Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Jak uzyskać odszkodowanie?

Źródło tej informacji jest jak najbardziej wiarygodne. Gdyby nie to, nie uwierzyłabym, że coś takiego jest możliwe w XXI wieku:) Całe szczęście, że pacjenci zachowali czujność rewolucyjną. Sprawa skończyła się skazaniem lekarza radiologa za błąd lekarski i naruszenie zasad etyki.  

Jak podała Gazeta Lekarska, okręgowy sąd lekarski skazał lekarza specjalistę radiologa, który jeździł z przestarzałym aparatem USG do poradni POZ. Wykonywał tam odpłatnie badania ultrasonograficzne. Aparat był wiekowy, miał ponad 25 lat.  Ile lat miał lekarz, Gazeta już nie podała;) W każdym razie, radiolog na gotowych szablonach opisywał wykonane badania USG w tempie godnym sprintera. Nawet do 30 badań w ciągu 2 godzin!

Błąd radiologa

Błędne RTG

Jest guz. Błąd radiologa?

Sprawę zapoczątkowała skarga rodziny pacjenta.  Bliscy chorego zorientowali się, że coś jest nie tak po tym, jak następnego dnia po USG wykonanym przez „sprintera” i opisanym jako prawidłowy, w USG wykonanym na SOR rozpoznano guza trzustki z przerzutami do wątroby.

Lekarz otrzymał naganę, choć odwołał się nawet do Naczelnego Sądu Lekarskiego. Swoją drogą, rzadka buta: iść w zaparte do końca. Ciekawe, czy po tym, jak się wykosztował na obronę, będzie w stanie kupić nowy aparat do USG.

Jakie prawa ma poszkodowany pacjent?

A teraz poważnie. W sprawie jest kilka interesujących zagadnień.  Czy miał miejsce błąd medyczny? Jaka jest sytuacja poszkodowanego pacjenta?

Po pierwsze: ciekawa jestem, czy ktokolwiek w POZ zainteresował się kwalifikacjami tego lekarza? Oczywiście, wiem, że chodzi o radiologa, a więc specjalistę. Wiem też, że teoretycznie w Polsce każdy lekarz może interpretować obraz ultrasonograficzny i opisać wynik badania USG. Ale istnieje jeszcze Polskie Towarzystwo Ultrasonograficzne, organizowanych jest mnóstwo kursów i szkoleń, a wiedza specjalistyczna szybko się dezaktualizuje…

Stary aparat do USG, czy nadal jary?

Po drugie: czy ktokolwiek w POZ zainteresował się stanem ultrasonografu i jego jakością? Przecież wartość merytoryczna badania zależy nie tylko od kwalifikacji lekarza. Ważna jest przede wszystkim jakość  aparatu do USG. Czy aparat jest nowy czy stary, sprawny, serwisowany, wyposażony w odpowiednie głowice?

Zlecenie w ramach POZ wykonywania badań przez lekarza o nieodpowiednich kwalifikacjach i na przestarzałym  sprzęcie może być potraktowane jak błąd organizacyjny – błąd medyczny POZ.

Po trzecie jednak: paradoksalnie, gdyby nie ta konkretna sytuacja (że badania USG wykonano dzień po dniu) będąca podstawą skargi rodziny, to błąd radiologa mógł mu ujść na sucho. Dlaczego? Bo biegły radiolog w sprawie o błąd medyczny często zajmuje „ostrożne”, żeby nie powiedzieć asekuracyjne, stanowisko.  Twierdzi mianowicie, że badania obrazowe, takie jak USG, są badaniami subiektywnymi i niedostrzeżenie w nich określonych patologii nie jest błędem lekarskim.

Jakie zadośćuczynienie za błąd radiologa?

Po trzecie: gdy doszło do błędu radiologa w opisie badania obrazowego, to z pewnością mamy do czynienia z naruszeniem praw pacjenta.  Samo to jednak nie uprawnia do wysokiego zadośćuczynienia za błąd radiologa. Dopiero, jeśli ten błędny opis doprowadził do pogorszenia stanu zdrowia pacjenta, to można myśleć o sądowym dochodzeniu odszkodowania.

Taka sytuacja będzie, gdy np. źle opisane badanie  RTG złamanej kończyny doprowadzi do tego, że pacjent cierpi, poprawy nie ma, a na koniec okazuje się, że musi przejść skomplikowaną operację, bo złamanie jest zastarzałe. Niewykonane lub źle zinterpretowane podczas porodu USG, które mogłoby pomóc wykryć odklejenie się łożyska, to osobna historia… Inna sytuacja występuje w przypadku, gdy błąd radiologa polega na niewykryciu tzw. „przypadkowego znaleziska”, o czym pisałam niedawno: „Przypadkowe znalezisko- błędny opis badania rezonansu lub tomografu”.

Pacjencie, zachowuj więc czujność rewolucyjną! Pytaj o doświadczenie lekarza w badaniach USG, pytaj o jakość aparatu do USG, pytaj o niezrozumiałe sformułowania w opisie badania USG, przygotuj się odpowiednio do badania, aby było miarodajne. Od tego, czy odważysz się zadać pytania i zastosujesz się do zaleceń lekarskich, może zależeć twoje zdrowie i życie! A jeśli popełniono błąd w opisie badania, nie zawahaj się dochodzić swoich praw: być może uchronisz innych od błędu lekarskiego.

Wyjechałam właśnie na tygodniowy urlop, ale nie opuszczają mnie lekkie wyrzuty sumienia. W kancelarii wszystko dopięte na ostatni guzik, nie zdążyłam jednak napisać postu na blog. Temat miałam przemyślany, ale koniec końców uznałam, że jest zbyt ciężki jak na początek lipca. No cóż, napiszę po powrocie.  A tymczasem proponuję przestawić się na tryb wakacyjny: dziś na blogu garść dowcipów do opowiadania przy grillu:)

Dowcipy o – jakżeby inaczej – lekarzach!

Pacjentka poprosiła lekarza o nowe skierowanie do specjalisty.

– Co się stało?

– Muszę iść do innego lekarza.

– Ale dlaczego?

– Bo doktor, u którego byłam, jest starszy ode mnie i niedowidzi, kazał mi sobie przeczytać wynik tomografii, a ja nie wzięłam okularów i się nie dogadaliśmy…

U nowego lekarza gdzieś na wsi:

– Panie doktorze, a wyście są dobry doktor?

– Dobry, a czemu pytacie?

– Bo ten ostatni co tu był, to był taki nie najlepszy! On na co innego leczył, a na co innego ludzie umierali.

– Ja jestem dobry doktor. Na to na co leczę, to ludzie umierają.

 

Co to jest bariera krew-mózg? Płachta, która w trakcie operacji oddziela chirurga od anestezjologa.

 

 

Co to jest podwójnie ślepa próba? Dwóch chirurgów oglądających EKG.

***

Wiemy, jak wygląda sytuacja w ochronie zdrowia. Jednym z problemów jest niedobór personelu. Proponujemy zatem przekwalifikowanie sprzedawczyń na pielęgniarki:

– Pani Irenko, proszę podać pacjentowi z dwójki 1 g kwasu traneksamowego.

– Ojoj! Ile mi się nalało! Może być 15 gramów?

***

Następni w kolejce czekają absolwenci kierunków informatycznych. Tym razem na lekarzy. Koniec z długim czekaniem na wizytę.

– Panie doktorze, mam problemy z sercem.

– Dziwne. U mnie działa.

***

– Pacjent nie ma pulsu!

– A próbowaliście wyłączyć i włączyć?

 

 

 

 

 

PS. Przytoczone powyżej dowcipy o lekarzach zostały zaczerpnięte z IG, TT i FB @Esculap oraz @ZakładPogrzebowyA.S.Bytom – dziękuję za inspirację!

Dla nie-prawnika tytuł z pewnością brzmi dziwnie. Co to jest zawezwanie do próby ugodowej? I dlaczego do „próby” ugodowej? Nie można po prostu powiedzieć, że chodzi o ugodę? I tak, i nie. A jaki to ma związek z procesami o błąd medyczny? O tym właśnie będzie ten post.

Zawezwanie do próby ugodowej – czym to jeść?

Zacznę od końca. Zawezwanie do próby ugodowej musi się nazywać tak jak się nazywa. Mówi o tym przepis art. 185 kodeksu postępowania cywilnego. I kropka. Nie ma się co zastanawiać, czy mogłoby być prościej.

Niezależnie jednak od skomplikowanej nazwy, z założenia ma to być prosty sposób na zakończenie sporu ugodą sądową.

W praktyce działa to tak…

W praktyce, w sprawach o odszkodowanie za błąd medyczny zawezwanie do próby ugodowej ma zastosowanie jedynie w dwóch przypadkach.

  • kiedy chodzi nam o przerwanie 3-letniego terminu przedawnienia* (od momentu dowiedzenia się o błędzie medycznym). Najczęściej ma to miejsce wtedy, gdy lata mijają, a sprawa w prokuraturze jest wciąż na etapie „oczekiwania na opinię biegłego”. Jeśli poszkodowany pacjent lub jego rodzina cały czas nie są gotowi ryzykować typowego procesu cywilnego, to zawezwanie jest właśnie dla nich!

 

  • kiedy chodzi o to, aby nie zapłacić podatku dochodowego od otrzymanego odszkodowania za błąd medyczny. Mówimy o sytuacji, gdy nie toczyło się i nie toczy postępowanie cywilne. Bywa bowiem, że już po samym wezwaniu do dobrowolnej zapłaty wysłanym do szpitala (tzw. liście adwokackim) udaje się wynegocjować z przeciwnikami warunki porozumienia. Wówczas z projektem ugody strony zwracają się do sądu. Tam, na jednym jedynym posiedzeniu, wyznaczonym po zawezwaniu do próby ugodowej, zawiera się ugodę. Taki prosty ruch – ugoda podpisana w sądzie – a ucina wszelkie spekulacje i rozwiewa wątpliwości, czy od kwoty odszkodowania za błąd medyczny, otrzymanej bez procesu, należy się podatek dochodowy.

Jeśli jednak naiwnie myślimy, że gdy damy szansę szpitalowi i bez uprzedzenia skierujemy od razu do sądu zawezwanie do próby ugodowej, to następnie szpital z radością zawrze ugodę, to nie. Tak to niestety nie działa. Prawdą jest, że ugodowa wypłata odszkodowania za błąd medyczny jest możliwa. Moment wypłaty poprzedzają jednak zwykle wielomiesięczne negocjacje pełnomocników, a dopiero ostatnim etapem jest zawezwanie do próby ugodowej i sama ugoda.

I jeszcze kilka ważnych informacji o zawezwaniu do próby ugodowej:

  1. pismo z zawezwaniem składa się do sądu rejonowego wg siedziby/miejsca zamieszkania przeciwnika;
  2. w sprawach, gdy żądamy zapłaty więcej niż 10 tys. zł, opłata wynosi 300 zł. To jedyne koszty sądowe, jakie musimy ponieść;
  3. odbywa się tylko jedno posiedzenie sądu, na którym albo strony zawierają ugodę, albo nie. I na tym całe postępowanie się kończy. Nie ma tu miejsca na „walkę procesową”. Nie ma przesłuchiwania świadków i przeprowadzania innych dowodów;
  4. strona, która występuje z zawezwaniem do próby ugodowej, powinna być obecna w sądzie na  posiedzeniu. W przeciwnym razie sąd może nałożyć na nią obowiązek zwrotu kosztów postępowania;
  5. aby osiągnąć skutek w postaci przerwania biegu przedawnienia, zawezwanie musi być złożone przed upływem 3 lat od dowiedzenia się o błędzie medycznym (szkodzie na zdrowiu i sprawcy);
  6. w zawezwaniu do próby ugodowej musimy precyzyjnie opisać czego chcemy i dlaczego chcemy. Czyli mówiąc bardziej formalnie: roszczenie powinno być konkretne zarówno co przedmiotu żądania, jak i wysokości. W zawezwaniu powinny też zostać opisane istotne okoliczności faktyczne i dowody na ich poparcie;
  7. odradzam więc samodzielne sporządzanie zawezwania. Mimo starań, można nie osiągnąć skutku przerwania biegu przedawnienia.*

*patrz np. uchwała SN z dnia 28 czerwca 2006 r., III CZP 42/06, wyrok SN z dnia 15 listopada 2012 r.,V CSK 515/11.

PS: Zdjęcie przedstawia moją osobistą lawendę. Skąd tutaj? Post powstał właściwie jako odpowiedź na pytanie zadane mi przez Klientkę w messengerze. A wszystko działo się  w pewne niedzielne popołudnie, kiedy leniuchowałam z widokiem na lawendę. Ot i cała historia nietypowej ilustracji:)

Z tytułowym określeniem zatknęłam się nie w książce przygodowej dla młodzieży, a podczas leczenia jednego z członków mojej rodziny. 

„Przypadkowe znalezisko” to w ustach lekarzy coś, co znaleziono „w pacjencie” przy okazji diagnozowania chorego pod innym kątem. Czasem jednak mamy do czynienie z błędnym opisem badania.

***

Uwaga: ten artykuł możesz teraz czytać dalej, albo słuchać w podcaście Błąd Lekarza:

***

Rezonans czy tomograf – co lepsze?

„Przypadkowego znaleziska” można dokonać, gdy – przykładowo – robi się rezonans magnetyczny głowy, żeby wykryć przyczyny uporczywych migren. A tu, ku zaskoczeniu wszystkich, w RM radiolog opisuje torbiel lub tętniaka, zlokalizowane gdzieś w obrębie mózgu. Nie dające żadnych objawów i nie mające nic wspólnego z dolegliwościami, z jakimi do lekarza zgłosił się pacjent.

Takie „przypadkowe znalezisko” to wówczas relatywnie dobra rzecz. Można powiedzieć, szczęście w nieszczęściu, bo pozwala wykryć potencjalne zagrożenie (i je leczyć, jeśli tego wymaga sytuacja) na długo, zanim stanie się realne.

Do mnie więc taki pacjent z „przypadkowym znaleziskiem” zwykle nie trafia, bo nie ma po co. W jego przypadku nie ma mowy przecież mowy o błędzie medycznym.

Patologiczna zmiana w mózgu

Trafia za to do mnie czasami taki pacjent, najczęściej po latach, u którego nie wykryto patologicznej zmiany na czas. Choć wcześniej los dał taką okazję lekarzom.

Właśnie ostatecznym wyrokiem Sąd Apelacyjny w Warszawie zakończył spór w jednej z podobnych spraw. Przyznał chłopcu 455 tys. zł. zadośćuczynienia, odszkodowanie za błąd medyczny i rentę. O co poszło?

Historia błędnego opisu badania TK

Pewnego dnia chłopiec, wybiegając ze szkoły, uderzył się o metalowy słupek. Głowa bolała, siniak rósł, rodzice zgłosili się więc z dzieckiem do lekarza rodzinnego. Ten zalecił konsultację z neurologiem i okulistą. Wszystko wydawało się być w porządku.

Dla świętego spokoju zlecono jeszcze tomografię komputerową (TK, CT). W opisie badania specjalista radiologii i diagnostyki obrazowej nie stwierdził żadnej patologii. Chłopiec jednak zaczął skarżyć się na przewlekłe bóle głowy. Szybko się męczył, zeszczuplał.

Po jakimś czasie nastąpiło też pogorszenie widzenia w obu oczach. W końcu po półtora roku lekarze zdecydowali się skierować dziecko na badanie RM (rezonans magnetyczny).

A może RM?

Badanie rezonansem magnetycznym wykazało rozległy guz.  Pilnie wykonano operację, guz usunięto całkowicie. Dopiero wtedy porównano obrazy z TK i RM. Okazało się, że już w pierwszym badaniu guz był doskonale widoczny. Powinien być opisany przez radiologa jako patologia.

Tylko małe guzy, poniżej 5 mm, mogą być w badaniu TK nieczytelne, a ten był doskonale widoczny. Lekarz nie opisał go jednak jako „przypadkowego znaleziska”. Nie nadmienił o nim w ogóle w opisie badania.

Czas działa na niekorzyść

Guz przez okres od czasu pierwszego badania TK do jego usunięcia rozrósł się dwukrotnie, uszkadzając bezpowrotnie nerw wzrokowy chłopca. Doprowadził niemal do ślepoty prawego oka i ograniczenie pola widzenia obu oczu.

Biegli nie mieli wątpliwości, że gdyby wykonano operację usunięcia guza wcześniej, nie doszłoby do dalszych powikłań w zakresie nerwu wzrokowego. Nieprawidłowy opis CT w głównej mierze przyczynił się do dalszych zaniechań. Bez wątpienia przedłużył też czas  trwania procesu chorobowego, aż do stanu zagrożenia życia.

Warto nadmienić, że biegli nie pozostawili suchej nitki na linii obrony szpitala.  Przedstawiciele szpitala argumentowali, że lekarz radiolog analizował obraz mózgu „jedynie” pod kątem urazu doznanego przez dziecko.

Co na to biegły radiolog i biegły neurochirurg?

Jak stwierdzili biegli:

„Opisujący [badanie lekarz| nie może stricte odpowiadać na sugestie czy wstępne rozpoznanie zawarte w skierowaniu na badanie. Tym bardziej, że guz był takich rozmiarów, że nie mógł być przeoczony. Jego struktura była również ewidentnie nieprawidłowa. Błąd diagnostyczny w postaci nieprawidłowego opisu był kluczowym czynnikiem w dalszym przebiegu choroby. Lekarz powinien przeprowadzić wszelkie postępowanie diagnostyczne z należytą starannością, poświęcając im niezbędny czas. Tego zabrakło w procedowanej sprawie.”

Kilka rad dla pacjentów

Jakie z tego płyną wnioski?

  • Do opisów badań obrazowych (tomografii komputerowej (CT, KT) czy rezonansu magnetycznego (RM, MR) powinniśmy podchodzić stosując – znaną z reguł ruchu drogowego – zasadę ograniczonego zaufania. Radiolog najczęściej się nie myli. Nie można jednak wykluczyć pomyłki radiologa, błędu diagnostycznego lub niepełnego opisu badania.

 

Nierozpoznany w badaniu MR nowotwór oka

 

  • W przebiegu leczenia czy diagnostyki powołujmy się nie tylko opisy tych badań.  Przekazujmy lekarzom także płytki ze skopiowaną wersją elektroniczną wykonanego badania. Wnikliwy lekarz będzie zainteresowany obrazem, a nie tylko opisem. Sam otworzy płytkę z badaniem i oceni jego wynik.

 

  • Jeśli powtarzamy cyklicznie badania obrazowe, na przykład w celu okresowej kontroli, wykonujmy je w miarę możliwości w tych podmiotach leczniczych, które dysponują najnowocześniejszym sprzętem. Jakość aparatu medycznego ma znaczenie!

 

  • Jeśli kontrolne badania wykonywane są w tej samej placówce, to starajmy się, aby ocena i opis były wykonywane przez różnych radiologów. Wtedy rośnie szansa na rzetelną ocenę. A kiedy widzimy, że jest przeciwnie: opis to „kopiuj-wklej” z badania sprzed roku czy kilku lat, podpisany przez tego samego lekarza – bądźmy czujni.

 

  • W przypadku wątpliwości, przedstawmy to samo badanie na płycie do oceny innemu radiologowi. Niech sporządzi samodzielny opis. Jeśli będzie zbliżony, możemy spać spokojnie. Jeśli się znacząco różni: działajmy! Ustalmy, która diagnoza jest prawidłowa!

 

***

Podcastu Błąd Lekarza możesz słuchać również na YouTube:

Oczywisty błąd medyczny?

