Czy zgłoszenie błędu medycznego do prokuratury ma sens? Emocjonalnie — bardzo często tak. Statystycznie — odpowiedź jest dużo mniej oczywista.
Zawiadomienie prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa to często pierwszy krok rozważany przez pacjentów poszkodowanych przez błąd medyczny. I trudno się temu dziwić — dla wielu osób postępowanie karne wydaje się najbardziej naturalną drogą dochodzenia sprawiedliwości. Tyle, że warto zadać sobie pytanie: czy działania prokuratury w sprawach o błąd medyczny są rzeczywiście skuteczne i szybkie?
Szybkie? Na pewno nie. Sam czas oczekiwania na opinię biegłych to najczęściej rok albo i dłużej. Miałam ostatnio okazję wypowiedzieć się na ten temat w charakterze ekspertki dla TVN Uwaga (tu link).
A co ze skutecznością? Tu nie opieram się na intuicji, tylko na twardych danych z Prokuratury Krajowej.
Ile spraw o błąd medyczny trafia do prokuratury?
W 2020 roku do prokuratury wpłynęło 2.975 zawiadomień, w 2021 – 3.075, w 2022 – 2.823, w 2023 – 3.059, w 2024 – 2.732, a w 2025 – 2.264.
To oznacza, że w ostatnich 6 latach średnio 2.821 osób rocznie uznawało, że sprawą o błąd medyczny powinna zająć się prokuratura.
Wypada więc zapytać: z jakim efektem?
Jaka jest skuteczność prokuratury w sprawach o błąd medyczny?
W poszczególnych latach postępowania prowadzone przez prokuraturę kończyły się aktami oskarżenia albo wnioskami o wyrok skazujący w następującej liczbie:
- 2020 – 176
- 2021 – 198
- 2022 – 142
- 2023 – 115
- 2024 – 84
- 2025 – 86
Wniosek o wyrok skazujący w sprawach medycznych zdarza się zresztą baaardzo rzadko. Może zostać złożony przede wszystkim wtedy, gdy lekarz przyznałby się do popełnienia przestępstwa i nie kwestionowałby okoliczności sprawy.
Średnio więc tylko w 133 przypadkach rocznie prokuraturze udawało się — po przeprowadzeniu najczęściej wieloletniego śledztwa — skierować sprawę o błąd medyczny do sądu.
Tylko 4,7% spraw kończy się uznaniem odpowiedzialności karnej
I teraz liczba najważniejsza.
Jak wynika z danych statystycznych, w ostatnich 6 latach tylko 4,7% spraw o błąd medyczny prowadzonych przez prokuraturę zakończyło się konkluzją, że doszło do błędu i ktoś — lekarz, pielęgniarka czy inny członek personelu medycznego — powinien ponieść odpowiedzialność karną.
Czyli, mówiąc w uproszczeniu: tylko 5 na 100 osób zawiadamiających prokuraturę miało rację. A przynajmniej tak wynikało z dowodów zgromadzonych w toku postępowania przygotowawczego.
Jeśli zaś spojrzymy na najświeższe dane, czyli na rok 2025, statystyka jest dla pokrzywdzonych jeszcze bardziej niekorzystna. Ostatnio już mniej niż 4 osoby na 100 uzyskują oczekiwany przez siebie efekt zawiadomienia prokuratury o błędzie medycznym.
To dopiero pierwszy etap postępowania karnego
Warto mocno podkreślić jedną rzecz: mówię tu wyłącznie o pierwszym etapie procesu karnego, czyli o skierowaniu aktu oskarżenia.
To, czy później zapadnie wyrok skazujący czy uniewinniający, to już osobna historia. Z pewnością jednak odsetek wyroków uniewinniających jest znaczący. Czekam na konkretne dane z Ministerstwa Sprawiedliwości. Gdy je dostanę, z pewnością uzupełnię prezentowane tu wnioski. Tymczasem warto przeczytać wpis: „Jak stracić i odzyskać wiarę w sprawiedliwość„. I kolejny: o procesie skazanej za błąd medyczny pielęgniarki.
Lekarze boją się odpowiedzialności karnej? Statystyki pokazują coś innego
Odwracając perspektywę, widać jasno, że lekarze, którzy tak głośno argumentują, iż z powodu grożącej im odpowiedzialności karnej boją się wykonywać zawód — szczególnie w specjalizacjach takich jak ginekologia i położnictwo — są po prostu oderwani od realiów.
Jeżeli tylko niewielki ułamek spraw kończy się już na etapie aktu oskarżenia, to trudno poważnie twierdzić, że odpowiedzialność karna stanowi dziś realną, masową barierę w wykonywaniu zawodu lekarza.
Dlaczego do prokuratur trafia coraz mniej zawiadomień o błędzie medycznym?
To jest moim zdaniem pytanie równie ważne jak statystyki skuteczności.
Od 2024 roku wyraźnie maleje liczba zawiadomień o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w sprawach o błąd medyczny.
Czy aż tak bardzo poprawiła się jakość świadczeń zdrowotnych? Tę hipotezę odrzucam na wstępie. Myślę, że nie muszę tego szerzej uzasadniać — realia mówią same za siebie.
1. Likwidacja wyspecjalizowanych wydziałów prokuratury
Jednym z powodów może być utrata wiary pokrzywdzonych w skuteczność działań prokuratury po likwidacji specjalnych wydziałów zajmujących się błędami medycznymi. Zostały one utworzone w 2016 r., a zlikwidowano je w 2024 r.
Nie tylko ja, ale również obrońcy lekarzy uważają, że odbyło się to ze szkodą dla jakości postępowań. To, że śledztwa w sprawach błędów medycznych prowadzili wyspecjalizowani, doświadczeni w tej problematyce prokuratorzy, działało na korzyść wszystkich: pokrzywdzonych, lekarzy i Skarbu Państwa.
Pokrzywdzeni i lekarze mogli liczyć na rzetelne wyjaśnienie okoliczności sprawy, a Skarb Państwa — na to, że sprawnie prowadzone postępowanie będzie po prostu tańsze.
2. Fundusz Kompensacyjny Zdarzeń Medycznych
Druga przyczyna, która przychodzi mi do głowy, to utworzenie Funduszu Kompensacyjnego Zdarzeń Medycznych.
Rzecznik Praw Pacjenta zaczął wypłacać świadczenia z FKZM od czerwca 2024 r., a w 2025 r. wydano aż 586 decyzji przyznających świadczenie kompensacyjne.
Fundusz ma swoje wady — o tym napiszę kiedy indziej — ale ma też jedną podstawową zaletę: jest w stanie dać poszkodowanym pacjentom konkret. Czyli decyzję o rekompensacie i wypłatę świadczenia – realnie – w terminie około roku.
Co ciekawe, ustawa nie zabrania równoległego złożenia wniosku do FKZM i zawiadomienia do prokuratury.
3. Ryzyko procesowe w sprawach cywilnych
Trzecia przyczyna jest mniej oczywista.
W ostatnich latach sądy cywilne zaczęły częściej korzystać z przepisu, który pozwala im oprzeć rozstrzygnięcie sprawy odszkodowawczej na opinii uzyskanej np. przez prokuratora w toku śledztwa dotyczącego błędu medycznego*.
A ponieważ opinie wydawane w toku postępowania karnego są na ogół niekorzystne dla poszkodowanych, taka „okrężna droga” dochodzenia rekompensaty — najpierw przez postępowanie karne — stała się po prostu strategicznie ryzykowna.
Czy warto zgłaszać błąd medyczny do prokuratury?
Na to pytanie nie ma jednej odpowiedzi dla wszystkich.
Są sprawy, w których zawiadomienie prokuratury ma sens. Ale są też takie, w których pacjent — zamiast tracić lata i energię — powinien najpierw rozważyć inne ścieżki działania: postępowanie cywilne, wniosek do Funduszu Kompensacyjnego Zdarzeń Medycznych albo równoległe prowadzenie kilku dróg.
Jedno jest pewne: warto podejmować decyzję strategicznie, a nie odruchowo.
A Ty, jak to oceniasz?
A może Ty masz własną teorię, dlaczego do prokuratur trafia coraz mniej zawiadomień o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w sprawach o błąd medyczny?
Chętnie zapoznam się z Twoimi przemyśleniami. Zapraszam do dyskusji w komentarzu.
* Art. 278¹ k.p.c.
Sąd może dopuścić dowód z opinii sporządzonej na zlecenie organu władzy publicznej w innym postępowaniu przewidzianym przez ustawę.

















{ 2 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }
Szokujące dane Pani Mecenas podaje. Z tego, co słyszę, to „w Polsce trzeba trzy razy umrzeć, to wówczas po trzecim jest szansa na udowodnienie odpowiedzialności karnej lekarza”. I będzie jeszcze gorzej. Niebawem trzeba będzie cztery razy umrzeć, by udowodnić błąd lekarza.
Dlaczego maleje liczba zawiadomień o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w sprawach o błąd medyczny?
Mogę się wypowiedzieć w tej kwestii z perspektywy pacjentki, która przeszła przez postępowanie karne, dyscyplinarne i cywilne.
Przede wszystkim to przewlekłość postępowań jest powodem rezygnacji z walki o sprawiedliwość. To też rozdrapywanie ran latami. Tak naprawdę trzeba liczyć nawet 10 lat na takie postępowania. To dekada. Często 1/7 lub 1/8 życia człowieka, żyjącego w permanentnym stresie (istnieją ludzie odporni na tego typu stres, ale ja niestety do takich osób nie należę). To czytanie absurdalnych wynurzeń (bo to często nie są argumenty, a snucie krzywdzących hipotez i wyciąganie przykrych dla poszkodowanych wniosków przez stronę przeciwną), gdzie to szpital/lekarz przedstawiają się w roli ofiary. To również pozostawiające często wiele do życzenia, opinie biegłych, na które czeka się latami. Rzeczywiście, najpierw złożyliśmy zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa w prokuraturze. Po latach, wcale tego nie żałuję, ale znaleźliśmy się wśród tych 5% pacjentów, gdzie akt oskarżenia trafił do sądu, a lekarz został skazany prawomocnym wyrokiem. I tak, była i jest to dla mnie namiastka sprawiedliwości, choć ciężko tu mówić o jakiejkolwiek sprawiedliwości, kiedy traci się dziecko z powodu błędu kogoś, kto powinien chronić zdrowie i życie drugiego człowieka. Jestem ciekawa, jakie argumenty przemawiały za likwidacją wyspecjalizowanych wydziałów prokuratury. Nasza sprawa rzeczywiście została do takiego wydziału przeniesiona. I nie uważam, że było to złe, wręcz przeciwnie. Cały system sprawiedliwości wymaga pilnego uzdrowienia. Niestety, ale czasem w głowie się nie mieści, jak rozwlekłe potrafią być postępowania, niezależnie czy mówimy o procesach karnych, czy cywilnych. Czy naprawdę należy uznać za normę, że zanim odpis apelacji trafi do stron, sądowi zajmuje to 2,5 roku? Takich absurdów i przeciągania w nieskończoność spraw, które naprawdę mają potencjał, by zakończyć je szybko, jest mnóstwo. I to właśnie nieudolny system sprawiedliwości jest głównym powodem, przez który ludzie rezygnują z walki… W kwestii dobrych, konkretnych zmian, niezmiennie pozostaję pesymistką.