Na pierwszy rzut oka to to samo. Większość pacjentów używa zresztą tych określeń wymiennie. To lekarz jest osobą, która – przynajmniej w oczach pacjentów – ponosi odpowiedzialność za ostateczny efekt leczenia. Jest przecież „głównodowodzącym”! To z nim się rozmawia przed operacją i ustala przebieg leczenia.
Tym trudniej jest zrozumieć, że kiedy przychodzi do rozliczeń, proces o odszkodowanie to najczęściej „sprawa o błąd medyczny” albo „sprawa o błąd w szpitalu”, a nie „sprawa o błąd lekarski”.
Dlaczego pozywamy szpital, a lekarza jedynie wyjątkowo?
***
Ten artykuł dalej możesz przeczytać albo posłuchać w formie podcastu :
Kilka przyczyn, dla których rzadko
pozywa się lekarza
- Trudno ustalić, na jakiej podstawie prawnej lekarz świadczy usługi lecznicze w szpitalu. Jeśli jest pracownikiem, nie będzie miał obowiązku płacić odszkodowania. Chroni go kodeks pracy.
- Trudno rozróżnić, co jest błędem organizacyjnym lub błędem medycznym innych osób, a co jest konsekwencją działania lub zaniechania konkretnego lekarza.
- W przypadku odpowiedzialności szpitala wystarczy udowodnić w sądzie tzw. „winę anonimową”. Nie musimy wskazywać winnych. Jeśli zaś chcemy pozwać lekarza, to musimy wykazać, na czym konkretnie polegała jego wina.
- Pozwany lekarz i szpital to potencjalnie czterech przeciwników. Po stronie każdego z nich mogą wystąpić ich ubezpieczyciele.
Kilka przyczyn, dla których czasem warto
pozwać lekarza (a nie tylko podmiot leczniczy)
- Dwaj pozwani to dwie – sumujące się – polisy ubezpieczeniowe. Może to mieć szczególne znaczenie w sytuacji, gdy podmiot leczniczy ma wykupioną jedynie obowiązkową polisę na 100 tys. euro. Taka suma bywa stanowczo zbyt niska, gdy szkoda na zdrowiu jest poważna, a sąd zasądza wysokie zadośćuczynienie i dożywotnią rentę.
- Pozwany lekarz często bardziej realistycznie niż dyrekcja szpitala ocenia swoje szanse procesowe. Gdy szacuje, że ryzyko jego przegranej jest duże, proponuje rozmowy ugodowe lub mediacje.
Kiedy lekarza przypozywa szpital
Bywa też tak, że to nie za sprawą poszkodowanego pacjenta lekarz „wmanewrowany” jest w proces. Czasem to pozwany podmiot leczniczy ocenia, że jeśli przegra, to będzie miał prawo do żądania od lekarza zwrotu zapłaconego pacjentowi odszkodowania.
Sąd, na wniosek szpitala, może wtedy zawiadomić lekarza o toczącym się procesie. Ten może przystąpić do procesu przeciwko pacjentowi, popierając stanowisko szpitala. Działa wówczas jako interwenient uboczny.
Teoretycznie takie działanie jest jak najbardziej zgodne z prawem. Pacjent nie może sprzeciwić się temu, że nagle, zamiast jednego przeciwnika po drugiej stronie sali sądowej, na ławie dla pozwanych siedzi dwóch lub więcej pełnomocników, bo przeciwnicy się „rozmnożyli”.
I co gorsza: każdy z nich śle do sądu pisma procesowe oraz składa wnioski dowodowe, którym trzeba stawić czoła. Wszystko to odbywa się nadal w majestacie prawa.
Dowody spóźnione i niedopuszczalne
Czasem jednak działania szpitali i lekarzy są zachowaniem z pogranicza nadużycia prawa. Jak wtedy na przykład, kiedy szpital „przypomina sobie” o roli lekarza w procesie leczenia pacjenta na etapie, kiedy wyrok jest tuż, tuż. Czyli nóż na gardle, a z budżetem krucho.
Wtedy lekarz – jak filip z konopii – pojawia się jako interwenient uboczny, pełnoprawna „strona”. To nic, że po dobrych kilku latach procesu. Ale za to zaczyna działać bardzo aktywnie: kwestionować wszystkie wydane wcześniej opinie biegłych medyków, przedkłada nowe dokumenty i chce ponownie przesłuchiwać wszystkich świadków.
Na szczęście, poszkodowany pacjent nie jest bezradny w obliczu takich „wolt” procesowych. Jak potwierdził niedawno Sąd Najwyższy,
„interwenient uboczny może podejmować tylko te czynności, które w stadium, w którym przystępuje do sprawy są dopuszczalne dla strony do której przystąpił. Dotyczy to w szczególności faktów i dowodów, które powinny zostać pominięte, gdyby taki sam rygor należało zastosować do ich zgłoszenia przez stronę.”*
Kogo dotyczą zarzuty pacjenta?
Tak więc, nie tylko poszkodowany pacjent musi zastanowić się już na wstępnym etapie procesu , czy ma to być proces „o błąd w szpitalu”, czy „o błąd lekarza”. A w konsekwencji oczywiście: kogo pozwać.
Także lekarz – niezależnie od tego, czy szpital zawiadamia go o toczącym się procesie, czy też lekarz wie o pozwie, bo np. zeznawał już jako świadek, powinien przemyśleć swoją strategię. Czy na pewno udawanie, że to postępowanie go nie dotyczy, w ostatecznym rozrachunku będzie dla niego korzystne?
Ps. W uzupełnieniu ilustracji, polecam wpis na blogu mojego kolegi, mec. Leszka Blocha „Kto i gdzie siada na sali sądowej”.
*Postanowienie SN z dnia 6 marca 2019 r., sygn. akt: 456/18, Legalis
***
Podcastu Błąd Lekarza możesz słuchać również na YouTube:



















