Biegli nie-od-spraw-medycznych, czyli arogancja władzy

Jolanta Budzowska        09 lipca 2017        Komentarze (1)

W zasadzie ten list powinien wystarczyć za cały post. Relacja poszkodowanej pacjentki mówi sama za siebie. Przeczytajcie.

„Szanowna Pani Mecenas,

Witam serdecznie. Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami chciałabym przekazać Pani informacje dotyczące wczorajszego „spotkania” z biegłym sądowym dr XX. Celowo nie użyłam słowa „badanie”, ponieważ badanie jako takie się nie odbyło mimo mojego stawiennictwa, ale o tym zaraz napiszę ze szczegółami.

Otóż zgodnie ze wskazówkami podanymi w zawiadomieniu sądowym stawiłam się wraz z towarzyszącą mi mamą o wyznaczonej porze pod stosownym gabinetem badań. Zostałam wezwana przez biegłego do gabinetu (tu mama również mi towarzyszyła), biegły spisał moje dane z dowodu osobistego i po chwili przystąpił do zadawania pytań. Już z pierwszym pytaniem „Czego Pani ode mnie oczekuje?” pojawiły się u mnie i u mamy wątpliwości, które narastały z każdym kolejnym pytaniem nie mającym nic wspólnego z feralną opracją i jej dramatycznymi dla mnie skutkami. Biegły uparcie pytał, jaki „uraz” przeszłam lub w jakim „wypadku” uczestniczyłam, jaki był mój stan zdrowia przed „wypadkiem”, jakie były okoliczności „wypadku”.

O specyfice mojej choroby nic nie wiedział, moich akt zupełnie nie znał, nawet nie wiedział w zarysie, jaka była treść pozwu, czyli nie miał żadnego pojęcia, czego dotyczy sprawa, mimo, że na wokandzie napisane było „YZ przeciwko Szpitalowi w K”.

W momencie, kiedy biegły usłyszał ode mnie, że sprawa dotyczy zabiegu operacyjnego i zaniedbań w poprzedzającym operację procesie leczenia i diagnostyki (a właściwie jej braku), czyli  tzw. błędu lekarskiego, zmienił się dziwnie na twarzy i z nieskrywanym niesmakiem powiedział, że on nie orzeka przeciwko swoim kolegom po fachu i że nie przeprowadzi żadnego badania, bo to niezgodne z jego przekonaniami. W ewidentnie nonszalanckim i protekcjonalnym tonie dodał, że w swej (jak to obie z mamą odebrałyśmy) wielkoduszności nie obciąży mnie kosztami badania, chociaż „specjalnie przyjechał spoza Warszawy”.

Na moje pytanie, jak doszło do sytuacji, w której  osoba tak poważnie chora jak ja została na próżno wezwana w upalny dzień na badanie, na które musiała przyjechać (i wrócić  z niego) taksówką w asyście leciwej i chorej matki, a które to badanie się nie odbędzie, bo biegły po prostu odmawia jego przeprowadzenia, pan doktor zrobił „dziwną” minę, bąknął coś niezrozumiałego pod nosem sam do siebie, po czym stwierdził, że on „nie wie”.

Tak więc w stanie totalnego osłupienia i niedowierzania opuściłyśmy obie z mamą gabinet biegłego z niczym, a właściwie z ogromnym niesmakiem i poczuciem skrajnego zlekceważenia oraz braku zrozumienia dla mojego bardzo złego ogólnego stanu zdrowia i cierpienia oraz zaawansowanej niepełnosprawności.

Jak można sobie wyobrazić, nie miałam nawet cienia szansy opowiedzieć o swoim przypadku czy przekazać jakichkolwiek dokumentów medycznych. Zresztą przedstawianie jakichkolwiek informacji byłoby bezcelowe, ponieważ biegły nie miał absolutnie żadnego pojęcia o sprawie, nawet nie wiedział, jakiego problemu ogólnie sprawa dotyczy czy jakiego jest charakteru. Nie „upierałam” się zresztą przy próbie jej przedstawienia, bo oczywiste było, że przy takiej postawie i specyficznie pojętej etyce zawodowej, opinia tego konkretnego biegłego mogłaby mi jedynie zaszkodzić.

W zaistniałej sytuacji uprzejmie proszę o informacje, jakie dalsze działania w sprawie będą/mogą być podejmowane. Nie ukrywam, że jestem wstrząśnięta i oburzona postawą biegłego i zastanawiam się, czy niezależnie od wszelkich na bieżąco prowadzonych w mojej sprawie działań takich przejawów arogancji i niekompetencji ze strony biegłego sądowego nie należałoby zgłosić gdzieś oficjalnie. (…).

Pozdrawiam serdecznie.

Z wyrazami szacunku, YZ”.

Sprawa ma ciąg dalszy. Na pewno tego tak nie zostawimy. Za wcześnie jednak, żeby pisać o szczegółach.

Ale przy takim podejściu biegłych, jakiekolwiek debatowanie na temat jak usprawnić orzekanie w sprawach o błąd lekarski, nie ma sensu.

O arogancji biegłych pisałam już wielokrotnie, na przykład tutaj i tutaj, ale ten biegły przeszedł sam siebie.

Może dla porządku przypomnę tylko, że biegły sądowy przed objęciem funkcji składa wobec prezesa  sądu przyrzeczenie według następującej roty: „Świadomy znaczenia mych słów i odpowiedzialności przed prawem przyrzekam uroczyście, że powierzone mi obowiązki biegłego sądowego wykonywać będę z całą sumiennością i bezstronnością„…

 

PS. W artykule zacytowałam fragmenty prawdziwego maila, za zgodą autorki.

{ 1 komentarz… przeczytaj go poniżej albo dodaj swój }

Anna - lekarzyna Lipiec 11, 2017 o 06:30

Powinno mnie to dziwić. A NIESTETY nie dziwi…

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: