Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Jak uzyskać odszkodowanie?

Endometrioza – jest to stan kiedy tkanka, która jest typowo w środku jamy macicy, występuje poza tym miejscem. Najczęściej w innych miejscach miednicy, czasem w jamie brzusznej, w mięśniu macicy, a nawet może znaleźć się w klatce piersiowej czy w układzie nerwowym. Na endometriozę cierpi co 10-ta kobieta w wieku rozrodczym. Jest to ogromna ilość chorych. Dodatkowo, spośród pacjentek z niepłodnością, aż co druga choruje na endometriozę. Większość kobiet z przewlekłym zespołem bólowym miednicy mniejszej cierpi na te chorobę.

Autorem tego postu jest lekarz, który zajmuje się endometriozą na co dzień. Śródtytuły, podobnie jak komentarz na końcu, napisany z punktu widzenia prawnika, który reprezentuje poszkodowane pacjentki, są moje (JB).

Błędy lekarskie w leczeniu endometriozy

Skoro to jest tak powszechny problem – podobnie jak cukrzyca czy nadciśnienie tętnicze – to skąd tutaj tyle mitów, błędów, powikłań i późnych rozpoznań, najczęściej po latach diagnostyki?

Główne przyczyny są dwie.

Czy ginekolog widzi endometriozę?

Pierwsza to brak wiedzy o tej chorobie wśród lekarzy, w tym ginekologów. W procesie kształcenia lekarza, a także w procesie specjalizacji ginekologicznej, endometrioza jest traktowana bardzo akademicko, teoretycznie. Lekarze teoretycznie wiedzą, że jest takie schorzenie, ale nie zwraca się uwagi ani na diagnostykę, ani na leczenie czy aspekty praktyczne.

Z czym można pomylić endometriozę?

Drugi powód jest taki, że endometrioza jest z jednej strony chorobą cywilizacyjną, powszechną, a z drugiej bardzo podstępną. Daje bardzo różne spektrum objawów. Leczenie objawowe  prowadzą zwykle początkowo specjaliści inni niż ginekolodzy. Dolegliwości z układu pokarmowego są leczone przez gastrologów, ze strony układu moczowego przez urologów. To samo dotyczy układu ruchu czy innych lokalizacji, zależnie od występowania lokalizacji ognisk tej choroby. A korelacja z nasileniem dolegliwości w okresie miesiączkowym – co mogłoby szybciej naprowadzić na właściwy trop – nie zawsze jest w endometriozie mocno zaznaczona.

Czy endometriozę widać w badaniach obrazowych?

Kolejny problem to diagnostyka. Standardowo badanie USG ginekologiczne – poza torbielą endometrialną – nie opisuje pozostałych postaci tej choroby. W standardowym opisie nie ma zaznaczonych innych struktur w miednicy niż sam narząd rodny, a ta choroba z definicji występuje poza nim.

To samo dotyczy badania RM.  Standardowy protokół rezonansu magnetycznego miednicy nie jest nacelowany na endometriozę.

Lekarzy ultrasonografistów na specjalizacji nie uczy się diagnozować endometriozy.

Błędy w diagnozie - endometrioza

Błędy w diagnozie – endometrioza

Czy „na NFZ” leczy się endometriozę?

Ostatni problem to leczenie. O ile leczenie zachowawcze hormonalne jest ogólnodostępne i często stosowane, o tyle leczenie operacyjne jest problemem. Wymaga specjalistycznego sprzętu, doświadczonych lekarzy, możliwości zajęcia bloku operacyjnego na wiele godzin. A NFZ nie widzi takich rodzajów operacji jako osobnej procedury. Nie refunduje więc  szpitalowi pełnych kosztów. Dyrekcje szpitali niechętnie więc patrzą na leczenie zabiegowe endometriozy.

Błąd w leczeniu endometriozy  czy błąd systemu?

I tak dochodzimy do sytuacji, w której powszechne stają się przypadki  źle diagnozowanych pacjentek, późno diagnozowanych pacjentek lub nieprawidłowo zoperowanych pacjentek. W mojej ocenie niezwykle rzadko stoi za tym błąd konkretnego lekarza, spowodowany brakiem staranności w diagnozowaniu czy leczeniu.

Problem endometriozy powinien być rozwiązany systemowo: od procesu kształcenia lekarzy na studiach, przez specjalizację, a kończąc na prawidłowej organizacji pracy.

Piszę ten post anonimowo, z perspektywy lekarza, który przez okres studiów i kształcenia specjalistycznego nie zerknął się ani raz z prawidłowym procesem diagnozowania czy leczenia endometriozy. To, że dziś endometrioza jest moją pasją i wiem, że potrafię ją leczyć, zawdzięczam tylko sobie.

Mój (JB) komentarz:

Nie wiem, czy szkolenie specjalizacyjne z ginekologii i położnictwa dostarcza wystarczającej wiedzy w odniesieniu do diagnozowania i leczenia endometriozy. Nawet, jeśli nie, to wiadomo, że skala problemu jest ogromna. Skoro tak, to każdy lekarz, a tym bardziej specjalista z zakresu ginekologii i położnictwa, podstawową wiedzę w odniesieniu do tego schorzenia posiadać musi.

Zatem, gdy trafiają do niego pacjentki z nieswoistymi objawami, mogącymi jednak mieć podłoże w endometriozie, powinien co najmniej brać endometriozę pod uwagę w diagnostyce różnicowej. Co za tym idzie:  w odpowiednich przypadkach pomyśleć o niej jako o podejrzeniu. Następnie poinformować o tym pacjentkę oraz skierować do odpowiedniego specjalisty. Na szczęście już w Polsce są specjaliści od endometriozy.

Jeżeli natomiast mimo braku odpowiedniej wiedzy podejmie się leczenia pacjentki z endometriozą i zrobi to nieprawidłowo (względnie rozpozna inną, nieistniejącą chorobę zamiast endometriozy, i uzna ją za przyczynę dolegliwości), to może za to ponosić odpowiedzialność prawną.

W ramach kancelarii BFP prowadzimy sprawy związana zarówno z nieprawidłowym rozpoznaniem choroby, jak i przebiegiem leczenia endometriozy.

Jolanta Budzowska, radca prawny

 

Spośród wielu spraw o błąd medyczny prowadzonych przez kancelarię BFP nie jest łatwo wybrać te, które się wyróżniają. Mamy opinię prawników od procesów najtrudniejszych, najbardziej nietypowych, takich, które wymagają dużego doświadczenia. I to wszystko się zgadza – spośród wielu trafiających do nas spraw sporo jest takich, które stanowią prawdziwe wyzwanie. I to nie tylko dla pełnomocników, ale też biegłych i sędziów. 

Jak oszacować zadośćuczynienie za błąd medyczny?

Podsumowując powoli rok 2023 napiszę o dwóch szczególnych sprawach związanych z tzw „szkodą na osobie”. Obie łączy to, że poszkodowane otrzymały wysokie, jak na polskie warunki, zadośćuczynienie za doznaną szkodę na zdrowiu. Jednak udowodnienie tego, jak dużej krzywdy doznały, było bardzo trudne.

W pierwsze sprawie jasne od początku było, że chodzi o błąd medyczny. Przy czym nie było do końca jasne, co było źródłem kłopotów zdrowotnych pacjentki po operacji. A konkretnie, czy było to ciało obce i czy diagnostyka w toku leczenia była prawidłowa.

Błąd jatrogenny

Powołani w toku procesu biegli stwierdzili, że w podczas przeprowadzonego w 2000 r. u powódki  zabiegu doszło do zastosowania błędnej techniki operacyjnej. W trakcie wykonanej wówczas operacji brzusznej wszyto bowiem u pacjentki – bez żadnego uzasadnienia medycznego – siatkę polipropylenową w bezpośrednim kontakcie z jelitem. Co więcej, dobrano również nieprawidłowy rodzaj tego implantu. Dodatkowo zwiększało to ryzyko wystąpienia niekorzystnych następstw związanych z jego obecnością w jamie otrzewnej. Do takich powikłań zalicza się m.in. chorobę zrostową. 

Personel szpitala popełnił też inny, kardynalny błąd. Choć trzeba przyznać, że trudno go nazwać klasycznym błędem medycznym.  Otóż nie odnotowano w karcie informacyjnej wydanej pacjentce informacji o wszyciu implantu w obrębie jamy brzusznej. Żaden z lekarzy leczących później powódkę, a także sama pacjentka, nie mieli więc wiedzy, że w jamie otrzewnej pacjentki znajduje się „ciało obce”. Niestety zasadniczo – oczywiście negatywnie – wpłynęło to na dalsze leczenie poszkodowanej. 

Więcej o przyczynach pozostawiania ciał obcych, szczególnie chust operacyjnych, przeczytasz w poście „Chusta operacyjna po cięciu”.

Biegli w sprawie o błąd medyczny

Biegli powołani przez sąd nie mieli wątpliwości do do tego, że wszyta w 2000 r. siatka polipropylenowa była przewlekłym stymulatorem procesów zapalnych w obrębie jamy brzusznej. To z kolei stało się przyczyną stopniowego pogarszenia się stanu zdrowia powódki. Nikt nie zdiagnozował pierwotnej przyczyny jej kłopotów zdrowotnych podczas 19-letniego okresu od wszycia siatki aż do jej operacyjnego usunięcia.  W efekcie poszkodowana musiała być przez te lata żywiona pozajelitowo. Obecnie jej stan zdrowia, po operacji naprawczej, uległ poprawie, ale pewne szkody na zdrowiu są nieodwracalne.

Pacjentce przyznano w wyroku łączną kwotę zadośćuczynienia i odszkodowania w wysokości ponad 400 tys. zł. oraz miesięczną rentę. Można się tylko domyślać, jak trudno było „wycenić” sądowi te lata cierpień powódki.

Utrata szansy na rozwój osobisty

Druga sprawa to wprawdzie nie błąd medyczny, a konsekwencje wypadku rowerowego, ale także dobrze obrazuje, jak trudno jest udowodnić i przełożyć na pieniądze rozmiar krzywdy doznanej przez osobę poszkodowaną.

W tej sprawie Sąd Okręgowy przyznał powódce 250 tys. zł zadośćuczynienia. Złożyliśmy apelację,  a Sąd Apelacyjny podzielił nasz pogląd i uznał, że jest to kwota rażąco zaniżona.  Zasądził rekompensatę dwukrotnie wyższą –  500 tys. zł. z odsetkami ustawowymi za opóźnienie w zapłacie.

Poszkodowana doznała w wypadku urazu mózgu. Funkcjonuje samodzielnie. Niestety utraciła możliwość realizacji swoich najważniejszych aktywności życiowych i rozwoju osobistego.  Obecnie skupia się niemal wyłącznie na czynnościach związanych z podstawową egzystencją. Dodatkowo, w ocenie SA, istotną okolicznością przemawiającą za wyższą kwotą zadośćuczynienia jest młody wiek powódki.

Jak widać, pogląd SO na temat tego, że 250 tys. zł. to kwota odpowiednia w sytuacji tak ogromnej krzywdy, finalnie nie utrzymał się. Smutne jest jednak to, jak nisko – nadal – niektórzy sędziowie „wyceniają” zdrowie i życie ludzkie.

Błąd medyczny - podsumowanie 2023

Dobrowolna wypłata w postępowaniu likwidacyjnym

Warto przy tym wspomnieć, że w tej sprawie pozwany ubezpieczyciel dobrowolnie wypłacił na rzecz poszkodowanej kwotę jedynie około 21 tys. zł w toku postępowania likwidacyjnego.  Uznał tę kwotę za „odpowiednią rekompensatę”!

To samo dzieje się w procesach medycznych. W sprawach o błąd medyczny kwoty wypłacone dobrowolnie są na ogół jedynie  niewielką częścią tego, co można wywalczyć w procesie sądowym. Oczywiście, nie dotyczy to sytuacji, kiedy strony negocjują i zawierana jest ugoda jeszcze przed wystąpieniem z pozwem. Wówczas wynegocjowane kwoty w jakimś stopniu  satysfakcjonują obie strony, bo inaczej nie doszłoby do zawarcia porozumienia.

Zainteresowanym informacjami o innych sprawach wygranych przez kancelarię BFP oraz zakończonych ugodą polecam stronę kancelarii.  W miarę na bieżąco publikujemy tam informacje o niektórych zakończonych procesach i postępowania likwidacyjnych.

Z okazji Świąt życzę dużo zdrowia i jak najrzadszych kontaktów w systemem ochrony zdrowia!  No chyba, że profilaktycznie:)

Poniższy artykuł został przeze mnie opublikowany 18 czerwca 2021 r. Dziś zapadł kolejny wyrok w tej sprawie. Ten, który miałam na myśli pisząc:

„Teraz zajmiemy się udowadnianiem roszczenia o zadośćuczynienie, odszkodowanie i rentę za błąd medyczny. Może zdążymy z końcowym wyrokiem – i co najważniejsze – z rentą dla chłopców przed upływem 10 lat od śmierci ich matki…”

Zdążyliśmy, przynajmniej w I instancji. Sąd Okręgowy wydał dziś wyrok w przedmiocie zadośćuczynienia, renty i odszkodowania za błąd medyczny, który doprowadził do śmierci młodej kobiety  tuż po porodzie. Trójka dzieci, mąż, mama zmarłej – otrzymają łącznie ponad 1.100.000 zł. rekompensaty, a dzieci dodatkowo rentę alimentacyjną. I to wszystko z odsetkami ustawowymi od 2016 roku. Szpital ma też zapłacić blisko 200.000 zł. kosztów procesu. Polisa ubezpieczeniowa szpitala pokryje tylko część tych roszczeń.

Na marginesie: można sobie  – będąc na miejscu szpitala – zadać pytanie: czy było warto ciągnąć ten proces? Czy dyrekcja nie powinna, przynajmniej na którymś etapie, zastanowić się na ugodą z poszkodowanymi? Gospodarowanie finansami publicznymi to także odpowiedzialność za niezwiększanie kosztów.  To samo pytanie dotyczy zresztą też ubezpieczyciela. Odsetki w tej sprawie, biorąc pod uwagę stopień inflacji, będą niemałe.

A największe koszty poniosły i wciąż ponoszą – bo proces trwa – dzieci, mąż i rodzice zmarłej pacjentki. Te nieprzeliczalne na pieniądze.

Przeczytaj też: „Nie merytorycznie”

*** (18.06.2021 r.)

Dziś zapadł ważny dla mnie wyrok. Dotyczy odpowiedzialności za nadzór nad pacjentem, a konkretnie położnicą. Minęło właśnie sześć lat od śmierci młodej kobiety, matki trzech chłopców: 10-latka, 8-latka i najmłodszego, który nigdy nie pozna swojej mamy. Zmarła niespełna 3 godziny od zakończenia cięcia cesarskiego. Przez trzy kolejne dni rodzina nie uzyskała informacji, co było przyczyną śmierci. Aż pojawił się super-dowód: dokumentacja medyczna, z której wynikało, że nikt nie zawinił.

Dlaczego ten wyrok, ta sprawa była dla mnie szczególnie ważna? Bo oprócz tego, że trudno było nie dostrzec prawdy, bardzo trudno było ją udowodnić. Czyli udowodnić odpowiedzialność szpitala. Dokumentacja medyczna opisująca ostatni dzień życia pacjentki była sporządzona niemal perfekcyjnie. Ręczne wpisy personelu medycznego dokumentowały książkowy, idealny stan zdrowia położnicy, którą (rzekomo) troskliwie doglądano aż do niemal ostatniej minuty, kiedy to – ku zaskoczeniu wszystkich – znaleziono ją martwą.

O tej sprawie możesz przeczytać też w poście „Krwotok i wstrząs po cięciu cesarskim” oraz w poście: „2 godziny na śmierć”.

Sekcja zwłok kontra dokumentacja medyczna: super-dowód

Zapewne wszystko byłoby skutecznie zamiecione pod dywan, gdyby nie desperacja rodziców zmarłej, którzy zawiadomili prokuraturę. Prokuratura zabezpieczyła dokumentację co prawda późno, po kilku dniach, ale i tak na jedno szpital nie miał wpływu. Mianowicie na sądowo-lekarską sekcję zwłok wykonaną na zlecenie prokuratury. W niej wykazano, że w brzuchu zmarłej znajdowało się około 2 litrów krwi. Krwotok pooperacyjny miał swoje źródło w powikłaniach podczas cięcia cesarskiego.

Dokumentacja medyczna: super-dowód?

Dokumentacja medyczna: super-dowód?

 

Zaopatrzenie przeciętej na 1/3 obwodu tętnicy przymacicznej okazało się nieskuteczne. Personel przeoczył objawy krwotoku wewnętrznego. Kiedy utrata krwi przekroczyła 50 % krwi krążącej w organizmie kobiety, nie było już dla niej ratunku.

Błąd organizacyjny szpitala

W procesie najtrudniej było udowodnić, że obserwacje położonych odnotowane w dokumentacji są nieprawdziwe. Biegli z zakresu anestezjologii i ginekologii i położnictwa wydali w sumie blisko dziesięć opinii, które łączył wspólny mianownik. Organizacja oddziału pozostawiała wiele do życzenia. Pacjentka nie leżała na sali pooperacyjnej, a zatem nie opiekował się nią wyspecjalizowany personel. Nie była monitorowana w sposób ciągły, nie mierzono saturacji itd. Najważniejsze jednak, że biegli byli zgodni co do jednego:

„stan pacjentki nie mógł być tak dobry, jak to wyglądało w papierach”.

Ale z drugiej strony, każdy biegły ma pokusę, by dokumentacje medyczną traktować jak super-dowód, czyli coś, z czym się nie dyskutuje.

Fałszowanie dokumentacji medycznej

Tym razem jednak przeważył zdrowy rozsądek i logiczne stosowanie wiedzy medycznej. Gdyby naprawdę przebieg wydarzeń był taki, jak to zapisał personel medyczny w dokumentacji, to byłby to ewenement na skalę światową. Sensacja w nauce medycznej. Szpital powinien jechać z przypadkiem tej pacjentki na kongres anestezjologiczny. Z jakiegoś powodu jednak się tym nie chwalił. Czyżby obawa o kompromitację i oskarżenia o sfałszowanie dokumentacji medycznej?

Czas trwania procesu o błąd medyczny

Sąd Apelacyjny potwierdził dziś, że Sąd Okręgowy słusznie uznał w wyroku wstępnym odpowiedzialność szpitala za śmierć swojej pacjentki. Teraz zajmiemy się udowadnianiem roszczenia o zadośćuczynienie, odszkodowanie i rentę za błąd medyczny. Może zdążymy z końcowym wyrokiem – i co najważniejsze – z rentą dla chłopców przed upływem 10 lat od śmierci ich matki…

Prokuraturo, zacznij od początku

Zapomniałam dodać, że prokuratura w postępowaniu karnym nie zdołała udowodnić odpowiedzialności personelu w tej sprawie.  Choć dysponuje oczywiście znacznie większymi możliwościami niż ja jako pełnomocnik w postępowaniu cywilnym… Halo, Panie Prokuratorze! Czyta mnie Pan? Może warto wznowić postępowanie i naprawić błędy z tamtego postępowania przygotowawczego?

Zazwyczaj, jeszcze przed skierowaniem sprawy dotyczącej błędu medycznego do sądu, przeprowadza się tzw. postępowanie likwidacyjne. Jest to procedura, podczas której ubezpieczyciel podmiotu leczniczego (lub lekarza), któremu zarzucamy nieprawidłowe leczenie, ocenia zasadność zgłoszonych przez nas roszczeń.

Aby przybliżyć problematykę postępowań likwidacyjnych, a także wyjaśnić po co właściwie się je przeprowadza, przygotowałam odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania, które odnoszą się do likwidacji szkody przez ubezpieczycieli w sprawach dotyczących błędów medycznych.

Postępowanie likwidacyjne

Postępowanie likwidacyjne

 

  • Czy każdy szpital jest ubezpieczony od błędów medycznych?

Tak, a w zasadzie – zgodnie z obowiązującymi przepisami – każdy szpital powinien takie ubezpieczenie posiadać. Ponadto, nie tylko szpital, ale także lekarz, który prowadzi działalność leczniczą jako indywidualną praktykę lekarską, ma obowiązek zawarcia umowy ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej (OC).

  • Na jaką kwotę opiewa umowa obowiązkowego ubezpieczenia OC?

W odniesieniu do szpitali minimalna suma gwarancyjna ubezpieczenia OC, w okresie ubezpieczenia nie dłuższym niż 12 miesięcy, powinna wynosić równowartość w złotych: 100.000,00 euro w odniesieniu do jednego zdarzenia oraz 500.000,00 euro w odniesieniu do wszystkich zdarzeń, których skutki są objęte umową.

Natomiast dla lekarzy, minimalna suma gwarancyjna ubezpieczenia OC powinna wynosić równowartość w złotych 75.000,00 euro w odniesieniu do jednego zdarzenia oraz 350.000,00 euro w odniesieniu do wszystkich zdarzeń, których skutki są objęte umową.

Co to w praktyce oznacza, objaśniam (na przykładach) tutaj: „Kiedy odszkodowanie za błąd medyczny wypłacane jest z polisy?”

  • Czy wszystkie rodzaje zabiegów są objęte ubezpieczeniem OC?

Nie. Wyjątkiem w tym zakresie są zabiegi chirurgii plastycznej i zabiegi kosmetyczne. Obowiązkowe ubezpieczenie OC obejmuje szkody będące następstwem tych zabiegów wyłącznie wtedy, jeśli są one udzielane w przypadkach będących następstwem wady wrodzonej, urazu, choroby lub następstwem jej leczenia.

  • Czy postępowanie przed ubezpieczycielem w sprawie o błąd medyczny jest konieczne?

Choć brak uprzedniego zgłoszenia szkody do ubezpieczyciela podmiotu leczniczego nie uniemożliwi wystąpienia na drogę sądową, to jednak przed złożeniem pozwu warto z tej drogi skorzystać. Będzie to miało znaczenie np. dla terminu dochodzenia odsetek za zwłokę.

Ponadto, składając pozew, trzeba podać informację, czy strony podjęły próbę mediacji lub innego pozasądowego sposobu rozwiązania sporu, a w przypadku gdy takich prób nie podjęto, wyjaśnieć przyczyny ich niepodjęcia.

  • Jak ubezpieczyciel ocenia, czy w sprawie doszło do błędu medycznego?

Ubezpieczyciel zobowiązany jest do wszczęcia postępowania likwidacyjnego najpóźniej w terminie 7 dni od daty otrzymania zgłoszenia szkody. W tym czasie powinien:

– podjąć działania w celu ustalenia okoliczności zdarzenia, wysokości i zasadności świadczeń zgłoszonych przez poszkodowanego, a także

– przekazać poszkodowanemu informację, jakie dokumenty są niezbędne w celu dalszej likwidacji szkody.

W sprawach dotyczących błędów medycznych będzie to przede wszystkim dokumentacja medyczna oraz dokumentacja finansowa potwierdzająca poniesione koszty leczenia.

Ponadto, ubezpieczyciel jest uprawniony do zwrócenia się do podmiotów leczniczych, a także sądów, prokuratury, czy policji, o udostępnienie dokumentacji potrzebnej do rozpoznania sprawy – ma więc również możliwość uzyskania niezbędnej dokumentacji we własnym zakresie.

Po zebraniu dokumentacji, co do zasady ubezpieczyciel kieruje sprawę do lekarza orzecznika, który – działając na zlecenie i koszt ubezpieczyciela – ocenia, czy w sprawie doszło do błędu medycznego.

Wydana w toku postępowania likwidacyjnego opinia lekarska najczęściej stanowi następnie podstawę decyzji ubezpieczyciela, tj. uznania przez ubezpieczyciela swojej odpowiedzialność w sprawie lub odmowy uznania odpowiedzialności.

  • Ile trwa postępowanie przed ubezpieczycielem?

Co do zasady zakład ubezpieczeń powinien rozpoznać sprawę w ciągu 30 dni od otrzymania zgłoszenia. Termin ten może jednak ulec wydłużeniu, gdy w tym czasie nie będzie możliwe wyjaśnienie okoliczności koniecznych do ustalenia odpowiedzialności ubezpieczyciela albo wysokości świadczenia.

Taka sytuacja może być związana z koniecznością uprzedniego uzyskania opinii lekarza orzecznika – co będzie zasadą w przypadku spraw dotyczących błędów medycznych.

Z tego względu likwidacja szkody związanej z nieprawidłowym leczeniem zazwyczaj trwa więc dłużej niż 30 dni.

  • Czy odmowa uznania odpowiedzialności przez ubezpieczyciela kończy sprawę?

Nie. Jeżeli ubezpieczyciel odmówi uznania swojej odpowiedzialności za szkodę doznaną przez pokrzywdzonego błędem medycznym, to jak najbardziej można następnie złożyć pozew do sądu.

Decyzja ubezpieczyciela, a także wydane w toku postępowania likwidacyjnego opinie orzeczników, nie mają mocy wiążącej i nie zamykają poszkodowanemu drogi do uzyskania rekompensaty na drodze sądowej.

  • Czy zgłoszenie szkody związanej z błędem medycznym do ubezpieczyciela ma sens?

Zdecydowanie tak! Po pierwsze ma to wpływ na wspomniany już termin liczenia odsetek, a także pozwala oświadczyć przed sądem, że poszkodowany podjął próbę ugodowego rozstrzygnięcia sporu.

Po drugie, choć nie jest to regułą (a raczej wyjątkiem), w niektórych przypadkach postępowanie likwidacyjne kończy się podpisaniem ugody i wypłatą na rzecz poszkodowanego błędem medycznym zadośćuczynienia i odszkodowania. Jest to sytuacja o tyle komfortowa, że pozwala na uzyskanie świadczenia pieniężnego stosunkowo szybko, bez konieczności wieloletniego toczenia sporu sądowego.

Dla przykładu, w jednej z prowadzonych przeze mnie spraw  dotyczących nierozpoznania okołoporodowego uszkodzenia krocza, już na etapie postępowania likwidacyjnego, wynegocjowaliśmy ugodę, na mocy której ubezpieczyciel wypłacił na rzecz naszej klientki kwotę 200.000,00 zł tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę.

W innej ze spraw, dotyczącej pozostawienia ciała obcego, tj. chusty chirurgicznej w jamie brzusznej pacjentki, w efekcie czego konieczne stało się wykonanie po 3. miesiącach od pierwszego zabiegu, kolejnej rozległej operacji, w toku postępowania likwidacyjnego wynegocjowaliśmy ugodę, na mocy której ubezpieczyciel wypłacił na rzecz naszej klientki kwotę 100.000,00 zł tytułem zadośćuczynienia za krzywdę.

Postępowanie likwidacyjne może więc mieć pozytywne – dla poszkodowanego – zakończenie. Należy jednak dodać, że już na etapie zgłaszania do ubezpieczyciela szkody, warto skorzystać z pomocy prawnika wyspecjalizowanego w sprawach dotyczących błędów medycznych. Pozwoli to właściwie ukierunkować postępowanie już na jego początkowym etapie, co w znacznej mierze zwiększy szanse na uzyskanie adekwatnej rekompensaty za szkodę doznaną wskutek błędu medycznego.

Problemy związane z ubezpieczeniem i postępowaniem likwidacyjnym poruszyłam także w innych artykułach na blogu:

„Spokojny sen pacjenta (i lekarza) – co z odszkodowaniem? – tu można znaleźć przykład sytuacji, kiedy polisy obowiązkowe OC szpitala i lekarza okazały się niewysterczające, co się niestety zdarza bardzo często;

„Do ubezpieczycieli i ich pełnomocników” – o tym, że nie zawsze postępowanie likwidacyjne prowadzone jest rzetelnie, a w traktowaniu poszkodowanych czasem  brakuje empatii;

„Pozwać szpital czy ubezpieczyciela” – o tym, kto finansowo odpowiada za błąd medyczny.

 

Post przygotowałam we współpracy z mec. Anną Znachowską – członkinią mojego zespołu ds. błędów medycznych z kancelarii BFP.

 

 

Nierzetelna opinia biegłego to niestety dość częsty problem, z którym musi się zmierzyć pełnomocnik w sprawie o błąd medyczny. Z tego powodu mogę powiedzieć, że niejedną niespełniającą kryteriów opinię już widziałam, ale ta, nadesłana do mnie niedawno przez klientkę, jest na szczycie absurdów, z jakimi się zetknęłam.

Nie bez wpływu na to jest prawdopodobnie fakt, że sam pan profesor „biegły” ma szereg zarzutów o pośpieszne operowanie „nie tego” poziomu kręgosłupa. Występuje osobiście w co najmniej jednej sprawie,  którą prowadzę. Stąd zapewne ton czołobitności i pobłażliwości w stosunku do błędów kolegów po fachu.

Tak to tylko tu zostawię – oto fragment „opinii”, o której mowa.

Skarga pacjentki, a de facto kilka odrębnych skarg zawartych w aktach, są absolutnie niezasadne.

Pozwalam sobie na istotną ocenę własną: wszystkie skargi noszą znamiona nieuzasadnionej agresywności, zawierają treści fałszywe, bez wątpienia sugerowane pacjentce przez osoby trzecie. Niektóre z tych „zarzutów” sformułowań i język bez wątpienia pochodzą od ludzi związanych z medycyną – jak to się coraz częściej zdarza „usłużnych kolegów po fachu”.

Ze wzburzeniem i obrzydzeniem odczytuję oskarżenia tej roszczeniowej i niesubordynowanej pacjentki o rzekomym „uszkodzeniu jatrogennym”, „błędach podczas operacji”, „fałszowaniu i ukrywaniu dokumentacji”, „ukrywaniu faktów”, „operacji bez zgody pacjentki”, jej „oszukiwaniu” oraz „unikaniu kontaktu z chorą” przez doktora czy też „wymuszaniu” takich wizyt przez lekarzy z miejsca jej zamieszkania. To nie są sformułowania i język używane nawet przez najbardziej zbliżonego do medycyny pacjenta!

Nie bez kozery podkreślam fakt, że Pan doktor, jako jeden z niewielu podjął się – w imię wysokoetycznej troski o próbę oprawy stanu zdrowia cierpiącej i posiadającej deficyty neurologiczne, poprzednio operowanej NIE PRZEZ NIEGO, pacjentki. Należy podkreślić, że tzw. „wyjściowy”, czyli przedoperacyjny, zły stan Pani musiał mieć znaczący wpływ na potencjalne efekty planowanej operacji i właśnie dlatego pacjentka została o tym poinformowana przed operacją, o którą sama prosiła i na którą wyraziła zgodę.

Reasumując: wyjaśnienia Pana dr. n. med. XY zawarte w piśmie do (tu nazwa organu), uważam za zgodne z prawdą, sztuką medyczną oraz prezentowaną wysoką etyką lekarską oraz uczciwością i człowieczeństwem.

Z tych właśnie, coraz rzadziej spotykanych przymiotów, kolega dr. jest w Środowisku Lekarskim powszechnie znany i szanowany.”

 

Tadam.

Nierzetelna opinia biegłego

Ta nierzetelna opinia biegłego nie powinna nawet być nazwana opinią. A taki „biegły” zasługuje na natychmiastowe skreślenie z listy biegłych sądowych. Niestety, wobec powszechnego braku biegłych, szczególnie neurochirurgów, zapewne jeszcze długo  na niej pozostanie.

Pozostaje nam poczekać na prawdziwą reformę sądownictwa.

A o problemie biegłych można przeczytać także w innych moich wpisach, m.in.:

„Kiedy biegły sądowy zapłaci odszkodowanie za opinię?”

„Biegły medyk sądowy czy polityk?”

„Orzecznik – biegły w głoszeniu nieprawdy”

„Jak wygrać sprawę o błąd przy porodzie? Wygrać z biegłym!”