Błąd medyczny, zdarzenie medyczne, NIK, Wojewódzkie Komisje i co dalej?

Jolanta Budzowska        02 grudnia 2018        2 komentarze

Mam w ręku „jeszcze ciepły” dokument – raport Najwyższej Izby Kontroli (NIK) o funkcjonowaniu Wojewódzkich Komisji ds. Orzekania o Zdarzeniach Medycznych: ”Pozasądowe dochodzenie roszczeń przez pacjentów. Informacja o wynikach kontroli”.  Pełny raport ma sporą objętość. Trzyma jednak czytelnika całkiem nieźle w napięciu przez wszystkie 77 stron, bo kontrola NIK ujawniła sporo nieznanych informacji o działalności Komisji!

Co to jest: Wojewódzka Komisja do spraw Orzekania o Zdarzeniach Medycznych?

Zanim przejdę do konkretów, to kilka słów wprowadzenia: Wojewódzkie Komisje orzekają na temat szpitalnych zdarzeń medycznych, które miały miejsce po 1 stycznia 2012 r. Komisje miały być szybką ścieżką dochodzenia roszczeń dla poszkodowanych pacjentów tak, aby pacjent – ofiara zdarzenia medycznego, który chce dochodzić odszkodowania i zadośćuczynienia za błąd medyczny, nie był „skazany” na wieloletni proces sądowy.

Co na temat działalności Wojewódzkich Komisji ds. Orzekania o Zdarzeniach Medycznych wykazała kontrola NIK?

Mówić krótko, raport NIK nie pozostawia wątpliwości co do tego, że póki co, Wojewódzkie Komisje nie spełniły nadziei, pokładanych w nich przez pacjentów:

  • postępowania zamiast 4 miesiące, trwają znacznie dłużej, w skrajnych przypadkach nawet 22 miesiące,

 

  • długi czas oczekiwania na opinie biegłych znacznie wydłużał czas postępowania, średni czas sporządzenia opinii biegłego to 59 dni, a zdarzyło się, że i 639 dni (blisko 22 miesiące!),

 

  • nawet, jeśli zostaje wydane orzeczenie o zdarzeniu medycznym, to szpitale nie są zainteresowane (!) wypłatą świadczeń adekwatnych do poniesionych przez pacjentów szkód, zaniżają proponowane zadośćuczynienie i odszkodowanie za błąd medyczny: 72 % pacjentów odrzuciło proponowaną przez szpital rekompensatę za szkodę na zdrowiu,

 

  • Komisje nie wyręczyły sądów, bo mimo ich funkcjonowania, pozew o błąd medyczny jest chętniej wybieraną przez pacjentów ścieżką dochodzenia roszczeń: w latach 2012-2017 do polskich sądów wpłynęło średnio 905 takich spraw rocznie.

I inne ciekawostki z raportu NIK na temat Wojewódzkich Komisji…

W Raporcie znalazło się też sporo innych, dających do myślenia, danych statystycznych:

  • blisko 70 % spraw z wniosku o ustalenie zdarzenia medycznego skończyło się orzeczeniem o braku zdarzenia medycznego, czyli pacjent nie miał racji…;

 

  • spośród medyków, zasiadających w Komisji, jedynie połowa to lekarze, 1/3 to pielęgniarki i położne, pozostała część to osoby wykonujące „inny zawód medyczny”;

 

  • w latach 2012-2017 do sądów okręgowych w I instancji (to tam trafiają najpoważniejsze sprawy związane z błędami medycznymi) wpłynęły 4284 sprawy. Roszczenia pacjentów zostały uwzględnione w całości lub w części w ponad 28 % spraw – czyli statystyka racji pacjenta jest mniej więcej taka sama, jak w przypadku Komisji… – pacjenci najczęściej przegrywają;

 

  • czas trwania postępowania sądowego przed sądami okręgowymi I instancji wydłużał się sukcesywnie na przestrzeni ostatnich lat: z 963,1 dnia w 2012 r. do 1057,8 dnia na koniec 2017, podobnie przed sądami apelacyjnymi: z 137,3 dnia do 263,0 dni (na koniec 2017 r.) i – uwaga – do 390,3 dnia na koniec I kwartału 2018 r.

W uproszczeniu: średni czas trwania procesu w I instancji można dziś szacować na ponad 3 lata, w postępowaniu apelacyjnym: grubo ponad rok! Według moich doświadczeń w największych sądach (przede wszystkim w Warszawie, w Katowicach, w Krakowie) postępowania trwają niestety jeszcze dłużej.

I wisienka na torcie, czyli co to jest błąd medyczny?

Zupełnie przy okazji, bo w części wstępnej Raportu dotyczącej orzekania o zdarzeniach medycznych ( a nie: błędów medycznych), NIK zawarł słowniczek pojęć, a w nim definicję błędu medycznego. Zacytuję, bo ilu prawników i ilu medyków, tyle tych definicji, więc nie zaszkodzi poznać poglądu NIK:

Błąd medyczny dotyczy działalności osoby wykonującej zawód medyczny i odnosi się do uchybień popełnionych przez nią w procesie leczenia, a więc stanowi naruszenie reguł postępowania ocenianych w kontekście nauki i praktyki medycznej”.

Czy obecny model funkcjonowania Komisji chroni pacjenta?

Nie. Wg NIK, obecny model Komisji nie chroni pacjenta i nie zapewnia mu skutecznego narzędzia dochodzenia odszkodowania i zadośćuczynienia za błąd medyczny. Funkcjonowanie Komisji wymaga reformy. Nie da się ukryć, że podzielam ten pogląd, ale z jednym zastrzeżeniem: wszczęcie postępowania przed Komisją nawet dzisiaj w pewnych sytuacjach może być znacznie korzystniejsze dla pacjenta, niż zawiadomienie prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa albo złożenie pozwu o odszkodowanie za błąd medyczny do sądu cywilnego.

Kiedy?

Zapraszam do lektury innych moich wpisów na temat Wojewódzkich Komisji ds. Orzekania o Zdarzeniach Medycznych, w tym ostatniego na ten temat plusów i minusów złożenia wniosku do Komisji: “Wojewódzka Komisja do Spraw Orzekania o Zdarzeniach Medycznych”. 

Zapraszam także do kontaktu:-)  kancelaria BFP:

krakow@bf.com.pl

tel.:+48124280070 

Wojewódzkie Komisje ds Orzekania o Zdarzeniach Medycznych

Sąd Okręgowy w Warszawie – Sąd czy Wojewódzka Komisja?

{ 2 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

Michał Moćko Grudzień 2, 2018 o 11:32

Proszę Pani. Ale nie tylko Wojewódzkie Komisje działają w ten sposób a więc na zasadzie \”syndromu wyparcia\”. Są inne instytucje które mogą zapobiegać zdarzeniom medycznym. Jeśli chodzi o zakażenia to jest to Inspekcja Sanitarna, jeśli chodzi o problemy z lekami jest to GIF. W projektach ustaw powołujących te instytucje do życia wszystko jest bardzo ładnie napisane – instytucje te mają służyć pacjentowi. Zresztą taka sama rola jest przypisywana Rzecznikowi Praw Pacjenta. Problem w tym, że po zgłoszeniu spraw do centrali tych instytucji, dana sprawa przelatuje z samej góry przez struktury wojewódzki a ostatecznie lądują sprawy w powiecie. Czy ktoś z samego dołu postawi się swoim zwierzchnikom? 😀 W cuda to ja nie wierze 🙂

Dam Pani przykład – mój przykład. Jak Pani być może pamięta w mojej sprawie chodziło o wadliwie zastosowany lek. Podawano mi częściowe żywienie pozajelitowe (bez emulsji tłuszczowej) nie chroniąc go przed działaniem promieni słonecznych co niemal mnie wysłało na spotkanie z Hadesem. Powiadomiłem wszystkie instytucje w tym kraju które w skrócie uznały że… \”nie ma dowodu\” na to że ten lek należy stosować inaczej.

Jak się niedawno okazało… producent zmienił konstrukcje opakowania oraz zakazał łączenia składników tj. witamin z jonami.

GIF stwierdził że dowodu na negatywny wpływ czynników fizycznych nie ma… nie ma? Naprawdę? 😀 Po 4 latach walki z idiotami w kitlach wyciągnąłem od Fresenius-Kabi pełne badania stabilności fizyko-chemicznej leku, użyte do jego rejestracji. No więc? Czy GIF mógł naprawdę nie wiedzieć że zarzuty są słuszne? Przecież mieli do dyspozycji URPL.

Odpowiedz

KW Grudzień 2, 2018 o 12:09

Czyli nie ma nic dziwnego, że sprawa zgłoszona w prokuraturze we wrzesniu 2017, świadkowie (rodzina) przesłuchani w grudniu-styczniu 2018, a lekarze jeszcze nie ? Jest na nich jakiś sposób ? Czy to przewlekłość sledztwa ?

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: