Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Jak uzyskać odszkodowanie?

Jakiś czas temu napisałam „Poradnik dla świadka w sprawie medycznej”. Sądząc po ilości pobrań (także na drugim blogu bladprzyporodzie.com), okazał się przydatny wielu moim czytelnikom, z czego bardzo się cieszę!

Proces o błąd medyczny jest stresujący, nie tylko dla poszkodowanych pacjentów, ale także dla świadków.

Dlatego dorzucam jeszcze garść dodatkowych uwag i przemyśleń „procesowych”.

O czym warto pamiętać, zeznając w sądzie, aby Twoje zeznania zostały ocenione przez Sąd jako wiarygodne i wartościowe?

  1. mów prawdę: każde, nawet najmniejsze kłamstwo może być wykorzystane przeciwko Tobie. Jeśli Cię na nim „złapie” przeciwnik procesowy lub Sąd – Twoje zeznania mogą w całości być ocenione jako niewiarygodne, nie mówiąc już o odpowiedzialności za składanie fałszywych zeznań;
  2. unikaj słów takich jak „zawsze” i „nigdy” – chyba, że jesteś absolutnie pewny, że w tym przypadku rzeczywiście można z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że „zawsze” albo „nigdy”J; w przeciwnym razie, łatwo będzie wskazać jakiś wyjątek, który pokaże, że generalnie przesadzasz…
  3. jeśli się pomylisz: popraw się najszybciej, jak to jest możliwe; 
  4. bądź poważny: żarciki albo arogancja rzadko spotyka się z sympatią Sądu…
  5. mniej znaczy lepiej: staraj się odpowiadać konkretnie na pytania, nie zmieniaj tematu i nie rozwijaj wątków ponad potrzebę (pełnomocnik wie o co Cię dopytać, jeśli Twoja odpowiedź będzie niepełna);
  6. nie osądzaj – jesteś bardziej wiarygodny, jeśli Twoja relacja jest obiektywna, pozbawiona (negatywnych) emocji w stosunku do przeciwnika procesowego albo innych uczestników wydarzeń, którzy są „bohaterami” Twoich zeznań;
  7. bądź cierpliwy – Twoim zadaniem jest odpowiadać na pytania. Może ich być dużo, mogą być trudne, czasem nawet uznasz je za głupie. Gdy nie powinny być zadane – zdecyduje o tym Sąd i uchyli dane pytanie, mogą też na niedopuszczalność pytania zwrócić uwagę pełnomocnicy – Ty sam naprawdę jedynie w ostateczności…
  8. poproś o przerwę – jeśli tego potrzebujesz. Jeśli źle się czujesz, jeśli musisz uspokoić emocje – poproś o przerwę. Tak będzie lepiej dla Ciebie i dla sprawy.

Powodzenia na sali sądowej:-)!

 

Nie jestem strażakiem i nie mogę wydawać opinii odnośnie samozapłonu. Mogę tylko na podstawie wiedzy i doświadczenia stwierdzić, że płomień środków dezynfekujących jest niewidoczny, jest bezbarwny i bez zapachu. Jest on dlatego długo niewidoczny dla personelu i dlatego powoduje tak ciężkie oparzenia III ˚. (…)

Nie stwierdzono awarii noża elektrycznego ani innego urządzenia elektrycznego. Płytka uziemiająca według pielęgniarki była prawidłowo założona na udo. Pielęgniarka miała stolik operacyjny, na którym były narzędzia i materiały opatrunkowe, np. gaziki, daleko od pola operacyjnego. Poza tym, nie paliły się gaziki, a obłożenie pola operacyjnego na brzuchu pacjenta.

Oceniam postępowanie zespołu medycznego jako zgodne z regułą i zasadami działania chirurgicznego. Nie widzę błędu medycznego.”

Kto tak powiedział, a właściwie nawet napisał?

Biegły specjalista chirurgii ogólnej. Wypowiadał się w tej sprawie, bo operacja, jakiej poddał się poparzony pacjent, była typową operacją chirurgiczną. Przebiegła z powikłaniem, a zoperowany pacjent długo po zabiegu musiał leczyć rany oparzeniowe.

Może trzeba było poprosić sąd o opinię strażaka???

Nie trzeba było. Udało się mi udowodnić, że ten biegły nie ma racji. Odpowiednie przygotowanie pacjenta do zabiegu operacyjnego polega między innymi na osuszeniu skóry ze środka odkażającego. Same tylko opary środka dezynfekującego zapalają się jedynie wyjątkowo i nie powodują tak głębokich ran, jak w tym przypadku.

Z moich doświadczeń wynika, że w szpitalu stosunkowo łatwo o poparzenie pacjenta albo o termiczne uszkodzenie tkanek. Jest to tak zwane oparzenie jatrogenne.

Nie raz już sprawy poparzeń pacjentów „lądowały” w sądzie, choć wydawałoby się, że aż się prosi o ugodę, gdy doszło na przykład do:

  • rozległego oparzenia skóry z powodu nieprawidłowego przyłożenia uszkodzonej elektrody biernej do powierzchni skóry pacjenta (gdy w trakcie operacji używany jest aparat do elektrokoagulacji) podczas operacji ortopedycznych,
  • bolesnego poparzenia klatki piersiowej u pacjentki na skutek zapalenia się skóry – nie osuszono jej ze środka dezynfekującego i zapaliła się podczas używania w trakcie operacji urządzeń elektrycznych
  • głębokiego oparzenia skóry spowodowanego wadliwym przyleganiem (nieuszkodzonej) elektrody aparatu do koagulacji do ciała  pacjenta,
  • dotkliwego i trudno gojącego się oparzenia stopy pacjenta na skutek uszkodzenia koca termicznego, którym okryty był pacjent podczas operacji laryngologicznej,
  • rozległego oparzenia skóry, których następstwem były szpecące blizny, po zabiegach depilacji laserowej,
  • przerwania ciągłości jelit podczas operacji sąsiednich organów, na skutek uszkodzenia termicznego,
  • uszkodzenia tkanek miękkich w jamie brzusznej na skutek wyładowania elektrycznego (awaria urządzenia używanego podczas operacji).

Oparzenia wiążą się z bólem i martwicą tkanek. Zwykle źle i długo się goją. Utrudniają też leczenie choroby podstawowej, z którą pacjent zgłosił się do szpitala.  Opóźniają rehabilitację i powrót do pracy. Często pozostawiają trwałe blizny.

W części z tych wymienionych wyżej spraw, zapadły już wyroki, Część jest w toku. Choć to nie są łatwe procesy, pacjent może przynajmniej uzyskać rentę, zadośćuczynienie i odszkodowanie za oparzenie podczas operacji.  I to bez strażaka!

 

 

Niestety, nie będę mogła być osobiście na spotkaniu Komisji Ekspertów ds. Zdrowia u Rzecznika Praw Obywatelskich 7 lutego br.

To niewątpliwie duże wyróżnienie: być zaproszoną jako „praktyk prawa medycznego”, którego głos ma ułatwić Rzecznikowi identyfikację potrzeb pacjentów w systemie ochrony zdrowia.

Problem w tym, że właśnie sprawy pacjentów są dla mnie najważniejsze, a w tym samym dniu mam bardzo ważną rozprawę w precedensowej sprawie o poważny błąd medyczny.  Moja obecność w sądzie jest niezbędna, a Rzecznik prawdopodobnie da sobie radę beze mnie – tym razem;-)

Faktem jest jednak, że RPO stara się robić dużo dobrego dla poprawy sytuacji pacjentów. Wspominałam o tym już na blogu: tu (dotyczy praw rodziców w szpitalu) i tu (dotyczy zgody na leczenie). Dlatego, żeby nie stracić okazji do pomocy Rzecznikowi, na spotkaniu zastąpi mnie mec. Anna Miśtal-Kluś z warszawskiej „dywizji” kancelarii BFP, doświadczona prawniczka z mojego zespołu ds. błędów medycznych.

Problemów, z jakimi spotykają się pacjenci w systemie ochrony zdrowia jest bez liku. Zostawmy na boku jakość leczenia i dostępność, bo obawiam się, że RPO nie ma mocy sprawczej, aby w tak podstawowych kwestiach wyręczyć Ministra Zdrowia.

Według mnie jest jednak sporo stosunkowo drobnych, ale przez to może łatwych do wdrożenia inicjatyw, które sprawiłyby, że pacjent miałby po prostu większy wpływ na swoje leczenie.

Na przykład:

  • Szpital powinien prowadzić gromadzić dane i rzetelnie analizować błędy medyczne. Weryfikacji powinno podlegać każde zgłoszenie od pacjenta i rodziny, a wyniki takich analiz (oczywiście po zanonimizowaniu) powinny być dostępne dla każdego, choćby na www szpitala. Nawet, jeśli po wyjaśnieniu skargi pacjenta konkluzja szpitala będzie taka, że pacjent nie miał racji, to lektura takiej analizy pozwoli zainteresowanym wyrobić sobie własny pogląd. Pozytywnym „skutkiem ubocznym” może być poprawa organizacji pracy wewnątrz szpitala, co pozwoli na zmniejszenie ilości błędów medycznych. OK, autopoprawka: to nie jest „drobna kwestia” – szpitale bronią się rękami i nogami przed przyznaniem się do jakichkolwiek „zdarzeń niepożądanych”, więc nie będzie łatwo to przeforsować).
  • Szpital powinien informować pacjentów, jakie ma doświadczenie w tych zabiegach operacyjnych, które nie są rutynowe i jakie doświadczenie mają poszczególnie lekarze wykonujący dane zabiegi. Gdyby pacjent wiedział na przykład, że szpital wykonuje zabiegi rekonstrukcji więzadła przedniego krzyżowego dopiero od dwóch miesięcy, a lekarz, który ma go operować na swoim koncie niespełna 20 takich operacji, to może wybrałby inną placówkę. Może nie – ale wybór powinien należeć do pacjenta.
  • Pacjent powinien wiedzieć, kto będzie go operował. Dla pacjenta ma znaczenie, czy podda się zabiegowi wykonywanemu przez doświadczonego operatora czy przez lekarza w trakcie specjalizacji.
  • Informacja o możliwych powikłaniach, jaką pacjent dostaje przed wyrażeniem tzw. świadomej zgody na operację, powinna być zindywidualizowana. Na przykład, że poziom ryzyka u danego pacjenta jest szczególnie wysoki albo niski. Niektóre szpitale to uwzględniają w formularzach zgody, ale większość nie. W efekcie pacjent jest straszony wszystkimi możliwymi konsekwencjami, z zakażeniem szpitalnym i śmiercią (nawet, gdy zabieg jest stosunkowo drobny) włącznie. Taka informacja nie ma  wartości: jest o wszystkim i o niczym.

Pomysłów na poprawę relacji pacjent – lekarz (i w efekcie poprawę sytuacji pacjentów i poszkodowanych pacjentów) mam dużo więcej. Nazbierało mi się różnych spostrzeżeń przez blisko dwadzieścia lat prowadzenia procesów o odszkodowanie za błąd medyczny. Zobaczymy, co z tego okaże się być przydatne dla RPO i jak będzie w stanie wykorzystać pozyskane od uczestniczących w spotkaniu ekspertów uwagi.

 

 

Czy szpital może odmówić leczenia?

Jolanta Budzowska24 stycznia 20173 komentarze

Często klienci pytają mnie, czy szpital może odmówić leczenia.

Odpowiedź brzmi: czasami niestety może.

Nie może, gdy:

– istnieje niebezpieczeństwo utraty życia, ciężkiego uszkodzenia ciała lub ciężkiego rozstroju zdrowia. Wtedy pacjent ma prawo do natychmiastowego udzielenia świadczeń zdrowotnych zawsze i od każdego lekarza – czy to prywatnie czy w placówce publicznej.

Przed kilkoma dniami potwierdził to w wyroku Naczelny  Sąd  Administracyjny (sygn. akt II OSK 2619/16, wyrok  z 17 stycznia  2017 r.).  NSA  rozpatrywał sprawę, w której negatywną dla szpitala decyzję wydał wcześniej Rzecznik Praw Pacjenta. Chodziło o przebieg leczenia dziecka, które po wypadku komunikacyjnym zostało przetransportowane śmigłowcem lotniczego pogotowia ratunkowego do szpitala. Po wylądowaniu personel medyczny lecznicy odmówił przyjęcia dziecka, ponieważ w tym dniu dyżur neurochirurgiczny pełniła inna lecznica…

Czyli klasyczna sytuacja odsyłania pacjenta od drzwi, do drzwi.

Sąd nie miał wątpliwości, że szpital, do którego zespół ratowniczy przywozi pacjenta w stanie zagrożenia życia, nie może się tłumaczyć brakiem lekarzy czy innymi trudnościami organizacyjnymi i odmówić przyjęcia.

***

Gdyby ktoś z Państwa potrzebował podstawy prawnej, to NSA wskazał, że obowiązek udzielenia świadczeń zdrowotnych pacjentowi, który jest w stanie nagłym zagrażającym jego życiu lub zdrowiu, wynika bezpośrednio z Konstytucji RP (art. 68 ust. 1) i z ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta. Zgodnie z ustawą pacjent ma prawo do natychmiastowego udzielania świadczeń zdrowotnych ze względu na zagrożenie zdrowia lub życia (art. 7).  Także przepis art. 15 ustawy z dnia 15 kwietnia 2011 r. o działalności leczniczej mówi, że podmiot leczniczy nie może odmówić udzielenia świadczenia zdrowotnego osobie, która potrzebuje natychmiastowego udzielenia takiego świadczenia ze względu na zagrożenie życia lub zdrowia.

 

Właściwie, chodzi  nie o to czy zawiadomić prokuraturę, kiedy podejrzewamy błąd medyczny, ale jak to zrobić.

Mam na myśli szczególną sytuację, kiedy umiera pacjent – osoba nam bliska, a my stoimy przed dylematem, co robić? I czy na pewno musimy działać natychmiast?

Tak.

Ważne są dwie kwestie:

  • zabezpieczenie dokumentacji medycznej i
  • prokuratorska sekcja zwłok.

Bez tego udowodnienie, że przyczyną śmierci pacjenta jest błąd lekarza czy w ogóle, błąd w leczeniu może okazać się niemożliwe.

Instruktaż krok po kroku, jak nie dać się zbyć w prokuraturze i na policji, zawarłam w poście na moim drugim blogu: błąd przy porodzie.