Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Jak uzyskać odszkodowanie?

Błąd w szpitalu czy błąd lekarski: kogo pozwać?

Jolanta Budzowska04 stycznia 20205 komentarzy

Na pierwszy rzut oka to to samo. Większość pacjentów używa zresztą tych określeń wymiennie. To lekarz jest osobą, która – przynajmniej w oczach pacjentów – ponosi odpowiedzialność za ostateczny efekt leczenia. Jest przecież “głównodowodzącym”! To z nim się rozmawia przed operacją i ustala przebieg leczenia. Tym trudniej jest zrozumieć, że kiedy przychodzi do rozliczeń, proces o odszkodowanie to najczęściej “sprawa o błąd medyczny” albo “sprawa o błąd w szpitalu”, a nie “sprawa o błąd lekarski”.  Dlaczego pozywamy szpital, a lekarza jedynie wyjątkowo? 

Kilka przyczyn, dla których rzadko pozywa się lekarza

  • Trudno ustalić, na jakiej podstawie prawnej lekarz świadczy usługi lecznicze w szpitalu. Jeśli jest pracownikiem, nie będzie miał obowiązku płacić odszkodowania. Chroni go kodeks pracy.
  • Trudno rozróżnić, co jest błędem organizacyjnym lub błędem medycznym innych osób, a co jest konsekwencją działania lub zaniechania konkretnego lekarza.
  • W przypadku odpowiedzialności szpitala wystarczy udowodnić w sądzie tzw. “winę anonimową”. Nie musimy wskazywać winnych. Jeśli zaś chcemy pozwać lekarza, to musimy wykazać, na czym konkretnie polegała jego wina.
  • Pozwany lekarz i szpital to potencjalnie czterech przeciwników. Po stronie każdego z nich mogą wystąpić ich ubezpieczyciele.

Kilka przyczyn, dla których czasem warto pozwać lekarza (a nie tylko podmiot leczniczy)

  • Dwaj pozwani to dwie – sumujące się – polisy ubezpieczeniowe. Może to mieć szczególne znaczenie w sytuacji, gdy podmiot leczniczy ma wykupioną jedynie obowiązkową polisę na 100 tys. euro. Taka suma bywa stanowczo zbyt niska, gdy szkoda na zdrowiu jest poważna, a sąd zasądza wysokie zadośćuczynienie i dożywotnią rentę.
  • Pozwany lekarz często bardziej realistycznie niż dyrekcja szpitala ocenia swoje szanse procesowe.  Gdy szacuje, że ryzyko jego przegranej jest duże, proponuje rozmowy ugodowe lub mediacje.

Kiedy lekarza przypozywa szpital

Bywa też tak, że to nie za sprawą poszkodowanego pacjenta lekarz “wmanewrowany” jest w proces. Czasem to pozwany podmiot leczniczy ocenia, że jeśli przegra, to będzie miał prawo do żądania od lekarza zwrotu zapłaconego pacjentowi odszkodowania. Sąd, na wniosek szpitala, może wtedy zawiadomić lekarza o toczącym się procesie. Ten może przystąpić do procesu przeciwko pacjentowi, popierając stanowisko szpitala. Działa wówczas jako interwenient uboczny.

Teoretycznie takie działanie jest jak najbardziej zgodne z prawem. Pacjent nie może sprzeciwić się temu, że nagle, zamiast jednego przeciwnika po drugiej stronie sali sądowej, na ławie dla pozwanych siedzi dwóch lub więcej pełnomocników, bo przeciwnicy się “rozmnożyli”. I co gorsza: każdy z nich śle do sądu pisma procesowe oraz składa wnioski dowodowe, którym trzeba stawić czoła. Wszystko to odbywa się nadal w majestacie prawa.

Dowody spóźnione i niedopuszczalne

Czasem jednak działania szpitali i lekarzy są zachowaniem z pogranicza nadużycia prawa. Jak wtedy na przykład, kiedy szpital “przypomina sobie” o roli lekarza w procesie leczenia pacjenta na etapie, kiedy wyrok jest tuż, tuż. Czyli nóż na gardle, a z budżetem krucho. Wtedy lekarz – jak filip z konopii – pojawia się jako interwenient uboczny, pełnoprawna “strona”. To nic, że po dobrych kilku latach procesu. Ale za to zaczyna działać bardzo aktywnie: kwestionować wszystkie wydane wcześniej opinie biegłych medyków, przedkłada nowe dokumenty i chce ponownie przesłuchiwać wszystkich świadków.

Na szczęście, poszkodowany pacjent nie jest bezradny w obliczu takich “wolt” procesowych.  Jak potwierdził niedawno Sąd Najwyższy,

“interwenient uboczny może podejmować tylko te czynności, które w stadium, w którym przystępuje do sprawy są dopuszczalne dla strony do której przystąpił. Dotyczy to w szczególności faktów i dowodów, które powinny zostać pominięte, gdyby taki sam rygor należało zastosować do ich zgłoszenia przez stronę.”* 

Plan sali rozpraw (rys.Arkadiusz Krupa)

Plan sali rozpraw (rys.Arkadiusz Krupa)  

 

Kogo dotyczą zarzuty pacjenta?

Tak więc, nie tylko poszkodowany pacjent musi zastanowić się już na wstępnym etapie procesu , czy ma to być proces “o błąd w szpitalu”, czy “o błąd lekarza”. A w konsekwencji oczywiście: kogo pozwać. Także lekarz – niezależnie od tego, czy szpital zawiadamia go o toczącym się procesie, czy też lekarz wie o pozwie, bo np. zeznawał już jako świadek, powinien przemyśleć swoją strategię. Czy na pewno udawanie, że to postępowanie go nie dotyczy, w ostatecznym rozrachunku będzie dla niego korzystne?

