Tuż przed Świętami Wielkanocnymi dostałam postanowienie o mnie więcej takiej treści: „Sąd Lekarski Wojskowej Izby Lekarskiej przesyła w załączeniu postanowienie w sprawie zażalenia wniesionego przez pełnomocnika pokrzywdzonej XY radcy prawnego Jolanty Budzowskiej na postanowienie Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej o umorzeniu postępowania wyjaśniającego w sprawie lekarzy Oddziału Chirurgii (…) wraz z uzasadnieniem i jednocześnie informuje, że (…) postanowienie jest ostateczne i nie podlega zaskarżeniu”.
To była bardzo dobra wiadomość!

Dokumentacja medyczna
Zażalenie, w którym wypunktowaliśmy wszystkie nierozpoznane dotąd zarzuty pod adresem jakości opieki pooperacyjnej nad pacjentem, zostało pozytywnie rozpatrzone, a decyzja doskonale uzasadniona. I to przez kogo! Przez Sąd Lekarski!
W sprawie o błąd lekarski pierwsze kroki do Izby Lekarskiej?
Zanim opiszę, czego sprawa konkretnie dotyczyła, kilka zdań wprowadzenia.
Nie jestem zwolenniczką prowadzenia postępowań przed organami samorządu lekarskiego, bo zwykle – jeśli chodzi o ten tryb – sprawdza się przysłowie kruk krukowi oka nie wykole (choć z wyjątkami, o jednym z nich napisałam w poście „Sąd lekarski: kiedy przegrana jest wygraną”). Jeśli już sądy lekarskie stwierdzają uchybienia w pracy lekarza czy naruszenie zasad etyki, to tak, żeby pacjent wychodził z poczuciem, że „wygrał”, ale żeby nawet nie chodziło mu po głowie odszkodowanie za błąd lekarski w procesie sądowym.
Klasycznym przykładem jest koncentracja uwagi sądów lekarskich na błędach w prowadzeniu dokumentacji medycznej, przy jednoczesnym stwierdzeniu, że nie miały one jednak wpływu na przebieg leczenia, które było prawidłowe. Bo jakżeby inaczej… W efekcie, lekarz dostaje karę upomnienia, a władze izb lekarskich poprawiają statystyki stwierdzonych uchybień zawodowych (czyli nikt im nie zarzuci, że „zawsze” uniewinniają lekarzy i ignorują łamanie zasad etyki zawodowej). I nawet pacjent czasem bezkrytycznie uważa, że wygrał w sądzie lekarskim, bo nie do końca rozumie znaczenie i treść wydanego przez okręgowy sąd lekarski orzeczenia. Klasyczne: Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek (inaczej: Bogu służ, a diabła nie gniewaj), gdzie pacjent, nie da się ukryć, występuje w roli diabła:(
Są jednak sądy dyscyplinarne, które potrafią rzetelnie przeanalizować zarzuty dotyczące błędów lekarskich.
Z uzasadnienia postanowienia Okręgowego Sądu lekarskiego
W tej konkretnie sprawie, w której wydano zacytowane przeze mnie na początku postanowienie zrównujące z ziemią dotychczasowe działania Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej, OSL nakazał Rzecznikowi:
„uzupełnienie materiału dowodowego o:
- powołanie biegłych z innej placówki medycznej,
- powtórne wyczerpujące przesłuchanie lekarza [kluczowego świadka, który zajmował się zmarłym pacjentem – przyp. JB] pod kątem ogólnikowych i niezgodnych z dokumentacją zeznań, w szczególności dotyczących całego czasu poświęconego na ratowanie pacjenta od chwili wezwania, to jest od godziny xx:yy”.
Nic dodać, nic ująć
W sprawie podnieśliśmy zarzuty braku opieki nad pacjentem w pierwszej dobie po zabiegu operacyjnym, braku monitorowania pacjenta po zabiegu operacyjnym i opóźnienia oraz nieumiejętnego udzielenia pomocy w sytuacji, gdy wystąpiły powikłania pooperacyjne.
Zmarł młody mężczyzna, pacjent po pomyślnie przeprowadzonym zabiegu z zakresu chirurgii twarzowo-szczękowej.
Opinie biegłych wskazują na błędy i zaniedbania, ale w szpitalu nikt nie poczuwa się do winy. Prokuratura dwukrotnie próbowała zamknąć sprawę i jak dotąd udało nam się temu zapobiec. Sprawa cywilna jest w toku, bez jakiekolwiek woli ugody ze strony szpitala (do tego akurat jesteśmy przyzwyczajeni). Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej Lekarzy, podobnie jak prokuratura, umorzył kolejny raz postępowanie. Walka z wiatrakami…
Przełom po walce
A jednak wreszcie nastąpił przełom! Po naszym zażaleniu na to umorzenie, trzyosobowy sąd lekarski, w skład którego wchodzą wyłącznie lekarze, dokonał tak rzetelnej analizy sprawy, jak dotąd żaden z biegłych czy śledczych!
Sąd lekarski zadał sobie tyle trudu, żeby między innymi skonfrontować zeznania lekarza (kluczowego świadka) złożone na Policji z jego wyjaśnieniami podczas przesłuchania przeprowadzonego przez prokuratora i potem – trzeci raz – przez RzOZL. Zauważył, na co konsekwentnie już wcześniej wskazywaliśmy wszystkim organom dotąd prowadzącym sprawę, że te zeznania są niespójne, mają charakter wymijający i pozostawiają wątpliwości co do postępowania lekarzy opiekujących się pacjentem po zabiegach operacyjnych.
W zasadzie płynie z nich wniosek, że decyzje lekarzy opiekujących się pacjentem po operacjach , są podejmowane pod wpływem kaprysu lub impulsu, a nie po analizie stanu zdrowia pacjenta.
Swoją drogą, może tak po prostu jest? Może tolerowanie bylejakości w połączeniu z bezkarnością doprowadziło w tym szpitalu do takich standardów? Nie bez zdziwienia sam Sąd Lekarski konstatuje w uzasadnieniu, że wygląda na to, że lekarz podjął decyzję o przeniesieniu pacjenta na salę ogólną w pierwszej dobie po zabiegu operacyjnym bez osobistego zbadania i skontrolowania, czy stan chorego na to pozwalał.
Kluczem do ustalenia, czy i kto zawinił w tej sprawie, jest ocena jakie czynności wykonano i w jakim czasie, by udrożnić drogi oddechowe pacjenta i zapobiec nagłemu zatrzymaniu krążenia (NZK), a następnie śmierci młodego człowieka.
5 lat ciężkiej pracy Rzecznika i Prokuratury
Minęło 5 lat pracy organów, które są powołane do wyjaśniania spraw, gdzie zachodzi podejrzenie o błąd lekarski, a dziś jesteśmy niemal w punkcie wyjścia.
Wypunktowanie błędów w postępowaniach wyjaśniających prowadzonych dotąd przez różne organy, w tym prokuraturę i Odpowiedzialności Zawodowej i weryfikacja naszych zarzutów zajęło Okręgowemu Sądowi Lekarskiemu niespełna… dwie strony uzasadnienia. Żeby tak to sprawą zajmowano się od początku…
Dwie strony argumentacji trafionej w punkt.
Chcieć, to móc.

















