Podmioty lecznicze mają obowiązek ubezpieczyć się od odpowiedzialności cywilnej (OC). Analogicznie jak właściciele samochodów. Jeśli spowodują błąd medyczny lub wypadek, płaci zakład ubezpieczeń. Właśnie trwają prace nad nowym rozporządzeniem MF w sprawie obowiązkowego ubezpieczenia OC. Sądziłam, że będzie okazja do podwyższenia sum minimalnego ubezpieczenia szpitali. Niestety, wygląda na to, że nie tym razem.
Ktoś mógłby zapytać, dlaczego akurat mnie zależy na urealnieniu polis szpitali?
Chyba w pierwszej kolejności larum powinni podnieść ich dyrektorzy? Z pewnością, ale interes w podwyższeniu progów OC w placówkach leczniczych mamy wszyscy. Dlaczego? O tym za chwilę.
Na początek słowniczek
- suma gwarancyjna na jedno zdarzenie z polisy OC to górna granica odpowiedzialności zakładu ubezpieczeń za szpital w przypadku jednego błędu medycznego. Dziś 100 tys. euro.
- suma gwarancyjna na wszystkie zdarzenia – to górna granica odpowiedzialności ZU za szpital w danym roku. Niezależnie od ilości błędów medycznych w danym okresie. Dziś 500 tys. euro.
Przykład*:
W prywatnej Klinice, na oddziale ginekologiczno-położniczym wystąpiło w 2016 roku ognisko epidemiologiczne. Sześć pacjentek zostało zakażonych podczas porodów bakterią paciorkowca ropotwórczego (streptococcus pyogenes). Przeszły sepsę i wielomiesięczne leczenie. Każda z nich musiała się poddać licznym operacjom. Stan kilku był tak poważny, że konieczne było usunięcie macicy. Poszkodowane pacjentki nie wystąpiły od razu, ani nawet w tym samym czasie z powództwem przeciwko szpitalowi. Musiały najpierw stanąć na nogi i zebrać siły na walkę za szpitalem w sądzie. Ostatecznie, pozwały szpital i ubezpieczyciela. Klinika miała wyłącznie ubezpieczenie OC obowiązkowe, bo nie widziała potrzeby się doubezpieczać. A i cena polisy dobrowolnego ubezpieczenia była wysoka.
Wyroki w sprawie o błąd medyczny w różnym czasie
W 2017 – w dwóch wyrokach sąd przyznał pierwszym powódkom po 500 tys. zł. zadośćuczynienie, odszkodowanie i kilkutysięczną, miesięczną rentę. Ubezpieczyciel zapłacił jednak każdej z nich tylko po około 430 tys. zł. W ramach obowiązkowej polisy OC odpowiadał tylko do wysokości równowartości 100 tys. euro. na jedno zdarzenie. Resztę dopłaciła Klinika z własnych środków, w tym z kontraktu z NFZ. Czyli z pieniędzy, które powinny być przeznaczone na leczenie innych pacjentów.
W 2018 roku sąd wydał trzy kolejne wyroki. Tym razem zadośćuczynienie dla jednej pacjentki wyniosło 300 tys. zł. Dla dwóch kolejnych zasądzono po 450 tys. zł. Znów szpital dopłacił z własnej kieszeni, bo polisy nie pokryły w pełni przyznanego – obok zadośćuczynienia – odszkodowania i rent.
Szukaj wiatru w polu
Na początku 2019 roku zapadł ostatni wyrok. Polisa jednak była już „pusta”, bo wyczerpała się kwota „na wszystkie zdarzenia”. Łączna suma wypłat przekroczyła równowartość 500 tys. euro. Pacjenta wezwała klinikę o zapłatę zasądzonego zadośćuczynienia i odszkodowania za błąd medyczny. Jednak klinika wolała zgłosić wniosek o upadłość. Nie opłacało się już dalej płacić poszkodowanym i ponosić konsekwencję błędów organizacyjnych z 2016 r. Upadłość została ogłoszona, „ostatnia” pacjenta została więc z niczym. Te, które uzyskały wyroki wcześniej od niej, też są stratne, bo nie otrzymują już renty.
Komu zależy, a komu nie?
Czy ten przykład jasno tłumaczy, dlaczego również pacjentom powinno zależeć, aby ubezpieczenie szpitali było realne? Mam nadzieję, że tak.
Nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego Ministerstwo Finansów twierdzi, że obowiązujący pułap obowiązkowego OC dla szpitali jest wystarczający.
Ciekawostka
Zgodnie z przepisami dotyczącymi odszkodowań OC w komunikacji, suma gwarancyjna w przypadku szkód na osobie nie może być niższa niż równowartość 5 mln euro w odniesieniu do jednego zdarzenia.
Dlaczego więc gwarancje ubezpieczeniowe są dla pirata drogowego, który powoduje wypadek, 50- krotnie wyższe niż dla szpitala?
Czyżby osoba ciężko poszkodowana w wypadku komunikacyjnym doznawała innej, „droższej”, inaczej wycenianej szkody na zdrowiu niż osoba ciężko poszkodowana na skutek błędu medycznego? Zdecydowanie nie.
Trudno zatem zrozumieć tę dysproporcję.
Jak to tłumaczy Minister Finansów?
W uzasadnieniu do projektu czytamy:
„Należy wskazać, iż od momentu wejścia w życie obecnie obowiązującego rozporządzenia w tej sprawie, tj. od dnia 1 stycznia 2012 r., resort finansów nie otrzymał sygnałów, iż określone w tym rozporządzeniu wysokości minimalnych sum gwarancyjnych zostały wyznaczone na zbyt niskim poziomie.”
Czyli jak 100/500 tys. euro było aktualne, tak jest, zdaniem Ministerstwa.
Zaklinanie rzeczywistości
Moim zdaniem, zdecydowanie nie są to sumy wystarczające. Jeśli takich informacji nie przekazali dotąd resortowi finansów ani dyrektorzy szpitali ani Minister Zdrowia, to mogę udostępnić dane z co najmniej kilkunastu prowadzonych przeze mnie procesach zakończonych w latach 2012 -2019. Zapadły tam prawomocne wyroki, w których zasądzono na rzecz pacjentów kwoty wielokrotnie przekraczające polisy OC pozwanych szpitali. Te szpitale pozostawiono same sobie z poważnym problemem finansowym.
Co ważniejsze jednak, w ryzykownej sytuacji znaleźli się też pacjenci. Publiczne szpitale nie mogą zbankrutować. Ale jeżeli jednak pacjenci mieli dodatkowe nieszczęście, że błąd medyczny zdarzył się w prywatnej placówce, nawet finansowej przez NFZ, to w każdej chwili mogą zostać bez zasądzonej renty. Z nic nie wartym świstkiem papier w postaci wyroku. Jak w podanym wyżej przykładzie.
*Przykład w podanym kształcie jest fikcyjny. Jest kompilacją kilku różnych, prowadzonych przeze mnie spraw. Ale sytuacja w nim opisana mogła zdarzyć się naprawdę.


















