Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Jak uzyskać odszkodowanie?

Przeczytałam niedawno, że pewien renomowany publiczny szpital zaciągnął kolejną pożyczkę w parabanku. Bez tych pieniędzy mogło zabraknąć na dostawy leków, jedzenie, energię czy obsługę długów. Skoro jest tak źle, to czy można mieć pewność, że szpital, który nie ma na codzienne funkcjonowanie, zapewnia nowoczesne i odpowiednie narzędzia do operacji?

***

Nie przegapcie okazji, aby posłuchać, co mam do powiedzenia i jak możecie wykorzystać te informacje dla siebie. Kliknijcie w link poniżej, aby posłuchać najnowszego odcinka i dołączyć do naszej rosnącej społeczności słuchaczy!

 

 

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawicie swoją opinię i podzielicie się podcastem z innymi. Czekam na Wasze komentarze i sugestie!

***

Udany zabieg to nie tylko kwestia generalnego doświadczenia i wiedzy operatora. Nie mniej ważne jest to, czy szpital ma:

  • sprawne narzędzia do operacji
  • odpowiednie instrumentarium do wykonywania danego typu zabiegów
  • odpowiednią ilość narzędzi w stosunku do zaplanowanych zabiegów
  • doświadczony i przeszkolony w używaniu danego typu narzędzi do operacji personel.

Nieodpowiednie narzędzia do operacji ortopedycznej

 

Każdy lekarz do planowanego zabiegu musi się przygotować. Szczególne wymagania wiążą się z operacjami ortopedycznymi. Nie każde instrumentarium jest uniwersalne. Na przykład systemy stabilizacji złamań produkcji danej firmy wymuszają użycie narzędzi tego samego producenta do zakładania i usuwania takich zespoleń. Jeśli szpital takim instrumentarium nie dysponuje i operator używa tego, co akurat „ma na stanie”, to naraża pacjenta na zwiększone ryzyko powikłań jatrogennych.

O tym, czym jest powikłanie jatrogenne, możesz przeczytać we wpisie: „Błąd jatrogenny, czyli granice żenady”.

„Użyję tego, co zwykle…”

 

W pewnej prowadzonej przeze mnie sprawie nie tyle chodziło o brak narzędzi danej firmy, ale o decyzję operatora. Wynik operacji był kiepski, co według wpisu w dokumentacji, wynikało z niezastosowania zespolenia przeznaczonego do tego typu złamania.  Przez to w trakcie operacji nie wykonano prawidłowo repozycji odłamów i nie zespolono ich.

Nie ma i już 

 

Kolejny przypadek z życia wzięty: w trakcie dwuetapowej operacji okazało się, że nie ma sterylnego narzędzia w odpowiednim rozmiarze. W dokumentacji widnieje adnotacja, że z tego powodu odstąpiono od dokończenia operacji. Pacjent musiał przejść drugą operację, poddać się drugiemu znieczuleniu, oczywiście w innym terminie. Komentarz pewnej lekarki do tej sytuacji:

„To teraz niestety coraz częstsza „normalność”, w niektórych szpitalach np. nie ma nocnej zmiany sterylizacji, jakby mało było, że operować musimy narzędziami, które kupione zostały ponad 20 lat temu, gdy powstawał nasz oddział. Do tego ciągle psujący się stół do operacji…”.

Serwis pilnie potrzebny

Narzędzia do operacji

Narzędzia do operacji

W innym przypadku okazało się, że zawiodło instrumentarium do operacji kręgosłupa. Awarii uległ jeden z istotnych elementów. Efekt: źle osadzony implant, powodujący bardzo poważną szkodę na zdrowiu pacjentki.

Błąd organizacyjny – co mówi dokumentacja medyczna?

 

Ustalenie, że doszło do błędu organizacyjnego związanego ze stosowaniem narzędzi podczas operacji nie jest proste. Najczęściej personel nie informuje pacjenta co zaszło wychodząc z założenia, że to są wewnętrzne sprawy szpitala.

Coraz częściej jednak lekarze i pielęgniarki nie chcą być obarczani odpowiedzialnością za zdarzenie medyczne, za niekorzystny efekt operacji, za który nie ponoszą winy. Wówczas w dokumentacji medycznej można znaleźć wzmianki o przyczynie powikłań podczas zabiegu, którą może okazać się właśnie problem z instrumentarium: np. awaria narzędzi użytych do operacji czy brak właściwych narzędzi.

Jeśli masz wątpliwości, co zaszło podczas twojego zabiegu i czy należy ci się odszkodowanie – napisz. Sprawdzę, czy przypadkiem nie doszło do błędu organizacyjnego.

 

***

Podcastu Błąd Lekarza możesz słuchać również na YouTube:

***

 

Trwa batalia rodziców o prawo do pracy. Chcą móc pogodzić pracę z opieką nad osobą z niepełnosprawnością. I oczywiście dorobić do głodowych 2458 zł świadczenia pielęgnacyjnego. Świadczenie pielęgnacyjne to ekwiwalent za rezygnację z własnych zarobków – pomoc ze strony władz publicznych. Pomoc czy jałmużna? Kwota 2458 zł pewnością nie wystarcza na zaspokojenie nawet podstawowych potrzeb. Żądania opiekunów są więc jak najbardziej słuszne. Szczęście w nieszczęściu: świadczenie pielęgnacyjne otrzymywane przez opiekuna pacjenta poszkodowanego przez błąd medyczny nie pomniejsza renty, jaką ma wypłacić podmiot leczniczy winny tego błędu.

To sedno niedawnego wyroku Sądu Najwyższego. Dotyczył co prawda dziewczynki poszkodowanej w wypadku drogowym, ale konkluzje zawarte w uzasadnieniu mają uniwersalny charakter.

Świadczenie pielęgnacyjne okiem SN

SN (sygn. akt II CSKP 660/22) stwierdził niedawno:

„Renta, aby była „odpowiednia”, musi uwzględniać różne okoliczności składające się na sytuację poszkodowanego. Do okoliczności tych zaliczyć można m.in. sprawowanie opieki nad poszkodowanym przez członków rodziny, realizujących tym samym obowiązki wynikające z prawa rodzinnego (…).

Nie bez znaczenia jest również korzystanie przez rodzinę skarżącej z różnych form wsparcia socjalnego, w tym w związku z rezygnacją z pracy zarobkowej w celu opieki nad skarżącą.

Kwoty wspomnianego wsparcia nie pomniejszają bezpośrednio renty należnej powódce, a w szczególności nie uzasadniają odjęcia ich równowartości od wysokości renty hipotetycznie należnej.”

Renta za błąd medyczny

Przypomnę, że pacjent poszkodowany przez błąd medyczny ma prawo do renty w sytuacji, gdy:

  • całkowicie lub częściowo utracił zdolność do pracy zarobkowej 

lub

  • zwiększyły się jego potrzeby

lub

  • zmniejszyły się jego widoki powodzenia na przyszłość. 

Koszty opieki, świadczenie pielęgnacyjne – co udowodniać w procesie

Konieczność zapewnienie i sfinansowania opieki to tylko kropla w morzu potrzeb poszkodowanego pacjenta. Ubiegając się o rentę w procesie o odszkodowanie za błąd medyczny musimy udowodnić nie tylko to, ile więcej wydaje się na co dzień w związku z sytuacją zdrowotną pacjenta. Wykazujemy też na przykład, ile zarobiłby, gdyby mógł pracować zawodowo. Liczy się też koszt tych potrzeb, których się nie zaspokaja z uwagi na brak środków. Chodzi tu najczęściej o pełnowymiarową rehabilitację, niedostępną „na NFZ”.

Świadczenie pielęgnacyjne

Świadczenie pielęgnacyjne

 

Osią niezgody często jest okoliczność, czy opieka sprawowana przez członków rodziny ma być „bezpłatna”. Tak chcieliby ubezpieczyciele szpitali. Na szczęście nie mają racji. Za tę pracę – często ponad siły – należy się wynagrodzenie. Wynagrodzenie to, według orzecznictwa, powinno odpowiadać realnym stawkom rynkowym za tego typu usługi opiekuńcze. Niestety z praktyką ubezpieczycieli i nieuzasadnionymi odmowami uznania takich roszczeń wciąż trzeba walczyć w procesach sądowych.

Świadczenie pielęgnacyjne

Kto ma prawo do świadczenia pielęgnacyjnego?

Świadczenie pielęgnacyjne przysługuje:

  • • matce albo ojcu,
  • • opiekunowi faktycznemu dziecka,
  • • osobie będącej rodziną zastępczą spokrewnioną (dziadkowie, rodzeństwo)
  • • innym osobom, na których zgodnie z przepisami kodeksu rodzinnego i opiekuńczego ciąży obowiązek alimentacyjny (wstępni, zstępni, rodzeństwo), z wyjątkiem osób o znacznym stopniu niepełnosprawności,

jeżeli nie podejmują lub rezygnują z zatrudnienia lub innej pracy zarobkowej w celu sprawowania opieki nad osobą legitymującą się orzeczeniem o niepełnosprawności z określonymi wskazaniami.

 

Czy bliskim należy się wynagrodzenie za opiekę?

I w tym aspekcie powołany wyżej wyrok SN przypomina o prawach poszkodowanych pacjentów i ich rodzin, którzy często nie są w stanie udowodnić kosztów jakie ponoszą, „co do złotówki”. Przypominać trzeba, bo mimo, że już kilka lat temu w uchwale składu 7 sędziów (III CZP 31/19) SN stwierdził, że:

„Poszkodowany, który doznał uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia, może domagać się na podstawie art. 444 § 1 k.c. odszkodowania z tytułu kosztów opieki sprawowanej nad nim nieodpłatnie przez osoby bliskie.”

to, jak wspomniałam, ubezpieczyciele z uporem godnym lepszej sprawy albo w ogóle nie „wyceniają” kosztów opieki sprawowanej przez osobę bliską, albo przyjmują absurdalne stawki, typu 7 zł.z a godzinę.

Świadczenie pielęgnacyjne, renta – artykuł w Rzeczpospolitej

Podsumowałam kwestie opieki osób bliskich w komentarzu do wyroku, o jaki poprosił mnie dziennik „Rzeczpospolita”:

„SN słusznie kładzie nacisk na konieczność złagodzenia trudności dowodowych, z jakimi w procesie zmaga się poszkodowany na zdrowiu. Sąd ma czuwać na „odpowiedniością” renty uzupełniającej nie będąc związanym koniecznością rachunkowego przyporządkowania poszczególnych składników rekompensaty do każdej z trzech przesłanek z art. 442 §2 k.c.

Trafnie także SN przypomniał, że wsparcie socjalne, jakie otrzymuje rodzina, nie pomniejsza bezpośrednio renty należnej poszkodowanemu. Potwierdza to linię orzeczniczą dotyczącą zasady compensatio lucri cum damno. Świadczenie rentowe obciąża sprawcę, a zasiłki jako świadczenia przyznane ze środków publicznych mają na celu wsparcie osób, które znalazły się w trudnej sytuacji lub które wypełniają inne bliżej określone w ustawie kryteria pomocy. Świadczenia te są wyrazem solidaryzmu społecznego i elementem wsparcia Państwa dla osób potrzebujących.”

Co robić? Krótki poradnik dla poszkodowanych przez błąd medyczny

Przy okazji zastanawiania się, co przysługuje pacjentowi poszkodowanemu przez błąd medyczny, jak kalkulować rentę i odszkodowanie, warto sięgnąć do  krótkiego poradnika opublikowanego już kilka lat temu przez portal niepełnosprawni.pl. Znaleźć go można tutaj: „Płacz po narodzinach. Gdy lekarz popełnił błąd…”. Pomocne mogą być też informacje z mojego bloga: „Jak dostać odszkodowanie za błąd medyczny”

Kilka przydatnych tekstów o rencie znajdziesz też na moim drugim blogu, na przykład tutaj: „Rekordowa renta za błąd medyczny?”

 

Przyczyna zgonu – jakie ma znaczenie?

Jolanta Budzowska28 stycznia 20234 komentarze

[Aktualizacja wpisu]

Od 1 stycznia 2024 roku obowiązują nowe przepisy dotyczące wzorów kart urodzenia, martwego urodzenia oraz karty zgonu. Regulacje obejmują też procedury przekazywania danych do urzędów stanu cywilnego i służb statystyki publicznej. Podmiot sporządzający kartę zgonu ma obowiązek przekazać dane dotyczące przyczyny zgonu do GUS.

– To, co jest bardzo ważne z perspektywy zgonów, to umiejętność właściwego nazywania rozpoznań. Pytanie, czy właściwie prowadzimy statystykę, skoro nikt prawidłowego kodowania nie uczy? – powiedział dla portalu Rynek Zdrowia Michał Chrobota, prezes Polskiego Towarzystwa Koderów Medycznych. Obecnie koderami w wystawianiu kart zgonów są – z reguły – lekarze, a „nikt ich tego nie uczył, nie pokazał, co to znaczy przyczyna bezpośrednia”.

– Wiemy o tym, że od wielu lat mamy totalny miszmasz jeśli chodzi o przyczyny zgonów. Jeżeli w statystykach przyczyną co drugiego zgonu jest zatrzymanie akcji serca, to co nam to mówi? Klasyfikacja powinna jednoznacznie wskazywać, jaka była faktyczna przyczyna (choroba), która doprowadziła do śmierci – podkreśla.

Poniżej przypominam mój wpis z 2020 r. na temat przyczyn zgonu. Nadal aktualny, choć już najczęściej nie o COVID chodzi. Prawidłowo ustalona przyczyna zgonu ma ogromne znaczenie dla udowodnienia, że do śmierci doszło na skutek błędu medycznego.

***

Twitter rozgrzał się niedawno do czerwoności. Ktoś napisał, że COVID-19 nie jest rzetelnie ujmowany w oficjalnych statystykach jako przyczyna zgonu. Niezależnie od tego, czy to prawda czy nie, można tylko przypomnieć, że prawidłowe określenie przyczyny zgonu ma znaczenie. 

Bezpieczeństwo przede wszystkim

Jak fakt, czy w przyczyna zgonu została prawidłowo ustalona, wpływa na możliwość uzyskania odszkodowania za błąd medyczny, napisałam tutaj: Sekcja zwłok: co trzeba koniecznie wiedzieć.  Dzisiaj na pierwszy plan wysuwa się jednak bezpieczeństwo innych osób. Stwierdzenie, że przyczyną zgonu była infekcja wirusowa – zakażenie koronawirusem SARS-CoV-2, ma bezpośredni wpływ na sytuację zdrowotną osób, z którymi zmarły się kontaktował. 

Statystyka przyczyn zgonów

Motto: „Statystyka przyczyn zgonów jest obarczona błędami, które w największym stopniu dotyczą nienowotworowych chorób układu oddechowego, osób zmarłych w starszym wieku oraz przypadków z krótką hospitalizacją.”*

Przyczyna zgonu w szpitalu

Kiedy ktoś umiera w szpitalu, sytuacja jest względnie prosta.  W teorii. Bo w praktyce wygląda to tak, jak w niedawnych doniesieniach medialnych:

„Młoda kobieta, która miała być 6. ofiarą śmiertelną koronawirusa, najprawdopodobniej zmarła na sepsę. Rzecznik prasowy Ministerstwa Zdrowia przekazał, że przyczyną śmierci 27-latki nie był COVID-19. (…) 27-latka kilka dni temu urodziła dziecko przez cesarskie cięcie. Po operacji rozwinęła się u kobiety sepsa i to właśnie posocznica była przyczyną śmierci.”

Przyczyna zgonu: żonglowanie słowami i statystyką 

Ktoś tu się bawi z nami w ciuciubabkę. Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – Państwowy Zakład Higieny przy współpracy z Ministerstwem Zdrowia wydał niedawno Wytyczne dotyczące określania przyczyn zgonów związanych z COVID-19. Zacytowane wyżej stanowisko rzecznika prasowego MZ ma się nijak do Wytycznych firmowanych przez ten sam… MZ. 

Według Wytycznych, określa się bezpośrednią, wtórną i wyjściową przyczynę zgonu, choroby współistniejące i potwierdzenie zakażenia SARS-CoV-2 dodatnim wynikiem testu. Trzeba ustalić łańcuch zdarzeń prowadzących do zgonu w przypadku COVID-19.

COVID-19 jest chorobą układu oddechowego. Może ona jednak przebiegać w postaci np. zapalenia płuc, ostrego zapalenia oskrzeli, zakażenia dolnych dróg oddechowych. COVID-19 może też prowadzić do sepsy. W przypadku zgonu pacjenta te choroby są tzw. wtórną przyczyną zgonu. 

Wyjściowa przyczyna zgonu to COVID-19 wywołany zakażeniem wirusem SARS- CoV-2. 

Zakażenie wirusem musi być jednak potwierdzone testem. Nie powinno się zgłaszać „podejrzewanych” przypadków COVID-19. Gdy więc umrze pacjent, któremu nie zdążono wykonać testu, wymknie się statystyce. 

Czy konieczna jest sekcja zwłok?

Czasem nawet, gdy pacjent umiera w szpitalu, przyczyny zgonu nie można ustalić w sposób jednoznaczny.  Sekcja zwłok jest wówczas niezbędna. Nawet rodzina nie może zwolnić szpitala z tego obowiązku (czytaj więcej: Sekcja zwłok – co trzeba koniecznie wiedzieć) Sekcja zwłok przeprowadzana w szpitalu to tzw. sekcja administracyjna.

U osób z zakażeniem, nawet w przypadku wątpliwości co do prawidłowości leczenia, sekcje te będą teraz wykonywane niezwykle rzadko. O przyczynach, wspólnych dla administracyjnego badania pośmiertnego i dla sekcji prokuratorskiej, piszę dalej.  

A przy okazji interesujący szczegół:

Czy wiesz, dlaczego szpitale nie palą się do zlecenia sekcji zwłok? Jednym ze wstydliwych powodów jest to, że NFZ płaci tylko za diagnozowanie żyjących pacjentów…

Tzw. prokuratorska sekcja zwłok

Sądowo – lekarska sekcja zwłok jest wykonywana na zlecenie prokuratora lub sądu. Przeprowadza się ją, gdy istnieje podejrzenie spowodowania śmierci w wyniku przestępstwa, czyli m.in. błędu medycznego (czytaj więcej: Pacjent zmarł z powodu śmierci) Taką sekcję można, a nawet powinno się zlecić, gdy mimo że pacjent umiera w szpitalu, to jego zgon nastąpił w  mocno „problematycznych” okolicznościach. Lub wówczas, gdy lekarze orzekli „niewątpliwą” przyczynę śmierci, która jednak wzbudza istotne wątpliwości rodziny pod kątem zarzutów o błąd lekarski. 

I tu dochodzimy do sedna. Tak było w czasach „przed wirusem”. Czy dziś możliwe jest szybkie i skuteczne zawiadomienie prokuratury o podejrzeniu śmierci spowodowanej przez błąd medyczny?  

Sekcja zwłok w czasie zarazy 

Nie wiem, ile prokuratorskich sekcji zwłok wykonano u osób z podejrzeniem zakażenia od czasu ogłoszenia stanu zagrożenia epidemiologicznego w Polsce. Mogę jedynie przypuszczać, że były to pojedyncze przypadki. Prokuratorzy od początku alarmowali, że w żaden sposób nie są przygotowani do nadzorowania takich obdukcji. Nie mają na wyposażeniu dostatecznej ilości materiałów ochrony osobistej. Nie ma też fizycznie gdzie wykonywać sekcji w bezpiecznych warunkach. 

Prokurator Robert Wypych w materiale TVN24 podaje przykład: 

– Ktoś umrze w domu, w trakcie kwarantanny. Będzie podejrzenie, że zgon nastąpił w związku z koronawirusem, a chory obciążony innymi chorobami somatycznymi z nieznanych przyczyn nie został przyjęty do szpitala. Wtedy prokurator zgodnie z przypisami będzie musiał przyjechać na miejsce, czyli do mieszkania lub domu, gdzie odkryto ciało zmarłego i dokonać oględzin.

– A jak przetransportować zwłoki tak, by nikogo nie zakazić? Skąd wziąć szczelne kapsuły na zwłoki? A co, jeśli trzeba będzie zgromadzić dużą ilość zwłok epidemiologicznych i przeprowadzić sekcje w jednym miejscu. Czy wszystkie Zakłady Medycyny Sądowej są na to przygotowane?

Medycyna sądowa na ratunek

Częściowych odpowiedzi na te pytania udzielili prokuratorom w Zaleceniach z 17 marca 2020 r. dr hab. Grzegorz Teresiński – konsultant krajowy w dziedzinie medycyny sądowej i dr hab. Tomasz Jurek, prof. UM we Wrocławiu – w imieniu Polskiego Towarzystwa Medycyny Sądowej i Kryminologii. 

Wskazówki, jakie wynikają z Zaleceń, to m.in.:

  • W przypadku zgonów z podejrzeniem zakażenia wirusem SARS CoV-2, w których nie pobrano materiału do badań wirusologicznych, może zaistnieć potrzeba pobrania wymazów z górnych dróg oddechowych.  Można to wykonać podczas oględzin zewnętrznych bez przeprowadzania otwarcia zwłok.  
  • W niektórych sytuacjach może zaistnieć potrzeba wykonania sekcji zwłok osoby zmarłej w wyniku podejrzenia zakażenia wirusem COVID-19 ze wskazań procesowych. Jest tak np. w przypadku podejrzenia błędu medycznego. W takich przypadkach, zgoda na podjęcie się przeprowadzenia badania pośmiertnego zależy od kierowników poszczególnych ZMS (zakładów medycyny sądowej).
  • W przypadku braku konieczności pilnego przeprowadzenia badania, wskazane jest odczekanie z rozpoczęciem sekcji zwłok co najmniej 3 dni od chwili śmierci chorego. Ciało jest wówczas przechowywane w chłodni i zabezpieczone w podwójnym worku na zwłoki.

Zgon w domu poza statystyką

W praktyce, jeśli pacjent umiera w domu i nie ma podejrzenia popełnienia przestępstwa, nikt nie będzie ustalał czy pacjent był zakażony i czy przyczyną zgonu nie jest infekcja koronawirusem. Prokurator nie przyjedzie na miejsce zdarzenia, bo skoro wykluczony jest udział osób trzecich, to nie ma powodu do jego interwencji.

Lekarz rodzinny stwierdzający zgon nie ma uprawnień do zlecenia testów w kierunku zakażenia SARS-CoV-2. Z drugiej strony, na podstawie samego podejrzenia nie może wpisać w kartę zgonu, że przyczyną śmierci była choroba zakaźna.

Sanepid nie ma ani uprawnień, ani możliwości pobrania wymazu od osoby zmarłej. I koło się zamyka. A lekarzowi rodzinnemu pozostaje wpisać w kartę zgonu to, co jest piętnowane jako zła praktyka przez Wytyczne PZH:

„Nie należy stosować niedokładnych i nieścisłych opisów stanów i chorób, które uniemożliwiają precyzyjne określenie i zakodowanie wyjściowej przyczyny zgonu („garbage codes”, czyli kody bezużyteczne np. zatrzymanie krążenia).”

Edit: Już po opublikowaniu powyższego postu wprowadzono opcję uznania, że pacjent zmarł na koronowirusa. Nawet w przypadku niewykonania testu. Tyle, że „kod wyjściowej przyczyny zgonu zostanie nadany przez lekarza – kodera. Takich ,,koderów” jest na terenie Polski szesnastu.”

*Cytat w motto pochodzi z publikacji z 2001 r.: „Trafność wyboru przez lekarza wyjściowej przyczyny zgonu i kodowania danych z kart zgonów”  Wiesław Jędrychowski, Elżbieta Mróz, Adam Wiernikowski i Elżbieta Flak, Przegl. Epidemiol. 2001;55:313-22.

 

Brak informacji o wyniku badania

Jolanta Budzowska19 stycznia 2023Komentarze (0)

Zwykle problem z badaniami polega na tym, że ich wyniki są albo tzw. fałszywie dodatnie, albo tzw. fałszywie ujemne. Na przykład: wynik badania histopatologicznego pokazuje, że w tkankach usuniętych u pacjenta stwierdzono komórki nowotworowe. Tymczasem u pacjenta należało podejrzewać wyłącznie niegroźne zmiany. Bywa też odwrotnie, jeszcze bardziej niebezpiecznie dla pacjenta. Chodzi o sytuację, kiedy lekarz oceniający badanie nie doszacuje ryzyka. Na przykład w badaniu mammograficznym oceni, że zmiany w piersi są łagodne i nie wymagają dalszej diagnostyki. A jednak w rzeczywistości mają charakter patologiczny i dochodzi do rozrostu raka.

***

Jeśli nie chcesz czytać dalej, możesz wygodnie posłuchać:

***

Tym razem chcę jednak napisać o innym wariancie błędów w diagnostyce. O braku informacji o wyniku badania i tego konsekwencjach. Jak można się domyśleć, chodzi tu o niekorzystny wynik, który nakazuje natychmiastowe leczenie, bo każdy dzień zmniejsza szanse pacjenta.

  • Lekarz ma obowiązek poinformowania pacjenta o wynikach badań diagnostycznych
  • Powinien w tym celu podjąć wszelkie możliwe działania: skontaktować się z pacjentem telefonicznie, mailem lub pocztą tradycyjną.
  • Szpital powinien uzupełnić kartę informacyjną o wyniki badań diagnostycznych i przekazać pacjentowi jakie ma możliwości dalszego leczenia.
  • Brak jest przepisów prawa ściśle określających procedurę powiadomienia pacjenta o wynikach badań.
  • W przypadku niepoinformowania pacjenta o niekorzystnym wyniku badania diagnostycznego podmiot leczniczy odpowiada za błąd medyczny, chyba że kontakt z pacjentem był niewykonalny.

Brak informacji o podejrzeniu raka

U pani Anny w rodzinie było szereg zachorowań na raka piersi. Bardzo więc dbała o swój stan zdrowia i regularnie się badała. Podczas ostatniej corocznej wizyty nie stwierdzono żadnych odchyleń od normy. Wydano skierowanie na kontrolne badanie mammograficzne, gdyż od poprzedniego mijały właśnie 2 lata. Pacjentka wykonała mammografię. Kolejna planowana wizyta w poradni odbyła się za rok, zgodnie z zaleceniem i dostępnymi terminami na NFZ.

Jakież było zdumienie pacjentki, gdy na tej wizycie dowiedziała się, że w mammografii – już wówczas sprzed blisko roku!- opisano zmianę „podejrzaną o npl”, co od początku wymagało pilnej dalszej diagnostyki i leczenia.

Dotąd, zgodnie z przyjętą praktyką, w razie niepokojącego wyniku badania pacjenci byli o tym informowani przez personel medyczny i proszeni o zgłoszenie się do placówki celem dalszej diagnostyki. Gdy wynik badania nie wskazywał na nic złego, pacjenci nie musieli sami zgłaszać się po wynik. W takim przypadku mogli spokojnie czekać na kolejną planową wizytę.

