Czy najwyższe zadośćuczynienie za śmierć osoby bliskiej wynagrodzi krzywdę?

Jolanta Budzowska        10 września 2018        2 komentarze

W rozmowie towarzyskiej podczas przerwy między wykładami na konferencji PEOPIL, z której właśnie wróciłam, pewien brytyjski prawnik powiedział mi, że jeden z trudniejszych momentów w rozmowach z osobami, które straciły członka rodziny, to konieczność poinformowania rodziców, że w Anglii nie przysługuje im żadne zadośćuczynienie za śmierć dziecka.

I nie ma znaczenia, czy zmarł noworodek, czy też na przykład jedyne, dorosłe już dziecko, utrzymujące i wspierające schorowanych rodziców. Nie ma też znaczenia czy śmierć nastąpiła na skutek błędu medycznego, wypadku drogowego czy innego zdarzenia, za które – przynajmniej w teorii – sprawca powinien ponieść odpowiedzialność, także finansową.

W brytyjskim systemie prawnym zadośćuczynienie przysługuje, owszem, ale wyłącznie współmałżonkowi i wynosi w granicach 15 tys. funtów brytyjskich (około 17 tys. euro). Zbyt mało, prawda? Szczególnie, gdy weźmiemy pod uwagę koszty codziennego utrzymana w UK, co oczywiście przekłada się na szczególnie trudną sytuację życiową i materialną małżonka, który stracił partnera życiowego.

Zadośćuczynienie za błąd medyczny

Tymczasem, poszkodowani pacjenci i ich rodziny, z którymi rozmawiam, często są zdania, że kwoty, jakie przyznają polskie sądy są zbyt niskie. Że nic nie zwróci im zdrowia lub życia osoby najbliższej, ale odszkodowanie za błąd medyczny powinno być na tyle wysokie, żeby było w odczuwalne. I dla sprawcy (jako kara), i dla ofiary, jako rekompensata, która w jakiś sposób umożliwi ułożenie sobie życia na nowo.

Trudno odmówić im racji, jednak już przykład podany na początku pokazuje, że… może być gorzej.

Rzeczywiście, nawet u naszego najbliższego sąsiada, w Niemczech, jest gorzej. Rodzice i małżonek mogą liczyć co najwyżej na 10 tys. euro zadośćuczynienie w przypadku śmierci osoby bliskiej. Dwa razy większe sumy za śmierć osoby bliskiej przyznają ubezpieczyciele i sądy w Holandii.

Wysokie zadośćuczynienie za śmierć – nie wszędzie

Może też być oczywiście lepiej. W tym trudnym „rankingu” przoduje Grecja, gdzie najbliżsi otrzymują zadośćuczynienie na poziomie 100-150 tys. euro (w tym mieści się rekompensata finansowa za ewentualny uszczerbek na zdrowiu psychicznym osoby bliskiej, spowodowany cierpieniem i traumą po śmierci małżonka czy dziecka), oraz Hiszpania, gdzie zadośćuczynienie wynosi nie mniej niż 90 tys. euro.

W Hiszpanii obowiązuje przy tym dość czytelny system punktowy, gdzie bazowe odszkodowanie, utrzymane w „widełkach” określonych w przepisach, zwiększa się lub zmniejsza uwzględniając różne czynniki, jak na przykład wiek zmarłego, to, czy był jedynym dzieckiem rodziców, czy mieszkał z rodzicami i tym podobne. Z jednej strony więc system – dzięki „widełkom” kwot „od – do” – pozostawia szeroki margines dla dyskrecjonalnej władzy sądowej (czyli prawa do indywidualnej oceny konkretnego przypadku), a z drugiej wprowadza pewną przewidywalność, pewność co do tego, że wypłacone przez ubezpieczyciela czy zasądzone przez Sąd odszkodowanie nie będzie rażąco zaniżone lub zawyżone.

Co z Polską?

Odpowiem na raty. Dwa tygodnie temu zakończyłam przed Sądem Apelacyjnym proces związany z tragiczną śmiercią czterdziestokilkuletniego mężczyzny. Ubezpieczyciel nie przeczył, że co do zasady ponosi odpowiedzialność, ale też arbitralnie uznał, że odpowiednim zadośćuczynieniem dla czternastoletniego syna zmarłego będzie… 15 tys. zł., a dla żony 10 tys. zł.

Proces trwał cztery lata. W prawomocnym już wyroku Sąd zasądził dodatkowo 185 tys. zł. zadośćuczynienia dla syna (łącznie 200 tys. zł., czyli około 50 tys. euro) i dla żony poszkodowanego – 150 tys. zł. (łącznie 160 tys. zł., czyli około 40 tys. euro).

Warto podkreślić, że mowa o zadośćuczynieniu za śmierć osoby bliskiej, czyli wynagrodzeniu krzywdy. Dodatkowo należne jest odszkodowanie za znaczące pogorszenie sytuacji życiowej na skutek śmierci osoby bliskiej oraz ewentualna renta – jeśli na zmarłym ciążył obowiązek alimentacyjny. Sprawca powinien też pokryć koszty pogrzebu.

Jaki z tego wniosek? Zadośćuczynienie w przypadku śmierci osoby bliskiej, na jakie możne liczyć współmałżonek czy dziecko osoby bliskiej kształtuje się na poziomie średnim, biorąc pod uwagę reguły obowiązujące w innych krajach Europy. Czyli prawo mamy dobre, a i sądy coraz częściej odpowiednio je stosują, stając na straży praw poszkodowanych.

Diabeł tkwi w szczegółach

Po pierwsze: ubezpieczyciele ostentacyjnie i bez szacunku dla ofiar i ich rodzin rażąco zaniżają wypłacane dobrowolnie zadośćuczynienia. Liczą, że uporem skutecznie zniechęcą poszkodowanych do zatrudnienia prawnika i walki o swoje w sądzie. Najwyraźniej nadal im się to opłaca, skoro po takim procesie, jakie opisany wyżej, bez mrugnięcia okiem płacą odsetki za czas trwania procesu. W końcu zarobili na te odsetki. Zarobili na tych poszkodowanych, którzy zadowolili się jałmużną, wypłaconą łaskawie jako „bezsporne zadośćuczynienie” i uwierzyli w standardowe argumenty zawarte przez ubezpieczyciela w decyzji odmawiającej wypłaty.

Po drugie: Sądy, jakkolwiek zarzekają się, że nie sugerują się orzecznictwem, to wciąż się zdarza, że przy ustalaniu wysokości zadośćuczynienia, ulegają pokusie trzymania się w granicach wyznaczonych przez już opublikowane, wydane w innych sprawach wyroki.

Na szczęście, coraz częściej Sądy dostrzegają, że najważniejszy jest człowiek. Człowiek, który zginął i człowiek, który go opłakuje.

 

 

 

 

Biegły medyk czy polityk?

Jolanta Budzowska        30 sierpnia 2018        16 komentarzy

Temat biegłych lekarzy i wydawanych przez nich opinii na temat leczenia poszkodowanych pacjentów powraca jak bumerang. Trudno się dziwić, bo opinie to esencja sporów w sprawach o błędy medyczne. Od opinii zależy “być albo nie być”, czyli wygrać lub przegrać. Od opinii zależy też w dużej mierze – na szczęście już nie tylko biegły ma na to wpływ – to, jakie odszkodowanie za błąd medyczny uzyska poszkodowany i jakie zadośćuczynienie za krzywdę pacjenta sąd uzna za odpowiednie.

 

Na ocenę biegłego czekam więc zawsze z niecierpliwością. Opinie bywają różne: rzetelne (niezależnie od tego, dla której ze stron procesu ich wnioski są korzystne) i nierzetelne, szczegółowe i “po łebkach”, obiektywne i “zaangażowane”. Zdarzają się też dowcipne: te lubię czytać najbardziej, bo jeśli zarazem są rzetelne, szczegółowe i obiektywne, to nie ma lepszej lektury, nawet w czasie urlopu:-)

 

Nigdy dotąd nie zdarzyło mi się jednak przeczytać opinii, która jest w całości nie na temat.  Aż do teraz.

 

W sprawie chodziło o zbyt wczesne – wbrew zaleceniom anestezjologa –  przekazanie chorego po operacji  z zakresu chirurgii twarzowo-szczękowej na salę ogólną, na której nie był monitorowany i odpowiednio nadzorowany. Doszło do obrzęku krtani i niedotlenienia. Nie wykryto na czas powikłań, nie udzielono odpowiednio sprawnie skutecznej pomocy. Pacjent zmarł. W trakcie kontroli NFZ wskazał na rażące nieprawidłowości w organizacji pracy szpitala.

 

Zacytuję opinię obszernie, aby każdy mógł wyrobić sobie własne zdanie.  Na podstawie tej opinii, wydanej przez pewnego profesora medycyny, pewien rzecznik odpowiedzialności zawodowej lekarzy umorzył postępowanie, czyli uznał, że nikomu z personelu medycznego, żadnemu lekarzowi, nie można postawić jakiegokolwiek zarzutu. A że pacjent zmarł?

 

“Aby dobrze uzasadnić moją opinię muszę podać kilka informacji wstępnych, które były w kilku miejscach poruszane w aktach sprawy.

Zaskakująca jest opinia płatnika (NFZ) o niewystarczającym personelu dla realizacji kontraktu. Personelu pod względem jakości i ilości jest tyle, na ile wystarcza pieniędzy przekazanych od płatnika.

 

Konsekwencją permanentnego niedofinansowania oddziałów zabiegowych, w tym oddziałów chirurgii szczękowo-twarzowej jest tworzenie konglomeratów z innymi oddziałami, np. z neurochirurgią, laryngologią czy chirurgią. Dyrektorom szpitalowi (szpitali) pozwala to zbilansować budżet poprzez pracę tego samego personelu na 2-ch lub kilku oddziałach. Oczywiście skutkiem administracyjno-medycznym jest większe obciążenie personelu.

 

Kolejnym wynalazkiem biednej medycyny jest redukcja liczby lekarzy dyżurujących na oddziałach zabiegowych. Cywilizowane minimum to 2 lekarzy, najlepiej specjalistów jednoimiennej specjalizacji z profilem oddziału, na jakim pełnią dyżur. W chirurgii szczękowo-twarzowej operuje  się zwykle w zespołach 3-osobowych. A zatem trzyosobowy ostry dyżur jest w pełni wydolny medycznie. Może zapewnić specjalistyczną opiekę każdemu przywiezionemu lub obecnemu na oddziale pacjentowi. Nawet dyżur 2-ch lekarzy, w tym 1 specjalista, a drugi specjalizujący się, jest rozwiązaniem akceptowalnym. Taki kompromis zapewnia opiekę pacjentom i szkolenie lekarzom. Mniejsze obsady nie są już kompromisem. Są kompromitacją Kraju, Narodowego Funduszu Zdrowia i Służby Zdrowia.

 

Praktyką naszego kraju jest pełnienie dyżurów w oddziałach zabiegowych przez 1 lekarza zwykle niespecjalistę, często bez możliwości telefonicznego skonsultowania swoich poczynań drogą telefoniczną.

 

To samo dotyczy zespołu pielęgniarskiego. Decyzja o pracy 1 pielęgniarki na oddziale laryngologicznym i chirurgii szczękowo-twarzowej, zarówno na salach chorych, odcinku pielęgniarskim i na sali pooperacyjnej, to zbyt wielkie obciążenie. Zbyt wielkie nawet dla 2 pielęgniarek. Powinno ich być minimum trzy. Ale trzeba tym osobom zapłacić należytą pensję, za tą bardzo odpowiedzialną i trudną pracę. Gdzie jest płatnik?

 

Ta ekstremalnie trudnia sytuacja trwa od lat. Jak to możliwe ? Czy w naszym kraju jest wojna, kataklizm, zniknęły potrzeby lecznicze lub lekarze?

 

Mimo powyższych trudności i obciążeń, w przedmiotowej sprawie, zespół 2-ch osób dyżurnych spełnił swoje zadanie. Zatem uważam, że poszukiwanie winnych wśród lekarzy i pielęgniarek, którzy byli przy Panu [xx] jest niezasadne. Zrobili więcej niż mogli.

 

Warto patrząc na dokumentację tej tragicznej sprawy zrozumieć, jak działa oddział chirurgii szczękowo-twarzowej, a jak powinien.

 

Oddział chirurgii szczękowo-twarzowej powinien być samodzielnym oddziałem w szpitalu (może nie w każdym szpitalu, ale w dwóch lub trzech w każdym województwie). Powinien mieć codzienny dostęp do sali operacyjnej, mieć salę pooperacyjną, kilka sal chorych, personel lekarski i pielęgniarski w wystarczającej liczbie, aby mógł rzetelnie pełnić swoje obowiązki, pełnić całodobowe stacjonarne dyżury lekarskie minimum 2-osobowe (specjalista i specjalizant lub dwóch specjalistów).

 

Na to ma obowiązek łożyć państwo, w takiej wysokości, aby dyrektor szpitala mógł utrzymać możliwość leczenia specjalistycznego.

 

Odpowiadając na zadane przez Pana Rzecznika pytania:

  1. postępowanie lekarzy było prawidłowe i zgodne z zasadami sztuki,
  2. nie było uchybień,
  3. postępowanie prowadzone przez lekarz medycyny [lekarz bez specjalizacji] było prawidłowe.

Bardzo chciałbym, aby ktoś decydujący o finansowaniu i działaniu Polskiej Służby Zdrowia przeczytał, załączony do akt, list  matki zmarłego pacjenta i pomyślał nad nim.”

 

Z biegłym częściowo się zgadzam: system ochrony zdrowia nie jest racjonalnie zorganizowany, a pieniądze przeznaczane na lecznictwo szpitalne mogłyby być na pewno lepiej wydawane.

 

Jednak szpital, którego nie stać na bezpieczne dla pacjentów leczenie, powinien być zamknięty. Jeśli lekarze pracują w warunkach nie pozwalających im na leczenie zgodne z aktualną wiedzą medyczną, to nie powinni biernie akceptować tego stanu, skwapliwie przyjmując co miesiąc  (w ramach protestu?) wynagrodzenie wpływające na ich konto. Pacjent ma prawo wiedzieć, że będzie leczony w warunkach medycyny wojennej, że po przekroczeniu progu szpitala naraża się na ogromne niebezpieczeństwo, jak wynika z opinii biegłego! Może wtedy podjąłby inną decyzję, wiedząc, że na szali jest jego życie…

 

Nie zgadzam się z biegłym fundamentalnie co do jednego, że:

  1. postępowanie lekarzy było prawidłowe i zgodne z zasadami sztuki,
  2. nie było uchybień,
  3. postępowanie prowadzone przez lekarza medycyny [lekarz bez specjalizacji] było prawidłowe.

 

Nie, nie było. I nie jest w porządku, kiedy “merytoryczna” część opinii ogranicza się do takich trzech stwierdzeń, wygłoszonych ex cathedra, bez jakiegokolwiek uzasadnienia. i to po tyradzie nie na temat, a właściwie na temat “błędów systemu”, dla której miejsce jest na biurkach polityków, w mediach czy gdziekolwiek indziej, ale z pewnością nie w postępowaniu zainicjowanym przez zrozpaczoną matkę zmarłego syna.

*(w kwadratowych nawiasach moje zmiany, ja też zaznaczyłam boldem niektóre fragmenty)

Zadośćuczynienie dla osób najbliższych poszkodowanego

Jolanta Budzowska        14 sierpnia 2018        Komentarze (1)

Czas na podsumowanie, bo mamy już komplet: Sąd Najwyższy opublikował uzasadnienia do wszystkich trzech Uchwał składu siedmiu sędziów, wydanych 2 marca 2018 roku. Pierwsza Uchwała zapadła w sprawie o błąd okołoporodowy (sygn. akt III CZP 60/17*), druga została wydana na wniosek Rzecznika Finansowego (sygn. akt III CZP 36/17), trzecia na wniosek Komisji Nadzoru Finansowego (sygn. akt III CZP 69/17). Można więc uznać, że w sprawach dotyczących prawa do zadośćuczynienia dla osób najbliższych ciężko poszkodowanej ofiary wypadku czy błędu medycznego, mamy do czynienia z ugruntowanym orzecznictwem.  

Teza powołanych uchwał jest taka sama:

„Sąd może przyznać zadośćuczynienie za krzywdę osobom najbliższym poszkodowanego, który na skutek czynu niedozwolonego doznał ciężkiego i trwałego uszczerbku na zdrowiu.”

 Sąd Najwyższy

Czy uzasadnienia uchwał się różnią?

Nieznacznie. Stanowisko Sądu Najwyższego jest zbieżne i konsekwentne. Uchwała w sprawie o sygn. akt.  III CZP 36/17 nieco bardziej precyzyjnie niż uchwała w sprawie o sygn. akt. III CZP 60/17 rozpoznaje rozumienie dobra osobistego w postaci prawa do zachowania więzi rodzinnych i konkretyzuje, jaki uszczerbek na zdrowiu poszkodowanego musi zaistnieć wskutek czynu niedozwolonego, aby kwalifikować go jako źródło krzywdy u jego najbliższych. Warto dodać, że w ocenie SN najważniejsza jest istota tego dobra osobistego.  Nadana mu nazwa ma drugorzędne znaczenie, skoro rozumienie dobra jest takie samo.

Ciężki uszczerbek na zdrowiu poszkodowanego

Zdaniem SN, taki skutek zostanie uzyskany, gdy naruszenie więzi w skutek ciężkiego uszczerbku lub rozstroju zdrowia doprowadzi do podobnego skutku, jak przy śmierci osoby bliskiej, to jest do całkowitego uniemożliwienia realizacji więzi bliskości i więzi emocjonalnej. W toku procesu konieczne jest zatem stwierdzenie, czy w wyniku ciężkiego uszczerbku na zdrowiu poszkodowanego doszło do „definitywnego i porównywalnego ze stanem śmierci unicestwienia więzi bliskości”. Mowa zatem o przypadkach „głębokiego upośledzenia funkcji życiowych wskutek uszczerbków zdrowia najcięższych, nieodwracalnych i wyłączających możliwość zachowania bliskości”, gdy mamy do czynienia z poważnym i trwałym inwalidztwem.

Z kolei w Uchwale III CZP 69/17 Sąd Najwyższy wskazuje wprost na sytuację trwałego stanu śpiączki pourazowej, stanu wegetatywnego, czy też związanego z uszkodzeniem mózgu. Nie chodzi przy tym o stan prowadzący do „zaburzenia, zakłócenia lub pogorszenia więzi, lecz do faktycznej niemożliwości nawiązania i utrzymywania kontaktu właściwego dla danego rodzaju stosunków – w szczególności więzi łączącej dzieci i rodziców– z powodu ciężkiego i głębokiego stanu upośledzenia funkcji życiowych” (Uchwała III CZP 60/17).

To pierwsze kryterium.

 Stosunek bliskości

Drugie to obiektywny stosunek bliskości z poszkodowanym.

Sąd Najwyższy podkreślił, że „kryterium obiektywnym określenia stosunku bliskości kształtującego treść i zakres prawa związanego z omawianym dobrem może być zarówno formalny stosunek prawnorodzinny(małżeństwo, przysposobienie), jak i stosunek niesformalizowany pod względem prawnym, wymagający udowodnienia przez uprawnionego (konkubinat, rodzina zastępcza, związek partnerski).”

Silna więź emocjonalna

Trzeci, kolejny warunek, aby można było mówić o prawie do zadośćuczynienia dla osób najbliższych poszkodowanego, to konieczność udowodnienia, że z poszkodowanym łączył jego najbliższego nie tylko formalny stosunek bliskości (np. fakt bycia rodziną), ale także rzeczywista więź emocjonalna; że związek między najbliższymi miał charakter szczególny.

„Istnienie więzi bliskości nie jest uzależnione wyłącznie od egzystencji fizycznej osób uprawnionych, lecz od istnienia wszystkich elementów, które się na nią składają. Od ustaleń faktycznych dokonanych w konkretnej sprawie zależy stwierdzenie, czy w wyniku doznania przez poszkodowanego trwałego uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia doszło do definitywnego i porównywalnego ze stanem śmierci unicestwienia więzi bliskości.”

Warto pamiętać, że nie jest wystarczające udowodnienie, iż doszło do zmiany charakteru składników życia rodzinnego lub ich pogorszenia. Naruszenie dobra osobistego w postaci więzi bliskości ma miejsce wyłącznie wtedy, gdy:

„następuje trwałe wyeliminowanie tych wszystkich elementów, które są istotne dla funkcjonowania związku, takich jak prowadzenie wspólnego gospodarstwa w znaczeniu rzeczowym i fiskalnym, wzajemna pomoc, wychowanie dzieci, wspólne spędzanie czasu oraz więź emocjonalna i fizyczna.”

Krzywda pod stronie osoby najbliższej

Krzywda doznawana przez bliskich jest krzywdą niezależną, stanowiącą naruszenie ich własnej sfery niemajątkowej, a nie pośrednią. Nie może być jedynie refleksem krzywdy doznanej przez ofiarę wypadku (innego zdarzenia szkodzącego). Oznacza to, że w procesie o zadośćuczynienie dla osoby bliskiej należy udowodnić, że to osoba bliska doznaje (własnej) krzywdy, wynikającej z naruszenia więzi bliskości.

Sąd Najwyższy zwrócił przy tym uwagę na połączenie dobra osobistego w postaci więzi rodzinnej z poczuciem własnej wartości jako podstawy godności człowieka, czyli wewnętrznego aspektu czci, stwierdzając, że:

„obejmuje ono także elementy dobra w postaci integralności psychicznej człowieka, skoro dotyczy cierpienia i braku poczucia bliskości drugiej osoby, czy akceptacji. W wielu przypadkach czyn szkodzący wywołuje u osoby bliskiej poszkodowanego rozstrój zdrowia fizycznego lub psychicznego, co stanowi element naruszenia dobra osobistego w postaci zdrowia”.  

Odnośnie rozmiaru krzywdy, Sąd w tej samej Uchwale dostrzegł, że cierpienie osoby najbliższej związanej z takim chorym jest dojmujące w dłuższym okresie czasu, a intensywność́ poczucia bezsilności i braku nadziei nie mniejsza niż̇ doznania związane ze śmiercią̨.” (III CZP 69/17)

Kryterium obiektywne

Spełnienie powyższych czterech warunków powinno być weryfikowalne przy zastosowaniu kryteriów obiektywnych:

„Ustalenie wskazanych okoliczności, przy zastosowaniu kryteriów obiektywnych, powinno stanowić miarodajną podstawę faktyczną oceny, czy doszło do naruszenia przez sprawcę czynu niedozwolonego dóbr osobistych osoby bliskiej przez uniemożliwienie utrzymywania więzi rodzinnej we właściwych jej przejawach.”

Zdaniem Sądu Najwyższego należy mieć na uwadze, że przyznanie zadośćuczynienia na podstawie art. 448 k.c. jest zastrzeżone do dyskrecjonalnej władzy sądu („sąd może przyznać́”), zatem „uwzględnienie żądania następuje dopiero po wykazaniu, że zaistniały przedstawione, wyjątkowe okoliczności, wskazujące na konieczność́ zrekompensowania rzeczywiście zaistniałej krzywdy niemajątkowej” (III CZP 69/17).

Jakie (jak wysokie) zadośćuczynienie dla osób najbliższych poszkodowanego?

Nie tylko stwierdzenie istnienia w danych okolicznościach faktycznych prawa do rekompensaty, ale i określenie wysokości odpowiedniej sumy zadośćuczynienia należy do tzw. prawa sędziowskiego.

W sprawie sygn. akt I CSK 472/16*, w ramach której Sąd skierował do składu siedmiu sędziów zagadnienie prawne do rozstrzygnięcia, i w której zapadła Uchwała III CZP 60/17, SN wydał w dniu 15 czerwca 2018 r. wyrok, w którym oddalił skargę kasacyjną pozwanego, znając tym samy uznał za odpowiednie zasądzone przez Sąd Apelacyjny w Warszawie zadośćuczynienie 300 tys. zł. dla matki dziecka, 200 tys. zł. dla ojca. Trzeba jednocześnie podkreślić, że zadośćuczynienia w tej dokładnie wysokości było dochodzone pozwem, a Sąd nie mógł wykroczyć poza żądanie pozwu (art. 321 kpc).

Jeszcze przed wydaniem powołanych na wstępie Uchwał, zapadły m.in. następujące wyroki:

  • Wyrok Sądu Okręgowego w Katowicach* z dnia 17 czerwca 2016 roku sygn. akt I C 223/12, zgodnie z którym Sąd przyznał rodzicom poszkodowanego przy porodzie (w stopniu obecnie lekkim) dziecka po 60 tys. zł. zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych w postaci prawa do więzi rodzinnej (art. 448 kc) – wyrok prawomocny,
  • Wyrok Sądu Okręgowego w Nowym Sączu*  z dnia 23 marca 2017 roku sygn. akt I C 241/12, zgodnie z którym Sąd przyznał matce poszkodowanego przy porodzie (w stopniu obecnie umiarkowanym) dziecka 20 tys. zł. zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych w postaci prawa do więzi rodzinnej (art. 448 kc) – wyrok prawomocny,
  • Wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie*  z dnia 4 maja 2017 roku sygn. akt I C 29/15, zgodnie z którym Sąd przyznał rodzicom poszkodowanego przy porodzie (w stopniu obecnie znacznym) dziecka po 100 tys. zł. zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych w postaci prawa do więzi rodzinnej (art. 448 kc) – wyrok nieprawomocny,
  • Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie* z dnia 19 maja 2017 roku sygn. VI A Ca 151/16, zgodnie z którym Sąd przyznał rodzicom poszkodowanego przy porodzie (w stopniu obecnie znacznym) dziecka: matce 150 tys. zł., ojcu 100 tys. zł. zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych w postaci prawa do więzi rodzinnej (art. 448 kc) – wyrok prawomocny.

Wybrane wyroki wydane po uchwałach:

  • Wyrok Sądu Okręgowego w Ostrołęce* z dnia 9 lutego 2018 roku sygn. akt I C 224/12, zgodnie z którym Sąd przyznał matce poszkodowanego przy porodzie (w stopniu obecnie znacznym) dziecka 120 tys. zł. zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych w postaci prawa do więzi rodzinnej (art. 448 kc) – wyrok prawomocny,
  • pierwszy Wyrok Sądu Najwyższego wydany po omawianych uchwałach – Wyrok z dnia 24 kwietnia 2018 r. sygn. akt. V CSK 300/17: Sąd Okręgowy we Wrocławiu zasądził po 150 tys. zł. dla rodziców, którzy zrezygnowali z pracy i opiekują się dorosłą córką w stanie wegetatywnym, SA we Wrocławiu powództwo oddalił, ale SN uchylił jego wyrok.

Jak widać, zadośćuczynienia przyznawane osobom najbliższym nie podlegają standaryzacji, a wysokość odpowiedniej rekompensaty będzie każdorazowo zależeć od okoliczności faktycznych danej sprawy.

*Wyroki wydane w sprawach prowadzonych przez kancelarię autorki: Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni

Pani Mecenas, ile potrwa sprawa medyczna w sądzie?

Jolanta Budzowska        03 sierpnia 2018        4 komentarze

Można powiedzieć, że mam za sobą typowy dzień. Kilka maili z szybkimi pytaniami ze strony Klientów i moimi odpowiedziami, konsultacja telefoniczna, pismo procesowe z pytaniami do biegłych napisane w pociągu, analiza akt sprawy w czytelni sądowej (wpłynęła opinia biegłego ginekologa-położnika! już trzecia w tej sprawie…), wreszcie rozprawa z dwugodzinnym przesłuchaniem innego biegłego, potem spotkanie z Klientami. No i pociąg powrotny z Warszawy do Krakowa – czas na przyjemności, czyli czas na blog. Miałam napisać o wnioskach, jakie nasunęły mi się po dzisiejszej lekturze opinii biegłych, ale zwyciężył inny temat: jak to, co się dzieje w sądownictwie, rzutuje na procesy o błąd medyczny?

Proces o błąd medyczny a sprawa polska

Nie da się ukryć, że sytuacja w sądach się gwałtownie pogarsza. Nie chcę wchodzić w politykę, ale z perspektywy pełnomocnika i poszkodowanych jest coraz gorzej. Nawet oficjalne statystyki to potwierdzają: “Coraz dłuższe postępowania sądowe”. Do niedawna byłam optymistką, zapewniałam, że czas rozpatrywania spraw się skraca, bo sędziowie coraz lepiej sobie radzą z trudną materią procesów o błąd medyczny, i że byłoby wręcz idealnie, gdyby nie biegli, których jest mało i którzy zbyt często wydają opinie nieprzydatne dla wyjaśnienia sprawy.

Dziś niestety jestem zmuszona zmienić zdanie. Sąd okręgowy (gdzie trafiają sprawy poważniejsze, i z reguły toczą się i tak szybciej, niż w sądach rejonowych) odroczył mi właśnie rozprawę na dzień … 28 stycznia 2019 roku. Pół roku przerwy między kolejnymi rozprawami!

Sędzia też człowiek

I nie, to nie jest zła wola czy lenistwo sądu. To konsekwencja braków kadrowych w sądach i tego, że choćby sędzia był najlepiej zorganizowany, to ma do dyspozycji tylko 24-ro godzinną dobę.  Brakuje nie tylko sędziów, szczególnie w takich ośrodkach, jak Warszawa. Dramatycznie brakuje też personelu administracyjnego. Co z tego, że na przykład sędzia wydał w grudniu zarządzenie o zobowiązaniu pozwanego do uzupełnienia wniosku o zwolnienie od kosztów sądowych, kiedy zostało ono wysłane do strony w maju następnego roku, bo nie miał kto fizycznie wydrukować pisma, przedstawić do podpisu sędziemu i przekazać do wysyłki… Sprawa pół roku stała w miejscu.

Jeśli kogoś interesują blaski i cienie pracy sędziego w Polsce, to zachęcam do przeczytania wywiadu, jakiego anonimowo udzielił mi przed paroma miesiącami, kiedy i tak sytuacja nie wyglądała jeszcze tak źle jak teraz, jeden z sędziów: “Wszystko, co chciałbyś wiedzieć o tym, jak pracują sędziowie, a o co nie możesz zapytać”. To, co powiedział, daje do myślenia.

Był już w historii taki moment, jeszcze kilka lat temu, że udawało się proces o błąd medyczny zakończyć w pierwszej instancji w 3 lata. Mimo pogorszenia warunków funkcjonowania sądów, do niedawna jeszcze sędziowie “dawali radę”. Łatali dziury, nadrabiali zaległości. A teraz? Mechanizmy kompensacyjne, jakby to powiedział biegły medyk, żywego organizmu sądów polskich się wyczerpały. Nie ma co liczyć na szybkie zakończenie sprawy o błąd lekarski. Marzenie ściętej głowy. Jeśli na jednej rozprawie przesłuchujemy zwykle 3-4 świadków, a średnia przerwa między rozprawami ma się wydłużyć do około 6 miesięcy, to łatwo policzyć, że samo przeprowadzenie dowodu z zeznań świadków w przeciętnym procesie zajmie około 2 lat. A gdzie czas na sporządzenia opinii przez – często wielu – biegłych?

Ciemność widzę, ciemność

Nawet, gdy uda się w rozsądnym czasie kilku (!) lat doprowadzić do wygranej poszkodowanego pacjenta, to apelacja szpitala i zakładu ubezpieczeń jest pewna jak w banku. Czyli należy jeszcze doliczyć czas postępowania apelacyjnego. W Sądach Apelacyjnych średni czas oczekiwania na rozpatrzenie apelacji to – z mojego doświadczenia – rok.  Co potem? Nie zapominajmy, że w sprawach medycznych stosunkowo często wnoszona jest przez pozwanych także skarga kasacyjna. Trafia do Sądu Najwyższego. A tam? Czarna dziura. Nikt nie wie, co będzie:-(

Co nas nie zabije, to nas wzmocni

Czy to wystarczający powód, aby rezygnować z walki o swoje prawa, gdy doszło do błędu medycznego?

Nie!

Trzeba tylko uwzględnić te wszystkie okoliczności w strategii procesowej i na przykład, najwcześniej jak się da, występować z wnioskiem o zabezpieczenie powództwa i rentę tymczasową. Wówczas poszkodowany dysponuje niemal od początku procesu przynajmniej pieniędzmi na pokrycie bieżących kosztów rehabilitacji i leczenia. Na zadośćuczynienie za błąd w leczeniu (powiększone o odsetki za czas trwania procesu!) może – w miarę spokojnie – poczekać… O tym, jak i kiedy można uzyskać taką rentę, napisałam w poście “Skąd wziąć pieniądze na leczenie”.

Nie pozostaje więc nic innego jak uzbroić się w cierpliwość w myśl zasady, że jeśli przeżyliśmy leczenie, to damy radę wszystkiemu!

 

 

 

Gdzie byłam, kiedy mnie nie było?

Jolanta Budzowska        23 lipca 2018        3 komentarze

To chyba najdłuższa przerwa pomiędzy kolejnymi wpisami na blogu – niemal miesiąc. Mam nadzieję, że tęskniliście😉

Przyczyn było kilka.

Pierwszy to tradycyjny o tej porze roku (wakacje!) natłok pracy, wiążącej się z tym, że wszystko, co sędziowie „wypychają” przed urlopami (zobowiązania do zajęcia stanowiska w sprawie, doręczenie opinii biegłego z zakresu medycyny itd.) ląduje na biurkach pełnomocników, w tym moim. Drugi raz w roku podobna „sezonowość”, kiedy listonosz doręcza do kancelarii dziennie po kilkadziesiąt listów z sądów w całej Polsce, daje się nam we znaki w grudniu: wtedy jest to sygnał, że sądy pracują nad statystykami i starają się wyprowadzić na prostą, co tylko się da.

Druga – ważniejsza – przyczyna, to służbowy wyjazd na konferencję w Stanach Zjednoczonych. Od kilku lat jestem członkinią AAJ (American Association for Justice) – amerykańskiej organizacji zrzeszającej prawników zajmujących się szkodami na zdrowiu. W ramach kancelarii na co dzień współpracujemy z wieloma kancelariami zagranicznymi, w tym z USA. Dotyczy to nie tylko spraw o błąd medyczny, ale przede wszystkim wypadków drogowych (m.in. sprawa wypadku komunikacyjnego członków zespołu The Dillinger Escape Plan) i lotniczych (np. LOT 016 – lądowanie Boinga 767, pilotowanego przez kpt. Wronę) czy produktów niebezpiecznych (np. endoprotez).

bład lekarski

Na dorocznej konferencji AAJ, w której bierze udział zwykle około 2 tys. prawników, byłam już drugi raz. Bardzo męczące (wykłady i seminaria przez 5 dni od rana do wieczora…), ale i bardzo rozwijające. A przede wszystkim: inspirujące.

personal injury lawyers

Jolanta Budzowska i Gabriela Lenarczyk

Procedurę cywilną mamy kompletnie różną, ale pewne nietuzinkowe narzędzie procesowe nadają się i u nas do zastosowania od ręki podczas przesłuchiwania biegłych czy analizy dowodów – przeciwnicy procesowi: strzeżcie się, mam nową broń i nie zawaham się jej użyć;-)

A wpis merytoryczny już wkrótce! Tymczasem zapraszam do kontaktu mailowego: krakow@bf.com.pl lub telefonicznego:tel:+48124280070

I czy ktoś jeszcze nie widział naszej (już nie tak bardzo) nowej strony www.bf.com.pl? Czas to nadrobić:-)