Uwielbiam mroczne, skandynawskie kryminały, ale z nieporównywalnie większą ekscytacją wzięłam do ręki „Błędy i pomyłki w diagnostyce ultrasonograficznej” pod red. Wiesława Jakubowskiego, kiedy wreszcie przysyłka z zamówioną pozycją została doręczona do kancelarii.
Książkę pochłonęłam w kilka godzin. To nie był opasły tom:) Czy od teraz mogę wykonywać badania USG? Oczywiście, że nie. Czy potrafię je zinterpretować? Też raczej nie.
Ale czy po lekturze tej publikacji, niezliczonej liczby opinii biegłych dotyczących USG i przesłuchaniu kilkudziesięciu świadków, którzy zeznają na temat badania ultrasonograficznego, o tym, jak to wpłynęło na dalszą diagnostykę i leczenie – mogę powiedzieć, że wiem, jakie pytania zadać świadkom i biegłym, na co zwrócić uwagę?
Z pewnością tak.
Kilka dni temu byłam gościem krakowskiego Klubu Dziennikarzy „Pod Gruszką”. Podczas spotkania, odpowiadając na pytanie, jak pacjent może uchronić się przed błędem medycznym, odpowiedziałam, że między innymi powinien wiedzieć na co choruje i znać dostępne metody leczenia. Choćby po to, by rozumieć to, co do niego mówi lekarz i wiedzieć, o co pytać – w końcu jest to warunek wyrażenia tak zwanej „świadomej, poinformowanej zgody na leczenie”. Źródłem takiej wiedzy może być literatura medyczna, nie tylko popularne portale. Na to jeden ze słuchaczy, lekarz (biegły sądowy), dość bezpardonowo stwierdził, że to niemożliwe, bo przeciętny człowiek nie jest w stanie korzystać z medycznych publikacji naukowych i że samodzielna próba interpretacji jest wręcz niebezpieczna.
Kiedyś, podczas rozprawy, pełnomocnik szpitala w podobnym tonie zadał pytanie świadkowi, cioci poszkodowanego przez błąd medyczny chłopca:
-Czy zapoznawała się Pani z dokumentacją medyczną?
– Tak.
– Czy ma Pani wykształcenie medyczne?
– Nie.
– To na jakiej podstawie Pani twierdzi, że kraniotomię wykonano za późno?
– Ponieważ potrafię czytać ze zrozumieniem.
Kurtyna.
Wracam do lektury i nie dam sobie wmówić, że wiedza medyczna jest wiedzą tajemną.