 

Ps. W uzupełnieniu ilustracji, polecam wpis na blogu mojego kolegi, mec. Leszka Blocha “Kto i gdzie siada na sali sądowej”.

*Postanowienie SN z dnia 6 marca 2019 r., sygn. akt: 456/18, Legalis

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: (12) 428 00 70e-mail: j.budzowska@bf.com.pl

{ 5 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

janusz 4 stycznia, 2020 o 17:55

Witam, błąd medyczny jest bardzo ciężko udowodnić czego doświadczyłem w lubelskim OIL w prokuraturze i w sądzie. Ja doświadczyłem i błędu medycznego i naruszenia praw pacjenta niestety błedu żadna instytucja się nie dopatrzyła ze względu na znanego lekarza z MSW a ja jestem zwykłym człowiekiem natomiast naruszenie praw pacjenta potwierdził mi RPP bo robili mi operację zatok bez żadnego zdjęcia. W całym kraju nikt nie chciał wydać opinii dopiero z Opola lekarz wydał i RPP uznał że prawa zostały naruszone. Obecnie jest sprawa w sądzie w lublinie a w Polsce zwykły człowiek jest dla nich nikim i powiedzieli że postanowienie nie jest dowodem w sprawie tylko wskazówką i opinię będzie wydawał Instytut z Radomia sprawa trwa od 2012r. Kto nie był w sądzie to mysli że żyjemy w cywilizowanym kraju. Pozdrawiam

Odpowiedz

Jolanta Budzowska 5 stycznia, 2020 o 17:08

Dzień Dobry, dziękuję za Pana komentarz. Niestety to, że błąd medyczny jest bardzo trudno udowodnić, jest jak najbardziej prawdą. Nie mam bliższych informacji na temat przebiegu Pana leczenia, ale prowadziłam kilka spraw związanych z operacją czyszczenia zatok. We wszystkich sprawach biegli uznawali, że konieczne jest dokładna diagnostyka przedoperacyjna. A dwóch takich sprawach może Pan przeczytać tutaj:https://bf.com.pl/wygrane-sprawy/1411,uszkodzenie-mozgu-na-skutek-operacji-zatok-wysokie-odszkodowanie i tutaj:https://bf.com.pl/wygrane-sprawy/1223,sprawa-zakonczona-ugoda-sadowa-062010
Życzę wygranej!

Odpowiedz

Paweł 6 stycznia, 2020 o 01:20

W razie czestszego skazywania lekarzy trudniejszy będzie dostęp do bardziej ryzykownych metod leczenia. Dodatkowo mocno wzrosną koszty leczenia bo droższe polisy lekarze przerzuca na pacjentów. Często ilość pacjentów na 1 lekarza w szpitalu w normalnym kraju jest nie do pomyślenia a u nas realna że lekarz opiekuje się naraz nastoma pacjentami. A argument bo na takie warunki się godzi to jak się nie zgodzi to kto go zastąpi? Będzie wtedy jeszcze gorzej. Jak to jest pytanie o rozwiązanie systemowe a nie o konkretne przypadki to zdecydowanie szpital.

Odpowiedz

medyk sądowy 9 stycznia, 2020 o 05:25

Zdecydowanie się z Panem nie zgadzam!

Jestem medykiem sądowym, czyli lekarzem, który żyje z wykonywania ekspertyz dla organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości. Zleceń jest tyle, że mógłbym wydawać po kilkaset opinii rocznie, a i tak nie zaspokoiłbym miejscowego popytu na ten rodzaj usług, ponieważ system cierpi na niedobór biegłych lekarzy. Jednak nie idę w ilość, gdyż to oznaczałoby obniżenie jakości moich opinii. Nie tylko prawo, ale także — a może nawet przede wszystkim — mój wewnętrzny system wartości zabrania mi partaczyć. Krótko mówiąc, hołduję jakości.

Nie przejmuję się, że przypadki tych pokrzywdzonych i oskarżonych, którymi się nie zajmę, będą rozpoznane z kilkunastomiesięcznym czy kilkuletnim opóźnieniem, bo wiem, że w tych sprawach, które wezmę, prokurator czy sąd dostanie drobiazgowo przemyślaną i wyczerpująco umotywowaną opinię. Uzdrawianie systemu to nie moja broszka, moim obowiązkiem względem organu i uczestników danego postępowania jest wydanie rzetelnej opinii.

Podobnie jest z kolegami klinicystami: muszą wybrać jakość albo ilość i liczyć się z konsekwencjami tej decyzji. Jeśli poświęcą jakość na ołtarzu ilości, muszą brać pod uwagę ryzyko bycia podejrzanym, oskarżonym lub pozwanym o brakoróbstwo.

Wydawało mi się, że to jest takie oczywiste…

Odpowiedz

Jolanta Budzowska 14 stycznia, 2020 o 13:05

Panie Doktorze, chylę czoła przed takim podejściem. W całej Europie tak skomplikowane sprawy, jakimi są procesy o błędy medyczne, trwają i muszą trwać. Ważne, żeby terminy oczekiwania na wyrok nie były absurdalne, np. powyżej 10 lat. Na opinię biegłego warto czekać, byleby nie dostać potem opinii, z której nic nie wynika, albo wadliwej w takim stopniu, że zamiast pomóc sądowi i stronom w wyjaśnieniu sprawy, tylko ją komplikuje.

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: