Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Jak uzyskać odszkodowanie?

Czy poszukiwanie lekarza, który wyda prywatną opinię na temat przebiegu leczenia, ma sens? Gdzie zamawia się taką prywatną opinię? Czy macie swoich biegłych, którzy wydają prywatne opinie na Wasze zlecenie? Ile kosztuje prywatna opinia? Czy kwotę, jaką wydam na prywatną opinię, mogę odzyskać w Sądzie? Czy w procesie o błąd medyczny opinia prywatna może przekonać Sąd, że biegły sądowy się myli?

Taak. Opinie prywatne to temat rzeka, co rodzi zwykle wiele pytań. Jak te przykładowo zacytowane wyżej. Na szczęście, odpowiedź nie jest przesadnie skomplikowana.

Opinia prywatna przed procesem o błąd medyczny

Poniżej zamieszczam listę odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania w przedmiocie prywatnych opinii.

Sąd Najwyższy

Sąd Najwyższy- opinia biegłego a opinia prywatna w procesie medycznym

  1. Nie ma konieczności zlecania opinii prywatnej przed złożeniem pozwu w sprawie o błąd medyczny.  W mojej kancelarii najczęściej oceniamy prawidłowość leczenia sami, kierując się doświadczeniem i drobiazgowo analizując literaturę i dokumentację medyczną. To w zupełności wystarcza.
  2. Czasem jednak wolimy się upewnić w naszej ocenie sytuacji i zasięgnąć opinii prywatnej. Wtedy zwracamy się do współpracujących z nami lekarzy, którzy na nasze zlecenie oceniają dokumentację.
  3. Nie świadczymy usług opiniowania na prośbę pacjentów. Nie pośredniczymy więc w kontakcie poszkodowanych pacjentów z lekarzami, którzy mogliby wydać prywatną opinię.
  4. Jeśli poszkodowany pacjent ma możliwość uzyskania opinii prywatnej we własnym zakresie,  to oczywiście zawsze uznajemy to za przydatne. Warto podpytać lekarza w rodzinie, znajomego lekarza, znajomego znajomego, itd.
  5. Są oczywiście na rynku firmy świadczące usługi opiniowania. Jakość tych opinii, jak i cena, bywają bardzo różne.
  6. Takiej opinii prywatnej – pozyskanej przez nas albo przez pacjenta przed złożeniem pozwu – nie pokazujemy w sądzie. Nie ma takiej potrzeby. Ale – patrz punkt 9.
  7. Skoro nie ujawniamy się, że mamy opinię prywatną,  to nie można uzyskać zwrotu honorarium zapłaconego jej autorowi. Chyba, że  – patrz punkt 9 i punkt 11.
  8. Opinia prywatna, nawet gdy wydaje ją ktoś, kto był lub jest biegłym sądowym, nie ma mocy opinii biegłego sądowego. Nie jest też równoznaczna z opinią wydaną w toku postępowania przygotowawczego (na zlecenie prokuratora) i w procesie sądowym (na zlecenie sądu). Podstawowa różnica – czasem jedyna – sprowadza się do tego, że opinia prywatna jest wydana na zlecenie zainteresowanej strony albo jej pełnomocnika.

Opinia prywatna w toku procesu o błąd lekarski

9.Czasem proces nie idzie po myśli poszkodowanego pacjenta. Wydane opinie biegłych sądowych są na tyle wadliwe i kiepskie merytorycznie, że trzeba przekonać Sąd, że nie mogą być podstawą do wydania wyroku. Wtedy niekiedy warto przedłożyć opinię prywatną. Choćby po to,  żeby wykazać, że nasze zarzuty nie są gołosłowne.

10.Złożona do akt sprawy opinia prywatna to nadal jedynie dokument prywatny i element twierdzeń własnych strony, a nie równorzędny z opinią biegłego sądowego dowód – patrz punkt 8.  Opinia prywatna, nawet najwyższej klasy, nie może być dla sądu źródłem wiadomości specjalnych, na przykład z zakresu medycyny. W przeciwieństwie do – nawet „najniższej klasy” opinii biegłego sądowego:-(

11.Jeśli złożenie opinii prywatnej okaże się procesowo korzystne, możemy uznać, że poniesienie wydatku na jej sporządzenie było obiektywnie uzasadnione i konieczne. Takie koszty opinii prywatnej są traktowane jako wydatki niezbędne do celowego dochodzenia praw i celowej obrony. Wtedy – gdy opinia prywatna okaże się w ostatecznym rozliczeniu przydatna Sądowi –  zasądzone od pozwanego odszkodowanie obejmuje także honorarium naszego „prywatnego” eksperta. Oczywiście, o ile tego zażądamy i będziemy dysponowali fakturą…

A do tych wszystkich dywagacji natchnęła mnie wczorajsza Uchwała składu 7 sędziów Sądu Najwyższego z dnia 29 maja 2019 r. III CZP 68/18. Pośrednio dotyczy ona też zagadnienia opinii prywatnych i ich kosztów w ogólności.

 

Nie jestem prawnikiem zajmującym się obroną oskarżonych. Nie odbieram więc nocami telefonów od zatrzymanych, którzy jak w filmie kryminalnym, niczego nie powiedzą „bez kontaktu ze swoim adwokatem”. 

Telefon do prawnika od błędów medycznych?

Wydawałoby się, że w „moich sprawach” o błąd medyczny (zazwyczaj odszkodowawczych, a nie karnych), nie ma sytuacji, które wymagałyby natychmiastowego działania w porozumieniu z prawnikiem. Z kilkoma wyjątkami. Należy do nich śmierć osoby bliskiej.

Kiedy u członka rodziny pojawia się silne podejrzenie, że pacjent zmarł w wyniku błędu medycznego, wtedy czasem dostaję maila (lub telefon, gdy jestem w biurze):

„Pani mecenas, co robić?”

Wtedy staram się pomóc jak najszybciej.

Zażądać sekcji zwłok!

Konieczna jest sekcja zwłok, aby ostatecznie wyjaśnić przyczynę zgonu. Nie wolno się wówczas poddawać presji lekarza, który czasem wręcz namawia rodzinę do złożenia prośby o odstąpienie od sekcji zwłok. Trzeba dodać, że sam przy tym nie ma najczęściej pewności, co jest przyczyną śmierci pacjenta. A nawet podejrzewa, że ze strony szpitala mogło być „coś nie tak”. Więc lepiej tego nie drążyć…

Sekcja zwłok to przecież „swoista kontrola jakości pomagająca wyłapać niedoskonałości i naprawić błędy.” Pisze o tym Paulina Łopatniuk w świetnej skądinąd książce „Patolodzy. Panie doktorze, czy to rak?”.

Ale jak wiadomo, lekarze nie palą się do tego, żeby wyłapywać błędy kolegów, a tym bardziej udowadniać wszystkim dookoła, że się je samemu popełniło. Autorka cytuje kolegów lekarzy: „co w końcu ma wnieść sekcja do wiedzy o pacjencie przebadanym już na wszystkie strony za życia?” Oj może, może.

Sekcja zwłok w procesie o błąd lekarski

Jak ustalić przyczynę śmierci?

Kiedy przyczyny zgonu nie można ustalić w sposób jednoznaczny, sekcja zwłok jest niezbędna i rodzina nie może „zwolnić ” szpitala z tego obowiązku. Dotyczy to zarówno sytuacji, gdy osoba zmarła w szpitalu, jak i poza nim – na przykład w karetce. Nieprzeprowadzenie sekcji w takiej sytuacji jest działaniem sprzecznym z prawem.

Taka szpitalna, „czysta” sekcja, może jednak nie wystarczyć. Choć z założenia ma wyjaśnić takie zgony, za którymi kryją się niejasności diagnostyczne, to w praktyce dużo zależy od konkretnej sytuacji.

Prokuratorska sekcja zwłok

Jeśli więc w szpitalu nawet chcą przeprowadzić sekcję, ale „u siebie” albo przez lekarza, który stale wykonuje sekcje na zlecenie tego szpitala, to jak najszybciej zażądajmy tzw. „sekcji prokuratorskiej”. Powiadommy o tym zarówno szpital, jak i najbliższą prokuraturę. Czasem szpital wręcz ściga się z czasem, aby zdążyć z „własną” sekcją zanim do gry wkroczy prokurator. Tymczasem lepiej jest, żeby nie było dwóch sekcji.  Najpierw tej szpitalnej, potem prokuratorskiej. Wiadomo, że ten drugi obducent ma znacznie gorzej, ślady mogły zostać już zatarte.

Statystyka ujawnia błędy medyczne

Jak pisze Paulina Łopatniuk:

„Rozbieżności pomiędzy rozpoznaniem klinicznym a tym, co pokazują badania sekcyjne, bywają olbrzymie. Duże, istotne klinicznie rozbieżności między przyczynami klinicznymi a wynikami badan pośmiertnych odnośnie bezpośredniej przyczyny zgonu stanowią niezmiennie 20-30 %, z tego 10 % to takie przyczyny, które potencjalnie mogłyby wpłynąć na przebieg leczenia i wydłużyć osobie badanej życie.”

Jak widać, to, co szpital wskazuje na karcie informacyjnej jako przyczyna zgonu, jedynie w 70-80 % odpowiada prawdzie.

Dla osób, które chciałby sięgnąć do innych moich postów na temat sekcji zwłok w ogóle i potrzeby wykonania prokuratorskiej sekcji zwłok w sytuacjach wątpliwości co do przebiegu leczenia i przyczyny zgonu, podaję przykładowe linki z blogów:

Błąd lekarski – czy zawiadomić prokuraturę?

Sekcja zwłok w sprawie o błąd okołoporodowy

2 dobre wiadomości!

Jolanta Budzowska28 kwietnia 20193 komentarze

Pierwsza to ta, że Rzecznik Praw Pacjenta po raz kolejny podjął korzystną dla pacjentów poszkodowanych w wyniku błędu medycznego inicjatywę.

Wygrana w procesie o błąd medyczny zawsze na 100%!

W procesie o błąd medyczny trudno o pełną wygraną. Mam na myśli, że niełatwo przewidzieć na etapie wnoszenia pozwu, jaką kwotę zadośćuczynienia Sąd uzna w chwili wydawania wyroku za odpowiednią. Subiektywne odczucia pacjenta odnośnie sumy, która zrekompensowałaby mu cierpienia, to niestety nie wszystko. Pisałam o tym m.in. w poście Czy zadośćuczynienie za błąd lekarski jest karą dla lekarza? I też w kolejnym, gdzie mowa o zwyczaju „obcinania” przez Sądy zadośćuczynienia żądanego przez poszkodowanego:  „Zadośćuczynienie dla dziecka –  utrata słuchu”.

Sytuacja, jeśli poszkodowany pacjent wygra proces, ale Sąd zasądzi mniejsze zadośćuczynienie, niż ujęte w pozwie, bywa problematyczna. A mianowicie, Sąd może chcieć obciążyć pacjenta proporcjonalnie kosztami procesu – mimo, że powód wygrał co do zasady. To na ogół nie są duże kwoty, ale takie rozstrzygnięcie jest zwyczajnie niesprawiedliwie. W końcu: skąd poszkodowany ma wiedzieć, jakie zadośćuczynienie za krzywdę Sąd uzna ostatecznie za odpowiednie?

Te wątpliwości, zgłaszane już przeze mnie publicznie i podnoszone przy każdej możliwej okazji w sądach, podzielił na szczęście także Rzecznik Praw Pacjenta. Skorzystał ze swojego uprawnienia i skierował pytanie prawne do Sądu Najwyższego, żeby ujednolicić codzienną praktykę orzeczniczą sądów niższych instancji. Pełna treść pytania RPP brzmi:

Czy w razie częściowego uwzględnienia żądania w przedmiocie zadośćuczynienia pieniężnego (np. z tytułu naruszenia prawa pacjenta, dochodzonego w oparciu o art. 4 ust. 1 ustawy z dnia 6 listopada 2008 r. o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, Dz. U. z 2017 r. poz. 1318, z późn. zm.) sąd może włożyć na pozwanego obowiązek zwrotu wszystkich kosztów procesu na podstawie art. 100 zdanie drugie Kodeksu postępowania cywilnego, jako że określenie sumy należnej powodowi zależy od oceny sądu?

O decyzji SN na pewno poinformuję!

Dokumentacja medyczna za darmo – już na pewno!

Druga dobra wiadomość to ta, że od 4 maja 2019 r. pierwszy egzemplarz dokumentacji medycznej będzie udostępniany pacjentowi bezpłatnie. Niby już wcześniej też można było uzyskać dokumentację medyczną za darmo na podstawie przepisów o RODO, ale były wokół tego kontrowersje, bo w RODO chodzi przecież o dane osobowe. Żeby więc uniknąć wątpliwości i kłopotów dla pacjentów, do ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Prawa Pacjenta wprowadzono jednoznaczny przepis (art. 28 ust. 2a).

„Opłaty (…) nie pobiera się w przypadku udostępnienia dokumentacji medycznej:

1)    pacjentowi albo jego przedstawicielowi ustawowemu po raz pierwszy (…)”

I już. Na razie koniec dobrych wiadomości, ale ciąg dalszy z pewnością nastąpi!

A póki co, życzę wspaniałej majówki!

Sytuacja, kiedy pacjenci z przerażeniem uświadamiają sobie, że ryzykowną operację kręgosłupa, której się poddali, trzeba będzie powtórzyć, wcale nie należy do rzadkich. To, że przyczyną jest błąd w identyfikacji miejsca operowanego, wydaje się być jednak nie do uwierzenia. Szczególnie, że żyjemy przecież w czasach zaawansowanej techniki i powszechnie dostępnych badań obrazowych. Najczęściej zawodzi jednak nie precyzja badań RTG, tomografu (TK) czy rezonansu (RM), a operator.

W ręce operatora oddajemy się z zaufaniem

Jak pacjent dowiaduje się o błędnie wykonanej operacji kręgosłupa? Zwykle późno i bynajmniej nie z inicjatywy lekarza. Dlaczego tak się dzieje?

Po pierwsze, zwykle na początku wierzymy, że tak, jak zapewnia nas ortopeda, operacja kręgosłupa jest jedynym wyjściem. Na marginesie, decyzja o operacji często z perspektywy czasu okazuje się być podjętą zbyt pochopnie. Moi klienci nie raz ze zdumieniem dopiero z opinii biegłych, wydanych już w trakcie postępowania sądowego, dowiedzieli się, że z leczeniem operacyjnym lepiej było zaczekać. Najpierw należało wyczerpać możliwości leczenia zachowawczego. Intensywna rehabilitacja być może pozwoliłaby uniknąć poważnego zabiegu, jakim jest operacja kręgosłupa. No ale, cóż, stało się.

Co dalej? Skoro pozostajemy w zaufaniu do lekarza, to gdy po operacji ból nie ustępuje, pierwszą myślą pacjenta wcale nie jest szukanie winnych. Nie można przecież wykluczyć, że mimo prawidłowo wykonanej operacji, zespół bólowy nie ustąpi. Ból powinien się jednak przynajmniej zmniejszyć. Jak piszą biegli:

„Po operacji przepukliny objawy zazwyczaj ustępują praktycznie od razu, tzn. od momentu usunięcia ucisku struktur patologicznych na korzenie nerwowe.”

Co, gdy ból jednak nie ustępuje?

Poszukiwanie przyczyny

Operacja kręgosłupa, powikłaniaZ reguły najpierw sięgamy do karty informacyjnej. Tam wydaje się być wszystko w porządku: na przykład do operacji był poziom L4/L5 i taki poziom wskazano w wypisie ze szpitala. Nie ma śladu w dokumentacji medycznej, że operator zmienił zakres planowanej operacji lub ją rozszerzył.

Co więcej, taka decyzja wymagałaby przecież szczegółowej analizy stanu klinicznego i udokumentowania tego w badaniach obrazowych, uzasadniających ewentualne modyfikacje śródoperacyjne. Poza tym, pacjent powinien być powiadomiony przed zabiegiem o możliwych wariantach zabiegu operacyjnego i ich ewentualnych konsekwencjach. I oczywiście wyrazić na to zgodę na piśmie.

A więc, dokumentacja nie budzi na pierwszy rzut oka wątpliwości.

Ból nadal nie ustępuje…

… a wręcz się nasila. Co więc robi pacjent? Zwykle trafia na wizyty kontrolne do operatora, który nie widzi problemu. Co znamienne: często nie widzi też konieczności wykonania kontrolnych badań obrazowych. Albo: ocenia MR, widzi wskazania do pilnej, kolejnej operacji, ale nie tłumaczy pacjentowi w szczegółach,  z czego wynika taka potrzeba. Liczy na to, że argument o „postępującym schorzeniu” będzie wystarczający i pacjent da się przekonać do operacji, a on będzie miał okazję  naprawić błąd i cała sprawa przyschnie.

Pacjencie, lecz się sam?

Zdesperowany pacjent wykonuje czasem badanie RM na własną rękę. Przytomny i fachowy fizjoterapeuta dorzuca niekiedy swoje, jak w tym wpisie do dokumentacji z prowadzonej rehablitacji:

„Ze względu na niejasności i wynikające różnice –informacja z wypisu ze szpitala: lewostronna fenestracja L4/L5, a wynik MRI: zmiany pooperacyjne na poziome L/S1 po stronie lewej, odstąpiłem od wykonania zabiegów fizjoterapeutycznych i skierowałem pacjenta do ponownej konsultacji w celu wyjaśnienia powyższych rozbieżności.”

I co się okazuje?

Operacja w szpitalu została wykonana rzeczywiście na innym poziomie niż zaplanowano. Proces chorobowy na poziomie, który powinien był być zoperowany, nadal się toczy. To narastanie wielkości przepukliny jest źródłem zespołu bólowego, a nie gojenie się ran po operacji czy zmiany na innych poziomach kręgosłupa.

Skąd się biorą takie pomyłki?

Na podstawie ustaleń z procesów sądowych, które prowadzę, mogę powiedzieć, że źródłem błędów w identyfikacji pola operacyjnego mogą być:

  • pomyłka w przepisywaniu treści ze skierowania do dokumentacji szpitalnej – wówczas błąd lekarza „ciągnie się” za pacjentem od momentu przyjęcia, aż do wypisu. Pacjent wówczas na karcie informacyjnej ma prawdziwą informację, ale o zoperowaniu niewłaściwego poziomu kręgosłupa;
  • pośpiech przed samą operacją: główny operator nie bada pacjenta, nie analizuje wyników wcześniejszych badań obrazowych, przystępuje do operacji „z marszu”;
  • zmęczenie operatora – wykonywana operacja jest kolejną z kilku – kilkunastu danego dnia,
  • pomyłka w liczeniu kręgów podczas operacji (?);
  • jeden z lekarzy tłumaczył pacjentce zoperowanie niewłaściwego poziomu kręgosłupa w taki oto sposób: „ że są to w kręgosłupie tak bliskie struktury, że czasem operatorowi otworzy się niewłaściwy poziom”;
  • problemy techniczne (1): brak na sali operacyjnej systemu do analizy obrazów MR na nośnikach cyfrowych,
  • problemy techniczne (2): brak możliwości śródoperacyjnej kontroli operowanego poziomu metoda RTG – ramię C.

Źle zoperowany kręgosłup

Pomyłkowe zoperowanie zdrowego dysku to klasyczny błąd operatora podczas operacji kręgosłupa. Do takich błędów dochodzi  przez pośpiech, zmęczenie i brak staranności lekarza.

Liczę także na komentarze i sugestie odnośnie przyczyn i mechanizmów takich błędów ze strony moich czytelników – lekarzy (pozdrawiam szczególnie forumowiczów z portali konsylium24.pl i nowe.konsylium24.pl, którzy z zaangażowaniem śledzą i komentują moje wpisy:-))*.

Jak stwierdził pewien biegły: błąd polegający na nieprawidłowym poziomie operowanego dysku jest niewątpliwie niechlubną kazuistyką neurochirurgii. Analizując przyczyny, spróbujmy przed takimi błędami uchronić pacjentów i lekarzy.

***

*Wszystkie podane w tekście przykłady są z życia wzięte, aczkolwiek pochodzą z różnych analizowanych i prowadzonych przeze mnie spraw.

Udar na SOR: czy to stan zagrożenia życia?

Dzisiejsze media cytują Tomasza Ozimka, rzecznika Prokuratury Okręgowej w Częstochowie.

Prokuratura prowadzi postępowanie w sprawie narażenia  20-letniej mieszkanki Zawiercia na bezpośrednią utratę życia lub zdrowia przez personel szpitala powiatowego. Kobieta, przewieziona przez najbliższych na SOR po północy, uskarżała się na bóle głowy. Miała trudności z mówieniem i utrzymaniem równowagi. Z relacji jej partnera wynika, że po dwóch, trzech godzinach jej stan się pogorszył. Rano trafiła na oddział udarowy.  Stamtąd około trzynastej została przewieziona do Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Katowicach, gdzie stwierdzono, że jej stan jest już ciężki.

Wg partnera pacjentki, w Katowicach, na oddziale intensywnej terapii lekarka powiedziała, że na jakikolwiek zabieg udrożnienia zatoru jest za późno.  Dodała, że „teraz tylko lekami będą próbowali ją z tego wyciągnąć”.

Okno czasowe na leczenie udaru

Tę sytuację najtrafniej skomentowała dziś na profilu kancelarii na FB moja wspólniczka, mec. Karolina Kolary. Nawiązując do opisanego przez rzecznika Prokuratury przebiegu wydarzeń, napisała:

Biegli sądowi, wypowiadając się na temat udarów, wciąż powtarzają te same sformułowania: „najważniejsze jest okno czasowe” (4,5 godziny od wystąpienia udaru na rozpoczęcie leczenia), „walka z czasem”, „czas to mózg”.  Pacjent powinien jak najszybciej trafić do szpitala. Jednak równie ważne, lub nawet ważniejsze, jest to, co dzieje się później.

Bez dwóch zdań: pacjent, u którego podejrzewa się udar niedokrwienny, wymaga wnikliwej oceny neurologicznej i internistycznej.

Jak leczyć udar?

Przede wszystkim, każdy pacjent z udarem mózgu powinien być jak najwcześniej leczony na oddziale udarowym. Personel oddziału udarowego wie, jak postępować w takich przypadkach, a jednocześnie ma odpowiednią bazę diagnostyczną. Dalej, pacjent od początku powinien być pod stałą obserwacją, z opieką specjalisty neurologa włącznie. Monitoruje się wówczas uważnie czynności życiowe. I co najważniejsze: wdraża się leczenie trombolityczne albo zabiegowe, czyli przy pomocy interwencji śródnaczyniowej.

Czas to życie

Podsumowując, jak widać, najważniejsze w leczeniu udarów są dwie kwestie:

  • czas
  • leczenie na oddziale udarowym

W przypadku pacjentki z Zawiercia nie spełniono żadnego z tych warunków. Można zadać sobie pytanie: czy takie postępowanie to  błąd medyczny? Czy personel SOR odpowie za opóźnienie w diagnostyce i leczeniu udaru? Rozstrzygnie analiza minuta po minucie działań, jakie zostały podjęte na SOR. Nie ulega  jednak wątpliwości, że pacjentka, która prezentowała książkowe objawy udaru, czekała wiele godzin na pomoc. W konsekwencji, lekarze nie zapobiegli poważnym szkodom neurologicznym.

O podobnej sprawie, gdzie pacjent niestety nadal cierpi na zespół zamknięcia i porozumiewa się jedynie poprzez mruganie powiekami, możecie przeczytać tutaj: „Skarga nadzwyczajna”.