6 najbardziej ryzykownych operacji

Jolanta Budzowska        06 lutego 2018        2 komentarze

Poprawa jakości w ochronie zdrowia służy lekarzom (mniej procesów o błędy lekarskie), ale i – z oczywistych względów – pacjentom. Z tą myślą postanowiliśmy wspólnie z mec. Tymińskim, który zawodowo broni lekarzy, na podstawie wszystkich prowadzonych przez nas spraw, wytypować kilka najbardziej niebezpiecznych operacji chirurgicznych. Chodziło nam o te operacje, po których – z naszej perspektywy – najczęściej dochodzi do sporów sądowych. Poniżej mój ranking i komentarz. Bardziej szczegółowy od mojego, ranking mec. Radosława Tymińskiego, z tytułowymi sześcioma zabiegami, znaleźć można na jego blogu: www.prawalekarza.pl

Z perspektywy osoby, która reprezentuje pacjentów w sporach o błąd medyczny przeciwko szpitalom lub lekarzom, mogę powiedzieć, że najczęściej spory z obszaru chirurgii dotyczą kwalifikacji do zabiegów lub powikłań po operacjach w obrębie jamy brzusznej.

Zgadzam się z mec. Tymińskim, że jest kilka głównych przyczyn skarg pacjentów.

Po pierwsze: prawdą jest, że pacjenci mają tendencję do utożsamiania powikłań z błędami medycznymi. Bardzo często po zapoznaniu się z dokumentacją medyczną, to ja tłumaczę pacjentowi, który do mnie trafił, bo uważa, że w jego przypadku doszło do błędu medycznego, że mamy do czynienia z typowym powikłaniem, które mogło się zdarzyć i jest wpisane w ryzyko zabiegu, a nie z błędem w sztuce lekarskiej.

Zwykle zresztą pacjent wie, że podpisał wielostronicowy dokument tzw. „świadomej zgody”, tylko co z tego, kiedy nie rozumie, co podpisał… Nieporozumieniem jest jednak niestety, że tego wszystkiego – o ryzyku powikłań – pacjent dowiaduje się dopiero ode mnie. Gdyby lekarz przed zabiegiem wytłumaczył pacjentowi, na czym dokładnie ma polegać operacja i jakie są możliwe powikłania, a następnie, w razie ich wystąpienia, poświęcił trochę cennego czasu i wytłumaczył pacjentowi, w jakiej jest sytuacji i jak będzie wyglądało dalsze leczenie, sporów o błędy lekarskie byłoby znacznie mniej. Pamiętajmy przy tym, że nie każdy prawnik odradzi pacjentowi w takiej sytuacji pozywanie szpitala i lekarza. Choć oczywiście powinien… W takim przypadku – z wyjątkiem wadliwej zgody na operację – sprawa nie powinna trafić do sądu, bo pacjent ją przegra.

Po drugie: powikłanie powikłaniem, ale oś sporu pomiędzy pacjentem a lekarzem to przede wszystkim nierozpoznanie tego powikłania na czas albo w ogóle, i wypisanie pacjenta ze szpitala. To jest ten etap, gdzie często mogę się wykazać i udowodnić, że doszło do błędu w leczeniu i – co najmniej – opóźnienia w prawidłowej diagnozie. A najczęściej także pogorszenia rokowań i stanu zdrowia pacjenta. W takich przypadkach pacjenci wygrywają, bo racja jest po ich stronie.

Po trzecie, prawdą jest to, co pisze mec. Tymiński, że wielokrotnie spory dotyczą nieuwzględniania całokształtu stanu klinicznego pacjenta, w szczególności pominięcia obciążeń pacjenta. Pacjent schorowany to pacjent, któremu lekarz powinien poświęcić więcej, a nie mniej uwagi, i to założenie potwierdziło już wiele opinii biegłych sądowych i wyroków wydanych w prowadzonych przeze mnie sprawach o błąd lekarski. Częste jest rutynowe kwalifikowanie do operacji bez konsultacji specjalistów, zbyt duży odstęp czasu od kwalifikacji do operacji i dokonywanie kwalifikacji przez lekarza bez wymaganych uprawnień (np. lekarz w trakcie specjalizacji z anestezjologii działający bez nadzoru). Tu także pacjenci mają szanse na wygraną w sprawie o błąd lekarski, ale procesy są długie i trudne, bo zaangażowanych jest wielu biegłych różnych specjalizacji.

Nie zgadzam się natomiast z mec. Tymińskim, że poprawa treści sporządzanych przez lekarzy protokołów operacyjnych może zwiększyć zaufanie pacjentów do lekarzy. Z mojej perspektywy, zostało wykonane to, co jest w protokole, . Jeśli czegoś nie ma, nie zostało wykonane przez operatora. Biegli (i sąd) oceniają materiał dowodowy, w którego w skład wchodzi oczywiście dokumentacja medyczna i protokoły operacyjne, które powinny odzwierciedlać w sposób kompletny rzeczywisty przebieg wydarzeń.

Bezpieczeństwa pacjenta nie poprawi „podrasowanie” protokołu. Pacjent będzie bezpieczny, jeśli lekarz w trakcie operacji wykona to, co do niego należy i opisze sytuację wyjściową oraz wykonane działania, a nie „dostosuje” opis do błędów popełnionych w trakcie operacji, aby je łatwiej zatuszować (np. opisze konieczność preparowanie licznych zrostów, aby usprawiedliwić liczne uszkodzenia ścian jelit podczas operacji usunięcia jajnika). Oczywiście, jeśli ktoś dotąd tego nie miał w zwyczaju, to powinien zacząć stosować się do obowiązującego prawa, które nakazuje szczegółowo opisywać przebieg zabiegu albo operacji.

Z komentarzem mec. Radosława Tymińskiego i jego “lekarskim” punktem widzenia można zapoznać się we wpisie: “6 najbardziej ryzykownych zabiegów”.

 

 

 

{ 2 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

GK Luty 6, 2018 o 17:03

Podobno istniej gdzieś w Ministerstwie Zdrowia lista “zabiegów prostych”, na które nie potrzeba zgody. Jakiś link ?

Odpowiedz

Jolanta Budzowska Luty 28, 2018 o 19:14

Ja nie znam takiej listy zabiegów “prostych”, na które nie potrzeba zgody. Ale chętnie poznam:), jak Pan już ją znajdzie.

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: