Jolanta Budzowska

radca prawny

Partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy. Radcowie Prawni (BFP) z siedzibą w Krakowie. Specjalizuje się w reprezentacji osób poszkodowanych w cywilnych procesach sądowych w sprawach związanych ze szkodą na osobie, w tym w szczególności z tytułu błędów medycznych oraz z tytułu naruszenia dóbr osobistych.
[Więcej >>>]

Jak uzyskać odszkodowanie?

Tempo szczepień wyhamowało, więc słuchać głosy, że może szczepienia przeciw Covid-19 powinny być obowiązkowe? Może płacić chętnym? „Wkrótce” mają też zostać przedstawione szczegóły Loterii Narodowego Programu Szczepień. Cudzysłów w poprzednim zdaniu nieprzypadkowy, bo w kwestii szczepień jakoś tak już jest, że często obracamy się w sferze obietnic lub zapowiedzi, i w niej na dłużej pozostajemy, o czym m.in. jest ten tekst.  

A tymczasem ciszej zrobiło się wokół Funduszu Kompensacyjnego Szczepień Ochronnych. Żeby rozwiać obawy pacjentów przed poważnymi powikłaniami, rządzący już w styczniu 2021 r. obiecywali szybką zmianę przepisów i rekompensatę maksymalnie 100 tys. zł. Mamy koniec maja, a projekt ustawy nadal nie został nawet skierowany pod obrady Sejmu.

Ciszej nad tą trumną?

O rekompensatę miały móc ubiegać się osoby, u których wystąpiły niepożądane działania w wyniku przyjęcia szczepionki przeciw COVID-19 jeszcze przed wejściem w życie przepisów: po 26 grudnia 2020 roku, czyli wtedy, gdy rozpoczęto w Polsce te szczepienia.

Świadczeniem kompensacyjnym mają zostać objęte również działania niepożądane, które wystąpią w wyniku pozostałych szczepień – obowiązkowych! – przeprowadzonych od 1 stycznia 2022 r.

Odszkodowanie za szczepienie wyniesie maksymalnie 100 tyś. zł. Otrzyma je poszkodowany pacjent, jeśli dojdzie do naprawdę poważnych szkód na jego zdrowiu. Co ważne: nie trzeba będzie udowadniać winy producenta czy dystrybutora szczepionki.

Lepszy wróbel w garści, ale…

Oceniałam to jako rozwiązanie nie bez wad, ale z pewnością krok w dobrym kierunku. Plusem jest obiecywana „szybka ścieżka”.

Podobnie oddanie procedury wypłaty odszkodowań w ręce Rzecznika Praw Pacjenta. Bez specjalnych, nowych regulacji ustawowych osoby, u których wystąpił NOP i powikłania po szczepieniach (nie zawinione przez lekarza), w praktyce nie mogły dotąd liczyć na jakiekolwiek odszkodowanie.

Więc lepsze coś niż nic. Na razie mamy jednak nadal NIC (poza obietnicami), więc w międzyczasie przyjrzyjmy się, jak ten problem rozwiązały inne kraje.

Czesi płacą odszkodowanie za szczepienie

W Republice Czeskiej istnieje bardzo propacjentowski system rekompensat za powikłania związane z obowiązkowymi szczepieniami. Jest to stosunkowo nowe, bo zeszłoroczne rozwiązanie ustawowe.

Państwo zapewnia odszkodowanie osobie, która przeszła obowiązkowe szczepienie, jeśli szczepionka powoduje „szczególnie poważną szkodę na zdrowiu osoby zaszczepionej”. W takim przypadku wypłaca się zadośćuczynienie za krzywdę i odszkodowanie (rentę) z tytułu utraconych korzyści (zarobków) i zwiększonych wydatków, np. na koszty opieki.

Co interesujące, szczególnie w kontekście trwającej na ten temat w Polsce dyskusji (zobacz m.in. moje posty: „Więź rodzinna”, „Zadośćuczynienie dla najbliższych”), państwo czeskie zapewnia również zadośćuczynienie dla osoby bliskiej zaszczepionego pacjenta, jeśli szczepienie spowodowało śmierć lub szczególnie poważny uszczerbek na zdrowiu pacjenta.

Inaczej niż planuje się w Polsce, nie ma ograniczeń co do kwoty, którą państwo powinno wypłacić poszkodowanemu.

Ze szczepieniem przeciw COVID-19 jest dokładnie tak samo.  Specjalne przepisy uchwalono już w grudniu 2020 r.

Wielka Brytania – jednorazowe odszkodowanie za szczepienie

Regulacje zapewniające świadczenia finansowe osobom o znacznym stopniu niepełnosprawności w wyniku szczepień w UK obowiązują na mocy Vaccine Damage Payments Act już od 1979 r.

Państwo zapewnia jednorazową, wolną od podatku kwotę odszkodowania w wysokości 120.000 funtów każdemu, kto z powodu szczepienia stał się niepełnosprawny w stopniu znacznym. Ta regulacja obejmuje także od 31 grudnia 2020 r. powikłania po szczepieniach przeciw Covid-19.

Hiszpania – fundusz odszkodowawczy jak w Polsce

Na początku 2021 r. rząd hiszpański intensywnie promował szczepienia przeciwko Covid-19.

Jedną z zachęt – podobnie jak u nas – była obietnica utworzenia specjalnego „systemu funduszy odszkodowawczych” za szkody na zdrowiu będące rezultatem szczepienia.

Obecnie odszkodowania za szczepienia pozostają w tym kraju nadal w sferze życzeń (pacjentów)…

Niemcy – system rekompensat za szczepienie

 W Niemczech obowiązuje specjalny system rekompensat za szczepienia. Obejmuje również szczepienie przeciwko Covid-19.

Państwo musi wypłacić odszkodowanie przede wszystkim wówczas, gdy szkoda na zdrowiu w wyniku szczepienia ma związek ze szczepieniami obowiązkowymi lub zalecanymi przez państwo.

Poszkodowany pacjent nie musi udowadniać winy, ale rekompensata wypłacana z funduszy państwowych obejmuje jedynie odszkodowanie. Nie przysługuje zadośćuczynienie za krzywdę.

Węgry – odszkodowania za szczepienia obowiązkowe

Na Węgrzech istnieje system rekompensat za szczepienia obowiązkowe.

Jeżeli pacjent w wyniku podania szczepionki umrze, dozna poważnego uszczerbku na zdrowiu lub stanie się niepełnosprawny w stopniu znacznym, państwo wypłaci odszkodowanie jemu, jak również jego bliskim, którzy pozostają na jego utrzymaniu.

Jeśli szczepienie nie jest obowiązkowe, odszkodowanie na tych szczególnych zasadach nie przysługuje.

Holandia i Grecja

W Holandii nie ma uproszczonej ścieżki dochodzenia odszkodowań za powikłania po szczepieniu.

W Grecji również nie ma programu rekompensat za szczepienia.

Bardzo ciekawy wyrok wydał jednak ostatnio, bo w dniu 10 maja 2021 r., Naczelny Sąd Administracyjny Grecji (sygn. akt 622/2021).

Sąd ten orzekł, że w przypadku, gdy pacjent dozna szkody na zdrowiu w wyniku szczepienia przewidzianego w przepisach mających na celu ochronę zdrowia publicznego i osobistego, a ta szkoda nie wynika z winy osoby trzeciej (np. z powodu wadliwego produktu lub winy personelu aplikującego szczepionkę), wówczas państwo jest zobowiązane do wypłacenia sprawiedliwej rekompensaty ofierze szczepienia, zarówno za szkody materialne, jak i niematerialne.

Uzasadnia się to tym, że powikłania powodujące poważną szkodę na zdrowiu i inne negatywne konsekwencje szczepienia, któremu dana osoba poddała się dla dobra społeczeństwa, nie powinny obciążać ofiary. Państwo ma obowiązek zrekompensować taką szkodę.

Fundusz Kompensacyjny - odszkodowanie za szczepienie

Fundusz Kompensacyjny – odszkodowanie za szczepienie

***

Informacje o regulacjach prawnych obowiązujących w innych krajach zaczerpnęłam od prawników zagranicznych, z którymi współpracuję w ramach organizacji PEOPIL: Klara Dvorakova (Czechy), Mark Harvey (Wielka Brytania), Natalia Astigarraga (Hiszpania), Wolfgang Frese (Niemcy), dr Pataky Tibor (Węgry), John Beer (Holandia), Silina Pavlakis (Grecja). Dziękuję!

Odszkodowanie za COVID-19

Jolanta Budzowska13 maja 2021Komentarze (1)

Tytuł to oczywiście skrót myślowy. W poście omówię często poruszany temat, czyli czy należy się odszkodowanie za zachorowanie na COVID-19?  

Odszkodowanie za zakażenie koronawirusem

Jeśli chodzi o zakażenie i leczenie zakażenia koronawirusem, to wpływa do mnie spora ilość zapytań z grupy:

  • czy pacjent można dostać odszkodowanie za zakażenie go koronawirusem w szpitalu,
  • czy przysługuje zadośćuczynienie za śmierć osoby bliskiej, która zmarła z powodu COVID-19, bo była źle leczona,
  • czy za wadliwy wynik testu na COVID-19 należy się odszkodowanie?

Odpowiedź nie jest prosta, ale generalnie nie mam dobrych – dla poszkodowanych pacjentów – informacji.

I tak: zakażenie koronawirusem w szpitalu to z punktu widzenia prawa jest takie samo zakażenie szpitalne, jak każde inne.

Zakażenie szpitalne - definicja

Zakażenie szpitalne to takie, które wystąpiło w trakcie pobytu pacjenta w szpitalu, o ile nie choroba nie była w okresie wylęgania w momencie przyjęcia pacjenta do szpitala. Za zakażenie szpitalne uznaje się także zakażenie stwierdzone już po wypisie chorego ze szpitala, jeśli okres wylęgania się choroby „zahacza” o datę pobytu pacjenta w szpitalu.

Koronawirus w szpitalu to zakażenie szpitalne

Koronawirusa potwierdzonego u pacjenta w szpitalu najczęściej uznaje się za zakażenie szpitalne.

Najczęściej, bo nie ma pewności, że mimo ujemnego wyniku „na wejściu”, u pacjenta nie „wykluwał” się wówczas covid-19. Niestety jednak, samo uznanie choroby  za zakażenie szpitalne nie gwarantuje sukcesu w walce o odszkodowanie.

Pacjent musi udowodnić, że szpital ponosi winę za spowodowanie zakażenia. Czyli, że na przykład personel nie przestrzegał reżimu sanitarnego. W praktyce jest to bardzo trudne, choć nie niemożliwe w ekstremalnych sytuacjach.

Zgon na Covid-19 w szpitalu

Wiele osób pisze do mnie, bo nie może się pogodzić ze śmiercią najbliższego członka rodziny. Statystyki zgonów na COVID-19 są rzeczywiście cały czas przygnębiające. Sytuacji nie poprawia bezradność wobec braku kontaktu z osobami, które przebywają w szpitalu.

Na koniec dochodzą do tego najczęściej niejasne okoliczności ich śmierci na koronawirusa. Rzadko wykonuje się też sekcję zwłok, bo rodzinie zależy na czasie i szybkim pochówku. To może definitywnie przekreślić szanse na odszkodowanie za COVID-19.

Podstawowe zarzuty są zwykle podobne: było już tak dobrze, poprawiało się, a nagle dostałem/dostałam informację, że mama/babcia zmarła. Była źle traktowana, nie można było się doprosić o zmianę pościeli, skarżyła się – dopóki mogła rozmawiać przez telefon – że lekarz do niej nie zagląda.

Tu  znów: stan epidemii i fakt, że przyczyną zgonu było zakażenie wirusem SARS-CoV-2 niczego nie zmienia na lepsze, patrząc z punktu widzenia osób bliskich.

Nadal, jak w każdym przypadku śmierci na skutek „zdarzenia medycznego” musimy udowodnić, że pacjent był leczony niezgodnie z aktualną wiedzą medyczną. Co więcej: że gdyby był leczony prawidłowo, to jego szanse na przeżycie byłyby radykalnie większe.

Nie muszę więc dodawać, że w przypadku koronawirusa będzie to bardzo trudne. Między innymi z powodu ograniczonej wiedzy, jaką nadal mamy na temat tego patogenu i schematów jego leczenia.

Fałszywie dodatni/ujemny wynik testu na koronawirusa

Za tzw. fałszywie dodatni lub fałszywie ujemny wynik testu na koronawirusa teoretycznie można dostać odszkodowanie. Oczywiście, nie w przypadku, gdy – jak pasażerowie pewnego lotu z Indii – ktoś świadomie kupił fałszywe zaświadczenie o negatywnym wyniku testu.

Piszę o teoretycznej szansie na odszkodowanie, bo w pierwszej kolejności pacjent musi udowodnić, że wynik był rzeczywiście nieprawidłowy.

To jest bardzo trudne. Nie wystarcza argument, że test wykonany dwa dni wcześniej lub dwa dni później pokazał co innego. Data wykonania testu robi różnicę, choroba mogła być na przykład w dacie wylęgania.

Podsumowując: proszę dbać o sobie i omijać koronawirusa z daleka. Przetrzymamy ten trudny czas, jest już bliżej niż dalej do normalności!

Tego, że zabrakło tlenu w szpitalu i zmarło co najmniej sześciu pacjentów, nie dało się ukryć. Czy kiedyś dowiemy się co było przyczyną, że w godzinach rannych 30 marca 2021 r. w szpitalu tymczasowym w Poznaniu doszło do apokalipsy? Co sprawiło, że ponad 200 pacjentów wymagających tlenoterapii znalazło się w stanie zagrożenia życia? Część z nich nie przeżyła awarii instalacji tlenowej, część poniosła poważne konsekwencje niedotlenienia.  Dusili się na oczach bezradnego personelu. 

Media podają, że już wcześniej pojawiały się niepokojące sygnały.  W nocy zaczęło spadać ciśnienie tlenu w instalacji.  Uznano, że to przejściowa awaria. Rano zabrakło zupełnie tlenu w instalacji w całym szpitalu. Wielu pacjentów wentylowano ręcznie workami ambu tlenem z butli, bo respiratorów było za mało. Dostarczenie tlenu wszystkim potrzebującym było niemożliwie, bo nie wystarczyło rąk personelu dla każdego z potrzebujących. Brakowało wszystkiego: sprawnych worków ambu, zapasu przenośnych butli z tlenem.  Sprzętu do reanimacji i leków. Panował chaos, bo nikt nie pomyślał wcześniej, żeby opracować procedury na wypadek awarii instalacji, od której zależy życie pacjentów. 

Błąd organizacyjny – brak tlenu w szpitalu

„Błąd ludzki” czy błąd organizacyjny, który nie miał prawa się zdarzyć? 

Dziś można zadać sobie szereg pytań. Czego w szpitalu tymczasowym zabrakło: wiedzy, wyobraźni, rzetelnego wykonywania obowiązków, pieniędzy, czasu? Czy może wszystkiego naraz? Według mnie to nie był tylko ludzki błąd. Na tragedię pacjentów i medyków, którzy robili wszystko co w ich mocy, by ich ratować, złożyło się z pewnością wiele czynników, a wspólny mianownik to błąd organizacyjny.

Za co najmniej prawdopodobne przyczyny można uznać:

  • brak dostosowania zapasu gazów medycznych do zwiększającej się liczby pacjentów i brak odpowiednich obliczeń zapotrzebowania dla pacjentów 
  • zamówienie kolejnej partii tlenu na ostatnią chwilę 
  • zła organizacja zamówień tlenu – tlen jest produktem leczniczym, za którego zamówienie powinien odpowiadać w szpitalu farmaceuta, a nie technik
  • rozszczelnienie instalacji – uszkodzenie rurociągu, przez co zapasy ze zbiorników kurczyły się szybciej, niż powinny
  • zlekceważenie sygnałów o wcześniejszym większym dobowym zużyciu, niż w innych szpitalach, co mogło sygnalizować rozszczelnienie instalacji
  • brak alarmu sygnalizującego spadek ilości tlenu w zbiornikach
  • presja, aby uruchomić szpital jak najszybciej (do trzeciej fali epidemii można było się przygotować dużo wcześniej i dopiąć procedury)
  • pośpieszne uruchomienie szpitala mimo kłopotów ze sprzętem, z obsadzeniem stanowisk pracy, awariami instalacji gazowej
  • zbyt mały zbiornik rezerwowy na gaz 
  • brak systemu alarmowego, który informowałby lekarza dyżurnego i dostawcę tlenu o spadku poziomu gazu w zbiorniku poniżej granicy bezpieczeństwa.

Błąd organizacyjny: lekarze i pielęgniarki bezradni

Dokumentacja medyczna pacjentów, którą cytują Katarzyna Kaczorowska i Paweł Reszka w artykule „Tlen się ulotnił”* wiele mówi o sytuacji, jakiej musieli stawić czoła lekarze i pielęgniarki:

„(…) przepływ tlenu w masce (…) za niski ze względu na niskie ciśnienie tlenu w instalacji – brak możliwości przepływów na reduktorach. W kolejnych kontrolach spadek saturacji – ok. 80 proc., w kolejnej do 60 proc., dalszy brak możliwości zwiększenia przepływu tlenu na reduktorach, pacjent reagujący tylko na głos, następnie na ból, obserwując dalszy spadek saturacji, podjęto wentylowanie workiem ambu (…), uzyskiwano saturację rzędu 50-60 proc., po znalezieniu dostępnego sprzętu oraz leków do intubacji, co zajęło ponad 5 minut z powodu braku wolnego sprzętu (wszystkie wózki reanimacyjne były zajęte przez innych pacjentów) poproszono anestezjologa, który zaintubował pacjenta, prowadzono dalszą wentylację workiem ambu, nadal nie uzyskano odpowiednich przepływów tlenu”. 

Błąd organizacyjny – ilu pacjentów ucierpiało?

Jaki był dalszy los tego i innych pacjentów, których stan wymagał tlenoterapii, a których nagle pozbawiono tlenu na wiele minut? Nie wiem. Oficjalne dane mówią o sześciu zgonach. Nie wiadomo, jaki jest los dwunastu pacjentów, których ewakuowano do innych szpitali. Nie ma informacji, jaki jest stan pozostałych pacjentów. Chorych w momencie braku tlenu triażowano jak na wojnie: ci, którzy byli w najcięższym stanie, których szanse na przeżycie były niewielkie,  zostali oznaczeni kolorem czarnym… Uznano, że w pierwszej kolejności lepiej ratować innych.

Anonimowy lekarz z tego szpitala, cytowany w artykule, z którego zaczerpnęłam też przywołany wyżej fragment dokumentacji medycznej mówi, że bilans ofiar może być większy niż sześć zgonów. 

„Nie jest tak, że pacjent nie dostaje tlenu, potem go dostaje i wszystko wraca do normy. Chorzy, którym saturacja spadła bardzo poważnie, mogą mieć ubytki neurologiczne”.

Skutki niedotlenienia podczas operacji

Prowadziłam kiedyś sprawę niedotlenionego podczas operacji 17-letniego chłopca. Przez to, że po remoncie nikt nie sprawdził sprawności nowo oddanej instalacji gazowej, doszło do tragicznej pomyłki. W tracie operacji zamiast podawać mu mieszankę z tlenem, tłoczono czysty podtlenek azotu.  Doszło do uszkodzenia mózgu. Pacjent nie zmarł na sali operacyjnej. Przeżył, ale czas niedotlenienia był zbyt długi. Dziś jest czterokończynowo sparaliżowanym ponadtrzydziestoletnim mężczyzną, zdanym całkowicie na opiekę rodziców. Proces zakończył się wielomilionową wygraną. Tylko co z tego. Nikt ze szpitala nie poniósł odpowiedzialności za ten rażący błąd organizacyjny, za który pacjent zapłacił najwyższą cenę. 

Polacy, nic się nie stało

Dyrektor szpitala tymczasowego, komentując na antenie radia okoliczności tragicznej awarii w szpitalu tymczasowym, stwierdził: 

„Generalnie w tej dobie nie zmarło więcej pacjentów niż w poprzedniej.” 

Polacy, (znów) nic się nie stało? 

Czy Państwo likwidatorzy i pełnomocnicy ubezpieczycieli pamiętają, że ich słowa, te wypowiedziane na rozprawach i te ujęte w pismach procesowych, decyzjach i korespondencji z poszkodowanymi, mają moc? Nie, nie chodzi mi o moc „wygrania sprawy”. Chodzi o moc pogłębienia krzywdy poszkodowanych, ofiar błędów medycznych czy wypadków. Tego można uniknąć, nawet jeśli – jak Państwo (czego Wam nie zazdroszczę) – stoi się po ciemnej strony mocy.

Poniżej zamieszczam fragment tylko jednego z listów, jakie często otrzymuję, gdy moi Klienci zapoznają się z pismami ubezpieczycieli czy szpitali.

 

„To, co przeżyłem zarówno fizycznie jak i psychicznie w moim przekonaniu zasługuje nawet na większe odszkodowanie niż zawnioskowane. I nie chodzi mi tutaj, jak to ujęła druga strona, i co również jest dla mnie krzywdzące, o próbę „wzbogacenia” ale o faktycznie odczuwaną potrzebę odczucia zadośćuczynienia tego co się stało, pewnego rodzaju przeprosin z drugiej strony, uznania szkody i winy.

Tym bardziej podkreślanie przez drugą stronę, jakoby kwota xx tyś. zł powinna być satysfakcjonująca, jest w moim odczuciu kompletnym wyrazem braku szacunku i przejawów jakiejkolwiek empatii.

Nie dość, że doznałem krzywdy, to jeszcze druga strona (a w tym przypadku reprezentujące ją towarzystwo ubezpieczeniowe) zamiast starać się za wszelką ceną wynagrodzić zaistniała krzywdę i przeprosić w imieniu swojego klienta, traktuje mnie takim podejściem poniżej godności …

Jakbym to ja był jeszcze winien całej sytuacji.

Zdaje sobie sprawę, że jest celowe działanie i pewnego rodzaju „gra” drugiej strony, ale osobiście i emocjonalnie naprawdę trudno jest mi się z tym zmierzyć. Nie tego oczekiwałbym od strony, która występuje w imieniu sprawcy mojej tragedii.

Ciągle też nie rozumiem, dlaczego druga strona we wszelkich możliwych miejscach podkreśla „bezpłatną opiekę medyczną” NFZ. Przecież to nie jest żadna bezpłatna opieka – jest to opieka dobrowolna opłacana we własnym zakresie – czy to w ramach dobrowolnego ubezpieczenia zdrowotnego (przez prowadzących działalność gospodarczą) czy w ramach stosunku pracy. Tak więc niczym nie różni się od ubezpieczenia w prywatnej firmie ubezpieczeniowej czy pokrywania rachunków za leczenie bezpośrednio z własnej kieszeni. Istotny jest fakt, że gdybym jej nie opłacał, to nie należałaby mi się.

Tak naprawdę wg mnie sprawca powinien dodatkowo zapłacić za koszty leczenia do NFZ, który de facto występuje tu w roli ubezpieczyciela. Tylko dlatego NFZ pokrył koszty operacji, że wcześniej się ubezpieczyłem i opłacałem.

Na razie wygląda to tak jakbym z własnego ubezpieczenie auto-casco pokrywał naprawę szkody wyrządzoną przez osobę trzecią. Tak samo ubezpieczenie NFZ jest dobrowolnym ubezpieczeniem – pewnego rodzaju odpowiednikiem komunikacyjnego auto-casco.

Wg mnie nawet, jeśli jak twierdzi ubezpieczyciel, wszelkie wydatki powinny być pokryte w ramach NFZ, to w kolejnym kroku NFZ powinien wykonać regres wobec ubezpieczyciela (co tak naprawdę przekłada się ostatecznie i tak na pokrycie kosztów leczenia przez pozwanego).”

W ostatniej części mój klient poruszył ważny problem, o którym już kilkakrotnie pisałam w nieco innym kontekście. Warto zatem przypomnieć kilka najważniejszych kwestii co do kosztów ponoszonych przez poszkodowanego:

  • sprawca i jego ubezpieczyciele są zobowiązani pokryć koszty zaspokojenia wszystkich udowodnionych przez poszkodowanego potrzeb, jakie są konsekwencją wypadku. I to niezależnie od tego, czy np. opiekę nad chorym sprawuje (nieodpłatnie) członek najbliższej rodziny czy opłacona pielęgniarka. Więcej na ten temat przeczytasz tutaj: „Opieka nad poszkodowanym, kto płaci? 

 

  • ubezpieczyciel ma obowiązek zwrócić poszkodowanemu uzasadnione i celowe koszty leczenia oraz rehabilitacji poszkodowanego niefinansowane ze środków publicznych. Więcej na ten temat przeczytasz w poście: „Koszty leczenia się należą!”

 

  • nawet, jeśli poszkodowany pozyskuje środki na leczenie i rehabilitację z darowizn, zbieranych za pośrednictwem fundacji, to i tak nie zwalnia to ubezpieczyciela z obowiązku zrefundowania poszkodowanemu tych kosztów. Więcej na ten temat przeczytasz tutaj: „Same dobre wieści”
Odszkodowanie z ubezpieczenia szpitala

Odszkodowanie z ubezpieczenia szpitala

Ostatnio pisałam o tym, że bywają sytuacje, kiedy usunięcie macicy jest konieczne dla ratowania życia pacjentki (ten post znajdziesz tutaj: „Krwotok położniczy: kiedy usunięcie macicy ratuje życie”). Pozostając w temacie histerektomii, warto też zastanowić się nad tym, jakie są wskazania do planowanej operacji usunięcia macicy. I czy na pewno warto zawsze podążać bezkrytycznie za sugestią lekarza.  

Usunięcie macicy to poważna operacja. Lekarze pamiętają o tym wybiórczo. Kiedy dochodzi do powikłania podczas planowej histerektomii, twierdzą, że powikłania są wpisane w ryzyko tego zabiegu. Kiedy jednak bezrefleksyjnie rekomendują usuniecie macicy w sytuacjach, które tego nie wymagają, to zapominają uprzedzić pacjentkę, że przed wyrażeniem zgody na takie rozwiązanie, powinna wziąć pod uwagę nie tylko potencjalne korzyści, ale też i ryzyka.

Przykład z życia – wskazania do usunięcia macicy

Pacjentka uzyskała wadliwą informację. Lekarz powiedział jej, że oprócz usunięcia przydatków, powinna też zdecydować się na usunięcie macicy. W rzeczywistości, tak nie było. Nie istniały żadne wskazania. Ani terapeutyczne, ani profilaktyczne. Lekarz w macicy nie stwierdził bowiem żadnych patologii uzasadniających jej usunięcie. Usunięcie macicy nie miało też w przypadku tej chorej żadnego przełożenia na zmniejszenie ryzyka onkologicznego.

Ryzyka operacji (histerektomia, usunięcie macicy)

Potencjalne korzyści z przeprowadzonego zabiegu nie były więc wyższe od ryzyka wystąpienia negatywnych następstw usunięcia narządu.  Przed zabiegiem chora nie została jednak o tym poinformowana. W konsekwencji naruszono także prawo pacjentki do wyrażenia świadomej, poinformowanej, a w efekcie prawnie skutecznej zgody na okaleczającą operację.

Wątpliwe leczenie onkologiczne

Jedyną przyczyną, dla której pacjentka podjęła leczenie ginekologiczne, był przede wszystkim stwierdzony w USG guz jajnika prawego, ale także wykryta u pacjentki mutacja w genie CDKN2A (A148T). Aby zminimalizować ryzyko rozwoju choroby nowotworowej, konieczne było usunięcie obu przydatków w całości. Nie tylko zmienionego przez guz jajnika prawego. Jednak podczas operacji nie dość, że niepotrzebnie usunięto macicę, to pozostawiono fragment prawego jajnika. Z dużym prawdopodobieństwem pacjentka nie pozbyła się więc i guza, który w nim był…

W konsekwencji błędów popełnionych w trakcie zabiegu pozostawiona część prawego jajnika prawego stwarza dla pacjentki realne ryzyko onkologiczne.

Powikłania po histerektomii

Gdyby pacjentka nie była wprowadzona w błąd, że w jej przypadku należy usunąć macicę, do zabiegu by nie doszło. Co oczywiste, wówczas chora nie byłaby narażona na ryzyko powikłań. Niestety, takie powikłania wystąpiły: wytworzyła się przetoka pęcherzowo-pochwowa. To z kolei było początkiem kaskady późniejszych zdarzeń, w tym wielu zabiegów operacyjnych. Chora wiele miesięcy musiała funkcjonować ze stomią. Wyszła ze szpitala poważnie okaleczona, a w dodatku z nierozwiązanym problemem, z którym do niego trafiła: guzem prawego jajnika.

Wskazania do histerektomii

Jak podaje w artykule dla Pulsu Medycyny dr n. med. Paweł Szymanowski:

„Częstym argumentem, mającym przekonać kobietę do usunięcia macicy, jest sugerowanie jej ryzyka związanego z ewentualną chorobą onkologiczną w obrębie macicy w przyszłości. Ten argument należy jednak zestawić z faktycznym ryzykiem i wtedy okaże się, że ryzyka związane z samym zabiegiem histerektomii są dużo wyższe niż ryzyko choroby nowotworowej.”

Przed poddaniem się operacji usunięcia macicy warto więc poprosić lekarza, aby jasno podał wskazania do operacji. Warto też, żeby opisał jakie korzyści może przynieść histerektomia oraz z jakimi ryzykami powinna się liczyć pacjentka.