Na zaproszenie Rzecznika Praw Pacjenta i Rzecznika Finansowego

Jolanta Budzowska        19 kwietnia 2018        2 komentarze

Właśnie zakończyła się zorganizowana przez Rzecznika Praw Pacjenta i Rzecznika Finansowego konferencja: „Rekompensata za utratę zdrowia i życia – praktyczne aspekty dochodzenia roszczeń”. Bardzo bym chciała wziąć za dobrą monetę słowa mec. Aleksandra Daszewskiego z Biura Rzecznika Finansowego, który na koniec życzył wszystkim miłego weekendu. Jakiego weekendu?? Miły na pewno będzie, ale trzeba przeżyć jeszcze piątek:-) ! I wrócić do domu z Warszawy!

Byle więc do piątku, a potem do weekendu (wiadomo, miłego!) – bo to był ciężki tydzień. Dwie rozprawy w różnych miastach, posiedzenia Wojewódzkiej Komisji ds. Orzekania o Zdarzeniach Medycznych, dwie konferencje, z których jedną mam właśnie za sobą.

Już jakiś czas temu przyjęłam zaproszenie Rzecznika Praw Pacjenta do wygłoszenia w ramach tego wydarzenia wykładu na temat „Praktycznych aspektów dochodzenia roszczeń za błędy medyczne”, a dziś przyszedł czas na realizację zobowiązania. Wykład podobno OK, miejmy nadzieję, że skutecznie dorzuciłam swoje trzy grosze do dyskusji na temat, na jakie – delikatnie rzecz ujmując – niespodzianki może natrafić poszkodowany pacjent, który w sądzie dochodzi zadośćuczynienia i odszkodowania za błąd medyczny.

Bartłomiej Chmielowiec, Rzecznik Praw Pacjenta i mec. Jolanta Budzowska

Bartłomiej Chmielowiec, Rzecznik Praw Pacjenta i mec. Jolanta Budzowska

Na konferencji pojawiło się sporo znanych nazwisk, między innymi prof. Dorota Karkowska, prof. Marcin Orlicki i faktyczni współautorzy naszego kancelaryjnego sukcesu – uznania przez SN praw osób najbliższych ciężko poszkodowanych do zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych – mec. Tomasz Młynarski i mec. Aleksander Daszewski z Biura Rzecznika Finansowego. Piszę o „współautorstwie”, ponieważ jedną z trzech jednobrzmiących uchwał SN wydał na wniosek Rzecznika Finansowego, a drugą w toku prowadzonej przeze mnie sprawy (więcej o tym w poście III CZP 60/17, czyli zadośćuczynienie dla rodziców i rodzeństwa).

Ze wszystkich, bardzo ciekawych głosów, szczególnie warty odnotowania jest referat prof. Marcina Orlickiego, który zastanawiał się nad tym, czy trwające prace nad tzw. standaryzacją zadośćuczynień, mają sens. Na czym miałaby polegać standaryzacja? W skrócie: na przypisaniu konkretnej kwoty zadośćuczynienia za konkretną szkodę na zdrowiu. Czyli lewa noga się źle zrosła? 20 tys. zł. Prawa ręka? Praworęczni otrzymują po 50 tys. zł. I tak dalej. Oczywiście, przykładowe kwoty są (przeze mnie) całkowicie wyssane z palca, tylko na użytek zobrazowania problemu. Tak właśnie – warto dodać, że źle – myślą ci, którzy uważają, że szkoda i krzywda poszkodowanego pacjenta = orzeczony procent uszczerbku na zdrowiu. Najczęściej oczywiście jest to argumentacja forsowana przez ubezpieczycieli.

Prof. Orlicki jest zdania, podobnie jak ja i większość prawników zajmujących się szkodami związanymi z utratą zdrowia i życia, że zadośćuczynienie, które sąd może przyznać próbując tą drogą wynagrodzić krzywdę poszkodowanemu, nie da się ująć w ścisłe, matematyczne ramy.

Jesteśmy zdania, że na przykład (przykład mój, nie Profesora), jeśli na skutek dwóch różnych błędów lekarskich konieczna będzie amputacja prawych nóg u dwóch czterdziestoletnich mężczyzn, to krzywda każdego z nich może mieć inny wymiar i co za tym idzie, wymagać będzie innego zadośćuczynienia.

Bo jeden z nich może bez problemu nauczyć się korzystania z nowoczesnego oprotezowania i zdobywać góry, założyć rodzinę, bez przeszkód zajmować się dziećmi. A drugi, u którego występują problemy z dopasowaniem protezy, może  stracić pracę, która była pasją jego życia, przestać wychodzić do ludzi, a na domiar złego porzuci go żona, bo stwierdzi, że zgorzkniał na tyle, że nie da się z nim żyć.

Krzywda każdego z nich jest inna i byłoby niesprawiedliwe zasądzić każdemu z tych poszkodowanych taką samą kwotę zadośćuczynienia.

Ale kij ma dwa końce. Bo mając pełną dowolność, zarówno podmioty lecznicze, jak i ubezpieczyciele, czy wreszcie – oczywiście w najmniejszym stopniu – sądy powszechne, w podobnych sprawach i stanach faktycznych, włącznie z podobnym wymiarem krzywdy, zasądzają jednak czasem krańcowo różne kwoty. Pół biedy, gdyby te rekompensaty były zawyżone, czyli na korzyść poszkodowanych.

Częściej są jednak zaniżane. I tak, w przypadku śmierci kilkuletniego dziecka, w jednym sądzie okręgowym zapadnie wyrok o zadośćuczynieniu na rzecz każdego z rodziców po 100 tys. zł., a w innym po 30 tys. Trudno nie mieć wrażenia, że to też jest zwyczajnie, po ludzku, niesprawiedliwe.

Pewnym rozwiązaniem, być może, byłoby wprowadzić widełki: nie mniej niż, nie więcej, niż. Z jednym dużym „ale”: nie więcej niż, CHYBA ŻE sąd, z uwagi na szczególne okoliczności uzna, że należne jest zadośćuczynienie przewyższające górną granicę stawki. I ta koncepcja, zaprezentowana dziś przez prof. Orlickiego do mnie jako tako przemawia.

Jako tako, bo wystarczyłaby dolna granica widełek – jako gwarancja dla poszkodowanych pacjentów, że zobowiązani do wypłaty odszkodowania i zadośćuczynienia za błąd medyczny nie będą mogli już nigdy więcej zaproponować jedynie symbolicznej złotówki, jako kwoty, która ma w pełni zrekompensować krzywdę*.

*Co – może trudno w to uwierzyć – ale kilkukrotnie miało miejsce.

 

 

{ 2 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

Lidia Kwiecień 20, 2018 o 14:26

Panie Mecenas, zgadzam sie z Pania, ze minimum jest najlepszym rozwiazaniem. Ponadto to minimum powinno byc systematycznie weryfikowane poniewaz koszty zycia etc zmieniaja sie i zwykle rosna.
Zycie dostarcza tyle nieprawdopodobnych scenariuszy, ze ustalanie jakiegos maksimum nie wydaje mi sie rozsadne.
Wspaniale, ze z tak wielka konsekwencja broni Pani praw pacjentow.

Pozdrawiam serdecznie
LU

Odpowiedz

Anna - wiejska lekarzyna Kwiecień 24, 2018 o 22:01

pianista, który stracił prawą rękę i leworęki drwal, który stracił prawą rękę…

KAŻDY pacjent INDYWIDUALNIE!!

proszę…

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: