Wiedza tajemna

Jolanta Budzowska        30 kwietnia 2016        4 komentarze

Uwielbiam mroczne, skandynawskie kryminały, ale z nieporównywalnie większą ekscytacją wzięłam do ręki „Błędy i pomyłki w diagnostyce ultrasonograficznej” pod red. Wiesława Jakubowskiego, kiedy wreszcie przysyłka z zamówioną pozycją została doręczona do kancelarii.

Książkę pochłonęłam w kilka godzin. To nie był opasły tom:) Czy od teraz mogę wykonywać badania USG? Oczywiście, że nie. Czy potrafię je zinterpretować? Też raczej nie.

Ale czy po lekturze tej publikacji, niezliczonej liczby opinii biegłych dotyczących USG i przesłuchaniu kilkudziesięciu świadków, którzy zeznają na temat badania ultrasonograficznego, o tym, jak to wpłynęło na dalszą diagnostykę i leczenie – mogę powiedzieć, że wiem, jakie pytania zadać świadkom i biegłym, na co zwrócić uwagę?

Z pewnością tak.

Kilka dni temu byłam gościem krakowskiego Klubu Dziennikarzy „Pod Gruszką”. Podczas spotkania, odpowiadając na pytanie, jak pacjent może uchronić się przed błędem medycznym, odpowiedziałam, że między innymi powinien wiedzieć na co choruje i znać dostępne metody leczenia. Choćby po to, by rozumieć to, co do niego mówi lekarz i wiedzieć, o co pytać –  w końcu jest to warunek wyrażenia tak zwanej „świadomej, poinformowanej zgody na leczenie”.    Źródłem takiej wiedzy może być literatura medyczna, nie tylko popularne portale. Na to jeden ze słuchaczy, lekarz (biegły sądowy), dość bezpardonowo stwierdził, że to niemożliwe, bo przeciętny człowiek nie jest w stanie korzystać z medycznych publikacji naukowych i że samodzielna próba interpretacji jest wręcz niebezpieczna.

Kiedyś, podczas rozprawy, pełnomocnik szpitala w podobnym tonie zadał pytanie świadkowi, cioci poszkodowanego przez błąd medyczny chłopca:

 -Czy zapoznawała się Pani z dokumentacją medyczną?

– Tak.

– Czy ma Pani wykształcenie medyczne?

– Nie.

– To na jakiej podstawie Pani twierdzi, że kraniotomię wykonano za późno?

– Ponieważ potrafię czytać ze zrozumieniem.

Kurtyna.

Wracam do lektury i nie dam sobie wmówić, że wiedza medyczna jest wiedzą tajemną.

{ 4 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

kas.ryn Kwiecień 30, 2016 o 15:51

wiara w nieomylność autora jednej książki zatrważająca, tym bardziej, że książka przestarzała i niezgoda z aktualną wiedzą, a o dostosowaniu do współczesnych standardów to już nie wspomnę

Odpowiedz

Jolanta Budzowska Kwiecień 30, 2016 o 16:46

Szanowna Pani,
pozycja została wydana w 2005 roku i biorę to pod uwagę. Książka jest napisana nie przez jednego autora, a przez dwunastu profesorów i doktorów nauk medycznych, klinicystów z wiodących polskich placówek. A poza tym: nie jest to jedyna książka, jaką przeczytałam w życiu, a nawet nie jedyna publikacja na temat ultrasonografii:)

Odpowiedz

Rafał Maj 8, 2016 o 00:28

Obawiam się, że o kraniotomii decyduje neurochirurg, a nie można nim zostać czytając. Potrzebna jest wiedza empiryczna, inaczej stawałoby się neurochirurgiem po eksternistycznej specjalizacji, bez potrzeby sześcioletniego kształcenia, którego podstawą jest wykonywanie zawodu w szpitalu, a nie w bibliotece. Sądy orzekając, opierają się na opinii neurochirurgów-orzeczników, a nie oczytanych prawników czy cioć.
Oczywiście, edukacja medyczna pacjentów nie jest zła i należy ją propagować, bo pomaga po obu stronach barykady. Podobnie jak edukacja prawnicza. Ale rozsądnie jest przyjąć, że oczytanie nie zastąpi akademickiego wykształcenia medycznego, prawniczego również.

Odpowiedz

Jolanta Budzowska Maj 8, 2016 o 08:17

Oczywiście, ma Pan rację, Panie Rafale. Proces sądowy ma tę specyfikę, że wszyscy, chcąc nie chcąc, patrzą na problem ex post, a sytuacje, które w danym momencie wymagały decyzji „na gorąco” oceniane są w innych warunkach, często akademickiego dyskursu.
Słusznie nie odbiera Pan prawa pacjentom czy rodzinom do oczytania, czy też zwykłego zainteresowania (z wczytaniem się w dokumentację medyczną) swoim problemem medycznym. Czasem rodzina czuwająca przy łóżku pacjenta widzi więcej niż nadmiernie obciążony pracą lekarz czy pielęgniarka.
W tym przypadku o kraniotomii rzeczywiście zdecydowano za późno, po naciskach neurochirurga, autorytetu z innego ośrodka (konsultacja odbyła się na prośbę rodziny). Narastające wcześniej ciśnienie wewnątrzczaszkowe spowodowało nieodwracalne zmiany w mózgu pacjenta.

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: