Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Jak uzyskać odszkodowanie?

Pomylenie pacjenta i niepotrzebna operacja

Jolanta Budzowska14 października 2025Komentarze (0)

W ostatnich dniach przez media przetoczyła się fala artykułów na temat dramatu 42-letniej pani Ewy z Radomia, która przeszła operację ratującą życie…, choć ta wcale nie była potrzebna. Nie prowadzę tej sprawy, więc nie znam wszystkich szczegółów. Już tylko na podstawie samych doniesień medialnych można jednak sformułować kilka spostrzeżeń wyjaśniających źródła tak tragicznej pomyłki lekarzy i pomylenia pacjenta.

Pani Ewa trafiła do pierwszego szpitala z bólem brzucha. Rozpoczęto postępowanie diagnostyczne. Wykonano między innymi tomografię komputerową klatki piersiowej, w tym aorty, oraz tomografię tętnic jamy brzusznej, w tym aorty.

Pilna diagnostyka – stan zagrożenia życia

Po serii badań usłyszała diagnozę: podejrzenie tętniaka rozwarstwiającego aortę. Tętniak rozwarstwiający aortę to stan bezpośredniego zagrożenia życia pacjenta. Wymagane jest pilne działanie. Operacja wykonana w trybie natychmiastowym. Przeprowadzenie tej operacji nie było możliwe w tym szpitalu, do którego trafiła chora. Podjęto decyzję o przekazaniu pacjentki do ośrodka wyższej referencyjności – z oddziałem kardiochirurgii.

Tomografia komputerowa – obraz czy opis?

Do tego momentu wszystko wydaje się przeprowadzone książkowo. Choć trzeba przyznać, że pojawiają się też informacje, że Rzecznik Praw Pacjenta zauważył, że w szpitalu nie sporządzono pełnego opisu wyników wykonanych badań. Nie czyniłabym z tego jednak zarzutu. Dlaczego? Opisanie badań zabiera czas, którego ani lekarze, ani pacjentka, nie mieli. Trzeba było jak najszybciej przekazać pacjentkę do specjalistycznego szpitala.

Zakładam, że wraz z pacjentką przekazano wyniki badań obrazowych, takich jak TK, w formie elektronicznej. Zresztą nie wyobrażam sobie, żeby lekarze podejmujący decyzję o operacji, działając zgodnie z aktualną wiedzą medyczną, nie zapoznali się wcześniej z badaniem w formie elektronicznej, i nie dokonali własnej oceny, poprzestając na samym opisie sporządzonym w innym szpitalu.  Jak widać jednak w tej sprawie wyobraźnia mnie zawiodła.

Lekarz pomylił pacjenta?

Dalsze wydarzenia owiane są mgłą tajemnicy, bo warszawski szpital nabrał wody w usta. Czy to lekarz pomylił pacjenta? A może do pomyłki doszło na wcześniejszym etapie?

Najbardziej chyba prawdopodobny jest scenariusz, że zamieniono dokumentację dwóch pacjentek. Rzecznik Praw Pacjenta stwierdził bowiem, że niezgodności stwierdzono już na etapie tej części dokumentacji medycznej, w skład której wchodzi m.in. wywiad z pacjentem.

„Wyniki badań i dokumentacja medyczna należały do zupełnie innej osoby. Pani Ewa nigdy nie miała blizn ani przepukliny, które widniały w jej kartotece” — ujawniła reporterom „Interwencji” Urszula Rygowska-Nastulak z Biura Rzecznika Praw Pacjenta.

Ta druga pacjentka musiała więc mieć zbliżone rozpoznanie, ale niewątpliwie bardziej jednoznaczne wskazania do operacji, skoro pani Ewa, wzięta za nią, trafiła od razu na stół operacyjny.

Operacja przez pomyłkę

Tu pojawia się kolejny zarzut względem warszawskiego szpitala. Od wielu lat funkcjonuje coś takiego jak Okołooperacyjna Karta Pacjenta. Wprowadzono ją m.in. po to, by uniknąć pomyłek lekowych w profilaktyce antybiotykowej, pomylenia usuwanego organu czy pomylenia pacjenta. Obowiązkiem osoby odpowiedzialnej za treść Karty jest m.in. potwierdzenie tożsamości pacjenta. Tajemnicą poliszynela jest, że ta Karta traktowana jest jak zło konieczne, piąte koło u wozu, kolejny biurokratyczny obowiązek nakładany na lekarzy.

 

Niepotrzebna operacja

Okołooperacyjna Karta Pacjenta

Jak widać, gdyby w tej sprawie lekarze trzymali się procedur, ryzyko zoperowania „nie tej” pacjentki, byłoby minimalne lub żadne.

Niepotrzebna operacja – pomylenie pacjenta

Pani Ewa przeszła więc – wg doniesień medialnych – niepotrzebną operację. Najwyraźniej, gdyby lekarze warszawskiego szpitala przeanalizowali właściwą dokumentację – Pani Ewy – to doszliby do wniosku, że w jej przypadku nie ma jednak wskazań do leczenia zabiegowego. Niezależnie od podejrzeń wysuwanych w innym szpitalu.

Zadośćuczynienie i odszkodowanie za błąd medyczny, na jakie ma szansę pani Ewa, zależy głównie od tego, jak wielkie szkody na jej zdrowiu to spowodowało. Każda niepotrzebna operacja to ryzyko powikłań, niekorzystny wpływ znieczulenia na zdrowie pacjenta, czas rekonwalescencji i wyłączenia z normalnego funkcjonowania, i wreszcie ryzyka na przyszłość.

To miał być rutynowy zabieg

O tej sprawie pisze się: „to miał być rutynowy zabieg”. Jak uczy życie, nie ma leczenia ani zabiegów w pełni bezpiecznych. Pomyłka lekarza, błąd lekarski – niestety są także wpisane w ryzyko leczenia.

Jeszcze jedna kwestia (byłabym zapomniała). A co z tą drugą pacjentką, której wyniki pomylono z wynikami pani Ewy? Skoro w rzeczywistości pani Ewa nie miała rozwarstwiającego się tętniaka aorty, to może ta druga pacjentka była poważnie chora? Przecież to prawdopodobnie jej alarmujące, ale błędnie przypisane pani Ewie, wyniki, były przyczyną natychmiastowej operacji? O jej losie media nie piszą.

I uwaga końcowa. Przedstawiony w tym poście przebieg wydarzeń – jak zaznaczyłam wyżej – to tylko moja hipoteza i przypuszczenia. W takich sprawach jednak warto zweryfikować różne scenariusze, bo pacjenci na ogół mają bardzo ograniczony dostęp do informacji, co działo się za kulisami takich zdarzeń niepożądanych.

O podobnych zdarzeniach możesz przeczytać tutaj:

Wypadek w szpitalu

Pomyłka lekowa

A tu informacja o odszkodowaniu za śmierć pacjenta, u którego lekarze nie rozpoznali zagrożenia związanego z tętniakiem aorty: Wygrane sprawy BFP

Każdy szpital ma obowiązek posiadać polisę OC, czyli ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej. Dokładnie tak jak jest to z ubezpieczeniem OC samochodu. Ubezpieczenie OC szpitala (odpowiedzialności cywilnej) to obowiązkowe ubezpieczenie, które ma chronić szpital przed finansowymi skutkami szkód wyrządzonych pacjentom w związku z udzielaniem świadczeń zdrowotnych. Ubezpieczyciel wypłaca poszkodowanemu pacjentowi odszkodowanie za błąd medyczny, zwalniając sprawcę, czyli szpital, z pokrywania tego z własnej kieszeni, czyli z budżetu szpitala.

Brzmi dobrze, prawda? Niestety jest jedno „ale”. A właściwie nie jedno, a kilka.

Minimalna polisa OC szpitala

Po pierwsze, obowiązkowe ubezpieczenie OC szpitala, czyli  minimalna suma gwarancyjna* ubezpieczenia wynosi:

  • 100 000 euro na jedno zdarzenie
  • 500 000 euro na wszystkie zdarzenia objęte ubezpieczeniem.

Co to oznacza w praktyce? Że jeśli w szpitalu wydarzy się poważny błąd medyczny, a jego konsekwencją będzie na przykład stan wegetatywny pacjenta, to z pewnością obowiązkowe OC nie wystarczy na wypłatę zadośćuczynienia – przykładowo – powyżej 1 mln. zł., odszkodowania i renty miesięcznej, nie mówiąc już o zadośćuczynieniu dla osób bliskich pacjenta. Kwoty renty sięgają dziś kilkudziesięciu tysięcy złotych, a najwyższa renta uzyskana przez naszą kancelarię na rzecz klienta to ponad 50 tys. zł. miesięcznie!

Jeśli więc szpital nie ma dodatkowego ubezpieczenia, tzw. nadwyżkowego, to trzeba się liczyć z koniecznością pozwania nie tylko ubezpieczyciela, ale i samego szpitala, a być może i lekarzy czy innych członków personelu medycznego uczestniczących w leczeniu.

Przedawnienie roszczeń o błąd medyczny

Uwaga! Bieg przedawnienia roszczeń przerywa się przez zgłoszenie roszczenia lub zdarzenia ubezpieczycielowi oraz przez uzyskanie pisemnej odpowiedzi ubezpieczyciela. Nie dotyczy to jednak przedawnienia przeciwko innym zobowiązanym do zapłaty.

Jeśli więc zgłosimy szkodę do ubezpieczyciela przed upływem  3 lat od dnia, w którym poszkodowany dowiedział się o szkodzie i o osobie obowiązanej do jej naprawienia, to przerwiemy bieg przedawnienia tylko przeciwko ubezpieczycielowi.

Nie przerwiemy jednak tego biegu przeciwko szpitalowi, dopóki nie wystąpimy przeciwko niemu do sądu. W praktyce, czekając do ostatniej chwili, możemy wiec doprowadzić do przedawnienia tych roszczeń, które będą przekraczały wysokość polisy OC szpitala.

Tak dochodzimy do drugiego „ale”.

Likwidacja szkody z OC szpitala

Jeśli wydaje ci się, że po zgłoszeniu błędu medycznego i szkody na zdrowiu, i wydatków z tym związanych, wszystko pójdzie jak z płatka, to niestety się mylisz. Likwidacja szkody to droga przez mękę. I nic tu nie jest ani łatwe, ani przyjemne.

Ubezpieczyciel teoretycznie ma  30 dni na rozpatrzenie wniosku o odszkodowanie i dokonanie wypłaty, licząc od daty zgłoszenia szkody i otrzymania kompletu wymaganych dokumentów. Termin ten może zostać wydłużony, ale tylko w uzasadnionych, skomplikowanych przypadkach. W praktyce, każda sprawa o błąd medyczny jest traktowana przez ubezpieczyciela jako taki uzasadniony przypadek, a postępowanie likwidacyjne trwa miesiącami. W ekstremalnych sytuacjach nawet do roku, choć przepisy mówią, że maksymalny termin na wydanie decyzji to 90 dni.

Łatwo wtedy uśpić czujność poszkodowanego co do przedawnienia roszczeń przeciwko szpitalowi, więc znów: uwaga, trzeba pamiętać o terminach przedawnienia!

Decyzja ubezpieczyciela w sprawie odszkodowania za błąd medyczny

Po otrzymaniu zawiadomienia zdarzeniu – błędzie medycznym ubezpieczyciel ma obowiązek podjąć wszelkie czynności niezbędne do ustalenia przesłanek swojej odpowiedzialności.

Ubezpieczyciel powinien** przeprowadzić postępowanie dotyczące:

  • ustalenia stanu faktycznego zdarzenia,
  • zasadności zgłoszonych roszczeń
  • zasadności wysokości świadczenia, a także

poinformować  jakie dokumenty są potrzebne do ustalenia odpowiedzialności zakładu ubezpieczeń lub wysokości świadczenia, jeżeli jest to niezbędne do dalszego prowadzenia postępowania.

Ubezpieczyciel jest profesjonalistą, korzystającym z wyspecjalizowanej kadry, a w razie potrzeby również z pomocy lekarzy orzeczników (czytaj też: „Orzecznik – biegły w głoszeniu nieprawdy”). Ma więc obowiązek samodzielne i aktywnie wyjaśnić okoliczności zdarzenia oraz wysokości powstałej szkody. Ten obowiązek jest jednak przez ubezpieczycieli notorycznie lekceważony.

Zdarza  się  na  przykład, że  zakład  ubezpieczeń  wydaje  decyzję  odmowną  cytując niemal  słowo  w  słowo  wyjaśnienia szpitala. Co więcej, czasem całe postępowanie ogranicza się wyłącznie do tego!

OC szpitala, gdzie zgłosić błąd medyczny i błąd lekarski

OC szpitala

Zdarza się też, że w decyzji odmawiającej uznania odpowiedzialności i wypłaty odszkodowania wskazuje się ogólnikowo, że odmowa motywowana jest, między innymi, niedostarczeniem przez pacjenta albo ubezpieczonego lekarza dokumentacji.  Skompletowanie i ocena dokumentacji jest jednak obowiązkiem ubezpieczyciela, a nie pacjenta!

Wnioskodawca ma prawo dostępu do dokumentacji prowadzonego postępowania likwidacyjnego. Tymczasem nagminnie zakłady ubezpieczeń udostępniają jedynie wybrane przez siebie dokumenty. A już zapewne zupełnym przypadkiem pomijane są opinie orzeczników – lekarzy korzystne dla pacjenta… Postępowanie takie jest niezgodne z treścią art. 29 ust. 6 ustawy o działalności ubezpieczeniowej i reasekuracyjnej. Zakład ubezpieczeń musi udostępnić osobie występującej z roszczeniem informacje i dokumenty gromadzone w celu ustalenia odpowiedzialności lub wysokości odszkodowania.

Morał

Morał z tego taki, że nie polecam samodzielnego występowania do szpitala i jego ubezpieczyciela z wnioskiem o odszkodowanie za błąd medyczny. Akta szkodowe mogą pomóc w postępowaniu sądowym, ale mogą też zaszkodzić!

 

*Rozporządzenie Ministra Finansów z dnia 29 kwietnia 2019 r. w sprawie obowiązkowego ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej podmiotu wykonującego działalność leczniczą 

** art. 29 ust. 1 ustawy o działalności ubezpieczeniowej i reasekuracyjnej z dnia 11 września 2015 r., tj. z dnia 10 kwietnia 2024 r. (Dz.U. z 2024 r., poz. 838)

 

Nie ulega wątpliwości, że każdy szpital odpowiada za bezpieczeństwo pacjenta, który przebywa na jego terenie i jest w nim leczony. Odpowiedzialność szpitala psychiatrycznego jest jednak dodatkowo uwarunkowana specyfiką schorzeń, na jakie cierpią hospitalizowani tam pacjenci. Pacjenci ci wymagają m.in. ściślejszego nadzoru czy odpowiedniego zabezpieczenia budynku. Z orzecznictwa sądów polskich wynika, że szpitale te są odpowiedzialne także za zapobieżenie zdarzeniom, które w normalnych okolicznościach byłyby trudne do przewidzenia. 

 

***

Zamiast czytania, możesz posłuchać:

***

Pozostawienie pacjenta poza oddziałem

W jednej ze spraw sąd apelacyjny zasądził na rzecz ojca zmarłego pacjenta kwotę 180 tys. zł. tytułem zadośćuczynienia za krzywdę związaną ze śmiercią osoby bliskiej. Sąd przyjął, że szpital psychiatryczny ponosi odpowiedzialność za śmierć pacjenta, który popełnił samobójstwo.

Zdaniem sądu, zachowanie pielęgniarza było niewłaściwe, bowiem pozostawił on pacjenta poza oddziałem zamkniętym, mimo że zgodnie z zaleceniem lekarza ten chory nie mógł opuszczać samodzielnie oddziału. Szpital nie zapewnił odpowiednich warunków nadzoru i opieki nad pacjentem. Obowiązkiem szpitala było niedopuszczenie, aby pacjent miał możliwość zrealizowania nachodzących go myśli samobójczych.  W drugiej kolejności szpital powinien był zastosować takie leczenie, które pomogłoby choremu uporać się z dręczącymi go problemami. (Wyrok SA w Warszawie, sygn. I ACa 478/19).

Odpowiedzialność szpitala psychiatrycznego za nieprzestrzeganie regulaminu

Podobny sposób myślenia zaprezentował Sąd Apelacyjny w Poznaniu w sprawie sygn. I ACr 39/95. Pacjentce, po spacerze, wbrew ówczesnym zasadom szpitala, nie odebrano odzieży wierzchniej (a była to zima), a ona, bez wiedzy kogokolwiek, opuściła budynek szpitala. Jej nieobecność zauważono dopiero przy wieczornym wydawaniu leków. Nie poinformowano policji. Męża powiadomiono dopiero, gdy następnego dnia przyszedł odwiedzić żonę. Chorą odnaleziono po kilku dniach martwą. Popełniła samobójstwo rzucając się pod pociąg.

Sąd podkreślił, że nie ma pewności, czy gdyby pacjentce odebrano odzież zimową, to zapobiegłoby to jej ucieczce i zrealizowaniu zamiaru samobójstwa. Należy jednak uznać, że w takich sytuacjach wystarczy pośredni związek przyczynowy. Przyczyną szkody jest w takich przypadkach zaniechanie czynności, które mogłyby zapobiec przedsięwzięciu lub zrealizowaniu zamachu samobójczego.

Szpital Psychiatryczny im. Babińskiego w Krakowie

Nieudana próba samobójcza

W kolejnej sprawie sąd uznał odpowiedzialność szpitala psychiatrycznego za szkodę na zdrowiu pacjentki, która po próbie samobójczej co prawda przeżyła, ale doszło do poważnych komplikacji zdrowotnych. Chora użyła do próby samobójczej kabla od magnetofonu, który nie został prawidłowo zabezpieczony. Sąd uznał, że

„odbieranie chorym takich przedmiotów należało do normalnych metod zapewniających chorym bezpieczeństwo nie zaś do środków szczególnych, stosowanych jedynie wyjątkowo, w razie potrzeby”.

Zdaniem sądu, biorąc pod uwagę okoliczności i zachowanie pacjentki, przy zachowaniu należytej staranności zdarzenie to powinno być przewidywalne. W konsekwencji sąd przyjął, że zachodzi normalny związek przyczynowo-skutkowy między zaniedbaniem personelu szpitala psychiatrycznego a pogorszeniem stanu zdrowia pacjentki. Pacjentce zasądzono więc 500 tys. zł. zadośćuczynienia oraz miesięczną rentę (Wyrok Sądu Apelacyjnego w Łodzi I ACa 852).

Rzadko się zdarza uzasadnienie wyroku zawierające nie tylko logiczne uzasadnienie wydanego rozstrzygnięcia, ale i napisane takim językiem, który trafia pod strzechy i przemawia nie tylko do rozsądku, ale i do wyobraźni. Lekarz w tym procesie został skazany nie tylko za fałszowanie dokumentacji*. Odpowiada także za narażenia pacjenta na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

***

Zamiast czytania, możesz posłuchać:

 

***

Dla ilustracji tego, co mam na myśli, poniżej zamieszczam moje „ulubione” fragmenty z uzasadnienia pewnego wyroku karnego, uznającego za winnego lekarza, który poświadczył nieprawdę w dokumentacji medycznej. A co do sposobu zredagowania uzasadniania: można? Można!

O tzw. opiniach prywatnych

„Opinie powstające poza procesem karnym nie mogą służyć jako dowód w tym procesie, a co najwyżej jako informacja z dokumentu o potencjalnym dowodzie.”

O lekarzu z karetki: 

„Zadziałał on na zasadzie „bierz i pędź” całkowicie zaniedbując kontynuowania leczenia i monitorowania stanu transportowanego pacjenta – a nie o to w specjalistycznym transporcie medycznym chodzi.”

