Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Jak uzyskać odszkodowanie?

Lista Śmiałych Polek 2021

Jolanta Budzowska23 stycznia 20225 komentarzy

Redakcja Wysokich Obcasów umieściła mnie na liście 50 Śmiałych Polek 2021. Znaleźć się w gronie tak wspaniałych kobiet to dla mnie ogromny zaszczyt, ale i wielka odpowiedzialność.

Nominację uzasadniono tak:

„Na salach sądowych staje w obronie pacjentek i pacjentów, którzy w ­trakcie leczenia stracili zdrowie, sprawność, marzenia. Występuje także w imieniu rodzin tych, którzy swoich bliskich stracili przez złą decyzję lekarzy czy personelu medycznego. Na swoim koncie ma m.in. najwyższą kwotę zadośćuczynienia wygraną w procesie o błąd medyczny. Dziś Jolanta Budzowska jest pełnomocniczką rodziny Izy z ­Pszczyny – kobiety, która trafiła do szpitala w 22. tygodniu ciąży z bezwodziem. ­Zmarła, gdy lekarze zbyt długo zwlekali z udzieleniem jej pomocy, ­czekali na ­obumarcie płodu. Razem z rodziną Izy będzie udowadniać w sądzie, że w szpitalu ­lekarze popełnili błąd.”

Sprawa Pani Izabeli z Pszczyny jest przykładem, że o sprawiedliwość warto i powinno się walczyć. Sprawiedliwość nie zaczyna się i nie kończy na rzetelnym procesie w jednostkowej sprawie. Czasem wymaga zmiany prawa.

Dlatego uważam, że na to wyróżnienie zasługuję nie tyle ja, jako pełnomocnik wykonujący po prostu swoją pracę, ale wszyscy, którzy wspierają najbliższych Pani Izabeli i wszyscy, którzy wyszli na ulice polskich miast żeby walczyć o #anijednejwięcej

Pacjenci nie powinni cierpieć przez błędy medyczne i przez złe prawo. Kobiety nie powinny umierać tylko dlatego, że są w ciąży, a prawo wiąże ręce lekarzom. Znamy już kulisy decyzji lekarzy. Szczegóły opisano w reportażu: „Lekarze z Pszczyny bali się oskarżeń o nielegalną aborcję?”

Na wszelki wypadek podkreślę raz jeszcze: niezależnie od motywów, jakimi kierowali się lekarze, w przebiegu leczenia Pani Izabeli popełniono niejeden błąd medyczny. To była kaskada niekompetencji. Takie jest moje zdanie i zdanie rodziny Pani Izabeli. Zobaczymy, jakie będą ustalenia trwającego śledztwa w tej sprawie.

Dziękuję redakcji Wysokich Obcasów za nominację 💛. Wierzę, że zmienimy świat na lepszy i że 2022 przyniesie dobre zdarzenia i dobre informacje!⚡️🌟🥂

Wszystkie nominacje i uzasadnienie redakcji:  Lista Śmiałych Polek 2021 

Lista Śmiałych Kobiet - Jolanta Budzowska

 

Jakiś czas temu przeczytałam relację prasową o młodym piłkarzu, który przez błąd lekarski stał się niepełnosprawny. Nawiązka zasądzona w wyroku karnym od lekarza dla pokrzywdzonego pacjenta wyniosła 30 tys. zł.

Gazeta Wyborcza pisze: „Po 12 latach batalii sądowej świdnicki sąd warunkowo umorzył postępowanie karne przeciwko ordynatorowi, który popełnił błąd medyczny. Za doprowadzenie młodego piłkarza do niepełnosprawności kazał zapłacić mu 30 tys. złotych nawiązki.” Na pozór wygląda na to, że te 30 tys. zł. to całe odszkodowanie, na jakie może liczyć poszkodowany. Na szczęście, tak nie jest. 

Nawiązka w wyroku karnym za błąd lekarski

Błąd lekarski, potwierdzony przez sąd karny, polegał na tym, że po prawidłowo wykonanej operacji złamania, noga pacjenta została włożona w gips. Niestety, gips został założony zbyt ciasno, a stan kończyny nie był należycie kontrolowany. Piłkarzowi groziła nawet amputacja. Ostatecznie nogę udało się uratować, ale mimo wieloletniej rehabilitacji pacjent jest niepełnosprawny, utyka, a jego kariera – co oczywiste – legła w gruzach. Sądowi karnemu rozpatrzenie sprawy zajęło 12 lat. Ostatecznie lekarz został uznany winnym nieumyślnego narażenia pacjenta na bezpośrednie niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Sąd uznał jednocześnie, że szkody na zdrowiu pacjenta nie doszło w wyniku złej woli lekarza. Był to tylko, czy może aż, skutek rutyny i zlekceważenia objawów martwicy. 

