Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Jak uzyskać odszkodowanie?

Zosia zmarła przez błąd pielęgniarki

Jolanta Budzowska29 września 20196 komentarzy

26 września br. zapadł wyrok w głośnej sprawie sześciomiesięcznej Zosi. Dziecko zmarło po błędnym podaniu leku przez pielęgniarkę GCZD w Katowicach. Sąd uznał winę szpitala za błąd medyczny i zasądził rodzicom łącznie 500 tys. zł.

Nie o pieniądze tu jednak chodziło. Rodzicom zależało na tym, aby zapadł sprawiedliwy wyrok, uznający odpowiedzialność szpitala za śmierć Zosi. Odszkodowanie, jakie uzyskali, ma wymiar symboliczny: wysokość zadośćuczynienia pokazuje, że nie można lekceważyć życia ludzkiego. Już raz ten sam szpital zapłacił najwyższe w tamtym czasie odszkodowanie za błąd medyczny za spowodowanie w 2002 r. ciężkiego kalectwa u dziecka w sprawie, jaką prowadziłam w imieniu Piotusia. Po 13 latach znów doszło do tragedii, niemal w takim samym mechanizmie. A o ilu podobnych przypadkach nigdy się nie dowiemy?

Roztargnienie pielęgniarki?

Malutka Zosia zmarła w marcu 2015 roku, dwa dni po tym, jak pielęgniarka, podając dziewczynce leki, pomyliła wejścia. Rozdrobione w płynie leki, zamiast podać do żołądka dziecka przez sondę nosowo-żołądkową, wstrzyknęła do wenflonu, dożylnie. Niemal natychmiast po pomyłkowym rozpoczęciu podaży leków dziecko posiniało, wygięło się w nienaturalny sposób i przestało oddychać. Dziewczynka doznała wstrząsu, nie udało się jej uratować. Mimo podjętej akcji reanimacyjnej niemowlę zmarło po dwóch dniach. Tragedia rozegrała się na oczach matki, która czuwała przy łóżku dziecka w szpitalu.

Historia się powtarza

Jak wspomniałam wcześniej, to nie pierwsza taka historia w tym szpitalu. Również w marcu, ale 2002 roku, czteroletniemu Piotrusiowi kroplówkę żywieniową podano do rdzenia – tam, gdzie po operacji miał być podawany środek przeciwbólowy. Pielęgniarka nie odróżniła cewnika do znieczulenia zewnątrzoponowego od centralnego wkłucia, do którego podaje się płyny.  Pacjent został sparaliżowany od pasa w dół, porusza się na wózku. Szpital przegrał proces cywilny, chory dostał odszkodowanie, 700 tys. zadośćuczynienia i rentę – najwyższe w tamtych czasach zadośćuczynienie za błąd medyczny.

Błąd człowieka, błąd pielęgniarki

I wtedy, i we właśnie zakończonym procesie cywilnym Zosi, pozwana lecznica konsekwentnie odrzucała oskarżenia o błąd w szpitalu, podając najróżniejsze wersje i hipotetyczne przyczyny obu tragedii. Nie brano pod uwagę, że stoi za tym błąd człowieka.  O tym, że tak było, i że to jednak szpital ponosi wyłączną odpowiedzialność za organizację udzielania świadczeń medycznych, zdecydować musiał dopiero po wieloletnich procesach sąd.

Prokuratorska sekcja zwłok

Taki wyrok w przypadku śmierci Zosi możliwy był wyłącznie dlatego, że rodzice na czas zawiadomili prokuraturę i przeprowadzono prokuratorską sekcje zwłok. Biegli w układzie krwionośnym dziecka odnaleźli substancję obcą,  zidentyfikowaną ostatecznie przez biegłych jako cząsteczki błędnie podanego dożylnie leku. Ich zdaniem przeprowadzone pośmiertnie badania jednoznacznie wskazują na to, w krwioobiegu dziecka znalazł się materiał obcy, który mógł być tam wprowadzony wyłącznie drogą dożylną, a więc przez wenflon, za życia dziecka. W efekcie doszło do ostrej niewydolności oddechowo-krążeniowej i śmierci niemowlęcia.