W przypadku pani Anny ktoś z personelu zignorował adnotację lekarza „wezwać”, a lekarz zapomniał, że prosił o wezwanie pacjentki. I tak minęło 12 bezcennych dla pani Anny miesięcy, kiedy nowotwór bez przeszkód rozwijał się w jej organizmie.

Brak informacji o wyniku badania hist.-pat.

W przypadku pani Kingi było jeszcze inaczej. Przeszła operację na jelicie grubym. Wszystko się udało, została wypisana w dobrym stanie. Zakończenie leczenia potwierdzono na wizycie kontrolnej 7 dni po zakończeniu hospitalizacji.

Pacjentka nie miała pojęcia, że podczas operacji pobrano materiał do badania histopatologicznego. Dowiedziała się o tym, kiedy po roku zdiagnozowano u niej przerzut raka płaskonabłonkowego. Lekarze poszukiwali ogniska pierwotnego.

I tak po nitce do kłębka dotarli do (własnej!) dokumentacji medycznej z poprzedniego pobytu pacjentki w szpitalu. Odnaleziono w niej wynik hist.-pat. z prawidłowym, choć niekorzystnym dla pacjentki rozpoznaniem. Wynik ten prawdopodobnie został omyłkowo przekazany do archiwum. Nie widział go żaden lekarz, nie mógł więc wdrożyć niezbędnego leczenia.

Brak informacji o wyniku badania – błąd medyczny

Czy w takich przypadkach jak opisane albo podobnych – braku informacji o niekorzystnym wyniku badania – podmiot leczniczy odpowiada za błąd medyczny? Czy pacjentowi należy się odszkodowanie za nie poinformowanie go o jego stanie zdrowia i pozbawienie go możliwości leczenia na wczesnym etapie choroby?

 

  1. Brak informacji o wyniku badania

    Brak informacji o wyniku badania

Wyroki, jakie zapadły w sprawach, które prowadziłam, nie pozostawiają wątpliwości. Szpital czy gabinet lekarski, a nawet pracownia diagnostyczna, odpowiada za nieprzekazanie pacjentowi informacji o niekorzystnym wyniku nawet wtedy, gdy to pacjent nie zgłosi się po wynik. Z jednym zastrzeżeniem: sytuacja, gdy z pacjentem w żaden sposób nie można się skontaktować, oczywiście nie może obciążać podmiotu leczniczego.

Wystarczy zdrowy rozsądek

Według sądów, obowiązek wykorzystania każdej możliwości, aby poinformować pacjenta o stanie zagrażającym życiu lub zdrowiu jest oczywisty i znajduje uzasadnienie zarówno przepisach ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty*, jak i w zasadach współżycia społecznego. Lekarz ma obowiązek udzielać pacjentowi przystępnej informacji o jego stanie zdrowia. Ma też obowiązek udzielać pomocy lekarskiej w każdym przypadku, gdy zwłoka w jej udzieleniu mogłaby spowodować niebezpieczeństwo utraty życia, ciężkiego uszkodzenia ciała lub ciężkiego rozstroju zdrowia.

Wyrok SA w Krakowie I Aca 283/17

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Krakowie z 31 stycznia 2019 r. (sygn. akt I ACa 283/18):

„Lekarz ma obowiązek informowania o wynikach badania pacjenta w sytuacji, która wymaga podjęcia niezwłocznych działań celem ratowania życia i zdrowia takiego pacjenta. Dlatego też zaniechanie odpowiedniej reakcji na wynik badania wskazujący chorobę nowotworową musi być ocenione jako naruszenie powinności”.

„Obowiązek należytej dbałości o życie i zdrowie człowieka może wynikać nie tylko z normy ustawowej, ale także ze zwykłego rozsądku, popartego zasadami doświadczenia, które nakazują unikanie niepodyktowanego koniecznością ryzyka”.

Wynik badania po wypisie

Wynik badania stanowi element dokumentacji medycznej indywidualnej. Zgodnie z odpowiednimi przepisami** podmiot przeprowadzający badanie lub konsultację przekazuje podmiotowi, który wystawił skierowanie, wyniki tych badań lub konsultacji. Karta informacyjna z leczenia szpitalnego jest sporządzana na podstawie historii choroby i musi zawierać m. in. wyniki badań diagnostycznych wraz z opisem,  oraz wskazania dotyczące dalszego sposobu leczenia.

Często się zdarza, że w momencie wypisywania pacjenta ze szpitala lekarz nie ma jeszcze „w ręku” kompletu badań histopatologicznych, bakteriologicznych czy obrazowych. W takiej sytuacji, w mojej ocenie, szpital ma obowiązek zaktualizować kartę informacyjną po ich uzyskaniu. Jeśli wyniki badań wskazują, że zalecane jest dalsze leczenie, szpital powinien pacjenta powiadomić o konieczności zgłoszenia się na wizytę. Podczas takiej wizyty lekarz, mając dostępny wynik badania, omówi z chorym możliwości terapeutyczne.

W praktyce często podaje się w karcie informacyjnej termin, po którym pacjent ma zgłosić się po wynik.  To nie jest dobra, ani zgodna z prawem praktyka, bo nawet jeśli pacjent odbierze taki wynik, to zostanie z nim sam. A powinien jednocześnie przynajmniej otrzymać od lekarza wskazania dotyczące możliwości dalszego leczenia.

Brak informacji o wyniku badania – tym niekorzystnym – obciąża szpital, a nie pacjenta. W takim przypadku pacjent ma prawo do zadośćuczynienia za naruszenie praw pacjenta i za szkodę na zdrowiu – jeśli opóźnienie w leczeniu spowoduje nieodwracalne straty.

 

*art. 31 ust. 1 w zw. z art. 30 i art. 4 ustawy z 5.12.1996r o zawodach lekarza i lekarza dentysty

*Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 6 kwietnia 2020 r. w sprawie rodzajów, zakresu i wzorów dokumentacji medycznej oraz sposobu jej przetwarzania (§ 9  ust. 4)

 

***

Podcastu Błąd Lekarza możesz słuchać również na YouTube:

***

 

 

 

 

Yanek nawet próbował być uprzejmy i delikatny: „Proszę mnie źle nie zrozumieć, ale SOR z założenia nie ma być miłym miejscem.”

Szybko jednak osobowość autora bierze górę. Jest twardo, dosadnie i przejmująco. 

Najlepsza „medyczna” książka ostatnich lat, jaką czytałam. Połączenie reportażu, thrillera medycznego, korepetycji z zachowań w sytuacji zagrożenia życia dla opornych, krytycznej analizy stanu systemu i założeń do reformy ochrony zdrowia, z elementami wprowadzenia do prawa dla ratowników i pacjentów oraz wątkami biograficznymi. 

Nie ma tam niczego, pod czym nie podpisałabym  się obiema rękami – mimo kompletnie innej perspektywy (prawnika poszkodowanych pacjentów, a nie medyków). 

Z tej książki dowiesz się: 

  • kto jest (lub może być) w zespole ratownictwa medycznego
  • jakie leki może, jakie powinien, a jakie podaje ratownik 
  • jak działa dyspozytornia medyczna
  • Do jakiego wezwania karetka (nie) jedzie na bombach?
  • jak (nie) są wyposażone karetki 
  • czy SOR przyciąga ćmy? 
  • co Manchester ma wspólnego z polskim SOR? 
  • czy po dwóch piwach można mieć powyżej 4,5 promila? 
  • czy Ordo Iuris powinno otworzyć własne kliniki?
  • kiedy wyciągać poszkodowanego z auta po wypadku?
  • czy należy się bać defibrylatora?
  • dlaczego seniorom przydają się pudełka życia?
  • wielu innych rzeczy, o których nawet ja – stykająca się na co dzień z najbardziej nieprawdopodobnymi przypadkami błędów medycznych, zdarzeń niepożądanych i brutalną rzeczywistością polskiej ochrony zdrowia – nie wiedziałam.

Yanek Świtała – Polski SOR

 

I jeszcze w książce znalazło się miejsce dla:

  • empatiii i zrozumienia dla pacjenta i jego bliskich
  • wielu zdementowanych miejskich legend
  • najlepszego wytłumaczenia idei no-fault (niezależnie od tego, czy się z nią zgadzam, czy nie) 
  • przerażającej prawdy o tym, co dzieje się na granicy białoruskiej
  • znakomitych anegdot.

Jedną z anegdot spalę:)  Poniżej skrót:

„Poród domowy. Po wszystkim pan tata pyta:

– Ej, w sumie skąd jechaliście? Bo zajęło wam to chyba z pół godziny?

– Tu obok byliśmy. A na kiedy był termin?

– No, na jutro.

– No to o Ci chodzi? Przecież jesteśmy przed czasem. Zaśmiał się, ja też.” 

Warto przeczytać, a nawet bardzo warto.

Moje wpisy o SOR i odpowiedzialności za błąd medyczny na SOR możesz znaleźć m.in. tutaj:

„Błędna diagnoza na SOR”

„Karta segregacji Medycznej – triaż na SOR”

„SOR, czyli punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”.