  • czas trwania postępowania sądowego przed sądami okręgowymi I instancji wydłużał się sukcesywnie na przestrzeni ostatnich lat: z 963,1 dnia w 2012 r. do 1057,8 dnia na koniec 2017, podobnie przed sądami apelacyjnymi: z 137,3 dnia do 263,0 dni (na koniec 2017 r.) i – uwaga – do 390,3 dnia na koniec I kwartału 2018 r.

W uproszczeniu: średni czas trwania procesu w I instancji można dziś szacować na ponad 3 lata, w postępowaniu apelacyjnym: grubo ponad rok! Według moich doświadczeń w największych sądach (przede wszystkim w Warszawie, w Katowicach, w Krakowie) postępowania trwają niestety jeszcze dłużej.

I wisienka na torcie, czyli co to jest błąd medyczny?

Zupełnie przy okazji, bo w części wstępnej Raportu dotyczącej orzekania o zdarzeniach medycznych ( a nie: błędów medycznych), NIK zawarł słowniczek pojęć, a w nim definicję błędu medycznego. Zacytuję, bo ilu prawników i ilu medyków, tyle tych definicji, więc nie zaszkodzi poznać poglądu NIK:

Błąd medyczny dotyczy działalności osoby wykonującej zawód medyczny i odnosi się do uchybień popełnionych przez nią w procesie leczenia, a więc stanowi naruszenie reguł postępowania ocenianych w kontekście nauki i praktyki medycznej”.

Czy obecny model funkcjonowania Komisji chroni pacjenta?

Nie. Wg NIK, obecny model Komisji nie chroni pacjenta i nie zapewnia mu skutecznego narzędzia dochodzenia odszkodowania i zadośćuczynienia za błąd medyczny. Funkcjonowanie Komisji wymaga reformy. Nie da się ukryć, że podzielam ten pogląd, ale z jednym zastrzeżeniem: wszczęcie postępowania przed Komisją nawet dzisiaj w pewnych sytuacjach może być znacznie korzystniejsze dla pacjenta, niż zawiadomienie prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa albo złożenie pozwu o odszkodowanie za błąd medyczny do sądu cywilnego.

Kiedy?

Zapraszam do lektury innych moich wpisów na temat Wojewódzkich Komisji ds. Orzekania o Zdarzeniach Medycznych, w tym ostatniego na ten temat plusów i minusów złożenia wniosku do Komisji: “Wojewódzka Komisja do Spraw Orzekania o Zdarzeniach Medycznych”. 

Zapraszam także do kontaktu:-)  kancelaria BFP:

krakow@bf.com.pl

tel.:+48124280070 

Wojewódzkie Komisje ds Orzekania o Zdarzeniach Medycznych

Sąd Okręgowy w Warszawie – Sąd czy Wojewódzka Komisja?