Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Jak uzyskać odszkodowanie?

Azbest i inne nietypowe sprawy

Jolanta Budzowska15 grudnia 2019Komentarze (0)

To prawda, że zajmuję się głównie błędami medycznymi. A ponieważ procesy o błędy medyczne uchodzą za najtrudniejsze, to może z tej przyczyny trafiają do mnie też inne trudne sprawy, związane z poważnymi szkodami na zdrowiu lub śmiercią poszkodowanego. Na zasadzie: „jak nie kancelaria BFP i Budzowska, to już nikt”:) Poprzednie zdanie jest w cudzysłowie, bo to oczywiście cytat z tego, co mówią nam Klienci, nie wyraz zadufania w sobie;)

Lubimy wyzwania 

Prawdą jest też, że lubimy wyzwania nawet, jeśli okazują się wyzwaniem wieloletnim. Do takich nietypowych spraw mogę zaliczyć proces, w którym chodziło o udowodnienie, że za śmierć młodej kobiety odpowiada azbest. A konkretnie: zaniedbania właściciela budynku i pracodawcy. Dopuścili oni do tego, że mimo fatalnego stanu technicznego, przez ponad 10 lat w nieremontowanym budynku zbudowanym niemal w całości z azbestu, mieściła się instytucja publiczna. Pracowali w niej ludzie, przyjmowano petentów. W tym dzieci.

Walka o zdrowie innych pracowników 

Walkę o usunięcie śmiertelnego zagrożenia z przestrzeni publicznej zapoczątkowała jeszcze sama poszkodowana. Kiedy już miała świadomość, że za zachorowanie przez nią na międzybłoniaka opłucnej odpowiada azbest w miejscu jej pracy, słała alarmujące listy do władz. Niestety bez pozytywnego  odzewu.

Choroba zawodowa tylko dla pracowników fizycznych

Po jej śmierci rodzina zmarłej powierzyła nam kontynuowanie sprawy. Postanowiliśmy zacząć od ustalenia, że międzybłoniak opłucnej należy uznać w tym przypadku za chorobę zawodową.

Zmiana mentalności (bo nie przepisów!) urzędników, którzy mieli wydać decyzję administracyjną, okazała się jednak niemal niewykonalna. Skoro zmarła nie wykonywała pracy przy produkcji azbestu, to międzybłoniak opłucnej nie jest w jej przypadku chorobą zawodową. Tak w skrócie można streścić stanowisko urzędu.

Sądy po stronie poszkodowanych

Sądy administracyjne uchyliły już dwie niekorzystne dla naszego klienta decyzje inspekcji sanitarnej o braku podstaw do stwierdzenia choroby zawodowej u jego zmarłej żony. Sędziowie nie mieli wątpliwości, że po spełnieniu innych przesłanek, dla stwierdzenia choroby zawodowej wystarczy, że w budynku, w którym wykonuje się pracę, występują czynniki szkodliwe dla zdrowia wywołujące choroby, które znajdują się w wykazie chorób zawodowych.

Nie jest konieczne, aby pracownik wykonywał pracę bezpośrednio związaną z użyciem tych szkodliwych dla zdrowia czynników. Wydawałoby się, że to kończy sprawę. Nic bardziej mylnego. Po 6 latach i przejściu przez wszystkie instancje, dziś chyba już po raz trzeci sprawą będzie zajmował się organ administracyjny – bo urzędnicy nie dają za wygraną.

Zadośćuczynienie za śmierć żony i matki 

Szybciej natomiast potoczyła się sprawa o zadośćuczynienia za śmierć osoby bliskiej, jaką ostatecznie zdecydowaliśmy się wytoczyć w imieniu męża i córki  poszkodowanej. Udowodnienie na drodze cywilnej, że za śmierć żony i matki, która zmarła na groźną odmianę nowotworu ‑ międzybłoniak opłucnej, odpowiada azbest w miejscu pracy, okazało się możliwe. I to w niespełna 5 lat! Sąd zasądził 100 tys. zł. zadośćuczynienia na rzecz męża, 120 tys. zł. dla córki.

Nie jest to najwyższe zadośćuczynienie, jakie kiedykolwiek wygraliśmy, ale piłka wciąż jest w grze. Wyrok nie jest prawomocny. Najważniejsze jest coś innego: budynek doczekał się w międzyczasie kapitalnego remontu i dziś już nie zagraża zdrowiu użytkowników. Przypadek? Nie sądzę.

O innych nietypowych procesach napiszę już wkrótce.

Wyrok ws azbestu: SO w Tarnowie

Wyrok ws azbestu: SO w Tarnowie

 

Jak długo potrwa sprawa w sądzie?

Jolanta Budzowska27 listopada 20193 komentarze

Pamiętacie Madagaskar? Jak mawiał Król Julian: „rzeczywistość wywołuje u mnie zadziwienie”.  U mnie też:)

Jeszcze nie tak dawno narzekałam, że czas rozpatrywania spraw o błąd medyczny niepokojąco się wydłuża. Od tego czasu na szczęście sporo się zmieniło. Z biegłymi nadal jest niewesoło, ale zmiana przepisów, według których sąd cywilny rozpatruje sprawy poszkodowanych pacjentów, usprawniła procesy lekarskie. Napiszę o tym w szczegółach przy okazji. Jedno jest pewne: poprzeczkę w stosunku do pełnomocników znów znacząco podniesiono, a każdy błąd pełnomocnika przed sądem może dużo kosztować jego klienta.

Ale miałam napisać o „zadziwieniu”.  Moje dzisiejsze, super pozytywne „zadziwienie” jest takie:

21.11.2019 czwartek – wysłaliśmy z kancelarii pozew o błąd medyczny wraz z wnioskiem o zwolnienie od kosztów oraz z wnioskiem o zabezpieczenie renty

22.11.2019 piątek – pozew wpłynął do Sądu Okręgowego w Nowym Sączu

25.11.2019 poniedziałek:

  • Sąd wydał postanowienie w przedmiocie zwolnienia od kosztów (powódka została w całości zwolniona)
  • Wydano zarządzenia: o doręczeniu powódce i pozwanemu postanowienia, o wezwaniu powódki na termin rozprawy, o zawiadomieniu pełnomocnika powódki i pozwanego o terminie, o zobowiązaniu pozwanego do złożenia odpowiedzi na pozew w terminie 14 dni

26.11.2019 wtorek:

  • wyznaczono termin rozprawy w przedmiocie zabezpieczenia renty na 18 grudnia 2019r.
  • wysłano pisma z Sądu do stron

 

I to wszystko w ciągu 3 dni roboczych od wpływu pozwu 😉 Bardzo się cieszymy! Nasza klientka ma szansę na sprawne rozpatrzenie sprawy!

Król Julian-cytaty (źródło: hopaj.pl)

Ta książka, poza bezpośredniością wyznania zamieszczonego w tytule sugerującego, że tematem będą błędy lekarskie, zainteresowała mnie też z uwagi na narodowość autora. Christian Unge zaakcentował ją już w podtytule: „Wyznania szwedzkiego lekarza”. 

Szwedzki system ochrony zdrowia uchodzi u nas za wzorcowy. Począwszy od jakości, skończywszy na systemie wypłaty rekompensat poszkodowanym pacjentom za szkody poniesione w trakcie leczenia. Postuluje się więc u nas często „drugą Szwecję”.

„Należy  jak najszybciej wprowadzić szwedzki system odszkodowań dla pacjentów”

– tak twierdzi m.in. prof. Romuald Krajewski z Centrum Onkologii – Instytutu w Warszawie. W Szwecji nie szuka się winnych wśród lekarzy, bo żeby pacjent dostał odszkodowanie, wystarczy udowodnić, że błąd lekarski miał miejsce i chory poniósł szkodę (No-Fault Patient Insurance – NFPI).

Czy na pewno?

Błędy lekarskie

Błędy lekarskie

Z książką „Jeżeli będę miał zły dzień, ktoś dziś umrze” wiązałam więc duże nadzieje na weryfikację tych poglądów. Nie pomyliłam się. Autor nie owija w bawełnę. Pisze nie tylko o swoich błędach i pomyłkach, ale też o tym, jak wygląda rzeczywistość w szwedzkich szpitalach. Czy opis:

„Byłem tamtej nocy jedynym lekarzem i miałem się zajmować wszystkimi pacjentami. Ostry dyżur chirurgiczny pełnił tak samo zagubiony kolega stażysta, którego w zasadzie nie widywałem. Nasze dyżurne wsparcie spało w domowych pieleszach, a ja sam dopiero zaczynałem rozumieć, jak czytać kartę pacjenta.”

– nie brzmi znajomo? Założę się, że mógłby się pod nim podpisać niejeden rezydent z polskiego szpitala, pozostawiony na samodzielnym dyżurze nocnym. Autor idzie jednak dalej. Nie pisze jedynie o wadliwej organizacji szpitala i obciążeniu szwedzkich lekarzy, którzy tylko 40 % swojego czasu poświęcają pacjentom, a aż 37 % na obowiązki administracyjne. Stać go też na autorefleksję:

„Moim zdaniem na ten właśnie aspekt naszej pracy – umiejętność przyznania się do pomyłki i przedyskutowania jej z innymi – powinniśmy zwracać baczniejszą uwagę. W kręgach lekarskich panuje powszechny lęk, że ktoś przyłapie nas na popełnieniu błędu. Dlatego właśnie większość lekarzy stara się ukryć swoje pomyłki.”

Unge za przykład modelowego rozwiązania podaje przy tym nie Szwecję, a Stany Zjednoczone i projekt amerykańskiego chirurga, dzięki któremu w wielu klinikach wprowadzono konferencje M&M. Konferencje Morbidity and Mortality (zachorowalność i śmiertelność – w wolnym tłumaczeniu) to nic innego jak cykliczne spotkania lekarzy, którzy omawiają przypadki pacjentów, którzy zmarli lub podczas ich leczenia coś poszło nie tak. Pomyłki kwalifikuje się jako preventable, potentially preventable i non preventable –  czyli możliwe do uniknięcia (błędy lekarskie), potencjalnie możliwe do uniknięcia oraz niemożliwe do uniknięcia. Dyskutuje się otwarcie o niepowodzeniach po to, żeby ustalić co należy zrobić lepiej następnym razem.

Takie podejście wymaga jednak pokory. Szwedzcy lekarze, zdaniem Ungego, mają z tym problem. Brakuje im też pobudek do samokształcenia oraz systemu kontroli wiedzy.

„Większość lekarzy po rezydenturze jest w wieku trzydziestu pięciu do czterdziestu lat – przed nimi kolejne trzydzieści lat pracy jako specjaliści. Przez cały ten czas, jeśli jesteś dyploowanym specjalistą, twoje umiejętności nie są ani razu kontrolowane. Możesz pracować przez dziesięciolecia, nie słysząc od nikogo, że to, co robisz – stosowane przez ciebie leczenie albo sposób wykonania operacji – jest błędne. Dopiero, gdy popełnisz poważny błąd, który zostanie zgłoszony, być może – ale tylko być może – twój brak kompetencji wyjdzie na jaw.”

Czy o taką „Szwecję” nam chodziło? Autor rozwiał kolejny mit. Na marginesie wspomnę, że o tym, że mamy identyczny problem w Polsce, mówił także w głośnym już wywiadzie znany polski ortopeda: „Rozmowa o błędach medycznych z lekarzem, któremu nie jest wszystko jedno”.

Poza wszystkim, książkę pochłonęłam w jedno popołudnie. Z omawianych przeze mnie wątków nie wyciągajcie mylnych wniosków, że to super poważna, analityczna i – w związku z tym najpewniej – nudna publikacja. Nie.

Książka jest pasjonującym opisem wydarzeń związanych z pracą autora jako lekarza. Warstwę – nazwijmy ją – „beletrystyczną” wzbogacają trafne uwagi Ungego na temat organizacji świadczeń leczniczych i przyczyn niepowodzeń i błędów lekarskich. Co równie ważne: książka jest także relacją z pierwszej ręki o pracy wolontariuszy organizacji Lekarze Bez Granic.