„Oskarżony lekarz (AB) nie podjął żadnych czynności monitorujących stan zdrowia pacjenta w karetce, w tym w szczególności monitorowania jego parametrów życiowych  w zakresie  natlenowania krwi i czynność serca za pomocą pulsoksymetru, a dopiero po zjechaniu do bazy wypełniał dokumenty, w tym „Kartę zlecenia wyjazdu”, w której poświadczył nieprawdę, jakoby pacjent był podłączony do pulsoksymetru i wpisał tam wymyślone przez siebie wartości saturacji krwi.”

„Nie chodzi o to, jaki był wskaźnik saturacji krwi, tylko o to, że oskarżony poświadczył w dokumencie nieprawdę, jakoby monitorował w tym zakresie parametry życiowe pacjenta, podczas gdy w rzeczywistości pacjent monitorowany nie był, a oskarżony wypełnił po powrocie do bazy dokument wpisując sobie a muzą wyciągnięte z sufitu wartości saturacji.”

O sprzęcie medycznym i podejściu sądu do analizy dowodów

„Z dokumentów tych wynika, że wszystkie urządzenia monitorujące parametry życiowe pacjentów znajdujące się w tej karetce, w tym pulsoksymetr, były sprawne i miały w dniu inkryminowanego zdarzenia ważne badania techniczne. Co prawda załączanie tego dokumentu nie do akt głównych, tylko do załącznika, stanowiło pewne wyzwanie, ale że Sąd ma w zwyczaju czytać akta od deski do deski, to nie umknęło to jego uwadze.”

Fałszowanie dokumentacji

Fałszowanie dokumentacji

*Zgodnie z art. 271§1 kk, funkcjonariusz publiczny lub inna osoba uprawniona do wystawienia dokumentu, która poświadcza w nim nieprawdę co do okoliczności mającej znaczenie prawne, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Pomyłka lekowa

Jolanta Budzowska11 marca 2025Komentarze (0)

Pomyłka lekowa, do jakiej doszło w ostatnich dniach w jednym ze szpitali w Krakowie, skłoniła mnie do przeprowadzenia wywiadu z osobami, które o zasadach wykonywania zawodu pielęgniarki wiedzą bardzo dużo. Rozmawiałyśmy o tym, dlaczego – mimo procedur i szkoleń – pomyłki lekowe nadal się zdarzają, i co zrobić, by ich uniknąć. Zapraszam do lektury!

Moimi rozmówczyniami były:

dr hab. Iwona Malinowska-Lipień, prof. UJ, Kierownik Zakładu Pielęgniarstwa Internistycznego i Geriatrycznego, Dyrektor Instytutu Pielęgniarstwa i Położnictwa

Wydział Nauk o Zdrowiu Uniwersytet Jagielloński-Collegium Medicum

i

Barbara Słupska – Wiceprzewodnicząca Małopolskiej Okręgowej Rady Pielęgniarek i Położnych.

JBDziękuję, że zgodziły się Panie na rozmowę na niełatwy dla środowiska temat. Od razu przejdę do rzeczy: jakie czynniki w pracy pielęgniarki zwiększają ryzyko dla pacjentów i dla niej samej – chodzi mi na przykład o ryzyko pomyłki lekowej.

BS – Mnie podczas układania leków najbardziej przeszkadza fakt, że nie ma kultury nieprzeszkadzania takiej osobie. To powinno być święte. Ktoś, kto układa leki, musi być skoncentrowany, musi się tylko i wyłącznie tym zajmować. Zdarzało się, że z jednej strony przychodził pan doktor i mówił mi coś do lewego ucha, a drugi doktor do prawego ucha, ja nie byłam w stanie się po prostu na niczym skupić. Ile razy było też tak, że w tym czasie dzwonił telefon. Nikogo nie ma w dyżurce. Muszę odebrać, bo być może coś ważnego. Dobrze, na chwilę się odrywam, wracam, zaczynam, zaraz: na czym ja skończyłam? Nas, pielęgniarek, jest za mało. Nie mamy takiego komfortu, że w danym momencie zajmuję się jedną czynnością i niczym więcej.

