Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Jak uzyskać odszkodowanie?

Monitoring w szpitalu, a dokładnie obecność kamer w większości podmiotów leczniczych już nikogo nie dziwi. Podobnie – standardem stało się w postępowaniach karnych o błąd medyczny zabezpieczanie przez prokuratora prowadzącego śledztwo zapisu z kamer. Nagrania z monitoringu przydają się też czasem w procesach cywilnych. Na przykład w zakresie ustalenia chronologii wydarzeń na SOR czy przemieszczania się personelu.

Warto jednak wiedzieć, czy podmiot leczniczy ma pełną dowolność w nagrywaniu wszystkiego, co wiąże się z przebiegiem leczenia pacjenta, czy też są w tym zakresie jakieś ograniczenia.

O monitoringu napisałam już sporo w poście: „Monitoring – kamery w szpitalu”, a nawet rozdział książki. Od tamtej pory zmieniły się jednak przepisy. Czy na korzyść pacjentów? W mojej ocenie raczej nie.

Monitoring w szpitalu – stan prawny na 2024 r.

Obecnie kierownik podmiotu leczniczego może samodzielnie określić w regulaminie organizacyjnym sposób obserwacji każdego z pomieszczeń, w których są udzielane świadczenia zdrowotne. Jeśli chodzi na przykład o szpital, to wystarczy, że dyrektor uzna, iż jest to konieczne w procesie leczenia pacjentów lub do zapewnienia im bezpieczeństwa.

Decyzja powinna być oczywiście uzasadniona. Ma też zapewniać ochronę danych osobowych, a także uwzględnić prawo do intymności i godności pacjenta. Przynajmniej w teorii, bo w praktyce różnie bywa. Nagle na przykład okazuje się, że kąt ustawienia kamer się nie zmienił, za to układ łóżek na sali chorych już tak. A w kamerze widać znacznie więcej, niż powinno…

Monitoring – bezpieczeństwo pracowników

Monitoring wizyjny w pomieszczeniach ogólnodostępnych uzasadnia się też potrzebą zapewnienia bezpieczeństwa pracownikom, nie tylko pacjentom. To akurat nie dziwi, szczególnie jak sobie przypomnimy akcję pacjenta z Miechowa, który uznał, że zbyt długo czeka na pomoc w SOR. Polecam dla przypomnienia materiał: „SORry tu Yanek #13 – Demolka SOR w Miechowie”

Monitoring w szpitalu to monitoring wizyjny!

Monitoring, to nagrywanie obrazu, nie dźwięku!

Przepisy mówią o tym że ma on służyć „obserwacji pomieszczeń” i  że prowadzi się go za pomocą „urządzeń umożliwiających rejestrację obrazu”. Przetwarzanie tak wrażliwych informacji podlega wszelkim zasadom właściwym ochronie danych osobowych.

Wykluczone jest więc używanie w zainstalowanych w szpitalu kamerach funkcji  nagrywania dźwięku. To jest jak najbardziej zrozumiałe. Przecież w rozmowach powadzonych przez pacjenta z personelem czy z odwiedzającymi może padać wiele informacji czy to objętych tajemnicą lekarską i pielęgniarską, czy po prostu bardzo prywatnych. Ujawniane są najbardziej wrażliwe dane dotyczące naszego stanu zdrowia czy stanu psychicznego. Na nagrywanie „z dźwiękiem” pracowników szpitala nie zezwala też kodeks pracy.

Nagrania obrazu można przetwarzać wyłącznie dla celów zapewnienia bezpieczeństwa pacjentów i personelu, i przechowywać maksymalnie przez 3 miesiące.

Przymus bezpośredni – izolacja

Wyjątek w zakresie monitoringu przewiduje Ustawa o ochronie zdrowia psychicznego. Kiedy stosowany jest w stosunku do pacjenta przymus bezpośredni w formie izolacji, to:

  • pomieszczenie w którym przebywa pacjenta musi być wyposażone w instalację monitoringu. Ma to umożliwić stały nadzór nad osobą z zaburzeniami psychicznymi przebywającą w izolacji.  Taki monitoring jest też narzędziem kontrolnym. Można za jego pomocą sprawdzić,  jak wykonywane są przez personel czynności związane z tym rodzajem środka przymusu bezpośredniego;
  • osobę, wobec której zastosowano przymus bezpośredni w formie unieruchomienia, umieszcza się w pomieszczeniu jednoosobowym, ew. w wieloosobowym, ale osłaniając ją od innych osób;
  • monitorowanie i utrwalanie zapisu dźwięku z pomieszczenia nie może obejmować informacji objętych tajemnicą spowiedzi lub tajemnicą prawnie chronioną, np. tajemnicą lekarską.

Iluzoryczne prawo pacjenta

Dlaczego uważam, co zasygnalizowałam na wstępie, że tak szerokie uprawnienia dla dyrektora szpitala, to raczej zły kierunek? Bo pacjent jest na takiej pozycji, że może jedynie zdecydować o tym, że nie wyraża zgody na monitoring. Czyli albo – albo. Jeśli się nie zgadza, kamery powinno się wyłączyć. Ale w praktyce trudno mi wyobrazić sobie, że zestresowany pacjent, na przykład podczas przygotowywania do operacji, ma głowę do tego, żeby przejąć się informacją, że znajduje się w monitorowanej sali i oświadczyć, że nie wyraża zgody na rejestrację obrazu.

Monitoring w szpitalu

Monitoring w szpitalu

Kto odpowiada za monitoring w szpitalu?

Po drugie, przekazanie praktycznie nieograniczonych uprawnień w zakresie monitoringu dyrektorowi szpitala rodzi ryzyko, że sposób prowadzenia monitoringu i nadzór nad materiałami z nagrań wymknie się spod kontroli.

Zwykle w praktyce w szpitalu nikt tym, jak funkcjonuje monitoring, się przesadnie nie przejmuje. W pewnej prowadzonej przeze mnie sprawie karnej jednym z wątków jest zarzut utrudniania śledztwa. Oskarżony lekarz wprowadził w błąd policję twierdząc, że kamery w szpitalu nie mają funkcji nagrywania, podczas gdy jak najbardziej miały i w dacie rozmowy z policją mogły być zabezpieczone…

Dziś,  zgodnie z art.23a ust. 1a Ustawy o działalności leczniczej to

„Kierownik podmiotu wykonującego działalność leczniczą odpowiada za wykorzystywanie monitoringu zgodnie z przepisami prawa.”

Zobaczymy, jak ten przepis będzie funkcjonował w praktyce, gdy kiedyś okaże się, że regulamin organizacyjny swoje, a życie – w zakresie wykorzystywania monitoringu w szpitalu – swoje.

 

 

Nieczytelna dokumentacja medyczna

Jolanta Budzowska01 marca 20242 komentarze

Nieczytelna dokumentacja medyczna jest obiektem częstych żartów na różnych forach i grupach wsparcia w mediach społecznościowych. Quiz na temat: „kto odczyta co tu jest napisane” jest okazją do zaprezentowania swoich umiejętności odczytywania tzw. wężyków w historii choroby.

Żarty jednak na bok. Przecież nikt bez przyczyny nie zwraca się o wydanie mu dokumentacji medycznej. A jeśli już się zwraca, to chciałby ją otrzymać w wersji, która umożliwia zapoznanie się z jej treścią. Co, jeśli dokumentacja prowadzona jest odręcznie i w dodatku nieczytelnie?

Nieczytelna dokumentacja medyczna i co dalej?

Jeden z naszych klientów był dokładnie w takiej sytuacji. Udostępniona dokumentacja została sporządzona odręcznie i była zupełnie nieczytelna. Pacjent zwrócił się więc do lekarza o przepisanie dokumentacji pismem komputerowym. Lekarz w gabinecie zażądał podania przyczyny, po co pacjentowi to jest potrzebne.  Pacjent odmówił. Słusznie, bo nie musi uzasadniać korzystania ze swojego prawa pacjenta.

Na to lekarz odpowiedział, że nie ma możliwości przepisania dokumentacji medycznej. I co więcej: nie zamierza tego robić. Pacjent złożył skargę do Rzecznika Praw Pacjenta i czeka na jego decyzję.

Kto ma rację w tym sporze?

Naruszenie prawa pacjenta do informacji oraz do dokumentacji medycznej

Zgodnie z art. 9 Ustawy z dnia 6 listopada 2008 r. o prawach pacjenta i Rzecznik Praw Pacjenta (w skrócie: u.p.p.) pacjent ma prawo do informacji o swoim stanie zdrowia.  Żeby pozyskać pełne informacje, trzeba na ogół sięgnąć do dokumentacji medycznej.  Dlatego art. 23 u.p.p. gwarantuje nam też prawo dostępu do takiej dokumentacji.

Prawo do dokumentacji medycznej  jest jednym z fundamentalnych praw pacjenta. Przysługuje każdemu pacjentowi.

Podmiot leczniczy ma obowiązek umożliwić pacjentowi realizację jego prawa. Robi to prawidłowo tylko wtedy, gdy pacjent bez przeszkód może dowiedzieć się jakie informacje  znajdują się w jego dokumentacji oraz jakich świadczeń zdrowotnych mu udzielono.

Nieczytelny „rękopis” to naruszenie praw pacjenta

Faktem jest, że w opisywanej sprawie lekarz udostępnił pacjentowi dokumentację medyczną. Jednak wydał tę dokumentację  w takim stanie, w jakim ją sporządził. Czyli kompletnie nieczytelną. Prawo pacjenta do informacji o swoim stanie zdrowia, a także prawo do dokumentacji medycznej, zostało więc naruszone.

Prawo reguluje to, jak ma być prowadzona dokumentacja.  Wpis w dokumentacji medycznej dokonuję się  „niezwłocznie po udzieleniu świadczenia zdrowotnego, w sposób czytelny i w porządku chronologicznym.”*

Jeśli udostępniona pacjentowi dokumentacja medyczna jest nieczytelna i nie spełnia wymogów określonych w cytowanym rozporządzeniu, to narusza to prawo pacjenta do informacji o jego stanie zdrowia.

Lekarz (i każdy podmiot leczniczy) ma więc obowiązek „uczytelnienia” dokumentacji medycznej przed jej wydaniem pacjentowi, albo na jego żądanie. Rodzi to nierzadko szereg problemów dla podmiotu leczniczego.

Zdarzyło mi się już, że nikt w przychodni nie był w stanie „odcyfrować” pisma lekarza, który zmarł. Czasem szpital ma też problem, żeby dotrzeć do lekarza, który zmienił miejsce pracy. Kiedyś nawet sam autor wpisu nie był w stanie „przetłumaczyć na polski” na sali sądowej tego, co wcześniej nabazgrał w dokumentacji.

No, ale nie jest to problem pacjenta. Jakości dokumentacji medycznej trzeba pilnować na bieżąco. To jeden z obowiązków organizacyjnych podmiotu leczniczego.

 

 

*Zgodnie z § 4 pkt 1 rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 14 kwietnia 2020 r. w sprawie rodzajów, zakresu i wzorów dokumentacji medycznej oraz sposobu jej przetwarzania

Dokumentacja psychologa… może nie istnieć. W gabinetach prywatnych nieposiadających kontraktu z NFZ psycholog może w ogóle nie prowadzić dokumentacji z terapii. Jeśli jednak ma zwyczaj dokumentować pracę z pacjentem, to najczęściej przybiera to formę roboczych notatek.

W sejmowej zamrażarce od października 2021 r. leży jednak projekt nowej ustawy o zawodzie psychologa. Według projektu  psycholog będzie miał obowiązek prowadzenia indywidualnej dokumentacji psychologicznej w zakresie niezbędnym do udokumentowania wykonywanych działań psychologicznych. Psycholog będzie przechowywał taką dokumentację przez 10 lat od zakończenia działań.

Czy dokumentacja psychologiczną jest dokumentacją medyczną?

Psycholog nie jest lekarzem (w odróżnieniu od psychiatry), a dokumentacja psychologiczna co do zasady nie jest dokumentacją medyczną.

Obowiązująca Ustawa o zawodzie psychologa nie zawiera definicji pojęcia „dokumentacji psychologicznej”. Nie zmienia to jednak faktu, że i teraz, jeszcze przed wprowadzeniem w życie nowych przepisów, prowadzona przez psychologa dokumentacja w pewnych okolicznościach może być traktowana tak samo, jak dokumentacja medyczna.

Zgodnie ze stanowiskiem Ministerstwa Zdrowia, w zakresie udostępniania dokumentacji psychologicznej w pewnych sytuacjach będzie się też stosowało do niej uregulowania dotyczące dokumentacji medycznej z ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta:

„Z uwagi na brak odrębnych przepisów dotyczących dokumentacji psychologa (zarówno w ustawie o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, jak i w ustawie o zawodzie psychologa i samorządzie zawodowym psychologów), zasadnym wydaje się przyjęcie, że w przypadku świadczeń zdrowotnych udzielanych w poradni albo w szpitalu, dokumentacja psychologa stanowi dokumentację medyczną. Mają do niej zatem zastosowanie przepisy ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta oraz aktów wykonawczych (zapewnienie ochrony danych w niej zawartych, sposób prowadzenia, zasady udostępniania, okresy przechowywania).”

Czy psycholog ma obowiązek prowadzenia dokumentacji?

W prywatnym gabinecie psychoterapeutycznym psycholog (psychoterapeuta) nie ma obowiązku prowadzenia historii choroby pacjenta. Utrwaliła się natomiast praktyka, zgodnie z którą dokumentację psychologiczną dzieli się na poufną – notatki psychologa, protokoły badania, kwestionariusze, wytwory klienta oraz jawną – opinie psychologiczne, które udostępnia się klientowi.

Pacjent może natomiast poprosić swojego terapeutę o wystawienie opinii z terapii, a więc wnioski z przebiegu terapii. Pacjenci uzyskuję też zaświadczenia o poddawaniu się terapii – potwierdzające odbywanie psychoterapii w danym okresie. Szczegółowy zakres informacji podanych przez terapeutę w takim zaświadczeniu zależy od uzgodnienia z pacjentem.

Dokumentacja od psychologa

Czy psycholog ma obowiązek zachować tajemnicę zawodową?

Psycholog ma obowiązek zachowania w tajemnicy informacje związane z klientem, uzyskane w związku z wykonywaniem zawodu.

Oznacza to, że tajemnicą objęte są nie tylko wiadomości związane ze stanem zdrowia psychicznego klienta, lecz także wszelkie inne informacje dotyczące klienta uzyskane przez psychologa w związku z wykonywanym zawodem. Tajemnicą objęta jest nawet informacja o fakcie korzystania z usług psychologa.

Zwolnienie psychologa z tajemnicy zawodowej

Psycholog nie jest zobowiązany do zachowania tajemnicy zawodowej tylko  wtedy, gdy mamy do czynienia z sytuacją poważnego zagrożenia życie klienta lub innych osób, albo gdy stanowią tak przepisy innych ustaw.

Psychologa nie będzie obowiązywała tajemnica zawodowa także w przypadku zwolnienia go z obowiązku zachowania poufności przez sąd lub prokuratora (zgodnie z przepisami procedury karnej).

W procesie cywilnym na podstawie art. 262 § 2 kodeksu postępowania cywilnego psycholog może odmówić odpowiedzi na zadane pytanie, jeżeli zeznanie miałoby być połączone z pogwałceniem istotnej tajemnicy zawodowej.

Czy dokumentacja psychologiczna jest przydatna w procesie o błąd medyczny?

Tak, dokumentacja od psychologa jest przydatna. Wzmacnia tezy o wpływie błędu medycznego na stan psychiczny poszkodowanego pacjenta.

Koszty terapii są kolei elementem odszkodowania, a także renty z tytułu zwiększonych kosztów. Dobrze więc jest posiadać rachunki za terapię psychologiczną, albo przynajmniej pisemną informację o poniesionych wydatkach.

jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat, przeczytaj artykuł: „Czy psycholog może pomóc?

Zgoda na zabieg to temat interesującego artykułu prof. Rafała Kubiaka, który ukazał się w ostatnim zeszłorocznym numerze Ginekologii i Położnictwa. Tak, tak, prenumeruję takie pismo:). W publikacji omówione zostały trzy wyroki. Wszystkie dotyczą tego, w jaki sposób zgoda na leczenie i jej treść wpływa na odpowiedzialność lekarza i szpitala. Co ciekawe, jeden z tych wyroków to „nasz wyrok”.  Wygraliśmy dla klientki sprawę, gdzie rozstrzygająca okazała się właśnie kwestia braku wymaganej zgody na zabieg.

Nie ma tej publikacji rewolucyjnych tez. Zarówno lekarze, jak i prawnicy są zgodni, że prawidłowo poinformowany pacjent, akceptujący zabieg, przejmuje na siebie jego ryzyko w zakresie potencjalnych, typowych powikłań. Jeśli więc one wystąpią, lekarz nie poniesie odpowiedzialności.

Wymaga to jednak spełnienia dwóch zasadniczych warunków.

  • Po pierwsze, lekarz powinien prawidłowo wykonać swój obowiązek informacyjny. Tylko wtedy zgoda jest skuteczna prawnie. Oznacza to m.in., że zgoda nie może być zbyt ogólna, nie dostosowana do sytuacji konkretnego pacjenta.

 

  • Po drugie, powikłania też muszą być typowe i nie wynikać z błędu lekarza. Weźmy przykład operacji ortopedycznej. Pacjent został poinformowany, że mimo dołożenia staranności efekt leczenia może nie być satysfakcjonujący. Po zakończonej operacji i serii wizyt kontrolnych w poradni dowiaduje się jednak, że ręka „zrosła się krzywo”, bo źle wykonano zabieg. Wówczas fakt, że pacjent wyraził zgodę na zabieg i wiedział, że może – hipotetycznie – dojść do powikłań w postaci braku pełnej funkcjonalności kończyny, nie zwalnia lekarza od odpowiedzialności za błąd lekarski. Gdyby lekarz prawidłowo zespolił złamanie, mógł uniknąć nieprawidłowego zrostu.

Brak informacji o ryzyku – wadliwa zgoda na zabieg

W sprawie, którą prowadziliśmy, chodziło właśnie o brak wymaganej zgody na leczenie.

Poszkodowana pacjenta zgłosiła się do szpitala i podała, że utkwiła jej w przełyku najprawdopodobniej kość z kurczaka.  Odczuwała czasem „przeszkadzanie” w okolicach gardła i dyskomfort. Wykonano badania, w tym rtg szyi. Nie znaleziono ciała obcego, choć dopatrzono się obecności niewielkiego cienia na szyi.  Zalecono wykonanie ezofagoskopii.

Wziernikowanie przełyku – Egzofagoskopia

Ezofagoskopia jest badaniem, które polega na ocenie stanu wewnętrznych ścian przełyku za pomocą sztywnego (ezofagoskop) lub giętkiego endoskopu. Pozwala także wykonywać niektóre zabiegi diagnostyczne, takie jak biopsja, oraz zabiegi lecznicze – na przykład usunięcie ciała obcego.

Normalne powikłania – czyli o czym informować?

Pacjentka zadawała lekarce pytania odnośnie zabiegu ezofagoskopii i konieczności znieczulenia ogólnego.  Poinformowano ją o możliwym powikłaniu zabiegu w postaci utraty głosu jako najgorszym z możliwych powikłań.

Ostatecznie pacjentka została przyjęta do szpitala. Podpisała zgodę na ezofagoskopię oraz zgodę na zabieg w znieczuleniu ogólnym. W formularzu zgody nie było informacji na temat ryzyka uszkodzenia przełyku. I to mimo, że przedziurawienie przełyku stanowi schorzenie ciężkie i wiąże się z zagrożeniem życia. Operacja zszycia przełyku jest trudna i obarczona ryzykiem niepowodzenia lub powikłań.

Niestety do przedziurawienia przełyku u pacjentki doszło.  Konieczny był ratujący życie zabieg torakotomii prawostronnej. Na szczęście operacja naprawcza udała się. Przywrócono integralność przełyku. Rana przełyku wygoiła się. Przebieg pooperacyjny był niepowikłany. Pacjentka nie doświadcza już żadnych trudności ani bólu przy połykaniu.

Jatrogenne uszkodzenie

Wydający w procesie opinię biegły sądowy wskazał, że najbardziej prawdopodobną przyczyną powstania perforacji było zepchnięcie w trakcie wprowadzania ezofagoskopu kości połkniętej przez pacjentkę. Doprowadziło to do skaleczenia ściany przełyku. Lekarz wykonujący zabieg nie zauważył momentu perforacji. W protokole przeprowadzenia zabiegu brak było opisu jakichkolwiek powikłań, anomalii anatomicznych lub trudności technicznych zabiegu.

Nie zmienia to jednak faktu, że perforacja nie była zawiniona przez operatora. Jatrogenne uszkodzenie przełyku rozpoznano w krótkim czasie po zabiegu.

Zgoda na zabieg w oczach sądu

Sąd stwierdził, że zgoda pacjenta na dokonanie zabiegu medycznego, aby odniosła skutek, musi być świadoma. Obowiązkiem lekarza jest przedstawienie wszelkich niezbędnych informacji o samej procedurze medycznej i możliwych, związanych z nią powikłaniach, stosowanie do art.31 ustawy z 5 grudnia 1996r. o zawodzie lekarza i dentysty (tekst jedn. Dz.U. z 2015r., poz.464 ze zm.).

Obowiązek informacyjny nie sięga jednak tak daleko, by obejmował wszelkie możliwe skutki uboczne i powikłania. Lekarz nie ma obowiązku informowania o powikłaniach, których prawdopodobieństwo wystąpienia jest znikome. Z jednym wyjątkiem: gdy ich konsekwencje mogą być bardzo poważne. Co warte podkreślenia, obowiązek poinformowania o możliwych komplikacjach istnieje również wtedy, gdy nie ma alternatywnych metod leczenia (jak w omawianej sprawie).

Pacjentka została poinformowana o możliwości utraty głosu jako najcięższym powikłaniu zabiegu ezofagoskopii.

Pomimo, że to preformacja przełyku jest nie tylko najczęściej występującym statystycznie spośród wszystkich powikłań omawianego zabiegu (jak stwierdził biegły), ale także ma najcięższy charakter, ponieważ wiąże się z zagrożeniem życia pacjenta, nie przekazano pacjentce informacji o takim ryzyku.

Dlatego właśnie proces wygrała pacjentka, a sąd zasądził na jej rzecz zadośćuczynienie i odszkodowanie.

Skuteczna zgoda na zabieg

Skuteczna zgoda na zabieg

 

Dobrowolność leczenia

Stało się tak dlatego, że obowiązującą w polskim prawie zasadą jest dobrowolność leczenia. Jego podjęcie uwarunkowane jest aprobatą wyrażoną przez pacjenta. W orzecznictwie sądowym wielokrotnie podkreślano, że:

nawet jeżeli zabieg zostanie wykonany prawidłowo w sensie medycznym, lege artis, ale bez prawnie skutecznej zgody, jest bezprawny, co może prowadzić do wielopłaszczyznowej odpowiedzialności lekarza i zatrudniającego go zakładu leczniczego.

W orzecznictwie podnosi się jednak jeszcze inne znaczenie zgody, nawiązujące do relacji partnerskich łączących pacjenta i lekarza. Zakłada się, że zadaniem lekarza jest wyrównanie deficytów wiedzy medycznej, które ma pacjent.  W praktyce polega to na przekazaniu mu odpowiedniej informacji dotyczącej jego sytuacji zdrowotnej.  Na tej kanwie pacjent podejmuje decyzje terapeutyczne, które lekarz musi respektować. I to nawet, gdy w jego ocenie nie są optymalne!

W razie braku zgody nie wyłączy bezprawności zabiegu przeprowadzenie go zgodnie ze sztuką lekarską ani jego uzasadnienie medyczne, poza wypadkami gdy zgoda nie jest według ustawy konieczna.

Podkreślić należy, że tylko prawidłowo poinformowany pacjent, akceptujący zabieg, przejmuje na siebie jego ryzyko w zakresie potencjalnych, typowych powikłań.

O przełomowym wyroku SA w Warszawie (także „naszym”) z 2008 roku przeczytasz w artykule „Zgoda na zabieg – i wszystko jasne?”, gdzie znajdziesz także garść porad dla pacjenta w kwestii zgody na leczenie.

Jeśli się wahasz, czy zgodzić się na proponowany zabieg, sięgnij po metodę KRAN: „Metoda KRAN, czyli zgoda pacjenta”.

Endometrioza – jest to stan kiedy tkanka, która jest typowo w środku jamy macicy, występuje poza tym miejscem. Najczęściej w innych miejscach miednicy, czasem w jamie brzusznej, w mięśniu macicy, a nawet może znaleźć się w klatce piersiowej czy w układzie nerwowym. Na endometriozę cierpi co 10-ta kobieta w wieku rozrodczym. Jest to ogromna ilość chorych. Dodatkowo, spośród pacjentek z niepłodnością, aż co druga choruje na endometriozę. Większość kobiet z przewlekłym zespołem bólowym miednicy mniejszej cierpi na te chorobę.

Autorem tego postu jest lekarz, który zajmuje się endometriozą na co dzień. Śródtytuły, podobnie jak komentarz na końcu, napisany z punktu widzenia prawnika, który reprezentuje poszkodowane pacjentki, są moje (JB).

Błędy lekarskie w leczeniu endometriozy

Skoro to jest tak powszechny problem – podobnie jak cukrzyca czy nadciśnienie tętnicze – to skąd tutaj tyle mitów, błędów, powikłań i późnych rozpoznań, najczęściej po latach diagnostyki?

Główne przyczyny są dwie.

Czy ginekolog widzi endometriozę?

Pierwsza to brak wiedzy o tej chorobie wśród lekarzy, w tym ginekologów. W procesie kształcenia lekarza, a także w procesie specjalizacji ginekologicznej, endometrioza jest traktowana bardzo akademicko, teoretycznie. Lekarze teoretycznie wiedzą, że jest takie schorzenie, ale nie zwraca się uwagi ani na diagnostykę, ani na leczenie czy aspekty praktyczne.

Z czym można pomylić endometriozę?

Drugi powód jest taki, że endometrioza jest z jednej strony chorobą cywilizacyjną, powszechną, a z drugiej bardzo podstępną. Daje bardzo różne spektrum objawów. Leczenie objawowe  prowadzą zwykle początkowo specjaliści inni niż ginekolodzy. Dolegliwości z układu pokarmowego są leczone przez gastrologów, ze strony układu moczowego przez urologów. To samo dotyczy układu ruchu czy innych lokalizacji, zależnie od występowania lokalizacji ognisk tej choroby. A korelacja z nasileniem dolegliwości w okresie miesiączkowym – co mogłoby szybciej naprowadzić na właściwy trop – nie zawsze jest w endometriozie mocno zaznaczona.