Co zeznali świadkowie?

W takcie procesu w sprawie śmierci Zosi świadkowie, matki, których dzieci były hospitalizowane w tym samym czasie, zeznawali także o innych niedopuszczalnych zwyczajach panujących w szpitalu. Rodzice, wyręczając pielęgniarki, mieli na przykład podawać dzieciom leki i tlen przez maski tlenowe, wykonywali też inne czynności, które leżały w zakresie obowiązków personelu pielęgniarskiego. Mimo zagrożenia epidemiologicznego wirusem RSV używano wymiennie dla kilku chorych tych samych strzykawek do karmienia doustnego, a dokładnej dezynfekcji sprzętów używanych do opieki nad dziećmi trzeba się było wyraźnie domagać. Według biegłych, praktyki obserwowane przez świadków mogły mieć negatywny wpływ na rozsiewanie się zakażenia wirusowego na oddziale.

Do rodziców i do mnie płyną sygnały od innych rodziców małych pacjentów, że szpital po śmierci Zosi poprawił procedury. Zaczął też wymagać ich przestrzegania przez personel. Matki już nie zastępują pielęgniarek przy czynnościach, które leżą w kompetencjach i zakresie obowiązków personelu medycznego. Strzykawki już nie pasują do obu wejść: i do sondy, i do wenflonu, co wyklucza możliwość pomyłek. O tym, jak uniknąć pomyłek w podaniu leku, można też przeczytać tutaj: „Błąd w podaniu leku”.

List mamy Zosi

Śmierć Zosi czemuś posłużyła. Dzięki jej rodzicom, którzy znaleźli w sobie siłę, aby podjąć walkę na drodze procesu cywilnego i karnego. List Mamy Zosi do mnie można przeczytać tutaj: „Z potrzeby serca”.

Powikłania przy znieczuleniu ogólnym

Jolanta Budzowska16 września 201920 komentarzy

Znieczulenie ogólne nie jest procedurą w pełni bezpieczną dla pacjenta. Między innymi dlatego anestezjolodzy przeprowadzają własny – niezależny od lekarza prowadzącego – wywiad z pacjentem. Samodzielnie oceniają ryzyko znieczulenia. Wymagają też podpisania przez pacjenta zgody na znieczulenie. Gdy jednak już dojdzie do powikłania przy znieczuleniu ogólnym, ocenie będzie też podlegać zachowanie lekarza. Czy jego reakcja była prawidłowa? Jak ocenić, czy doszło do błędu medycznego w RKO*? Czy resuscytacja krążeniowo-oddechowa pacjenta została przeprowadzona zgodnie ze standardami?

Czasem trudno jest udowodnić, że szkoda na zdrowiu pacjenta jest konsekwencją błędów w procedurze znieczulenia, choć niewątpliwie doszło do naruszenia praw pacjenta. O takiej sprawie piszę w poście: „Zadośćuczynienie za naruszenie praw pacjenta”.  O znieczuleniu okołoporodowym można przeczytać tutaj: „Tylko do 15”.  Z kolei o tragicznych konsekwencjach trudności w intubacji napisałam w poscie: „Trudności intubacyjne czyli kiedy standardowa operacja kończy się tragedią”.

Problemy podczas znieczulenia ogólnego

Podobne, jak opisane we wspomnianym wyżej poście, powikłania podczas znieczulenia i trudności w intubacji wystąpiły podczas leczenia w 15-letniej dziewczynki. Dziecko panicznie bało się wizyty u dentysty. Dlatego zabieg znieczulenia kanałowego zębów był u niej wykonany w znieczuleniu ogólnym.  Po rozpoczęciu wprowadzenia do znieczulenia wystąpiły jednak problemy z intubacją pacjentki. Po kilku nieudanych próbach intubacji, lekarz podjął decyzję o jej wybudzeniu. Uznał w końcu, że kontynuowanie znieczulenia jest zbyt obciążające dla pacjentki. Stan pacjentki stale się jednak pogarszał.  Rozpoczęto akcję reanimacyjną. Pomimo wykonywania czynności reanimacyjnych nastąpił zgon dziecka.

Rescuscytacja na fotelu dentystycznym?

W toku postępowania karnego okazało się, że gabinet stomatologiczny nie był wyposażony w kardiomonitor i defibrylator. Według biegłych 80% zatrzymań krążenia następuje w pierwszej minucie migotania komór. Dlatego też zarówno defibrylator, jak i kardiomonitor powinny znajdować się wszędzie tam, gdzie wykonuje się znieczulenie ogólne i może dojść do powikłań przy znieczuleniu. Biegli wskazali również na nieprawidłowości w postępowaniu resuscytacyjnym pacjentki.  Przeprowadzono je na fotelu dentystycznym. Ich zdaniem zbyt miękkie podłoże może mieć negatywny wpływ na skuteczność masażu serca.

Lekarzom postawiono zarzuty z art. 160 § 2 k.k. Lekarzowi anestezjologowi sąd wymierzył karę dwóch lat pozbawienia wolności. Lekarz stomatolog skazano na karę jednego roku i sześciu miesięcy pozbawienia wolności. Wykonanie kar sąd zawiesił warunkowo na okres trzech lat próby. W stosunku do oskarżonych zapadły również zakazy wykonywania zawodu lekarza. W przypadku oskarżonego lekarza anestezjologa na okres pięciu lat, a w odniesieniu do lekarz stomatolog na okres trzech lat.

Brak defibrylatora

Oskarżonych uznano winnymi narażenia małoletniej pacjentki na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia poprzez przystąpienie do wykonania zabiegu znieczulenia ogólnego w warunkach niezapewniających bezpiecznego wykonania tego zabiegu.  Gabinet nie był wyposażony ani w defibrylator, ani kardiomonitor, a to jest błąd organizacyjny. Lekarze podjęli się leczenia mimo braków wyposażenia, wykonali też czynności reanimacyjne w sposób niezgodny ze wskazaniami wiedzy medycznej. Prowadzili resuscytację bez ułożenia dziewczynki w odpowiedniej pozycji i na twardym podłożu, co zmniejszyło szansę na powodzenie RKO.

*Resuscytacja krążeniowo-oddechowaRKO – zespół czynności stosowanych u poszkodowanego, u którego wystąpiło podejrzenie nagłego zatrzymania krążenia (NKZ), czyli ustanie czynności serca z utratą świadomości i bezdechem. Celem resuscytacji jest utrzymanie przepływu krwi przez mózg i mięsień sercowy oraz przywrócenie czynności własnej układu krążenia. Natychmiastowe rozpoczęcie resuscytacji przez świadków zdarzenia zwiększa prawdopodobieństwo przeżycia trzykrotnie (źródło: Wikipedia).

Gdyby ktoś ogłosił konkurs na najbardziej absurdalną sytuację w procesie o błąd medyczny, to dajcie znać, zgłoszę tę sprawę:)

W skrócie: proces trwa od 2011 roku. Chodzi w niej o to, czy diagnostyka i leczenie stanu zapalnego w dłoni pacjenta były prawidłowe. Stan zapalny spowodowany był kawałkiem drewna. Operator nie odnalazł go i nie usunął podczas operacji. Do weryfikacji, czy ciało obce nadal tkwi w dłoni pacjenta i dalszej diagnostyki, lekarz wybrał badanie TK.

Biegli stoją na stanowisku, że to nie był dobry wybór.

Argumentują, że badanie TK  jest w istocie badaniem RTG z następową obróbką trójwymiarową obrazów. Poszczególne obrazy uzyskuje się wtedy, gdy promienie RTG nie mogą przejść w pełni przez badaną część ciała. Wszystko zależy więc od gęstości badanej tkanki. I to niezależnie od tego, czy tkanka ta jest elementem ciała człowieka, czy inną materią, np. gazikiem, szkłem, plastikiem czy drewnem. W tomografii komputerowej można zatem znaleźć tylko takie ciała obce, które mają wystarczająco dużą gęstość.

USG optymalną metodą

Kiedy więc nie wie się,  z jakim ciałem obcym w ciele ma się do czynienia, należy użyć USG jako metodę o dużej czułości. Przy użyciu USG można wykryć praktycznie wszystkie rodzaje ciał obcych.

Pozwany podmiot leczniczy ma – jak to zwykle bywa – odmienne zdanie. Powtarzane zarzuty do opinii doprowadziły nas do takiego etapu w procesie, że biegli wydali już chyba szóstą opinię na mniej więcej ten sam temat.

Aktualnie pozwany oczekuje od biegłego z zakresu radiologii informacji, jaki rodzaj drewna został usunięty z ręki powoda.

Biegły dendrolog?

Biegły z zakresu radiologii w odpowiedzi cierpliwie i wyczerpująco tłumaczy więc w opinii pisemnej sądowi, że gęstość drewna zależy od rodzaju i czynników zewnętrznych przed i po ścięciu oraz szeregu innych. Do opinii radiologicznej załącza tabele gęstości drewna:

  • w stanie powietrznosuchym,
  • wczesnego i późnego oraz
  • okrągłego świeżego ściętego i przeschniętego.

Chapeau bas. Chylę czoła przed biegłym. Boję się tylko, czy sąd nie daje się niepostrzeżenie wywieść w pole (w las?) pozwanemu.

Bo trochę odbiegamy w procesie od głównego zarzutu: błędu lekarskiego, skupiając się na zagadnieniach dendrologicznych:)

Biegly medyk czy dendrolog?

Biegly medyk czy dendrolog?

Odszkodowanie za zapalenie otrzewnej

Jolanta Budzowska07 sierpnia 2019Komentarze (1)

Lekarze często mówią, że nie jest błędem uszkodzenie sąsiednich narządów podczas operacji w obrębie jamy brzusznej. Błędem medycznym jest nierozpoznanie tego uszkodzenia i nienaprawienie go. Na przykład, gdy lekarz nie zauważy i nie zeszyje uszkodzonej ścinki jelita.  Kolejna „szansa” na naprawę uszkodzenia śródoperacyjnego jest w krótkim czasie po operacji. Jeśli objawy zostaną zlekceważone i jatrogenne uszkodzenie około operacyjne nie zostanie zaopatrzone, dochodzi do zapalenia otrzewnej.

W jednej z prowadzonych przeze mnie spraw przebieg wydarzeń był właśnie taki, jakiego powinno się za wszelką cenę unikać…

Ból brzucha po operacji

Pacjentka poddała się operacji usunięcia torbieli jajnika lewego. W trakcie operacji nie stwierdzono żadnych powikłań. Do dnia wypisu jej stan zdrowia nie budził zastrzeżeń. Niestety już pięć dni później w południe trafiła do szpitala z silnymi bólami brzucha i wzdęciami. Nie wykonano wówczas żadnych badań dodatkowych: morfologii krwi ani badania stężenia CRP w celu stwierdzenia lub wykluczenia stanu zapalnego. Nie zlecono też RTG lub USG jamy brzusznej. Brak oceny obrazowej miejsca operowanego opóźnił rozpoznanie rozprzestrzenienia się stanu zapalnego w jamie brzusznej i późniejszego zapalenia otrzewnej. Pacjentkę odesłano do domu.

Badanie palpacyjne-zapalenie otrzewnej

Badanie palpacyjne-zapalenie otrzewnej
– freepek

Opóźniona operacja

Kolejny raz zgłosiła się do szpitala już kilka godzin później. Wówczas już zostawiono ją na obserwacji. Operację wykonano jednak z kilkunastogodzinnym opóźnieniem. Leczenie nie zakończyło się  sukcesem. Pacjentka przeszła jeszcze wiele zabiegów, zmarła po kilkunastu dniach.

Biegli stwierdzili, że wykonanie wymaganych badań mogłoby doprowadzić do wcześniejszego rozpoznania rozwijającego się zapalenia otrzewnej. Wczesne rozpoznanie wraz z wdrożeniem leczenia zwiększyłoby szanse wyleczenia, umożliwiłoby zdiagnozowanie zapalenia otrzewnej w bardzo wczesnej fazie. Stwierdzenie objawów sugerujących podejrzenie perforacji jelita powodującego rozwój kałowego zapalenia otrzewnej jest ich zdaniem bezwzględnym wskazaniem do przeprowadzenia operacji w trybie pilnym.

Zapalenie otrzewnej – do uniknięcia?

Faktem jest, że leczenie zapalenia otrzewnej nie jest łatwe, a w przypadkach złożonych z towarzyszącą niewydolnością wielonarządową śmiertelność w tym schorzeniu może sięgać nawet 20 – 40%. Tym większe znaczenie ma jak najwcześniejsze podjęcie właściwych działań diagnostycznych i leczniczych w celu zdiagnozowania podejrzenia zapalenia otrzewnej.

W opisywanej sprawie sąd podkreślił, że wprawdzie nie jest możliwe stwierdzenie z całkowitą pewnością, że gdyby błędy w leczeniu nie miały miejsca, nie wystąpiłby skutek w postaci śmierci pacjenta. Szybsze podjęcie leczenia zwiększyłoby szanse na opanowanie skutków zapalenia otrzewnej, ale nie gwarantowałoby wyleczenia.

Zadośćuczynienie za śmierć żony

Te ustalenia pozwoliły sądowi na zasądzenie na rzecz męża zmarłej pacjentki 200 tys. zł. zadośćuczynienia za krzywdę doznaną w związku ze śmiercią osoby bliskiej.  Zdaniem sądu, można z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że gdyby właściwe badania zostały przeprowadzone wcześniej i tym samym wcześniej podjętoby leczenie operacyjne po zdiagnozowaniu objawów wskazujących na zapalenie otrzewnej, prawdopodobieństwo wystąpienia śmierci pacjentki byłoby mniejsze.

Bezpośrednią przyczyną śmierci żony powoda była perforacja jelita i powstałe na skutek tego ostre, kałowe zapalenie otrzewnej oraz jego następstwa. Można było tego uniknąć, gdyby nie opóźnione decyzje lekarzy.

Źródło tej informacji jest jak najbardziej wiarygodne. Gdyby nie to, nie uwierzyłabym, że coś takiego jest możliwe w XXI wieku:) Całe szczęście, że pacjenci zachowali czujność rewolucyjną. Sprawa skończyła się skazaniem lekarza radiologa za błąd lekarski i naruszenie zasad etyki.  

Jak podała Gazeta Lekarska, okręgowy sąd lekarski skazał lekarza specjalistę radiologa, który jeździł z przestarzałym aparatem USG do poradni POZ. Wykonywał tam odpłatnie badania ultrasonograficzne. Aparat był wiekowy, miał ponad 25 lat.  Ile lat miał lekarz, Gazeta już nie podała;) W każdym razie, radiolog na gotowych szablonach opisywał wykonane badania USG w tempie godnym sprintera. Nawet do 30 badań w ciągu 2 godzin!

Błąd radiologa

Błędne RTG

Jest guz. Błąd radiologa?

Sprawę zapoczątkowała skarga rodziny pacjenta.  Bliscy chorego zorientowali się, że coś jest nie tak po tym, jak następnego dnia po USG wykonanym przez „sprintera” i opisanym jako prawidłowy, w USG wykonanym na SOR rozpoznano guza trzustki z przerzutami do wątroby.

Lekarz otrzymał naganę, choć odwołał się nawet do Naczelnego Sądu Lekarskiego. Swoją drogą, rzadka buta: iść w zaparte do końca. Ciekawe, czy po tym, jak się wykosztował na obronę, będzie w stanie kupić nowy aparat do USG.

Jakie prawa ma poszkodowany pacjent?

A teraz poważnie. W sprawie jest kilka interesujących zagadnień.  Czy miał miejsce błąd medyczny? Jaka jest sytuacja poszkodowanego pacjenta?

Po pierwsze: ciekawa jestem, czy ktokolwiek w POZ zainteresował się kwalifikacjami tego lekarza? Oczywiście, wiem, że chodzi o radiologa, a więc specjalistę. Wiem też, że teoretycznie w Polsce każdy lekarz może interpretować obraz ultrasonograficzny i opisać wynik badania USG. Ale istnieje jeszcze Polskie Towarzystwo Ultrasonograficzne, organizowanych jest mnóstwo kursów i szkoleń, a wiedza specjalistyczna szybko się dezaktualizuje…

Stary aparat do USG, czy nadal jary?

Po drugie: czy ktokolwiek w POZ zainteresował się stanem ultrasonografu i jego jakością? Przecież wartość merytoryczna badania zależy nie tylko od kwalifikacji lekarza. Ważna jest przede wszystkim jakość  aparatu do USG. Czy aparat jest nowy czy stary, sprawny, serwisowany, wyposażony w odpowiednie głowice?

Zlecenie w ramach POZ wykonywania badań przez lekarza o nieodpowiednich kwalifikacjach i na przestarzałym  sprzęcie może być potraktowane jak błąd organizacyjny – błąd medyczny POZ.

Po trzecie jednak: paradoksalnie, gdyby nie ta konkretna sytuacja (że badania USG wykonano dzień po dniu) będąca podstawą skargi rodziny, to błąd radiologa mógł mu ujść na sucho. Dlaczego? Bo biegły radiolog w sprawie o błąd medyczny często zajmuje „ostrożne”, żeby nie powiedzieć asekuracyjne, stanowisko.  Twierdzi mianowicie, że badania obrazowe, takie jak USG, są badaniami subiektywnymi i niedostrzeżenie w nich określonych patologii nie jest błędem lekarskim.

Jakie zadośćuczynienie za błąd radiologa?

Po trzecie: gdy doszło do błędu radiologa w opisie badania obrazowego, to z pewnością mamy do czynienia z naruszeniem praw pacjenta.  Samo to jednak nie uprawnia do wysokiego zadośćuczynienia za błąd radiologa. Dopiero, jeśli ten błędny opis doprowadził do pogorszenia stanu zdrowia pacjenta, to można myśleć o sądowym dochodzeniu odszkodowania.

Taka sytuacja będzie, gdy np. źle opisane badanie  RTG złamanej kończyny doprowadzi do tego, że pacjent cierpi, poprawy nie ma, a na koniec okazuje się, że musi przejść skomplikowaną operację, bo złamanie jest zastarzałe. Niewykonane lub źle zinterpretowane podczas porodu USG, które mogłoby pomóc wykryć odklejenie się łożyska, to osobna historia… Inna sytuacja występuje w przypadku, gdy błąd radiologa polega na niewykryciu tzw. „przypadkowego znaleziska”, o czym pisałam niedawno: „Przypadkowe znalezisko- błędny opis badania rezonansu lub tomografu”.

Pacjencie, zachowuj więc czujność rewolucyjną! Pytaj o doświadczenie lekarza w badaniach USG, pytaj o jakość aparatu do USG, pytaj o niezrozumiałe sformułowania w opisie badania USG, przygotuj się odpowiednio do badania, aby było miarodajne. Od tego, czy odważysz się zadać pytania i zastosujesz się do zaleceń lekarskich, może zależeć twoje zdrowie i życie! A jeśli popełniono błąd w opisie badania, nie zawahaj się dochodzić swoich praw: być może uchronisz innych od błędu lekarskiego.