To będzie historia o tym, jak lekarz – orzecznik za wszelką cenę chce bronić innych lekarzy, ale ta chęć „wchodzi” tak mocno, że efekt jest odwrotny. Bo oparzenia na stole operacyjnym w zasadzie nie da się wybronić. Można jednak próbować załagodzić skutki. Niestety, nie tym razem.
Oparzenie na stole operacyjnym nie jest tak rzadkie, jak się wydaje. Do oparzenia pacjentki doszło i tym razem. To, co było nietypowe (o typowych sytuacjach przeczytasz m.in. w poście „Nie jestem strażakiem”), to to, że oparzenie nastąpiło od metalowego kubka z wrzątkiem.
Ten zwykły kubek miał niezwykłe zadanie: ogrzać lub „odparować” optykę laparoskopu, czyli końcówkę z soczewką, co poprawia widoczność. Pech, a właściwie brak wyobraźni kogoś z zespołu operacyjnego sprawił, że naczynie postawiono bezpośrednio przy pacjentce, na stole operacyjnym. I to tak, że przylegał do skóry i spowodował rozległe oparzenie II i III stopnia.
Oparzenie na stole operacyjnym – operacja się udała, ale blizny zostały
Pacjentka długo leczyła skutki poparzenia. Przeszła bolesne zabiegi przeszczepu skóry, na ciele pozostały szpecące blizny.
Wystąpiła do ubezpieczyciela szpitala z wnioskiem o wypłatę. Nie, nie do prokuratury. Nie do sądu. Tak, jak sobie życzyliby lekarze: jest wina, jest szkoda na zdrowiu spowodowana w szpitalu, to nie urządzamy polowania na czarownice. Nie wskazujemy palcem osoby, która zawaliła. Nie ciągamy wszystkich, którzy byli na dyżurze, po prokuraturach i sądach, tylko kulturalnie likwidujemy szkodę z polisy OC szpitala.
Oparzenie na stole operacyjnym okiem biegłego
I tu wkracza cały na biało lekarz-orzecznik, powołany przez zakład ubezpieczeń. Otóż ten lekarz, najwyraźniej zaślepiony misją usprawiedliwiania każdego działania, które podejmował inny lekarz, albo chociaż ktoś, kto obok lekarza stał, albo może tylko przejęty tym, że w końcu wydaje opinię za pieniądze tego, kogo odpowiedzialność ma rozstrzygać, pisze tak:
„W technice laparoskopowej operuje się w zacienieniu (z wygaszonymi światłami na sali operacyjnej) ponieważ jego przebieg jest obserwowany na ekranie monitora. Poza tym pacjent jest „obłożony” jałowymi serwetami i ewentualny kontakt narzędzi, w tym wypadku kubek z gorącym płynem był nie do zauważenia. (…) Opisane zdarzenie nie jest powikłaniem, a jedynie zdarzeniem niepożądanym.”
Zdarzenie niepożądane, jatrogenna szkoda? Nic z tych rzeczy
To, że jest to zdarzenie niepożądane, to oczywiste. Nieoczywiste, a właściwie absurdalne jest jednak to, co dalej pisze biegły. Że świadczeń medycznych udzielono zgodnie ze stanem aktualnej wiedzy medycznej. Oraz: że dołożono należytej staranności podczas udzielania świadczeń w placówce medycznej. I jeszcze: że nie doszło do żadnego błędu medycznego.
Biegły niebiegły
Dlaczego pan orzecznik, AP chirurg z Hajnówki, się myli?
Otóż:
- po pierwsze: chałupniczo wykorzystywany kubek z gorącym płynem nie jest żadnym narzędziem (ani wyrobem medycznym)
- po drugie: nikt nigdy w żadnej publikacji naukowej nie uznał za dopuszczalne stawiania gorącego metalowego kubka w polu operacyjnym, gdzie może dotknąć skóry pacjenta
- po trzecie: w laparoskopii światła na sali mogą być przygaszone, bo operator patrzy na monitor, ale nie znaczy to, że zespół jest zwolniony z kontroli pola, narzędzi, przewodów, płynów i źródeł ciepła. Standard bezpieczeństwa w chirurgii idzie w przeciwną stronę. Im gorsza widoczność i im bardziej pacjent jest przykryty, tym bardziej trzeba eliminować niekontrolowane źródła ryzyka
- po czwarte: jeśli podczas operacji zespół operacyjny ma używać podgrzewacza optyki, to powinien to być dedykowany jałowy wyrób albo bezpieczna metoda przewidziana w procedurze. Na rynku dostępne są jednorazowe jałowe podgrzewacze optyki: urządzenia, które ogrzewają optykę do temperatury zbliżonej do temperatury ciała i które aktywowuje się przed obłożeniem pacjenta. W praktyce też często końcówkę laparoskopu ogrzewa się w ciepłym jałowym roztworze na stoliku instrumentariuszki. Następnie końcówkę osusza się jałowo i wprowadza przez trokar.
Oparzenie podczas operacji – błąd organizacyjny
To, do czego doszło w przypadku tego oparzenia, to wynik błędu organizacyjnego, który jest rodzajem błędu medycznego. Czy zabrakło procedur, czy też ich nie przestrzegano, wykaże dalsze postępowanie. Jedno jest pewne: taka treść opinii zakrawa na kpinę. A dodatkowo naraża biegłego na odpowiedzialność karną za wydanie fałszywej opinii oraz na odpowiedzialność zawodową – jest to przewinienie etyczne.
Czytaj więcej o odpowiedzialności biegłych m.in. tutaj: „Kiedy biegły sądowy zapłaci odszkodowanie”
Co zrobi pacjentka?
Dlaczego na początku postawiłam tezę, że biegły taką opinią strzelił sobie i swojemu pracodawcy (ubezpieczycielowi) w stopę? Otóż mając taką opinię, ubezpieczyciel prawdopodobnie nie będzie skory do ugodowego zakończenia sporu na rozsądnych warunkach. I taka jedna spolegliwa opinia lekarza może uruchomić całą machinę prawną. Czyli to, czego lekarze postulujący uwolnienie ich od indywidualnej odpowiedzialności bardzo chcieliby uniknąć.
***
Czytaj więcej o no-fault tutaj: „No-fault w sprawach o błedy medyczne”

















{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }