Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Jak uzyskać odszkodowanie?

Pacjent winny?

Jolanta Budzowska18 grudnia 2020Komentarze (0)

O tym, że proces przeciwko szpitalowi o błąd medyczny wymaga od pacjenta żelaznych nerwów, już kilka razy pisałam (m.in. w poście „To wina matki”). Trzeba być gotowym na nagłe zwroty akcji. Na to, że nagle pojawią się nowe, mniej lub bardziej abstrakcyjne teorie na temat niezawinionych przez nikogo z personelu przyczyn pogorszenia się stanu pacjenta. Gorzej, gdy szpital oskarża samego pacjenta lub jego rodzinę o zaniedbania, a tym samym przyczynienie się do szkody na zdrowiu. 

Pacjent sam winny błędowi medycznemu?

Do najbardziej przejmujących zarzutów, do jakich uciekają się szpitale w procesie o błąd, należą te, które sprowadzają się do obwiniania samego pacjenta albo rodziny za przebieg leczenia. Nie trzeba mieć wielkiej wyobraźni, aby postawić się na miejscu rodzica, któremu zarzuca się, że zbyt późno zareagował na objawy, które – jak się później okazało – zwiastowały sepsę u dziecka. Albo na miejscu matki, której szpital wmawia, że na pewno źle dbała o sobie w trakcie ciąży i stąd ciężkie niedotlenienie, jakie stwierdzono u noworodka.

Nieodwracalne uszkodzenie mózgu

Jeden z tego typu zarzutów pojawił się w sprawie, zakończonej niedawno przeze mnie przed warszawskim Sądem.  Dla poszkodowanego młodego mężczyzny wygraliśmy  1 mln. złotych zadośćuczynienia, 11 tyś. zł. miesięcznie renty, kilkaset tysięcy złotych odszkodowania i odsetki za 5 lat trwania procesu o błąd medyczny. Samo postępowanie nie trwało długo jak na proces o błąd medyczny, bo 4 lata, w sprawie Sąd musiał jednak rozważyć wiele wątków.

W pozwie zarzucaliśmy, że przez opóźnienie w skutecznym przywróceniu oddechu u pacjenta doszło do nieodwracalnych zmian w OUN. Po planowej operacji laryngologicznej pacjent ekstubował się, wyciągnął sobie rurkę intubacyjną. Następnie, wskutek niedotlenienia doszło u chorego do nagłego zatrzymania krążenia. Obecny na sali operacyjnej personel medyczny nie potrafił przywrócić wentylacji. Dopiero wezwany laryngolog skutecznie wykonał intubację przy pomocy diretoskopu. Niedotlenienie i nagłe zatrzymania krążenia u pacjenta doprowadziło do nieodwracalnego uszkodzenia mózgu. Wskutek tych zdarzeń mężczyzna znajduje się w stanie wegetatywnym.

Pacjent (nie)winny

Szpital twierdził, że to pacjent jest winny. Sam się przecież przyczynił do swojego stanu. Mógł się nie ekstubować…!  No tak, wydawałoby się, logiczne. Bylibyśmy zawsze bezpieczni w szpitalu, gdybyśmy byli zdrowi. Wtedy byśmy przecież w ogóle do szpitala nie trafili, a więc nie byłoby ryzyka, że będziemy źle leczeni. Proste? Proste.

Tyle, że ten pacjent jednak wymagał leczenia szpitalnego. Operacja się udała, ale po niej przez jakiś czas musiał jeszcze oddychać z użyciem rurki intubacyjnej. W chwili, której doszło do ekstubacji, pacjent znajdował się w stanie, w którym nie kontrolował swojego zachowania. Był nadal pod wpływem środka znieczulającego, działał odruchowo. Wyciągnięcie rurki dotchawicznej, które doprowadziło do niedotlenienia, zostało ocenione przez Sąd jako zachowanie niezależne od jego woli.

Przyczynienie się pacjenta

Teoretycznie,  jeżeli poszkodowany przyczynił się do powstania lub zwiększenia szkody, obowiązek jej naprawienia ulega odpowiedniemu zmniejszeniu stosownie do okoliczności, a zwłaszcza do stopnia winy obu stron. Tak mówi przepis.*

Przyczynienie się pacjenta

Tylko zachowanie zawinione lub obiektywnie nieprawidłowe poszkodowanego może stanowić podstawę zmniejszenia należnego mu odszkodowania

Jest jednak kilka warunków, które nie zostały spełnione w omawianej sprawie. Przede wszystkim zachowania pacjenta nie sposób ocenić jako obiektywnie nieprawidłowego. Najważniejsze jednak, co podkreślił Sąd w uzasadnieniu:

„To na personelu medycznym spoczywał obowiązek zapewnienia pacjentowi należytego nadzoru. Teza o przyczynieniu się poszkodowanego w świetle okoliczności sprawy jawi się jako przerzucająca odpowiedzialność na powoda za zachowania, którym powinien zapobiec pozwany Szpital. Zdaniem Sądu wywodzenie korzystnych skutków z własnych zawinionych zaniedbań pozwanego jest niedopuszczalne. Podsumowując stwierdzić należy, że nie było podstaw do przyjęcia się poszkodowanego do powstania szkody.”

*art. 362 Kodeksu Cywilnego

Ps O podobnej sprawie przeczytasz tutaj: „Trudności intubacyjne, czyli kiedy standardowa operacja kończy się tragedią”.

Dzisiejszy wpis będzie jak ściąga, czyli krótki i treściwy. Co prawda, nie pochwalam ściągania, ale samo pisanie ściąg zawsze dobrze porządkowało wiedzę:-) Spróbuję w telegraficznym skrócie odpowiedzieć na często zadawane pytanie odnośnie przedawnienia odpowiedzialności karnej lekarza i pielęgniarki, czyli:

„Pani Mecenas, sprawa  w prokuraturze przeciwko lekarzowi ciągnie się już x lat. Czy się nie przedawni?”

Przedawnienie odpowiedzialności karnej

Przestępstwa, o których popełnienie najczęściej oskarżani są lekarze i pielęgniarki, to:

  • nieumyślne spowodowanie śmierci człowieka (art. 155 Kodeksu karnego),
  • nieumyślne spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu (art. 156 § 2 Kodeksu karnego),
  • nieumyślne naruszenie czynności narządu ciała lub rozstroju zdrowia (art. 157 § 3 Kodeksu karnego),
  • nieumyślne narażenia człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu (art. 160 § 3 Kodeksu karnego).
Przedawnienie karalności przestępstw "lekarskich"

Przedawnienie karalności przestępstw „lekarskich”

Od kiedy liczymy przedawnienie w procesach „lekarskich”?

Przedawnienie w tych przypadkach liczone jest od dnia popełnienia przestępstwa. W zależności od charakteru zdarzenia jest to – upraszczając – data śmierci poszkodowanego, data spowodowania szkody na zdrowiu pacjenta lub data narażenia pacjenta na niebezpieczeństwo.

Kiedy prokurator wszczyna śledztwo…

Wszczęcie postępowania przygotowawczego przez organ procesowy w okresie przedawnienia wydłuża ten termin o 10 lat w przypadku każdego z powyższych przestępstw (102 Kodeksu Karnego).

Pamiętajmy jednak, że wszczęcie postępowania, aby skutecznie wydłużyło termin przedawnienia,  musi dotyczyć konkretnego czynu, którego karalność ma być badana. Inne śledztwo czy dochodzenie nie ma wpływu na przedawnienie  karalności „głównego” przestępstwa.  Nawet, gdy dotyczy powiązanej sprawy, np. fałszowania dokumentacji medycznej czy składania fałszywych zeznań przez lekarza w postępowaniu cywilnym.

Czy data postawienia zarzutów lekarzowi ma znaczenie?

Artykuł 102 Kodeksu Karnego, mówiący o terminach przedawnienia, odnosi się obecnie zarówno do fazy postępowania ad rem ( w sprawie) jak i in personam (przeciwko konkretnej osobie). Nie ma zatem znaczenia czy, komu i kiedy prokurator (organ procesowy) postawił zarzuty, o ile zostaną one ogłoszone podejrzanemu w wydłużonym terminie. I o ile oczywiście wcześniej zostało wszczęte postępowanie w sprawie przebiegu leczenia, z którym pacjent wiąże odpowiedzialność karną personelu. Przedawnienie odpowiedzialności karnej lekarza czy pielęgniarki wówczas się wydłuża.

Kiedy lekarza skazać nie można

Terminu przedawnienia nie można jednak wydłużać w nieskończoność. Nawet jeśli sprawa jest w sądzie, to przedawnienie nieubłaganie biegnie. Jeśli w przewidzianym czasie nie uda się więc doprowadzić do wydania prawomocnego wyroku skazującego, nastąpi przedawnienie karalności.

Z uwagi na ustanie karalności wydanie wyroku po upływie terminu przedawnienia nie będzie możliwe. Nikt nie zostanie skazany, nawet jeśli materiał dowodowy świadczył w naszej ocenie niezbicie o winie lekarza czy pielęgniarki.

PS. Odszkodowanie za błąd lekarski i przedawnienie prawa do odszkodowania dla poszkodowanego pacjenta, to zupełnie inna historia niż przedawnienie odpowiedzialności karnej lekarza. Przeczytaj o tym w postach: „Czy odszkodowanie za błąd okołoporodowy przedawni się?” i „Przedawnienie odszkodowania za błąd medyczny”.

PS2. W związku z epidemią SARS-CoV-2  w okresie od 31.03.2020 roku do 16.05.2020 roku bieg przedawnienia karalności był zawieszony.

Rozprawa zdalna – poradnik świadka

Jolanta Budzowska15 listopada 20208 komentarzy

Rozprawa zdalna ma być podstawowym sposobem, w jaki proceduje sąd w czasie epidemii. Jak się przygotować do takiej rozprawy? Jakiś czas temu napisałam poradnik dla osób, które mają być świadkiem. Warto do niego sięgnąć, bo nadal odbywają się rozprawy „w realu”. Poza tym, większość zawartych tam wskazówek ma zastosowanie także do rozpraw online. Poradnik znajdziesz tutaj:

Jestem świadkiem o błąd medyczny: „Poradnik świadka”

Rozprawa zdalna

Od czasu napisania tamtego poradnika minęło trochę czasu. Mamy nową rzeczywistość: rozprawy zdalne, które według odpowiednich przepisów i wytycznych Ministerstwa Sprawiedliwości stały się zasadą w czasie epidemii. Czas zatem na garść wskazówek dla świadków, którzy mają złożyć zeznania podczas rozprawy zdalnej.

Zebrane w nowym poradniku uwagi wynikają z moich osobistych doświadczeń z rozpraw przeprowadzanych w sposób zdalny.

Tu znajdziesz ten nowy poradnik: „Rozprawa zdalna – poradnik świadka”.

Dodatkowe wskazówki dotyczące rozprawy zdalnej zawarłam też w poście „Wideorozprawa, czyli pierwsze koty za płoty”. Zachęcam Cię do jego przeczytania.

Pomijając utrudnienia związane z kwestiami technicznymi czy dystansem uważam, że rozprawy zdalne mają więcej zalet niż wad. Niedogodności związane z tą formą dotykają nie tylko świadków, ale i Sąd, protokolantów, urzędników sądowych (którzy mają więcej pracy z potwierdzaniem rozpraw i kwestiami technicznymi), informatyków i wreszcie pełnomocników. Ale ich podstawową zaletą jest, że w ogóle się odbywają, a procesy idą do przodu!

Rozprawa zdalna - poradnik świadka

Rozprawa zdalna – poradnik świadka

Do zobaczenia na rozprawie zdalnej!

 

Klauzula dobrego Samarytanina* to nadzieja dla lekarzy, pielęgniarek i ratowników medycznych na bezpieczeństwo prawne w dobie epidemii. To jednak także niepokój pacjentów, którzy kierują do mnie pytania, czy po wejściu w życie nowych przepisów nikt już nie odpowie za błędy medyczne?

Do ponownej analizy tego przepisu skłoniła mnie prośba red. Patrycji Otto z DGP o wypowiedź na ten temat.  Artykuł podlinkuję, gdy się ukaże. Wcześniej już problemem zajęła się red. Karolina Kowalska z Rzeczpospolitej w artykule „Klauzula miłosiernego samarytanina: twój błąd medyczny jest gorszy niż mój.

Klauzula dobrego Samarytanina uwolni tylko od prokuratora

Dla pacjentów najważniejsze jest, że klauzula dobrego Samarytanina dotyczy wyłącznie odpowiedzialności karnej konkretnego członka personelu medycznego. Nawet, jeśli lekarz pracujący w szpitalu nie odpowie za błąd lekarski, bo prokuratura uzna, że nie popełnił on przestępstwa w świetle tej klauzuli, to nie zamyka to drogi pacjentowi do uzyskania od podmiotu leczniczego (najczęściej szpitala) i jego ubezpieczyciela odszkodowania za błąd medyczny. Jeśli lekarz pracuje na tzw. kontrakcie, to mimo, że unika odpowiedzialności karnej, nadal może być zobowiązany do zapłaty pacjentowi odszkodowania.

Wróćmy zatem do odpowiedzialności karnej. Kiedy i kto jej uniknie, powołując się na klauzulę dobrego Samarytanina?

Klauzula dobrego Samarytanina (obraz za van-gogh.pl)

Klauzula dobrego Samarytanina

Przestępstwa „lekarskie” i „pielęgniarskie”

Przepis wyłącza możliwość ukarania za popełnienie wymienionych przestępstw:

  • nieumyślnego spowodowania śmierci człowieka (art. 155 Kodeksu karnego),
  • nieumyślnego spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu (art. 156 § 2 Kodeksu karnego),
  • nieumyślnego naruszenia czynności narządu ciała lub rozstroju zdrowia (art. 157 § 3 Kodeksu karnego),
  • nieumyślnego narażenia człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu (art. 160 § 3 Kodeksu karnego),

czyli praktycznie wszystkich przestępstw, jakich popełnienie najczęściej zarzuca się medykom.

Klauzula dobrego Samarytanina nie dla wszystkich

Klauzula dotyczy: lekarzy i lekarzy dentystów oraz lekarzy w trakcie specjalizacji (działają na podstawie ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty), felczerów, pielęgniarek i położnych i ratowników medycznych. Już jednak np. fizjoterapeuci i diagności laboratoryjni mogą mieć problem. Wg mnie możliwość powołania się na klauzulę dobrego Samarytanina będą mieli jedynie wówczas, kiedy zostaną skierowani do pracy przy zwalczaniu epidemii.

Klauzula dobrego Samarytanina – warunki stosowania

Kolejnymi warunkami zastosowania klauzuli są:

  1. czyn zabroniony musi być popełniony w okresie ogłoszenia stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii,
  2. w ramach rozpoznawania lub leczenia COVID-19,
  3. podczas działania w szczególnych okolicznościach.

Mimo spełnienia wszystkich wymienionych wyżej warunków, na klauzulę nie będzie się można powołać, gdy spowodowany skutek był wynikiem rażącego niezachowania ostrożności, wymaganej w danych okolicznościach.

Bezkarność gwarantuje tylko COVID-19

O niepopełnieniu przestępstwa będzie można mówić wyłącznie, gdy chodzi o przypadki rozpoznawania lub leczenia COVID-19 u danego pacjenta.

Klauzula nie będzie zatem usprawiedliwiała czynów związanych z nienależytym leczeniem innych przypadków medycznych. Zakres jej zastosowania jest więc stosunkowo wąski. Nie obejmuje na przykład sytuacji, gdy przemęczony i pracujący ponad siły w warunkach epidemii lekarz POZ, podczas leczenia pacjenta nie cierpiącego na COVID-19 popełnia błąd diagnostyczny, bo np. nie rozpoznaje udaru.

Przykład I

Pacjentka l. 69 ma temperaturę ponad 39 stopni. Lekarz rodzinny udziela jej teleporady i stwierdza, że to zapalenie zatok. Przepisuje antybiotyk. Przez kolejne 10 dni wysoka temperatura utrzymuje się, dochodzą duszności, problemy z oddychaniem i kaszel. Następnie, w drodze kolejnej teleporady pacjentka dostaje drugi antybiotyk. Stan się jednak pogarsza. Lekarz odmawia w drodze teleporady skierowania na test COVID-19. Rodzina wzywa pogotowie. Pacjentka trafia do szpitala, gdzie rozpoznano zapalenie płuc, sepsę, zastosowano respiroterapię, a test na COVID-19 okazuje się dodatni. Po kilku dniach pacjentka umiera.

Lekarz POZ w postępowaniu karnym nie będzie mógł się powołać na klauzulę dobrego Samarytanina, ponieważ:

  • nie działał w szczególnych okolicznościach – np. osobiste badanie pacjentki było możliwe;
  • błąd diagnostyczny i terapetyczny był wynikiem rażącego niezachowania ostrożności wymaganej w danych warunkach. Lekarz powinien był postawić podejrzenie zakażenia wirusem COVID-19 z uwagi na objawy prezentowane przez pacjentkę i skierować ją na test lub do leczenia w warunkach szpitalnych.

„Nie popełnia przestępstwa, o którym mowa w art. 155, art. 156 § 2, art. 157 § 3 lub art. 160 § 3 ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks karny (Dz. U. z 2020 r. poz. 1444 i 1517), ten, kto w okresie ogłoszenia stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii, udzielając świadczeń zdrowotnych na podstawie ustawy z dnia 5 grudnia 1996 r. o zawodach lekarza i lekarza dentysty (Dz. U. z 2020 r. poz. 514, 567, 1291 i 1493), ustawy z dnia 20 lipca 1950 r. o zawodzie felczera (Dz. U. z 2018 r. poz. 2150 oraz z 2020 r. poz. 1291), ustawy z dnia 15 lipca 2011 r. o zawodach pielęgniarki i położnej (Dz. U. z 2020 r. poz. 562, 567, 945 i 1493), ustawy z dnia 8 września 2006 r. o Państwowym Ratownictwie Medycznym (Dz. U. z 2020 r. poz. 882) albo ustawy z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi w ramach rozpoznawania lub leczenia COVID- 19 i działając w szczególnych okolicznościach, dopuścił się czynu zabronionego, chyba że spowodowany skutek był wynikiem rażącego niezachowania ostrożności wymaganej w danych okolicznościach.”.

Przykład II

Lekarz chirurg, operując w szpitalu jednoimiennym w trybie pilnym pacjenta z wypadku drogowego z dodatnim testem COVID-19, używa do zabiegu elektrokoagulatora (urządzenia do diatermii chirurgicznej). Dochodzi do przebicia prądu i rozległego poparzenia pacjenta. Nikt z zespołu nie zauważył, że elektroda bierna, przylepiona do skóry pacjenta, jest zniszczona. W szpitalu są braki kadrowe, zarówno wśród pielęgniarek operacyjnych, jak i lekarzy i personelu technicznego. Członkowie zespołu stosują środki ochrony osobistej, operują w kombinezonach i goglach. Są przemęczeni z uwagi na wielogodzinne dyżury.

Czy za poparzenie pacjenta odpowie karnie lekarz – operator lub pielęgniarka instrumentariuszka?

Nie. Występują wszystkie okoliczności pozwalające powołać się i lekarzowi, i pielęgniarce na klauzulę dobrego Samarytanina:

  • do poparzenia pacjenta doszło w stanie epidemii,
  • do poparzenia doszło w ramach rozpoznawania lub leczenia COVID-19  (skoro pacjent miał dodatni test, to należy uznać, że cały proces jego leczenia jest związany także z leczeniem COVID-19, bo np. z tego powodu operowany był w szpitalu jednoimiennnym)
  • zespół operacyjny działał w szczególnych okolicznościach
  • niezauważenie uszkodzenia elektrody nie było wynikiem rażącego niezachowania wymaganej ostrożności.

Przykład III

Fizjoterapeuta, zatrudniony na etacie w szpitalu przekształconym w jednoimienny, w trakcie prowadzenia rehabilitacji oddechowej pacjenta z Covid -19 po zabiegu przepukliny brzusznej, nie zachował ostrożności i nie zapobiegł upadkowi pacjenta z łóżka. Czy będzie się mógł powołać na klauzulę dobrego Samarytanina?

Nie wdając się w analizę innych przesłanek: być może tak, ale tylko wówczas, gdy wykaże, że został skierowany do pracy przy zwalczaniu epidemii w trybie  ustawy z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi.

Uwagi końcowe

*właściwie powinno być „klauzula miłosiernego Samarytanina”

„Pewien człowiek schodził z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców. Ci nie tylko że go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego, odeszli. Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan; zobaczył go i minął. Tak samo lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, minął. Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go. Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: „Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał”. Któryż z trzech okazał się według twego zdania bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców? On odpowiedział: „Ten, który mu okazał miłosierdzie”. Jezus mu rzekł: „Idź i ty czyń podobnie!”. Łk 10, 30-37 

**przepis jeszcze nie wszedł w życie, ustawa o zmianie niektórych ustaw w związku z przeciwdziałaniem sytuacjom kryzysowym związanym z wystąpieniem COVID-19 jest w trakcie procesu legislacyjnego

Są tematy, które już wielokrotnie były poruszane przeze mnie na blogu. Nie sposób jednak do nich nie wrócić, bo są jak bumerang. Zmagam się z nimi w codziennej praktyce. Do takich zagadnień należą: oczywisty błąd medyczny, chusta chirurgiczna w brzuchu  i opinie biegłych. Wydawałoby się, że nie ma pomiędzy nimi wspólnego mianownika. A jednak:-)

Oczywisty błąd lekarza

Czasami klienci, którzy się do mnie zwracają o poradę i przyjęcie sprawy do prowadzenia, zaczynają swoją opowieść od słów: 'Pani Mecenas, w moim przypadku sprawa jest oczywista”. Tak, bywają „oczywiste” błędy lekarskie. Ale najczęściej to, co oczywiste dla nas, pacjentów, nie zawsze jest oczywiste dla naszego przeciwnika procesowego, jego ubezpieczyciela, biegłych, a na końcu dla sądu. W procesie często okazuje się, że szpital próbuje – wzorem klasyka – przekonać sąd i biegłych, że czarne jest białe, a białe jest czarne.

W efekcie, do ugody, która jest wynikiem uznania, że ewentualny proces o błąd medyczny nie ma sensu, bo odpowiedzialność podmiotu leczniczego jest oczywista, więc szpital „na bank” przegrałby – dochodzi  naprawdę rzadko. Zdarzają wie oczywiście wyjątki. Ostatnio ubezpieczyciel uznał naszą argumentację juz w toku postępowania likwidacyjnego. Chodziło o błędne przepisanie leku. Można o tym przeczytać na stronie kancelarii BFP.

Chusta w brzuchu

Tak jak błędna recepta czy pomyłka w podaniu leku, tak „chusta w brzuchu” wydaje się być przypadkiem, gdzie odpowiedzialność szpitala jest stosunkowo prosta do wykazania. Jak bardzo się mylimy tak myśląc, opiszę w dalszej części postu, pokazując, jak wyglądają próby przekonania biegłych do racji szpitala.

Ryzyko pozostawienia ciała obcego

Najczęstszym czynnikiem ryzyka związanym z blokiem operacyjnym jest nieprzeprowadzenie procedury liczenia materiału operacyjnego lub jej nierzetelne wykonanie przez pielęgniarkę operacyjną.

Opinie biegłych

… bywają lepsze i gorsze. Poza warstwą merytoryczną, czasem z tonu biegłego przebija zaangażowanie emocjonalne, czasem zniecierpliwienie. Nierzadko biegły daje wyraz swoim np. prolekarskim lub – rzadziej – propacjentowskim przekonaniom. To akurat nie najlepiej, bo wszystkie te elementy są podstawą do kwestionowania opinii, choćby była najlepsza na świecie pod względem fachowej oceny przebiegu leczenia.

Chusta chirurgiczna w brzuchu i jej losy w procesie

Mam przed sobą chyba już ósmą opinię wydaną w sprawie pacjentki. Od początku nie ma wątpliwości, że  serwetę chirurgiczną w brzuchu pacjentki pozostawiono podczas operacji usunięcia mięśniaka macicy w dniu XX.YY.ZZZZ. Ale… chwileczkę! To my tak twierdzimy. Szpital od 4 lat nieustępliwie broni stanowiska, że to nie oni i że w ogóle to wina pacjentki.

Chusta chirurgiczna w brzuchu

To inaczej ciało obce w polu operacyjnym. Pozostawienie ciała obcego występuje najczęściej po cholecystektomii, cesarskim cięciu i histerektomii. W Polsce brak jest oficjalnych danych na temat częstości występowania tego powikłania.

Cytaty z pewnej opinii sądowej

A biegli na to (na pytania szpitala) tak:

„Czy zaniechanie powódki do stawienia się na kontrolę lub inne jej zachowanie mogło opóźnić diagnostykę i usunięcie ciała obcego (chusty chirurgicznej) z brzucha powódki?*

*pytanie w części sugerujące, pacjentka niczego nie zaniedbała

Z dokumentacji medycznej jednoznacznie wynika, że pacjenta nie zaniechała działań zmierzających do wyjaśnienia przyczyn bólów brzucha, do których doszło u niej po operacji. 

Czy chusta chirurgiczna mogła się przemieścić w jamie brzusznej? 

Brak jest danych piśmiennictwie fachowym o możliwości przemieszczania się serwety w jamie brzusznej (np. z podbrzusza do nadbrzusza). Biegli nie odnaleźli danych wskazujących, aby chusta przemieszczała się (wędrowała) w jamie brzusznej powódki.

Jakiego koloru jest serweta chirurgiczna, która pozostaje po operacji przez kilka miesięcy w jamie brzusznej człowieka? 

Biała serweta chirurgiczna, po kilku miesiącach przebywania w brzuchu staje się zwykle szara.

Czy chusta chirurgiczna pozostająca w zrostach mogła nie znajdować się w polu widzenia lekarza operatora podczas operacji w dniu XX.YY.ZZZZ?

Podczas operacji w dniu XX.YY.ZZZZ operator nie mógł dostrzec serwety chirurgicznej, gdyż nie znajdowała się ona w brzuchu pacjentki. Serwetę pozostawiono podczas tej operacji. Gdyby serwetę pozostawiono podczas innego zabiegu pięć lat wcześniej, to chora zapewne odczuwałaby dolegliwości brzuszne. Ponadto serweta zostałaby zauważona podczas zabiegu w dniu XX.YY.ZZZZ.”

Kurtyna. Tym razem biegli się „nie dali”.

Tu znajdziesz linki do kilku postów (jest ich więcej), gdzie już opisywałam temat odpowiedzialności szpitala za pozostawienie w jamie brzusznej pacjenta chusty chirurgicznej:

Chusta operacyjna po cięciu

Gaza, gazik, chusta: co można zostawić w ciele pacjenta?  

Cała prawda (statystyczna) o waciku w ciele pacjenta

A całkiem śmieszne wydarzenie, związane z tematem chusty chirurgicznej, jest opisane tutaj: „Adam Kay: „Będzie bolało”.