Jolanta Budzowska04 czerwca 20192 komentarze

Gdy pierwsze słowa, jakie padają z ust mojego potencjalnego klienta brzmią: „Pani Mecenas, w mojej sprawie błąd medyczny jest oczywisty”, to w duchu się uśmiecham. Nie, nie dlatego, że oczyma wyobraźni widzę już wygraną w procesie, ani nie dlatego, że to coś zabawnego.  To stąd, że jeśli chodzi o  błędy medyczne, to nie istnieją sprawy oczywiste.  W sensie: tak jednoznaczne, że można być pewnym, że szpital po otrzymaniu wezwania do zapłaty wywiesi białą flagę manifestując, że się poddaje. I zawrze – mityczną – ugodę. Bo pytanie o ugodę w sytuacji „oczywistego błędu medycznego” pada zwykle jako drugie:)

W odpowiedzi na takie pytania tłumaczę, że niestety musimy zakładać, że przeciwnik będzie walczył do upadłego. I to nawet, gdy na  zdrowy chłopski rozum nie ma żadnych szans, gdy przykładowo błąd medyczny, popełniony z ewidentnej winy lekarza, jasno wynika z dokumentacji medycznej.

„Książkowy” błąd medyczny

Dobrą ilustracją takiej sytuacji jest moja i mec. Michała Krzanowskiego (bo sprawę prowadziliśmy wspólnie) ostatnia wygrana w sądzie apelacyjnym. Opis sprawy będzie z konieczności skrótowy, bo nie o szczegóły przebiegu leczenia tu chodzi.

Podczas operacji żylaków pozostawiono omyłkowo w ciele pacjenta na jednej z żył tzw. podwiązkę. Niezamierzone zamknięcie tej żyły doprowadziło w efekcie do rozległej zakrzepicy w obrębie kończyny dolnej. Błąd operatora nie został ani rozpoznany w trakcie zabiegu, ani w okresie okołooperacyjnym. Ale, uwaga: podwiązka ta została „odnaleziona” podczas zabiegu naprawczego w innym szpitalu. I – co ważne – szczegółowo opisana i obfotografowana w dokumentacji medycznej.

Uznanie odpowiedzialności za błąd

Pacjent skierował swoje kroki do Wojewódzkiej Komisji ds Orzekania o Zdarzeniach Medycznych. Chciał załatwić sprawę najbardziej polubownie, jak tylko to jest możliwe. Szpital… przyznał, że ponosi odpowiedzialność za błąd medyczny. A więc – trzask, prask – Komisja wydała orzeczenie o zdarzeniu, korzystne dla pacjenta.  Wydawałoby się, że do tego momentu wszystko wyglada tak, jak w opowieściach pacjentów o „oczywistym błędzie medycznym”.

Jednak nie tak szybko.

Odszkodowanie za błąd lekarski

Szpital zaproponował, owszem, odszkodowanie za popełniony błąd lekarski.

15 tys. zł.

Tak, 15 tys. zł.

Tu kończy się opowieść o oczywistym błędzie medycznym, a zaczyna o typowym procesie o zadośćuczynienie i odszkodowanie dla pacjenta.

Sąd czy nie sąd?

Wystąpiliśmy z powództwem do sądu cywilnego. Tym razem szpital i jego ubezpieczyciel, ramię w ramię, walczyli do upadłego. Zaczynając w odpowiedzi na pozew od… całkowitego zanegowania odpowiedzialności za błąd operacyjny. Do której wcześniej, przypomnę, w postępowaniu przed Komisją, na piśmie się przyznali.

Proces trwał 5 lat. W sprawie wypowiadało się dwóch biegłych sądowych, którzy wydali łącznie 5, jednomyślnych we wnioskach, opinii. Koniec końców zapadł wyrok I instancji. Sąd zasadził 120 tys. zł zadośćuczynienia, w tym 20 tys. za naruszenie praw pacjenta.

Właśnie zapadł wyrok sądu apelacyjnego. Sąd uwzględnił naszą apelację co do kwoty i uznał, że poszkodowanemu pacjentowi należy się łącznie 270 tys. zł, w tym 20 tys. za naruszenie praw pacjenta.

I suspens…

Co ciekawe, w ustnym uzasadnieniu sędzia powiedział, że w jego wieloletniej karierze orzeczniczej rozpoznawania spraw o błędy medyczne rzadko spotyka się z tak oczywistym błędem:)

Czyli jednak oczywiste błędy medyczne istnieją!

Apelacja, czyli skok na głęboką wodę

Apelacja, czyli skok na głęboką wodę