Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Jak uzyskać odszkodowanie?

Odszkodowanie od dentysty

Jolanta Budzowska30 grudnia 2022Komentarze (0)

Na portalu infodent24 pojawił się właśnie artykuł pt. „Jakie pieniądze dla pacjentów po nieudanych zabiegach stomatologicznych? Siedem sądowych wyroków 2022”. Wydźwięk tej publikacji jest – w uproszczeniu – taki, że pacjenci żądają do dentystów wysokich kwot, podczas gdy sądy w tzw. sprawach dentystycznych często oddalają powództwa lub radykalnie obniżają żądania poszkodowanych.

Ponieważ ta teza nie jest w pełni zbieżna z moimi -jako pełnomocnika pacjentów – doświadczeniami zawodowymi, postanowiłam dla Państwa wspólnie z mec. Andrzejem Kuschem omówić kilka rozstrzygnięć zapadłych w prowadzonych przez nas sprawach.

Odszkodowanie od dentysty – o jakich kwotach mowa?

W ostatnim czasie do naszej kancelarii wpływa coraz więcej spraw związanych z możliwymi błędami popełnionymi w trakcie leczenia stomatologicznego. Na jaką rekompensatę może liczyć poszkodowany pacjent w takim przypadku? Oczywiście dokładna kwota zależy przede wszystkim od indywidualnej szkody na zdrowiu pacjenta. Znaczenie mają też dowody, jakimi dysponuje poszkodowany. Na podstawie dotychczas zakończonych postępowań w naszej kancelarii da się jednak przybliżyć rząd wielkości zadośćuczynienia i odszkodowania, na jakie można liczyć.

Złamanie żuchwy podczas usunięcia zęba mądrości

W pierwszym z omawianych przypadków doszło do złamania żuchwy pacjenta. Stało się to podczas usunięcia ósemki, czyli zęba mądrości, w jednej z dużych klinik stomatologicznych. Złamania nie rozpoznano w trakcie zabiegu. Prawidłowej diagnozy nie postawiono również później. I to mimo, że przez wiele miesięcy pacjent stawiał się na wizyty kontrolne i zgłaszał na niech występowanie dolegliwości bólowych oraz opuchlizny.

Personel medyczny zlekceważył niepokojące objawy. Lekarz nie zdecydował o wykonaniu niezbędnych badań obrazowych, które mogłyby zlokalizować źródło dolegliwości pacjenta.

Niezbędne zdjęcie pantomograficzne wykonano dopiero 6 miesięcy po zabiegu ekstrakcji. Złamanie oceniono już wówczas jako zastarzałe. Konieczna stała się rekonstrukcja żuchwy wraz z częściową resekcją kości objętej stanem zapalnym. Usunięty fragment kości zastąpiono sztucznym implantem.

Odszkodowanie od dentysty

Odszkodowanie od dentysty

 

W związku z tymi nieprawidłowościami, pacjent wystąpił z roszczeniami do kliniki stomatologicznej oraz lekarza prowadzącego leczenie pacjenta. Pacjent na drodze pozasądowej otrzymał łącznie ponad 90 tys. zł. rekompensaty, na co złożyło się przede wszystkim zadośćuczynienie.

Błędne leczenie implantologiczne

W drugiej sprawie spór powstał w związku z leczeniem implantologicznym pacjentki. Pacjentka zgłosiła się do gabinetu dentystycznego w celu wymiany starego mostu porcelanowego na łuku zębowym na pojedyncze implanty.

Już po usunięciu mostu okazało się, że wszczepienie większości implantów u pacjentki, tj. na 3 zębach, nie jest możliwe, ze względu na zanik kości. Wcześniej lekarz zapewniał, że będzie w stanie dokonać wszczepienia implantów. Niestety były to gołosłowne deklaracje. Nie wykonano bowiem stożkowej tomografii komputerowej CBCT, która jest standardem w takich przypadkach.

Lekarz podjął  jednak próbę wszczepienia implantów, co zakończyło się niepowodzeniem.  Jedna ze śrub osadzonych implantów uległa pęknięciu podczas procesu jej zakładania.

W wyniku tych działań oraz wielokrotnego podejmowania prób naprawy swoich wcześniejszych błędów przez lekarzy z tej kliniki u poszkodowanej doszło do wytworzenia się stanów zapalnych w szczęce i żuchwie. Uszkodzono również  korzeń zęba, powstała przetoka ropna. Poszkodowana poniosła wysokie koszty leczenia naprawczego.

Po negocjacjach z ubezpieczycielem lekarzy prowadzących leczenie zakończyliśmy spór w drodze ugody pozasądowej.  Pacjentka otrzymała łącznie 73 tys. zł. tytułem odszkodowania oraz zadośćuczynienia za doznane cierpienia.

Odszkodowanie od dentysty za nieprawidłowe leczenie endodontyczne i implantologiczne

Następna sprawa dotyczyła założenia koron na oszlifowane zęby nr 12, 11, 21, 22 pacjentki. Założenie koron było podyktowane względami estetycznymi. Ze względu na liczne nieprawidłowości, okres leczenia dentystycznego i protetycznego pacjentki rozciągnął się w czasie na ponad cztery lata. Sprawa trafiła do sądu.

Na podstawie sporządzonych opinii biegłych jednoznacznie stwierdzono, że działania dentysty nie cechowały się należytą starannością. Biegli podkreślili szczególnie brak prawidłowego przygotowania zębów pod korony. Polegało to na  nieprzygotowaniu kanałów korzeniowych zębów.

Jako błąd wskazali również zbyt radykalne opracowanie tkanek zębów, na których miały zostać umieszczone korony. Ponadto, same korony znacznie odbiegały kolorem od innych zębów, a także były krzywe. To niweczyło cel estetyczny zabiegu.

Sąd Okręgowy w Krakowie uznał powództwo za zasadne i zasądził kwotę zadośćuczynienia w wysokości 50 tys. zł oraz kwotę 28,5 tys. zł tytułem odszkodowania za poniesione koszty leczenia. Wraz z odsetkami ustawowymi za czas trwania procesu oraz kosztami zastępstwa procesowego pacjentka otrzymała łącznie ponad 100 tys. zł rekompensaty.

Odszkodowanie od dentysty za wadliwe leczenie endodontyczne

Kolejne postępowanie było związane z leczeniem kanałowym zębów pacjenta. Pacjent pozostawał pod opieką tego samego dentysty przez wiele lat. W tym czasie przeprowadzono u pacjenta leczenie endodontyczne zębów.

Niestety jednak po jego zakończeniu u pacjenta pojawiły się dolegliwości bólowe. W okolicach dziąseł leczonych zębów zbierała się ropa. Badanie wolumeryczne części twarzowej czaszki CBCT wykazało, że kanały trzech zębów zostały wypełnione z nadmiarem.  Także w zatoce szczękowej uwidoczniono wtłoczony tam materiał stomatologiczny.

Kolejne badania obrazowe wykazały, że na poziomie jednego z zębów, którego niektóre kanały zostały wypełnione jedynie fragmentarycznie, doszło do powstania stanu zapalnego okołowierzchołkowego. U pacjenta rozpoznano zapalenie trzonu żuchwy. Pacjent musiał poddać zabiegowi usunięcia blaszki zewnętrznej trzonu kości żuchwy. Konieczne było także leczenie za pomocą komory hiperbarycznej.

Pacjent na drodze postępowania pozasądowego uzyskał kwotę 40 tys. zł tytułem zadośćuczynienia.

Pomyłkowe usunięcie „nie tego” zęba

W kolejnej sprawie pacjentka w związku z utrzymującymi się dolegliwościami bólowymi zgłosiła się do stomatologa. Ten  zakwalifikował ją do usunięcia konkretnego zęba.

Powyższą diagnozę i formę leczenia potwierdził inny lekarz stomatolog, posiadający specjalizację z zakresu chirurgii stomatologicznej. Następnie poszkodowana odbyła wizytę, w trakcie której ten właśnie dentysta wykonał zabieg ekstrakcji zęba.

Po ustąpieniu obrzęku rany pacjentka uświadomiła sobie, że lekarz dokonał usunięcia niewłaściwego zęba: zęba zdrowego zamiast chorego. Błędnie usunięty ząb nigdy nie został zakwalifikowany do ekstrakcji, jak również nie istniały obiektywne wskazania do przeprowadzenia zabiegu jego usunięcia. Pacjentka straciła zdrowy ząb.

Sprawa zakończyła się ugodą. Poszkodowana otrzymała ponad 52 tys. zł, obejmującą przede wszystkim zadośćuczynienie oraz odszkodowanie od dentysty, pokrywające koszty leczenia naprawczego.

Podsumowanie

Jak można zauważyć, kwoty odszkodowanie od dentysty i zadośćuczynienie za krzywdę w sprawach dotyczących błędów medycznych związanych ze stomatologią i implantologią częstokroć wynoszą kilkadziesiąt tysięcy złotych i więcej.

W dalszym ciągu jednak kwoty te nie są w pełni satysfakcjonujące. Zawinione przez stomatologów problemy z uzębieniem znacząco przecież wpływają na funkcjonowanie pacjentów w życiu prywatnym i społecznym. Krzywda ma często charakter trwały. Leczenie naprawcze jest długie, bolesne, kosztowne, a co najważniejsze – nie zawsze daje dobre efekty z uwagi na nieodwracalne szkody na zdrowiu spowodowane wcześniejszymi zabiegami.

Dlatego warto walczyć o to, by uzyskać rekompensatę na odpowiednio wysokim poziomie, nawet gdy ubezpieczyciel dentysty rażąco zaniża należne zadośćuczynienie i odszkodowanie.

Czy lekarz odpowiada za powikłania?

Jolanta Budzowska04 listopada 2022Komentarze (0)

Uprzedzę z góry, że tytuł jest uproszczeniem i pewnego rodzaju prowokacją. Dlaczego? Bo lekarze na tak zadane pytanie odpowiedzieliby zgodnym chórem: „oczywiście nie”. Z kolei pacjenci skłonni są wiązać większość powikłań z brakiem staranności w leczeniu i zaniedbaniami po stronie lekarza, czyli że powikłanie to mniej więcej to samo co błąd lekarski.

***

Usiądź wygodnie i posłuchaj tego odcinka:

***

A jak wygląda ten problem z punktu widzenia prawnika? Prześledźmy to  na przykładzie przypadku śmierci pacjentki, opisywanego ostatnio szeroko w mediach. Najpełniej sytuację relacjonuje red. Patryk Słowik w artykule „Profesor wyszedł, pacjent zmarł, sąd orzekł” , ale dorzucę tu swoje trzy grosze.

  • Powikłania się zdarzają i są wpisane w ryzyko zabiegu.
  • W niektórych ośrodkach i niektórym lekarzom powikłania zdarzają się jednak częściej, niż jest to statystycznie akceptowalne.
  • Oceny sposobu postępowania lekarza dokonuje się wg wzorca profesjonalnego lekarza – tzn. pacjenta nie powinno interesować, czy lekarz miał uprawnienia, czy dopiero się uczył i czy miał doświadczenie.
  • Lekarz, który uczy się danej procedury musi ją wykonywać pod nadzorem specjalisty.
  • Jatrogenne powikłanie powinno być dostrzeżone, a przynajmniej podejrzewane przez lekarza i diagnozowane, a następnie leczone.
  • W przypadku powikłań i diagnostyki przyczyn pogorszenia się stanu pacjenta, kluczowe są rzetelne informacje na temat dotychczasowego przebiegu leczenia.

W opisywanej sprawie doszło do śmierci pacjentki na skutek zaniedbań kilku lekarzy i kaskady zdarzeń, których początkiem był zabieg z zakresu neuroradiologii zabiegowej.

Rezydent to nie specjalista

Głównym operatorem podczas tego zabiegu był lekarz w trakcie specjalizacji z zakresu neurochirurgii. W trakcie kontroli, przeprowadzonej kilka lat po feralnym zabiegu, NFZ uznał, że ten lekarz w dacie zdarzenia nie miał właściwych kwalifikacji. Nie wolno mu było samodzielnie, bez nadzoru wykonywać zabiegów takich, jak w przypadku tej pacjentki.

Specjalisty – profesora neurochirurgii, który powinien był nadzorować lekarza, nie było jednak przez większość czasu, gdy rezydent jednoosobowo przeprowadzał zabieg.

Niezauważone powikłanie

Rezydent ocenił, że zabieg przebiegł bez powikłań. Było jednak inaczej: w toku zabiegu mechanicznie uszkodził nerkę. Doszło do jej rozfragmentowania i w konsekwencji do masywnego krwawienia.

Orzekający w sprawie sąd, posiłkując się opiniami biegłych uznał, że doświadczony operator zauważyłby, że doszło do uszkodzenia nerki i przystąpiłby do zaopatrzenia uszkodzenia. Subiektywne przekonanie rezydenta, że zabieg przebiegł bez powikłań nie zwalnia w tej sytuacji szpitala od odpowiedzialności.

Dodatkowo, odpowiedzialność szpitala była w tej sprawie także konsekwencją szeregu innych błędów i zaniedbań.

Profesor obecny duchem

Do zaopatrzenie uszkodzonej nerki jednak nie doszło, bo rezydent prawdopodobnie nawet nie zorientował się w spustoszeniu, jakie wyrządził w nerce pacjentki, a operatora z tytułem profesorskim, który był wpisany w dokumentację medyczną jako asysta niedoświadczonego i działającego bez uprawnień rezydenta, nie było fizycznie na sali operacyjnej.

Nagranie z zabiegu, które pozwoliłoby odtworzyć przebieg wydarzeń podczas operacji, nie zachowało się w całości. Brakuje na nim – cóż za przypadek! – kluczowego zapisu wstępnej części zabiegu, obejmującej moment, w którym najpewniej doszło do mechanicznego uszkodzenia nerki.

Znikające dowody

Po zabiegu rezydent utrzymywał, że niepokojących objawów obserwowanych u pacjentki, nie należy wiązać z zabiegiem.

Prowadzona przez niego i innych lekarzy diagnostyka nie uwzględniała więc najbardziej prawdopodobnego w tym przypadku scenariusza , czyli jatrogennego uszkodzenia nerki. I to mimo  objawów prezentowanych przez chorą i wyników badań laboratoryjnych, które wskazywały na rzeczywistą przyczynę pogarszającego się stanu pacjentki.

Ciężki stan pacjentki

Po interwencji rodziny pacjentka została przeniesiona do innego szpitala. Choć w karcie informacyjnej odnotowano, że została wypisana „w stanie ogólnym dobrym”, szpital przyjmujący chorą określił jej stan jako ciężki. W wypisie brak było informacji o podejrzeniu jatrogennego uszkodzenia nerki prawej w trakcie wykonywania zabiegu.

Jak widać lekarze leczący pacjentkę w pierwszym szpitalu prawdopodobnie do końca wierzyli, że dzięki „przypadkowym” brakom kluczowych fragmentów w nagraniu z zabiegu, nieprawdziwym wpisom w dokumentacji medycznej – można zaklinać rzeczywistość, a prawdziwy przebieg wydarzeń będzie nie do odtworzenia.

Błąd lekarski czy powikłanie wliczone w ryzyko zabiegu?

Sąd dokonując oceny zgromadzonego w sprawie materiału dowodowego, miał jednak inne zdanie. Uzasadniając wyrok w sprawie cywilnej przeciwko szpitalowi podkreślił m.in., że:

„powikłania w postaci uszkodzenia nerki są wkalkulowane w ryzyko zabiegu, jednakże fachowość lekarza polega na tym, aby powikłanie jak najszybciej zlokalizować i zaopatrzyć. W realiach niniejszej sprawy powikłanie nie zostało rozpoznane w trakcie zabiegu, co spowodowało opóźnienia w jego leczeniu. Przy zachowaniu należytej staranności i przy wykorzystaniu wszelkich dostępnych w danych okolicznościach metod i środków można było tego błędu uniknąć. W ocenie sądu operator nie zachował wymaganej staranności, powinien był bowiem zauważyć, że doszło do zboczenia prowadnika. Ponadto przy zabiegu zabrakło asysty doświadczonego specjalisty, który w trakcie zabiegu mógłby weryfikować na bieżąco działania operatora.”

Usunięcie krwawiącej nerki mogło uratować życie pacjentki. Niestety, tego nie wykonano.

Łańcuch błędnych decyzji

Do śmierci pacjentki doprowadził więc łańcuch błędnych decyzji:

  • zaniedbanie przez specjalistę o tytule profesora swoich obowiązków i niewykonywanie należytego nadzoru nad rezydentem,
  • dopuszczenie przez szpital do samodzielnego wykonywania zabiegów przez niedoświadczonego i nieposiadającego odpowiednich kwalifikacji rezydenta,
  • błędne postępowanie diagnostyczne,
  • niewłaściwa interpretacja wyników badań oraz konsultacji,
  • niezdiagnozowanie  źródła krwawienia
  • nieusunięcie krwawiącej nerki
  • nieprawdziwe wpisy w dokumentacji medycznej, które utrudniły dalsze leczenie.

Powikłanie, czyli błąd lekarski

Opisany przykład tragicznej śmierci pacjentki pokazuje, że powikłanie powikłaniu nie równe.

Jeśli powikłania można było obiektywnie uniknąć, a w danym przypadku doszło do niego z winy zespołu leczącego pacjenta, to jest to błąd lekarski.

Jeśli doszło do nawet niezawinionego powikłania, ale nie zostało ono na czas rozpoznane i leczone – to jest to błąd lekarski.

Przeczytaj także: „Pęknięcie krocza przy porodzie błąd lekarski czy powikłanie?”

***

Podcastu Błąd Lekarza możesz słuchać również na YouTube:

***

6-miesięczny Kubuś połknął agrafkę, którą był przypięty medalik do jego wózka. Prokuratura wszczęła śledztwo. O błąd lekarski  – narażenie dziecka na niebezpieczeństwo utraty życia – oskarżyła lekarkę. Podstawą zarzutów było to, że rodzice dziecka zostali przez nią odesłani do innego szpitala. Po czterech latach procesu sprawa znalazła swój zaskakujący finał. Lekarka oskarżona o błąd lekarski nie usłyszy wyroku.

  • 6-miesięczne dziecko połknęło agrafkę
  • zdjęcie rentgenowskie wykonane w szpitalu potwierdziło, że  w przełyku chłopca utknęła 2-centymetrowa agrafka
  • rozwarta ostrzem w dół w przełyku dziecka agrafka narażała niemowlę na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia
  • mimo to lekarka pełniąca dyżur w SOR kazała rodzicom zawieźć chłopca do innego szpitala ich własnym autem
  • operacja laparoskopowa powiodła się, agrafkę wydobyto bez powikłań
  • prokuratura oskarżyła lekarkę o błąd lekarski 
  • po 4 latach rodzice uznali, że nie chcą ścigania lekarki i sąd karny umorzył postępowanie karne.

***

Nie chcesz czytać, możesz wygodnie posłuchać:

***

„Typowa” sprawa o błąd medyczny

Na pozór przebieg tego postępowania o błąd lekarski był typowy. Po tym, jak lekarka z SOR zlekceważyła zagrożenie i nie zdecydowała o przewiezieniu dziecka do innego szpitala karetką, rodzice zawiadomili prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa narażenia ich syna na niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia. Śledczy przesłuchali świadków i powołali biegłych.

Zaniedbania lekarki

Biegli potwierdzili zarzuty rodziców. Ich zdaniem lekarka powinna była:

  • zbadać pacjenta,
  • zlecić niezbędne badania dodatkowe
  • uzgodnić przyjęcie dziecka w szpitalu o wyższej referencyjności
  • zorganizować bezpieczny transport sanitarny dla niemowlaka.

Dalsze działania prokuratury także były „typowe” w tej sytuacji. Do sądu trafił akt oskarżenia przeciwko lekarce.

art. 160 Kodeksu Karnego

§  1.

Kto naraża człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

§  2.

Jeżeli na sprawcy ciąży obowiązek opieki nad osobą narażoną na niebezpieczeństwo, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

§  3.

Jeżeli sprawca czynu określonego w § 1 lub 2 działa nieumyślnie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

§  4.

Nie podlega karze za przestępstwo określone w § 1-3 sprawca, który dobrowolnie uchylił grożące niebezpieczeństwo.

§  5.

Ściganie przestępstwa określonego w § 3 następuje na wniosek pokrzywdzonego.

Proces karny o błąd lekarski

Lekarka nie przyznała się do winy. Pierwszy wyrok – w I instancji – zapadł w lipcu 2021 r., po blisko 3 latach od zdarzenia. Sąd uznał lekarkę winną zarzucanego jej czynu. Wbrew ocenie prokuratury przyjął jednak, że zachowanie oskarżonej było nieumyślne. Lekarkę skazano na grzywnę w wysokości 45 tys. zł i obowiązek pokrycia kosztów postępowania sądowego w wysokości 8 tys. zł.

Zarówno obrona, jak i prokurator złożyli do Sądu Okręgowego apelacje. Sąd odwoławczy  uchylił wyrok sądu I instancji i… umorzył postępowanie. Sprawę zamknięto. Dlaczego tak się stało?

Pokrzywdzeni muszą złożyć wniosek o ściganie lekarza

Jeśli postępowanie dowodowe wykaże, że błąd lekarski został popełniony nieumyślnie, takie przestępstwo nie jest ścigane „z urzędu”. Niezbędny jest wniosek pokrzywdzonych o ściganie. W tym przypadku pokrzywdzeni po 4 latach od zdarzenia zdecydowali, że już nie chcą ukarania lekarki wyrokiem karnym.

Długa droga do pojednania

Dlaczego aż 4 lata angażowania prokuratury i sądów zajęło rodzicom dojście do wniosku, że jednak nie zależy im na wyroku karnym przeciwko lekarce?

Myślę, że złożyło się na to kilka powodów.

Równolegle z zawiadomieniem prokuratury o zdarzeniu rodzice doprowadzili do kontroli w szpitalu. Początkowo dyrekcja bagatelizowała sprawę, ostatecznie lekarka został ukarana upomnieniem.  Szpital wydał też oświadczenie, że ocenia postępowanie lekarki jako niewłaściwe. Dyrekcja zapowiedziała też nadzór nad dalszą pracą lekarki.

Ciało obce - zdjęcie poglądowe, nie przedstawia rzeczywistego obrazu

Ciało obce – zdjęcie poglądowe, nie przedstawia rzeczywistego obrazu

Zadośćuczynienie

W sprawę zaangażował się także Rzecznik Praw Pacjenta i dzięki jego działaniom dziecko otrzymało odszkodowanie za błąd lekarski.  I znów: wymagało to niestety szeregu starań rodziców. Najpierw toczyło się postępowanie wyjaśniające przed Rzecznikiem Praw Pacjenta, a następnie do sądu cywilnego trafił pozew.

A może by tak ugoda w mediacji w sprawie o błąd medyczny?

Policzmy, ile organów zaangażowało się w sprawę i ile publicznych pieniędzy musiało być przeznaczonych w ciągu 4 lat na wszystkie przeprowadzone postępowania, by sprawa znalazła swój szczęśliwy finał:

  • postępowanie kontrolne w szpitalu
  • postępowanie karne przygotowawcze (w prokuraturze)
  • sąd karny I instancji
  • sąd karny II instancji
  • postępowanie przed Rzecznikiem Praw Pacjenta
  • sąd cywilny

Dodać trzeba, że była to tzw. „prosta” sprawa o błąd medyczny – stan faktyczny nie był skomplikowany, a dziecko najprawdopodobniej wyszło z tego zdarzenia bez istotnej szkody na zdrowiu.

Z pewnością jednak i rodzice, i winna lekarka bardzo przeżywali toczące się postępowania.

A można było tego łatwo uniknąć.

Jestem przekonana (choć nie prowadziłam tej sprawy), że gdyby:

  • lekarka i szpital przyznali, że doszło do zdarzenia medycznego,
  • przeprosili rodziców,
  • szpital wdrożył procedury poprawiające bezpieczeństwo pacjentów
  • strony – angażując ubezpieczyciela – zawarły ugodę w mediacji o błąd lekarski i poszkodowane dziecko dostałoby zadośćuczynienie za krzywdę,

to nie byłoby ani postępowania karnego, ani żadnego innego.

Ubi concordia, ibi victoria – gdzie zgoda, tam zwycięstwo. Sprawy o błąd medyczny nie są wyjątkiem. Warto pomyśleć o mediacji. Jest możliwa i w postępowaniu karnym, i cywilnym.

 

***

Podcastu Błąd Lekarza możesz słuchać również na YouTube:

 

***

 

Błąd lekarski: czy postępowanie w sprawie odpowiedzialności zawodowej lekarza może toczyć się niezależnie i równolegle do postępowania karnego i postępowania cywilnego? Tak. Dokładnie tak, jak w sprawie, w której kilka dni temu zapadł wyrok Sądu Okręgowego w Legnicy w sprawie oskarżonego ginekologa – położnika. 

  •  Ginekolog-położnik skazany przez sąd karny na 1 rok pozbawienia wolności i 5 lat zakazu wykonywania zawodu
  • Wcześniej okręgowy sąd lekarski pozbawił go prawa wykonywania zawodu na zawsze. Jednak Naczelny Sąd Lekarski złagodził to orzeczenie i orzekł zawieszenie prawa wykonywania zawodu na 5 lat
  • Postępowanie karne w sprawie o błąd lekarski i postępowanie prowadzone przez organy samorządu zawodowego lekarzy to dwie różne, niezależne procedury
  •  Można wystąpić o odszkodowanie za błąd lekarski niezależnie od toczącego się śledztwa i postępowania w izbie lekarskiej.

***

Nie chcesz czytać? Zapraszam Cię do posłuchania najnowszego odcinka mojego podcastu!

 

***

Wyrok karny za błąd lekarski – brak decyzji o cięciu cesarskim

W kwietniu tego roku Sąd Rejonowy w Złotoryi uznał lekarza położnika – ginekologa winnym tego, że nie przeprowadził badań diagnostycznych i cięcia cesarskiego w trybie nagłym mimo ewidentnych wskazań, że dobrostan płodu jest zagrożony. Lekarz został skazany na 1 rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata. 

Zakaz wykonywania zawodu dla lekarza

Co ważne, orzeczono także wobec niego środek karny rzadko stosowany w wyrokach dotyczących błędu lekarskiego – zakaz wykonywania zawodu na okres 5 lat. 

Błąd lekarski – jak długo trwa proces?

Skazany lekarz wniósł apelację. Sąd Okręgowy w Legnicy 30 sierpnia 2022 r., nieco ponad 6 lat od śmierci dziecka przy porodzie, wydał wyrok, w którym podtrzymał to rozstrzygniecie Sądu Rejonowego. 

Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej Lekarzy

Poszkodowani rodzice zawiadomili też izbę lekarską o tym, że ich zdaniem lekarz ponosi odpowiedzialność za śmierć ich dziecka.

Rzecznik wszczął postępowanie. Po zgromadzeniu dowodów, w tym opinii biegłego, skierował do sądu lekarskiego wniosek o ukaranie. Sąd lekarski nie miał wątpliwości, że położnik rażąco naruszył zasady wykonywania zawodu oraz zasady etyki lekarskiej. Pozbawił go prawa wykonywania zawodu. Jest to kara najsurowsza, jaką może wymierzyć organ samorządu zawodowego.  Nic dziwnego zatem, że lekarz się odwołał.

Naczelny Sąd Lekarski potwierdził potrzebę odsunięcie lekarza od wykonywania zawodu. Uznał jednak, że wystarczy kara 5 lat zawieszenia go w prawie wykonywania zawodu. 

Jak się ma postępowanie w izbie lekarskiej do postępowania karnego?

W zasadzie te postępowania są niezależne od siebie. Różne są jednak cele działań podejmowanych przeze instytucje.

Cel postępowania karnego

Zasadniczym celem postępowania karnego jest wykrycie przestępstwa, ustalenie sprawcy przestępstwa i pociągnięcie go do odpowiedzialności karnej. 

Cel postępowania w izbie lekarskiej

Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej, a potem sąd lekarski badają, czy lekarz naruszył Kodeks Etyki Lekarskiej i inne zasady, jakimi powinien kierować się lekarz w swoim postępowaniu.

Jakie kary faktycznie zapadają w sądzie lekarskim?

Dla przykładu: w 2021 roku Naczelny Sąd Lekarski ukarał:

  • upomnieniem 29 lekarzy, 
  • naganą 21 lekarzy 
  • karą pieniężną 15 lekarzy, 
  • zawieszeniem prawa wykonywania zawodu – 12 lekarzy.

Żadnego lekarza nie pozbawiono prawa wykonywania zawodu.

To, czy lekarz ma prawo nas leczyć, można łatwo sprawdzić.  Dostępny dla każdego rejestr prowadzi Naczelna izba Lekarska: Centralny Rejestr Lekarzy.

Wpis dotyczący skazanego lekarza, o którym napisałam wcześniej, wygląda (po zanonimizowaniu) tak:

Pozbawienie prawa wykonywania zawodu lekarza

Zawieszenie uprawnień lekarza za błąd lekarski

Więcej o tej sprawie wspominam też we artykule: „No-fault w sprawach o błędy okołoporodowe?”

***

Podcastu Błąd Lekarza możesz słuchać również na YouTube:

***

Polscy pacjenci coraz częściej wybierają leczenie za granicą. Warto jednak zdać sobie sprawę z faktu, że jeśli dojdzie do błędu medycznego, ewentualne odszkodowanie wypłaca się zgodnie z prawem kraju, w którym się leczyliśmy. Czy w innych krajach jest łatwiej o rekompensatę za błąd medyczny? Sprawdźmy to na przykładzie – jak się wydaje – najbardziej oczywistym.

No-fault w Szwecji

Szwedzkie rozwiązania dotyczące niepożądanych zdarzeń medycznych są często wykorzystywane w dyskusjach w Polsce dotyczących systemów rekompensaty dla poszkodowanych przez błąd medyczny pacjentów. Metoda ta ma być przyjazna dla pacjentów oraz personelu medycznego. Przede wszystkim dlatego, że nie wymaga orzekania o winie (tzw. system no-fault). Według założeń, odszkodowanie należy się pacjentowi zawsze wówczas, gdy w optymalnych warunkach i okolicznościach można było uniknąć szkody.

Wojewódzkie Komisje do Spraw Orzekania o Zdarzeniach Medycznych

Odpowiednikiem tych założeń w Polsce były postępowania prowadzone przed Wojewódzkimi Komisjami ds. Orzekania o Zdarzeniach Medycznych. Komisje jednak jedynie w ograniczonym zakresie spełniły pokładane w nich nadzieje. Pacjenci są rozczarowani działalnością Komisji głównie z dwóch powodów. Pierwszy to ten, że czas rozpoznawania spraw znacznie przekracza zakładane 4 miesiące. Drugi związany jest z kwotą proponowanych przez szpitale odszkodowań, często na symbolicznym poziomie.

Warto zatem zadać pytanie: czy system szwedzki no-fault jest rzeczywiście sprawniejszy?

Opis przypadku – odszkodowanie w Szwecji

Omówmy to na przykładzie jednej ze spraw. Współpracowałam przy jej prowadzeniu  ze szwedzkim prawnikiem, którego zatrudnił polski pacjent pewnej szwedzkiej kliniki.

Chory poddał się specjalistycznemu leczeniu w Szwecji. Jednym z jego etapów było wszczepienie implantu do kości kończyny. W krótkim czasie doszło niestety do uszkodzenia implantu. Konieczna była jego wymiana na nowy. Chory poddał się ponownej, odpłatnej operacji. Poszkodowany pacjent zaczął podejrzewać nieprawidłowości związane z jakością produktu. Zlecił więc już w Polsce badanie usuniętego implantu przez eksperta ds. materiałoznawstwa. Opinia wykazała występowanie wad materiałowych wszczepionego wyrobu medycznego. Warto zaznaczyć, że producent implantu ściśle współpracuje ze szwedzkim szpitalem, w którym przeprowadzono pierwszą operację.

W tej sytuacji oczywista była decyzja pacjenta o domaganiu się przez niego odszkodowania. Ponieważ w Szwecji możliwe jest wspomniane wcześniej pozasądowe dochodzenie roszczeń, pacjent zgłosił szkodę do Löf (Landstingens Ömsesidiga Försäkringsbolag). Löf to podmiotu obsługujący tzw. likwidację szkód z tytułu zdarzeń medycznych.

Leczenie za granicą

Leczenie za granicą

Od wniosku do decyzji o odszkodowaniu

Wniosek o odszkodowanie złożyliśmy w 2018 r. wraz z tłumaczeniem ekspertyzy dotyczącej wad materiałowych. Löf jednak dwukrotnie nie uznał roszczeń poszkodowanego. Nie kwestionował przy tym ustaleń prywatnej ekspertyzy dotyczącej implantu. Powoływał się na fakt, że uszkodzenie implantu nie wynikało z działań personelu medycznego. Co więcej, Löf o wydanie opinii eksperckiej zwrócił się do lekarza, będącego długoletnim kierownikiem szpitala, w którym doszło do wszczepienia wadliwego implantu. Wzbudziło to nasze istotne wątpliwości odnośnie obiektywności opinii.

Śpiesz się powoli?

W związku z tym pod koniec 2019 r. złożyliśmy odwołanie do Kolegium ds. Obrażeń Pacjentów. Kolegium przeprowadziło swoje postępowanie, które trwało ponad półtora roku!  Ostatecznie Kolegium uznało, że poszkodowanemu należy się rekompensata za doznaną szkodę i że Löf ma wydać zmienioną decyzję.

Stanowisko to zostało przekazane do Löf, który procedował nad ponownym rozpatrzeniem sprawy kolejny – niemal –  rok, od października 2021 r. do lipca 2022 r.

Odszkodowanie dla pacjenta w Szwecji

Ostatecznie Löf przychylił się do oceny Kolegium ds. Obrażeń Pacjentów. Zadecydował o wypłacie na rzecz poszkodowanego kosztów wymiany protezy w wysokości 83.293 koron szwedzkich (około 37 tys. zł). Pacjentowi przyznano też niewielkie zadośćuczynienie w wysokości 3.000 koron szwedzkich (około 1,3 tys. zł) i odsetki za zwłokę w wysokości 1.087 koron szwedzkich (około 500 zł). Łączna kwota uzyskanej rekompensaty wynosiła zatem 87.380 koron szwedzkich (ponad 38 tys. zł).

Pacjent nie otrzymał przy tym żadnego zwrotu kosztów reprezentacji prawnej niezbędnej w trakcie dochodzenia roszczeń. Bez szwedzkiego prawnika z pewnością nie udałoby się uzyskać odszkodowania, a mimo to Löf nie zwraca kosztów prawych. Warto zaznaczyć, że wspomniane honorarium szwedzkiego prawnika stanowiło istotne obciążenie dla poszkodowanego pacjenta. Wynosiło łącznie w przybliżeniu 3.800 euro (około 17 tys. zł) za około 31 godzin pracy przy zastosowaniu godzinowej stawki 120 euro.

Ostatecznie więc klient nie uzyskał pełnego odszkodowania za poniesione koszty nieprawidłowego leczenia.

Dobrze tam, gdzie nas nie ma

Zdecydowałam się na opis konkretnego przypadku, żeby obalić mity o tym, jak łatwo i sprawnie można otrzymać odszkodowanie według skandynawskiego modelu no-fault.

Można tę relację potraktować jako przykład, że nie tylko w naszym kraju pacjentom nie jest łatwo walczyć o odszkodowanie za – szeroko pojęty – błąd medyczny.

Można też wyciągnąć szersze wnioski. Jak widać, postępowanie przed szwedzkimi organami systemu no-fault nie należy do postępowań szybszych niż postępowania przed wojewódzkimi komisjami ds. orzekania o zdarzeniach medycznych w Polsce. Okresy oczekiwań na kolejne działania w sprawie wielokrotnie wynosiły co najmniej pół roku. I to nawet w tak prostych kwestiach jak przekazanie akt sprawy między instytucjami.

Komentarz prawny

Warto przy tym zaznaczyć, że opisywana sprawa nie należała do wysoce skomplikowanych pod kątem stanu faktycznego lub zakresu niezbędnego opiniowania. Mimo to czas jej rozpatrywania wyniósł ponad 4 lata. Jest to czas porównywalny niekiedy do postępowań sądowych prowadzonych w Polsce.

Dodatkowo powołanie na biegłego lekarza, będącego istotnie powiązanym z placówką, której dotyczyło zgłoszenie, jest postępowaniem budzącym wątpliwości co do rzeczywistej motywacji organów rozpatrujących roszczenia pacjenta.

Trzeba też zwrócić uwagę, że mimo iż w Szwecji ma obowiązywać system no-fault, to Löf używał argumentu o braku zawinienia personelu jako popierającego jego stanowisko o braku podstaw do wypłaty roszczeń.

Niewątpliwie w innych przypadkach roszczenia pacjentów mogą być rozpatrywane w Szwecji sprawniej, niemniej wydaje się że opisywana sprawa nie stanowi anomalii. Jeżeli zatem taka jest rzeczywistość dochodzenia roszczeń na rzecz pacjentów w systemie szwedzkim, to warto mieć na uwadze wady tych rozwiązań. Szczególnie, gdy system szwedzki obecnie przedstawia się jako model idealny, do którego powinniśmy dążyć w naszym kraju.

Wpis powstał we współpracy z mec. Andrzejem Kuschem, który również był zaangażowany w pomoc prawną w opisywanym przypadku.

Szwedzki system no-fault opisałam także w 2020 r. na łamach Rzeczpospolitej w artykule  „Dwie drogi do odszkodowań za błędy medyczne”, którego współautorem jest Joakim Jäderström z PEOPIL.