IML – Dodatkowo, przemęczenie wynikające z niewystarczającej obsady na dyżurach oraz pracy na dwóch lub więcej etatach jest wyraźnie zauważalne. Coraz częściej pielęgniarki pracują na kilku etatach, co sprawia, że po nocnym dyżurze muszą pełnić dyżur dzienny w innym miejscu pracy lub odwrotnie. To prowadzi do chronicznego zmęczenia, które bezpośrednio wpływa na obniżoną percepcję i uważność podczas wykonywania nie tylko czynności związanych z przygotowywaniem leków, ale także innych obowiązków pielęgniarskich.

Ponadto występuje zjawisko dyżurów medycznych, które choć zgodne z obowiązującymi przepisami, w praktyce prowadzą do wydłużenia czasu pracy pielęgniarki ze standardowych 12 godzin do 24. Dzieje się tak, ponieważ dodatkowe 12 godzin jest kwalifikowane jako dyżur medyczny, co znacząco zwiększa obciążenie zawodowe i może wpływać na jakość świadczonej opieki.

JBProszę przybliżyć ten problem.

IML – Dyżur medyczny jest taką opcją dla pracodawcy, który może zaproponować personelowi możliwość obsady danego dyżuru w sytuacji nieobecności pracowników bądź wolnych wakatów. Dyżuru może się podjąć osoba, która pracuje w danym szpitalu – niekoniecznie z tego samego oddziału.  Jeżeli godzi się na taki dyżur medyczny i go realizuje poza standardowymi godzinami pracy.  Pielęgniarka powinna pracować w zależności od miesiąca około 160 godzin (średnio 7,35 godzin dziennie), a z dyżurami medycznymi wychodzi znacznie więcej.

Im dłuższy czas pracy pielęgniarki, tym większe ryzyko błędu. Zwłaszcza, kiedy mówimy o dyżurach nocnych. Czas, kiedy zbliża się koniec dyżuru jest tym czasem, gdzie tych błędów i pomyłek jest najwięcej.

Kolejnym problemem jest tzw. racjonalizowanie opieki. Czyli jest to niewykonanie pewnych zleconych dla danego pacjenta czynności ze względu na brak czasu.

JBCzyli mówiąc krótko: pielęgniarka pomija pewne czynności, które powinna wykonać?

IML – Tak, te, które w ocenie pielęgniarki mniej istotne u danego pacjenta. Chodzi tu też o upraszczanie sobie pracy, np. przygotowywanie leków hurtem, na cały dzień dla wszystkich pacjentów.

JBWracając do leków i ryzyka pomyłki lekowej. Mówiły Panie o realiach pracy pielęgniarek, a jak w takim razie modelowo powinno wyglądać przygotowanie leków?

IML – Są trzy podstawowe zasady przygotowywania leków, których należy przestrzegać, żeby móc poprawnie wykonać tą procedurę. Sprawdzenie poprawności samego leku, jego dawki i oczywiście pacjenta, któremu zamierza go podać.  Ta osoba, która przygotowuje lek, ta osoba ma ten lek pacjentowi podać. Dotyczy to wszystkich leków, nie tylko dożylnych.

BS – Każda pielęgniarka, która przygotowuje lek i podaje pacjentowi autoryzuje te czynności na swoim loginie w dokumentacji elektronicznej lub swoim podpisem w dokumentacji papierowej. Kiedy podaje lek dożylny to oczywiście ona to robi bezpośrednio. Natomiast jeżeli podaje lek doustny, powinna być przy pacjencie i podać pacjentowi, a pacjent powinien ten lek zażyć w obecności pielęgniarki.

Nigdy nie powinno się zdarzyć, że kieliszek z lekami zostaje na półce pacjenta. Wszelkie procedury tego zabraniają.

JBKiedy te czynności – od przyjęcia zlecenia, przez przygotowanie leku, do podania pacjentowi – odnotowuje się w dokumentacji?

IML – Wszystko zależy od rodzaju dokumentacji medycznej obowiązującej w danym szpitalu. W moim przypadku korzystamy z dokumentacji elektronicznej, w której zaznaczamy przygotowanie leku, a po jego podaniu zatwierdzamy, że został on podany.

Jednak istotnym aspektem naszej pracy jest specyfika oddziału. Na przykład na oddziale internistycznym, gdzie znajduje się kilkudziesięciu pacjentów, w większości niesamodzielnych, czas podawania leków dożylnych może się znacznie różnić. Zdarza się, że w trakcie podawania leku konieczne jest założenie nowego wenflonu, ponieważ poprzedni przecieka lub jest niedrożny, co dodatkowo wydłuża procedurę.

W takiej sytuacji pojawia się dylemat – czy każdorazowo po podaniu leku wracać do komputera, by odnotować to w systemie, czy uzupełnić dokumentację dopiero po zakończeniu podawania leków u wszystkich pacjentów. Posiadanie tabletów mogłoby znacząco usprawnić ten proces, jednak gdy komputer znajduje się wyłącznie w pokoju zabiegowym, jest to dużym utrudnieniem.

BS  – Kolejna kwestia to taka, że jest mnóstwo bardzo podobnych opakowań. Są na przykład antybiotyki w praktycznie takich samych opakowaniach, tylko różnią się nazwą. To jest bardzo mylące. Wiadomo, że my jesteśmy czujne i musimy na to szczególnie właśnie dlatego zwracać uwagę, ale tak też nie powinno być.

IML – Czasami silnie działające leki, takie jak sól fizjologiczna 10%, mają opakowania o podobnej szacie graficznej jak powszechnie stosowana sól fizjologiczna 0,9%. Tymczasem są to dwa zupełnie różne stężenia – sól 0,9% jest standardowo używana do przepłukiwania wenflonów, natomiast sól 10% ma znacznie wyższe stężenie i jest lekiem, którego nie można podać bezpośrednio do żyły. Tego typu podobieństwa wizualne mogą zwiększać ryzyko pomyłki, dlatego niezwykle ważna jest dokładna weryfikacja oznaczeń przed podaniem leku.

Pomyłka lekowa. Zdjęcie dzięki uprzejmości @siestrabożenna

Zdjęcie dzięki uprzejmości @siostrabożenna

JBWyobraźmy sobie, że dochodzi do pomyłki lekowej. Okazuje się, że jeden pacjent dostał leki innego pacjenta. Jakie powinno być postępowanie pielęgniarki w takiej sytuacji, gdy dowiaduje się o takim zdarzeniu.

IML – Przede wszystkim w takiej sytuacji należy niezwłocznie poinformować lekarza, czy to lekarza prowadzącego czy to lekarza dyżurnego. Konieczne jest także zgłoszenie tego incydentu przełożonemu, czyli oddziałowej lub osobie pełniącej jej obowiązki. Dodatkowo pacjent powinien zostać natychmiast podłączony do monitora w celu stałej obserwacji jego parametrów życiowych.

JBCo to znaczy?

IML – Pielęgniarka powinna zmierzyć parametry życiowe, w tym przede wszystkim ciśnienie tętnicze, tętno oraz ocenić stan świadomości pacjenta. W sytuacji, gdy pacjent nie jest podłączony do kardiomonitora, należy go założyć, aby umożliwić bieżącą kontrolę akcji serca i szybkie reagowanie na ewentualne zmiany jego stanu klinicznego.

JBTo powinna zrobić z własnej inicjatywy? Czy może ma czekać na zlecenie lekarskie?

IML – Powinna to zrobić z własnej inicjatywy.

JBCzy jeszcze coś chciałyby Panie dodać odnośnie ryzyka i tego jak unikać ryzyka pomyłek lekowych w pracy pielęgniarek?

IML– To jest bardzo trudny temat.  Myślę, że zwiększenie obsady jest podstawą zwiększenia bezpieczeństwa. Dziś mamy mechanizm błędnego koła, gdzie mała obsada powoduje dużą ilość obowiązków. Duża ilość obowiązków powoduje przemęczenie. Dodatkowo jeszcze pielęgniarki mają możliwość pracy na kilku etatach, a praca na kilku etatach to znów zmęczenie…

BS – Zgadzam się z koleżanką.

     ***

O pomyłkach lekowych przeczytasz też w artykułach: „Dobrowolne poddanie się karze”  i „Wyrok karny – pielęgniarka skazana„.