Pasjonująca lektura, polecam!

Ps. Postuluje się też u nas „drugą Nową Zelandię”:)  Napisałam o tym w poście: „Błąd medyczny: zgłaszać czy nie zgłaszać”. 

Rażące niedbalstwo lekarza

Jolanta Budzowska29 października 2019Komentarze (1)

Niedawno media obiegła wiadomość o wyroku skazującym lekarza za nieumyślne wycięcie pacjentowi zdrowej, prawej nerki zamiast lewej – która była objęta zmianami nowotworowymi. Potwierdziły się zarzuty, że lekarz przed zabiegiem nie zapoznał się z wynikami badań tomograficznych i usg. Nie przeprowadził też kontrolnych badań usg i nie znał innych wyników badań pacjenta. To rażące niedbalstwo, zdaniem prokuratury, doprowadziło do nieodwracalnego błędu w sztuce lekarskiej.

Prosty błąd lekarski, łatwy do uniknięcia. Skutki dla zdrowia pacjenta nie do naprawienia.

Podobnie jak w innej sprawie, która zakończyła się wyrokiem zasądzającym wysokie odszkodowanie za błąd lekarski dla rodziny pacjenta. Sam poszkodowany pacjent, ze zdiagnozowaną encefalopatią pourazową, nie dożył wyroku, choć z pozwem wystąpiliśmy niedługo po zdarzeniu.

Chory poddał się operacji czyszczenia zatok. Laryngolog przystąpił do zabiegu bez wcześniejszego zlecenia zdjęcia RTG w celu oceny głębokości zatoki czołowej. Nie zapoznał się nawet z wykonanym wcześniej TK obrazującym topografię zatok. Podczas operacji pomylił struktury anatomiczne. Otworzył czaszkę zamiast zatok. Źle założył też dreny, które mechanicznie uszkodziły płaty mózgu pacjenta. A następnie po operacji, nie dzieląc się z nikim swoimi obawami, że być może popełnił błąd operacyjny i otworzył pomyłkowo dół czaszki, pozostawił pacjenta bez szczególnych zaleceń. Nie udzielił rodzinie żadnych informacji i poszedł do domu.

Lekarz został uznany winnym nieumyślnego spowodowania choroby zagrażającej życiu pacjenta.  Sąd  skazał go na karę 1 roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata.

Co łączy te dwie sprawy?

Niefrasobliwość lekarzy? Brak wyobraźni? Rażące niedbalstwo? To nie były operacje ratujące życie, które zwykle wykonuje się pod presją czasu, często bez pełnej diagnostyki. Mieli możliwości zlecenia badań przedoperacyjnych, mieli możliwości zapoznania się z wynikami pacjentów. Mieli czas.

Nie rozumiem, dlaczego nie zrobili tego, co do nich należało.

To tak, jakbym poszła na rozprawę, na której ważą się losy procesu o błąd medyczny i „być albo nie być” mojego Klienta, bez żadnej wiedzy o sprawie i bez akt.

To tak, jakby kasjerka, podliczając nasze zakupy, nabiła na kasę dowolną kwotą i uważała, że wszystko jest OK.

Niewyobrażalne? Błędy zdarzają się każdemu. Dlatego większość osób wykonujących „ryzykowne” zawody, od prawnika po hydraulika, jest ubezpieczona. Tyle, że lekarz jest panem naszego życia i śmierci, i żadne odszkodowanie nie zwróci poszkodowanemu pacjentowi zdrowia.

Czy jestem zwolenniczką „ścigania” lekarzy na drodze karnej? Nie, a szczególnie nie fanatycznie. Tam, gdzie w leczeniu chodzi niekiedy o niuanse, gdy na przykład lekarz wybiera między leczeniem zachowawczym a operacją, która może okazać się przedwczesna, niech o odpowiedzialności szpitala rozstrzygnie sąd cywilny. A wcześniej biegli niech się wypowiedzą, czy decyzje lekarza były zgodne z aktualną wiedzą medyczną.

Jednak tam, gdy zachowanie lekarza było skandaliczne i spowodowało bardzo poważne konsekwencje dla zdrowia pacjenta, jak w opisanych przypadkach – nie ma żadnego uzasadnienia dla braku sankcji karnych dla lekarza.

Nie masz czasu na czytanie? Tego artykułu możesz także posłuchać – poniżej znajdziesz jego nagranie! Miłego słuchania!

***

Nie po raz pierwszy okazuje się, że to, jakiego rodzaju sprawy wpływają do mojej kancelarii, jest swoistym papierkiem lakmusowym najbardziej niebezpiecznych dla pacjentów procedur leczniczych.

Ostatnio wyjątkowo często analizuję dokumentację medyczną związaną z nieprawidłowym rozpoznaniem zmiany skórnej. Chodzi o niewykrycie czerniaka

I właśnie przyczytałam, że NIK sprawdza, czy badania patomorfologiczne wykonuje się prawidłowo. Kontrole Najwyższej Izby Kontroli wszczęto po doniesieniach o nieprawidłowościach w zewnętrznych, komercyjnych zakładach patomorfologii, które działają na zlecenie szpitali.

Czerniak w badaniu poniżej kosztów

Okazuje się, że oferowane ceny nie pokrywają nawet kosztów badania patomorfologicznego. Szkiełka do preparatów histopatologicznych i bloczki parafinowe bywają droższe, niż kwota płacona przez szpital. Lekarze pracują „na akord”. Zamiast więc spokojnie analizować i oceniać preparaty, badają nie  5 tys. preparatów rocznie (około 20 dziennie), a ponad 140 dziennie! Czy w takich warunkach można się nie pomylić?

Czerniak

Czerniak. Źródło: Wikipedia

Co z tego wynika dla pacjenta?

  1. Po pierwsze, czasem trzeba założyć, że otrzymany wynik badania histopatologicznego może być niewiarygodny. Mimo stwierdzenia w opisie badania hist.-pat. zmiany łagodnej, usunięte znamię może być np. czerniakiem.
  2. Po drugie, nie można się sugerować tym, że badanie histopatologiczne „musi” być prawidłowe, bo wykonano je w ramach leczenia w renomowanym szpitalu. Większość szpitali i poradni zleca badania „na zewnątrz”.
  3. Dlatego przy poważnych rozpoznaniach trzeba się zastanowić, czy nie zweryfikować badania histopatologicznego w innej placówce. Stawką jest nasze życie i zdrowie.
  4. Mamy prawo do odebrania preparatów histopatologicznych („bloczków”, „szkiełek”) bezpośrednio z pracowni patomorfologii, która wykonywała badanie.
  5. Czerniak usunięty wcześnie, zanim pojawią się się przerzuty, a szczególnie zanim zacznie naciekać głębsze warstwy skóry, jest nowotworem dość dobrze rokującym. We wczesnych stopniach zaawansowania (grubość naciekania nowotworu do 1 mm) wyleczalność czerniaka sięga 90-100 %.  Jeśli jednak – po początkowym uspokojeniu pacjenta fałszywie ujemnym wynikiem hist.-pat. – dojdzie do rozsiewu nowotworu, rokowania w czerniaku są niekorzystne.
  6. Nie ma co zwlekać z weryfikacją badania. Czas jest kluczową kwestią.
  7. Jeśli czerniak nie został usunięty na czas, bo czujność chirurga i pacjenta uśpił błędny wynik histopatologiczny stwierdzający, że zmiana ma charakter łagodny, pacjent ma prawo do zadośćuczynienia.
  8. Im szybciej pacjent rozpocznie proces ubiegania się o odszkodowanie za błędne nierozpoznanie czerniaka, tym lepiej. Łatwiej będzie udowodnić winę.

Więcej na temat błędów w badaniu hist-pat przeczytacie tutaj:

„Histopatologia – czy mam raka?”

„Odszkodowanie za błąd lekarza – pomylenie próbek”

„Kiedy człowiek staje się peselem”

***

Poniżej możesz posłuchać tego artykułu, natomiast pozostałe odcinki podcastu znajdziesz na stronie Błąd Lekarza.

 

Podcastu Błąd Lekarza możesz słuchać również na YouTube: