Zadośćuczynienie dla osób najbliższych poszkodowanego

Jolanta Budzowska        14 sierpnia 2018        Komentarze (0)

Czas na podsumowanie, bo mamy już komplet: Sąd Najwyższy opublikował uzasadnienia do wszystkich trzech Uchwał składu siedmiu sędziów, wydanych 2 marca 2018 roku. Pierwsza Uchwała zapadła w sprawie o błąd okołoporodowy (sygn. akt III CZP 60/17*), druga została wydana na wniosek Rzecznika Finansowego (sygn. akt III CZP 36/17), trzecia na wniosek Komisji Nadzoru Finansowego (sygn. akt III CZP 69/17). Można więc uznać, że w sprawach dotyczących prawa do zadośćuczynienia dla osób najbliższych ciężko poszkodowanej ofiary wypadku czy błędu medycznego, mamy do czynienia z ugruntowanym orzecznictwem.  

Teza powołanych uchwał jest taka sama:

„Sąd może przyznać zadośćuczynienie za krzywdę osobom najbliższym poszkodowanego, który na skutek czynu niedozwolonego doznał ciężkiego i trwałego uszczerbku na zdrowiu.”

 Sąd Najwyższy

Czy uzasadnienia uchwał się różnią?

Nieznacznie. Stanowisko Sądu Najwyższego jest zbieżne i konsekwentne. Uchwała w sprawie o sygn. akt.  III CZP 36/17 nieco bardziej precyzyjnie niż uchwała w sprawie o sygn. akt. III CZP 60/17 rozpoznaje rozumienie dobra osobistego w postaci prawa do zachowania więzi rodzinnych i konkretyzuje, jaki uszczerbek na zdrowiu poszkodowanego musi zaistnieć wskutek czynu niedozwolonego, aby kwalifikować go jako źródło krzywdy u jego najbliższych. Warto dodać, że w ocenie SN najważniejsza jest istota tego dobra osobistego.  Nadana mu nazwa ma drugorzędne znaczenie, skoro rozumienie dobra jest takie samo.

Ciężki uszczerbek na zdrowiu poszkodowanego

Zdaniem SN, taki skutek zostanie uzyskany, gdy naruszenie więzi w skutek ciężkiego uszczerbku lub rozstroju zdrowia doprowadzi do podobnego skutku, jak przy śmierci osoby bliskiej, to jest do całkowitego uniemożliwienia realizacji więzi bliskości i więzi emocjonalnej. W toku procesu konieczne jest zatem stwierdzenie, czy w wyniku ciężkiego uszczerbku na zdrowiu poszkodowanego doszło do „definitywnego i porównywalnego ze stanem śmierci unicestwienia więzi bliskości”. Mowa zatem o przypadkach „głębokiego upośledzenia funkcji życiowych wskutek uszczerbków zdrowia najcięższych, nieodwracalnych i wyłączających możliwość zachowania bliskości”, gdy mamy do czynienia z poważnym i trwałym inwalidztwem.

Z kolei w Uchwale III CZP 69/17 Sąd Najwyższy wskazuje wprost na sytuację trwałego stanu śpiączki pourazowej, stanu wegetatywnego, czy też związanego z uszkodzeniem mózgu. Nie chodzi przy tym o stan prowadzący do „zaburzenia, zakłócenia lub pogorszenia więzi, lecz do faktycznej niemożliwości nawiązania i utrzymywania kontaktu właściwego dla danego rodzaju stosunków – w szczególności więzi łączącej dzieci i rodziców– z powodu ciężkiego i głębokiego stanu upośledzenia funkcji życiowych” (Uchwała III CZP 60/17).

To pierwsze kryterium.

 Stosunek bliskości

Drugie to obiektywny stosunek bliskości z poszkodowanym.

Sąd Najwyższy podkreślił, że „kryterium obiektywnym określenia stosunku bliskości kształtującego treść i zakres prawa związanego z omawianym dobrem może być zarówno formalny stosunek prawnorodzinny(małżeństwo, przysposobienie), jak i stosunek niesformalizowany pod względem prawnym, wymagający udowodnienia przez uprawnionego (konkubinat, rodzina zastępcza, związek partnerski).”

Silna więź emocjonalna

Trzeci, kolejny warunek, aby można było mówić o prawie do zadośćuczynienia dla osób najbliższych poszkodowanego, to konieczność udowodnienia, że z poszkodowanym łączył jego najbliższego nie tylko formalny stosunek bliskości (np. fakt bycia rodziną), ale także rzeczywista więź emocjonalna; że związek między najbliższymi miał charakter szczególny.

„Istnienie więzi bliskości nie jest uzależnione wyłącznie od egzystencji fizycznej osób uprawnionych, lecz od istnienia wszystkich elementów, które się na nią składają. Od ustaleń faktycznych dokonanych w konkretnej sprawie zależy stwierdzenie, czy w wyniku doznania przez poszkodowanego trwałego uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia doszło do definitywnego i porównywalnego ze stanem śmierci unicestwienia więzi bliskości.”

Warto pamiętać, że nie jest wystarczające udowodnienie, iż doszło do zmiany charakteru składników życia rodzinnego lub ich pogorszenia. Naruszenie dobra osobistego w postaci więzi bliskości ma miejsce wyłącznie wtedy, gdy:

„następuje trwałe wyeliminowanie tych wszystkich elementów, które są istotne dla funkcjonowania związku, takich jak prowadzenie wspólnego gospodarstwa w znaczeniu rzeczowym i fiskalnym, wzajemna pomoc, wychowanie dzieci, wspólne spędzanie czasu oraz więź emocjonalna i fizyczna.”

Krzywda pod stronie osoby najbliższej

Krzywda doznawana przez bliskich jest krzywdą niezależną, stanowiącą naruszenie ich własnej sfery niemajątkowej, a nie pośrednią. Nie może być jedynie refleksem krzywdy doznanej przez ofiarę wypadku (innego zdarzenia szkodzącego). Oznacza to, że w procesie o zadośćuczynienie dla osoby bliskiej należy udowodnić, że to osoba bliska doznaje (własnej) krzywdy, wynikającej z naruszenia więzi bliskości.

Sąd Najwyższy zwrócił przy tym uwagę na połączenie dobra osobistego w postaci więzi rodzinnej z poczuciem własnej wartości jako podstawy godności człowieka, czyli wewnętrznego aspektu czci, stwierdzając, że:

„obejmuje ono także elementy dobra w postaci integralności psychicznej człowieka, skoro dotyczy cierpienia i braku poczucia bliskości drugiej osoby, czy akceptacji. W wielu przypadkach czyn szkodzący wywołuje u osoby bliskiej poszkodowanego rozstrój zdrowia fizycznego lub psychicznego, co stanowi element naruszenia dobra osobistego w postaci zdrowia”.  

Odnośnie rozmiaru krzywdy, Sąd w tej samej Uchwale dostrzegł, że cierpienie osoby najbliższej związanej z takim chorym jest dojmujące w dłuższym okresie czasu, a intensywność́ poczucia bezsilności i braku nadziei nie mniejsza niż̇ doznania związane ze śmiercią̨.” (III CZP 69/17)

Kryterium obiektywne

Spełnienie powyższych czterech warunków powinno być weryfikowalne przy zastosowaniu kryteriów obiektywnych:

„Ustalenie wskazanych okoliczności, przy zastosowaniu kryteriów obiektywnych, powinno stanowić miarodajną podstawę faktyczną oceny, czy doszło do naruszenia przez sprawcę czynu niedozwolonego dóbr osobistych osoby bliskiej przez uniemożliwienie utrzymywania więzi rodzinnej we właściwych jej przejawach.”

Zdaniem Sądu Najwyższego należy mieć na uwadze, że przyznanie zadośćuczynienia na podstawie art. 448 k.c. jest zastrzeżone do dyskrecjonalnej władzy sądu („sąd może przyznać́”), zatem „uwzględnienie żądania następuje dopiero po wykazaniu, że zaistniały przedstawione, wyjątkowe okoliczności, wskazujące na konieczność́ zrekompensowania rzeczywiście zaistniałej krzywdy niemajątkowej” (III CZP 69/17).

Jakie (jak wysokie) zadośćuczynienie dla osób najbliższych poszkodowanego?

Nie tylko stwierdzenie istnienia w danych okolicznościach faktycznych prawa do rekompensaty, ale i określenie wysokości odpowiedniej sumy zadośćuczynienia należy do tzw. prawa sędziowskiego.

W sprawie sygn. akt I CSK 472/16*, w ramach której Sąd skierował do składu siedmiu sędziów zagadnienie prawne do rozstrzygnięcia, i w której zapadła Uchwała III CZP 60/17, SN wydał w dniu 15 czerwca 2018 r. wyrok, w którym oddalił skargę kasacyjną pozwanego, znając tym samy uznał za odpowiednie zasądzone przez Sąd Apelacyjny w Warszawie zadośćuczynienie 300 tys. zł. dla matki dziecka, 200 tys. zł. dla ojca. Trzeba jednocześnie podkreślić, że zadośćuczynienia w tej dokładnie wysokości było dochodzone pozwem, a Sąd nie mógł wykroczyć poza żądanie pozwu (art. 321 kpc).

Jeszcze przed wydaniem powołanych na wstępie Uchwał, zapadły m.in. następujące wyroki:

  • Wyrok Sądu Okręgowego w Katowicach* z dnia 17 czerwca 2016 roku sygn. akt I C 223/12, zgodnie z którym Sąd przyznał rodzicom poszkodowanego przy porodzie (w stopniu obecnie lekkim) dziecka po 60 tys. zł. zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych w postaci prawa do więzi rodzinnej (art. 448 kc) – wyrok prawomocny,
  • Wyrok Sądu Okręgowego w Nowym Sączu*  z dnia 23 marca 2017 roku sygn. akt I C 241/12, zgodnie z którym Sąd przyznał matce poszkodowanego przy porodzie (w stopniu obecnie umiarkowanym) dziecka 20 tys. zł. zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych w postaci prawa do więzi rodzinnej (art. 448 kc) – wyrok prawomocny,
  • Wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie*  z dnia 4 maja 2017 roku sygn. akt I C 29/15, zgodnie z którym Sąd przyznał rodzicom poszkodowanego przy porodzie (w stopniu obecnie znacznym) dziecka po 100 tys. zł. zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych w postaci prawa do więzi rodzinnej (art. 448 kc) – wyrok nieprawomocny,
  • Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie* z dnia 19 maja 2017 roku sygn. VI A Ca 151/16, zgodnie z którym Sąd przyznał rodzicom poszkodowanego przy porodzie (w stopniu obecnie znacznym) dziecka: matce 150 tys. zł., ojcu 100 tys. zł. zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych w postaci prawa do więzi rodzinnej (art. 448 kc) – wyrok prawomocny.

Wybrane wyroki wydane po uchwałach:

  • Wyrok Sądu Okręgowego w Ostrołęce* z dnia 9 lutego 2018 roku sygn. akt I C 224/12, zgodnie z którym Sąd przyznał matce poszkodowanego przy porodzie (w stopniu obecnie znacznym) dziecka 120 tys. zł. zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych w postaci prawa do więzi rodzinnej (art. 448 kc) – wyrok prawomocny,
  • pierwszy Wyrok Sądu Najwyższego wydany po omawianych uchwałach – Wyrok z dnia 24 kwietnia 2018 r. sygn. akt. V CSK 300/17: Sąd Okręgowy we Wrocławiu zasądził po 150 tys. zł. dla rodziców, którzy zrezygnowali z pracy i opiekują się dorosłą córką w stanie wegetatywnym, SA we Wrocławiu powództwo oddalił, ale SN uchylił jego wyrok.

Jak widać, zadośćuczynienia przyznawane osobom najbliższym nie podlegają standaryzacji, a wysokość odpowiedniej rekompensaty będzie każdorazowo zależeć od okoliczności faktycznych danej sprawy.

*Wyroki wydane w sprawach prowadzonych przez kancelarię autorki: Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni

Pani Mecenas, ile potrwa sprawa medyczna w sądzie?

Jolanta Budzowska        03 sierpnia 2018        2 komentarze

Można powiedzieć, że mam za sobą typowy dzień. Kilka maili z szybkimi pytaniami ze strony Klientów i moimi odpowiedziami, konsultacja telefoniczna, pismo procesowe z pytaniami do biegłych napisane w pociągu, analiza akt sprawy w czytelni sądowej (wpłynęła opinia biegłego ginekologa-położnika! już trzecia w tej sprawie…), wreszcie rozprawa z dwugodzinnym przesłuchaniem innego biegłego, potem spotkanie z Klientami. No i pociąg powrotny z Warszawy do Krakowa – czas na przyjemności, czyli czas na blog. Miałam napisać o wnioskach, jakie nasunęły mi się po dzisiejszej lekturze opinii biegłych, ale zwyciężył inny temat: jak to, co się dzieje w sądownictwie, rzutuje na procesy o błąd medyczny?

Proces o błąd medyczny a sprawa polska

Nie da się ukryć, że sytuacja w sądach się gwałtownie pogarsza. Nie chcę wchodzić w politykę, ale z perspektywy pełnomocnika i poszkodowanych jest coraz gorzej. Nawet oficjalne statystyki to potwierdzają: “Coraz dłuższe postępowania sądowe”. Do niedawna byłam optymistką, zapewniałam, że czas rozpatrywania spraw się skraca, bo sędziowie coraz lepiej sobie radzą z trudną materią procesów o błąd medyczny, i że byłoby wręcz idealnie, gdyby nie biegli, których jest mało i którzy zbyt często wydają opinie nieprzydatne dla wyjaśnienia sprawy.

Dziś niestety jestem zmuszona zmienić zdanie. Sąd okręgowy (gdzie trafiają sprawy poważniejsze, i z reguły toczą się i tak szybciej, niż w sądach rejonowych) odroczył mi właśnie rozprawę na dzień … 28 stycznia 2019 roku. Pół roku przerwy między kolejnymi rozprawami!

Sędzia też człowiek

I nie, to nie jest zła wola czy lenistwo sądu. To konsekwencja braków kadrowych w sądach i tego, że choćby sędzia był najlepiej zorganizowany, to ma do dyspozycji tylko 24-ro godzinną dobę.  Brakuje nie tylko sędziów, szczególnie w takich ośrodkach, jak Warszawa. Dramatycznie brakuje też personelu administracyjnego. Co z tego, że na przykład sędzia wydał w grudniu zarządzenie o zobowiązaniu pozwanego do uzupełnienia wniosku o zwolnienie od kosztów sądowych, kiedy zostało ono wysłane do strony w maju następnego roku, bo nie miał kto fizycznie wydrukować pisma, przedstawić do podpisu sędziemu i przekazać do wysyłki… Sprawa pół roku stała w miejscu.

Jeśli kogoś interesują blaski i cienie pracy sędziego w Polsce, to zachęcam do przeczytania wywiadu, jakiego anonimowo udzielił mi przed paroma miesiącami, kiedy i tak sytuacja nie wyglądała jeszcze tak źle jak teraz, jeden z sędziów: “Wszystko, co chciałbyś wiedzieć o tym, jak pracują sędziowie, a o co nie możesz zapytać”. To, co powiedział, daje do myślenia.

Był już w historii taki moment, jeszcze kilka lat temu, że udawało się proces o błąd medyczny zakończyć w pierwszej instancji w 3 lata. Mimo pogorszenia warunków funkcjonowania sądów, do niedawna jeszcze sędziowie “dawali radę”. Łatali dziury, nadrabiali zaległości. A teraz? Mechanizmy kompensacyjne, jakby to powiedział biegły medyk, żywego organizmu sądów polskich się wyczerpały. Nie ma co liczyć na szybkie zakończenie sprawy o błąd lekarski. Marzenie ściętej głowy. Jeśli na jednej rozprawie przesłuchujemy zwykle 3-4 świadków, a średnia przerwa między rozprawami ma się wydłużyć do około 6 miesięcy, to łatwo policzyć, że samo przeprowadzenie dowodu z zeznań świadków w przeciętnym procesie zajmie około 2 lat. A gdzie czas na sporządzenia opinii przez – często wielu – biegłych?

Ciemność widzę, ciemność

Nawet, gdy uda się w rozsądnym czasie kilku (!) lat doprowadzić do wygranej poszkodowanego pacjenta, to apelacja szpitala i zakładu ubezpieczeń jest pewna jak w banku. Czyli należy jeszcze doliczyć czas postępowania apelacyjnego. W Sądach Apelacyjnych średni czas oczekiwania na rozpatrzenie apelacji to – z mojego doświadczenia – rok.  Co potem? Nie zapominajmy, że w sprawach medycznych stosunkowo często wnoszona jest przez pozwanych także skarga kasacyjna. Trafia do Sądu Najwyższego. A tam? Czarna dziura. Nikt nie wie, co będzie:-(

Co nas nie zabije, to nas wzmocni

Czy to wystarczający powód, aby rezygnować z walki o swoje prawa, gdy doszło do błędu medycznego?

Nie!

Trzeba tylko uwzględnić te wszystkie okoliczności w strategii procesowej i na przykład, najwcześniej jak się da, występować z wnioskiem o zabezpieczenie powództwa i rentę tymczasową. Wówczas poszkodowany dysponuje niemal od początku procesu przynajmniej pieniędzmi na pokrycie bieżących kosztów rehabilitacji i leczenia. Na zadośćuczynienie za błąd w leczeniu (powiększone o odsetki za czas trwania procesu!) może – w miarę spokojnie – poczekać… O tym, jak i kiedy można uzyskać taką rentę, napisałam w poście “Skąd wziąć pieniądze na leczenie”.

Nie pozostaje więc nic innego jak uzbroić się w cierpliwość w myśl zasady, że jeśli przeżyliśmy leczenie, to damy radę wszystkiemu!

 

 

 

Gdzie byłam, kiedy mnie nie było?

Jolanta Budzowska        23 lipca 2018        2 komentarze

To chyba najdłuższa przerwa pomiędzy kolejnymi wpisami na blogu – niemal miesiąc. Mam nadzieję, że tęskniliście😉

Przyczyn było kilka.

Pierwszy to tradycyjny o tej porze roku (wakacje!) natłok pracy, wiążącej się z tym, że wszystko, co sędziowie „wypychają” przed urlopami (zobowiązania do zajęcia stanowiska w sprawie, doręczenie opinii biegłego z zakresu medycyny itd.) ląduje na biurkach pełnomocników, w tym moim. Drugi raz w roku podobna „sezonowość”, kiedy listonosz doręcza do kancelarii dziennie po kilkadziesiąt listów z sądów w całej Polsce, daje się nam we znaki w grudniu: wtedy jest to sygnał, że sądy pracują nad statystykami i starają się wyprowadzić na prostą, co tylko się da.

Druga – ważniejsza – przyczyna, to służbowy wyjazd na konferencję w Stanach Zjednoczonych. Od kilku lat jestem członkinią AAJ (American Association for Justice) – amerykańskiej organizacji zrzeszającej prawników zajmujących się szkodami na zdrowiu. W ramach kancelarii na co dzień współpracujemy z wieloma kancelariami zagranicznymi, w tym z USA. Dotyczy to nie tylko spraw o błąd medyczny, ale przede wszystkim wypadków drogowych (m.in. sprawa wypadku komunikacyjnego członków zespołu The Dillinger Escape Plan) i lotniczych (np. LOT 016 – lądowanie Boinga 767, pilotowanego przez kpt. Wronę) czy produktów niebezpiecznych (np. endoprotez).

bład lekarski

Na dorocznej konferencji AAJ, w której bierze udział zwykle około 2 tys. prawników, byłam już drugi raz. Bardzo męczące (wykłady i seminaria przez 5 dni od rana do wieczora…), ale i bardzo rozwijające. A przede wszystkim: inspirujące.

personal injury lawyers

Jolanta Budzowska i Gabriela Lenarczyk

Procedurę cywilną mamy kompletnie różną, ale pewne nietuzinkowe narzędzie procesowe nadają się i u nas do zastosowania od ręki podczas przesłuchiwania biegłych czy analizy dowodów – przeciwnicy procesowi: strzeżcie się, mam nową broń i nie zawaham się jej użyć;-)

A wpis merytoryczny już wkrótce! Tymczasem zapraszam do kontaktu mailowego: krakow@bf.com.pl lub telefonicznego:tel:+48124280070

I czy ktoś jeszcze nie widział naszej (już nie tak bardzo) nowej strony www.bf.com.pl? Czas to nadrobić:-)

Błędy lekarskie od zawsze wzbudzają żywe zainteresowanie mediów, więc często zwracają się do mnie dziennikarze z prośbą o komentarz. Kiedyś podsumowałam jakąś wypowiedź stwierdzeniem, że w procesie ze szpitalem o błąd medyczny trzeba być gotowym na wszystko. Pani redaktor pociągnęła temat: dlaczego?

Na przykład dlatego, że wcale nie są rzadkością sytuacje, kiedy na zdrowy chłopski rozum każdemu wydawałoby się, że już jest wszystko jasne, że to, co było wątpliwe, zostało wyjaśnione, kiedy po jednoznacznej opinii biegłego sąd rozstrzyga spór i wydaje korzystny dla poszkodowanego wyrok, to zwykle szpital i tak nie dość, że złoży apelację, to z uporem godnym lepszej sprawy będzie przekonywać, że czarne jest białe.

Właśnie mam w ręce akta sprawy, która jest dobrą ilustracją takiego podejścia pozwanych szpitala i jego ubezpieczyciela.

W przebiegu leczenia pacjenta poza wszelką wątpliwością doszło do błędu diagnostycznego, polegającego na nierozpoznaniu czerniaka. Wynik badania histopatologicznego wykonanego w szpitalu był błędny. Nie wskazywał na nowotwór. Pacjent uzyskał informację, że usunięty guzek miał charakter niezłośliwej zmiany, wyciętej radykalnie, podczas gdy w rzeczywistości cierpiał na czerniaka skóry, a zmiana nie została wycięta z marginesem zdrowych tkanek.

Czy doszło do naruszenia praw tego pacjenta: prawa do uzyskania przez niego (prawdziwej) informacji o stanie zdrowia?

Oczywiście tak, naruszono podstawowe prawo pacjenta:

„Art. 9.1. Pacjent ma prawo do informacji o swoim stanie zdrowia.”*

O prawidłowym wypełnieniu obowiązku informacyjnego decyduje przecież przede wszystkim to, czy lekarz przekazuje rzetelną informację, odpowiadającą rzeczywistemu stanowi rzeczy. Rzecz jasna, przepis nie mówi, że to ma być prawdziwa informacja, ale to chyba oczywiste? Nie mówi też, że ma to być np. „taka informacja, jaką lekarza posiada”, nie relatywizuje w żaden sposób obowiązku lekarza.

Bez dwóch zdań: pacjent nie został poinformowany o tym, że choruje na czerniaka. Na rok został bez leczenia, aż do postawienia właściwej diagnozy. Być może, lekarz prowadzący przekazałby mu inną, prawidłową informację, gdyby to lekarz patomorfolog wcześniej nie pomylił się w badaniu i przekazał lekarzowi prowadzącemu prawdziwą informację? Ale z drugiej strony: co proces wytwarzania nieprawdziwej informacji o jego stanie zdrowia obchodzi pacjenta?

Stop. A może jednak wszystko było ze strony szpitala w porządku?

Tak twierdzi pozwany:

„Szpital poinformował pacjenta w sposób zgodny ze swoimi ustaleniami. Nie podano informacji wpływającej bezpośrednio na stan zdrowia pacjenta”.

Czyli, przekładając na nasze: szpital miał taki wynik, jaki miał (że błędny, nie szkodzi), to taką informację przekazał pacjentowi. Więc właściwie czego pacjent (i Sąd) się czepia?

Pacjent niczego się nie czepia.

Pacjent dochodzi zadośćuczynienia za naruszenie prawa do informacji o swoim stanie zdrowia. I tylko tyle. Czarne jest – niestety – czarne.

*Ustawa o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta

Opieka nad poszkodowanym pacjentem – kto płaci?

Jolanta Budzowska        10 czerwca 2018        Komentarze (0)

Za opiekę nad pacjentem płaci ten, kto popełnił błąd medyczny, a ściślej: zwykle podmiot leczniczy, który zatrudnia lekarza lub pielęgniarkę. Płaci też ubezpieczyciel szpitala.

Renta na zwiększone potrzeby – opieka

Kiedy dojdzie do błędu medycznego i pacjent wymaga opieki: przejściowo lub na stałe, na kilka godzin lub całodobowo, przez jedną osobę lub kilka – koszt tej opieki jest składnikiem renty na zwiększone potrzeby. Takiej renty pacjent może się domagać w pozwie, kiedy już zdecyduje się wystąpić na drogę sądową o odszkodowanie za błąd medyczny i inne świadczenia.

Nie ma znaczenia, czy opiekun jest zatrudniany z firmy zewnętrznej czy też opiekę sprawuje osobiście członek rodziny.

Potwierdził to niedawno Sąd Apelacyjny w Warszawie wskazując w jednym z niedawnych orzeczeń*, że jeśli poszkodowany wymaga obecności osoby, która będzie wyłącznie do jego dyspozycji i będzie udzielała poszkodowanemu pomocy przy myciu, jedzeniu i czynnościach fizjologicznych, to nie można traktować takiego wsparcia jako ekstrawagancji czy luksusu.

Koszt opieki to koszt leczenia!

Korzystanie przez poszkodowanego z pomocy osób trzecich oraz związane z tym wydatki są kosztami leczenia w rozumieniu art. 444 § 1 k.c. Poszkodowany może domagać się zwrotu tych kosztów niezależnie od tego, kto na nim sprawował opiekę. Odszkodowanie może być wypłacane, gdy opiekę świadczy podmiot profesjonalny, jak i gdy nieodpłatnie wykonuje ją członek rodziny – orzekł Sąd Apelacyjny.

Fakt, że poszkodowany nie pokrywa bezpośrednio kosztów opieki sprawowanej przez rodzinę, nie oznacza, że jest to opieka bezpłatna. Przecież jej sprawowanie faktycznie uniemożliwia lub utrudnia członkom rodziny poszkodowanego podjęcie w tym czasie pracy zarobkowej i zmniejsza dochód całej rodziny.

Wynagrodzenie dla opiekuna – członka rodziny. Jak to wyliczyć?

Aby uzyskać zwrot takich kosztów, trzeba wyliczyć:

  • w jakim wymiarze dobowym w danych okresach opieka była sprawowana (np. od 1.01.2017 r. do 31.12.2017 r. 10 h dziennie, a od 1.01.2018 r. 4 h dziennie),
  • ile ta opieka kosztowała faktycznie, czyli ile płaciliśmy opiekunowi,
  • jeśli nie mamy rachunków (lepiej mieć), to możemy się oprzeć na średnich cenach rynkowych za godzinę pracy opiekunki/opiekuna,
  • jeśli opiekę sprawuje członek rodziny, który musiał zrezygnować z pracy – to punktem wyjścia w niektórych sytuacjach mogą być jego średnie zarobki z ostatniego okresu (najlepiej 2-3 lata przed zakończeniem zatrudnienia), nawet jeśli są wyższe niż koszt opiekunki.

Warto też pamiętać, że opieka nad pacjentem to jedynie zwykła pomoc w życiu codziennym, jeśli poszkodowany pacjent jej wymaga.  Chodzi o sytuacje, gdy na przykład na skutek błędu medycznego chory nie jest w stanie sam przyrządzać sobie jedzenia, jeść, samodzielnie korzystać z łazienki czy poruszać się.

Renta na zwiększone potrzeby – koszt rehabilitacji i usług pielęgniarskich

Koszt rehabilitacji (rehabilitanta) i specjalistycznych usług, wymagających posiadania wyższych kwalifikacji, na przykład pielęgniarki, to zupełnie inna historia i dodatkowy składnik renty na zwiększone potrzeby.

Renta na zwiększone potrzeby, czyli kto kosi ogródek?

W skład renty na zwiększone potrzeby wchodzą też czasem nietypowe wydatki, gdy na przykład pojawia się konieczność okresowego płacenia za prace, które wcześniej wykonywał samodzielnie poszkodowany pacjent, jak koszenie ogródka, mycie okien, czy dowożenie dziecka do przedszkola.

Czy takie wydatki to już ekstrawagancja lub luksus, których zwrot się nie należy? Myślę, że pogląd Sądu może być różny w różnych sytuacjach. Dość łatwo zauważyć na sali sądowej, które potrzeby i wydatki są rzeczywiste, czy nieco wydumane…

Kiedyś pozwany zakwestionował zasadność wynagrodzenia osoby, która miała wyprowadzać psa mojej Klientki. Zarzucił, że przed błędem medycznym, do którego doszło i za który odpowiadał pozwany, poszkodowana pacjentka przecież nie miała psa. Nie zauważył tylko, że pies został kupiony zgodnie z zaleceniem terapeuty, aby zapobiec pogłębiającej się depresji Klientki, która doznała czterokończynowego porażenia.

Jak to wszystko wyliczyć i jaką rentę na zwiększone potrzeby wskazać w pozwie?

Jak najdokładniej. Sąd musi dysponować dowodami i szczegółowymi informacjami na temat zwiększonych potrzeb i ich kosztu. Jak widać, nawet pies, a może zwłaszcza pies,  łatwo się nie prześlizgnie.

 

*Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 22 lutego 2018 r., I ACa 1963/16, LEX nr 2478485.