Nawiązka za błąd lekarski

Nawiązka za błąd lekarski

Nawiązka za błąd lekarski to nie wszystko

Czy przyznana przez sąd karny nawiązka w kwocie 30 tys. zł. to cała rekompensata, na którą może liczyć ten pacjent? Oczywiście nie, ale uzupełniające odszkodowanie za błąd lekarski to decyzja sądu cywilnego. Prowadziłam kiedyś podobną sprawie, gdzie stopy małego dziecka niestety nie udało się uratować.  Konieczna była amputacja. W procesie cywilnym wywalczyliśmy dla chłopca blisko 600 tys. zł. plus odsetki za lata trwania procesu. Opis procesu cywilnego znajdziesz tutaj: „Amputacja kończyny u małego dziecka, wysokie zadośćuczynienie”. W tej sprawie także toczyło się postępowanie karne. Nawiązka przyznana dziecku w wyroku karnym nie przeszkodziła w uzyskaniu dla niego dodatkowego zadośćuczynienia w procesie cywilnym.

Osobnym problemem jest to, czy warto czekać z wytoczeniem powództwa na zakończenie śledztwa, a nawet procesu karnego. Przeczytasz o tym tutaj: „Czy czekać na zakończenie sprawy karnej przeciwko lekarzowi?”

Nawiązka i zadośćuczynienie w orzecznictwie Sądu Najwyższego

Fakt, że nawiązka przyznana przez sąd karny od sprawcy – lekarza czy pielęgniarki – nie stoi na przeszkodzie dochodzeniu odszkodowania od podmiotu leczniczego i jego ubezpieczyciela, potwierdził ostatnio Sąd Najwyższy. W Uchwale do sygn. akt III CZP 84/20 z dnia 3 grudnia 2021 r. stwierdził, że:

 „Prawomocny wyrok zasądzający z urzędu w postępowaniu karnym zadośćuczynienie na rzecz pokrzywdzonego (art. 46 § 1 k.k.) nie stwarza powagi rzeczy osądzonej w części, w której zadośćuczynienie nie zostało zasądzone (art. 46 § 3 k.k. i art. 415 § 2 k.p.k.)”.

Karta informacyjna ostatnio stała się przedmiotem żywej dyskusji na twitterze. Komentujący, jak łatwo zgadnąć, podzielili się na dwa obozy: lekarzy i pacjentów. Lekarze twierdzili, że skoro pacjent dostaje wypis, to na tym kończą się ich obowiązki. Ma sobie przeczytać i się zastosować, bo oni nie mają czasu, żeby tłumaczyć to, co w niej zapisano. Jedna z pacjentek miała na to prostą odpowiedź: „Nie no spoko, po co pacjent ma wiedzieć, co właściwie wynika z badań, które mu robiono w szpitalu. Po co ktoś ma z nim rozmawiać w ogóle. Tylko czas zajmuje.”

Uprządkujmy zatem fakty. Karta informacyjna z leczenia szpitalnego jest podstawowym źródłem wiedzy dla pacjenta. Najczęściej przecież dopiero z karty wypisowej dowiadujemy się, jak przebiegało nasze leczenie i z jakimi zaleceniami pacjent opuszcza szpital. Wypis ze szpitala bywa też niestety źródłem nieporozumień, a nawet poważnych powikłań poszpitalnych.

Karta (dez)informacyjna

Miałam już w swojej praktyce do czynienia z sytuacjami, gdy na przykład:

  •  w wypisie było zalecenie zażywania określonego antybiotyku. Pacjent dostał jednak równocześnie dwie różne recepty, na odmienne antybiotyki. Jedna była niestety niezgodna z zaleceniami z karty informacyjnej, czego pacjent nie mógł wiedzieć. Leczenie poszpitalne okazało się nieprawidłowe, doszło rozwoju zakażenia;
  •  na recepcie na kilka leków, wydanej łącznie z kartą informacyjną, lekarza zapomniał wypisać leki przeciwzakrzepowe, mimo że w dokumentacji medycznej było zalecenie profilaktyki przeciwzakrzepowej. Nie ujęto tego jednak w karcie wypisowej. Doszło do zakrzepicy.
  • dziecko z podejrzeniem niedotlenienia okołoporodowego nie dostało skierowania do neurologa dziecięcego ani zalecenia kontroli w poradni neurologicznej. Opóźniono rozpoznanie lekkiego MPD, a rehabilitację wdrożono później, niż zaleciłby to neurolog.

O czym warto wiedzieć i pamiętać?

  1. Kartę informacyjną należy po raz pierwszy uważnie przeczytać jak najszybciej, najlepiej przed opuszczeniem szpitala.
  2. Jeśli karty informacyjnej nie wręczył nam lekarz, albo jeśli nam nie wytłumaczył zaleceń czy konsekwencji wynikających z postawionej diagnozy, prośmy o rozmowę z lekarzem prowadzącym. Lekarz ma obowiązek wytłumaczenie nam niejasnych lub niezrozumiałych dla nas fragmentów wypisu.
  3. Jeśli w karcie informacyjnej są błędy lub stwierdzenia niezgodne z rzeczywistością (np. „pacjent w dniu wypisu w stanie dobrym” – gdy jest transportowany do domu transportem sanitarnym..) – prośmy o korektę. Jeśli to nie poskutkuje – złóżmy stosowny wniosek na piśmie. Karta informacyjna z leczenia szpitalnego wystawiana jest na podstawie informacji zawartych w historii choro­by, więc musi się z nią zgadzać. W razie wątpliwości, poprośmy od razu o pełną dokumentację medyczną i zweryfikujmy także jej treść.
  4. Po przyjeździe do domu przeczytajmy jeszcze raz uważnie kartę informacyjną. Warto na przykład zwrócić uwagę, że obecnie – zamiast osobnej papierowej recepty otrzymywanej do niedawna przez pacjenta – w karcie wypisowej zamieszcza się tylko numery recept, które umożliwiają wykupienie leków.

Karta informacyjna – co powinna zawierać?

Karta informacyjna z leczenia szpitalnego powinna być w całości sporządzona w języku polskim.  W szczególności rozpoznanie choroby ma być ujęte w języku polskim – a nie po łacinie, co nadal się czasem zdarza!

Karta informacyjna powinna poza tym zawierać:

  1. wyniki badań diagnostycznych wraz z opisem oraz wyniki konsultacji;
  2. opis zastosowanego leczenia, a w przypadku wykonania zabiegu lub operacji – datę wykonania;
  3. wskazania dotyczące dalszego sposobu leczenia, rehabilitacji, żywienia, pielęgnowania lub trybu życia;
  4. orzeczony przy wypisie okres czasowej niezdolności do pracy, a w miarę potrzeby ocenę zdolności do wykonywania dotychczasowego zatrudnienia;
  5. adnotacje o produktach leczniczych wraz z dawkowaniem i wyrobach medycznych w ilościach odpowiadających iloś­ciom na receptach lub zleceniach na zaopatrzenie w wyroby medyczne wystawionych pacjentowi;
  6. terminy planowanych konsultacji, na które wystawiono skierowania;
  7. datę wypisu.
Karta informacyjna - błędy w wypisie ze szpitala

Karta informacyjna – błędy w wypisie ze szpitala

Karta ma być wydana „bez zbędnej zwłoki” – oznacza to niestety, że nie zawsze dostaniemy kartę w dniu wypisu, szczególnie, gdy są jakieś problemy organizacyjne po stronie szpitala.

Oczywiście, mam świadomość, że to co napisałam o karcie informacyjnej, a szczególnie okolicznościach w jakich jest i może być wręczana, to często niestety jedynie teoria. Rzeczywistość – od strony lekarzy – wygląda tak, jak mi to jeden z nich:

„Pani Jolonto. Onkologia, Wrocław. Okres ferii zimowych. Jeden lekarz, właśnie zszedł z bloku po 2 operacjach i…robi wypisy i przyjęcia. Sorry, ale czasem wydaje mi się, że opisujący sytuacje w polskich szpitalach udają, że nie wiedza jaka jest obsada kadrowa na oddziałach.”

W tej mizerii polskiej rzeczywistości szpitalnej spróbujmy więc i my, pacjenci, i lekarze, zrozumieć swoje potrzeby i ograniczenia. Podstawą jest jednak wydanie karty informacyjnej bez błędów, a ze strony pacjenta – uważne jej przeczytanie i zastosowanie się do zaleceń.

Zły zrost złamania

Jolanta Budzowska13 listopada 2021Komentarze (0)

Kiedy mój profesor matematyki z liceum omawiał sposoby rozwiązania danego zadania, przekonywał do stosowania prostszych wariantów niż droga „dookoła”. Nawet ta dająca w efekcie poprawny wynik. Mawiał, że wybór tej nieoczywistej metody jest nieracjonalny, że to tak, jak gdyby w sytuacji – gdy zaswędzi coś po prawej stronie głowy – drapać się lewą ręką. Da się, ale po co tyle zachodu?

Jak widać, obrazowe tłumaczenie utkwiło mi na lata w głowie. Ostatnio to wspomnienie powróciło w niecodziennej sytuacji i w nieoczywistym skojarzeniu. Mojemu klientowi przez błąd lekarski źle zrosło się złamanie ręki. I to on, w trakcie przygotowań do procesu uświadomił mi, jakie niezauważane przez otoczenie chorego konsekwencje w życiu codziennym rodzi nieprawidłowy zrost złamania. Okazało się bowiem, że czasem nie ma innego wyjścia, jak próbować uśmierzyć swędzenie po prawej stronie głowy poprzez drapanie się lewą ręką. To oczywiście częściowo prawda, częściowo przenośnia, przejdźmy więc do szczegółów.

Zły zrost złamania – problem estetyczny?

Nieprawidłowy zrost złamania to nie tylko problem estetyczny. To też niewyłącznie kwestia bólu, najczęściej zresztą towarzyszącego poszkodowanemu pacjentowi przez cały czas, 24 h na dobę. Z niemożnością wyczynowego uprawiania sportu też można się ostatecznie pogodzić.  Najtrudniej jednak jest z najbardziej trywialnymi czynnościami, powtarzanymi każdego dnia.

Tego problemu nie dostrzegają w dostatecznym stopniu biegli, a już na pewno ubezpieczyciele rozpatrujący wniosek poszkodowanych pacjentów o zapłatę. Jak to więc wygląda naprawdę, z perspektywy chorego?

Zły zrost złamania

Zły zrost złamania

Mój klient w mailu do mnie pisze tak:

„Dość zabawne jest dla mnie, że pozwani twierdzą, że lewa ręka jest mi do czegoś niepotrzebna, bo np. mam prawą. Według mnie cała nasza sprawa nie rozbija się o to, co mogę zrobić ręką prawą, a o to, czego nie mogę zrobić ręką lewą. Skupianie się na tym, że do czegoś wystarczy mi jedna ręka, odbieram jak tuszowanie problemu. Gdybym mógł wybierać, to wybrałbym brak kalectwa i sprawność obu rąk. Niestety, nikt mi nie dał wyboru i nie mam odwrotu.”

Smutne i prawdziwe słowa. Nieprawidłowy zrost złamania to na pozór prozaiczne problemy, z którymi poszkodowany pacjent musi się jednak mierzyć każdego dnia.

Konsekwencje nieprawidłowego zrostu złamania

Prześledźmy te „drobiazgi”, na którymi ubezpieczyciele, a niekiedy i sądy, bardzo często przechodzą do porządku dziennego:

  • problemy z czesaniem – wydawałoby się, że wystarczy jedna ręka, ale bywa, że korzystamy z suszarki. Co wtedy? Nie da się. Dlatego w jednym w wyroków w sprawie, którą wygrałam dla mojej klientki, składnikiem miesięcznej renty stała się opłata za fryzjera raz w tygodniu…
  • problemy z myciem – przydałby się pełny zasięg obu rąk, prawda?
  • problemy z pielęgnacją – nie da się np. nałożyć kremu na twarz czy na ciało, używając obu rąk, jedna ręka nie wszędzie sięga,
  • zaopatrywanie drobnych urazów, naklejanie plastra – dwie sprawne ręce wydają się nieodzowne!
  • higiena zębów (nić dentystyczna) – żadną miarą nie da się tego zrobić jedną ręką…
  • jedzenie z użyciem sztućców – nie wymaga komentarza;
  • wymuszona pozycja we śnie – kto śpi tak jak lubi, i miałby zostać tego pozbawiony, wie o czym mowa;
  • ubieranie się – tu kobiety mają chyba gorzej: rajstopy, biustonosz. Wiadomo;
  • opieka nad dzieckiem, zabawa z dzieckiem – poza wszystkim: brak dwóch rąk może utrudnić szybką reakcję i narazić dziecko na niebezpieczeństwo;
  • zakupy – używanie jednej ręki prowadzi prosto do zwyrodnień kręgosłupa;
  • telefon – stale tylko jedna ręka, jedno ucho – do komfortu daleko, prawda?
  • prowadzenie samochodu – da się jedną ręką, ale z pewnością nie jest w pełni bezpieczne;
  • opanowanie energicznego psa na spacerze – lepiej nie próbować jedną ręką.

Długo by jeszcze wymieniać.

Kiedy za takie sytuacje może ponosić odpowiedzialność szpital? Jednym z przypadków, kiedy pacjent może domagać się odszkodowania za błąd medyczny, jest nierozpoznanie złamania i/lub złe leczenie złamania.

Skargi na złe leczenie złamania i w efekcie zły zrost trafiają do mnie dość często. Złamanie z przemieszczeniem – co może pójść nie tak w przebiegu leczenia?

Zła diagnostyka obrazowa – nieprawidłowe RTG, brak RTG, zła ocena RTG

Pacjent trafia na SOR. Wykonywane jest zdjęcie RTG. To zdjęcie może być wykonane niepoprawnie technicznie. Diagnostyka obrazowa może też być niewystarczająca, na przykład brakuje zdjęć w niektórych projekcjach. Wreszcie poprawnie wykonane zdjęcie RTG może być niewłaściwie zinterpretowane.

Ciekawostka: zdjęcie złamanej kości powinno uwidaczniać również dwa przyległe stawy. Zmniejsza to ryzyko nierozpoznania towarzyszącego złamaniu podwichnięcia lub zwichnięcia w miejscu odległym od pierwotnego urazu.

Niewłaściwe badanie przedmiotowe i podmiotowe pacjenta za złamaniem

Trzeba pamiętać, że badanie radiologii konwencjonalnej (RTG) jest badaniem dodatkowym. Podstawę oceny stanu pacjenta stanowi dokładnie przeprowadzone badanie podmiotowe i przedmiotowe. Obraz radiologiczny stanowi jedynie uzupełnienie stanu klinicznego chorego.

Błędna metoda lub nieprawidłowo wykonana operacja nastawienia złamania

Ze złamaniami, szczególnie tymi wieloodłamowymi, wiążę się szereg problemów. Przede wszystkim operacja powinna być tak wykonana, żeby nastawienie i zespolenie odłamów gwarantowało stabilność zespolenia. Dlatego ważna jest zarówno sama technika wykonania, ale i dobór adekwatnej metody leczenia. Niekiedy typ złamania wymaga zespolenia płytkowego, a czasem wystarczy drut Kirschnera (drut K).

Brak kontroli pooperacyjnej, brak kontrolnego RTG lub niewłaściwa interpretacja RTG

Celem takiej kontroli jest sprawdzenie czy stabilizacja złamania jest prawidłowa w przebiegu pooperacyjnym, czy postępuje zrost i czy nie jest potrzebna korekcja operacyjna. Gdy takiej kontroli nie ma w odpowiednim czasie, może dojść do nieprawidłowego zrostu złamania.

Gdy stabilność zespolenia jest dyskusyjna, kontrola RTG powinna mieć miejsce do 14 dni po zabiegu, pomimo unieruchomienia gipsowego. Wcześniejsze stwierdzenie niepełnego nastawienia pozwoliłoby na szybszą korekcję operacyjną.

Pacjentami w grupie ryzyka zachorowania na zakrzepicę są między innymi chorzy, którzy poddali się zabiegom chirurgicznym w obrębie kończyn dolnych, jamy brzusznej czy miednicy. Wysokie ryzyko zakrzepicy występuje po operacjach ortopedycznych, dużych operacjach ginekologicznych, urologicznych, neurochirurgicznych i kardiologicznych.

Skoro zakrzepica jest  znanym powikłaniem leczenia chirurgicznego, to czy pacjent w ogóle może domagać się odszkodowania, gdy do ŻCHZZ  (żylnej choroby zakrzepowo-zatorowej) faktycznie dojdzie?

Zgoda pacjenta a zakrzepica

Lekarze zwykle uważają, że jeśli pacjent zgodził się na operację, a w formularzu świadomej zgody na operację wymieniono zakrzepicę jako możliwe powikłanie, to – mówiąc kolokwialnie – wiedział, na co się pisze. I niezależnie od tego, co się wydarzyło, szpital nie odpowiada i nie musi płacić odszkodowania. Czy tak jest rzeczywiście?

Zakrzepica

Zakrzepica

Rzeczywiście, w dzisiejszych czasach pacjent, podpisując zgodę na operację, oświadcza, że godzi się na niemal wszelkie możliwe ryzyka, jakie tylko można sobie wyobrazić. Z własną śmiercią włącznie.  Zła wiadomość dla szpitala jest jednak taka, że wbrew pozorom, taka blankietowa zgoda za zabieg nie wyłącza odpowiedzialności za błąd medyczny. 

Zgoda na zabieg

Pacjent nie obejmuje zgodą na zabieg skutków błędu lekarskiego.

Zakrzepica nie do uniknięcia?

Ryzyko, jakie bierze na siebie pacjent, wyrażając zgodę na zabieg operacyjny, obejmuje tylko zwykle powikłania pooperacyjne. Inne komplikacje, powstałe wskutek niewłaściwego leczenia, pomyłki, nieuwagi lub niezręczności lekarza, także te, do których doszło w sposób przypadkowy i niezamierzony – obciążają szpital.

Dokładnie tak jest z zakrzepicą.

Zakrzepica

Zakrzepica jest żylną chorobą zakrzepowo-zatorową (ŻChZZ).  Schorzenie to wiąże się z zatorem żylnym ograniczającym lub całkowicie blokującym światło żyły. Zakrzep uniemożliwia prawidłowy przepływ krwi w żyle, co powoduje niedokrwienie i niedotlenienie lokalnych tkanek. 

Najczęstsze błędy w profilaktyce zakrzepicy

Do sytuacji, kiedy za wystąpienie zakrzepicy można obwiniać lekarza i domagać się odszkodowania za błąd w leczeniu, należą m.in. takie, gdy:

  • pacjent został nieprawidłowo zakwalifikowany do grupy ryzyka wystąpienia powikłań zakrzepowych, co wpłynęło na błędne decyzje lecznicze
  • nie zastosowano przed operacją profilaktyki przeciwzakrzepowej mimo wskazań
  • profilaktyka przeciwzakrzepowa przed operacją odbiegała od zalecanych schematów leczenia bez uzasadnienia
  • nie stosowano profilaktyki przeciwzakrzepowej po zabiegu lub stosowano ją nieprawidłowo
  • pacjent nie otrzymał odpowiednich zaleceń i recepty przy wypisie ze szpitala
  • mimo skarg pacjenta, lekarz zlekceważył objawy zakrzepicy.

Poważne skutki zakrzepicy

Nieprawidłowe leczenie to jedno, ale by uzyskać odszkodowanie za błąd medyczny, trzeba wykazać przede wszystkim szkodę na zdrowiu jako konsekwencję błędów w leczeniu. W przypadku zakrzepicy skutki tego powikłania mogą być bardzo poważne. W jednej z prowadzonych przez mnie spraw biegły tak opisuje sytuację powoda:

„W wyniku błędu medycznego, jakiego dopuścił się pozwany szpital podczas zabiegu w dniu  X powód jest osobą, która wymaga stałej kontroli i leczenia w specjalistycznej poradni chirurgii naczyniowej. Przebycie zakrzepicy żył głębokich skutkuje rozwojem przewlekłej niewydolności żylnej pod postacią zespołu pozakrzepowego. Jest to schorzenie, które rozwija się powoli i charakteryzuje się narastaniem obrzęków, zmianami troficznymi skóry, rozwojem żylaków, a w najgorszym przypadku przewlekłym owrzodzeniem żył. Choroba ta ma charakter postępujący i nie rokuje wyleczenia. Na skutek przebytej zakrzepicy żył, u powoda zwiększyło się też ryzyko ponownego wystąpienia zakrzepicy. Natomiast wszczepione u powoda pomosty protezowe w związku z rekonstrukcją żyły niosą za sobą szereg zagrożeń takich jak zwiększone ryzyko niedrożności, czy infekcja wszczepu.”

Jeśli nie jesteś pewny, czy w Twoim przypadku za chorobę zakrzepowo-zatorową i jej skutki nie odpowiadają błędne decyzje podejmowane w toku leczenia operacyjnego, napisz do mnie. To jak wygląda proces analizy sprawy opisałam  tutaj.