Czy endometriozę widać w badaniach obrazowych?

Kolejny problem to diagnostyka. Standardowo badanie USG ginekologiczne – poza torbielą endometrialną – nie opisuje pozostałych postaci tej choroby. W standardowym opisie nie ma zaznaczonych innych struktur w miednicy niż sam narząd rodny, a ta choroba z definicji występuje poza nim.

To samo dotyczy badania RM.  Standardowy protokół rezonansu magnetycznego miednicy nie jest nacelowany na endometriozę.

Lekarzy ultrasonografistów na specjalizacji nie uczy się diagnozować endometriozy.

Błędy w diagnozie - endometrioza

Błędy w diagnozie – endometrioza

Czy „na NFZ” leczy się endometriozę?

Ostatni problem to leczenie. O ile leczenie zachowawcze hormonalne jest ogólnodostępne i często stosowane, o tyle leczenie operacyjne jest problemem. Wymaga specjalistycznego sprzętu, doświadczonych lekarzy, możliwości zajęcia bloku operacyjnego na wiele godzin. A NFZ nie widzi takich rodzajów operacji jako osobnej procedury. Nie refunduje więc  szpitalowi pełnych kosztów. Dyrekcje szpitali niechętnie więc patrzą na leczenie zabiegowe endometriozy.

Błąd w leczeniu endometriozy  czy błąd systemu?

I tak dochodzimy do sytuacji, w której powszechne stają się przypadki  źle diagnozowanych pacjentek, późno diagnozowanych pacjentek lub nieprawidłowo zoperowanych pacjentek. W mojej ocenie niezwykle rzadko stoi za tym błąd konkretnego lekarza, spowodowany brakiem staranności w diagnozowaniu czy leczeniu.

Problem endometriozy powinien być rozwiązany systemowo: od procesu kształcenia lekarzy na studiach, przez specjalizację, a kończąc na prawidłowej organizacji pracy.

Piszę ten post anonimowo, z perspektywy lekarza, który przez okres studiów i kształcenia specjalistycznego nie zerknął się ani raz z prawidłowym procesem diagnozowania czy leczenia endometriozy. To, że dziś endometrioza jest moją pasją i wiem, że potrafię ją leczyć, zawdzięczam tylko sobie.

Mój (JB) komentarz:

Nie wiem, czy szkolenie specjalizacyjne z ginekologii i położnictwa dostarcza wystarczającej wiedzy w odniesieniu do diagnozowania i leczenia endometriozy. Nawet, jeśli nie, to wiadomo, że skala problemu jest ogromna. Skoro tak, to każdy lekarz, a tym bardziej specjalista z zakresu ginekologii i położnictwa, podstawową wiedzę w odniesieniu do tego schorzenia posiadać musi.

Zatem, gdy trafiają do niego pacjentki z nieswoistymi objawami, mogącymi jednak mieć podłoże w endometriozie, powinien co najmniej brać endometriozę pod uwagę w diagnostyce różnicowej. Co za tym idzie:  w odpowiednich przypadkach pomyśleć o niej jako o podejrzeniu. Następnie poinformować o tym pacjentkę oraz skierować do odpowiedniego specjalisty. Na szczęście już w Polsce są specjaliści od endometriozy.

Jeżeli natomiast mimo braku odpowiedniej wiedzy podejmie się leczenia pacjentki z endometriozą i zrobi to nieprawidłowo (względnie rozpozna inną, nieistniejącą chorobę zamiast endometriozy, i uzna ją za przyczynę dolegliwości), to może za to ponosić odpowiedzialność prawną.

W ramach kancelarii BFP prowadzimy sprawy związana zarówno z nieprawidłowym rozpoznaniem choroby, jak i przebiegiem leczenia endometriozy.

Jolanta Budzowska, radca prawny