Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Jak uzyskać odszkodowanie?

Dokumentacja psychologa… może nie istnieć. W gabinetach prywatnych nieposiadających kontraktu z NFZ psycholog może w ogóle nie prowadzić dokumentacji z terapii. Jeśli jednak ma zwyczaj dokumentować pracę z pacjentem, to najczęściej przybiera to formę roboczych notatek.

W sejmowej zamrażarce od października 2021 r. leży jednak projekt nowej ustawy o zawodzie psychologa. Według projektu  psycholog będzie miał obowiązek prowadzenia indywidualnej dokumentacji psychologicznej w zakresie niezbędnym do udokumentowania wykonywanych działań psychologicznych. Psycholog będzie przechowywał taką dokumentację przez 10 lat od zakończenia działań.

Czy dokumentacja psychologiczną jest dokumentacją medyczną?

Psycholog nie jest lekarzem (w odróżnieniu od psychiatry), a dokumentacja psychologiczna co do zasady nie jest dokumentacją medyczną.

Obowiązująca Ustawa o zawodzie psychologa nie zawiera definicji pojęcia „dokumentacji psychologicznej”. Nie zmienia to jednak faktu, że i teraz, jeszcze przed wprowadzeniem w życie nowych przepisów, prowadzona przez psychologa dokumentacja w pewnych okolicznościach może być traktowana tak samo, jak dokumentacja medyczna.

Zgodnie ze stanowiskiem Ministerstwa Zdrowia, w zakresie udostępniania dokumentacji psychologicznej w pewnych sytuacjach będzie się też stosowało do niej uregulowania dotyczące dokumentacji medycznej z ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta:

„Z uwagi na brak odrębnych przepisów dotyczących dokumentacji psychologa (zarówno w ustawie o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, jak i w ustawie o zawodzie psychologa i samorządzie zawodowym psychologów), zasadnym wydaje się przyjęcie, że w przypadku świadczeń zdrowotnych udzielanych w poradni albo w szpitalu, dokumentacja psychologa stanowi dokumentację medyczną. Mają do niej zatem zastosowanie przepisy ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta oraz aktów wykonawczych (zapewnienie ochrony danych w niej zawartych, sposób prowadzenia, zasady udostępniania, okresy przechowywania).”

Czy psycholog ma obowiązek prowadzenia dokumentacji?

W prywatnym gabinecie psychoterapeutycznym psycholog (psychoterapeuta) nie ma obowiązku prowadzenia historii choroby pacjenta. Utrwaliła się natomiast praktyka, zgodnie z którą dokumentację psychologiczną dzieli się na poufną – notatki psychologa, protokoły badania, kwestionariusze, wytwory klienta oraz jawną – opinie psychologiczne, które udostępnia się klientowi.

Pacjent może natomiast poprosić swojego terapeutę o wystawienie opinii z terapii, a więc wnioski z przebiegu terapii. Pacjenci uzyskuję też zaświadczenia o poddawaniu się terapii – potwierdzające odbywanie psychoterapii w danym okresie. Szczegółowy zakres informacji podanych przez terapeutę w takim zaświadczeniu zależy od uzgodnienia z pacjentem.

Dokumentacja od psychologa

Czy psycholog ma obowiązek zachować tajemnicę zawodową?

Psycholog ma obowiązek zachowania w tajemnicy informacje związane z klientem, uzyskane w związku z wykonywaniem zawodu.

Oznacza to, że tajemnicą objęte są nie tylko wiadomości związane ze stanem zdrowia psychicznego klienta, lecz także wszelkie inne informacje dotyczące klienta uzyskane przez psychologa w związku z wykonywanym zawodem. Tajemnicą objęta jest nawet informacja o fakcie korzystania z usług psychologa.

Zwolnienie psychologa z tajemnicy zawodowej

Psycholog nie jest zobowiązany do zachowania tajemnicy zawodowej tylko  wtedy, gdy mamy do czynienia z sytuacją poważnego zagrożenia życie klienta lub innych osób, albo gdy stanowią tak przepisy innych ustaw.

Psychologa nie będzie obowiązywała tajemnica zawodowa także w przypadku zwolnienia go z obowiązku zachowania poufności przez sąd lub prokuratora (zgodnie z przepisami procedury karnej).

W procesie cywilnym na podstawie art. 262 § 2 kodeksu postępowania cywilnego psycholog może odmówić odpowiedzi na zadane pytanie, jeżeli zeznanie miałoby być połączone z pogwałceniem istotnej tajemnicy zawodowej.

Czy dokumentacja psychologiczna jest przydatna w procesie o błąd medyczny?

Tak, dokumentacja od psychologa jest przydatna. Wzmacnia tezy o wpływie błędu medycznego na stan psychiczny poszkodowanego pacjenta.

Koszty terapii są kolei elementem odszkodowania, a także renty z tytułu zwiększonych kosztów. Dobrze więc jest posiadać rachunki za terapię psychologiczną, albo przynajmniej pisemną informację o poniesionych wydatkach.

jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat, przeczytaj artykuł: „Czy psycholog może pomóc?

Zgoda na zabieg to temat interesującego artykułu prof. Rafała Kubiaka, który ukazał się w ostatnim zeszłorocznym numerze Ginekologii i Położnictwa. Tak, tak, prenumeruję takie pismo:). W publikacji omówione zostały trzy wyroki. Wszystkie dotyczą tego, w jaki sposób zgoda na leczenie i jej treść wpływa na odpowiedzialność lekarza i szpitala. Co ciekawe, jeden z tych wyroków to „nasz wyrok”.  Wygraliśmy dla klientki sprawę, gdzie rozstrzygająca okazała się właśnie kwestia braku wymaganej zgody na zabieg.

Nie ma tej publikacji rewolucyjnych tez. Zarówno lekarze, jak i prawnicy są zgodni, że prawidłowo poinformowany pacjent, akceptujący zabieg, przejmuje na siebie jego ryzyko w zakresie potencjalnych, typowych powikłań. Jeśli więc one wystąpią, lekarz nie poniesie odpowiedzialności.

Wymaga to jednak spełnienia dwóch zasadniczych warunków.

  • Po pierwsze, lekarz powinien prawidłowo wykonać swój obowiązek informacyjny. Tylko wtedy zgoda jest skuteczna prawnie. Oznacza to m.in., że zgoda nie może być zbyt ogólna, nie dostosowana do sytuacji konkretnego pacjenta.

 

  • Po drugie, powikłania też muszą być typowe i nie wynikać z błędu lekarza. Weźmy przykład operacji ortopedycznej. Pacjent został poinformowany, że mimo dołożenia staranności efekt leczenia może nie być satysfakcjonujący. Po zakończonej operacji i serii wizyt kontrolnych w poradni dowiaduje się jednak, że ręka „zrosła się krzywo”, bo źle wykonano zabieg. Wówczas fakt, że pacjent wyraził zgodę na zabieg i wiedział, że może – hipotetycznie – dojść do powikłań w postaci braku pełnej funkcjonalności kończyny, nie zwalnia lekarza od odpowiedzialności za błąd lekarski. Gdyby lekarz prawidłowo zespolił złamanie, mógł uniknąć nieprawidłowego zrostu.

Brak informacji o ryzyku – wadliwa zgoda na zabieg

W sprawie, którą prowadziliśmy, chodziło właśnie o brak wymaganej zgody na leczenie.

Poszkodowana pacjenta zgłosiła się do szpitala i podała, że utkwiła jej w przełyku najprawdopodobniej kość z kurczaka.  Odczuwała czasem „przeszkadzanie” w okolicach gardła i dyskomfort. Wykonano badania, w tym rtg szyi. Nie znaleziono ciała obcego, choć dopatrzono się obecności niewielkiego cienia na szyi.  Zalecono wykonanie ezofagoskopii.

Wziernikowanie przełyku – Egzofagoskopia

Ezofagoskopia jest badaniem, które polega na ocenie stanu wewnętrznych ścian przełyku za pomocą sztywnego (ezofagoskop) lub giętkiego endoskopu. Pozwala także wykonywać niektóre zabiegi diagnostyczne, takie jak biopsja, oraz zabiegi lecznicze – na przykład usunięcie ciała obcego.

Normalne powikłania – czyli o czym informować?

Pacjentka zadawała lekarce pytania odnośnie zabiegu ezofagoskopii i konieczności znieczulenia ogólnego.  Poinformowano ją o możliwym powikłaniu zabiegu w postaci utraty głosu jako najgorszym z możliwych powikłań.

Ostatecznie pacjentka została przyjęta do szpitala. Podpisała zgodę na ezofagoskopię oraz zgodę na zabieg w znieczuleniu ogólnym. W formularzu zgody nie było informacji na temat ryzyka uszkodzenia przełyku. I to mimo, że przedziurawienie przełyku stanowi schorzenie ciężkie i wiąże się z zagrożeniem życia. Operacja zszycia przełyku jest trudna i obarczona ryzykiem niepowodzenia lub powikłań.

Niestety do przedziurawienia przełyku u pacjentki doszło.  Konieczny był ratujący życie zabieg torakotomii prawostronnej. Na szczęście operacja naprawcza udała się. Przywrócono integralność przełyku. Rana przełyku wygoiła się. Przebieg pooperacyjny był niepowikłany. Pacjentka nie doświadcza już żadnych trudności ani bólu przy połykaniu.

Jatrogenne uszkodzenie

Wydający w procesie opinię biegły sądowy wskazał, że najbardziej prawdopodobną przyczyną powstania perforacji było zepchnięcie w trakcie wprowadzania ezofagoskopu kości połkniętej przez pacjentkę. Doprowadziło to do skaleczenia ściany przełyku. Lekarz wykonujący zabieg nie zauważył momentu perforacji. W protokole przeprowadzenia zabiegu brak było opisu jakichkolwiek powikłań, anomalii anatomicznych lub trudności technicznych zabiegu.

Nie zmienia to jednak faktu, że perforacja nie była zawiniona przez operatora. Jatrogenne uszkodzenie przełyku rozpoznano w krótkim czasie po zabiegu.

Zgoda na zabieg w oczach sądu

Sąd stwierdził, że zgoda pacjenta na dokonanie zabiegu medycznego, aby odniosła skutek, musi być świadoma. Obowiązkiem lekarza jest przedstawienie wszelkich niezbędnych informacji o samej procedurze medycznej i możliwych, związanych z nią powikłaniach, stosowanie do art.31 ustawy z 5 grudnia 1996r. o zawodzie lekarza i dentysty (tekst jedn. Dz.U. z 2015r., poz.464 ze zm.).

Obowiązek informacyjny nie sięga jednak tak daleko, by obejmował wszelkie możliwe skutki uboczne i powikłania. Lekarz nie ma obowiązku informowania o powikłaniach, których prawdopodobieństwo wystąpienia jest znikome. Z jednym wyjątkiem: gdy ich konsekwencje mogą być bardzo poważne. Co warte podkreślenia, obowiązek poinformowania o możliwych komplikacjach istnieje również wtedy, gdy nie ma alternatywnych metod leczenia (jak w omawianej sprawie).

Pacjentka została poinformowana o możliwości utraty głosu jako najcięższym powikłaniu zabiegu ezofagoskopii.

Pomimo, że to preformacja przełyku jest nie tylko najczęściej występującym statystycznie spośród wszystkich powikłań omawianego zabiegu (jak stwierdził biegły), ale także ma najcięższy charakter, ponieważ wiąże się z zagrożeniem życia pacjenta, nie przekazano pacjentce informacji o takim ryzyku.

Dlatego właśnie proces wygrała pacjentka, a sąd zasądził na jej rzecz zadośćuczynienie i odszkodowanie.

Skuteczna zgoda na zabieg

Skuteczna zgoda na zabieg

 

Dobrowolność leczenia

Stało się tak dlatego, że obowiązującą w polskim prawie zasadą jest dobrowolność leczenia. Jego podjęcie uwarunkowane jest aprobatą wyrażoną przez pacjenta. W orzecznictwie sądowym wielokrotnie podkreślano, że:

nawet jeżeli zabieg zostanie wykonany prawidłowo w sensie medycznym, lege artis, ale bez prawnie skutecznej zgody, jest bezprawny, co może prowadzić do wielopłaszczyznowej odpowiedzialności lekarza i zatrudniającego go zakładu leczniczego.

W orzecznictwie podnosi się jednak jeszcze inne znaczenie zgody, nawiązujące do relacji partnerskich łączących pacjenta i lekarza. Zakłada się, że zadaniem lekarza jest wyrównanie deficytów wiedzy medycznej, które ma pacjent.  W praktyce polega to na przekazaniu mu odpowiedniej informacji dotyczącej jego sytuacji zdrowotnej.  Na tej kanwie pacjent podejmuje decyzje terapeutyczne, które lekarz musi respektować. I to nawet, gdy w jego ocenie nie są optymalne!

W razie braku zgody nie wyłączy bezprawności zabiegu przeprowadzenie go zgodnie ze sztuką lekarską ani jego uzasadnienie medyczne, poza wypadkami gdy zgoda nie jest według ustawy konieczna.

Podkreślić należy, że tylko prawidłowo poinformowany pacjent, akceptujący zabieg, przejmuje na siebie jego ryzyko w zakresie potencjalnych, typowych powikłań.

O przełomowym wyroku SA w Warszawie (także „naszym”) z 2008 roku przeczytasz w artykule „Zgoda na zabieg – i wszystko jasne?”, gdzie znajdziesz także garść porad dla pacjenta w kwestii zgody na leczenie.

Jeśli się wahasz, czy zgodzić się na proponowany zabieg, sięgnij po metodę KRAN: „Metoda KRAN, czyli zgoda pacjenta”.

Endometrioza – jest to stan kiedy tkanka, która jest typowo w środku jamy macicy, występuje poza tym miejscem. Najczęściej w innych miejscach miednicy, czasem w jamie brzusznej, w mięśniu macicy, a nawet może znaleźć się w klatce piersiowej czy w układzie nerwowym. Na endometriozę cierpi co 10-ta kobieta w wieku rozrodczym. Jest to ogromna ilość chorych. Dodatkowo, spośród pacjentek z niepłodnością, aż co druga choruje na endometriozę. Większość kobiet z przewlekłym zespołem bólowym miednicy mniejszej cierpi na te chorobę.

Autorem tego postu jest lekarz, który zajmuje się endometriozą na co dzień. Śródtytuły, podobnie jak komentarz na końcu, napisany z punktu widzenia prawnika, który reprezentuje poszkodowane pacjentki, są moje (JB).

Błędy lekarskie w leczeniu endometriozy

Skoro to jest tak powszechny problem – podobnie jak cukrzyca czy nadciśnienie tętnicze – to skąd tutaj tyle mitów, błędów, powikłań i późnych rozpoznań, najczęściej po latach diagnostyki?

Główne przyczyny są dwie.

Czy ginekolog widzi endometriozę?

Pierwsza to brak wiedzy o tej chorobie wśród lekarzy, w tym ginekologów. W procesie kształcenia lekarza, a także w procesie specjalizacji ginekologicznej, endometrioza jest traktowana bardzo akademicko, teoretycznie. Lekarze teoretycznie wiedzą, że jest takie schorzenie, ale nie zwraca się uwagi ani na diagnostykę, ani na leczenie czy aspekty praktyczne.

Z czym można pomylić endometriozę?

Drugi powód jest taki, że endometrioza jest z jednej strony chorobą cywilizacyjną, powszechną, a z drugiej bardzo podstępną. Daje bardzo różne spektrum objawów. Leczenie objawowe  prowadzą zwykle początkowo specjaliści inni niż ginekolodzy. Dolegliwości z układu pokarmowego są leczone przez gastrologów, ze strony układu moczowego przez urologów. To samo dotyczy układu ruchu czy innych lokalizacji, zależnie od występowania lokalizacji ognisk tej choroby. A korelacja z nasileniem dolegliwości w okresie miesiączkowym – co mogłoby szybciej naprowadzić na właściwy trop – nie zawsze jest w endometriozie mocno zaznaczona.

Czy endometriozę widać w badaniach obrazowych?

Kolejny problem to diagnostyka. Standardowo badanie USG ginekologiczne – poza torbielą endometrialną – nie opisuje pozostałych postaci tej choroby. W standardowym opisie nie ma zaznaczonych innych struktur w miednicy niż sam narząd rodny, a ta choroba z definicji występuje poza nim.

To samo dotyczy badania RM.  Standardowy protokół rezonansu magnetycznego miednicy nie jest nacelowany na endometriozę.

Lekarzy ultrasonografistów na specjalizacji nie uczy się diagnozować endometriozy.

Błędy w diagnozie - endometrioza

Błędy w diagnozie – endometrioza

Czy „na NFZ” leczy się endometriozę?

Ostatni problem to leczenie. O ile leczenie zachowawcze hormonalne jest ogólnodostępne i często stosowane, o tyle leczenie operacyjne jest problemem. Wymaga specjalistycznego sprzętu, doświadczonych lekarzy, możliwości zajęcia bloku operacyjnego na wiele godzin. A NFZ nie widzi takich rodzajów operacji jako osobnej procedury. Nie refunduje więc  szpitalowi pełnych kosztów. Dyrekcje szpitali niechętnie więc patrzą na leczenie zabiegowe endometriozy.

Błąd w leczeniu endometriozy  czy błąd systemu?

I tak dochodzimy do sytuacji, w której powszechne stają się przypadki  źle diagnozowanych pacjentek, późno diagnozowanych pacjentek lub nieprawidłowo zoperowanych pacjentek. W mojej ocenie niezwykle rzadko stoi za tym błąd konkretnego lekarza, spowodowany brakiem staranności w diagnozowaniu czy leczeniu.

Problem endometriozy powinien być rozwiązany systemowo: od procesu kształcenia lekarzy na studiach, przez specjalizację, a kończąc na prawidłowej organizacji pracy.

Piszę ten post anonimowo, z perspektywy lekarza, który przez okres studiów i kształcenia specjalistycznego nie zerknął się ani raz z prawidłowym procesem diagnozowania czy leczenia endometriozy. To, że dziś endometrioza jest moją pasją i wiem, że potrafię ją leczyć, zawdzięczam tylko sobie.

Mój (JB) komentarz:

Nie wiem, czy szkolenie specjalizacyjne z ginekologii i położnictwa dostarcza wystarczającej wiedzy w odniesieniu do diagnozowania i leczenia endometriozy. Nawet, jeśli nie, to wiadomo, że skala problemu jest ogromna. Skoro tak, to każdy lekarz, a tym bardziej specjalista z zakresu ginekologii i położnictwa, podstawową wiedzę w odniesieniu do tego schorzenia posiadać musi.

Zatem, gdy trafiają do niego pacjentki z nieswoistymi objawami, mogącymi jednak mieć podłoże w endometriozie, powinien co najmniej brać endometriozę pod uwagę w diagnostyce różnicowej. Co za tym idzie:  w odpowiednich przypadkach pomyśleć o niej jako o podejrzeniu. Następnie poinformować o tym pacjentkę oraz skierować do odpowiedniego specjalisty. Na szczęście już w Polsce są specjaliści od endometriozy.

Jeżeli natomiast mimo braku odpowiedniej wiedzy podejmie się leczenia pacjentki z endometriozą i zrobi to nieprawidłowo (względnie rozpozna inną, nieistniejącą chorobę zamiast endometriozy, i uzna ją za przyczynę dolegliwości), to może za to ponosić odpowiedzialność prawną.

W ramach kancelarii BFP prowadzimy sprawy związana zarówno z nieprawidłowym rozpoznaniem choroby, jak i przebiegiem leczenia endometriozy.

Jolanta Budzowska, radca prawny

 

Błąd medyczny – podsumowanie 2023 

Jolanta Budzowska21 grudnia 20232 komentarze

Spośród wielu spraw o błąd medyczny prowadzonych przez kancelarię BFP nie jest łatwo wybrać te, które się wyróżniają. Mamy opinię prawników od procesów najtrudniejszych, najbardziej nietypowych, takich, które wymagają dużego doświadczenia. I to wszystko się zgadza – spośród wielu trafiających do nas spraw sporo jest takich, które stanowią prawdziwe wyzwanie. I to nie tylko dla pełnomocników, ale też biegłych i sędziów. 

Jak oszacować zadośćuczynienie za błąd medyczny?

Podsumowując powoli rok 2023 napiszę o dwóch szczególnych sprawach związanych z tzw „szkodą na osobie”. Obie łączy to, że poszkodowane otrzymały wysokie, jak na polskie warunki, zadośćuczynienie za doznaną szkodę na zdrowiu. Jednak udowodnienie tego, jak dużej krzywdy doznały, było bardzo trudne.

W pierwsze sprawie jasne od początku było, że chodzi o błąd medyczny. Przy czym nie było do końca jasne, co było źródłem kłopotów zdrowotnych pacjentki po operacji. A konkretnie, czy było to ciało obce i czy diagnostyka w toku leczenia była prawidłowa.

Błąd jatrogenny

Powołani w toku procesu biegli stwierdzili, że w podczas przeprowadzonego w 2000 r. u powódki  zabiegu doszło do zastosowania błędnej techniki operacyjnej. W trakcie wykonanej wówczas operacji brzusznej wszyto bowiem u pacjentki – bez żadnego uzasadnienia medycznego – siatkę polipropylenową w bezpośrednim kontakcie z jelitem. Co więcej, dobrano również nieprawidłowy rodzaj tego implantu. Dodatkowo zwiększało to ryzyko wystąpienia niekorzystnych następstw związanych z jego obecnością w jamie otrzewnej. Do takich powikłań zalicza się m.in. chorobę zrostową. 

Personel szpitala popełnił też inny, kardynalny błąd. Choć trzeba przyznać, że trudno go nazwać klasycznym błędem medycznym.  Otóż nie odnotowano w karcie informacyjnej wydanej pacjentce informacji o wszyciu implantu w obrębie jamy brzusznej. Żaden z lekarzy leczących później powódkę, a także sama pacjentka, nie mieli więc wiedzy, że w jamie otrzewnej pacjentki znajduje się „ciało obce”. Niestety zasadniczo – oczywiście negatywnie – wpłynęło to na dalsze leczenie poszkodowanej. 

Więcej o przyczynach pozostawiania ciał obcych, szczególnie chust operacyjnych, przeczytasz w poście „Chusta operacyjna po cięciu”.

Biegli w sprawie o błąd medyczny

Biegli powołani przez sąd nie mieli wątpliwości do do tego, że wszyta w 2000 r. siatka polipropylenowa była przewlekłym stymulatorem procesów zapalnych w obrębie jamy brzusznej. To z kolei stało się przyczyną stopniowego pogarszenia się stanu zdrowia powódki. Nikt nie zdiagnozował pierwotnej przyczyny jej kłopotów zdrowotnych podczas 19-letniego okresu od wszycia siatki aż do jej operacyjnego usunięcia.  W efekcie poszkodowana musiała być przez te lata żywiona pozajelitowo. Obecnie jej stan zdrowia, po operacji naprawczej, uległ poprawie, ale pewne szkody na zdrowiu są nieodwracalne.

Pacjentce przyznano w wyroku łączną kwotę zadośćuczynienia i odszkodowania w wysokości ponad 400 tys. zł. oraz miesięczną rentę. Można się tylko domyślać, jak trudno było „wycenić” sądowi te lata cierpień powódki.

Utrata szansy na rozwój osobisty

Druga sprawa to wprawdzie nie błąd medyczny, a konsekwencje wypadku rowerowego, ale także dobrze obrazuje, jak trudno jest udowodnić i przełożyć na pieniądze rozmiar krzywdy doznanej przez osobę poszkodowaną.

W tej sprawie Sąd Okręgowy przyznał powódce 250 tys. zł zadośćuczynienia. Złożyliśmy apelację,  a Sąd Apelacyjny podzielił nasz pogląd i uznał, że jest to kwota rażąco zaniżona.  Zasądził rekompensatę dwukrotnie wyższą –  500 tys. zł. z odsetkami ustawowymi za opóźnienie w zapłacie.

Poszkodowana doznała w wypadku urazu mózgu. Funkcjonuje samodzielnie. Niestety utraciła możliwość realizacji swoich najważniejszych aktywności życiowych i rozwoju osobistego.  Obecnie skupia się niemal wyłącznie na czynnościach związanych z podstawową egzystencją. Dodatkowo, w ocenie SA, istotną okolicznością przemawiającą za wyższą kwotą zadośćuczynienia jest młody wiek powódki.

Jak widać, pogląd SO na temat tego, że 250 tys. zł. to kwota odpowiednia w sytuacji tak ogromnej krzywdy, finalnie nie utrzymał się. Smutne jest jednak to, jak nisko – nadal – niektórzy sędziowie „wyceniają” zdrowie i życie ludzkie.

Błąd medyczny - podsumowanie 2023

Dobrowolna wypłata w postępowaniu likwidacyjnym

Warto przy tym wspomnieć, że w tej sprawie pozwany ubezpieczyciel dobrowolnie wypłacił na rzecz poszkodowanej kwotę jedynie około 21 tys. zł w toku postępowania likwidacyjnego.  Uznał tę kwotę za „odpowiednią rekompensatę”!

To samo dzieje się w procesach medycznych. W sprawach o błąd medyczny kwoty wypłacone dobrowolnie są na ogół jedynie  niewielką częścią tego, co można wywalczyć w procesie sądowym. Oczywiście, nie dotyczy to sytuacji, kiedy strony negocjują i zawierana jest ugoda jeszcze przed wystąpieniem z pozwem. Wówczas wynegocjowane kwoty w jakimś stopniu  satysfakcjonują obie strony, bo inaczej nie doszłoby do zawarcia porozumienia.

Zainteresowanym informacjami o innych sprawach wygranych przez kancelarię BFP oraz zakończonych ugodą polecam stronę kancelarii.  W miarę na bieżąco publikujemy tam informacje o niektórych zakończonych procesach i postępowania likwidacyjnych.

Z okazji Świąt życzę dużo zdrowia i jak najrzadszych kontaktów w systemem ochrony zdrowia!  No chyba, że profilaktycznie:)

Poniższy artykuł został przeze mnie opublikowany 18 czerwca 2021 r. Dziś zapadł kolejny wyrok w tej sprawie. Ten, który miałam na myśli pisząc:

„Teraz zajmiemy się udowadnianiem roszczenia o zadośćuczynienie, odszkodowanie i rentę za błąd medyczny. Może zdążymy z końcowym wyrokiem – i co najważniejsze – z rentą dla chłopców przed upływem 10 lat od śmierci ich matki…”

Zdążyliśmy, przynajmniej w I instancji. Sąd Okręgowy wydał dziś wyrok w przedmiocie zadośćuczynienia, renty i odszkodowania za błąd medyczny, który doprowadził do śmierci młodej kobiety  tuż po porodzie. Trójka dzieci, mąż, mama zmarłej – otrzymają łącznie ponad 1.100.000 zł. rekompensaty, a dzieci dodatkowo rentę alimentacyjną. I to wszystko z odsetkami ustawowymi od 2016 roku. Szpital ma też zapłacić blisko 200.000 zł. kosztów procesu. Polisa ubezpieczeniowa szpitala pokryje tylko część tych roszczeń.

Na marginesie: można sobie  – będąc na miejscu szpitala – zadać pytanie: czy było warto ciągnąć ten proces? Czy dyrekcja nie powinna, przynajmniej na którymś etapie, zastanowić się na ugodą z poszkodowanymi? Gospodarowanie finansami publicznymi to także odpowiedzialność za niezwiększanie kosztów.  To samo pytanie dotyczy zresztą też ubezpieczyciela. Odsetki w tej sprawie, biorąc pod uwagę stopień inflacji, będą niemałe.

A największe koszty poniosły i wciąż ponoszą – bo proces trwa – dzieci, mąż i rodzice zmarłej pacjentki. Te nieprzeliczalne na pieniądze.

Przeczytaj też: „Nie merytorycznie”

*** (18.06.2021 r.)

Dziś zapadł ważny dla mnie wyrok. Dotyczy odpowiedzialności za nadzór nad pacjentem, a konkretnie położnicą. Minęło właśnie sześć lat od śmierci młodej kobiety, matki trzech chłopców: 10-latka, 8-latka i najmłodszego, który nigdy nie pozna swojej mamy. Zmarła niespełna 3 godziny od zakończenia cięcia cesarskiego. Przez trzy kolejne dni rodzina nie uzyskała informacji, co było przyczyną śmierci. Aż pojawił się super-dowód: dokumentacja medyczna, z której wynikało, że nikt nie zawinił.

Dlaczego ten wyrok, ta sprawa była dla mnie szczególnie ważna? Bo oprócz tego, że trudno było nie dostrzec prawdy, bardzo trudno było ją udowodnić. Czyli udowodnić odpowiedzialność szpitala. Dokumentacja medyczna opisująca ostatni dzień życia pacjentki była sporządzona niemal perfekcyjnie. Ręczne wpisy personelu medycznego dokumentowały książkowy, idealny stan zdrowia położnicy, którą (rzekomo) troskliwie doglądano aż do niemal ostatniej minuty, kiedy to – ku zaskoczeniu wszystkich – znaleziono ją martwą.

O tej sprawie możesz przeczytać też w poście „Krwotok i wstrząs po cięciu cesarskim” oraz w poście: „2 godziny na śmierć”.

Sekcja zwłok kontra dokumentacja medyczna: super-dowód

Zapewne wszystko byłoby skutecznie zamiecione pod dywan, gdyby nie desperacja rodziców zmarłej, którzy zawiadomili prokuraturę. Prokuratura zabezpieczyła dokumentację co prawda późno, po kilku dniach, ale i tak na jedno szpital nie miał wpływu. Mianowicie na sądowo-lekarską sekcję zwłok wykonaną na zlecenie prokuratury. W niej wykazano, że w brzuchu zmarłej znajdowało się około 2 litrów krwi. Krwotok pooperacyjny miał swoje źródło w powikłaniach podczas cięcia cesarskiego.

Dokumentacja medyczna: super-dowód?

Dokumentacja medyczna: super-dowód?

 

Zaopatrzenie przeciętej na 1/3 obwodu tętnicy przymacicznej okazało się nieskuteczne. Personel przeoczył objawy krwotoku wewnętrznego. Kiedy utrata krwi przekroczyła 50 % krwi krążącej w organizmie kobiety, nie było już dla niej ratunku.

Błąd organizacyjny szpitala

W procesie najtrudniej było udowodnić, że obserwacje położonych odnotowane w dokumentacji są nieprawdziwe. Biegli z zakresu anestezjologii i ginekologii i położnictwa wydali w sumie blisko dziesięć opinii, które łączył wspólny mianownik. Organizacja oddziału pozostawiała wiele do życzenia. Pacjentka nie leżała na sali pooperacyjnej, a zatem nie opiekował się nią wyspecjalizowany personel. Nie była monitorowana w sposób ciągły, nie mierzono saturacji itd. Najważniejsze jednak, że biegli byli zgodni co do jednego:

„stan pacjentki nie mógł być tak dobry, jak to wyglądało w papierach”.

Ale z drugiej strony, każdy biegły ma pokusę, by dokumentacje medyczną traktować jak super-dowód, czyli coś, z czym się nie dyskutuje.

Fałszowanie dokumentacji medycznej

Tym razem jednak przeważył zdrowy rozsądek i logiczne stosowanie wiedzy medycznej. Gdyby naprawdę przebieg wydarzeń był taki, jak to zapisał personel medyczny w dokumentacji, to byłby to ewenement na skalę światową. Sensacja w nauce medycznej. Szpital powinien jechać z przypadkiem tej pacjentki na kongres anestezjologiczny. Z jakiegoś powodu jednak się tym nie chwalił. Czyżby obawa o kompromitację i oskarżenia o sfałszowanie dokumentacji medycznej?

Czas trwania procesu o błąd medyczny

Sąd Apelacyjny potwierdził dziś, że Sąd Okręgowy słusznie uznał w wyroku wstępnym odpowiedzialność szpitala za śmierć swojej pacjentki. Teraz zajmiemy się udowadnianiem roszczenia o zadośćuczynienie, odszkodowanie i rentę za błąd medyczny. Może zdążymy z końcowym wyrokiem – i co najważniejsze – z rentą dla chłopców przed upływem 10 lat od śmierci ich matki…

Prokuraturo, zacznij od początku

Zapomniałam dodać, że prokuratura w postępowaniu karnym nie zdołała udowodnić odpowiedzialności personelu w tej sprawie.  Choć dysponuje oczywiście znacznie większymi możliwościami niż ja jako pełnomocnik w postępowaniu cywilnym… Halo, Panie Prokuratorze! Czyta mnie Pan? Może warto wznowić postępowanie i naprawić błędy z tamtego postępowania przygotowawczego?